cleris
29.09.11, 12:50
Spośród trzech klas pierwszych trafiliśmy najgorzej, Pani stwarza wrażenie głęboko wypalonej zawodowo, jej działania i wypowiedzi cechuje rutynowość, wiem co się dzieje na lekcjach i przerwach,bo mam dobry kontakt z dzieckiem i znam wypowiedzi Pani i dzieci, Pani jest tak skupiona na wypełnianiu nużących książeczek, że zabiera dzieciom przerwy i muszą siedzieć z nosem w książeczkach rysując kolejne jabłuszka czy szlaczki, byle do przodu,wszelkie zapytania są zbywane "wracaj do ławki",dużo krzyczy na dzieci, byłam w szkole na długiej przerwie to słyszałam,ulubione powiedzonko to "nic mnie to nie obchodzi",moje leworeczne dziecko usadziła 2 września po prawej stronie z praworęcznym,oczywiście dziecko poinformowało Panią o swej leworęczności i potrzebie zajęcia miejsca po lewej stronie ławki, odpowiedż brzmiała "co mnie to obchodzi", efektem było codzienne szturchanie i potrącanie się łokciami przy pisaniu słynnych szlaczków i kolorowankach, moje dziecko średnio co drugi dzień się przypominało, Pani na to że ma siedzieć na swoim miejscu, kolega z ławki głęboko przerażony nie wyraził nigdy woli zamiany miejsc w ławce, zresztą które dziecko chciałoby słyszeć krzyki i otrzymać uwagę za przeciwstawienie się Pani, po dwóch tygodniach (15.09) codziennego motywowania dziecka żeby domagało się przesadzenia na lewą stronę poszłam do Szanownej Pani i jak by nigdy nic uniżenie poprosiłam o przesadzenie jej na lewą stronę, ona patrząc mi jeszcze wtedy w oczy powiedziała, że przesadzi, to był w-f, po którym dzieci miały EW, po szkole pytam się dziecka, czy siedzi po lewej stronie, oczywiście, że nie, przez 4 lekcje EW Pani nie znalazła sposobności do przesadzenia dziecka, następnego dnia też nie, wówczas odczułam to, czego doświadcza moje dziecko od 02.09, czyli totalnego olewania mojej osoby, bo przecież "co mnie to obchodzi", moje dziecko nadal zgłaszało codziennie problem szturchania się łokciami i zamiany miejsc w ławce,wytrzymałam do 21.09,tego dnia poszłam z tą banalną sprawą, choć dla nas istotną do dyrektorki szkoły,na efekty nie trzeba było długo czekać, jeszcze na tej samej długiej przerwie Pani ogryzając paznokcie rzuciła dziecku "Twoja mama chce żebyś siedziała po lewej stronie, to siedź", u dyrekcji poruszyłam też inne niepokojące zjawiska jak na 6 i 7-latków, a mianowicie kradzieże wyposażenia piórnika,niszczenie, przeszukiwania plecaka w poszukiwaniu kasy, bo już pierwszego dnia dzieci stwierdziły, że moje dziecko ma dużo kasy, więc trzeba je okradać, po prostu patologia w wykonaniu 6 i 7-latków,wyrywania pieniędzy z portfela wiszącego na szyi mego dziecka, Pani nie zagłębiając się w genezę zjawiska rzuciła memu dziecku, że kłamie, kiedy odbieralo wyrwane sobie z szyi pieniądze i dostało od Pani burę za zabieranie pieniędzy , koleżance, która je po prostu ukradła wkładając rękę do portfela i wyciągając garść pieniędzy, moje dziecko odbierając swoje pieniądze z zaciśniętych garści tamtej małej dostało taką reprymendę i żadne tłumaczenia, że to są jej pieniądze, że tamta jej wyrwała z portfela, tamto dziecko nie miało pieniędzy tego dnia, moja usłyszała od Pani "KŁAMIESZ", moim zdaniem sprawa powinna być poruszona w rozmowie w cztery oczy z opiekunami tamtej dziewczynki, zniszczony piórnik i rozkompletowany, którego wyposażenie zbierała przez kilka dni sprawdzając piórniki kolegów, usłyszała od Pani, że jak nie będzie pożyczać, to nikt jej w klasie niczego nie pożyczy, pytam się co to za pedagog? kim ona jest?czy elementarne poczucie przyzwoitości, poszanowania cudzej własności,wreszcie napiętnowania zjawisk patologicznych takich jak szperanie po plecaku w poszukiwaniu pieniędzy, zabieranie i nieprzyznawanie się przez dzieci do kradzieży wyposażenia piórnika i pieniędzy jest akceptowane, nie potępione jednym słowem, tylko ofiara kradzieży ma się wstydzić,że nie pożycza?????????? od czasu mojej rozmowy z dyrektorką szkoły 21.09 Szanowna Pani nie patrzy mi w oczy zwracając się do mnie, poza tym owoce kroiła dzieciom brudną linijką, bo nie chciało jej się iść po nóż, córka brzydziła się jeść, ale się zmusiła, ma swoich ulubieńców, którym daje pieniądze, żeby jej coś kupili w sklepiku, daje kilku dzieciom pieniądze swoje własne,moje dziecko raz zwróciło się do Pani z prośbą o 2 zł na wodę mineralną, była bezpośrednio po w-fie, a nie spakowałyśmy do plecaka picia i pieniędzy, pozostawała opcja picia wody w toalecie, córka stała za kolegą G., który dostał pieniądze od Pani, poprosiła ją tłumacząc swoją sytuację, a Pani co? odwróciła się do mego dziecka plecami, nawet nie było słynnego "co mnie to obchodzi"...
z racji przepełnionych klas równoległych, nie ma możliwości przeniesienia dziecka do jednej z dwóch pozostałych klas pierwszych w szkole, ta jest najmniej liczna, 3 osoby zrezygnowały już w pierwszym tygodniu
rozwiązania są dwa:
- zmiana szkoły na prywatną
- zmiana szkoły na publiczną dalej położoną
nie wiem co robić, rozmowa z Panią jest dla mnie stratą czasu, dziecko jest zdolne, miało ogromne nadzieje i oczekiwania, a z dnia na dzień gaśnie, mam wrażenie, że zaszkodziłam dziecku, ale nie mogłam zostawić tak sprawy ławki i kradzieży