dzieci a rodzice kolegów

24.10.11, 22:07
kurcze nie wiedziałam jaki dac tytuł smile
Sprawa nastepujaca, dotycząca pierwszaków: młody mowi mi dzis, że zaczepiła go na korytarzu mama X, że nie życzy sobie, aby zabierał jej synowi przybory szkolne i ma jutro przyniesc (oddac) gumkę i temperówkę. Młody próbował wytłumaczyc, że ich nie wziął, ale pani nie słuchała. Na koniec stwierdziła, że ma też przestać bić jej syna.
Hmmm......oczywiscie pytam młodego co i jak: przybory pożyczał (ma swoje rzecz jasna, ale akurat w tej chwili nie mógł znalezc), ale oddał - włożył do jego piórnika (dałam pogadanke na temat oddawania, że ma dać do rąk własnych i podziękować).
Sprawa bicia-jego słowo przeciwko słowu mojego syna. Moj młodziak mówi, że jest dokładnie odwrotnie, że to tamten zaczepia jego....czyli samo życie, a prawda leży po środku.
I teraz co - moje stanowisko na bieżącą chwilę jest takie, że zamierzam powiedzieć szanownej mamie, że sobie nie życzę atakowania słownego mojego dziecka - ma problem, idzie do mnie lub do wych. W takiej sytuacji dziecko jest zawsze na gorszej pozycji (przy okazji pogadanka dla młodego, że ma odpowiadac ze nie rozmawia z obcymi i odwrót-nie wdawac sie w zadne dyskusje),
Dodatkowo poczułam się tak, jakby oskażała go o kradzież, robiła z niego klasycznego złodzieja (skoro ukradłes to musisz oddac), a tego to z pewnością juz nie zaakceptuję.....wiem wiem, to tylko gumka, niemniej jednak to nie ja robię o nią aferę.

Myślę sobie, skąd ludziom do głowy takie pomysły przychodzą, czy tez moze ja jestem nie dzisiejsza? Naskakiwać na obce dziecko o gumkę i temp? mając jedynie dowód w postaci tekstu: pożyczyłem Y i mi nie oddał.
Gdyby sytuacja byla odwrotna-nie robiłabym dochodzenia co sie z tym stało i kto komu, tylko masz pilnowac swoich rzeczy i tyle (wiedząc, że 6/7 latki jeszcze nie do konca to potrafią i jednak te gumki/temp. miec w zapasie).

Czy ktos mnie moze jednak olsni, że w takiej sytuacji to jak najbardziej powinnam zapakowac mlodemu przybory i oddac je X, a mama z wątku zachowała się jak najbardziej własciwie i w zasadzie nic tylko się pokajać?!
Jakie jest Wasze zdanie?

    • aagata4 Re: dzieci a rodzice kolegów 25.10.11, 10:11
      Tak jak sama napisałaś:
      - Dziecku powiedzieć aby powiedział na drugi raz tej pani, że z obcymi nie rozmawia i proszę iść z tym do wychowawcy lub moich rodziców, oczywiście uczulać na pilnowanie rzeczy (co może być jeszcze nie skuteczne)
      - A samej iść do wychowawcy i powiedzieć, że dziecko jest atakowane przez rodziców, że rozumiesz, że prawda jest gdzies po środku i raczej swojego syna nie podejrzewasz, bo już z nim rozmawiałaś i poprosić panią aby w miarę możliwości zwróciła uwagę na dzieci zwłaszcza zwrócenia uwagi na Twoje dziecko w momencie jak tamta mamusia rozmawia z synkiem.

      W domu pytaj syna, czy sytuacja się powtarza i co się z tym dzieje dalej.

      Nie wiadomo., czy to przyniesie skutek, ale wg mnie na początek taka jest Twoja rola tutaj ...
      pozdrawiam

      Agata
    • majaa Re: dzieci a rodzice kolegów 25.10.11, 10:51
      Ale czy chodzi Ci o to, że mama kolegi w ogóle rozmawiała z Twoim synem, czy o to w jaki sposób rozmawiała? Bo piszesz, że syn ma nie rozmawiać z obcymi... no i dobrze piszesz, z obcymi - nie, ale to w końcu była mama kolegi, a nie zupełnie obca osoba z ulicy. Uważam, że mogła zwrócić się do Twojego syna z prośbą o wyjaśnienie, najlepiej zresztą w obecności swojego dziecka, ale na pewno nie powinna go atakować, krzyczeć czy straszyć. Myślę, że chyba nie zaszkodzi, jeśli przy najbliższej okazji zaczepisz tę panią, wyjaśnisz o co Ci chodzi i poprosisz o zachowanie stosowne do sytuacji.
      • canuck_eh Re: dzieci a rodzice kolegów 25.10.11, 15:14
        Jednak ciagle obca baba wedlug mnie.Kolega z klasy co nie znaczy ze musi znac mamusie.
        Pytanie - czy pozyczone przedmioty o strasznie wielkiej wartosci dziecko pozyczylo bez wiedzy wlasciciela czy jednak wlasciel sam dal i zapomnial ze zostaly mu oddane i mu sie zawieruszyly i lepiej zwalic na kolege bo mama nie bedzie krzyczec na niego - pokrzyczy na kolege ibedzie git..Podeszlabym z synem do owej matki i porozmawiala wspolnie z nia i jej synem takze i wyjasnila jak to bylo z tym pozyczaniem i tym biciem bo tutaj mamy sprzeczne informacje - tymowisz ze nie oddal, moj syn mowi ze oddal.Ktos tutaj klamie.Co do bicia, szturchania czy czego tam - czy oby na pewno jest to bicie czy nie przypadkiem ktos na kogos nie wpadl i ktos nie jest przewrazliwiony i komus trzeba cos wyjasnic ze na przerwach tego typu rzeczy sie zdarzaja.Dla swietego spokoju odkupilabym przewrazliwonej mamusi 3 gumki i 3 temperowki z wyjasnieniem ze ja wierze dziecku ze nie ukradlo tylko pozyczylo a jej synowi moglo sie zawieruszyc i ze moze skoro nie potrafia sie kolegowac i jest taki placzek to niech sie trzymaja z dala i jak gubi rzeczy to niech ma ode mnie w zapasie te 3 gumki i temperowki.Dziecko poprosilabym by nie pozyczalo od tego chlopca.Owa matke pewnie szarpnie ale coz z tego.
    • tukata Re: dzieci a rodzice kolegów 25.10.11, 11:43
      nie wyjaśnia sie spraw z cudzymi dziećmi, tylko ich rodzicami. To po pierwsze, a po drugie problem gumki i temperowki jest "żadną" sprawą ( w której to rodzice powinni interweniować)i wg mnie to dzieci powinny wyjaśnić między sobą. Własnie takie zdarzenia uczą rozwiązywania problemów, pilnowania swoich rzeczy itd. Innym problemem jest problem bicia, a tego juz bym nie odpusciła i z ową mamusią, ewentualnie wychowawcą wyjaśniła. Mamusi dodatkowo zwróciłabym uwagę, że następnym razem proszę dziecka nie zaczepiac tylko zwrócic sie do mnie.
      • alinawk Re: dzieci a rodzice kolegów 25.10.11, 14:05
        > nie wyjaśnia sie spraw z cudzymi dziećmi, tylko ich rodzicami. To po pierwsze,
        > a po drugie problem gumki i temperowki jest "żadną" sprawą ( w której to rodzic
        > e powinni interweniować)i wg mnie to dzieci powinny wyjaśnić między sobą. Własn

        A jak dziecko samo nie umie rozwiązać tego problemu to co wtedy? Córka na pytanie gdzie ma ołówek odpowiada, że pożyczyła koledze, a on jej nie oddał. Mówię, żeby w takim razie na następnej lekcji podeszła do niego i poprosiła o zwrot ołówka. Ona na to, że się wstydzi i nie pójdzie. No i co mam robić? Kupować nowy?
        A jezeli kolega załóżmy nie ma zamiaru oddawać pożyczonej rzeczy bo mu się ona podoba i nie chce jej oddać?
        Też rodzic ma nie interweniować?
        • hanna26 Re: dzieci a rodzice kolegów 25.10.11, 14:21
          Gdyby tamta mama kilka dni wcześniej założyła wątek w rodzaju: "Mojego syna bije jego kolega z klasy i zabiera mu przybory szkolne", z cała pewnością całkiem spora grupka mam poradziłaby właśnie w ten sposób: "Podejdź sama do tego chłopaka i każ mu przestać bić i oddać zabrane przedmioty. Na pewno szybko poskutkuje i twoje dziecko będzie miało spokój przez całą podstawówkę. Murowane."
          Może nawet założyła taki wątek? wink Poszukajcie.
          • majaa Re: dzieci a rodzice kolegów 25.10.11, 15:43
            big_grin Dokładnie. Zresztą, jak już pisałam, ja akurat nie widzę nic złego w próbie wyjaśnienia niektórych spraw bezpośrednio z dziećmi, byle tylko kulturalnie i z wyczuciem, a nie od razu lecieć ze skargą do rodziców.
    • jusytka Re: dzieci a rodzice kolegów 25.10.11, 13:10
      No cóż, z takimi rodzicami się niestety od czasu do czasu chyba każdy z nas zetknie wcześniej, czy później. Niestety nasze dziecko w starciu z dorosłym rodzicem zawsze będzie na straconej pozycji, dlatego trzeba sprawę z mamusią wyjasnić, a najlepiej poprosić jeszcze wychowawcę, aby poinstruowała ją, kto ma prawo do wychowywania naszych dzieci i jak powinna zachować sie w podobnej sytuacji.
      • patria5 Re: dzieci a rodzice kolegów 25.10.11, 13:31
        a mi się wydaje, że obudziła się w Tobie i innych matkach po prostu lwica, co musi bronić swoich młodych
        jeśli sprawa jest jednorazowa to ja bym nie robiła z tego wielkiego halo
        jak sama piszesz - prawda pewnie leży po środku, co kto komu pożyczył a co kto sobie wziął bez pytania, oddał i podziękował, czy moze łaskawie wrzucił do plecaka, kto kogo uderzył, a kto po prostu niechcący szturchnął... nie dojdziesz
        • jusytka Re: dzieci a rodzice kolegów 25.10.11, 16:10
          Owszem sprawa błaha, ale ja nie chciałabym, aby moje dziecko było atakowane przez innych rodziców, ani sama nigdy tego nie robię. Od tego jest wychowawca, pedagog, który po wysłuchaniu obu stron, a często jeszcze świadków zdarzenia jest bardziej obiektywny. Dzieci relacjonując jakieś zdarzenie mają na ogół tendencję do "wybielania" własnej osoby i nie łatwo jest im przyznać sie do winy.
          • mama303 Re: dzieci a rodzice kolegów 30.10.11, 08:38
            jusytka napisała:

            > Owszem sprawa błaha, ale ja nie chciałabym, aby moje dziecko było atakowane prz
            > ez innych rodziców, ani sama nigdy tego nie robię.

            No i co z tego że Ty bys nie chciała.... Nie zapobiegniesz wszystkim przykrym sytuacjom z jakimi spotka sie Twoje dziecko.
          • zembiczek Re: dzieci a rodzice kolegów 31.10.11, 08:12
            Zgadzam się z jusytką, też bym nie chciała, żeby ktoś atakował moje dziecko, nawet słownie. Miałam taką sytuację w przedszkolu, córka nie zaprosiła koleżanki na urodziny, ponieważ tamta nigdy jej nie zapraszała, oczywiście wyprawiając i zapraszając inne dzieci z grupy. Córka ją zapraszała 3 razy i za czwartym nie zaprosiła. Mama niezaproszonej dziewczynki poprosiła moją z salki i zaczęła na nią wrzeszczeć, dlaczego jej córka nie została zaproszona na urodziny i , że córce bardzo przykro i płakała. Moja nie w ciemię bita wyjaśniła pani, w czym rzecz, tzn. że X też nie zaprasza, więc obowiązku nie ma. Rodzice tamtej dziewczynki poszli z tym problemem do pani wychowawczyni i była pogadanka, że jak ktoś robi urodziny, to powinien wszystkie dzieci zapraszać, bo innym jest przykro. Powiedziałam przy wszystkich rodzicach, że jak pani będzie sponsorować , to może i całe przedszkole zaprosić, a jeśli nie to nie jej problem. Ale tak wygląda nadopiekunczość rodziców i widzenie tylko czubka własnego nosa.
      • mama303 Re: dzieci a rodzice kolegów 30.10.11, 08:35
        jusytka napisała:

        > No cóż, z takimi rodzicami się niestety od czasu do czasu chyba każdy z nas zet
        > knie wcześniej, czy później. Niestety nasze dziecko w starciu z dorosłym rodzic
        > em zawsze będzie na straconej pozycji, dlatego trzeba sprawę z mamusią wyjasnić
        > , a najlepiej poprosić jeszcze wychowawcę, aby poinstruowała ją, kto ma prawo d
        > o wychowywania naszych dzieci i jak powinna zachować sie w podobnej sytuacji.

        Przeciez nie zabronisz komuś rozmawiać ze swoim dzieckiem.... na jakiej zasadzie? że sobie nie życzysz? Dobre sobie. Lepiej swoje dziecko nauczyc jak ma sie bronic w takich sytuacjach niż zabraniac sie komus odzywać do swojego dziecka.
    • morekac Re: dzieci a rodzice kolegów 25.10.11, 13:42
      mając jedynie dowód w postaci tekstu: pożyczyłem Y i mi nie oddał.
      No, ty też na dowód, że oddał masz tylko słowo swojego dziecka. Na pewno nie czepiałabym się kobiety, że uwierzyła swojemu dziecku. Ty też swojemu wierzysz, prawda?
    • kanna Re: dzieci a rodzice kolegów 25.10.11, 16:29
      Nie zwracam uwagi cudzym dzieciom. Z zasady. Chyba, że widze, że robia cos niebezpiecznego dla siebie/innych. Wtedy interweniuję. Nie pozwlam tez innym pouczac moich dzieci - kiedy ktos zwraca uwage dziecku np. w sklepie, mówie 'Dzień dobry, ja jestem jego rodzicem, prosze do mnie mówić"

      Partnerami do kontaktu sa dla mnie rodzice dziecka. Dzieci zachecam, żeby same załatwiały sprawy z kolegami, jak im nie wychodzi - kontaktuje się z rodzicem.
      • azjaodkuchni Re: dzieci a rodzice kolegów 26.10.11, 20:33
        Gdybym miała maila do pani to bym jej napisała , ze sobie nie życzę by " atakowała" moje dziecko a sprawy szkolne zostawiam syowi. Gdybym nie miała powiedziałabym wychowawczyni. Okropna sytuacja dzieci dwoje i ich konfliktu oraz jedna dorosła baba..
        • bu-zia Re: dzieci a rodzice kolegów 27.10.11, 05:47
          Poszlam do wych. z pytaniem czy zauwazyla moze jakis konflikt miedzy X a moim synem - nie, nic takiego. Powiedzialam wiec, ze mam X zaczepila mojego syna i oskarza go o kradziez, sprawe z synem wyjasnilam, twierdzi ze oddal co pozyczyl, wyklad na temat "kulturalnego" oddawania pozyczonych przyborow był, dodatkowo zaznaczylam ze ma nie wdawac sie w zadne dyskusje z rodzicami dzieci tylko grzecznie odp. ze z tym to do wych. albo rodzicow.
          Pani oczywiscie przyznala racje, że nie ma zalatwiania problemow z dziecmi i obiecala porozmawiac z mama X.
          Rozmowa byla, mama X na nastepny dzien podeszla sama i powiedziala ze tak w ogole to ona nie ma nic przeciwko mojemu synowi, tylko jak cos pozycza to niech oddaje!!!... powiedzialam wersje wypadkow wg.mlodego, na co ona, że w takim razie moze X ją gdzies zapodzial, bo wie pani, on ma dopiero 6 lat.
          Na koniec krotkie pyt., czy mamy sprawe wyjasniona, zeby potem jakis kwasów nie było-powiedziala ze tak i wogole to ona b.lubi mojego syna i w te kwiatki.
          No i po co bylo?. moj mlody przedstawil to bardziej dramatycznie. Byc moze tego dramatyzmu nie bylo, albo tez mama sie zreflektowala, że zle uczynila i probowala zbagatelizowac sprawe. Wszystkiego tego by sie uniknelo, gdyby kolejnosc wyjasniania byla inna.
          • feniks_z_popiolu Re: dzieci a rodzice kolegów 27.10.11, 05:59
            Jednym słowem modelowe załatwienie sprawy. Brawo! Mamę kolegi niepotrzebnie chyba poniosło, może miała gorszy dzień. Podobnych sytuacji w karierze szkolnej dziecka może się jeszcze zdarzyć sporo; moim zdaniem trzeba je uświadamiać JAK SAME maja sobie radzic w takich przypadkach
            • annes67 Re: dzieci a rodzice kolegów 27.10.11, 08:49
              bu-zia generalnie ma racje tzn ja mysle podobnie( moze tak samo)

              sprawy dzieci wyjasniaja miedzy soba, zaczepianie dziecka przez osobe dorosła jest niedopuszczalne!!
              Problemy zgłaszamy wychowawcy, ew. kontaktujemy sie z rodzicem tego dziecka jesli to konieczne.

              chodzi o bezpieczenstwo dzieci juz w szerszym aspekcie, nie wiadomo co za psychopata z tego rodzica. ( no.. przewidujemy najgorsze..)


              żeby do tego nie doszło trzeba zgłaszac to szkole u wychowawcy, dyrekcji ,a

              szkoła jest zobowiązana zapewnic bezpieczeństwo naszemu dziecku!



              ============0=0=0=080=0=0=0==========
              • mama303 Re: dzieci a rodzice kolegów 30.10.11, 08:44
                annes67 napisała:

                >zaczepianie dziecka przez osobe dorosł
                > a jest niedopuszczalne!!


                A to z jakiego paragrafu wink?
                • annes67 Re: dzieci a rodzice kolegów 30.10.11, 09:34
                  mama303 napisała:

                  wyciełaś pół zdania i się rzucasz..
                  .moze ciebie dotyczy inny kawałek zdania w mojej wypowiedzi( nie wiadomo co za psychopata z tego rodzica. )

                  oczywiscie różne zaczepialskie typy sie zdarzaja i tu ucze dziecko reagowac.jednakze w szkole gdy sa pod opieka tejże szkoły takiego ataku sie po prostu nie spodziewaja.
                  • mama303 Re: dzieci a rodzice kolegów 30.10.11, 11:14
                    annes67 napisała:


                    > wyciełaś pół zdania i się rzucasz..

                    Jak dodasz do tego zdania jego dalszą część to nie staje sie mniej bzdurne.
          • annes67 Re: dzieci a rodzice kolegów 27.10.11, 08:54
            Odpowiadasz na:
            bu-zia napisała: moj mlody przedstawil to bardziej dramatycznie.


            Bo dla dzieci to jest dramatyczne! ( mój syn podobny przypadek )
          • mama303 Re: dzieci a rodzice kolegów 30.10.11, 08:43
            bu-zia napisała:

            > Poszlam do wych. z pytaniem czy zauwazyla moze jakis konflikt miedzy X a moim s
            > ynem - nie, nic takiego.

            Łomatko, jeszcze wychowawczyni została wkręcona. Klasycze Igły z wideł smile
      • mama303 Re: dzieci a rodzice kolegów 30.10.11, 08:40
        kanna napisała:

        > Nie zwracam uwagi cudzym dzieciom. Z zasady. Chyba, że widze, że robia cos nieb
        > ezpiecznego dla siebie/innych. Wtedy interweniuję. Nie pozwlam tez innym poucza
        > c moich dzieci - kiedy ktos zwraca uwage dziecku np. w sklepie, mówie 'Dzień do
        > bry, ja jestem jego rodzicem, prosze do mnie mówić"

        I potem takie dziecko buzi nie umie otworzyć w swojej obronie. Gratuluję.

        • a.nancy Re: dzieci a rodzice kolegów 30.10.11, 14:21
          > I potem takie dziecko buzi nie umie otworzyć w swojej obronie. Gratuluję.

          kilkulatek nie musi umieć się bronić przed atakiem dorosłych. ma prawo się wstydzić, speszyć etc.
          poza tym, żeby nauczyć się bronić, trzeba mieć możliwość zaobserwowania, jak robią to inni. na przykład mama. mnie rodzice nie bronili, i jakoś się nie nauczyłam przez całe dzieciństwo. wręcz przeciwnie, wobec ataku ze strony osoby dorosłej łapałam gigantycznego "stresa". pewnie byłoby inaczej, gdybym wiedziała, że mama jest gotowa mnie wesprzeć, a nie udaje, że nie słyszy.
          • mama303 Re: dzieci a rodzice kolegów 30.10.11, 15:58
            a.nancy napisała:

            >kilkulatek nie musi umieć się bronić przed atakiem dorosłych.

            Ale skąd matka-kwoka ma to wiedzieć jeśli zanim nawet takie dziecię buzie otworzy ona już za niego mówi? Nie znosze tego, to jest takie ubezwłasnowolnienie dzieci. Dziecko idace do szkoły to nie bezradny trzylatek. Chociaz niektóre mamy tak swoje dzieci traktują.
            • annes67 Re: dzieci a rodzice kolegów 30.10.11, 16:25
              za to niektóre dzieci to są tak wypyskowane ,..domyslam ,ze ty i twe dzieci do tych należy.
              z pewnoscia nie zginiecie w świecie...ale czy o to chodzi..?
              ech...zreszta...
              • mama303 Re: dzieci a rodzice kolegów 30.10.11, 16:30
                annes67 napisała:

                > za to niektóre dzieci to są tak wypyskowane ,..domyslam ,ze ty i twe dzieci do
                > tych należy.

                Wypyskowane? co to za słowo?

                • annes67 Re: dzieci a rodzice kolegów 30.10.11, 16:32
                  moje własne...MIodek dopuszcza takie możliwosscismile
                  • mama303 Re: dzieci a rodzice kolegów 30.10.11, 19:32
                    Jak Twoje własne to powinnaś chyba wyjaśnic, co oznacza. bo nie wiadomo o co chodzi.
            • bu-zia Re: dzieci a rodzice kolegów 30.10.11, 19:55
              chyba Ci sie cos pomyliło (akurat w tym przypadku), dziecie się próbowalo obronic, ale obronic sie majac 7 lat przed doroslą osoba,będącą w 100% przekonaną o swojej racji chyba jest ciężko.
              Pani zostala wkręcona przypadkiem (musialam zaptac czy faktycznie nie zauwazyla jakiegos konfliktu miedzy dziecmi, wszak to ona widzi ich w szkolnych sytuacjach-ja ani matka X nie) i mysle, że to dobrze - sama zreszta tak stwierdzila.
              Sprawa sie wyjasnila, a ja nie zostawilam mlodego z problemem samemu sobie. Nie wyobrazam sobie nie pomoc 7 latkowi w konfrontacji z doroslym-nie zapominaj, to nie byla sprzeczka kolegow.
              • joanka-r Re: dzieci a rodzice kolegów 30.10.11, 21:01
                Mojemu synowi od września musiałam kupić już kilka temperówek, gumek, linijek i flamastrów. Gdybym o każdą rzecz jaka zaginęła, robiła takie awantury, to nie wpuszczaliby mnie do szkoły. On sam raz przyszedł z książka koleżanki, pól dnia zajęło mi aby znaleźć num er telefonu do jej rodziców, jak juz zadzwoniłam , okazało się, ze młoda nawet nie wiedziała, ze nie ma podręcznika w plecaku. Czasami dzieci szybko się pakują i zgarniają ze stolika rzeczy kolegi.
        • kanna Re: dzieci a rodzice kolegów 31.10.11, 17:10
          Umie swietnie smile do kolegów. Umie tez rozwiązywac problemy z dorosłymi (co wielokrotnie robił np. na obozach).
          Ale z drugiej strony wie, że ja nie pozwole, żeby inni dorośli na niego naskakiwali w mojej obecnosci. Bo uwazam, że dorosli nie powinni wrzeszczec na dzieci ani swoje, ani cudze. I to daje mojemu synowi poczucie bezpieczeństwa, co skutkuje adekwatnościa w relacjach z dorosłymi - nie daje sie zastraszac, ale tez nie jest pyskujacy. Bo wie, ze to nie ok jak dorosły wrzeszczy. I ze to jest problem dorosłego, nie jego.
          • mama303 Re: dzieci a rodzice kolegów 31.10.11, 18:33
            Niestety dziecko coraz częściej nie będzie w Twojej obecności i co wtedy zrobi bez mamusi, która zanim sie zdążył odezwać juz sie wcina.
            • kanna Re: dzieci a rodzice kolegów 03.11.11, 21:41
              Radzi sobie w kontaktach z dorosłymi świetnie - jak napisałam wyżej, jeździ od dawna na obozy.

              Ja nie pisze o "mówieniu" za dziecko, tylko o ucinaniu uwag, które dziecku rzucają dorośli przekonani, że moga je wychowywać. Dziecko powinno wiedziec, że dorośli nie mają prawa na nie krzyczeć i że krzyk jest nie ok.
              Mój syn to wie, co powoduje, że z jednej strony nie daje się zastraszać, ale z drugiej - nie jest agresywny w stosunku do dorosłych (dzieci zreszta tez nie).

              Poza tym, pczucie bezpieczeństwa u małego dziecka bierze się z tego, ze wie, iz rodzice je obronia i staną po jego stronie.
              Kiedy ktos krzyczy w sklepie na przedszkolaka "Uważaj, gó...arzu!" to sensowny rodzic podchodzi i mówi "Ja jestem rodzicem, prosze mówić do mnie i nie krzyczec na mojego syna". W ten spsób pokazuje dziecku, że się nim opiekuje, szanuje je i o nie dba.

              Niestety, ja widze najczesciej rodziców, którzy wspólnie z obcym dorosłym naskakuja na dziecko, albo - dla odmiany - naskakuja na dorosłego. Czyli ucza przemocowości w kontakcie.
              • mama303 Re: dzieci a rodzice kolegów 03.11.11, 22:16
                > Kiedy ktos krzyczy w sklepie na przedszkolaka "Uważaj, gó...arzu!" to sensowny
                > rodzic podchodzi i mówi "Ja jestem rodzicem, prosze mówić do mnie i nie krzycze
                > c na mojego syna". W ten spsób pokazuje dziecku, że się nim opiekuje, szanuje
                > je i o nie dba.

                ale tu to juz jakąś historię o agresji wymyślasz. W ten sposób to nikt do nikogo nie powinien sie odzywać! Przypominam, że rozmawiamy o zwracaniu uwagi dzieciom przez dorosłych a nie o wrzaskach i epitetach.
    • tygrysiatko1 Re: dzieci a rodzice kolegów 03.11.11, 23:09
      gdybym miała informację do swojego dziecka, że jest bite przez inne to oczywiście, że załtwiłabym tę sprawę bezpośrednio z dzieckiem. w nosie bym miała rozmowę z wychowawcą czy pedagogiem szkolnym. A jeszcze bardziej bym się cieszyła gdybym dorwała dzieciaka z rodzicem
      • annes67 Re: dzieci a rodzice kolegów 04.11.11, 08:28
        tygrysiatko1 napisała:

        > gdybym miała informację do swojego dziecka, że jest bite przez inne to oczywiśc
        > ie, że załtwiłabym tę sprawę bezpośrednio z dzieckiem. w nosie bym miała rozmow
        > ę z wychowawcą czy pedagogiem szkolnym. A jeszcze bardziej bym się cieszyła gdy
        > bym dorwała dzieciaka z rodzicem

        TY chyba żartujesz.?

        to już skrajnosc..

        Dam przykład.:ostatnio syna mojej siostry pobił kolega..jakos do głowy jej ni e przyszło by leciec i dorwac tamtego dzieciaka razem z rodzicem. Poszła na obdukcje z równoczesnym zawiadomiem szkoły...i to ma szanse zachamowac przemoc bo dalej sprawa zajma sie odpowiednie organy typu sąd, kurator..policja.(..moze nie w tej kolejnosci..).ale musimy pamietac by nie reagowac impulsywnie na przemoc (i wszelkie nieprawidłowosci typu zabrał mi cos tam) czyli zrobic najazd na goscia i dac w p....
        Metody Kmicica sie komus podobaja....?


        --
        ============0=0=0=080=0=0=0==========
      • bu-zia Re: dzieci a rodzice kolegów 04.11.11, 12:44
        Tygrysiatko - a gdybys miala informacje - mamo, bo mama Kasi mówi ze jej ukradłem gumke i każe mi jej ja odkupic, a ja jej naprawde nie ukradlem!!! Dwa razy mnie zaczepiała na korytarzu i powiedziala ze jutro ją musze przynieść.
        I jeszcze mowi ze mam przestac ja bic, a to nieprawda, to ona mnie bije!!!

        heh....i tak niektore matki zyja w przeswiadczeniu, jak ze moj Kazio mowi, że Stasiu go bije to z pewnoscia jest prawda....tyle, że ten Stasiu swojej mamie moze mowic dokladnie to samo. Dlatego nalezy wyjasnic sytuacje z wych. - w pierwszej klasie pani ma na oku dzieci w zasadzie cały czas.

        A nawiązując do mojej pierwszej wypowiedzi, powinnam teraz zaczepic mame X, albo raczej samego X i mu nagadac, że zniszczyl mlodemu pudełko na sniadanie - podobno kopał wczoraj jego tornister i pudełko pękło.
        • annes67 Re: dzieci a rodzice kolegów 04.11.11, 14:02
          bu-zia

          nic sie nie martw/..wg, mnie dobrze myslisz i jestes dzisiejsza, wiec ni e daj sie sprowokowac.
    • annes67 Re: dzieci a rodzice kolegów 10.11.11, 11:59
      a u mnie dzis sytuacja sie powtórzyła, chodzi o zaczepki rodziców .

      było to w szatni gdzie rodzice wstepu niby nie maja, synek mi podbiegł ,ze jest zaczepiany przez koleżanke i jej mamke , - córcia naganiala swa mamusie co ja w szatni ubierała( rozbierała) by dala mu opieprz ( za cos czego nie zrobił, wiem bo widzialam, ze nic nie zrobił)), on do mnie przybiegł prawie z płaczem, wiec nie wytrzymalam...
      wiec mówie mu odsuń sie od nich, zaraz to zgłosze pani. na szczescie dyrektor była blisko. pisnełam słowko.

      weszla do szatni i poprosiła o wyjście wszytskich rodziców powołujac sie na regulamin itp).

      nawet nie wiecie jaka powstała wrzawa! jakby bomba wpadła do kórnika. !

      pop........ mamuski, sorry, to trzeba było nagrać.!

      krzyk,!!-" jak mogła mnie wyrzucić, chcialam tylko zdjąc skarpetki mojej córci "itp.



      k..... ,ale jak niepotrafi dziecko samo zjąć skarpetek to chyba zajecia wyrównacwcze by sie przydały. część tez nie umie podciagnac spodni,zapiąć guziczka...i podejrzewam ,ze chyba pierdnac...rodzic jest niezbedny i musi być blisko !?

      czy ja przesadzam.?.mówie o klasie pierwszej ponad 7 lat maja , przeciez rodzice sa za szyba, dziecko moze wyjsc, podejsc, a poza tym jest nauczyciel do pomocy dyżurujacy
      nigdy nie było żadnych jatek z powodu nieobecnosci rodziców w szatni, sa jednak jatki gdy gorliwe mamuśki kokoszą sie w szatni.

      uff, musialam sie wygadac...

      sorry za .......
Inne wątki na temat:
Pełna wersja