Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szkole?

31.10.11, 20:33
Klasa 1, nowa nauczycielka. Geneneralnie ok.
jednak

Zdarzyło sie ,ze dzieci dostały na lekcji ksiazkę ( od jakiegos wydawnictwa,książka typu mala encyklopedia) i miały ja zaniesc do domu a rodzice mieli zapłacic za nią.

Potem dostały jakies musujące witaminy bez przekazu ,ze maja to zaniesc do domu. wiekszosc uczniów otworzyła saszetke na miejscu i zjadła, wielu nie smakowało i ktos tam pluł czy wymiotował.

Mój syn książki nie przyniósł do domu i witamin nie otworzył lecz przyniósł do domu i nie miał ochoty brać tego.

Jestem zadowolona z syna,ze umiał sie zachować,jednak
pytanie moje:
Czy wogóle powinno dochodzic do takich sytuacji?

Czy u was tez cos było takiego?..
    • marcin.slawski Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 31.10.11, 20:52
      Na Twoim miejscu od razu waliłbym do dyrektora. To moim zdaniem bardzo poważna sprawa. Zarówno "wciskanie" małym dzieciom "kitu", który jest wyjątkowo agresywną techniką sprzedaży (która jest manipulacją i absolutnie niedopuszczalna w placówce oświatowej). Wręczenie zaś dziecku jakiegoś specyfiku, to już niemal sprawa dla prokuratora.
      • wanilia39 Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 31.10.11, 21:30
        ABSOLUTNIE NIEDOPUSZCZALNE!
        • iwek33 Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 31.10.11, 21:49
          Tak, ale tylko z książkami. Dwa, trzy razy w roku młody przynosi do domu jakąś książkę ( ćwiczenia ortograficzne, czy zadania matematyczne coś w tym stylu), ale z wyjaśnieniem, żeby zobaczyć i jeśli się zdecydujemy przynieść pieniądze, a jeśli nie, zwrócić ksiązkę. Często wydawnictwa tak robią, przywożą do szkoły, proponują, ale nigdy nie zdarzyło się tak, żeby był przymus kupienia. Może w waszej szkole też tak było, tylko córka nie przekazała, że to dobrowolne? ( ja oprócz tego, że młody powiedział, miałam wpis od nauczycielki w zeszycie kontaktów, o co chodzi). Natomiast nigdy nie spotkałam się z rozprowadzaniem witamin, czy innych specyfików tego typu.
          • iwek33 Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 31.10.11, 21:50
            oj, przpraszam, doczytałam, że masz synka nie córkę.
    • yula Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 31.10.11, 22:28
      Za danie do jedzenia/picia czegoś bez mojej wiedzy i zgody zrobiłabym awanturę, ale mój jest alergikiem i w szkole o tym wiedzą smile Książki typu ćwiczenia dostają, z poleceniem obejrzenia sobie i jak chcemy kupienia, to sie zdarza 1-2 razy do roku i zwykle sie zgadzam, bo są całkiem fajne i nauczycielka korzysta z nich też na lekcjach. Na pewno nie ma że musimy coś kupić
      • kolina01 Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 31.10.11, 22:52
        A witaminy to pewnie jakis pluszzzz bylwink Ostatnio po szkole przelecial jakis marketing i plany lekcji z przyklejona saszetka dawali. Nasza nauczycielka na szczescie rozdala to rodzicom na wywiadowce, a nie dzieciom na lekcjismile
    • feniks_z_popiolu Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 01.11.11, 07:56
      Z witaminami to nauczycielka zachowała się naprawdę nieodpowiedzialnie. Jeśli miała je do rozdania to powinna zrobić poprzez rodziców. A co by było gdyby jakieś dziecko się pochorowało? Natomiast co do książki, jeśli nauczycielka poleca daną pozycję to może jest to dobry sposób. Pod warunkiem, że zakup jest dobrowolny a nie obowiązkowy. U nas było tak z ćwiczeniami z ortografii do użytku domowego i mini encyklopedią wiedzy o Polsce.
      Obie pozycje zakupiliśmy i okazały się pomocne.
      • annes67 Czy może ..jest na to jakies zarządzenie? 01.11.11, 08:55
        ..

        Zakup ksiązki był zapewne dobrowolny bo jak mój nie chciał to nie było póżniej dyskusji.( po prostu go nie interesowała, )

        O książce usłyszałam od rodziców, nie było w dzienniczku żadnej wzmianki . rodzice natomiast w szkole pytali miedzy soba i pani :co z tą ksiązka?, bo nie wiedza czy musza ja kupic ...widać dzieci przekazały co umiały lub nic .

        jednak zgadzam sie ze slawskim (..) , uważam ze jest to nachalny typ sprzedaży .

        Nie odzywalam sie w szkole ,bo Myslalam ze znowu sie wygłupie, (...jesli znacie inne moje posty)

        Zastanawiało mnie od poczatku roku szkolnego w tej szkole (klasa 1), ze na zebraniu rodziców, tym zupełnie pierwzym pani dyrektor wpusciła do szkoły kilka firm które ustawiły kramiki i oferowały swe usługi( tenis, taniec, angielski i inne cuda) mało tego kilka z tych firm zostało wyłonionychi poleconych i przez p.dyrektor na zebraniu powitalnym ,by zaoferowac swe usługi ...,( z godzina czasu)
        potem kilku z nich od razu zaatakowało nas w salach za pozwoleniem pani wychowawcy i przy jej obecnosci( zajęli nam znowu z godzine ) .Widac sie umówili tak ..

        Byłam tym z niesmaczona....dopuszczłabym tylko te kramiki na korytarzu.


        hmm,czy sa na to jakies wytyczne odgórne, nad tym sie zastanawiam. bo moje widzimisie moze byc za mało.
        Znowu bedzie ze jestem jakias dziwna i znowu cos nie tak.
        • mamusia1999 Re: Czy może ..jest na to jakies zarządzenie? 01.11.11, 10:35
          u nas funkcjonuje wylacznie katalog z oferta specjalna ksiazek - hurtownik skupuje u roznych wydawnictw koncowki nakladow i oferuje je potem za pol ceny wlasnie poprzez szkoly. w szkole rozdaja aktualny katalog i mozna sobie cos zamowic do odbioru w szkole. zostalismy poproszeni o zgode na te forme reklamy - szkola dostaje tantieme, ktora wplywa do jej budzetu, a z niego korzystaja nasze dzieci.
        • malamelania Re: Czy może ..jest na to jakies zarządzenie? 08.11.11, 11:11
          pani dyrektor wpusciła do szkoły kilka firm które ustawiły kramiki i oferowały swe usługi( tenis, taniec, angielski i inne cuda) mało tego kilka z tych firm zostało wyłonionychi poleconych i przez p.dyrektor na zebraniu powitalnym ,by zaoferowac swe usługi ...,( z godzina czasu)

          Pewnie nie za darmo smile
          W przedszkolu mojego dziecka tajemnicą poliszynela było, że każdy organizator balu lub teatrzyku dla dzieci musiał opłacić się pani dyrektor. Jakość tych imprez bywała marna, ale to nie jakość decydowała. I nie było mozliwości, aby ktoś polecił inne, sprawdzone i znane ze słyszenia firmy. Personel nie był zainteresowany wink Oczywiście przedszkole państwowe
          Podejrzewam, że w szkołach jest podobnie.
          • annes67 Re: Czy może ..jest na to jakies zarządzenie? 08.11.11, 12:45
            przykre ,ze w takim swiecie zyjemy. tak dzieje si e wszedzie, od szkoły po inne zlecenia publiczne jak budowa stadionu. demokracja to fikcja.ja napracowalam si e niebotyczni e opracowujac plany wycieczek dla naszej klasy, okazalo sie ze ....sorry, pani juz wybrała bez konsultacji z nami.

            nie, zaczyna mnie to wkurzac..


            i dlaczego 98% na to przystaje...
    • canuck_eh Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 01.11.11, 13:52
      Przynoszenie do szkoly i dystrybucja czegokolwiek do jedzenia w szkole bez zgody rodzicow jest ZABRONIONA.Wczesniej jest notka do rodzicow i jak ktos sie zgadza to oplata wczesniej i gicio.JAkby szalony dyrektor czy nauczycielka za plecami dyrekcji cos takiego zrobila, to nawet jakby moj syn sie z takiej musujacej saszetki ucieszyl zrobilabym dym i to wielki chocby z tego powodu ze nauczycielki nie cierpie i zeby jej dokuczyc to raz dwa NIE MA PRAWA TAKIEJ AKCJI PRZEPROWADZAC!!!.
      Z ksiazka jakos nie przypominam sobie zeby przynosili ksiazki do wgladu - zawsze raczej jest wczesniej notka, ale jakby przyniosl ksiazke to nie robilabym afery tylko obwachala ksiazke i jakby mi sie nie podobala to odeslalabym ksiazke do szkoly z informacja ze nie jestem zainteresowana i nie kupuje.A jak szkola zakupila i probowala mnie zmusic to ich problem i poszlabym na rozmowe do dyrekcji i jak dalej by nalegali to wykonalabym telefon do kuratorium z zapytaniem czy takie praktyki sa legalne bo ja ksiazki nie akceptuje bo w domu mam podobna i nie bede kupowac drugiej, albo wrecz mozna powiedzie c NIE STAC MNIE i co dyrektorka z nauczycielka na takie cos powiedza?Co z takim fantem zrobia jak matka powie ze jej nie stac?Co ma kupic ksiazke i potem co przyoszczedzic na obiadach bo MUS ksiazke kupic?.
      I tutaj bym nie wnikala czy mnie stac czy nie.
      • annes67 Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 01.11.11, 16:22
        canuck_eh napisała:

        > Przynoszenie do szkoly i dystrybucja czegokolwiek do jedzenia w szkole bez zgod
        > y rodzicow jest ZABRONIONA.Wczesniej jest notka do rodzicow i jak ktos sie zgad
        > za to oplata wczesniej i gicio.

        czy masz to na pismie ,ze jest zabroniona? i o jakie opłaty chodzi...moze takie ,ze my rodzice dostajemy kase ze zgadzamy sie na otrzymywanie reklamówek...

        ...musze wiedziec jak podejsc do tego fachowo i bez szkody dla dziecka...no wiesz..chu, chu..jak z jajcem z nimi trzeba.

        co do ksiazki musu nie było.ale jednak wszystkie dzieci prócz mego to w plecaku do domu przyniosły.
        • canuck_eh Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 01.11.11, 18:16
          Jest to oddgorne.Dyrektor bylby samobojca jakby cos takiego zrobil.Kazde zamowienie pizzy( co piatek mamy - formy wysylane sa fakt faktem raz na 3 miesiace) kazde sub day - forma wysylana do domu.
          A zabronione jest dlatego ze znane sa alergie pokarmowe.Tutaj np w szkole podstawowej dzieci maja zakaz przynoszenia produktow z orzechami.Na terenie calego Ontario na pewno nie jestem pewna czy nie Kanady.W szkolach srednich juz nie jest to tak rygorystycznie przestrzegane.
          Dodatkowo jak wiadomo ze jakies dziecko w danej szkole ma jakas alergie na cos , jak np w szkole u mnie na lateks proszone sa dzieci o nie przynoszenie pilek czy czegokolwiek innego z lateksem.
          Ksiazki i spotkania z autorami owych - notka do domu bo czasami za spotkanie trzeba zaplacic 2 dolary a i po spotkaniu mozna zakupic ksiazke z autografem.Mlodszy mi to znosi.Kiedys po czasie sie dowiedzialam ze cos bylo u starszej - sama zadecydowala ze nie chce i juz.

      • beatulek Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 01.11.11, 19:40
        Ciekawe kto by zapłacił za książkę, gdyby dziec ja zgubił/zniszczył? Jeśli wpycha się to dziecku bez wiedzy i zgody rodziców to niby dlaczego rodzice mieliby odpowiadać za to?
    • maderta Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 01.11.11, 16:34
      Nie, nie i jeszcze raz nie. Podpytaj, czy taka sytuacja ma miejsce tylko w klasie twojego syna, czy może biorą w tym udział też inne klasy.
    • marcin.slawski Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 01.11.11, 19:47
      Przy kolejnej książce przyniesionej przez dziecko, proponuję zostawić ją w domu (lub komuś ją podarować), zaś dziecko wyposażyć w krótki liścik: "Informuję, że wręczona dziecku książka, bez mojej zgody i akceptacji, została zagubiona przez dziecko". I co wówczas mogą ? Nic smile Może to nieuczciwe, ale stosowanie takich technik sprzedaży pośród dzieci jest bardzo nieuczciwe.
      • matizka Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 02.11.11, 12:12
        Szczerze mówiąc też pomyslałam, żeby olać taką książkę. Nie reagować póki pani nie da nam czegoś na piśmie, nie skontaktuje się ze mną bezpośrednio udawałabym, że nie mam książki, a potem powiedziała, że nie wiedziałam co z tym zrobic, a ponieważ była bardzo kiepskiej jakości w końcu wyrzuciłamsmile

        Sorry, ale wkurza mnie to, że ktoś mi oferuje Encyklopedię dla dzieci - mam taki wybór na rynku, że codziennie mogę kupić sobie nową, tę którą mam ochotę, a nie tę, która pewnie nie cieszy się popularnością skoro wpycha się ją dzieciom.


        A co do jedzenia - to cannuck ma rację i w odniesieniu do państwowej polskiej podstawówki, bo przecież na owoce w szkole i mleko musimy na początku roku podpisywac zgodę
        • canuck_eh Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 02.11.11, 13:27
          Rok rocznie sa organizowany jest w szkole kiermasz ksiazki.Staram sie zawsze cos kupic tam bo wiem ze jakis procent wraca do szkoly i szkola dostaje nowe ksiazki do biblioteki wiec dzieci korzystaja z tego.Tyle ze nie kupuje sie kota w worku - dzieciaki przyjda poogladaja a nawet jak zabraknie jakiejs ksiazki to pani bibliotekarka sciagnie owa dla dzieciaka i za tydzien dziecko ja dostanie.
          Takie dostawy ksiazek bo ktos przyniesie i chce wcisnac sa bardzo rzadko ale tez nie jestesmy atakowani i tez ksiazka w bibliotece jest do wgladu jakby rodzic byl zainteresowany zeby zobaczyc co to za ptica zanim zakupi i tez szkola z tego ma jakis upust - cos dostaje jak wiecej dzieciakow zakupi produkt.Ciekawe czy w Polsce hurtownie daja takie promocje czy tylko by wcisnac produkto ktory sie nie sprzedaje.No i znowu - nie chcesz nie kupujesz i nie ma sprawy , nie ma cisnienia ale tez jest tak ze raczej jak cos przynosza to ma to rece i nogi i zauwazylam ze jest dosc spore zainteresowanie tym.

          Mimi wszystko poruszylabym sprawe na zebraniu - ze moze na przyszlosc tego typu akcje uprzedzac wlepka w zeszycie korespondencyjnym z informacja co to za ksiazka zeby mozna bylo sobie znalezc w necie i poczytac na ten temat, a o rozdawaniu dzieciom czegokolwiek spozywczego to juz wogole - to jednak male dzieci i z pewnoscia zaraz otworza i zjedza i nieszczescie gotowe.Wiec jezeli na przyszlosc cos takiego jest to tez notka ze jakies produkty promocyjne dziecko dostalo i do odbioru u nauczyciela badz jak dziecko jest w swietlicy u swietliczanki. Zamieszania troche - trudno - to sa dzieci.NAjpierw starac sie to zalatwic na zasadzie czy moglibysmy postarac sie jakos rozwiazac ten problem bo ostatnio dziecko zjadlo dolaczony musujacy produkt i sie pochorowalo wiec zeby uniknac takich syt. .... Mysle ze inni rodzice tez sie do tego przychyle. JAk nie to wtedy szukac bardziej drastycznych rozwiazan, ale wtedy dyrekcji sie to absolutnie nie spodoba.
          • annes67 Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 02.11.11, 14:17
            a ja mysle ze nikt sie głosno ni e przychyli za mna, i ze dyrekcja macza palce w tej promocji produktu...wiec dyplomacja wskazana.
    • budzik11 Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 04.11.11, 11:08
      U nas na wszystko musiałam podpisywac zgodę, nawet na otrzymywanie przez dziecko owoców/warzyw i mleka, na oglądanie dziecku głowy przez pielęgniarkę szkolną, na fluoryzację. Nie ma żadnej partyzantki. Raz mi córka przyniosła jakieś testy, ale zafoliowane, z ceną - nie otwierałam, odniosłam następnego dnia pani nie płacąc - to była propozycja dla rodziców, kto chciał, to kupował. Poza tym - nikt nic dzieciom nie daje.
      • sefirotek Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 04.11.11, 19:34
        Wg prawa, nauczycielowi nie wolno podawać uczniowi ŻaDNYVCH LEKARSTW. Nawet gdy to są krople na żołądek czy paracetamol. A tym bardziej wciskać jakieś witaminy, który dzieci w podstwówce po prostu mogą zjeść na miejscu. Przedawkowanie i alergiczne reakcje to nikomu się wklasie nie przydarzyło? To cud.. Te witaminy to sprawa dla prokuratora .

        Książkami handel też wątpliwy etycznie. Ale nikt od tego nie umrze.
        • scher Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 04.11.11, 21:41
          sefirotek napisała:

          > Wg prawa, nauczycielowi nie wolno podawać uczniowi ŻaDNYVCH LEKARSTW. Nawet gdy to
          > są krople na żołądek

          Upraszczasz i pierniczysz.
          Jakoś dziwnie szybko ci twoi mistrzowie duchowi z kuratoriów zmienili zdanie, kiedy wybuchła afera, że do przedszkoli i szkół mają prawo chodzić również dzieci przewlekle chore, którym lekarstwa podawać TRZEBA.

          Zatrzymałaś się na etapie poprzednich szkoleń. Nie nadążasz znaczy wink
          • marcin.slawski Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 04.11.11, 21:49
            Wolno podawać, jeśli masz na to zgodę rodzica. Analogicznie podczas kolonii leki dla przewlekle chorych dzieci może podawać wychowawca, gdy ma dokładnie takie dyspozycje od rodzica (wpis w karcie kwalifikacyjnej + dokładny opis dawkowania). Kuratorium tego nie ma prawa regulować. Bliżej tym regulacjom jest już Sanepid.
    • abc-i-td Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 04.11.11, 20:21
      W szkole takie praktyki się zdarzają, ale ja jestem zdecydowanie przeciw, ponieważ dla mnie to po prostu nieuczciwa praktyka handlowa - przez bezpośrednie oddziaływanie na dziecko trafić do kieszeni rodzica.

      Żyjemy w czasach, co do których ja uważam, że mam dostęp nie tylko do towarów i usług, ale też do informacji o tych produktach/usługach i to nie tylko ze strony producenta/usługodawcy. Dlatego jeśli chodzi o produkty typu "witaminki" od razu bym wpisala do zeszytu korespondencji, że sobie nie życzę, abym poprzez moje dziecko dowiadywała się, że jakiś producent/usługodawca chciałby mi coś sprzedać, a jeśli dowiem się, że w szkole dziecko spożywało bez mojej wiedzy i zgody jakiekolwiek produkty spożywcze/suplementy diety i co tam jeszcze by sobie nie wymyślili od osób trzecich tzn. podmiotów pozaszkolnych, zgłaszam sprawę do kuratorium.

      Z książkami natomiast mam takie zasady:
      1 podręczniki do nauki w szkole wybiera nauczyciel - to jego prawo i obowiązek, bo na rynku jest dużo różnych podręczników i to nauczyciel ma wybrać ten, przy pomocy którego będzie uczył. Listę podręczników szkoła przekazuję rodzicowi, a rodzic ma obowiązek zakupić i tyle.
      2 wszelkie książki inne niż podręczniki jak w punkcie 1 podpadają dla mnie pod kategorię "witaminki". Jeżeli jednak nauczyciel w czasie roku szkolnego natrafi na jakąś super pozycję, co do której bardzo by chciał, żeby dzieci ją sobie zakupiły, bo on będzie z niej uczył, niech zaprezentuje tę pozycję na wywiadówce/na stronach szkoły/ w dzienniczku korespondencji rodzicom z uzasadnieniem, dlaczego akurat ta pozycja jest tak wskazana i jeżeli rodzice dzieci w danej klasie zdecydują sie na zakup, niech z niej uczy. Inaczej nauczyciel stawia sie dla mnie w roli pomocnika handlarza i w tyle głowy zaczyna mi kołatać myśl - ciekawe, jakie profity mu za to handlarz obiecał albo już dałwink

    • marcin.slawski Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 04.11.11, 21:11
      Od 8 lat pracuję z dziećmi (głównie w wieku 6-10 lat), jednak 14 lat byłem handlowcem w dużym koncernie. Przeszedłem większość szkoleń z technik sprzedaży. Wiele z nich uznałem za nieetyczne (stąd między innymi porzuciłem ten zawód), zaś stosowanie ich pośród grupy najbardziej "naiwnej" grupy dzieci, czyli w wieku wczesnoszkolnym jest po prostu... Nieuczciwe (choć mocniejsze słowa suną mi się na usta).
      Podczas kolonii letnich byłem świadkiem sytuacji:
      W ośrodku, w którym mieszkaliśmy z maluchami, w pobliżu stołówki, kramik rozłożyła pewna Pani. Oferowała grafiki (ponoć rysowane ołówkiem i niepowtarzalne). Nie mam nic do sztuki, jednak byłem świadkiem rozmowy owej Pani z jednym z malców (stałem obok incognito. Przebieg rozmowy w dużym skrócie).
      Pani: Fajnie jest na kolonii ?
      Malec: Taaak smile
      Pani: Tylko pieniążków pewnie mało ?
      Malec: Noooo
      Pani: Zobacz. Tu mam obrazki po 8 zł (obrazki miały rozmiar ok. 10 x 15 cm), które są prawdziwą sztuką i wiesz, że za kilka lat mogą być warte kilkadziesiąt tysięcy złotych ?
      Malec: Jaaaaaa... Lecę po pieniądze...
      I tu już nie wytrzymałem i wkroczyłem. Usłyszałem od Pani, że nie znam się na sztuce (jak się przyjrzałem grafikom, były to kserokopie uncertain ) i dlaczego decyduję za dzieci, które przecież powinny mieć własne zdanie. Odpowiedziałem Pani, żeby ustawiła swój kram pośród innych na deptaku i tam rynek zdecyduje o zdaniu dziecka. Usłyszałem: Cham !
      Ktoś, kto pracuje obecnie jako handlowiec zapewne zna tą technikę i sam oceni, jak ona ma się do dzieci w tym wieku wink
      • annes67 nowe! dzien zdrowego żywienia. co to??? 05.11.11, 09:38
        Taki mam wpis nowy do dzienniczka. mysle czy beda cos wciskac dziecku, czy jakis koncern przekona dziecko ze najzdrowsze sa jego produkty?

        Brzmi to dokladnie tak. :dnia . . bedziemy uczestniczyc w w klasie w dniu zdrowego żywienia. prosze aby dziecko przyniosło kanapki posmarowane masłem oraz dowolnie popkrojone składniki. bedziemy robili kanapki. przyda sie także talerz, widelec, deseczka, fartuszek. dzieci zjedza kanapki na sniadanie.

        Co to za akcja? słyszal kto o tym?

        Jestem bardzo nieufna, poniewaz dziecko je prawie jak weganin, (...)
        zadnaj wiec typowej kanapki ni e moze skontruowac. ni e beda dla spokoju dawac mu sera ani szynki ,a dawanie do szkoły pokrojonego bez skórki pomidora tez chyba jest kłopotliwe.

        no i co beda wciskac do głowy i ręki dzieciom.??
        Ja ustaliłam sobie takie żywienia jakie ja uwazam ze nam służy. teraz oni(kto ? nie wiem?) beda moze mówic ,ze na kanapce musi byc ser( moze tylko danej firmy)...no nie wiem.

        co mam napisac w dzienniczku?

        znowu musze robic szum, i znowu bedą szumiec ,ze ja znowu robie szum///
    • abc-i-td Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 05.11.11, 10:08
      Lekcje o zdrowym żywieniu połączone ze spożywaniem pokarmów odbywają się w szkołach i ja coś takiego popieram i czynnie w tym uczestniczę.

      Jest coś takiego, co się zwie bodaj "wychowanie fizyczne i prozdrowotne" i to szkoła ma wśród swoich wychowanków promować. Stąd są w szkołach takie dni, kiedy dzieci w ramach nauki racjonalnego żywienia mają przynieść warzywa, owoce, zdrowe napoje itp. Oni je najczęściej wspólnie spożywają, rozmawiając jednocześnie, czy i dlaczego woda mineralna nawet lekko gazowana z cytryną i z miodem jest zdrowsza niż fanta czy cola. Z zapisu, który przytoczyłaś nie wynika, że do szkoły przyjedzie producent wyrobów wędliniarskich i będzie dzieciom kładł na ich posmarowane masłem kanapki plasterki swojej szynki. A jeśli przyjedzie, zrób dym, że go nie chcesz. Wnioskuję, że tym razem dzieci mają przynieśc swoje produkty i z nich przyrządzić sobie posiłek, który potem zjedzą (w klasach moich dzieci bywało nawet tak, że dzieci wymieniały sie swoim jedzeniem - imo super, bo uczą sie dzielić i poznają zwyczaje żywieniowe innych, czasami po raz pierwszy mogą spróbować czegoś, czego w domu nie mają. A przy okazji pani nauczycielka może zasugerować, że plasterek mięsa, które mama sama upiekła w domowym piekarniku pewnie jest zdrowszy niż kawałek parówki w hot-dogu, ciemne pieczywko jest zdrowsze niż jasne itd. (parówki zostały kilka lat temu "wycofane" z menu przedszkolnego ze względu na ich wątpliwe wartości odżywcze).

      Ja tam dawałam dzieciarni nawet te miękkie warzywa i owoce. Jest teraz tyle różnych pojemników, ze spokojnie zapakujesz nawet pomidora bez skórki. Gdy moje dzieci były małe nosiłam do szkoły na takie dni całe tace obranych, umytych warzyw i owoców, rano oczywiście musiałam wejść z dzieckiem do szkoły i przekazać taką tacę pani nauczycielce albo woźnej, żeby się dziecku nie rozwaliło na ruchliwym korytarzu. Był też taki zwyczaj, że zawsze w jeden dzień tygodnia mieli "dzień marchewy". Skrobałam rano z dzieciarnią i nosiłam tygodniami całymi te marchewki, i oni je jedli! Oczywiście są takie dzieci, które zawsze i wszędzie znajda chipsy i marchewy nie tkną, ale dużo dzieci jadłowink
      • annes67 Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 05.11.11, 10:28
        no niby mnie uspokoiłas, al e ni do konca. nie wiem kto to prowadzi. pani wychowawca?
        mialysmy z nia scycje ze na wycieczce podala dzieciom be zgodzy łakocie(...jest w watku starszym) i tez kolezanka poszla do niej al e ona - nic!

        i np. kiedy jej dziecko mialo ze soba kisc winigron ,bo tak sie zywi na co dzien-pani kazala poczestowac wszytksich...
        no rozumiem ze chciala pokazac ,ze to fajne i zdrowe do jedzenia...tylko zedziecku nie zostalo prawie nic( kazdy po kuleczce).. a w zamian dostala...chipsy i lizaki...

        wiec tego si e obawiam, ze ktos przyniesie cos czego my nie jadamy a kaze pani rozdac to co mu dalam...czyli wymiana bedzie taka ,ze syn dostani od kogos plaster szynki( czego nie jemy) lub cos innego czego nie jemy (...pisalam powody) ...

        po prostu boje sie ze wszystko oprocz owoców i warzyw moze byc nie to ( zreszta sery i szynki łatwo sie psuja, kto za to odpowie jak wezmie nie swoje i mu zaszkodzi?)
        • osimek Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 05.11.11, 12:30
          Jak dziecko czegoś nie je to powinno powiedzieć nie dziękuję i nie skosztować; myślę, że mały kawałek wędliny czy sera nie zaszkodzi. Zresztą dzieci nie przynoszą sera bo łatwo się rozmaśla prędzej wędlinę i warzywa. Zresztą rano przed zajęciami możesz wejść i powiedzieć ze twoje dziecko nie je lub dla świętości ducha napisać (tylko nie ma 100% pewności ze informacja trafi do wychowwawcy).
          Dzieciaki ubóstwiają robić kanapki, później i tak nie koniecznie jedzą. Tak, że głowa do góry będzie dobrze.
    • bozek128 Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 07.11.11, 09:37
      tak, moje dziecko przynosiło książki "dodatkowe" - chyba było bardzo zinwigilowane, bo strasznie sie upierało, żeby mieć tę książkę (a nie było to nic co by normalnie się dziecku podobalo). Nie podoba mi się, że firmy w taki sposób sprzedają książki. Tym bardziej inne rzeczy. Nie wiem dlaczego nauczyciele w tym pośredniczą (i wolę sie nie domyślać).
      • lejdi111 Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 08.11.11, 07:25
        Nie, moje dziecko niczego nie przynosi ale zdarza się, że na zebraniach nauczycielka proponuje zakup różnych książek edukacyjnych. Nie jest to obowiązkowe tyko dla chętnych. Ale to zupełnie inna sprawa. Ja na twoim miejscu zgłosiłabym to do dyrektora.
      • jagabaga92 Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 08.11.11, 10:29
        Mój syn wczoraj przyniósł taką książkę-ćwiczenia. Początkowo chciałam zgłębić temat u dyrekcji, ale przecież dyrekcja o tym wie, skoro rozprowadzanie książek odbywa się za pośrednictwem wychowawczyni. Ale po namyśle, gdy emocje opadły, stwierdziłam, że nie będę "szkodzić" dziecku jako uczniowi tej szkoły, bo sama i tak nic nie wskóram, a na zbiorowe petycje nie mam czasu. W każdym razie poinstruowałam swe dziecię, żeby następnym razem nic nie brał i nie przynosił do domu, a jeśli pani będzie chciała wprowadzić dodatkową ksiązke to poinformuje o tym albo na zebraniu, albo poprzez wlepke do zeszytu wychowawczego.
        • annes67 Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 08.11.11, 12:40
          jagabaga92 napisała:

          > Mój syn wczoraj przyniósł taką książkę-ćwiczenia. Początkowo chciałam zgłębić t
          > emat u dyrekcji, ale przecież dyrekcja o tym wie, skoro rozprowadzanie książek
          > odbywa się za pośrednictwem wychowawczyni. Ale po namyśle, gdy emocje opadły, s
          > twierdziłam, że nie będę "szkodzić" dziecku jako uczniowi tej szkoły, bo sama i
          > tak nic nie wskóram,

          dokładnie tak!
          mam nowa pania dyektor, nowa pani wychowawca....

          czy warto grac o taka stawke jaka jest niecheć wychowacy i dyrektor do mnie i do mojego dziecka.
          caly czas szukam przyjaznych rozwiazan. ale ni e przychodza mi do głowy
          • mariela1987 Re: Czy może tak być .że dziecku dają "coś" w szk 08.11.11, 18:35
            ja bym odniosła ksiązkę i zapytala o co chodzi ?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja