uczenie dzieci kłamstwa

12.11.11, 15:32
Co byście zrobili, gdyby wasze dziecko przyniosło do domu taki kwiatek;
'Pani w szkole powiedziała, że są sytuacje, kiedy lepiej jest skłamać. Na przykład, kiedy prawda może sprawić przykrość".
Czy taka postawa nie wzbudziłaby waszej nieufności? Bo przecież, skoro ktoś wyznaje taką zasadę i jeszcze namawia do tego innych, to może także kiedyś okłamać nas/nasze dziecko? Czy taki nauczyciel nie musiałby mieć się na baczności, gdyby to dotarło do wychowawcy i dyrektora?
A jeśli, przypadkiem, Wasze akurat dziecko okaże się na tyle szczere i obdarzone kręgosłupem moralnym, by powiedzieć nauczycielowi; 'Co pani opowiada, uczy nas pani kłamstwa? Nic go nie usprawiedliwia, lepsza jest prawda'. Kto w takiej sytuacji powinien bardziej się bać?
Czy Wy w domu uczycie dzieci absolutnej szczerości, czy dopuszczacie czasem drobne kłamstwo?
Ja Wam powiem, że kiedy będę miała dzieci, będę ich uczyła właśnie szczerości. Uważam, że niczego dobrego nie zbuduje się na kłamstwie, nawet w imię 'nie ranić innych'. Prawda bywa bolesna, ale człowiek musi uczyć się z nią sobie radzić.
    • sion2 Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 15:50
      Powiedziałabym dziecku że Pani ma rację. Że są sytuacje gdy nie należy mówić prawdy. U nas w domu zawsze sie odróżniało mówienie nieprawdy od kłamania i juz jako 8-latka nie miałam z tym problemu. Nie należy mówić prawdy lub całej prawdy w wielu sytuacjach, aby chronić osobę słabszą (starszą, dziecko, schorowaną, pogrążoną w żałobie itd) przed jeszcze większym bólem. Jesli twoja kochająca cię matka bedzie własnie pogrążona w bólu po smierci męża i zapyta ciebie co w waszym małżenstwie które ostatnio przechodziło kryzys, to odpowiesz jej że własnie macie za soba kolejna karczemną awanturę czy raczej że "nie martw się, dajemy radę"? To jedna z tysiaca sytuacji ktore moze sie w życiu wydarzyć. Będziesz mówiła chorej na nowotówr po chemii która sie pyta "czy bardzo okropnie wyglądam" - "tak, jak wiedźma i straszydło, bleee" a może bedziesz zadowolona jak twoje dziecko wypali przy chorej cioci "ciociu wyglądasz jak turp"? No bo jak sama napisalas "prawda bywa bolesna i trzeba umiec się z nią pogodzić".
      Postępując w ten sposób wychowasz sobie potwora pozbawionego elementarnej empatii.
      Mówienie nieprawdy nie zawsze jest kłamaniem. Kłamstwo to mówienie nieprawdy w sytuacji dgy druga osoba ma pełne prawo znać prawdę, gdy jest w stanie ją znieść a mówienie nieprawdy służy wyłącznie chronieniu własnego tyłka a nie czyiś uczuć, zdrowia i samopoczucia.
      • yasemin Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 16:08
        Przykro mi, ale się nie zgodzę. Nie widzę żadnej różnicy między mówieniem nieprawdy a kłamstwem. skądinąd, czy taki podział też nie jest jakimś kłamstwem? I skąd tak naprawdę wiadomo, kto ma prawo znać prawdę, a kto nie? Co do niektórych przykładów, to oczywiście nie jestem za tym, żeby komuś mówić 'jesteś brzydka', 'wyglądasz jak trup', i to tak nie z gruszki ni z pietruszki, ale jeśli nas ktoś zapyta, to przecież można wyrazić swoją opinię, ale powiedzieć ją w sposób taktowny. I tak, powiedziałabym prawdę. Tak jest najprościej, a kłamstwem się brzydzę.
        • 0golone_jajka Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 16:20
          Nie widzę żadnej różnicy między mówieniem niepr
          > awdy a kłamstwem. skądinąd, czy taki podział też nie jest jakimś kłamstwem? I s
          > kąd tak naprawdę wiadomo, kto ma prawo znać prawdę, a kto nie?

          Chyba więc nie nadajesz się na rodzica/wychowawcę.
        • jakw Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 19:56
          yasemin napisała:

          > Co do niektórych
          > przykładów, to oczywiście nie jestem za tym, żeby komuś mówić 'jesteś brzydka'
          > , 'wyglądasz jak trup', i to tak nie z gruszki ni z pietruszki,
          A dlaczego nie? Mówisz pani w sklepie : "Ale pani gruba!". Przecież nie kłamiesz, prawda?

          ale jeśli nas k
          > toś zapyta, to przecież można wyrazić swoją opinię, ale powiedzieć ją w sposób
          > taktowny.
          A dzieci znają pojęcie taktu?

          >I tak, powiedziałabym prawdę. Tak jest najprościej, a kłamstwem się brzydzę.
          Sądząc po tekście "Jak będę miała własne dzieci" jesteś osobą raczej młodą. Z wiekiem skłonność do pewnych kompromisów jakby wzrasta. wink
        • atteilow Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 16:29
          yasemin napisała:

          Co do niektórych przykładów, to oczywiście nie jestem za tym, żeby komuś mówić 'jesteś brzydka' , 'wyglądasz jak trup',


          To nie jest żadna prawda, tylko czyjaś subiektywna opinia. Prawda to są niezaprzeczalne fakty, gusta odnosnie urody sie różnią. I teraz czas na moją opinię smile Bardzo subiektywnie sadzę, że jestes osobą naiwną, ktora nieraz sobie narobila biedy tym rzekomym mówieniem prawdy. Albo, być może chcesz przemycac w tzw. mowieniu prawdy jakies drobne zlośliwosci wobec innych ludzi, bo przeciez jak sama piszesz "ale jeśli nas ktoś zapyta...."
    • triss_merigold6 Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 15:53
      Zdrowe psychicznie dziecko kłamie albo przynajmniej nie mówi całej, szczerej prawdy w każdych okolicznościach i każdemu. Zdrowy psychicznie dorosły zresztą też.
      Pani nauczycielka ma rację.
    • 0golone_jajka Pani ma rację 12.11.11, 15:58
      Kłamstwo jest grzechem, ale nie zawsze i wszędzie. Czasem kłamać niestety trzeba. Jak do Twojego dziecka podejdzie starszy łobuz i zapyta czy ma komórkę, to lepiej aby dziecko skłamało, że jej nie ma, nie sądzisz?
      Nie ma prawd absolutnych - wszystko jest względne. Generalnie należy mówić prawdę i nie należy kłamać, ale od każdej sytuacji są wyjątki. I trzeba to dziecku uświadomić.
      • yasemin Re: Pani ma rację 12.11.11, 16:11
        wszystko jest względne.

        Tak głosi ten współczesny relatywizm moralny. żadnych prawd... Jakie wartości przekażemy naszym dzieciom w takim razie, jak wychować je, aby na takim świecie nie czuły się zagubione?
        • verdana Re: Pani ma rację 12.11.11, 16:15
          Tak, aby umialy mysleć samodzielnie, a nie wierzyły w jedyne sluszne prawdy. To trudniej, prawda?
        • joa66 Re: Pani ma rację 12.11.11, 18:18
          Nie wierzę. Troll.
      • verdana Re: Pani ma rację 12.11.11, 16:14
        Kłamstwo nie jest grzechem, grzechem jest mowienie fałszywego świadectwa przeciw blixniemu swemu. To powinno zwolenników szczerości zmusic do pewnej refleksji. Jest więcej niż oczywiste, ze niektorych sytuacjach klamać po prostu trzeba - inaczej jest się chamem. Na pytanie kolezanki, czy dobrze wygląda raczej nie mowi się "Nie, fatalnie", jesli przyczyna brzydkiego wygladu jest za duzy nos ... Nakaz mowienia prawdy oznacza, ze nie istnieją zadne tajemnice - dorosla kobieta, zapytana przez matke o bardzo intymne szczegóły swojego życia powinna powiedzieć prawdę? I prosze mi nie pisać, ze mozna wykrecić się od odpowiedzi, bo bardzo czesto odpowiedź "Nie chce mowic na ten temat", albo "Nie pytaj mnie o to" - jest jednoznaczną odpowiedzią.
        Nie mowiac już o tym, ze trzeba by także zdradzać tajemnice innych, jesli ktos pyta. "Czy Jadziia zdradza męża z Markiem? Jak nie odpowiedz, to wiem, ze tak!" - i co - powiedzieć, ze zdradza?
        Bzdura po prostu.
        • sion2 Re: Pani ma rację 12.11.11, 16:33
          No własnie. Kazdy z forumowiczów może podac dziesiatki przykładów gdy mówienie nieprawdy wcale nie świaczy o braku kregoslupa moralnego, a wrecz przeciwnie, swiadczy o empatii, mysleniu, takcie i wspolczuciu. Powtarzam że podstawową różnicą między kłamaniem a mówieniem nieprawdy jest to że w przypadku typowego kłamstwa chronimy własny tyłek i to dlatego że mamy cos na sumieniu. Odmawianie komus prawdziwej odpowiedzi w sytuacji gdy ta osoba nie ma prawa do niej np. wtrącania sie w nasze życie, zdradzania tajemnic przyjaciół i wiele podobnych sytuacji. Nie mówi sie tez prawdy osobom które są źle postrzegane nie ze swojej winy np. mają defekty fizyczne (przeciez same sobie zdaja sprawe z tego jak wygladaja a otoczenie powinno ich wspierac w zmaganiu sie a nie dołować), są ofiarami albo mogłyby nie znieść prawdy. Niedawno w rodzinie mojej kolezanki byla taka sytuacja że jedna z jej ciotek, stara panna chora psychicznie mieszkajaca jako ostatnie dziecko ciagle ze swoja matka juz w podeszlym wieku, po prostu wybrala jej z konta wszystkie oszczędnosci wykorzystując jej naiwność i niedołężnosc, oszustwo zostalo udowodnione przez nagrania z monitoringu ale majac na wzlędzie bardzo słabe serce starszej pani i jej ogromna milosc do "chorej Moniczki" nikt w rodzinie nie pisnał słowa że to ukochana biedna córeczka ukradła matce pieniadze. Bo starsza pani by tego nie zniosła.
    • mamusia1999 Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 16:36
      nie chce mi sie wdawac w dyskusje filozoficzna. doniose pragmatycznie i z zycia: jesli moj Mlody nie pokazuje mi przez wiele dni uwagi w dzienniczku, choc pytam czy cos musze podpisac (bez snucia podejrzen, zwykle sa to kwestie organizacyjne) i potem wylazi, to najmniej uwagi poswiecam temu, ze nie pokazal tylko zajmuje sie sednem sprawy i serce mi sie sciska, ze sie mnie bal

      byl kiedys kiedys taki wieczor dyskusyjny nauczycieli, rodzicow, psychologow i utkwilo mi w pamieci zadnie jednego z pscyhologow: szkola jest tak bezduszna, masowa machina ze kazde normalne dzeicko musi uciekac sie do drobnych klamstewek, oszustw i lawiranctwa. zeby nie zwariowac.

    • e-kasia27 Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 17:01
      A ja uważam, że kłamstwo (mówienie nie prawdy, lub nie mówienie prawdy - dla mnie to to samo co kłamstwo) jest bardo pożyteczne i potrzebne, aby móc prawidłowo funkcjonować w świecie.
      Nie mam żadnego obowiązku mówić ludziom obcym całej prawdy, samej prawdy i tylko prawdy, bo po pierwsze ludzie obcy tego wcale nie potrzebują i nie chcą, po drugie ja nie chcę, żeby wszyscy wiedzieli o mnie wszystko, bo i po co mieli by wiedzieć, a po trzecie mówienie całej prawdy byłoby dla nich czasem bardzo nieprzyjemne, bo przecież nie wszyscy ludzie mi się podobają i nie wszystkich lubię, a niektórych uważam wręcz za idiotów, czy mam im taką prawdę walnąć prosto z mostu? Po co? Nawet jak ich nie lubię, to nie mam powodu, żeby im sprawiać przykrość.

      Natomiast w rodzinie, wśród osób bliskich sobie, kłamstwo (jakiekolwiek!) uważam za niedopuszczalne.
      Nawet wtedy, gdyby to kłamstwo miało służyć ochronie, czy obronie - to tylko złuda, że w ten sposób kogoś chronimy.
      Jeśli ktoś nie chce o czymś rozmawiać, zawsze można powiedzieć, że się tego nie powie, bo się nie chce o tym rozmawiać, ale kłamanie, że jest inaczej niż w rzeczywistości wśród bliskich to wstęp do rozpadu związku - małżeństwa, przyjaźni, miłości rodzicielskiej.

      Nie wyobrażam sobie, że miałabym okłamywać moich rodziców, moje dzieci, męża... - to są osoby najbliższe, które mają prawo znać cała prawdę, tylko prawdę i zawsze prawdę.
      Jeśli w rodzinie funkcjonuje jakiekolwiek kłamstwo, to znaczy że nie ma w niej miłości, szacunku, przyjaźni, oddania i zrozumienia.
      • verdana Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 18:05
        Ależ nie.
        Czy dziecko musi znać prawdę na temat życia seksualnego rodziców, jesli zapyta? Czy ma prawo wiedzieć, że rozwazałop sie będąc w ciąży aborcję? Czy ma prawo wiedziec dokładnie, jakie sa stosunki miedzy rodzicami i o co szła kłótnia? czy np. po rozwodzie ma prawo znać całą opinię matki o ojcu - jesli zapyta? I odrwotnie - czy matka studenta ma obowiązek ortrzymać prawdziwe odpowiedzi na temat życia uczuciowego i seksualnego córki? Albo czy dziecko nie ma prawa ukryć przed matka,że pokłóciło sie z kolezanka?
        Jest pewna strefa intymności nawet w rodzinie. Obowiazek dania prawdziwej odpowiedzi na kazde pytanie jest nie tylko nieszczący, ale uniemożliwia rodzicom i dziecim normalne życia.
        W riodzinie, gdzie dziecko ma obowiazek odpowiadac matce szczerą prawdę na kazde pytanie, panuje absolutna, bezwzględna, totalitarna kontrola nad dzieckiem - a nie szczerość.
        • e-kasia27 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 14:48
          verdana napisała:

          > Ależ nie.
          > Czy dziecko musi znać prawdę na temat życia seksualnego rodziców, jesli zapyta?

          Żadne normalne dziecko o to nie zapyta, a nawet jeśli zapyta, to nie ma potrzeby kłamać, można po prostu powiedzieć, że są to sprawy intymne i o to pytać nie powinno.



          > Czy ma prawo wiedzieć, że rozwazałop sie będąc w ciąży aborcję?

          Tak, ma prawo to wiedzieć. A niby dlaczego chciałabyś to przed dzieckiem zataić? Ze wstydu?


          Czy ma prawo w
          > iedziec dokładnie, jakie sa stosunki miedzy rodzicami i o co szła kłótnia?

          Ma prawo to wiedzieć, zwłaszcza jak jest świadkiem tej kłótni, a nawet jak nie powinno wiedzieć, o co poszło, to jest zawsze zamiast kłamstwa możliwość powiedzenia mu, że to sprawa między mną i ojcem, a ono nie musi znać szczegółów.

          czy
          > np. po rozwodzie ma prawo znać całą opinię matki o ojcu - jesli zapyta?

          Oczywiście, że ma prawo znać opinię matki o ojcu. Chcesz dziecku mówić, że tatuś jest cacy, gdy nie jest? albo, że Ty jesteś cacy, gdy nie jesteś?

          I odrwo
          > tnie - czy matka studenta ma obowiązek ortrzymać prawdziwe odpowiedzi na temat
          > życia uczuciowego i seksualnego córki?


          Kobieto, czy normalna matka wypytuje swoje dorosłe dzieci o szczegóły ich życia erotycznego????????


          Albo czy dziecko nie ma prawa ukryć prze
          > d matka,że pokłóciło sie z kolezanka?

          Ukryć? A po co miałoby to ukrywać?
          Normalne dziecko, które ma dobry kontakt ze swoją matką przyjdzie się pożalić, poszukać pocieszenia u matki i wsparcia, jeśli pokłóci się z koleżanką.


          > Jest pewna strefa intymności nawet w rodzinie.

          Sfera intymności polega na tym, żeby nie wkraczać z buciorami w życie drugiego człowieka.
          I nie ma to nic wspólnego z kłamaniem.


          Obowiazek dania prawdziwej odpow
          > iedzi na kazde pytanie jest nie tylko nieszczący, ale uniemożliwia rodzicom i d
          > ziecim normalne życia.


          Co Ty za idiotyzmy wypisujesz! Obowiązek?????????
          Jaki obowiązek?????????
          Od kiedy miłość, szczerość, zaufanie są obowiązkiem??????????



          > W riodzinie, gdzie dziecko ma obowiazek odpowiadac matce szczerą prawdę na kazd
          > e pytanie, panuje absolutna, bezwzględna, totalitarna kontrola nad dzieckiem -
          > a nie szczerość.

          Tak, tu masz rację.
          Jeśli dziecko "ma obowiązek odpowiadać matce szczerą prawdę", to jest próba totalnej, bezwzględnej kontroli nad dzieckiem.
          Tyle, że jeśli "ma taki obowiązek", to się z niego na ogół nie wywiązuje i wtedy właśnie bardzo dużo i bardzo często kłamie. Bo jeśli komuś narzuca się jakikolwiek obowiązek, to zawsze budzi sprzeciw przeciw temu obowiązkowi.


          • srebrnarybka Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 15:15
            Żadne normalne dziecko o to nie zapyta, a nawet jeśli zapyta, to nie ma potrzeb
            > y kłamać, można po prostu powiedzieć, że są to sprawy intymne i o to pytać nie
            > powinno.

            Niby dlaczego nie zapyta? Dlaczego dla dziecka ma to być nienormalny temat? Dla dziecka sprawa, jak wszystkie inne.

            Czy ma prawo wiedzieć, że rozwazałop sie będąc w ciąży aborcję?
            Tak, ma prawo to wiedzieć. A niby dlaczego chciałabyś to przed dzieckiem zataić
            > ? Ze wstydu?

            Chciałabyś się tego dowiedzieć od swojej matki?

            czy
            > > np. po rozwodzie ma prawo znać całą opinię matki o ojcu - jesli zapyta?
            >
            > Oczywiście, że ma prawo znać opinię matki o ojcu. Chcesz dziecku mówić, że tatu
            > ś jest cacy, gdy nie jest? albo, że Ty jesteś cacy, gdy nie jesteś?

            Opinia matki jest opinią matki, a wcale niekoniecznie prawdą.


            Kobieto, czy normalna matka wypytuje swoje dorosłe dzieci o szczegóły ich życi
            > a erotycznego????????

            a co ma zrobić dorosłe dziecko, jak ma matkę nienormalną?

            Ukryć? A po co miałoby to ukrywać?
            > Normalne dziecko, które ma dobry kontakt ze swoją matką przyjdzie się pożalić,
            > poszukać pocieszenia u matki i wsparcia, jeśli pokłóci się z koleżanką.

            A czy nienormalne dziecko, które nie chce, by matka ingerowała w jego relacje z koleżankami ma prawo to ukryć czy ma obowiązek powiedzieć?

            Co Ty za idiotyzmy wypisujesz! Obowiązek?????????
            > Jaki obowiązek?????????
            > Od kiedy miłość, szczerość, zaufanie są obowiązkiem??????????

            Miłość, szczerość i zaufanie nie oznaczają, że zawsze chcemy osobie, którą kochamy i mamy do niej zaufanie mówić absolutnie o wszystkim, o co ona mogłaby zapytać. Jeśli uważasz, że osoba kochająca ma prawo pytać o wszystko, a osoba pytana nie może skłamać, tzn. uważasz, że ma taki obowiązek. I o takich sytuacjach mówimy.
            • e-kasia27 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 18:05
              srebrnarybka napisała:
              >
              > Czy ma prawo wiedzieć, że rozwazałop sie będąc w ciąży aborcję?
              > Tak, ma prawo to wiedzieć. A niby dlaczego chciałabyś to przed dzieckiem zataić
              > > ? Ze wstydu?
              >
              > Chciałabyś się tego dowiedzieć od swojej matki?
              >

              A czemu nie? Skoro żyję, to znaczy, że jednak zdecydowała dla mnie dobrze.



              > czy
              > > > np. po rozwodzie ma prawo znać całą opinię matki o ojcu - jesli zap
              > yta?
              > >
              > > Oczywiście, że ma prawo znać opinię matki o ojcu. Chcesz dziecku mówić, ż
              > e tatu
              > > ś jest cacy, gdy nie jest? albo, że Ty jesteś cacy, gdy nie jesteś?
              >
              > Opinia matki jest opinią matki, a wcale niekoniecznie prawdą.


              Wszystko, co dziecku mówisz zawsze jest tylko Twoją opinią( niezależnie od tematu), i niekoniecznie jest prawdą, czy wobec tego w ogóle nie powinnaś nic dziecku mówić?


              >
              >
              > Kobieto, czy normalna matka wypytuje swoje dorosłe dzieci o szczegóły ich życi
              > > a erotycznego????????
              >
              > a co ma zrobić dorosłe dziecko, jak ma matkę nienormalną?


              Dobre pytanie!
              Co ma zrobić? Oczywiście zrobi to, co musi zrobić, czyli będzie kłamać!
              No i tu jest właśnie pies pogrzebany.
              Wniosek nasuwa się sam.
              Stąd właśnie biorą się kłamiące dzieci. Są to dzieci matek nienormalnych.
              Kłamstwo jest rodzajem obrony dla dziecka. Obrony przed przemocą, strachem, nadmierną ingerencją, nadmiernymi wymaganiami, itd.itp...
              Jeśli stosunki w rodzinie są normalne(dobre) i dziecko ma zaufanie do rodziców, nie boi się ich, nie czuje się upokarzane,....to nie ma potrzeby kłamać.
              Jeśli kłamie, to znaczy, że w rodzinie jest coś nie tak, jak powinno być.



              >
              > Ukryć? A po co miałoby to ukrywać?
              > > Normalne dziecko, które ma dobry kontakt ze swoją matką przyjdzie się poż
              > alić,
              > > poszukać pocieszenia u matki i wsparcia, jeśli pokłóci się z koleżanką.
              >
              > A czy nienormalne dziecko, które nie chce, by matka ingerowała w jego relacje z
              > koleżankami ma prawo to ukryć czy ma obowiązek powiedzieć?


              To co napisałam powyżej powinno wystarczyć za odpowiedź też i na to pytanie, ale napiszę jeszcze raz.
              Nienormalne stosunki w rodzinie generują nienormalne zachowania dzieci. Jeśli dziecko boi się ingerencji matki w relacje z koleżankami, to musiało już z jej strony takiej ingerencji doznać i dlatego teraz nie chce jej o tym powiedzieć.

              Co Wy wszystkie z tymi obowiązkami?????????
              Jaki obowiązek mówienia prawdy?
              Nikt nigdy nie ma żadnego obowiązku mówienia prawdy komukolwiek, niezależnie, czy jest to dziecko, czy człowiek dorosły.
              Mówienie prawdy jest wyrazem zaufania, miłości, przyjaźni, szczerości, bliskiego kontaktu, ale nigdy nie jest niczyim obowiązkiem!




              > Miłość, szczerość i zaufanie nie oznaczają, że zawsze chcemy osobie, którą koch
              > amy i mamy do niej zaufanie mówić absolutnie o wszystkim, o co ona mogłaby zapy
              > tać.

              A kto Ci każe mówić absolutnie o wszystkim? I dlaczego zakładasz, że osoba którą kochasz jest nienormalna i koniecznie będzie chciała wyciągnąć z Ciebie Twoje najskrytsze sekrety?
              A nawet jeśli będzie chciała, to jest takie słówko:"nie" - Nie powiem, ci o tym, bo nie chcę. Łatwiej jest skłamać, niż powiedzieć: "stop, dalej nie wchodź"?


              Jeśli uważasz, że osoba kochająca ma prawo pytać o wszystko, a osoba pytan
              > a nie może skłamać, tzn. uważasz, że ma taki obowiązek. I o takich sytuacjach m
              > ówimy.

              Wcale tak nie uważam. Skąd takie przypuszczenie?
              Zapytać można o wszystko, ale jeśli druga osoba nie wyraża chęci do rozmowy na dany temat, to trzeba to uszanować.
              Jeśli ktoś się mnie o coś pyta, a ja nie mam ochoty mu odpowiedzieć, to mówię: - "nie, nie powiem, ci tego" - po co miałabym kłamać?
              • srebrnarybka Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 18:20
                Przykro mi, ale dalej nic nie rozumiesz. W przykładzie z pokłóceniem się z koleżanką: niektóre dzieci mając zaufanie do rodziców opowiedzą i się wyżalą, niektóre właśnie nie będą miały ochoty wciągać w to rodziców i nie oznacza to braku zaufania. Po prostu chcę tę akurat sprawę załatwić sama, bez rodziców. Jeśli mama zapyta: co słychać u twojej koleżanki Zosi, dawno o niej nie opowiadałaś, to odpowiedź - nie pytaj o to, to moja sprawa, jest informacją, że coś się popsuło, a dziecko właśnie nie chce, by mama o tym wiedziała. Natomiast odpowiedź, a normalnie, bawimy się dalej, jakaś krótka, zdawkowa, bez specjalnych szczegółów, sprawi, że mama przestanie drążyć. Będzie to kłamstwo, ale nikt na tym nie poniesie szkody.
                • e-kasia27 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 18:34
                  A czemu ta mama miałaby tak wypytywać i czemu trzeba aż kłamać, aby mama przestała drążyć?
                  To z mamą jest coś nie tak. Gdyby było w porządku, to dziecko nie miało by potrzeby kłamać.
                  • srebrnarybka Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 20:09
                    A czemu ta mama miałaby tak wypytywać i czemu trzeba aż kłamać, aby mama przest
                    > ała drążyć?
                    > To z mamą jest coś nie tak. Gdyby było w porządku, to dziecko nie miało by potr
                    > zeby kłamać.

                    po to, żeby mama ni dowiedziała się, że się pokłóciła z koleżanką. Dziecko ma prawo chcieć, żeby mama o tym nie wiedziała, nawet jeśli ma do mamy zaufanie, bo to jest jego osobista sprawa, a nie mamy.
              • morekac Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 00:47
                Nikt nigdy nie ma żadnego obowiązku mówienia prawdy komukolwiek, niezależnie, czy jest to dziecko, czy człowiek dorosły.

                Jest obowiązek - w sądzie...
                • verdana Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 08:54
                  I to nie do końca - oskarzony nie ma obowiązku sam siebie oskarżaćsmile
      • landora Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 16:11
        > Nie wyobrażam sobie, że miałabym okłamywać moich rodziców, moje dzieci, męża...
        > - to są osoby najbliższe, które mają prawo znać cała prawdę, tylko prawdę i za
        > wsze prawdę.
        > Jeśli w rodzinie funkcjonuje jakiekolwiek kłamstwo, to znaczy że nie ma w niej
        > miłości, szacunku, przyjaźni, oddania i zrozumienia.

        Serio? Czyli moja mama, nie mówiąc mojej umierającej babci, że lekarze dają jej 6 miesięcy życia, okazała w ten sposób, że jej nie kocha i nie szanuje? Czy może ofiarowała jej w ten sposób kilka miesięcy spokoju, a może i trochę dłuższe życie?
        • e-kasia27 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 18:18
          landora napisała:


          >
          > Serio? Czyli moja mama, nie mówiąc mojej umierającej babci, że lekarze dają jej
          > 6 miesięcy życia, okazała w ten sposób, że jej nie kocha i nie szanuje? Czy mo
          > że ofiarowała jej w ten sposób kilka miesięcy spokoju, a może i trochę dłuższe
          > życie?

          A może by spojrzeć na to z innej strony.
          Skąd wiesz co myślała o tym Twoja babcia?
          Może doskonale wiedziała, że to już są jej ostatnie chwile, może bała się śmierci i chciałaby o tym z kimś porozmawiać, może łatwiej by jej było, gdyby mogła z córką i innymi porozmawiać o swoim umieraniu i chorobie?
          Ale skoro o śmierci się nie mówiło, to była z tym strachem , ze swoimi myślami pozostawiona sama sobie.
          Myślisz, że człowiek jest tak durny, że nie zdaje sobie sprawy z tego, że umiera?
          Myślisz, ze być wtedy samemu i udawać, że się wierzy w kłamstwa bliskich jest przyjemnie?
          • srebrnarybka Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 18:29
            Moja babcia umierała na raka wiele miesięcy. Miała żal do lekarza, że w karcie wpisał: nowotwór złośliwy z przerzutami, a przecież mógł to napisać po łacinie i nie byłoby tak oczywiste. Po beznadziejnej operacji powiedziano jej, że się udała, potem miała naświetlania, które nic nie pomogły. Babcia sama doszła do tego, że umiera, powiedziała do kogoś z rodziny, że raka już nie ma, ale zabiły ją naświetlania. Dyskretnie powiedziała mojej mamie, w czym chce być pochowana (latem poprosiła, żeby mama oddała czarną, wełnianą garsonkę do pralni). Potem poprosiła syna, ateistę, że życzy sobie katolickiego pogrzebu. Mogła byla rozmawiać o tym więcej, ale wyraźnie nie chciała.
    • marusia_ogoniok_102 Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 17:24
      Można podać setki przykładów, od codziennych sytuacji aż do wydarzeń historycznych, gdy kłamstwo absolutnie nie szkodzi, a wręcz jest wskazane.
      Przykłady dnia codziennego już podane: nie mówi się osobie po chemioterapii, że wygląda jak łysy upiór. Nie mówi się dziecku, że jego rysunek to bohomaz i co to niby ma być? Nie mówi się schorowanej babci, że rodzina jedynej córki się rozpada. I wielu innych rzeczy się nie mówi.
      Świat byłby nie do zniesienia, gdyby wszyscy mówili prawdę. Wiele osób przypłaciłoby to życiem, i nie odnoszę się do schorowanych staruszek nawet, tylko chociażby do "przykładów cnót wszelakich", czyli akowców za okupacji. Jeden z drugim powie prawdę na przesłuchaniu i parędziesiąt osób dostaje bilet w jedną stronę do obozu. Może to martyrologiczny przykład, ale sądzę, że dobrze obrazuje, czemu czasem mówienie prawdy jest po prostu złe.
      Kłamstwo jest złe wtedy, gdy jest "przeciwko komuś", jak stwierdzono w Dekalogu, albo gdy chcemy chronić wyłącznie własny tyłek.
      • mama_kotula Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 17:33
        Cytat
        Nie mówi się dziecku, że jego rysunek to bohomaz i co to niby ma być?


        To też nie jest takie jednoznaczne, bo zalezy od dziecka.

        Jeśli widzę, że moje dziecko przynosi byle jak szybko machnięty obrazek, to nie waham się powiedzieć, że mi się nie podoba, że jest niestaranny i tak, jest to jakiś bohomaz. Ale to jest kwestia tego, że moje dziecko umie rysować i lubi rysować i nie potrzebuje pochwał za każdy przejaw aktywności artystycznej - oraz nie doznaje urazu na psychice na okoliczność tego, że matka mu powie, że smok, którego narysował, nie posiada mięśni do poruszania skrzydłami, więc latać nie będzie, a tylne łapy wyrastają mu spod podbrzusza, zamiast z miednicy tongue_out
        • jakw Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 19:50
          Ale moja młodsza nie umie i jak narysuje cokolwiek i jestem jeszcze w stanie od razu zgadnąć co to jest to się zachwycam niezależnie od bohomazowatości. W każdym razie nie należy krytykować dzieł dziecka, o którym się nic nie wie.
          • mama_kotula Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 20:03
            Cytat
            Ale moja młodsza nie umie i jak narysuje cokolwiek i jestem jeszcze w stanie od razu zgadnąć co to jest to się zachwycam niezależnie od bohomazowatości. W każdym razie nie należy krytykować dzieł dziecka, o którym się nic nie wie.


            No więc piszę, że to zależy od dziecka, nie? smile
            • jakw Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 20:21
              noo, chciałam tylko poprzeć przykładem fakt, że z mówieniem prawdy należy jednak uważać - zwłaszcza jeśli nie znamy delikwenta, któremu mamy zamiar powiedzieć prawdę. Bo jakbym jednak powiedziała mojej pannie, że na jej rysunku wyglądam jak Quasimodo, to chyba wogóle przestałaby rysować.
    • budzik11 Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 18:19
      Pani ma rację. Nie zawsze można powiedzieć prawdę - żeby kogoś nie zranić, nie zrobić przykrości, stosujemy tzw. "białe kłamstwa". Jak dziecko przynosi ci jakiś bohomaz i dumne z siebie pyta "Mamusiu, ładny domek narysowałam" to chyba nie powiesz "Nie, okropieństwo, gdzie to jest podobne do domku??", tylko pochwalisz za wspaniałe dzieło? Jak idziesz z dzieckiem na zastrzyk a ono pyta czy będzie bolało, mówisz "No pewnie, zastrzyki są bolesne" czy starasz się nie przestraszyć dziecka i mówisz "No, troszkę tak"? Itd. Nie da się mówić wyłącznie prawdy. Vide film "Kłamca, Kłamca" - o tym, że nie można tak żyć nakręcono komedię wink
      • nangaparbat3 Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 20:30
        Nie jestem fanatyczką prawdy, jednak Twoje przykłady budzą we mnie opór.
        Na obrazku-bohomazie poszukałabym czegoś dobrego czy wzruszającego, i na tym bym sie skupiła. O zastrzyku powiedziałabym (tak zresztą zawsze mówiłam) że to prawda, będzie bolało, ale na pewno minie.
        Po prostu wydaje mi się, że w wielu przypadkach zamiast kłamać lepiej skupić się na tej pełnej połowie szklanki smile
        Bo - przynajmniej w kontakcie z dzieckiem - najgorzej, jak się połapie, że jest okłamywane.
    • jakw Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 20:16
      yasemin napisała:

      > Co byście zrobili, gdyby wasze dziecko przyniosło do domu taki kwiatek;
      > 'Pani w szkole powiedziała, że są sytuacje, kiedy lepiej jest skłamać. Na przy
      > kład, kiedy prawda może sprawić przykrość".
      A jesteś pewna, że chciałabyś , żeby każdy był zawsze bezwględnie szczery względem ciebie? I wtedy byś na przykład słyszała 30 razy dziennie przez miesiąc "Ale sobie zrobiłaś beznadziejną fryzurę"...

      > Czy taka postawa nie wzbudziłaby waszej nieufności? Bo przecież, skoro ktoś wyz
      > naje taką zasadę i jeszcze namawia do tego innych, to może także kiedyś okłamać
      > nas/nasze dziecko?
      Dziecko musi nauczyć się krytycznego filtrowania informacji - chyba że wolisz, żeby uważało zawsze tak "jak w telewizji powiedzieli".

      > Czy taki nauczyciel nie musiałby mieć się na baczności, gdyby to dotarło do wychowawcy i dyrektora?
      Są znacznie gorsze rzeczy,które może powiedzieć lub zrobić nauczyciel.

      > A jeśli, przypadkiem, Wasze akurat dziecko okaże się na tyle szczere i obdarzon
      > e kręgosłupem moralnym, by powiedzieć nauczycielowi; 'Co pani opowiada, uczy n
      > as pani kłamstwa? Nic go nie usprawiedliwia, lepsza jest prawda'.
      A to już zależy co powiedziałby na to nauczyciel...

      >Kto w takiej sytuacji powinien bardziej się bać?
      Ale dlaczego zakładasz, że ktoś powinien się bać?

      > Czy Wy w domu uczycie dzieci absolutnej szczerości, czy dopuszczacie czasem dro
      > bne kłamstwo?
      Nie widzę powodu dla którego dziecko miałoby zgodnie z prawdą ujawniać, że jest akurat samo w domu. Nie widzę też powodu, dla którego dziecko miałoby szczerze odpowiadać na wścibskie pytania jakiejś dalekiej cioci widywanej raz w roku (np. "Ale pewnie masz same 6-tki, prawda?")
      > Ja Wam powiem, że kiedy będę miała dzieci, będę ich uczyła właśnie szczerości.
      Jak będziesz mieć własne dzieci to będziesz wiedziała, że dzieci są do bólu szczere, np. "Mamoo, ale gruuuby pan!" na cały autobus...

      > Uważam, że niczego dobrego nie zbuduje się na kłamstwie, nawet w imię 'nie rani
      > ć innych'. Prawda bywa bolesna, ale człowiek musi uczyć się z nią sobie radzić.
      Mów szefowi/szefowej, że jest głupi/a. Na pewno sobie jakoś poradzi z tak bolesną prawdą...
      • mama_kotula Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 20:24
        Cytat
        Mów szefowi/szefowej, że jest głupi/a. Na pewno sobie jakoś poradzi z tak bolesną prawdą...


        Tak. Zapewne przeprowadzi eksperyment, jak autorka sobie poradzi bez pracy suspicious
    • tygrysiatko1 Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 22:10
      Powiedziałabym, że Pani ma rację... czsami lepiej nie mówić prawdy....
    • tygrysiatko1 Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 22:12
      i spróbuj powiedzieć swojemu szewowi - Jesteś skrajnym debilem i nie wiesz o czym mówisz... zobaczysz, jak wyjdziesz na tej swojej prawdzie...
      tak samo, jak się pytam facetów "Kochanie jak wygląam??" chcemy usłyszeć prawdę czy, że pięknie??
    • angazetka Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 22:35
      Pani po prostu powiedziała dzieciom, jak żyć z innymi ludźmi. Nie da się mówić tylko prawdy i jednocześnie normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Osoby "szczerze" (czyli nieliczące się z uczuciami innych i niegrzeczne) jakoś dziwnie nie są lubiane.
      • nangaparbat3 Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 22:50
        A mnie zawsze fascynuje, że za "szczerość" uważa sie wyłącznie mówienie rzeczy przykrych.
        • srebrnarybka Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 01:19
          A mnie zawsze fascynuje, że za "szczerość" uważa sie wyłącznie mówienie rzeczy
          > przykrych.

          Bo mówienie prawdziwych rzeczy przyjemnych nie stanowi żadnej trudności i problemu, o którym warto byłoby dyskutować. Problem jest wtedy, kiedy prawda jest nieprzyjemna.
          • nangaparbat3 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 13:37
            Ależ w życiu.
            Wciąż mam do czynienia z ludźmi, którzy jak mogą wzbraniają się powiedzieć własnym dzieciom czy uczniom coś pozytywnego (i jak najbardziej prawdziwego).
            • srebrnarybka Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 14:00
              Ależ w życiu.
              > Wciąż mam do czynienia z ludźmi, którzy jak mogą wzbraniają się powiedzieć włas
              > nym dzieciom czy uczniom coś pozytywnego (i jak najbardziej prawdziwego).

              Nie sądzę jednak, by kłamali i twierdzili, że to kłamstwo szlachetne. Nie sądzę, by matka na zapytanie córki, czy ładnie wygląda w tej sukience, celowo kłamała, że brzydko, jeśli uważa, że ładnie, i dorabiała do tego ideologię. Może być najwyżej tak, że matce się owa sukienka nie podoba i wtedy może albo powiedzieć prawdę, albo skłamać. I o to chodzi.
    • kara_mia Re: uczenie dzieci kłamstwa 12.11.11, 22:57
      Mówienie prawdy i nieprawdy - można oceniać jedynie w kategoriach mówienia o stanie faktycznym: czy wczoraj na twoim osiedlu padał deszcz?
      tak - prawda
      nie - ( kłamstwo - bo padał przez godzinę)

      Pytanie - jak wyglądam w ustach osoby, która przechodzi o chemioterapie nie jest pytaniem o stan faktyczny :
      np. masz zielone oczy , nasz 173 cm wzrostu - to ona wie.
      jest pytaniem o nasz odbiór - interpretacje jej osoby
      czyli pytaniem - co we mnie widzisz:
      jeden zobaczy - masz łysą głowę
      drugi zobaczy - masz piękne zielone oczy
      trzeci - twoje ręce są takie smukłe!

      I wszyscy będą mówili prawdę... Bo oni to widzą.
      Może Pani w klasie chciała nauczyć dzieci widzieć tez piękne rzeczy w innych ludziach, nawet jak na pierwszy rzut oka widać tylko coś niefajnego.
      Koleżance z 30 kg nadwagi - mówiłam: fantastycznie Ci w tym szafirowym kolorze - i to była PRAWDA!!!
      Nadwagę widziała sama w lustrze, a ja dodatkowo widziałam jak jej było wspaniale w tym kolorze.






      • k1234561 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 07:03
        "Ja Wam powiem, że kiedy będę miała dzieci, będę ich uczyła właśnie szczerości. Uważam, że niczego dobrego nie zbuduje się na kłamstwie, nawet w imię 'nie ranić innych'. Prawda bywa bolesna, ale człowiek musi uczyć się z nią sobie radzić."

        Poczekamy aż autorka wątku będzie miała dziecko i wtedy pogadamy.Jak ukochany synek czy córeczka przyniosą mamie rysunek-bazgrołek z przedszkola tudzież własnoręcznie zrobiony wazonik-koszmarek i co wtedy mamusia powie,jak dziecko entuzjastycznie wręczy swój dar mówiąc : mamusiu kocham cię to dla ciebie!Prawda,że śliczny obrazek/wazonik?
        Jestem bardzo ciekawa czy autorka powie wtedy PRAWDĘ swemu dziecku,że wazonik jej się nie podoba,rysunek też i po przyjściu do domu walnie to wszystko do śmieci.Już to widzę....
        • mamusia1999 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 11:31
          alez powie prawde, bo dla niej ten wazonik bedzie najpiekniejszy na swiecie!
          • mama_kotula Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 12:51
            mamusia1999 napisała:
            > alez powie prawde, bo dla niej ten wazonik bedzie najpiekniejszy na swiecie!

            Zawsze masz tak, że to, co wykona twoje dziecko jest dla ciebie najpiękniejsze na świecie? wink
            • nangaparbat3 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 21:56
              Wtrącę się - dla mnie nie zawsze.
              Ale nie musi być - ciesze się, że coś powstaje.
              I nie ulegam przesądowi, że dziecku/uczniowi/komukolwiek nalezy wytykać błędy, żeby sie doskonalił.
              • mama_kotula Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 23:40
                Cytat
                I nie ulegam przesądowi, że dziecku/uczniowi/komukolwiek nalezy wytykać błędy, żeby sie doskonalił.


                Ano, zapomniałam, że ja zabijam w dziecku artystę, więc nie powinnam się wypowiadać.
                • nangaparbat3 Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 07:56
                  Tak, po Twojej opowieści o wskazaniu dziecku na brak mieśni poruszających skrzydłami i niewłaściwe umiejscowienie skrzydeł na ciele smoka jestem przekonana, że zabijasz w nim (dziecku) artystę. Ale może będzie znakomitym anatomem. Myślę, że lepiej - łatwiej i przyjemniej - być anatomem niż prawdziwym artystą.
                  Natomiast nie mam pojęcia skąd pomysł, że nie masz prawa się wypowiadać.
                  • mama_kotula Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 11:35
                    Nanga, ja lepiej znam moje dziecko niż ty, więc wiem, na co mogę zwrócić uwagę w jego rysunku, a na co nie.
                    I nie, nie będę go chwalić za rysunek smoka z łapami wyrastającymi z brzucha, bo takie smoki rysował w wieku 4 lat. I nie piernicz mi tu o zabijaniu artysty. Tłumaczę ci raz jeszcze: wiem, na co mam zwracać uwagę w rysunku dziecka i MOJE dziecko OCZEKUJE wskazówek, co zrobić, aby rysunek wyglądał lepiej, a nie podręcznikowych pochwał "cudownie dobrałeś kolory, podoba mi sposób, w jaki zrobiłeś cień na pazurach". Oczywiście, pochwały też dostaje. Sporo.

                    I jeszcze jedno ci powiem: dziecko chwalone za każde kreatywne pierdnięcie bardzo często osiada na laurach i nie szkoli warsztatu. Bo i po co ma szkolić, skoro dostaje wyłącznie pozytywny feedback - nie odczuwa potrzeby. Albo, co gorsza, czuje się oszukane, kiedy matka chwali jego każdy wyczyn, a potem nagle spotka się z krytyką profesjonalisty. Albo jeszcze gorzej, kiedy dziecko mówi "ten obrazek mi nie wyszedł, bo tutaj x, a tutaj y", a matka mówi "no co ty kochanie, mi się podoba"
                    A artysta, który nie szkoli warsztatu, to kiepski artysta. Nawet, jeśli ma talent.

                    Oraz, taki np. Leonardo da Vinci miał doskonałą znajomość anatomii. To tak w temacie smoka. Zapewne znajomość anatomii zabiła w nim artystę i był doskonałym anatomem, ale nic poza tym.
                    • nangaparbat3 Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 22:21
                      Ale dlaczego Ty uwazasz, ze musisz - czy ktokolwiek musi - wytykac bledy dziecku, zeby doskonalilo warsztat?
                      Nie udzielalismy dziecku zadnych wskazowek - ja nawet gdybym chciala nie moge, bo sie na tym nie znam. Ex, ktory sie na tym zna, i sam cale zycie nic innego nie robi jak tylko doskonali swoj warsztat - ani razu nie udzielil zadnej wskazowki.
                      A dziecko cwiczylo - pamietam miete kartki, kiedy wreszcie, poznym wieczorem, udalo jej sie naryzowac pierwsza postac nie bedaca glowonogiem. Dziesiatki kartek na ktorych narysowana byla dlon, stopniowo coraz lepsza - corka miala wtedy 6 czy 7 lat. Ona sie nieustajaco doskonali. Co zawsze mnie zachwycalo - ale nic mi do tego. Mnie zalezalo zawsze, zeby rysowanie sprawialo jej przyjemnosc, radosc - i sprawialo, na rozne sposoby, ale bez mojego udzialu. My, rodzice, ograniczalismy nasza ingerencje do zaopatrywania jej w tony papieru i nieutyskiwania na wyrzucanie kartek, na ktorych widniala jedna jedyna kreska, ale z jej tylko wiadomych przyczyn uznana za zla i nienadajaca sie do poprawienia.
                      Ale - na I komunie zgarnela od rodziny i znajomych 3 rozne piekne ksiazki o tym, jak rysowac, malowac. Przyniosla je do mnie - wez, ja tego nie chce. Zaczelam przegladac i zrozumialam. Za to kupilam jej atlas anatomiczny dla plastykow - i tak, to bylo to.
                      Ja wiem, ze warsztat jest artyscie niezbedny - ale chyba wlasnie na tym polega bycie artysta, ze samemu dazy sie do doskonalosci.
                      I wiesz co? Ja tam bym wolala, zeby moje dziecko artysta nie bylo. Bo to nie jest ani latwe, ani przyjemne. Przyjemnie gra sie pianiscie w kawiarni - ale nie autentycznemu wirtuozowi.
                      Wracajac do rzeczy - moje dziecko nie oczekuje wskazowek, a juz na pewno nie od rodzicow (mimo ze ojciec zna sie na rzeczy, i to znakomicie). Czasem o cos zapyta, radzi sie, chce uslyszec opinie - wtedy slyszy. Na pewno nie "podrecznikowe pochwaly" - przynajmniej nie od nas. Ode mnie najczesciej, ze podoba mi sie, po prostu podoba. A czy to jest dobre czy nie - na szczescie nie jestem znawca. Jedno pewne - od poczatku to ona decyduje kiedy i co i jak rysuje, co i jak doskonali. Idzie wlasna droga i rysuje czy maluje, jak to nazywam - z brzucha. To co robi z pewnoscia nie jest doskonale, i z pewnoscia mowi cos waznego, od wielu lat, kiedy pokazuje cos, co zrobila, moj swiat rozszerza sie od tego - widze cos, czego dotad nie widzialam, dowiaduje o czyms, o czym nie mialam pojecia wczesniej.
                      Jak juz pisalam, ja nawet chcac niczego bym nie doradzila - miala kilka lat, kiedy rysowala lepiej ode mnie. Ale jej tato maluje - i jest w tym naprawde dobry. I nigdy nie udzielil jej zadnej wskazowki - poza czysto technicznymi, jak mieszac i klasc farbe, kiedy zaczela malowac olejami. I mysle, ze on wie. I widze, ze i w nim, i w niej, jest nieprzeparte dazenie do robienia tego lepiej i lepiej. Ich wlasne. A mnie wara.
                      • mama_kotula Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 22:37
                        Nanga, to zalezy od dziecka. Ja wiem że moje dziecko oczekuje wskazówek (czyli m.in. wytknięcia błędów) - twoje nie oczekuje - i ok. Dlaczego mierzysz wszystkie dzieci jedną miarą? Dlaczego zakładasz, że lepiej znasz moje dziecko niż ja i że jemu "wytykanie błędów" nie pomaga, skoro ja widzę, że pomaga i że on tego chce? I tak, rozumiem, twój eks artysta, więc on wie lepiej, że wskazówek nie wolno udzielać. Dlaczego zakładasz, że jego metoda jest Jedyną Słuszną Metodą, a wszystkie inne są g..o warte?


                        Moje dziecko wie KONKRETNIE, co chce narysować i jak to ma wyglądać - ze szczegółami. I samo decyduje, co chce rysować i jak. Do mnie przychodzi po konkretne wskazówki, bo - jak twierdzi - ja wiem, jak to zrobić, on nie wie. Nie chce być "artystą", on chce po prostu narysować smoka, który będzie się mu podobał i który będzie wyglądać jak smoki, te, co widzi w grach, filmach, książkach. I nie oczekuje ode mnie że będe chwalić każdy obrazek, on oczekuje raczej, że powiem mu, dlaczego z tym smokiem jest coś nie tak (nie tak = nie tak, jak chciał narysować; nie tak jak oczekiwał; on widzi, ze efekt nie jest zadowalający - bo chciał inaczej, ale jeszcze nie potrafi ogarnąć, co konkretnie nawaliło). I jakoś wyobraźnia mu pracuje na wysokim poziomie, rysuje coraz lepiej, chce to robić coraz lepiej, ma coraz lepiej wyrobiony zmysł krytyczny i wie, czego chce. Co nie przeszkadza mu prosić o feedback i wskazówki. Co nie przeszkadza mu szukać, o zgrozo, tutoriali w internecie i się nimi inspirować. O tu na przykład www.dragoart.com/dragons-c41-1.htm
                        Mam w dupie, czy będzie artystą czy nie. Natomiast nie lubię, jak ktoś mi zarzuca, że działam na szkodę dziecka, bo ach i och dziecko wyrzuca swoje stare obrazki a drugie dziecko studiuje anatomię smoka zamiast być ą ę artystą.

                        Ludzie. Są. Różni. Dzieci to też ludzie, ergo: Dzieci. Są. Różne.
                        • nangaparbat3 fanfary 15.11.11, 06:28
                          Bo to sie rzadko na forach zdarza: musze przyznac, ze mnie przekonalas. O tym:
                          >
                          > Ludzie. Są. Różni. Dzieci to też ludzie, ergo: Dzieci. Są. Różne.
                          >

                          Przepraszam i serdecznie pozdrawiam smile
      • nangaparbat3 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 13:39
        Ładnie to napisałaś smile
        • kara_mia Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 13:55
          smile dziękuje, miło mi !
    • morekac Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 08:06
      Ludzie, którzy zawsze mówią prawdę, są niezbyt lubiani przez otoczenie. Bo mówią brzydkiej Zuzi, że jest szkaradna jak Godzilla, i Jasiowi, że jest beksą. Oraz babci, że mama jest, tylko kazała powiedzieć, że jej nie ma. Albo przekazują jej tekst, że tata nazwał ją starą krową.
      Dorośli kłamią podobno przynajmniej kilkanaście razy dziennie.
    • mama303 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 09:49
      Samo zrobienie makijażu jest swego rodzaju powszechnie stosowanym kłamstwem smile
      • joa66 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 10:21
        Widzę, ze dyskusja trwa... smile

        Problem nie dotyczy tylko sprawienia lub nie przykrości innej osobie...

        A co tymi co przygotowywali nasze liczne powstania - przecież musieli kłamać. ? Przesłuchania przez Gestapo? A Solidarnośc 1980 i jej wszelkie konsekwencje w tym rok 1989 ? Nikt z nich nie kłamał?

        p.s. troll
        • azile.oli Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 10:40
          Nie da się zawsze mówić prawdy jeśli się nie chce skrzywdzić innych. I tę prawdę trzeba dziecku przekazać. Osoby prawdomówne do bólu są rzeczywiście bardzo rzadko lubiane, a ich prawdomównośc nie zawsze podyktowana jet czystą intencją,żeby nie kłamać.
          Mam taką teściową, która szczyci się, że każdemu powie w oczy nawet bolesną prawdę. Tylko ciekawe jest to, że ona mówi tylko tę przykrą prawdę, w dodatku będącą jej subiektywnym odbiorem. Bo ja mogę machnąc ręką na jej odkrycie, że przytyłam, ale już nastolatce zrobi tym dużą przykrość.
          Jednocześnie ta szczera osoba obrazi się o każdą krytyczną uwagę (nie dotyczącą wyglądu, ale np radę, jak postąpić w danej sytuacji) i nigdy nie mówi prawdy o sobie, a na dodatek, mówiąc prawdę o innych rozprzestrzenia plotki, bo nie sprawdza źródła informacji.

          No i jeszcze jedna sprawa - każdy człowiek ma prawo do swoich tajemnic i nie musi wyczerpująco odpowiadać na pytania innej osoby, która umiaru nie ma. I którą albo musi okłamać, albo obrazić.
          • mamusia1999 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 11:35
            no wiec ja osobiscie jestem za prymatem milosci wsrod wartosci moralnych.
    • przeciwcialo Pani ma rację. 13.11.11, 12:48
      Czasem warto skłamac w "celach wyzszych".
      • verdana Re: Pani ma rację. 13.11.11, 13:46
        Nie, warto skłamać nie tylko w celach wyższych. Warto sklamac także w celach jak najbardziej niższych - obrony własnej intymności i własnego życia. Dortyczy to szczególnie dzieci i rodziców, a zwłaszcza dorastających dzieci. Dziecko, nauczone, ze mamusi mówi się zawsze całą prawdę i odpowiada szczerze na pytania nie nadaje sie do stworzenia jakiegokolwiek związku z nikim, poza tąże mamusią.
        • kara_mia Re: Pani ma rację. 13.11.11, 13:55
          Verdano,
          dziecko nie musi umieć kłamać aby chronić swoją prywatność. Musi umieć mówić "NIE"
          Nie mamo, nie powiem Ci z kim się teraz spotykam.
          Nie tato , nie powiem co robiliśmy z mężem wieczorem
          nie , nie powiem ci jak często mój maż mówi mi , ze mnie kocha

          - bo to jet moja prywatna sprawa.

          Popsucie atmosfery w tym momencie jest konsekwencja braku poszanowania granic, przez osobę zadająca te pytania i "rzucającą fochem" jak ktoś jej nie odpowie na pytanie.
          nie widzę powodu, żebym musiała się uciekać do kłamstwa, żeby ci, którzy nie umieją szanować granic intymności innych nie ponosili konsekwencji swojego wścibstwa..

          • verdana Re: Pani ma rację. 13.11.11, 14:07
            Ależ mówienie "Nie" bardzo często jest odpowiedzią na zadane pytanie. Czy pokłóciłaś sie z markiem" "Nie bedę na to pytanie odpowiadać" - oznacza "tak, pokłóciłam się", prawda? Bo inaczej automatycznie mowi się "Nie, dlaczego?".
            Jesli chce się mowić "nie odpowiem na to pytanie" trzeba zamilknąc na wieki i nie odpowiadac na zadne - inaczej doskonale rodzice bedą wiedzieli, co oznacza odmowa odpowiedzi "Czy na tej imprezie ktoś palił skrety"? , "Czy szanujesz sie na randkach?", "Czy odrobułeś wszystkie lekcje" - cóż, naprawdę brak odpowiedzi jest tu odpowiedzią jednoznaczną.
            Przy czym naprawde tu nie chodzi tylko o wscibskie pytania, ale takze o zupełnie normalne "Masz jakieś zmartwienie?" - w momence, gdy nie mamy ochoty się przyznawać, ze tak. Ani pytanie wscibskie, ani wymiganie sie od odpowiedzi mozliwe.
            • kara_mia Re: Pani ma rację. 13.11.11, 14:22
              Czy pokłóciłaś sie z markiem" "Nie bedę na to pytanie odpowiadać" - oznacza "tak, pokłóciłam się", prawda? Bo inaczej automatycznie mowi się "Nie, dlaczego?".

              absolutnie nie.
              Bardzo często moja mama zadawała mi i zadaje dość intymne pytania:
              np ja ci tam układa się z mężem?
              bez względu na to czy jest miedzy nami wojna na 14 fajerek czy aniołki i różyczki - odpowiedź mam jedna :
              "dziękuję za zainteresowanie, radze sobie" ( co jest prawda w obydwu wypadkach)

              "Czy na tej imprezie ktoś palił skręty"
              ( zakładają c, ze dziecko ma więcej niz 18 lat )
              "sorry - ale to nie twoja sprawa, nie odpowiem" - bez względu na to czy był tam czy nie choć gram marychy. Jaka teorie dorobi sobie rodzic to już jego prywatna sprawa.

              "Czy szanujesz się na randkach?"
              "nie będę z tobą rozmawiać o tym co robię na randkach, to nie twoja sprawa"

              "Masz jakieś zmartwienie?"
              "dziękuję za zainteresowanie, radze sobie"

              i działa...


              • srebrnarybka Re: Pani ma rację. 13.11.11, 15:04
                Bardzo często moja mama zadawała mi i zadaje dość intymne pytania:
                > np ja ci tam układa się z mężem?
                > bez względu na to czy jest miedzy nami wojna na 14 fajerek czy aniołki i różycz
                > ki - odpowiedź mam jedna :
                > "dziękuję za zainteresowanie, radze sobie" ( co jest prawda w obydwu wypadkach)

                I mama nadal zadaje Ci to pytanie? Nie mówiąc o tym, że taka odpowiedź jest grzeczniejszą formą propozycji półerotycznej tzn. pocałuj mnie gdzieś. Przyznam, że nie chciałabym mieć bliższych kontaktów z osobą, która na każde pytanie odpowiadałaby w taki sposób.

                "Czy na tej imprezie ktoś palił skręty"
                > ( zakładają c, ze dziecko ma więcej niz 18 lat )
                > "sorry - ale to nie twoja sprawa, nie odpowiem" - bez względu na to czy był tam
                > czy nie choć gram marychy. Jaka teorie dorobi sobie rodzic to już jego prywatn
                > a sprawa.

                Po pierwsze, to pytanie jednoznacznie wskazuje, że na imprezie palono skręty. Po drugie - tego rodzaju pytania zadają sobie w codziennym życiu osoby sobie bliskie nie tylko w celach powiedzmy przesłuchania, ale z ciekawości. Żeby odejść od wątku hierarchicznego: wyobraźmy sobie dwie bliskie przyjaciółki, które rozmawiają ze sobą często o rozmaitych sprawach, swoich i cudzych, także o imprezie, na której była jedna z nich. Druga pyta, kto był ze znajomych, jaka muzyka etc., o czym opowiadamy, bo jest to naturalne, po czym wypływa sprawa marychy, a wiemy, że przyjaciółka się zgorszy. Przecież to absurd, odpowiedzieć "nie twoja spraw". Czy też rozmawiamy o tym, że Zosia ma kłopoty z córką, bo córka ma skoliozę, a maż dużo pracuje i nie pomaga jej w domu. Przyjaciółka pyta, czy to prawda, że Zosia zdradza męża z Piotrem? Wiem, że zdradza, ale nie chcę o tym opowiadać dalej, bo lepiej, żeby się to nie rozprzestrzeniało. Jeśli odpowiem, że to nie Twoja sprawa, udzielam odpowiedzi tak i pogrążam Zosię. Po co? Chyba, że na każde pytanie będę odpowiadać" to nie twoja sprawa, ale to oznacza brak jakichkolwiek bliskich relacji z kimkolwiek.
                • joa66 Re: Pani ma rację. 13.11.11, 15:16
                  Przyznam, że nie chciałabym mieć bliższych kontaktów z osobą, która na każde pytanie odpowiadałaby w taki sposób

                  No to ja potrafię (od bardzo dawna) sie zachowac jeszcze gorzej - na pytania typu "a jak ci sie układa z mężem" "odpowiadam" " : o jaki masz ładny kwiatek na parapecie wink

                  Kłamac czasami trzeba, ale moim zdaniem na powtarzająca się niedelikatność, wtrącanie się w prywatne sprawy trzeba zareagowac tak, żeby osoba , która często tak się zachowuje (nie mówię o pojedyńczych wpadkach) poczuła, że jej pytania to włażenie z butami w cudze zycie. Kłamanie w takim wypadku to przyzwolenie na zadawanie takich pytań.
                  • srebrnarybka Re: Pani ma rację. 13.11.11, 15:45
                    Nie zawsze pytanie, na które nie chcemy albo nie możemy odpowiedzieć, jest wścibskie. Wtedy rzeczywiście opisana przez Ciebie metoda jest może być właściwa. Ale czasami takie kwestie pojawiają się w trakcie normalnej wymiany zdań o czymś, co samo w sobie nie jest wstydliwe, ale jakimś element sprawy może być. Rozmawiamy o wycieczce, na której byliśmy w grupie znajomych, opowiadamy, co zwiedziliśmy, że Kasia zgubiła się w górach, jakie były warunki, wyżywienie, pilot, atmosfera i w takiej rozmowie w ogóle może nie pojawić się kwestia, że Edek podrywał żonę Stasia i ona była temu całkiem chętna, ale może się zdarzyć, że osoba, z którą rozmawiamy o pięknie gór w Macedonii, też domyśla się, że w tych górach Edek z żoną Stasia ... I co, mamy koleżance, którą spotykamy w dzień po powrocie z Macedonii, na zapytanie, co słychać, odpowiedzieć nic nowego, mimo, że jesteśmy pełni wrażeń, (to zresztą też byłoby kłamstwo), dlatego, że być może zapyta o Edka i żonę Stasia. A może przecież w ogóle nic nie wie i wcale nie zapyta, góry nas rajcują, a koleżanka też z przyjemnością posłucha i rozmowa o górach, a nawet o zgubieniu się w nich Kasi, będzie wartościowym wzbogaceniem naszej wzajemnej relacji z koleżanką. Wedle tego, co niektórzy tu sugerują, to człowiek, który wie coś, czym nie chce, albo nie powinien się dzielić, w ogóle nie powinien odpowiadać na żadne pytania, bo zawsze rozmowa może zejść na niebezpieczny temat. Tylko, że taki człowiek będzie kompletnym odludkiem. Teraz to zdaje się jest lansowany ideał i nazywa się to introwertyk, ale za mojej młodości nazywało się to odludek i nie było postrzegane pozytywnie.
              • asia_i_p Re: Pani ma rację. 13.11.11, 18:34
                A teraz wyobraź sobie, że koleżanka powierzyła ci sekret przed swoim mężem - żeby nie było moralnych wątpliwości, dajmy na to, że kupuje mu fajny prezent. I ten mąż do ciebie przychodzi i mówi "Baśka chyba planuje mi kupić coś fajnego. Czy to o tym z tobą rozmawiała wczoraj?" "Przykro mi, nie mogę o tym rozmawiać" to odpowiedź "tak".
                • verdana Re: Pani ma rację. 13.11.11, 18:40
                  Otóż to. W kontaktach rodzinnych takich sytuacji jest jeszcze więcej - dziecko, które mówi, ze nie chce rozmawiać o szkole, kolegach, imprezie - daje jednoznaczny sygnał, ze dzieje sie coś niedobrego. I tu własnie jest cienka granica, bo czym innym jest klamstwo, gdzie dziecko usiluje ukryć złe stopnie, upicie się w trupa u kolegi - czyli klamstwo jest czystym oszustwem, a co innego, gdy nie ma ochoty mowic, ze w szkole się niechcacy wygłupił (i nei ma ochoty nikomu o tym mowić), na imprezie spodobała mu się kolezanka, ale na razie nie będzie się z tego nikomu zwierzał.
                  Oswiadczenie "Nie będę o tym mówił" kazdego rozsadnego rodzica małoletniego dziecka pobudza, raczej słusznie, do drążenia tematu...
                  • joa66 Re: Pani ma rację. 13.11.11, 19:09
                    dziecko, które mówi, ze nie chce rozmawiać o szkole, kolegach, imprezie - daje jednoznaczny sygnał, ze dzieje sie coś niedobrego

                    Jak bym słyszała własną matkę wink !

                    Nie wiem. Byc może w niektórych rodzinach tak jest. Moja mama też uważa, że nie mówi sie tylko o rzeczach złych. I że dobry człowiek nie ma tajemnic big_grin

                    Ja uważam, ze nie ma obowiązku też mówic o prywatnych, intymnych albo nawet dlatego bo nie jest się w nastroju. Podobnie myślą moi najbliżsi.
                    • srebrnarybka Re: Pani ma rację. 13.11.11, 20:14
                      Ja uważam, ze nie ma obowiązku też mówic o prywatnych, intymnych albo nawet dla
                      > tego bo nie jest się w nastroju. Podobnie myślą moi najbliżsi.

                      Ale jeżeli ktoś zwykle mówi, a raptem mówić nie chce, to rodzi się podejrzenia, że coś ukrywa. Zwyczajnie. Natomiast jeżeli odpowie - normalnie, OK, to nie wzbudza podejrzeń.
                      Rozumiem, że dziecko, któremu w szkole akurat nie poszło (nie mówię o 1 na przestrzał, ale gorsza odpowiedź bez stopnia), pokłóciło się z koleżanką i wynudziło na lekcji, jeśli przyjdzie i powie, że dostało 4 szóstki, koleżanka zaprosiła je do kina, i coś jeszcze podobnego zmyśli, to będzie kłamstwo. Ale jeśli powie na lekko odczepnego, że w szkole normalnie i nic specjalnego się nie wydarzyło, nie widzę problemu.

                      • joa66 Re: Pani ma rację. 13.11.11, 20:24
                        "i]]Ale jeżeli ktoś zwykle mówi, a raptem mówić nie chce[/i]"

                        A czy ja tego nie pisałam wczesniej ? wink


                        Dlatego trzeba się nauczyć wcześniej stawiac granice...

                        A stawiac granice można nie tylko kłamstwem....

                        p.s. powtórzę jak katarynka - czasami kłamstwo wydaje sie być najlepszym wyjściem, nawet z egoistycznych pubudek. Też je mam na sumieniu jak każdy.

                        • srebrnarybka Re: Pani ma rację. 13.11.11, 23:47
                          Dlatego trzeba się nauczyć wcześniej stawiac granice...
                          >
                          > A stawiac granice można nie tylko kłamstwem....

                          Na to, żeby taką sytuację, jak opisana przeze mnie, ochronić granicami, to granice te musiałyby polegać na tym, że matka w ogóle nie pyta dziecka o to, co w szkole i w ogóle się tym nie interesuje, a dziecko o tym nigdy nie opowiada. Natomiast, jeżeli opowiada coś tam, więcej lub mniej, zawsze, a matka pyta, jak było w szkole, co nie jest wścibstwem, to powiedzenie: nie pytaj mnie, to moja prywatna sprawa, musi wzbudzić niepokój. Chyba, że jak już zaproponowałam, szkołę uznać za intymną i prywatną sprawę dziecka. Ale jeżeli dziecko nie uznaje jej za intymną w poniedziałek, gdy dostało 6, to rodzi się podejrzenie, że postawienie granicy we wtorek wynika z tego, że nie chce opowiadać o czymś złym.
            • joa66 Re: Pani ma rację. 13.11.11, 14:55
              Jeżeli dziecko (dorosłe też) odpowiadało na wszystkie pytania rodziców i nagle pada "nie odpowiem na to pytanie" to faktycznie to stwierdzenie jest odpowiedzią.

              Jeżeli nauczyło się zbywać niedyskretne pytania rodzicieli ( i innych ludzi też) albo wprost odmawiać odpowiedzi na pytania dotyczące sfery prywatnej, nie ze względu na to, że nie chce udzielić akurat tej informacji, ale dla zasady nie wpuszczania "obcych" na swój teren - problemu nie ma.
              • kara_mia Re: Pani ma rację. 13.11.11, 15:03
                Jeżeli nauczyło się zbywać niedyskretne pytania rodzicieli ( i innych ludzi też)

                ta nauka jest ważna częścią wychowania dziecka.
                BTW:
                dzieci się uczą przez NAŚLADOWANIE
              • srebrnarybka Re: Pani ma rację. 13.11.11, 15:29
                Jeżeli dziecko (dorosłe też) odpowiadało na wszystkie pytania rodziców i nagle
                > pada "nie odpowiem na to pytanie" to faktycznie to stwierdzenie jest odpowiedzi
                > ą.

                Ale jest normą, że osoby sobie bliskie dzielą się swoimi przeżyciami i opowiadają sobie różne rzeczy i w sposób płynny dochodzi czasem do pytań, na które ktoś nie chce odpowiedzieć. Jeśli 18latek wraca z imprezy, wycieczki czy wypadu do kiina, to często bywa, że nawet niepytany, dzieli się swoimi przeżyciami, bo to normalny odruch. Często rodzice także opowiadają, jaki film widzieli w kinie albo, że na imieninach u koleżanki z pracy była jej siostra, która wróciła z Chin. To jest normalne w stosunkach międzyludzkich pod warunkiem, że ludzie jeszcze w ogóle ze sobą rozmawiają, a nie tylko gapią się w TV. I w takim razie w trakcie normalnego dialogu może pojawić się pytanie o jakąś sprawę, o której nie chcemy opowiadać. Rodzice wracają z tych imienin, opowiadają o siostrze solenizantki, która wróciła z Chin, o przepisie na sałatkę, którą podawano, o tym, że córka solenizantki ładnie wyglądała w krótkich włosach i wtedy dziecko ich pyta, czy to prawda, że solenizantka ma kochanka? Wiemy, że tak, ale nie jesteśmy upoważnieni informować, zresztą nie ma żadnego powodu, żeby dziecko o tym wiedziało, zwłaszcza, że solenizantka wcale nie myśli o rozwodzie i jest szansa, że jej małżeństwo się nie rozpadnie, a romans wygaśnie. Im więc mniej ludzi będzie o nim wiedziało, tym lepiej. I co? Odpowiadamy - nie twoja sprawa. Czy też może ukrywamy przed dzieckiem, że idziemy na imieniny tej akurat osoby, bo dziecko może domyśla się jej romansu i jeszcze nas o to zapyta? Czy też w ogóle nie opowiadamy dziecku o swoich znajomych, bo jeszcze któremuś przytrafi się romans albo coś innego niekoniecznie wartego upubliczniania, więc lepiej, żeby dziecko nic nie wiedziało o naszych znajomych, to wtedy nigdy nie zapyta? Paranoja.
                • joa66 Re: Pani ma rację. 13.11.11, 15:36
                  Nie rozumiesz. Czasami trzeba kłamać. Jednak gdy ktoś stale narusza nasze granice prywatności, trzeba dac mu to odczuć.

                  Uważam, że w normalnych stosunkach rzadko trzeba kłamać (co nie znaczy, że w ogóle). I na pytanie nastolatka czy to prawda , ze X ma kochanka, powiedziałabym prawdę czyli np tak, słyszałam, że ma, ale niech ta rozmowa zostanie między nami, albo, że wolałabym nie rozmawiac o prywatnych sprawach koleżanki.
                  • srebrnarybka Re: Pani ma rację. 13.11.11, 16:00
                    I na pytanie nastolatka czy to prawda , ze X ma kochanka, powiedziałabym
                    > prawdę czyli np tak, słyszałam, że ma, ale niech ta rozmowa zostanie między nam
                    > i, albo, że wolałabym nie rozmawiac o prywatnych sprawach koleżanki.

                    Raczej nie odpowiedziałabym tak, by dziecko się domyśliło, chyba, że sprawa byłaby już bardzo jawna typu, że dziecko spotkała znajomą w parku całującą się z kochankiem w sposób wyraźnie wskazujący na kontekst erotyczny. Podałam konkretną sytuację, kiedy rozpowszechnienie informacji o czyimś romansie może zaszkodzić małżeństwu, a dziecko żadnej korzyści nie odniesie z takiej wiadomości. W mojej bardzo licznej dalszej rodzinie (sto kilkudziesięciu potomków mojego pradziadka i jego brata), która funkcjonuje na zasadzie klanu rozrzuconego po całej Polsce, zdarzało się, że ktoś rzucił plotkę, że w jakimś małżeństwie źle się układa, ktoś zdradza żonę itp. Nie tylko nie przekazywałam sama z siebie takich informacji dalej, ale na pytania krewnych mniej zorientowanych o sprawy, które ja znałam lepiej, odpowiadałam, że nic nie mi o tym nie wiadomo, sugerując raczej, że jest OK, i nie interesuję się takimi sprawami, chociaż bywało mi wiadomo. Akurat tak się złożyło, że wszystkie 4 małżeństwa, które miały kryzysy oplotkowywane przez część rodziny, przeszły te kryzysy pomyślnie. Czy byłoby właściwe, gdybym zamiast odpowiadać, że nie wiem, opowiadała, co wiem, i wzmacniała u kilku/kilkunastu osób z klanu przekonanie, że u XY źle się dzieje i wciągała dalszych kilka/kilkanaście osób w intymne sprawy jakiejś pary małżeńskiej?
                    • kara_mia Re: Pani ma rację. 13.11.11, 16:33
                      Ale jest normą, że osoby sobie bliskie dzielą się swoimi przeżyciami i opowiadają sobie różne rzeczy i w sposób płynny dochodzi czasem do pytań, na które ktoś nie chce odpowiedzieć. Jeśli 18latek wraca z imprezy, wycieczki czy wypadu do kiina, to często bywa, że nawet niepytany, dzieli się swoimi przeżyciami, bo to normalny odruch.

                      Tak , normalna rozmowa i normalne opowiadanie jest OK.
                      Tyle , ze granice informacji o mnie jakimi chcę się dzielic z ta właśnie osobą - JA ustalam
                      I jeżeli ta właśnie osoba przekracza te granice – dostaje grzecznego bana – nie dlatego, ze ni chce mówić prawdy, ale , że nie chce z NIA na ten temat rozmawiać.

                      I mama nadal zadaje Ci to pytanie? Nie mówiąc o tym, że taka odpowiedź jest grzeczniejszą formą propozycji półerotycznej tzn. pocałuj mnie gdzieś. Przyznam, że nie chciałabym mieć bliższych kontaktów z osobą, która na każde pytanie odpowiadałaby w taki sposób.


                      Owszem zadaje. To jest jej wybór. Ja nie na każde pytanie tak odpowiadam – tylko na niektóre. I nie mam ochoty tego zmieniać – osoba w moim towarzystwie ma do wyboru :
                      -Uszanować to, że na niektóre pytania nie dostanie innej odpowiedzi niż zdawkowe: nie dziękuje radze sobie
                      -Pytać bez otrzymywania innej odpowiedzi do końca świata ( jak robi moja mama)
                      -Zerwać znajomość ze mną ( jak twierdzisz , ze zrobiłabyś ty).

                      Chyba, że na każde pytanie będę odpowiadać" to nie twoja sprawa, ale to oznacza brak jakichkolwiek bliskich relacji z kimkolwiek.

                      Tak, ale ja osobiście tak robie w odpowiedzi na niektóre pytania i to różne w stosunku do różnych osób – i to ja dyktuje sobie komu o czym mam ochotę opowiadać.

                      Ja mam prawo nie odpowiadać na pytania na które nie chce.
                      Ktoś jak najbardziej zerwie ze mną zerwać znajomość, jeżeli uzna, że wiedza na temat, który chce poruszać jest mu konieczna do podtrzymywania ze mną znajomości.
                      Trudno.
                      • kara_mia Re: Pani ma rację. 13.11.11, 16:36
                        -Uszanować to, że na niektóre pytania nie dostanie innej odpowiedzi niż zdawkowe: nie dziękuje radze sobie

                        i tak jeszcze dopowiem :
                        może po 3 , 4 razie np przestanie o to pytać?
                      • joa66 Re: Pani ma rację. 13.11.11, 17:16
                        Tak, ale ja osobiście tak robie w odpowiedzi na niektóre pytania i to różne w stosunku do różnych osób – i to ja dyktuje sobie komu o czym mam ochotę opowiadać.

                        Ja mam prawo nie odpowiadać na pytania na które nie chce.
                        Ktoś jak najbardziej zerwie ze mną zerwać znajomość, jeżeli uzna, że wiedza na temat, który chce poruszać jest mu konieczna do podtrzymywania ze mną znajomości.
                        Trudno.


                        I o to chodzi!

                        Co oczywiście nie zmienia faktu, że kłamać czasami trzeba, a nie proponowac "albo mówimy całą prawdę - albo kłamiemy"


                        p.s. a propos wyglądu : kiedys wróciłąm od fryzjera, drzwi otworzył mi syn..spojrzał i od razu powiedział "nie przejmuj się " big_grin
                    • joa66 Re: Pani ma rację. 13.11.11, 17:11
                      Nie mówię o tym, żeby wpadać do dziecka i opowiadać, ze ciocia zdzisia ma kochanka. Uznaję, ze skoro dziecko samo o to pyta, to znaczy gdzieś o tym słyszało. Nie uważam, że właściwą odpowiedzią jest "nie ma" lub "nie wiem" (jezeli wiem na pewno)

                      Za bardzo kombinujesz rybko, albo masz nie trafione przykłady (zresztą sama nie wiem na co).

                      Na pytanie "co nowego" po wycieczce w Macedoni naprawdę miałąbym wiele do opwiadania, niekoniecznie o domniemanym romansie znajomych.

                      smile
                      • srebrnarybka Re: Pani ma rację. 13.11.11, 17:58
                        Za bardzo kombinujesz rybko, albo masz nie trafione przykłady (zresztą sama nie
                        > wiem na co).

                        oba przykłady dotyczą sytuacji, kiedy normalna rozmowa i normalne pytania przechodzą raptem w takie, na które nie powinniśmy/nie możemy odpowiadać. Matka, która stale pyta córkę, jak układa się z mężem, jest wścibska i można generalnie okazać, ze sobie takich pytań nie życzymy. Natomiast koleżanka, która pyta, jak było w Macedonii, nie jest jeszcze wścibska, natomiast w trakcie rozmowy może się okazać, że jednak zada wścibskie pytanie, na które nie powinniśmy odpowiadać.
                        Zaś co do wścibskiej matki pytającej o układy z mężem: jedna sprawa to to, że powinniśmy jej okazać stanowczo, że sobie takich pytań nie życzymy i mamy do tego święte prawo. Ale jest i drugi problem: może być tak, że nie chcemy, żeby matka dowiedziała się o czymś niezależnie od tego, czy zapyta wprost, czy nie. I zdarzają się takie sytuacje, że o czymś się nie mówi, unika tematu, lawiruje, i utrzymuje matkę w przekonaniu, że wszystko OK. Bo to, że matka przestanie pytać, nie znaczy, że przestanie się tym interesować, skoro nie otrzyma odpowiedzi wprost, będzie próbowała się czegoś domyślać, a jak się domyśli, że jest źle, może np.zareagować w sposób dla nas niepożądany, i dlatego lepiej, by nie wiedziała. Zatem odgrywa się komedię.
                        Znam wypadek, gdy moi znajomi podjęli na wiosnę decyzję o rozwodzie, ale zdecydowali córce powiedzieć dopiero po końcu roku szkolnego, żeby pod wpływem stressu nie zawaliła klasy. I przez parę miesięcy udawali przed rodziną zgodne małżeństwo. Oczywiście, nikt wprost ich nie pytał, czy się rozwodzicie, bo nikt tego nie podejrzewał, ale w końcu też było kłamstwo. Moim zdaniem w dobrej intencji i nie stało się wskutek tego żadne zło. Złem był rozwód, a nie ukrywanie tego przez parę miesięcy.
                        A moja koleżanka, której siostra zginęła w wypadku samochodowym, a matka była ciężko poszkodowana w tymże wypadku, która przez jakiś czas ukrywała przed matką śmierć siostry i mówiła, że siostra jest innym mieście, gdzie studiowała, i powiedziała to dopiero, gdy lekarze uznali, że matka jest zdolna to przyjać, też dopuściła się karygodnego kłamstwa? tak?
        • mama303 Re: Pani ma rację. 13.11.11, 17:50
          verdana napisała:

          > Nie, warto skłamać nie tylko w celach wyższych. Warto sklamac także w celach ja
          > k najbardziej niższych - obrony własnej intymności i własnego życia.

          W celach niższych to juz raczej paskudne jest.
          • verdana Re: Pani ma rację. 13.11.11, 18:20
            Nie jest. Obrona własnej prywatnosci nie jest paskudna. Podobnie nikt nie ma obowiązku mowić prawdy o swoich uczuciach.
            • mama303 Re: Pani ma rację. 13.11.11, 20:42
              Bronić swej prywatności można inaczej i nalezy inaczej. W ten sposób to każde kłamstwo można usprawiedliwiać a to juz mi sie nie podoba
            • kara_mia Re: Pani ma rację. 13.11.11, 20:57
              Można w ogóle nie mówić i zamknąć temat mniej więcej " nie będę mówić o moich odczuciach"
              To uczy stawiania granic i mówienia prawdy.
    • zawilec1 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 14:11
      Piszę za Sokratesem. To co wychodzi z naszych ust powinno być przesiane przez trzy sita: prawdy, dobra i konieczności. Wielu rzeczy nawet prawdziwych nie trzeba mówić i nie jest to kłamstwo.
      Mozna powiedzieć: "Twoja fryzura jest beznadziejna", ale mozna inaczej "Moim zdaniem, w tej fryzurze wygladasz mniej korzystnie" Jedno i drugie prawdziwe. Cham wybierze pierwszą wersję aby dokuczyć.
      Gorzej, że dzieci uczą sie kłamać dla własnej korzyści i z braku odwagi cywilnej. Uczmy dzieci nie kłamać.
      • kara_mia Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 14:23
        Mozna powiedzieć: "Twoja fryzura jest beznadziejna", ale mozna inaczej "Moim zdaniem, w tej fryzurze wygladasz mniej korzystnie" Jedno i drugie prawdziwe. Cham wybierze pierwszą wersję aby dokuczyć.

        no własnie !
        • tygrysiatko1 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 14:34
          a chciałabyś usłyszeć, że wyglądasz mniej korzystnie?? jestem ciekawa, jak byś zareagowała, jak by Ci tak powiedziała facet... dla 75% szczerych biedaków skonczyłoby się to fochem i cichymi dniami... albo płaczem kobiety...
          • kara_mia Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 14:51
            jak nie umiem przyjąć prawdy powiedzianej GRZECZNIE - to to jest mój problem a nie autora wypowiedzi i jak już pisalam nie widzę powodu mówienia nieprawdy dla ochrony "spokoju" i strachu przed "fochem".
            Tak jakoś jestem mało bojaźliwa.
          • kara_mia Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 14:54
            PS
            usłyszałam, Przeżyłam...
            raz się tylko zrozpaczona zapytałam:
            A w tej ciulatej sukni nadal mnie kochasz? wink
            po zapewnieniu że tak, trochę było lepiej..
            • tygrysiatko1 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 15:00
              POPŁAKAŁAM SIĘ PRAWIE wink
              ja też bym pewnie tak zareagowała, choć na pewno nie na każdego... jednak uważam, że nie wszystko należy mówić... pewne rzeczy lepiej przemyśleć lub ubarwić...

              mnie kiedyś przyjaciółka (ale jej wolno wszystko) powiedział - zdejmuj tę kieckę, wyglądasz, jak hipopotamica w stringach wink focha nie było i wspominamy do dziś, a nawet weszło do słownika wink
              • azile.oli Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 16:23
                Oj, jeśli c hodzi o wygląd, to wszystko zależy od stopnia zażyłości, od tego czy ktoś chce rzeczywiście poznać prawdę na temat swojego wyglądu, a przede wszystkim, czy jest coś w stanie na to poradzić. Ja bardzo c hętnie przyjmę krytyczne uwagi od córki, jeśli chodzi o strój i fryzurę , a ona, jeśli pyta, to też chce poznać prawdę. Bo kieckę można zmiecić i uczesać się inaczej. Natomiast trudno, aby rąbać sobie prawdę na temat pewnych cech fizycznych, na które dana osoba nie ma wpływu, bądź powstały pod wpływem stresu czy choroby.
                No i zdecydowanie nie lubię, gdy ktoś mi wali wątpliwy komplement ''w poprzedniej fryzurze było ci lepiej'', zwłaszcza, gdy go nie pytam i nie jest szczególnie bliską mi osobą.
              • bi_scotti Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 16:28
                Skoro byl juz Sokrates to moze byc i Galczynski smile

                Gdybyś mnie kiedyś
                miała przestać kochać,
                nie mów mi tego

                Bóg tego także nie czyni
                Gdy ma zesłać zarazę i głód
                On ciągle się śmieje z wysoka
                choć dobrze wie
                że oazy przemieni
                w pustynię

                Mnie sie zdaje, ze wlasciwie nikogo klamstwa uczyc nie trzeba - ono przychodzi naturalnie - to dziala jak zdrowy system immunologiczny - prtoblem sie zaczyna gdy ten system nie dziala wcale albo dziala w wersji turbo tongue_out
      • ira_07 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 16:59
        I chciałabyś coś takiego usłyszeć? Wydasz majątek na fryzjera, a koleżanka ci mówi, że wyglądasz mniej korzystnie?

        Czy znajomej, która Ci opowie jaki cudowny płaszcz widziała i rezygnuje z kawy/kina/książek, żeby go kupić, powiesz, że szkaradny, kiedy już kupi i spyta czy ładny? Jasne, można powiedzieć - ładny kolor, niezły krój, śliczne guziki... Ale to ewidentnie będzie sygnał, że płaszcz brzydki. Nie lepiej powiedzieć: rzeczywiście, ładny płaszczyk? Ja kiedyś po wizycie u fryzjera (cięcie plus farbowanie) usłyszałam od byłego chłopaka: ŁADNIE ŚCIĘTE WŁOSY. I nie było to miłe, bo ewidentnie uważał kolor za brzydki. No ale nie skłamał, chwała mu.
        • kara_mia Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 17:08
          chodzi o to, żeby mówić prawdę, czy żeby za wszelka cenę sprawiać ludziom przyjemność?

          a skąd będziesz wiedzieć kiedy ktoś mówi prawdę.:
          ze cie kocha, ze ślicznie wyglądasz, a kiedy mówi bo tego oczekujesz?
          jak odróżnisz wtedy prawdę od kłamstwa?
          • verdana Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 17:25
            Tak, czasem sprawienie przyjemnosci jest znacznie wazniejsze, niż wlasne dobre samopoczucie. A przecież w tej szczerosci nie masz na mysli dobra koleżanki ona już ten plasz kupila, będzie go nosic, bo na następny jej nie stać. Myslisz tylko o sobie, o tym, ze Ty nie klamiesz - i wrpost mowisz, ze plaszcz jest brzydki, a ona wyglada w nim źle. Powstaje pytanie - po co?
            Poza tym odniose się do tego, jakie pytanie sa wscibskie i jakie wolno zadawać, a jakich nie. Dorastające dziecko moze chetnie mówic z rodzicami np. o swoim życiu uczuciowym czy kolegach, co pewien czas jednak nie ma ochoty do pewnych rzeczy się przyznawać, bo to jego sprawa. Jesli w czasie zwyklej rozmowy, pare razy z rzedu na normalne pytania padie odpowiedź "To nie jest twoja sprawa", "o tym nie będę mówić", to prawdopodobieństwo,z e rodzic bedzie chciał podejmowac z dzieckiem normalną rozmowę na podobne tematy szybko zmaleje do zera. Bo kazdy, otrzymawszy taka odpowiedź czuje się jak intruz, który nie powinien w ogóle wpieprzać sie w cudze życie.
            Poza tym w większości wypadkow takie odpowiedzi albo budza niepokój, albo dają jednoznaczną odpowiedź.
            • kara_mia Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 17:44
              1: dobro koleżanki
              jeżeli mamy na względzie dobro koleżanki - to krótkoterminowo jej humor poprawie - ach jaki ładny płaszcz,
              tylko długoterminowo - będzie nadal w nim wyglądać gorzej jak z bazaru.
              To mając na względzie dobro koleżanki - wymyślić coś wspólnie: jak ten płaszcz wymienić - odsprzedać - póki będzie nowy i tak aby na długi czas koleżanka wyglądała ładnie ?
              To jej dbanie o dobro koleżanki.

              Kłamstwo j jaki śliczny płaszcz - to naprawdę dbanie o własne samopoczucie, żeby nie mieć wyrzutów sumienia jako ten posłaniec co złe wieści niósł.

              Zakładając, że ten płaszcz NAPRAWDĘ jest wstrętny a nie jest to tylko nasza opinia!

              2.
              Zawsze jest granica "wchodzenia z butami".
              U nas w domu wyznaje się trzy zasady :
              -jak pytasz licz się z tym ,ze nie zawsze się dowiesz
              -jak nie odpowiadasz - rób to grzecznie
              -mów prawdę
              działa



            • joa66 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 18:16
              Poza tym odniose się do tego, jakie pytanie sa wscibskie i jakie wolno zadawać, a jakich nie. Dorastające dziecko moze chetnie mówic z rodzicami np. o swoim życiu uczuciowym czy kolegach, co pewien czas jednak nie ma ochoty do pewnych rzeczy się przyznawać, bo to jego sprawa. Jesli w czasie zwyklej rozmowy, pare razy z rzedu na normalne pytania padie odpowiedź "To nie jest twoja sprawa", "o tym nie będę mówić", to prawdopodobieństwo,z e rodzic bedzie chciał podejmowac z dzieckiem normalną rozmowę na podobne tematy szybko zmaleje do zera.

              Tak, za to jak dziecko kilka razy z rzędu skłamie zamiast nie odpowiedzieć , to to rozmowy i komunikacja w rodzinie kwitną wink

              Podstawą dobrej komunikacji wsród najbliższych jest brak strachu przed reakcją drugiej osoby.

              Powtórzę: wiem, ze zdarzają się sytuacje, kiedy trzeba skłamać nawet najbliższym - nie będę podawac przykładów, bo to zależy od rodziny, kontekstu , itd.

              Natomiast równie ważna jest umiejętność otwartego postawienia granic, bez uciekania się do kłamstwa.


              • srebrnarybka Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 18:26
                Tak, za to jak dziecko kilka razy z rzędu skłamie zamiast nie odpowiedzieć , to
                > to rozmowy i komunikacja w rodzinie kwitną wink

                Tak, bo zapewne i tak na ogół będzie mówić prawdę. Ludzie mają skłonność do mówienia prawdy. Zapewne dziecko, które skłamie rodzicom, będzie starało się unikać newralgicznego tematu i odwrócić uwagę.

                Podstawą dobrej komunikacji wsród najbliższych jest brak strachu przed reakcją
                > drugiej osoby.

                na 100 % wydaje mi się to nieosiągalne. Zawsze zdarza nam się zrobić coś, co drugiej osobie będzie się bardzo nie podobało, bo jesteśmy różni.
              • verdana Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 18:27
                Oczywiscie, ze kwitną, o ile dziecko nie oszukuje, a po prostu nie mówi wszystkioego. Czy uwazasz naprawdę, ze zdrowa komunikacja w rodzinie polega na tym, ze na pytanie "Co w szkole?" nastolatek, który miał gorszy dzień, pokłócił sie z przyjacielem, powiedział glupstwo na polskim i zgubił zeszyt ma obowiazek powiedzieć to wszystko matce, zamiast powiedziec "Normalnie." Problem z komunikacją jest wtedy, gdy nastolatek kloamie, bo nie moze pewnych rzeczy powiedzieć, a nie wtedy, gdy nie mowi, bo nie ma ochoty, albo ma powód, by nie mowić. W tym wypadku nie chodzi o strach przecież - tylko o to, ze naprawde nie zawsze ma się ochotę wszystko mowić bliskim. część rzeczy kazdy z nas po prostu chce zatrzymać dla siebie.
                Otwarte postawienie granic w tym wypadku to "Nie chcę mowic o tym co było dziś w szkole". Chcę zobaczyć choć jednego rodzica, który nie będzie zaniepokojony i nie zacznie wypytywać - albo taktownie nie zacznie, ale będzie rozmyslał, cóż takiego sie zdarzyło.
                • kara_mia Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 18:59
                  Otwarte postawienie granic w tym wypadku to "Nie chcę mowic o tym co było dziś w szkole". Chcę zobaczyć choć jednego rodzica, który nie będzie zaniepokojony i nie zacznie wypytywać - albo taktownie nie zacznie, ale będzie rozmyslał, cóż takiego sie zdarzyło.


                  ok. To ja.
                  W razie czego mój syn poświadczy prawdziwość mojej deklaracji.
                  Nie wiem jak chciałabyś zorganizować zobaczenie , ale jestem do dyspozycji.
                • joa66 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 19:04
                  Czy uwazasz naprawdę, ze zdrowa komunikacja w rodzinie polega na tym, ze na pytanie "Co w szkole?" nastolatek, który miał gorszy dzień, pokłócił sie z przyjacielem, powiedział glupstwo na polskim i zgubił zeszyt ma obowiazek powiedzieć to wszystko matce,

                  Byłabym wdzięczna gdybyś zacytowała moją wypowiedź, która to sugeruje wink

                  oj verdana, verdana..... smile
                  • kara_mia Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 19:07
                    Czy uwazasz naprawdę, ze zdrowa komunikacja w rodzinie polega na tym, ze na pytanie "Co w szkole?" nastolatek, który miał gorszy dzień, pokłócił sie z przyjacielem, powiedział glupstwo na polskim i zgubił zeszyt ma obowiazek powiedzieć to wszystko matce,

                    może odpowiedzieć :
                    "tak se, ogarniam"
                    • srebrnarybka Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 20:16
                      i będzie to poniekąd kłamstwo, bo akurat nie do końca ogarnia.
                      • kara_mia Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 20:55
                        jeżeli ktoś ma problemy - to znaczy , ze ma problemy
                        jeżeli mówi, że ogarnia to znaczy, że czuje sie na tyle kompetentny, żeby ze wszystkim co się dzieje poradzić sobie samemu - a przynajmniej bez pomocy osoby pytającej.

                        Jeżeli ktoś mówi, ze sobie radzi - to nie oznacza, że on nie ma problemów i , że wszystko mu idzie z górki. To znaczy, że ogarnia te problemy.

                        Jak dziecko będzie chciało pomocy w rozwiązywaniu problemów to powie.
                        Jak dorosły mówi -"masz problemy to znaczy, że sobie nie radzisz", wyrządza wielka krzywdę dziecku - uczy go bezradności wobec problemów
                        • srebrnarybka Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 23:57
                          jeżeli ktoś ma problemy - to znaczy , ze ma problemy

                          zatem odpowiedź "ogarniam" nie do końca odpowiada prawdzie, bo ma problemy.

                          Jak dziecko będzie chciało pomocy w rozwiązywaniu problemów to powie.

                          Niekoniecznie. Prosić o pomoc nie jest łatwo, nawet własnych rodziców.

                          Jak dorosły mówi -"masz problemy to znaczy, że sobie nie radzisz", wyrządza wi
                          > elka krzywdę dziecku - uczy go bezradności wobec problemów

                          Gdzie sugerowałam, że dorosły mówi, masz problemy, to sobie nie radzisz. Raczej dorosły pytając dziecko, czy ma problemy, deklaruje pomoc, czyli oszczędza dziecku proszenia, czegoś, co może być dla dziecka niełatwe. Także dla dorosłego. Zdarzało mi się w życiu deklarować pomoc ludziom, którzy, jak sądziłam, mogą mojej pomocy potrzebować, po to, by oszczędzić im proszenia. Sama bardzo rzadko proszę o pomoc, bo jest to dla mnie niemiłe, więc tam, gdzie przewidywałam, że moja pomoc może być przydatna, a ja byłam gotowa jej udzielić, często proponowałam sama. Jeżeli kogoś o coś proszę, to zwykle w cudzych sprawach, w swoich własnych rzadko mam śmiałość.
    • asia_i_p Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 18:26
      Moja ciotka twierdzi, że tak zginęła Edyta Stein. Jakaś miłująca prawdę siostrzyczka na bezpośrednie pytanie Niemca nie potrafiła skłamać, choć wiedziała, że podpisuje wyrok nie tylko na nią, ale i na siebie.
      Jestem przeciwko kłamstwom w 99,9% przypadków, ale jest ten 0,1%, kiedy kłamstwo jest samoobroną i wtedy trzeba umiec skłamać. Na przykład, kiedy ktoś prosi o dochowanie sekretu, a ktoś inny o to pyta, to wtedy samo stwierdzenie "przepraszam to sekret" jest już zdradzeniem sekretu i kłamstwo jest usprawiedliwione.

      Staram się wychować dziecko na osobę prawdomówną, ale też myślącą - i mam nadzieję, że nauczę się tak szanować jej prywatność, żeby nie musiała mnie okłamywać.
      • verdana Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 18:33
        Ok.
        W szkole "Jasiu, dlaczego nie uwazasz?" - "Bo lekcja jest taka nudna, ze nie jestem w stanie".
        Marysiu, dlaczego nie odrobiłas lekcji?" "Bo mi się nie chciało, a zresztą i tak mnie fizyka nie interesuje"
        Karolu, dlaczego macie z Jasiem tak samo zrobione zadanie "Bo on ode mnie przepisywał".
        Panie Michale, dlaczego pan nie wykonał mojego polecenia? "Bo bylo zbyt głupie, aby je brac na serio".

        Naprawdę tego uczycie dzieci?
        • asia_i_p Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 18:36
          Wszystkie przypadki, które podajesz, nadal podpadają pod samoobronę. wink
          • verdana Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 18:41
            Ależ tak! tylko, jesli nie kłamie sie nigdy, to nalezy uczyć dziecko, aby tak własnie odpowiadało - w szkole, w pracy...
            • srebrnarybka Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 20:24
              Autentyczna historia z czasów tuż po I wojnie światowej. Trzech chłopcom z wytwornej, niemal arystokratycznej rodziny umarła mamusia i wychowywała ich ciocia, stara panna, która sobie z nimi nie radziła. W szkole mieli kłopoty ze wszystkim, ale już najgorsze z francuskim. Ciotka wybierała się na wywiadówkę i wiedziała, że nauczycielka będzie ją szarpać o ten francuski, więc zapytała chłopców, dlaczego oni się tego francuskiego nie uczą. Chłopcy wyjaśnili, i ciotka, zgodnie z przewidywaniami zapytana na wywiadówce, odpowiedziała: ja ich pytałam, a oni mi odpowiedzieli: a na ch..a nam francuski? Rzecz jasna, ciotka, stara panna z arystokratycznej rodziny tuż po I wojnie światowej nie miała pojęcia, co znaczy wykropkowane słowo, i dlatego odpowiedziała szczerą prawdę. Ale, czy gdyby wiedziała, także zdaniem obrońców prawdomówności powinna to powiedzieć expressis verbis na wywiadówce?
              • joa66 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 20:29
                Jakoś nie przekonują mnie Twoje przykłady , sorry smile z całym szacunkiem do prawa do kłamania wink

                Ale, czy gdyby wiedziała, także zdaniem obrońców prawdomówności powinna to powiedzieć expressis verbis na wywiadówce


                Mogła powiedzieć "chłopcy nie wierzą,że im sie francuski do czegokolwiek przyda". Prawda to nie tylko cytat wink

          • canuck_eh Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 05:54
            Tiaaa tylko ze dzieciak po takim tekscie do domu wraca z uwaga w dzienniczku.A pan Michal czy jak mu tam co to uznal ze zadanie co mu szefuncio kazal wykonac i nie wykonal bo durne bylo traci wlasnie robotesmileI tylko dlatego ze mamusia nauczyla mowic prawde i tylko prawde , bo nie mozna sie skalac mowieniem klamstwa.Ciekawe czy na rozliczeniach podatkowych tez jest taka prawdomownasmile
      • nangaparbat3 Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 21:44
        asia_i_p napisała:

        > Moja ciotka twierdzi, że tak zginęła Edyta Stein. Jakaś miłująca prawdę siostrz
        > yczka na bezpośrednie pytanie Niemca nie potrafiła skłamać, choć wiedziała, że
        > podpisuje wyrok nie tylko na nią, ale i na siebie.
        >

        Ha! Najwyraźniej siostrzyczka nie czytała "Nędzników"!
        • srebrnarybka Re: uczenie dzieci kłamstwa 13.11.11, 23:50
          Ha! Najwyraźniej siostrzyczka nie czytała "Nędzników"!

          Bo to raczej nie jest lektura dla siostrzyczek.
          • verdana Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 09:00
            Prosty przyklad. Pytamy męża z uśmiechem "Co ci się sniło?". Mąż odpowiada "Że bylem w łóżku z tą Ewą z pracy". Hm, chyba niedobrze. Odpowiada "Nie chcę o tym mówić" - też nie najlepiej. Odpowiada "Ne pamiętam" - kłamie. Wolno mu , czy nie?
            • joa66 Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 09:11
              Oczywiście, że lepiej powiedzieć (na ogół) w takiej sytuacji, że się nie pamięta.

              Tylko dla kogo to jest argument? Yasemin chyba już tego nie czyta smile
              • verdana Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 09:30
                Może jeszcze śpi i sni.
                Obliczono, ze przeciętny, prawdomówny człowiek kłamie 15 razy dziennie.
            • asia_i_p Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 17:02
              > Prosty przyklad. Pytamy męża z uśmiechem "Co ci się sniło?". Mąż odpowiada "Że
              > bylem w łóżku z tą Ewą z pracy". Hm, chyba niedobrze. Odpowiada "Nie chcę o tym
              > mówić" - też nie najlepiej.
              Mój mąż odpowiada z uśmiechem, że miał sen erotyczny, a jak jestem nadmiernie ciekawa szczegółów, odpowiada, że to jego sny. Co ja akceptuję.

              Ale rozumiem kłamstwo w takiej sytuacji, jeśli żona jest przewrażliwiona. Dla mnie dalej się liczy jako samoobrona.

              Tylko ja uważam, że nadmiar takich kłamstw nie jest dobry, bo jest niewygodny. Prawda ma nad kłamstwem tę wyższość, że nie trzeba nic szczególnie pamiętać - a to jest naprawdę męczące, pamiętać, co się komu powiedziało i co komu wolno powiedzieć.

              Nie chciałabym, aby moja córka zapytana o swoje sny czuła się zmuszona je opowiedzieć. Ale nie chciałabym też, żeby kłamanie stało się dla niej podstawową techniką wychodzenia z tego typu opresji, bo to byłby jednak dowód, że samopoczucie pytającego ceni bardziej niż swoje - co jakiś czas wskazane, ale jako stała postawa raczej nie.
              • verdana Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 18:14
                Mój opowiada nawet z kim we snie miał romanssmile
                Nadmiar kłamstw jest fatalny, ale ich całkowity brak - chyba jeszcze gorszy. Przy czym, jesli trzeba pamietać, co się komu mówi, to juz zazwycaj nie sa to klamstwa w samoobronie, czy z dyskrecji, tylko zwykle kłamstwa - za którymi wcale nie przepadam, jako osoba raczej prawdomowna.
                Ale gdy mnie matka zapytala dzis rano, jaki mam plany, powiedziałam,że zadnych. Po co ma sie denerwować, ze idę na mammografię? A pamiętać niczego nie muszę, aj,s ie "wyda" po fakcie, to nieszczęścia nie będzie.
                Ja bym chciała, aby dzieci mowily mi na temat swojego prywatnego zycia tyle, ile chcą. I aby nie musałły cały czas odpowiadać "O to prosdzę mnie nie pytaj", tylko powiedzialy swobodnie, to co mogą, a resztę ukryły.
    • majaa Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 12:37
      Chyba trollujesz, Yasemin. Trudno uwierzyć, że dorosły, nawet średnio rozgarnięty człowiek rozumuje w taki schematyczny sposóbtongue_out
      • verdana Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 12:41
        Cóż, ja po prostu pisze prawdę - nie da sie zyć bez klamstwa. Osoby, które twierdzą, że zawsze mowią tylko prawdę, albo oszukują się same, albo kłamia nawet to mówiąc...
        • asia_i_p Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 17:06
          Owszem, ale pozostaje kwestia procentu. Bez tlenu też się nie da, ale istnieje zdrowy procent tlenu w powietrzu i za duże stężenie jest niedobre.
          No i pozostaje jeszcze kwestia zaufania. Kiedy mój mąż mi mówi, że wyglądam dobrze, wiem, że wyglądam dobrze. Wiem, że jeśli dana rzecz mnie pogrubia, źle leży, to się dowiem. Kiedy mówią mi to moje bardzo zresztą kochane ciotki, to jest to przyjemne, ale dalej nie wiem nic. Jednak chciałoby się móc wierzyć temu, co mówią najbliżsi.

          W szkole i w pracy oczywiście działa to mniej - ale jednak jak ma się już taką pozycję, żeby nie wylecieć, warto jest popróbować mówić prawdę tam, gdzie da się coś zmienić. Bo czasami okazuje się, że coś jest do zmiany, a ta druga strona jest całkiem rozsądna, tylko nikt nigdy nic nie mówił.
      • yasemin Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 16:58
        niestety, albo stety... prawdopodobnie mam Aspergera lub NLD, jak pokazują pewne testy, i bardzo możliwe że mój schemat myślenia różni się od większości- tak zwanych "normalnych" ludzi. Ja zawsze kłamstwem się i brzydziłam, i uważałam za niemoralne. Znacznie lepiej się czuję komunikując się wprost i uczciwie,i kiedy inni ludzie też się tak ze mną komunikują. Jeśli mi ktoś nie zwróci uwagi, że np. mam źle makijaż zrobiony, to będę straszyć tym makijażem i narażę się na śmiechy lub niepoważne traktowanie, a tak- to mogę popracować nad swoim wizerunkiem. Dziękuję za tyle ciekawych odpowiedzi- zwróciliście moją uwagę na prewne sprawy. Zgodzę się, że jeśli prawda może zaszkodzić czyjemuś źyciu, to owszem- są to sytuacje wyjątkowe. Nie pomyślałam akurat i nie wiedziałam, że to tak wyglądało w czasie najokrutniejszej z wojen. Ale co do mniej ekstremalnych przykładów, nadal myślę, że prościej i lepiej jest uniknąć kłamstwa, i najwyżej powiedzieć jakoś kulturalnie, że nie chcemy o tym mówić. Nie rozumiem, dlaczego brak odpowiedzi miałby być odpowiedzą twierdzącą? To tylko są domysły rozmówcy, których nigdy nie może być na 100% pewien. Jak można sobie zbudowac jakiś pogląd na podstawie domysłów?
        Dziwny jest ten świat, doprawdy.

        PS: Co do "bohomazów" dziecka- nigdy nie wiemy, co "artysta" miał na myśli, może właśnie tak ma być, jak narysowało?
        • kara_mia Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 17:25
          nie mam Aspergera lub NLD oraz podejrzewam , że i ty jesteś najnormalniej w świecie zdrowa.
          yasemin, zgadzam się z KAŻDYM słowem twojego postu.

          Znacznie lepiej się czuję komunikując się wprost i uczciwie,i kiedy inni ludzie też się tak ze mną komunikują. TAK!

          Jeśli mi ktoś nie zwróci uwagi, że np. mam źle makijaż zrobiony, to będę straszyć tym makijażem i narażę się na śmiechy lub niepoważne traktowanie, a tak- to mogę popracować nad swoim wizerunkiem

          Zgodzę się, że jeśli prawda może zaszkodzić czyjemuś źyciu, to owszem- są to sytuacje wyjątkowe. TAK!

          Ale co do mniej ekstremalnych przykładów, nadal myślę, że prościej i lepiej jest uniknąć kłamstwa, i najwyżej powiedzieć jakoś kulturalnie, że nie chcemy o tym mówić.TAK!

          Nie rozumiem, dlaczego brak odpowiedzi miałby być odpowiedzą twierdzącą? To tylko są domysły rozmówcy*, których nigdy nie może być na 100% pewien.
          TAK!

          *za które ON wyłącznie jest odpowiedzialny...

          To jest NORMALNE ZDROWE postrzeganie świata.
          czarne jest czarne, czerwone czerwone, białe białe
          chce mi się pić oznacza chce mi się pić, a nie jest mi zimo
          jak mówię nie chcę o tym rozmawiać - to oznacza nie chcę o tym rozmawiać a nie " maż mnie rzucił i potrzebuję pomocy"
          jak będę CHCIAŁA pomocy to o nią poproszę. Dostane albo nie.

          TAK znaczy TAK, NIE znaczy NIE

          to nie jest zespół Aspergera, to jest k... NORMALNA KOMUNIKACJA!




          • verdana Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 18:20
            OK. W takim razie zapytana pare dni temu przez moją 80-letnią matkę, jakie mam plany na dziś winnam była odpowiedzieć "Idę na mammografię" , wiedzac, że matka będzie się denerwować cały czas, czy odpowiedzieć "Jeszcze nie wiem", "zadnych"? Bo własnie tak odpowiedziałam.
            Rozumiem, ze zrobilam xle, bo moja matka miała prawo denerwować sie bez potrzeby parę dni, abym ja była prawdomówna? Prosze mi tylko powiedzieć, co w tym bylo dobre?
            Pewnie, moglam powiedziec jeszcze "To nie Twoja sprawa", aby matka wiedziała, ze ma mnie o nic nie pytać.
            Mam wrażenie, ze widzenie swiata w kolorach czarno- bialych jest oznaka albo skrajnej niedojrzałości, albo naiwnosci, albo zwyczajnej głupoty. I myślę,z e dobrze jest wiedzieć o tym, ze pewne twierdzenia postrzegane sa przez niektiorych ludzi jako dowód na to, ze je wyglaszajacy jest nieinteligentny.
            Dokladnia tak w tej chwili myslę - czy naprawdę lubicie takie rzeczy słyszeć?
            • kara_mia Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 18:44
              Ja bym powiedziała, że idę na mammografię.
              I nie wiadomo, jak kto zareaguje i jak się zdenerwuje.
              Pytanie - odpowiedź.
              jeżeli mama się zainteresuje moim zdrowiem to zadzwonię do niej uspokajająco po wynikach
              Osobiście jako starsza pani nie chciałabym być traktowana, tak że dzieci, "odsiewają" to co mi mają powiedzieć - "żeby się mamusia nie denerwowała"
              Gdyby coś takiego do mnie doszło - po fakcie, a dziecko powiedziało: "skłamałam bo nie chciałam cie martwic" - w domu nastąpiłby armagedon. I nawet fakt ,że miałabym 80 lat nikomu by nie pomógł.
              Dzieci by miały haje na 12 fajerek!
              Zaczynając od tego kim one są, żeby za mnie podejmować decyzje odnośnie mojego martwienia . I że ja wymagam szacunku a nie okłamywania!

              Jeżeliby mammografia była czymś o czym nie chwiałabym rozmawiać z mama - bo np to zbyt intymna sprawa; odpowiedziałabym prosto: "mam parę spraw do załatwienia"

              na ewentualne pytanie ( w co wątpię)
              - a jakie to sprawy?
              - mamo, czy ja cie wypytuje co ty robisz i gdzie chodzisz.? Nie, to i po mnie tego nie oczekuj, że będę się spowiadać. Moje sprawy i już.

              I myślę , że to wszystko i z szacunkiem i z granicami i z prawdą



              • joa66 Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 19:14
                odpowiedziałabym prosto: "mam parę spraw do załatwienia"

                W sumie też bym tak odpowiedziała smile


                Skoro na człowieka wypada statystycznie 15 kłamstw dziennie postanowiłam dzisiaj policzyć swoje. Do tej pory dwa. wink

                1) Strasza pani, która przychodzi do nas do pracy sprzątać i która bardzo nas lubi zapytała " A u Pani wszystko w porządku" powiedziałam, ze tak, chociaż nie wszystko. Po pierwsze to nie jej sprawa, a po drugie ona autentycznie się przejmuje się naszymi problemami (gdybym powiedziała "o różnie jak to w życiu" na pewno poleciałaby mi kupic pączka wink )

                2) Przestarszyłam się, że zgubiłam karte kredytową - drugą w ciągu 2 tygodni! i chciałam szybko wrócić się do pracy i sprawdzić czy tam jest. Koledze, z którym wteyd byłam powiedziałam odruchowo , że zostawiłam w pracy portfel i muszę się po niego wrócić. Ze wstydu.
              • majaa Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 22:40
                kara_mia napisała:

                > Jeżeliby mammografia była czymś o czym nie chwiałabym rozmawiać z mama - bo np
                > to zbyt intymna sprawa; odpowiedziałabym prosto: "mam parę spraw do załatwienia
                > "


                Czyli jednak nie byłaby to taka absolutna, szczera prawda. Wszak nie miałabyś paru spraw, tylko jedną i do tego konkretnąsmile
              • canuck_eh Re: uczenie dzieci kłamstwa 14.11.11, 22:41
                kara, tak to sobie mozesz powiedziec kolezance, nie matce ktora znasz i wiesz ze sie BEDZIE denerwowac.Kretynskie stwierdzenie ze NIE WIADOMO JAK KTOS ZAREAGUJE.JA moge stwierdzic ze nie wiadomo jak zareagujesz jak ci prawde powiem w oczy zes chyba inteligentna inaczej i nie nalezy tego przed toba ukrywac.
    • mama-ola Re: uczenie dzieci kłamstwa 15.11.11, 08:37
      Nauczycielka ma rację - sądząc tylko po tym cytacie.
      Ale liczy się też, co było dalej w tej pogadance i na jaki ona była wiek. Bo całkiem możliwe, że jakiś prosty umysł wyrozumiał z tego tylko tyle "mogę skłamać, jeśli tak będzie lepiej", a dla kogo lepiej, czemu lepiej, kiedy lepiej - tego już nie ogarnął.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja