oszaleję :( II klasa

05.12.11, 13:19
Syn poszedł do szkoły jako sześciolatek. Dałam się teoriom o tzw. "nudnej" I klasie sad Teraz bardzo tego żałuję. Już w pierwszej kl były problemy, byłam w poradni i tam stwierdzono, że jest "normalnym" sześciolatkiem i powinien dać sobie radę. Jego pani od początku zwracała mi uwagę że syn sobie nie radzi. Kiedy obserwuje go w domu, wydaje mi się że nie jest tak źle jak opisuje to jego nauczycielka. Przeszłam dużo trudnych rozmów z tą kobietą i ciągle mam wrażenie, że wina jednak nie lezy tylko po stronie mojego dziecka. Jest to klasa mieszana 20 ośmiolatków i 3 siedmiolatków. Pani od początku pracuje tylko z wybitnymi jednostkami, te młodsze często słabsze są pozostawione same sobie. Syn często przynosi oceny niedostateczne (było to dla mnie szokiem, zwłaszcza w I kl). Odnoszę że podkreślane są jego wady, a nie zalety. Dzieciak zaczyna mi się łamać sad
    • makurokurosek Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 13:35
      Może zacznij od tego z czym konkretnie nie radzi sobie twoje dziecko, trudno coś radzić jeżeli nie wiadomo na jakiej płaszczyźnie jest problem.
    • yula Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 13:35
      jak masz możliwość to zmień szkołę, lub chociaż klasę, bo często jeden nauczyciel nie nadaję sie do nauczania, szczególnie 1-szaków, a inny jest super. Ja tak miałam w swojej szkole, gdybym trafiła do klasy równoległej wyleciałabym ze szkoły z hukiem, ale moja nauczycielka była cudowna.
    • afrikana Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 14:13
      a jak sobie radzi na tle klasy, szczególnie w porównaniu do pozostałych 6-latków ? czy to tylko kwestia twojego syna ? A wszystkie starsze dzieci radza sobie bez większych problemów ?
    • mamusia1999 Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 14:33
      nie macie schematu postepowania w sytuacjach konfliktowych? u nas, jesli rozmowa z nauczycielem nie jest satysfakcjonujaca, to wlacza sie przedstawiciela rodzicow, potem przedstawiciela kolegium, na koncu dyrektora. w razie draki wszyscy od ucznia do dyrektora siedza w kuratorium, a nawet w prezydium rzadu krajowego.

      bo stawianie "ndst." jest np. w 1 kl. niedopuszczalne. nauczyciel moze poinformowac rodzicow slownie, ze dziecko jakiegos materialu nie opanowalo na tyle, zeby bezproblemowo kontynuowac nauke. i wtedy razem wymyslaja co dalej. u nas po to sa w 1 i 2 kl. kursy wspomagajace. bo szkola jakies wsparcie dziecka musi zaoferowac.
      • jolecka-22 Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 15:13
        Syn ma duże problemy z koncentracją na lekcji. Ciągle zbiera uwagi i ndst za to, że nie zapisał czegoś w zeszycie. Moim zdaniem to pozostałość po wcześniactwie i niedotlenieniu. Wiem, że to trudne, ale mnie się go jakoś udaje opanować w domu. Staramy się odrabiać lekcje w ciszy, o stałej porze dnia. Odrabianie lekcji zajmuje nam przynajmniej 2 h dziennie. Tematy, które teoretycznie powinny być omówione na lekcji, w książce i ćwiczeniach są ledwie zaczęte. Zastanawiam się jak to możliwe, że syn nic w szkole nie zrobił? Ostatnio było kilka ćwiczeń z muzyki, np. zapisywanie podanych dźwięków na pięciolinii. Ja akurat troszkę znam się na muzyce, ale myślę że nie dla każdego rodzica zapis nutowy jest oczywisty.
        Zanim syn poszedł do szkoły, uważałam, że jest strasznie fajnym, wrażliwym dzieciakiem. Do głowy by mi nie przyszło, że będą takie problemy. Od jego pani prawie nigdy nie słyszę nic dobrego na jego temat sad Ostatnio na zebraniu próbowałam go trochę obronić i powiedziałam, że wg mnie b. ładnie czyta i zrobił duży skok w porównaniu do klasy I. Pani mi na to odpowiedziała, że może ładnie czyta, ale i tak jest jakiś inny od reszty klasy sad
        Co do innych "młodszych" to moge pogadać tylko z jedną matką, która ma podobne zastrzeżenia jak ja, ale jej córka radzi sobie lepiej niż mój syn. Wiem, że także ma "puste" ćwiczenia po powrocie ze szkoły. Nie wiem już co robić... Jutro zebranie...
        • jolecka-22 Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 16:11
          Dzisiaj wrócił ze szkoły o 12.00, zjadł obiad i dopiero skończyliśmy odrabiać lekcje, została jeszcze czytanka na dwie strony A4 sad Musiałam zrobić mu przerwę bo zaczął płakać sad
          • triss_merigold6 Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 16:55
            Zmień dziecku szkołę. Odrabianie lekcji w II klasie przez 3 godziny to absurd.
            Prawdopodobnie za wcześnie posłałaś dziecko do szkoły, emocjonalnie nie nadąża za starszymi w klasie i czuje się coraz gorzej + nie ma wsparcia wychowawczyni.

            Ponieważ nie wierzyłam w bajki na temat dostosowania szkół i programów do możliwości sześciolatków, syn zaliczył zerówkę i poszedł do I klasy jako siedmiolatek. I dopiero teraz w miarę się nadaje, skupia się, stara zapisywać w miarę sprawnie, wcześniej bo prostu zlewał i nie mógł usiedzieć. Intelektualnie radził sobie wcześniej lekkim twistem, ale dojrzałość szkolna to nie tylko wiedza.
          • przeciwcialo Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 21:14
            Problem to ma chyba nauczycielka. Poszłabym na rozmowę do dyrektora.
            Moje dzieci ida nowa podstawa ale nawet w 3 klasie nie maja zadań na więcej niz 20 min pracy.
          • coronella Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 09:06
            Niestety, okazuje się, że nie każde dziecko nadaje się do szkoły jako 6 latek, szczególnie do klas mieszanych. Trudno teraz coś poradzic, moim zdaniem powinien jeszcze rok poczekać ze szkołą. Odrabianie lekcji przez 2-3 godz. już sugeruje, że coś jest nie tak. U mojej córki też jest trójka młodszych dzieci, tez są raczej w tyle grupy, ale aż takich problemów nie mają.
            Zrozum tez nauczycielkę, nie może wciąż zaniżać poziomu, zwalniać, dostosowywac tempa do trójki młodszych dzieci- w takim przypadku ja bym miała pretensje , jako mama dziecka starszego. Może rozejrzyj się za klasą samych młodszych dzieci, tam poziom jest do nich wyrównany.
            1 klasa jest bardzo łatwa, i dlatego każdemu wydaje się, że 6 latek sobie poradzi. Niestety, problemy zaczynają się później, gdy nauka jest już bardzo różnorodna, i jej przybywa. Tylko wtedy nikt nie widzi problemu w swoim dziecku, tylko w pani, która jest niedostosowana...
            • analist73 Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 09:46
              Nie zapominaj, że zgodnie z reformą to pierwsza klasa jest przeznaczona dla 6-latków a nie dla 7-latków. I pani powinna realizować program przeznaczony dla 6-latków. Realizacja programu dla 6-latków nie jest zaniżaniem poziomu. I jeżeli nie jest ten program nie jest realizowany to rodzice mają prawo zareagować. Jeżeli rodzic 7-latka uważa, że program jest dla jego dziecka za łatwy... to niech sobie przypomni, że to była jego decyzja, a niech nie wymaga od nauczyciela aby zmieniał program.
              Inną sprawą jest fakt odrabiania lekcji przez 2-3godziny dziennie. Coś tu zdecydowanie nie gra, tylko nie wiemy co tu nie gra. Może dziecko jest nie gotowe do szkoły, a może nauczycielka....
              • coronella Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 21:20
                Zgodnie z reformą, rodzice jeszcze przez 2 lata mają wybór. To znaczy, że nie każdego 6 latka trzeba pchać do szkoły. Że są dzieci, które, pomimo ambicji rodziców, powinny jeszcze zostać w zerówce. Ja wybrałam, moim zdaniem bardzo słusznie, choćby po to, żeby potem nie mieć takich problemów.
                Każdy nauczyciel realizuje ten sam program. I on powinien być zrealizowany w całości. A nie będzie to możliwe, jeśli jednemu dziecku nauczyciel będzie poświęcać 90% czasu, i zaniżać resztę klasy do jego poziomu. Ja nie mam uwag odnośnie realizacji programu. U córki idą spokojnie, tempem dostosowanym do średniej klasy. Nie twierdzę, że jest za łatwo. Jest normalnie. I prace domowe też są, z powtórzeniem zajmują jej ok godziny. I wolałabym, żeby tak zostało. Żeby nie zaniżać poziomu.
                Za trzy lata będzie inaczej, 6 latki pójdą z obowiązku, będą klasy samych 6 latków i tempo nauki dostosowane tylko do nich.
                • analist73 Re: oszaleję :( II klasa 07.12.11, 09:08
                  Nie każdego 6(7)-latka trzeba pchać do szkoły. Zawsze można odroczyć. Oczywiście nie można zaniżać poziomu klasy, tylko co jeżeli obecnie cała klasa oprócz jednej osoby umie pisać i czytać? Nauczyciel może pominąć naukę czytania i pisania aby nie zaniżać poziomu?
                  • coronella Re: oszaleję :( II klasa 08.12.11, 06:37
                    analist73 napisała:

                    > Nie każdego 6(7)-latka trzeba pchać do szkoły. Zawsze można odroczyć. Oczywiści
                    > e nie można zaniżać poziomu klasy, tylko co jeżeli obecnie cała klasa oprócz je
                    > dnej osoby umie pisać i czytać? Nauczyciel może pominąć naukę czytania i pisani
                    > a aby nie zaniżać poziomu?



                    Nie, nauczyciel nie może niczego pominąć, choćby cała klasa potrafiła wiersze pisać, musi naukę czytania zrealizować. Problem zaczyna się, gdy w 2 klasie są nadal dzieci nieczytające.
                    • mama303 Re: oszaleję :( II klasa 08.12.11, 18:15
                      coronella napisała:

                      > Problem zaczyna się, gdy w 2 klasie są nadal dzieci nieczytające.

                      W drugiej klasie to raczej dzieci juz czytają, ewentualnie słabiej ale czytają i nie powinno to stanowić żadnego problemu.

                • mama303 Re: oszaleję :( II klasa 07.12.11, 21:34
                  coronella napisała:

                  > Każdy nauczyciel realizuje ten sam program. I on powinien być zrealizowany w ca
                  > łości. A nie będzie to możliwe, jeśli jednemu dziecku nauczyciel będzie poświęc
                  > ać 90% czasu, i zaniżać resztę klasy do jego poziomu.

                  wcale nie musi jednemu dziecku poświęcać 90% czasu. Niech realizuje program normalnym tempem tylko od dzieci np. umiejacych czytać wymaga przeczytania dłuższego, czy trudniejszego tekstu a od dzieci słabo czytajacych - prostszego. nauczyciel poprsotu powinien dobrze poznac swoich uczniów i wiedzieć na co które dziecko stac i czego może wymagać.

                  > Za trzy lata będzie inaczej, 6 latki pójdą z obowiązku, będą klasy samych 6 lat
                  > ków i tempo nauki dostosowane tylko do nich.

                  I też wśród tych szesciolatków znajda się te zdolniejsze, przecietne i te mniej zdolne lub z dysfunkcjami. Jeden rocznik w klasie nie gwarantuje równego poziomu umiejetnosci dzieci.
                  • coronella Re: oszaleję :( II klasa 08.12.11, 06:35
                    > wcale nie musi jednemu dziecku poświęcać 90% czasu. Niech realizuje program nor
                    > malnym tempem tylko od dzieci np. umiejacych czytać wymaga przeczytania dłuższe
                    > go, czy trudniejszego tekstu a od dzieci słabo czytajacych - prostszego. nauczy
                    > ciel poprsotu powinien dobrze poznac swoich uczniów i wiedzieć na co które dzie
                    > cko stac i czego może wymagać.


                    a gdzie jest napisane, że tak nie jest? Że poziom jest taki sam dla każdego? To, o czym piszesz, było, jest i będzie. Tylko co wtedy, gdy cała klasa jakos ten tekst przeczyta, jeden lepiej, a drugi gorzej, ale przeczyta. A jedno dziecko (to młodsze), nadal czytac nie potrafi, składa po literce, myli, gubi sens, 3 wyrazy czyta w takim czasie, w jakim reszta dzieci cały zadany fragment.( II klasa!) Co wtedy?
                    Czy nauczyciel ma zakończyć na tych 3 wyrazach i iść dalej, żeby każde dziecko przeczytało, czy uparcie czekac do końca przydzielonego fragmentu poświęcając na to pół lekcji, i zabierając czas innym?
                    Albo- cała klasa robi na lekcji zadane ćwiczenia, a jedno (to młodsze) gryzie kredki, gumki, dłubie w nosie, a jak pani nadal nie zwraca uwagi-wchodzi pod stół. Pani musi przyjść, stanąć nad dzieckiem, robić z nim, wtedy robi. Gdy odchodzi- znowu to samo.

                    To są przykłady z życia! Co ma zrobić nauczyciel i klasa? Rodzic się oburza- bo moje młodsze, z jakimiś problemami w przeszłości, powinno być pod większą opieką. A moim zdaniem, to jest przesada i zaniżanie poziomu.


                    > I też wśród tych szesciolatków znajda się te zdolniejsze, przecietne i te mniej
                    > zdolne lub z dysfunkcjami. Jeden rocznik w klasie nie gwarantuje równego pozio
                    > mu umiejetnosci dzieci.

                    Tak, ale różnica między 6 latkiem zdolniejszym a wolniejszym będzie mniejsza, niż między 7 latkiem (np ze stycznia) a 6 latkiem z końca roku. Ten rok w tym wieku, to OGROMNA! różnica.
                    Poza tym, nie wpadajmy juz w skrajności.
                    • mama303 Re: oszaleję :( II klasa 08.12.11, 18:34
                      coronella napisała:

                      > Tylko co wtedy, gdy cała klasa jakos ten
                      > tekst przeczyta, jeden lepiej, a drugi gorzej, ale przeczyta. A jedno dziecko
                      > (to młodsze), nadal czytac nie potrafi, składa po literce, myli, gubi sens, 3 w
                      > yrazy czyta w takim czasie, w jakim reszta dzieci cały zadany fragment.( II kla
                      > sa!) Co wtedy?

                      Moja córka słabo czytała no i co z tego? Przeczytała tyle ile zdołała, z czasem szło jej coraz lepiej. ważne żeby nie robic z tego problemu!

                      > Czy nauczyciel ma zakończyć na tych 3 wyrazach i iść dalej, żeby każde dziecko
                      > przeczytało, czy uparcie czekac do końca przydzielonego fragmentu poświęcając n
                      > a to pół lekcji, i zabierając czas innym?

                      dziecko ma przeczytać tyle ile zdoła w okreslonym przez nauczyciela czasie. Jak nie doczyta, czy nie zrozumie wszystkiego to jesczze się tekst omawia prawda?

                      > Albo- cała klasa robi na lekcji zadane ćwiczenia, a jedno (to młodsze) gryzie k
                      > redki, gumki, dłubie w nosie, a jak pani nadal nie zwraca uwagi-wchodzi pod stó
                      > ł. Pani musi przyjść, stanąć nad dzieckiem, robić z nim, wtedy robi. Gdy odchod
                      > zi- znowu to samo.

                      Absolutnie na lekcji pani nie może zajmować sie jednym dzieckiem, ale znając dzieci może np. stanąć przy ławce dziecka które mam problemy ze koncentacją i "wyskretnie" przywoływać go do porządku. Np. nauczycielka mojej córki miała z nią umówiony pewien gest przywołujacy ją do uwagi. Inne dzieci tego nie potrzebowały a moja córka tak!

                      > To są przykłady z życia! Co ma zrobić nauczyciel i klasa? Rodzic się oburza- b
                      > o moje młodsze, z jakimiś problemami w przeszłości, powinno być pod większą opi
                      > eką. A moim zdaniem, to jest przesada i zaniżanie poziomu.

                      Nie to nie jest zaniżanie poziomu, podczas gdy np. nauczycielka mojej córki musiał moją przywołac do uwagi przy podstawowych zadaniech, inne dzieci, które chciały mogły robic sobie zadania dodatkowe z końca ksiązki. Moja nie musiała bo ledwo wyrabiała się z tymi podstawowymi.
                      >
                      > Tak, ale różnica między 6 latkiem zdolniejszym a wolniejszym będzie mniejsza, n
                      > iż między 7 latkiem (np ze stycznia) a 6 latkiem z końca roku. Ten rok w tym wi
                      > eku, to OGROMNA! różnica.

                      wcale nie i różnice dośc szybko sie wyrównują.
                    • jolecka-22 Re: oszaleję :( II klasa 10.12.11, 17:47
                      Wiesz co? Jakbym słyszała panią mojego syna...
                      Mój syn czyta bardzo ładnie, nie ma tez dużych trudności z pisaniem, a czas odrabiania lekcji nie wynika z jego powolności tylko z tego, że z całego tematu, w szkole robi jedną stronę a np. 8-10 ćwiczeń jest zadanych do domu. Dołóż do tego czytankę, naukę tabliczki mnożenia, angielski, przygotowania do komunii itp Nie skomentuje już faktu, że muszę dziecku tłumaczyć np. zapis nutowy jakiejś melodii.
                      Uważam, że psim obowiązkiem nauczyciela jest dopilnować dzieci, żeby pracowały na lekcji, a nie gapiły się w sufit. Druga sprawa... nikt mi nie wmówi że na 6, 7 latka motywacyjnie działa ocena ndst.
                      • coronella Re: oszaleję :( II klasa 10.12.11, 18:35
                        czy tyle czasu na pracę domową poświęca każde dziecko? czy tylko twoje?
                        Bo jesli każde, to ok, trzeba coś z tym zrobić. A jeśli tylko twoje, to coś z nim jest nie tak.
                        Nic nie jest PSIM obowiązkiem nikogo, nie obrażaj.
                        • jolecka-22 Re: oszaleję :( II klasa 10.12.11, 18:53
                          Oooo, jaka obraza... No wiesz... polemizowałabym. W mojej pracy zawsze mnie rozliczano z tego co robię, a w każdym zawodzie są dobrzy i źli fachowcy. Uraziłam Twoją nauczycielską dumę? Jeśli tak to przepraszam. Sama pochodzę z nauczycielskiej rodziny i nie jestem źle nastawiona do "ciała pedagogicznego", ale swoje dziecko zamierzam bronić przed takim traktowaniem jakiego właśnie doświadcza.
                          Ile czasu inne dzieci odrabiają pracę domową? Nie wiem, ale wiem że mój syn nie jest jedynym który ma większość do zrobienia w domu.
                          • coronella Re: oszaleję :( II klasa 10.12.11, 21:47
                            nie jestem nauczycielką, za to jestem mamą dziecka, które poszło do szkoły w wieku 7 lat. I będę je bronić przed zaniżaniem poziomu przez dzieci, które zostały wepchnięte do szkoły wcześniej, przez ambicję rodziców. A potem tłumaczą- bo moje jest młodsze, z problemami (choćby przez to ja bym zostawiła rok dłużej w przedszkolu) i ma być traktowane jak pępek świata.
                            Twoja praca mnie nie obchodzi. Może w umowie masz zapis o "psich obowiązkach". Ale to zostaw tylko w odniesieniu do swojej osoby.
                            • jolecka-22 Re: oszaleję :( II klasa 11.12.11, 09:03
                              No to życzę Ci szczęścia z Twoim ambitnym dzieckiem. Nigdy nie mów nigdy... nie wiesz jeszcze co Cię w życiu spotka. Nie życzę Ci żebyś musiała przechodzić przez to co ja. Masz rację skup się raczej na ocaleniu swojego dziecka przed jednostkami niegodnymi obcowania z Twoim dziecięciem.
                              Moje dziecko nie zostało posłane do szkoły przez niczyje ambicje... poszło bo dałam się oszukać pieprzeniu durnot o rzekomej nudzie w pierwszej klasie, bo w przedszkolu zaliczył zerówkę i nie widziałam sensu aby ją powtarzał, bo w badaniach potwierdzono gotowość szkolną. Zresztą widzę, że nie warto z Tobą dyskutować, bo zwyczajnie jesteś ślepa na czyjeś argumenty i nie rozumiesz tego co piszę. Jeżeli wg. Ciebie zwrócenie uwagi na pracę dziecka na lekcji jest zaniżaniem poziomu klasy, to sorry nie mam Ci już czego tłumaczyć. Ale możesz jeszcze mnie poobrażać jeśli sprawia Ci to przyjemność...
                            • mama303 Re: oszaleję :( II klasa 11.12.11, 09:34
                              coronella napisała:

                              > nie jestem nauczycielką, za to jestem mamą dziecka, które poszło do szkoły w wi
                              > eku 7 lat. I będę je bronić przed zaniżaniem poziomu przez dzieci, które został
                              > y wepchnięte do szkoły wcześniej, przez ambicję rodziców.

                              Dość powszechne jest zawyżanie programu a nie zaniżanie. Przypominam że program jest dla sześciolatków a nie dla siedmiolatków. Sześciolatek, który znalazł sie w I klasie nieważne z jakich powodów ma prawo byc uczony tak jak przewiduje program. To nie mama sobie tak wymysliła tylko MEN.
                              • coronella Re: oszaleję :( II klasa 11.12.11, 11:21
                                no ok, nigdzie nikt nie pisze, że program jest nie dla 6 latków. Jest, szczególnie 1 klasa.I każdy normalnie pracujący na lekcji 6 latek sobie poradzi.
                                Ale teraz jest trudny okres, gdy w klasie spotykają się 2 roczniki, i nigdzie nie jest nakazane, że program ma być ZANIŻANY do 6 latków. Rodzice mają wybór, i powinni mądrze wybrać, biorąc pod uwagę dobro dziecka i sytuację. Są posyłane do szkoły dzieci, które nie potrafią jeszcze się skupić, nie pracują na lekcji tak, jak powinny, nie nadążają, żeby cokolwiek zrobiły, trzeba nad nimi stać. Tak jest np z moim synem, i chociaż jest dzieckiem płynnie czytającym, liczącym, uczy się programu równolegle z siostrą, został w przedszkolu i pójdzie do szkoły jako 7 latek. Bo wiem, że trudno mu się skupić. I nie chcę pisać za rok podobnych postów, że syn nie robi na lekcji tego, co pani zadaje, i musi nadrabiać w domu.
            • makurokurosek Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 09:51
              Nie ma jednak co ukrywać, że wielu nauczycieli się nie nadaje do swojej pracy. I wybacz jeżeli dziecko odrabia pracę domową 3h , nie pracę dodatkową, nie ćwiczy umiejętności ale pracę domową to znaczy tylko że nauczyciel jest do dupy.

              • iwek33 Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 15:14
                makurokurosek napisała:

                > Nie ma jednak co ukrywać, że wielu nauczycieli się nie nadaje do swojej pracy.
                > I wybacz jeżeli dziecko odrabia pracę domową 3h , nie pracę dodatkową, nie ćwic
                > zy umiejętności ale pracę domową to znaczy tylko że nauczyciel jest do dupy.
                >
                No nie do końca. Tę samą pracę domową 90 % dzieci zrobi w 20 minut, 5 % w pół godziny, a jedno dziecko w 3 godziny. Sama mam w rodzinie dziecko ( syn kuzynki męża) który zadanie odrabia 3-4 godziny. Tak nie lubi odrabiania lekcji, że napisanie każdej literki przerywane jest 15 minutową przerwą na zabawę, na siku, na bajkę, na sprawdzenie, czy śnieg już pada itp..
                A samej pracy domowej jest faktycznie na 15 minut, gdyby siadł i zrobił sprawnie co trzeba zrobić.
                • morekac Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 18:42
                  ę samą pracę domową 90 % dzieci zrobi w 20 minut, 5 % w pół godziny, a jedno dziecko w 3 godziny.
                  Obawiam się, że rzeczywiste proporcje nie są aż tak piękne.
                  • mama303 Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 20:16
                    morekac napisała:

                    > ę samą pracę domową 90 % dzieci zrobi w 20 minut, 5 % w pół godziny, a jedno dz
                    > iecko w 3 godziny.
                    > Obawiam się, że rzeczywiste proporcje nie są aż tak piękne.

                    Prawdopodobnie dziecko robi w domu to, co dzieci robiły w szkole, bo ma zaburzenia koncentracji, takie dziecko potrzebuje przypilnowania przez nauczycielke na lekcji. I tego bym sie domagała. Moja córka miała podobny problem. Po pierwsze poprosiłam stanowczo, aby siedziała na pierwszej ławce i żeby pani na nią baczniej zerkała. to przyniosło dobre efekty.
            • makurokurosek Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 09:53
              Jeszcze jedno na początku roku w Poznaniu jedna z nauczycielek klasy 1, wraz dyrektorką szkoły wylądował na dywaniku w kuratorium. Tempo pracy MA być dostosowane do 6-latków, a jeżeli nauczycielka ma z tym problem to może warto zgłosić to do kuratorium i porozmawiać inaczej
            • mama303 Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 18:33
              coronella napisała:

              > Niestety, okazuje się, że nie każde dziecko nadaje się do szkoły jako 6 latek,
              > szczególnie do klas mieszanych. Trudno teraz coś poradzic, moim zdaniem powinie
              > n jeszcze rok poczekać ze szkołą.

              Absolutnie nie mozna tak mysleć, to raczej siedmiolatki nie pasuja do pierwszej klasy, a nauczyciele powszechnie zawyżaja program.

              >Niestety, problemy zaczynają się później, gdy nauka jest już bardzo różnoro
              > dna, i jej przybywa. Tylko wtedy nikt nie widzi problemu w swoim dziecku, tylko
              > w pani, która jest niedostosowana...

              W przypadku mojej córki było odwrotnie. Piewrsza klasa była dla niej trudna bo pani zapominała że ma doczynienia z sześciolatką, która nie umie pisać a II i III klasa nie stanowia dla niej wiekszych problemów i nie odstaje on starszych dzieci.

              • jakw Re: oszaleję :( II klasa 10.12.11, 13:57
                Tak sądząc po tych opowieściach to chyba przede wszystkim nauczyciele nie nadają się do uczenia I klas..
        • analist73 Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 16:31
          Co to znaczy "jest jakiś inny"?
          • mamusia1999 Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 17:06
            wystarczy, zeby dziecko bylo introwertykiem i dla niekumatego nauczyciela jest "inne". no bo jest i nalezy to respektowac. albo, zeby koncentrowalo umysl ruszajac cialem (np. kolebiac sie na stolku) - co fizjologicznie jest uzasadnione bardziej niz koncentracja w bezruchu: leipiej krazenie dziala i mozg jest dotleniony. dlatego u nas duza czesc lekcji zaklada "ruch": dzieci wykonuja zadania na poszczegolnych stacjach, a miedzy stacjami musza przejsc kilka krokow, przeskoczyc tam na 1 nodze, albo stacja wymaga zrobienia 4+3 przysiadow.

            a na poprawe koncentracji w szerszym kontekscie wplywaja cwiczenia SI. w najprostszej formie to....mala trampolina, albo nawet tylko krecenie sie na stolku obrotowym, skakanka, cwiczenia z mala pileczka (podrzucanie jedna reka, na zmiane, odbijanie od podlogi etc.). 15 min. przed odrabianiem lekcji.

            ta pani jest do duszy i nalezy ja postawic do pionu. ja nie wiem czy i co nauczycielom moich Mlodych chodzi "prywatnie" po glowie, ale nigdy nikt nie odwazyl sie deprecjonowac jakiegokolwiek dziecka. zawsze jest mowa o tym, ze kazdy dzieciak ma swoj profil mocnych i slabszych stron, zasluguje na pochwale i wsparcie na miare jego mozliowsci. i slabosci tez trzeba na pewnym etapie zaakceptowac.

            laczenie dwoch rocznikow w jedna klase to jakis poroniony pomysl. czy to nie bylo tak, ze szkola miala zapewnic tym 6latkom adekwatne do wieku warunki? a teraz musza rownac do rocznika wyzej, bo nauczycielowi tak jest latwiej?

            moj poszedl do szkoly jako 6latek z niedoborami koncentracji. i jest OK, nie bryluje stylem pracy, ale tez nie ma wiecznego gderania nad nim. jakos go nauczycielka opanowuje. robi postepy.

            jednym slowem albo nauczycielka pojdzie na wspolprace, albo spotykacie sie w szerszym gronie. nie grozic jej "jak nie, to ja pojde do dyrektora". tylko bardzo kulturalnie, bardzo profesjonalnie: mamy impas w obradach nad dzieciakiem, nie dogadamy sie i dzeicku to szkodzi, poszerzymy grono o przedstawiciela rady rodzicow i kolegium.
            • verdana Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 18:05
              Zmień szkołę jak najszybciej. Mój syn poszedł tez jako szesciolatek, do klasy z samymi siedmiolatkami - w dodatku ma dysortografię i dysgrafię. Nauczycielka przez pierwsze dwa-trzy miesiące obserwowała, czy nie ma jakis problemów (były np. z nauczeniem podnoszenia reki na lekcji), brała pod uwagę, ze ma prawo pisac nieco wolniej - i po pół roku nie było już zadnych absolutnie róznic między nim, a dziećmi o rok starszymi.
              Nauczycielka Twojego syna nie nadaje się do pracy z dziećmi, ktore choć w minimlanm stopniu sprawiają problemy. Zwala też swoją pracę na dom. Takie doswiwiadczenia mogą, jak widze po moim najstarszym, polożyć się cieniem na całej karierze szkolnej.
              • jolecka-22 Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 18:21
                Kurcze sad Jutro podejmę ostatnią próbę negocjacji z panią. Nie chciałam przenosić syna w pierwszej klasie bo chciałam żeby nauczył się znosić różne porażki i walczyć, ale teraz widzę że zmierza to w złym kierunku sad Już kiedyś prosiłam panią, żeby mu się bardziej przyjrzała bo jest to dziecko po ciężkich przejściach "okołoporodowych", ale nie zauważyłam jakiejś szczególnej troski z jej strony. Generalnie to bardzo chłodna osoba. Kiedyś byłam świadkiem takiej sytuacji: mój syn zobaczył ją w drodze do szkoły, podbiegł uśmiechnięty i przytulił się do niej, a ona szybko oderwała jego ręce z jakimś takim niesmakiem na twarzy. To było bardzo przykre.
                • azjaodkuchni Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 18:30
                  Ona jest taka dla wszystkich? Czy tylko dla niego?
                  • jolecka-22 Re: oszaleję :( II klasa 10.12.11, 17:53
                    Z tego co obserwuję na zebraniach, jest grupa dzieci "niewygodnych", którym ciągle się dostaje. Jeszcze nigdy nie usłyszałam, żeby pani powiedziała coś pozytywnego o tych dzieciakach (także 8 latkach). Nawet sama ostatnio przyznała że cyt. "ja mogę oczywiście chwalić dzieci, ale muszę mieć za co, a są w tej klasie dzieci których nie ma za co pochwalić" - to była jej reakcja na moją sugestię, żeby może jakoś zmotywować te "gaduły bujające w obłokach" docenieniem np. w bzdurnym wymyślonym na potrzebę sytuacji konkursie itp.
                    • mama303 Re: oszaleję :( II klasa 10.12.11, 17:59
                      jolecka-22 napisała:

                      > "ja mogę oczywiście chwalić dzieci, ale muszę mieć za co, a są w tej klasie
                      > dzieci których nie ma za co pochwalić"

                      Przepraszam Cie ale ta nauczycielka jest poprostu głupia. każde dziecko jest za co pochwalić!
                      • jolecka-22 Re: oszaleję :( II klasa 10.12.11, 18:12
                        No dokładnie! Jest w tej klasie chłopczyk (8lat) kompletnie nie radzący sobie z czytaniem i pisaniem, ale nawet ja będąc sporadycznie w szkole widzę, że jest bardzo koleżeński, wrażliwy i empatyczny, że pomaga młodszym dzieciom w szatni itp. Myślę, że gdyby takie dziecko usłyszało czasem oprócz zarzutów, pochwałę swojego stosunku do innych, wyróżnienie np. funkcją gospodarza klasy, miałoby szansę nabrać wiatru w żagle i uwierzyć, że z trudnościami też sobie poradzi.
          • azjaodkuchni Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 18:27
            Też mi się to w oczy rzuciło nauczyciel który mówi tak o dziecku dostaje ode mnie czerwoną kartkę. Szukaj szkoły lub innej klasy.
            • mamusia1999 Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 18:56
              zrobilam remanent w pamieci. rozne mialam juz szkolene problemy z dwojka dzieciakow. mialam do czynienia z roznymi nauczycielkami, jedne byly fajne inne jak tabletki nasenne.

              szczegolnie matematycy sa rozni. ci "lepsi" sami moze byli gorsi z matmy i dlatego potrafia zejsc na poziom uczniow i naswietlic problem z roznych stron, az kazdy cos skapuje.

              ale ZAWSZE, ZAWSZE rozmowe sie zaczyna od pozytywow. o Mlodej bylo zawsze, ze skoncentrowana, wytrwala, dlugodystansowiec, probuje az jej wyjdzie. dopiero potem, ze akrobatka liczb nie jest, ale sobie wypracowuje dobre wyniki.
              o Mlodym w inna manke: ze zdolny, chwyta w lot, nie lubi pracy zespolowej, bo sam pracuje szybciej. nieskoncentrowany, trzeba go sciagac na ziemie i przypominac o pracy. moze mu koncentrcja na problemie przez 15 min. niepotrzebna, skoro kapuje w pierwsze 5 min.?

              a oboje mozna by zjechac za 1. zero myslenia matematycznego lub 2. chaotyczny styl pracy .

              w efekcie Mloda mimo braku zdolnosci ma z matematyki 5 (zaznaczam, ze u nas 6 to zwykla szkolna ocena za material) a Mlody uczestniczy w lekcji mimo nedoborow koncentracji.
          • jakw Re: oszaleję :( II klasa 07.12.11, 00:08
            analist73 napisała:

            > Co to znaczy "jest jakiś inny"?
            tzn, że pani sobie nie daje z nim rady.
            • analist73 Re: oszaleję :( II klasa 07.12.11, 09:20
              Też tak myślę, tylko to nie dobrze świadczy o nauczycielu. Za to mama powinna podążyć aby jej pani wytłumaczyła co oznacza określenie "jakiś inny".
            • jolecka-22 Re: oszaleję :( II klasa 10.12.11, 18:05
              No dokładnie, chyba głównie na tym polega jego inność.
              Pamiętam dobrze jeden syndrom, który powinien był dać mi do myślenia wink
              W pierwszej klasie, syn zrobił śliczny szlaczek w zeszycie (praca domowa - zaprojektuj ładny szlaczek). Był wypracowany, pomysłowy, kolorowy no perfekcyjny po prostu, ale... miał jedną wadę. Syn narysował go u dołu kartki w zeszycie, a nie pod ostatnią zapisaną linijką jak poleciła pani. Pochwaliłam go, że szlaczek piękny itp. i zwróciłam uwagę, aby na przyszłość pamiętał jeszcze o poprawnym umiejscowieniu szlaczka.
              Syn wrócił ze szkoły, a w zeszycie... skreślony na czerwono "banicki szlaczek" z adnotacją "źle, nie w tym miejscu!" + "smutna buzia"
              No co poradzić, już wtedy nie mieścił sie w ramkach wink
              • jakw Re: oszaleję :( II klasa 10.12.11, 19:06
                Trzeba było wtedy spytać panią, czy podała dzieciom definicję szlaczka pt: ornamenty w 1-szej wolnej linii. Ja bym chyba nie odpuściła.
        • mama303 Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 20:49
          Jeżeli chcesz dziecko zostawic u tej nauczycielki to zmień całkowicie front. Spotykaj sie bardzo często, pytaj co ona robi w kwestii Twojego dziecka, domagaj sie wskazówek, czy pracowac dodatkowo z dzieckiem, jak pracować....ponadto domagaj sobie żeby przypilnowała Twego synka na lekcji, powinien siedzieć na I ławce, "pod jej okiem". Ty pytaj panią dlaczego Twoje dziecko tak mało ma zrobione w czasie lekcji....czy pomaga mu w skoncentrowaniu sie na zajeciacha, jak itd. itp.

          Absolutnie nie stawiaj sie na pozycji przepraszającej za "niedociagnięcia" dziecka.To ona jest pedagogiem a dziecko ma trzy lata na wyrównanie poziomu z innymi dziećmi i ona ma mu w tym pomóc. Ty oczywiscie zadeklaruj że zrobisz tez wszystko aby dziecku pomóc tylko niech da Ci wskazówki. Babsko nie czuje sie wcale odpowiedzialne za wykonywamnie swojej pracy i za powierzone jej opiece małe dzieci!
          a jeśli nie da sie dogadac to uciekaj so innej nauczycielki tylko "przeprowadź wywiad" żeby nie trafic z deszczu pod rynnę.
          • mamusia1999 Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 21:24
            tylko trzeba twardo, zeby byla jasnosc - dziecko ma sie nauczyc w szkole. w domu to mozna pocwiczyc punktowo slabsze tematy, dogladnac nieco stylu pracy, cos naswietlic.
            ale w zadnym razie nie przerabiac calego materialu w zastepstwie nauczycielki. jesli dzeicko odstaje pomimo, ze tempo wklasie jest usrednione czyli wiekszosc nadaza, to moze pora na jakies zajecia dodatkowe - u nas takie sa, zadna hanba, moja Mloda chodzila i lubila. zakonczyla podstawowke ze srednia 5,5.
    • ciotka_od_wuja_zdzicha Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 19:21
      Badałas dojrzałość szkolną przed wysłaniem syna do szkoły o rok wcześniej?

      U nas w klasie była podobna sytacja z dzieckiem wysłanym o rok wczesniej, nauczycielka nie starała się pomóc dziecku, w koncu rodzice przeniesli je do innej szkoły.
      W Waszym przypadku pomyslałabym o zmienie klasy.
      • jolecka-22 Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 20:05
        Były przeprowadzane takie badania w przedszkolu i tam mi powiedziano, że powinien dać radę zwłaszcza, że jako pięciolatek był w przedszkolnej zerówce. Później jak rozpoczęły się problemy w szkole to zrobiłam ponownie badania, ale już w specjalnej poradni i tam nie mieli do niego zastrzeżeń. Pani jest oschła raczej ogólnie, nie jakoś specjalnie dla mojego syna, ale mój syn jest bardzo otwartym i cholernie ciepłym, pozytywnym dzieciakiem i takie "chłody" wychwytuje bardzo szybko. Dawno mi powiedział, że pani go nie lubi... W pierwszej klasie była taka sytuacja, że syn chodził jak cała klasa na zajęcia teatralne. Organizowała je jego pani. W pewnym momencie dostałam informację, że pani prosi, aby mój syn nie przychodził na te zajęcia bo przeszkadza i nie chce żadnej roli. Trochę się wkurzyłam bo był to już prawie koniec roku, a wcześniej nie było takich uwag. Zapytałam syna czy chce uczęszczać na te zajęcia, odpowiedział że nie, więc uznałam że nie będę go zmuszać skoro dostaje sygnał od nauczyciela, że się nie angażuje. Kiedy zaprowadziłam syna do szkoły, dzieci z jego klasy "napadły" go od progu z okrzykami "proszę pani, a czy M. pamięta że nasza pani zabroniła mu przychodzić na teatr?". Mój syn na to "oj wiem, wiem... jestem beznadziejny, nie nadaję się do teatru". No i diabeł we mnie wstąpił bo okazało się jeszcze, że cała klasa przygotowywała wspólnie przedstawienie na konkurs, a troje dzieci (w tym moje) dostało taki zakaz przychodzenia. Przeprowadziłam poważną rozmowę z panią o tym, że to nie pedagogiczne, że tak się nie robi itp., że wykluczenie społeczne itp. Koniec wszystkiego pani się tłumaczyła, że w sumie może być z klasą na tym przedstawieniu, ale i tak już się nie nauczy roli. Wytłumaczyłam jej, że nie zależy mi na tym żeby był solistą, że może grać chmurę, albo płot, ale żeby był razem z klasą. Ciągle są podobne sytuacje i chyba nic do niej nie dociera. Mi jest szkoda syna bo widzę jak codziennie się stara i ma nadzieję, że "dzisiaj dostanę piątkę". Zastanawiam się jak się zabrać do tego przenoszenia do innej klasy uncertain
        • pasik Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 20:14
          Przeczytaj to jeszcze raz /Sama sobie dałaś odpowiedź.
          Kurcze że takie babsztyle zatrudniają.
          Od kilku lat mam wrażenie ,że to nie rodzice z dziećmi powinni lądować w poradni pedag-psychologicznej tylko NAUCZYCIELE powinni systematycznie uczestniczyć w zajęciach dokształcających bo większość kompletnie nie radzi sobie z dziećmi.
          • mamusia1999 Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 21:00
            niestety chyba niemal na calym swiecie nauczycieli uczy sie niemal wylacznie dydaktyki danej dziedziny i 0 podstaw psychologii. gdyby jeszcze wszyscy mieli prawdziwe powolanie, milosc do dzieci to by sobie poradzili, ale jak to wylapac?

            jak sie ktos pomyli z wyborem zawodu (zdarza sie w kazdym zawodzie, a wychodzi w praniu po dlugich studiach) i serce mu nie podpowiada jak traktowac powierzone mu dzieciaki, to co? a moglby sie NAUCZYC pozytywnego wzmacniania, i to czy chce czy nie chce, czy jest swiadomy potrzeby czy nie - po prostu w toku studiow.
        • fogito Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 20:17
          jolecka-22 napisała:

          > Zastanawiam się jak się zabrać do tego przenoszenia do in
          > nej klasy uncertain

          Idź do dyrektora i dowiedz się czy jest szansa na przeniesienie do innej klasy z mądrzejszą nauczycielką, bo ta nie rokuje najlepiej. Jeśli będzie utrudniał a nie ułatwiał to szukaj innej szkoły jeśli to możliwe. Szkoda dziecka naprawdę. To co piszesz to jakieś chore akcje.
          • jolecka-22 Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 21:35
            Dziękuję Wam serdecznie za te opinie i rady. Jutro poruszę te wszystkie kwestie na zebraniu, zobaczę jaka będzie reakcja. Do tej pory startowałam chyba ze złej pozycji uncertain
            • mamusia1999 Re: oszaleję :( II klasa 05.12.11, 22:44
              a ja widze duzy problem w poruszaniu kwestii indywidualnych na zebraniach. w obie strony. formalnie to sie kloci z zasadami dyskrecji, poszanowania prywatnosci i wrecz ochrona dobr osobistych. po ludzku i od serca: starsznie przykro jak dziecko gania, a co dopiero jak publicznie.strasznie glupio jak ci ktos zarzuca niekompetencje a co dopiero publicznie. jelsi nauczycielka sama zacznie publiczne deprecjonowanie twojego dzieciaka zaznacz spokojnie, ze to nie jest temat na forum klasowe (nawet jesli takie sa zwyczaje, bo sa IMO beznadziejne) i ze bardzo chetnie porozmawiasz osobiscie.

              ja rozumiem, ze ty bys teraz chciala publicznie troche dolozyc tej nauczycielce, moze znalezc poparcie wsrod rodzicow z podobnym problemem.

              ale z punktu widzenia efektu, konstruktywnosci ja bym dyskretnie poprosila o (ostatnia szansa! ale tego jej nie mow) jeszcze jedna rozmowe na temat dziecka, jego samopoczucia w szkole, samooceny etc. podejdz ja troche (co z tego, ze z wyrachowania, a niekoniecznie z autentycznego szacunku), popros o wspolprace, rade, wciagnij w dyskusje o dziecku. jesli zobaczysz, ze jest mur, to wtedy domagaj sie udzialu przedst. kolegium, rady rodzicow. chyba, ze mur uznasz nie do przejscia, to zmieniajcie klase/szkole.

              nie zrozum mnie zle, nie musisz byc milutka jesli w tobie akurat buzuje, wal smialo co cie oburza (ndst w 1kl! w 2kl. tez! wykluczenie z przedstawienia), co cie rozczarowalo etc gdzie widzisz krzywde swojego dziecka. skonfrontuj ja z cierpieniem dziecka i swoim bez ogrodek, ale raczej nie mow jej, ze sie nie nadaje do tego zawodu. moze da sie namowic i zacznie go troche chwalic, zwroci uwage na pozytywy. mozesz ja wrecz poprosic - prosze mi powiedziec 3 mile rzeczy o moim dziecku, prosze jutro go pochwalic i zobaczymy co z tego wyniknie.

              powodzenia, w gorszym przypadku bedziesz miala jasnosc, czy cos sie da wynegocjowac.
              • fogito Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 06:38
                Ja bym udała się osobiście najpierw do nauczycielki a potem do dyrekcji. Nie roztrząsałabym sprawy na zebraniu klasowym, chyba że nauczycielka otwarcie coś na tym zebraniu powie na temat owych sytuacji lub dziecka.
            • makurokurosek Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 10:03
              Nie widzę sensu dalszej rozmowy z nauczycielką, na twoim miejscu poszłabym do dyrekcji i przeniosła dziecko do innej klasy.
              • jolecka-22 Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 10:11
                Jednak najpierw pogadam z panią wink Syn lubi swoja klasę, ma tam fajnego kolegę więc myślę, że warto jeszcze zawalczyć. Zostanę po zebraniu i przedstawię pani listę moich "obaw i uwag", zobaczymy czy coś z tego wyniknie pozytywnego.
                • ciotka_od_wuja_zdzicha Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 10:49
                  Obawiam się, ze ta rozmowa niewiele da, pani nie lubi dzieci i swojej pracy, nie zrozumie uwag, albo potraktuje je bardzo osobiscie.

                  • mamusia1999 Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 11:05
                    tak niestety moze byc. ale moze tez by wolala jakos sobie radzic w tym nielubianym zawodzie i gdzies cos do niej dotrze, ze lepiej na tym wyjdzie, jesli przyjmie sugestie. bedzie miala latwiej z matka i z dzieciakiem.
                  • mama_kotula Re: oszaleję :( II klasa 07.12.11, 07:21
                    ciotka_od_wuja_zdzicha napisała:

                    > Obawiam się, ze ta rozmowa niewiele da, pani nie lubi dzieci i swojej pracy, ni
                    > e zrozumie uwag, albo potraktuje je bardzo osobiscie.

                    Bo w takim przypadku trzeba więcej niż jednej rozmowy. Trzeba drążyć uparcie i do skutku.
                    I nie tylko z samą wychowawczynią - najlepiej zaangażować np. szkolnego pedagoga, poprosić o rozmowę w obecności wychowawcy klasy równoległej (celem uzyskania oglądu na jego metody). Oraz, porozmawiać również z samym pedagogiem, bez obecności wychowawczyni - pewne rzeczy łatwiej w ten sposób wychodzą, szczególnie, jeśli wychowawczyni każdą uwagę ucina, zaprzecza, wykręca kota ogonem i nie daje dojść do głosu (i tak było w naszym przypadku).

                    Ja odbyłam takich spotkań przynajmniej kilkanaście. Oczywiście, tak jak piszesz - pani wychowawczyni wszystko traktowała jako zamach na siebie, jako atak, stosowała mechanizm wyparcia, zaprzeczała wszystkiemu. W końcu racjonalne argumenty przeważyły, cel został osiągnięty.
                • mama303 Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 18:39
                  jolecka-22 napisała:

                  > Jednak najpierw pogadam z panią wink Syn lubi swoja klasę, ma tam fajnego kolegę
                  > więc myślę, że warto jeszcze zawalczyć. Zostanę po zebraniu i przedstawię pani
                  > listę moich "obaw i uwag", zobaczymy czy coś z tego wyniknie pozytywnego.

                  Oczywiscie, że pogadaj z nauczycielką i odrazu omów sie powiedzmy za miesiac na kolejne spotkanie i monitoruj!
                  Jeśli dziecko zżyło sie z klasą to może nie warto robic kroków takich radykalnych. To oczywiscie zalezy od postawy szanownej pani pedagog. Jesli okaże sie betonem to nie ma wyjscie uciekajcie z synem.
                  • myelegans Re: oszaleję :( II klasa 06.12.11, 20:31
                    Badz adwokatem wlasnego dziecka, bo jak widac pani uczycielka od siedmiu bolesci nim nie bedzie. szkoda dziecka. Jak tak mozna, to sa pierwsze kontakty ze szkola, a szkola i jej przedstawiciele robia wszystko, zeby te instytucje obrzydzic od poczatku. Bo to, zeby dzieci w szkole sie rowniez dobrze bawily jest nie-do-po-mys-le-nia. Nauczyciele nie lubia uczniow, obowiazki od zachowania szkolnego, do uczenia i utrwalania materialu zwalaja na rodzicow i jeszcze nie znajduja wiele pozytywow u uczniow, z ktorymi pracuja.
                    Poszukalabym innej klasy, albo innej szkoly. Szkoda dziecka i szkoda czasu. DOBRY nauczyciel znajdzie w KAZDYM dziecku talent i bedzie go rozwijal, a jak dziecko jest pod poprzeczka, to sie go nie poniza. Poza tym jaka to nauka dla reszty klasy, skoro autorytet, role model pokazuej ze bezczelny ostracyzm miesci w normach zachowac. WSTYD!!!!
                    • azile.oli Re: oszaleję :( II klasa 07.12.11, 08:44
                      Przypuszczam, żźe problem z tak długim odrabianiem lekcji m a źródło w tym, że w szkole dziecko robi niewiele. Jeśli koledzy wypełniali ćwiczenia przez 3 godziny, to faktycznie, ktoś , kto tego nie robił musi poświęcic ten czas w domu.
                      Tu jest kilka problemów - moim zdaniem dziecko nie jest gotowe do takiego rytmu pracy, może po prostu system nerwowy jeszcze nie dojrzał. Niezależnie od tego, czy pani jest wredn a, czy nie - bardzo ciężko wyegzekwować na normalnej lekcji, żeby to dziecko pracowało w tempie klasy. I nie, pani nie jest w stanie przypilnować, żeby to dziecko miało wszystko, albo większośc uzupełnione, bo ona ma jeszcze innych uczniów.
                      Tu przydałyby się zajęcia wyrównawcze w większości szkół są takie. Wtedy jest szansa, że pani nad dzieckiem stanie, wytłumaczy, przypilnuje, zobaczy, gdzie leży problem.

                      Na lekcji to ona może rzeczywiśie posadzić go blisko siebie i przypominać, aby pracował , wytłumaczyć, gdy czego rozumie. Ale nie da się pracować indywidualnie z uczniem w klasie pełnej innych uczniów. Znam z autopsji przypadek, gdy pani tak pracowała, przyłożyła się do chłopca bardzo - spotkało się to z protestami innych rodziców. I były to słuszne protesty.

                      Pomijam już fakt, że dzieci wybitnie uzdolnione wybitnie ''poszły w kąt'' i z kolei na ich rodziców spadł obowiązek pilnowania, żeby tych zdolności nie zaprzepaścić.
                      Fajnie, prawda, jak dziecko zrobi coś w 10 minut i siedzi, bo pani, zajęta uczniem, którego trzeba pilnować, żeby pisał, żeby zaznaczył, żeby zrozumiał nie zauważźała tego, że są bardzo zdolne dzieci, którym trzeba postawić nowe wyzwania. A nie zauważała, bo te dzieci nie przeszkadzały , coś sobie tam czytały, czy rysowały.
                      Ale do konkursów przygotowywać musieli rodzice, bo pani nie miała nawet czasu wychwycić nie tyle tylko tych zdolnych (to akurat było widać), ale i zainteresowanych.
                      Czy tak powinno być? No , moim zdaniem, nie bardzo.
                      • mama303 Re: oszaleję :( II klasa 07.12.11, 21:45
                        azile.oli napisała:

                        > I nie, pani nie jest w stanie przypilnować, żeby to dziecko miało wszystko, albo większośc uzupełnione, bo ona ma jeszcze innych uczniów.

                        tylko że nie wszyscy uczniowie wymagaja takiego szczególnego przypilnowania, Mojej córce bardzo to pomogło i odkąd zaczęła siedziec pod okiem pani pracowała znacznie lepiej. Nauczycielka sama zauważyła efekty.

                        > Na lekcji to ona może rzeczywiśie posadzić go blisko siebie i przypominać, aby
                        > pracował , wytłumaczyć, gdy czego rozumie. Ale nie da się pracować indywidualn
                        > ie z uczniem w klasie pełnej innych uczniów.

                        Ale tu nie chodzi o indywidualną prace z uczniem tylko o przypilnowanie tych którzy rzeczywiscie tego potrzebują, a potrzbuja tego przewaznie dzieci z deficytem uwagi, nie deficytem zdolności. Wystarczy je czesto jedynie "przywołać do porzadku" gdy ich uwaga gdzieś ucieka a nie stać nad nimi i im godzinami cos tłumaczyć.

    • jolecka-22 po zebraniu... 07.12.11, 08:27
      Pani jednak ciągle się broni, że dzieci dużo, że nie ma czasu na indywidualny nadzór rozkojarzonego dziecka itp. Powiedziała mi, że uważa, że to był duży błąd z mojej strony, że posłałam dziecko wcześniej do szkoły. Gadała, że są dzieci w klasie, które błyskawicznie łapią wszystko i od razu robią wszystkie zadania. Ja jej na to, że owszem, ale... są tez dzieci takie jak mój syn i że to chore aby były traktowane jak niewygodny margines. Chrzaniła mi ciągle o jego zachowaniu, że się nudzi na lekcji, że nic go nie interesuje, że je kanapkę itp. Powiedziałam jej że to nie mój problem,że nie potrafi go zaangażować w lekcję. Chyba, że może chce żebym z synem przychodziła na 8:00 rano i siedziała z nim w ławce... Masakra jakaś... W końcu zapytałam się ją czy może wg niej powinnam załatwić dziecku indywidualne nauczanie jeśli jest takie beznadziejne?
      Oceny na półrocze są opisowe, ale pani nam przełożyła to na klasyczną skalę. Wg. niej mój syn ma same piątki i czwórki. No ku...wa nie czaję już nicsad
      Ostatecznie poprosiłam, aby zwróciła więcej uwagi na syna, jak pracuje na lekcji itp. Powiedziałam też że będę częściej przychodzić i dowiadywać się na bieżąco.
      Najlepszy był jej tekst o tym, że powinnam z dzieckiem więcej w domu pracować, kupić mu patyczki itp... wyjaśniłam jej że ostatnio odrabianie lekcji przeciąga się nawet do 4 godzin , a liczydła i patyczki to ma w domu od pierwszej klasy bo nie jestem debilem, który olewa problemy swojego dziecka.
      Jeśli sytuacja sie nie poprawi, udam się do dyrektorki i po prostu przeniosę dziecko do innej klasy.
      • mama_kotula Re: po zebraniu... 07.12.11, 08:30
        Pani uprawia klasyczną spychologię uncertain

        Jak pisałam wyżej - umów się na spotkanie w obecności szkolnego pedagoga, na spotkanie pt. "wspólnie poszukamy rozwiazania" (dyplomatycznie nie pod hasłem "pani jest do odstrzału").
        • jolecka-22 Re: po zebraniu... 07.12.11, 08:49
          Jak poproszę o pomoc pedagoga to dopiero się zacznie. Pani na 100% potraktuje to jako atak na siebie. Dzisiaj syn mi obiecał, że zrobi wszystko, żeby nie gadać na lekcji i słuchać się pani. Oj ciężkie jest życie matki...
          • makurokurosek Re: po zebraniu... 07.12.11, 09:00
            Pytanie tylko co masz do stracenia, bo według mnie całkowicie nic. Nie da się już chyba bardziej zniechęcić i zdemotywować dzieciaka.
          • mama_kotula Re: po zebraniu... 07.12.11, 09:09
            jolecka-22 napisała:
            > Jak poproszę o pomoc pedagoga to dopiero się zacznie. Pani na 100% potraktuje t
            > o jako atak na siebie.

            Cokolwiek byś nie zrobiła, pani i tak potraktuje to jako atak na siebie, bo ten typ tak ma.
            Przerabiałam to, uwierz mi - przez dłuugi czas musiałam udowadniać, że nie jestem wielbładem. Pani każdą uwagę krytyczną traktowała jako atak. Od czasu decydującej rozmowy pani poczyniła duże postępy w pracy nad sobą i nagle się okazuje, że wszystko się da i że nie wszystko jest winą moją i mojego dziecka.

            A nie masz w tym momencie praktycznie nic do stracenia i możesz postawić wszystko na jedną kartę.
          • mamusia1999 Re: po zebraniu... 07.12.11, 09:55
            to jest normalny, profesjonalny tryb rozwiazywania konfliktow a nie atak na pania. jesli spokojnie i z calym szacunkiem to przeprowadzisz. nie dogadujemy sie, potrzebna dodtakowa glowa. nie macie tego w regulaminie? u ans rektor sie wdupcza, jak ktos do kurtaorium leci BEZ wykorzystania mozliwosci mediacji w szkole.

            wez troche pod uwage tekst azile. nauczycielka (pewnie i jest nieudolna) zostala postawiona w trudnej sytuacji juz przez pomieszanie rocznikow. ale z kolei ty poslalas 6latka do klasy dla 6latkow. ale zakladajac, ze twoj syn (chwilowo, tu i teraz) jest slabszy rowniez wsrod rowiesnikow i (slaba) nauczycielka ma klopot z wyegzekwowaniem od niego koniecznego tempa pracy - to nadal nauczycielka musi jakos ten problem w szkole rozwiazac = zajecia wyrownawcze. nie mowiac o tym, ze musi podejsc do dzieciaka i wyjac z lapki kanapke wink

            owszem ma sens punktowe, krotkotrwale "dociazenie" rozkojarzonego dzieciaka: nie zrobiles w szkole, musisz zrobic w domu. ale zeby to mialo rece i nogi, to mama nie moze pomagac. i nie moze to byc stan ciagly. mojemu rozkojarzonemu to sie tez zdarza, ale natychmiast pomaga i to na bardzo dlugo (2 klasa, mial gora 3 razy do nadgonienia cwiczenia z lekcji). ale tego samego dzieciaka TRZEBA za cos tez chwalic, zeby w ogole mial poczucie, ze da rade, jak sie wysili. no bo jak mu tylko tluc do glowy ze odstaje, to on w to tez wierzy, a jak juz wierzy, to nie ma po co sie wysilac. zsczegolnie ze ma w sumie wygodne rozwiazanie: zrobie z mama w domu.

            nie wiem jak to zostalo osiagniete (odpowiedzialnosc zbiorowa - cala klasa dostaje gumisie jesli cala klasa wykona norme?), ale u nas dzieci szturchaja tych maruderow " hej, Mlody masz pisac!"

            powstrzymaj sie od ironizowania "nie jestem debilem" itp. ale bardzo spokojnie i rzeczowo, z pelna gotowoscia zaproponuj, ze bedziesz z Mlodym do szkoly przychodzila i dopilnujesz, zeby sie uczyl, bo wolisz, zeby to robil w szkole niz zmeczony w domu. bo innej mozliwosci nie widzisz: szkola w szkole nie moze (udawaj, ze sie z tym pogodzilas) a ty PO szkole nie masz wplywu na to, co sie dzieje W szkole. czyli nie mow: jak pani jest nieudolna to ja musze. bez zadnego wartosciowania, tylko fakty. zapewniam cie, ze ryzyko jest niewielkie. szybciutko sie okaze, ze nie musisz, szczegolnie, ze dzieciak ma w zasadzie 5 i 4.

            inna sprawa, ze moja Mloda z takimi "ocenami" tez byla w 1 i 2 klasie na zajeciach wyrownawczych - bo wtedy faktycznie jej tempo rachowania nieco odstawalo od klasy, czytala srednio choc duzo dzieci czytalo juz plynnie...nie deliberowalam nad tym czy to zle swiadczy o Mlodej czy dobrze o klasie. chodzila, lubila, poszla dalej do "najlepszej" mozliwej szkoly (u nas wczesna selekcja). i obecnie w klasie Mlodego tez roztropne dzieciaki na te zajecia chodza, tak sie ZLOZYLO, ze na dzien dzisiejszy spora czesc lepiej czyta i/lub rachuje. tak sie ZLOZYLO, ze czesci klasy nie przeszkadzaja dwaj nakreceni koledzy (ADHD), aczesc na tym cierpi i zasluguja na lepsze warunki do nauki = zajecia wyrownawcze.
          • mama303 Re: po zebraniu... 07.12.11, 21:53
            jolecka-22 napisała:

            > Jak poproszę o pomoc pedagoga to dopiero się zacznie. Pani na 100% potraktuje t
            > o jako atak na siebie. Dzisiaj syn mi obiecał, że zrobi wszystko, żeby nie gada
            > ć na lekcji i słuchać się pani.

            Syn nie robi tego celowo, napewno. Co Ci po jego obiecankach? smile
            A pani nauczycielka przy świadkach /np. pedagogu szkolnym/ może zmienić całkowicie front. Też uważam, że nie masz nic do stracenia.
            A pani niech nie pomysli że odpuszczasz.
      • przeciwcialo Re: po zebraniu... 07.12.11, 08:48
        Ta rozmowa powinna się odbyc w trzy osoby- ty, nauczycielka i dyrektorka. Pani chrzani az jej para z uszu leci. To ona ma kiepskie kwalifikacje a nie dziecko za wczesnie puszczone do szkoły.
        Ja dyrekcję zaliczyłabym tak czy siak.
        • mama_kotula Re: po zebraniu... 07.12.11, 09:15
          Cytat
          Ta rozmowa powinna się odbyc w trzy osoby- ty, nauczycielka i dyrektorka. Pani chrzani az jej para z uszu leci. To ona ma kiepskie kwalifikacje a nie dziecko za wczesnie puszczone do szkoły.
          Ja dyrekcję zaliczyłabym tak czy siak.


          No więc dokładnie tak, jak pisałam. Rozmowa w obecności osób trzecich plus ważny skill - nie dać pani przerywać i ucinać tematów. Jeśli pani będzie próbowała uciąć temat w celu samoobrony - a będzie próbowała, jeśli pani będzie próbowała obrócić wszystko w żart - a będzie próbowała, nadal prosić o odpowiedzi na pytania i wysłuchanie. W ostateczności pozbyć się pani z rozmowy i sprawę przedłożyć dyrekcji i pedagogowi szkolnemu, ustnie i dołączyć konspekt NA PIŚMIE.

          Bardzo dobrym pomysłem jest jeszcze konfrontacja z wychowawcami klas równoległych w celu porównania sposobu pracy. U nas się po czymś takim nagle okazało, że da się pewne rzeczy zrobić i że np. wcale nie są konieczne 3 razy w tygodniu zadania domowe pt. "proszę przygotować materiały o <temat>" (czytaj: że nauczyciel może jednak powstrzymać lenia własnego i samemu zatroszczyć się o potrzebne materiały do lekcji, a nie przerzucać swoje obowiązki na rodziców).
      • olik7 Re: po zebraniu... 07.12.11, 09:10
        Akurat w to, że Pani nie ma możliwości na indywidualną prace z dziećmi to uwierzę bo w 30-osobowej klasie jest to niemożliwe. Oczywiście w niczym to nieusprawiedliwia Jej postawy wobec Ciebie, jej komentarzy itp. Po pierwsze to w każdej szkole powinny być zajęcia wyrównawcze, dzieci które sobie w czyms nie radza zostają dwa razy w tygodniu na jedna lekcje dodatkowo, tam uzupełniają lekcje i robia dodatkowe zadania. W klasie mojej córki chodzi na nie sześć dzieciaczków, dzieci bardzo lubią te zajęcia. Nie miej wyrzutów sumienia, że wysłałaś dziecko wczesniej do szkoły bowiem obecnoś w klasie dzieci z jednego rocznika wcale nie gwarantują, że będa one na tym samym poziomie rozwoju intelektualnego, wychowawczego itp. Poza tym, niestety tak już jest, że czasami nauczyciel wyraźnie nie lubi dziecka/dzieci tak samo jak ma swojego pupila/pupili. Nie zawsze też nauczyciel swoim charakterem, osobowością odpowiada osobowości dziecka. Dziecko wrażliwe, spokojne, delikatne nie radzi sobie przy nauczycielu wymagającym, szorstkim, nigdy się nie uśmiechającym i wiecznie niezadowolonym (jak mówi moja córka - bo to akurat był nasz problem). Osobiście radziłabym zmianę szkoły, najlepiej na integracyjną, gdzie jest minimum dwóch nauczycieli w klasie. Wiem, że to dla niektóych drastyczne rozwiązanie, ale wiem, że nauczyciela nie zmienisz, nawet jak pójdziesz do dyrektora, rady rodziców itp.
        A tak obok tematu, to uważam, że tym maluchom trzeba troche odpuścić z lekcjami, 3-4 godziny odrabiania na pewno nie pogłębi miłości do szkoły. Lepiej przejrzeć co dzieci akurat robią i to "odrabianie" przemycić w codzienne zajęcia- kupić fajną książeczkę z zadaniami i razem rozwiązywać, poprosić dziecko aby napisało list to Pani Zimy (dzieci mają teraz duże problemy z samodzielnym układaniem zdań, niestety), uczyć liczenia w każdej sytuacji, grać w Biznes po polsku npsmile
        • jolecka-22 Re: po zebraniu... 07.12.11, 10:01
          Wiesz... z tym odrabianiem lekcji to jest tak, że ja muszę z nim to wszystko zrobić w książce i ćwiczeniach bo inaczej na drugi dzień dostanie jedynkę za brak choćby jednego zadania uncertain
          A robiąc już te wszystkie zadania staram się mu wszystko na spokojnie tłumaczyć.
          Na początku roku, trzeciego dnia szkoły dostał 1 za to, że z 8 zadań nie zrobił jednego. Nie ważne było, że zrobił pracę dla chętnych, wypasiona zakładkę do książki nad którą siedział pół wieczoru z językiem na brodzie. Rano był taki podekscytowany, że dzisiaj na pewno dostanie 6. Kiedy przyniósł 1 ja też się rozbeczałam, ręce mi opadły. Na drugi dzień poszłam rano i z uśmiechem zapytałam się pani, jaką pozytywną ocenę dostał mój syn za zadania które zrobił i za pracę dla chętnych bo 1 była wpisana w zeszyt, a ta pozytywna nie. Pani zdezorientowana moim pytaniem odpowiedziała, że dostał tylko jedynkę, że chciała go zdyscyplinować. Powiedziałam jej co o tym myślę, że ja nawet w liceum nigdy nie dostałam ndst jeśli miałam choćby zaczęta pracę domową. Syn wrócił do domu z przekreśloną 1 i postawiona obok 5.
          Najchętniej bym go zabrała z tej szkoły, ale nie ukrywam że dojście do szkoły jest bardzo wygodne. 15-20 min. spacerkiem i tylko jedno przejście przez ulicę. Jest to dla mnie ważne bo jestem w zagrożonej ciąży i nie mogę syna odbierać. Mąż rano go odwozi, a wraca już sam.
          Nie wiem ile czasu mam odczekać zanim udam się do dyrekcji? W sumie pani coś tam wczoraj obiecała, że się bardziej przyjrzy itp. więc chciałabym dać jej jeszcze ostatnia szansę.
          • jolecka-22 Re: po zebraniu... 07.12.11, 10:01
            Syn chodzi na zajęcia wyrównawcze od pierwszej klasy.
          • mama_kotula Re: po zebraniu... 07.12.11, 10:10
            Cytat
            Nie wiem ile czasu mam odczekać zanim udam się do dyrekcji? W sumie pani coś tam wczoraj obiecała, że się bardziej przyjrzy itp. więc chciałabym dać jej jeszcze ostatnia szansę.


            Góra tydzień.
            Jeśli przez tydzień będzie bez zarzutu, dajesz pani nastepny tydzień. Każde najmniejsze uchybienie = wycieczka do dyrekcji.
            Przed rozmową spisz w punktach wszystko, co chcesz omówić w rozmowie, podczas takich spotkań często wiele rzeczy umyka i się o nich zapomina.
            W czasie rozmowy rób notatki z wszystkiego, co zostało ustalone.

            KONIECZNIE porusz sprawę motywacji pozytywnej i negatywnej, zapytaj spokojnie, czy szkoła ma taki system motywacji uczniów, że za wykonanie 90% zadania domowego stawia się dzieciom "motywującą" jedynkę w celach "zdyscyplinowania".

            Jeśli rzeczowo się nie da, trzeba użyć hm, sposobów - w obecności dyrektora/pedagoga poproś panią wychowawczynię o polecenie tytułów poradników metodycznych, bo zdarza się, ze nie potrafisz dziecku wytłumaczyć tego, co było omawiane w szkole (co powinno zaowocować dyskusją nt. tego, dlaczego TY masz to tłumaczyć, a nie nauczyciel).
            • mamusia1999 Re: po zebraniu... 07.12.11, 12:25
              u nas w 1 kl bylo tak: na zadanie z matem. np. mialo byc przeznaczone 15-30min, jesli dziecko biedzilo sie dluzej nalezalo mu odpuscic i dac notke nauczycielowi. pod warunkiem, ze dziecko pracowalo. choc czasem trudno ocenic, czy ustawiczne przerywanie pracy to niechciej, klopot z koncentracja/wytrwaloscia czy trudnosc zadania.
              za niedokonczone zadanie jest tylko notka dla dziecka, ze trzeba uzupelnic , dopiero jak sie uzbiera jest notka do rodzicow, zeby przypilnowali.

              1 za brak jednego z 8 zadan w 1 klasie !!! to jest WARIATKOWO, zimny chow. moze by tej pani jako nadzorcy w wiezniu bylo lepiej.
          • azjaodkuchni Re: po zebraniu... 07.12.11, 14:11
            Wiesz co Ci napiszę ... nauczycielka twojego Synka jest po prostu głupia.
            • anchen Re: po zebraniu... 07.12.11, 15:10
              Wydaje mi się, że to nie jest kwestia jednej nauczycielki. Nasz syn poszedł do szkoły jako sześciolatek (rocznik 2004). Ma świetną nauczycielkę, klasę sześciolatków, a w niej czternaście osób, co pozwala na zindywidualizowanie pracy, i program dostosowany do potrzeb sześciolatków. Nie mogę narzekać na szkołę, ale z oczywistych powodów reforma edukacji jest częstym tematem rozmów podczas spotkań z jego kolegami, którzy poszli do innych szkół i nie są to rozmowy szczególnie budujące.

              Mam wrażenie, że nauczyciele nie zostali przygotowani na pracę z młodszymi dziećmi, z których część nigdy nie była w zerówkach. Usiłują motywować dzieci surrealistycznymi metodami (bardzo dużo motywacji negatywnej, która w ogóle niespecjalnie się sprawdza w pracy z dziećmi z deficytami rozwojowymi), bardzo wcześnie wprowadzając oceny (bo kolorowe buźki nie są dla dziatwy jakoś specjalnie trudne do ułożenia w system ocen), nie potrafią pracować z dziećmi o szczególnych potrzebach edukacyjnych (a tych jest coraz więcej, zaburzenia SI czy koncentracji są bardzo częste), zadają sześciolatkom gigantyczne prace domowe (znajomi opowiadają, że ich dzieci odrabiają prace domowe do 22 godz., dla mnie to bajka o żelaznym wilku, nie wyobrażam sobie po prostu), zamiast czytania ze zrozumieniem namiętnie ćwiczą kaligrafię. Nawet jeśli program został - formalnie - przystosowany do młodszych dzieci, to metodologia nie.

              A kiedy problem narasta, jego rozwiązanie jest przerzucane na rodziców. Uważam, że to bardzo demoralizująca sytuacja: nauczyciel nie może przerzucać swojej pracy na barki rodziców. Bardzo lubię pracować z moimi dziećmi, a dla przeciętnie inteligentnej osoby program podstawówki nie jest żadnym wyzwaniem intelektualnym. Ale siedmiolatek nie może dostawać sygnału, że szkoła jest niepotrzebna. Nie może spędzać pół dnia (albo więcej, moje dziecko ma lekcje codziennie od 8 do 15.45), gapiąc się w okno i utwierdzając w przekonaniu, że do niczego się nie nadaje, bo takie sygnały płyną do niego od nauczyciela (a niewykluczone, że również rówieśników, bo dzieci są bardzo bystre i wyłapują je błyskiem). To jest znacznie bardziej niebezpieczne niż krzywe pismo czy brak jakiegoś zadania w pracy domowej.
          • pade jolecka! 10.12.11, 12:50
            Czytam, czytam i nie wytrzymałam, muszę to napisać.
            Co jest dla Ciebie ważniejsze: dobre samopoczucie pani czy Twojego syna?
            Idź natychmiast do pedagoga, umów się wcześniej bo rozmowa pewnie trochę potrwa.
            Opowiedz jak nauczycielka zachowuje się w stosunku do Twojego syna, ile czasu poświęcasz na pracę z synem itd i poproś o pomoc. Od tego jest pedagog.
            Jeśli to nie poskutkuje idź do dyrekcji, koniecznie.
            szkoda mi Twojego synka...
          • jakw Re: po zebraniu... 10.12.11, 14:12
            Nie czekaj za długo - imho maks do świąt - tylko zacznij robić dym. Owszem, wygodny dojazd do szkoły to fajna rzecz, ale chyba jednak mniej ważny niż psychika dziecka. Zwłaszcza, że:
            a) ciąża u ludzi trwa 9 m-cy
            b) za jakiś czas syn będzie sam wracał ze szkoły nawet ze skomplikowanym dojazdem
            c) w szkołach bywają świetlice
            d) możesz spróbować poszukać jakiejś pomocy do przyprowadzania młodego ze szkoły
            e) w tej szkole nie ma równoległych klas z innymi paniami?
      • ciotka_od_wuja_zdzicha Re: po zebraniu... 07.12.11, 13:38
        wiedziałam, ze tak będzie, bo mamy taką samą nauczycielkę. Moja córka przyszła z uwagą, ze przez 3 dni pod rząd nie robiła notatek na lekcji, jestem ciekawa co robiła wtedy pani. I tez ciągle słysze uwagi o jej zachowaniu, bo do nauki nie moze się przyczepić. Podejrzewam, ze córka na lekcji się nudzi.
        Ta pani nie nadaje się na nauczycielkę, przenieś syna do innej klasy.
        • mamusia1999 Re: po zebraniu... 07.12.11, 16:00
          o ile w tej innej klasie jest lepiej...
    • olena.s Re: oszaleję :( II klasa 07.12.11, 12:32
      O matko kochana!
      Dopiero po lekturze tego wątku zrozumiałam opowieść matki współ-emigrantki o dziecku, które zaczęło edukację w polskim systemie oświatowym, aby następnie w bodajże brytyjskim przechodzić długi i trudny proces oduczania perfekcjonizmu.
      Twoja Pani jest nastawiona na udowadnianie dzieciom, że nie umieją.
      Może się dzięki temu wyuczą lepiej streszczenia "Puca, Bursztyna i Gości", ale jeszcze lepiej nauczą się kompleksów.
      Zgroza.
      • mamusia1999 Re: oszaleję :( II klasa 07.12.11, 12:53
        dokladnie tak. moj Mlody ciagle czegos "niedorabia" nie z generalnej trudnosci, nawet nie ze swiadomej zlej woli. po prostu w trakcie pracy zapomina, ze mailo byc do punktu g. i git. fajnie tez nie jest bo musi to potem nadrobic. wiemy, ze koncentracja nawala, cwiczymy na ile sie da. ale nie ma wieszania na nim psow, ani etykietki. przyjeto do wiadomosci - UWAGA - co nie znaczy, ze mu sie to przepuszcza. po serii niedokonczonych zadan jest zadanie dodatkowe za kare, gdyby go nie wykonal musialby zostac dluzej w szkole i zrobic jeszcze wiecej. wszytsko bez reprymend, gderania etc. miales zrobic, nie zrobiles, teraz przypilnuje zebys zrobil i juz.
        • jolecka-22 wpadłam na pomysł 07.12.11, 16:29
          Mam koleżankę, która jest nauczycielem nauczania początkowego. Tak pomyślałam, że może poproszę ją, żeby obiektywnie przetestowała mojego dzieciaka?
          Dzisiaj znowu... wrócił o 13.00, zjadł i jeszcze przy lekcjach siedzimy uncertain
          Po wczorajszym zebraniu i uwagach rodziców, że dzieci nie rozumieją dzielenia w granicach 20, pani rozszerzyła naukę tabliczki mnożenia, tak że na jutro musimy się jeszcze nauczyć słupka na "3" sad, aaaaa i czytanka jeszcze...
          Dzisiaj młody miał zaznaczone dwa tematy w książkach "Razem w szkole", no wku..wia mnie ten pośpiech przy tak ważnych tematach jak dzielenie i mnożenie sad
          • fogito Re: wpadłam na pomysł 07.12.11, 20:50
            jolecka-22 napisała:

            > pani rozszerzyła naukę tabliczki mnożenia, tak że na jutro musim
            > y się jeszcze nauczyć słupka na "3" sad, aaaaa i czytanka jeszcze...
            > Dzisiaj młody miał zaznaczone dwa tematy w książkach "Razem w szkole", no wku..
            > wia mnie ten pośpiech przy tak ważnych tematach jak dzielenie i mnożenie sad

            Sześciolatek i już ma wkuwanie mnożenia. Wow, lecą z kopyta. Może pani nie uczy tylko zadaje. Nauczyciel do wymiany Ja bym dłużej dziecka w tej klasie/szkole nie męczyła.
            • mamusia1999 Re: wpadłam na pomysł 07.12.11, 20:59
              7latek, poszedl do szkoly jako 6latek i terza jest w IIkl.

              ale i tak sie spiesza, moj tze w 2 kl., z kontaktow z psiapsiolami wiem, ze program jest porownywalny a mnozenie przez dodawanie maja od drugiego polrocza, a wkuwanie tabliczki mnozenia to maja jak juz baaaaaaaaaaaaaaardzo dlugo przezuja w zasadzie cala przez dodawanie. potem jest "konsolidacja" i wkucie w zasadzie znanych juz slupkow.

              ja bym dzieciak ju nie testowala, bo to robi na nim zle wraznie serio. byla w poradni, wg sklai ocen mialby 5 i 4. na prawde jest OK!!!!! pani ma problem.
              • fogito Re: wpadłam na pomysł 07.12.11, 21:01
                Aaaaa dotrało do mnie. Ale i tak nie rozumiem uczenia mnożenia przez wkuwanie na tym etapie. I dlaczego wszystko w domu...
                • morekac Re: wpadłam na pomysł 07.12.11, 21:05
                  Niestety, większość ludzi uczy się tabliczki mnożenia poprzez wkuwanie. Mam jakieś niejasne przeczucie, że inaczej się nie da. wink
                  • mamusia1999 Re: wpadłam na pomysł 07.12.11, 21:40
                    taaaa, jasne ze kiedys trzeba na pamiec. ale zaczyna sie od dodawania. u nas w 2 klasie poza 3x4= 3+3+3+3=12 nie wcyhodza. dopiero w 3, jak juz po wkacjach przezuja od nowa to dodawanie to wchodza pomalutku cale slupki do wyuczenia.

                    ale w sednie sprawy jeszcze. uczylam sie dzisiaj znowu z Mloda do klasowki z matematyki, bo mi brak dystansu, bo to moje dziecie etc i sie wk......jak zwykle zreszta.
                    moze opisywna tu pani tez nie jest podlym babsztylem, tylko brak jej koniecznego dystansu (bo np. jest jeszcze b. mloda), moze chce zeby bylo na blysk bo chce jak najlepiej? tylko ktos jej musi uswiadomic, ze najgorszy jest wymuszony, wyduszony, oplacony cierpieniem blysk.
                  • mama303 Re: wpadłam na pomysł 07.12.11, 22:17
                    morekac napisała:

                    > Niestety, większość ludzi uczy się tabliczki mnożenia poprzez wkuwanie. Mam ja
                    > kieś niejasne przeczucie, że inaczej się nie da. wink

                    da się, da. wystarczy zapamietac kilka łatwiejszych działań i potem odejmować, dodawać do tych znanych. Z czasem i w pamieć wejdzie.
                    • morekac Re: wpadłam na pomysł 07.12.11, 23:47
                      Tabliczka mnożenie jest właśnie po to, żeby nie musieć takich rzeczy robić. smile
                      Bo to zajmuje znacznie więcej czasu - czasu niezwykle cennego na klasówkach.
                      Tabliczki mnożenie z definicji należy nauczyć się na pamięć.
                      -------------------------------------------------------------
                      Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                      • mama303 Re: wpadłam na pomysł 08.12.11, 00:22
                        morekac napisała:

                        > Tabliczka mnożenie jest właśnie po to, żeby nie musieć takich rzeczy robić. smile

                        Ale wiekszość dzieci woli to własnie robić bo większośc ma problem z wykuciem na pamieć tylu liczb, a tymczasem sprawnie dodają lub odejmują w pamieci

                        > Tabliczki mnożenie z definicji należy nauczyć się na pamięć.

                        A jaka jest definicja tabliczki mnożenia? Jak dziecko jest w stanie-prosze bardzo.
                        > -------------------------------------------------------------
                        > Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                        • mama_kotula Re: wpadłam na pomysł 08.12.11, 07:18
                          Cytat
                          Ale wiekszość dzieci woli to własnie robić bo większośc ma problem z wykuciem na pamieć tylu liczb, a tymczasem sprawnie dodają lub odejmują w pamieci


                          Wiadomo, że z poczatku dzieci będą się posiłkować dodawaniem i odejmowaniem, ale trzeba odróżnić pewne rzeczy:

                          - samo mnożenie - czyli dziecko musi wiedzieć, o co chodzi w 3 x 6, że to jest 6 + 6 + 6 (i tak dalej)

                          - tabliczka mnożenia - czyli dziecko ma szybko, niejako z automatu wiedzieć, że 5 x 6 to 30

                          - "tricki" ułatwiające mnożenie, czyli np. szybkie mnożenie przez 9 (3482 * 9 jako 3482*10 - 3482), szybkie mnożenie przez 5 (pomnożyć przez 10 - czyli tadaaa, następny trick pt. dopisać zero - i potem wziąć połowę wyniku), itd.

                          Zauważ, że większość dorosłych mechanicznie, nie zastanawiając się, podaje wyniki mnożenia do 100 w ciągu pół sekundy - i to jest znajomość tabliczki mnożenia. Co nie znaczy, że ci dorośli potrafią mnożyć i umieją rozwiązywać zadania matematyczne. Reasumując, nauka tabliczki mnożenia jest po to, aby przyspieszyć rozwiązywanie zadań. Samo mnożenie to inna bajka smile
                          • morekac Re: wpadłam na pomysł 08.12.11, 09:46
                            Reasumując, nauka tabliczki mnożenia jest po to, aby przyspieszyć ro
                            > związywanie zadań. Samo mnożenie to inna bajka smile
                            Otóż to. Dlatego tabliczka mnożenie z definicji ma być nauczona na pamięć. Przy czym nie twierdzę, że kobieta nie pędzi i jest dobrą nauczycielką.
                            • mama303 Re: wpadłam na pomysł 08.12.11, 18:46
                              morekac napisała:

                              > Otóż to. Dlatego tabliczka mnożenie z definicji ma być nauczona na pamięć.

                              Co Ty z ta definicją? Dobrze jak sie umie śpiawajaco tabliczke mnożenia, ale to jest kwestia ćwiczeń, ćwiczeń i ćwiczeń i to sie opanowuję dośc długo. W klasie mojej córki większość dzieci ma z tym problem. taka prawda.
                              • morekac Re: wpadłam na pomysł 08.12.11, 19:26
                                Cóż, pomimo wieloletniego utrwalania nadal mam kłopoty z fragmentami owej tabliczki. wink
                                Ale tabliczka mnożenia jest właśnie po to, aby ją umieć na pamięć. Poznawanie jej w innym celu niż polepszenie szybkości i sprawności liczenia jest raczej zbędne. Do niczego innego nie służy.
                                • mama303 Re: wpadłam na pomysł 10.12.11, 10:08
                                  Oczywiscie, że dobrze, że jak dziecko opanuje tabliczke mnożenia na pamięć ale warto dac mu sporo czasu a najlepiej do tego dojść wielokrotnymi ćwiczeniami i "sposobami" Szybkie wykucie na pamięc spowoduje szybkie wyrzucenie tego z pamięci.

                                  • jakw Re: wpadłam na pomysł 10.12.11, 14:30
                                    mama303 napisała:

                                    > Szybkie wykucie na pamięc spowoduje szybkie wyrzucenie tego z pamięci.
                                    Jeśli się jej nie używa - to owszem.
                                    • mama303 Re: wpadłam na pomysł 10.12.11, 14:47
                                      jakw napisała:

                                      > mama303 napisała:
                                      >
                                      > > Szybkie wykucie na pamięc spowoduje szybkie wyrzucenie tego z pamięci.
                                      > Jeśli się jej nie używa - to owszem.

                                      Przeciez cały czas nie używa sie intensywnie tabliczki mnożenia nawet na lekcji matematyki.
                                      >
                                      >
                                      • jakw Re: wpadłam na pomysł 10.12.11, 19:09
                                        Używa się tylko nie pamięta się, że to tabliczka mnożenia wink
                                        A jak się nie używa to ma się pewnie całkiem poważne problemy z ocenami z matematyki - bo nie zdąża się policzyć na klasówce.
                                        • mama303 Re: wpadłam na pomysł 11.12.11, 09:38
                                          jakw napisała:

                                          > Używa się tylko nie pamięta się, że to tabliczka mnożenia wink
                                          Nie, np. wtedy gdy ćwiczy sie odejmowanie, dodawanie, kalendarz, daty itd. itp.
                                          • jakw Re: wpadłam na pomysł 11.12.11, 12:13
                                            A czy ja twierdzę, że tabliczki mnożenia używa się cały czas? Ale jeśli widzisz cenę 1 kg jabłek i chcesz ustalić ile będą kosztowały 3 kg tychże jabłek to używasz jednak pewnie mnożenia a nie dodawania?
                          • mama303 Re: wpadłam na pomysł 08.12.11, 18:42
                            Alez ja sie z Toba zgadzam, tyle że dla wielu dzieci opanowanie pamieciowe tabliczki mnożenia juz na początku jest zbyt trudne. Jak któreś jest w stanie, nie ma problemu ale wiekszośc jednak nie jest stanie. Dlatego na poczatku warto uczyc dzieci róznych sposobów ułatwiania sobie tej sztuki.
                • mama303 Re: wpadłam na pomysł 07.12.11, 22:15
                  fogito napisała:

                  > Aaaaa dotrało do mnie. Ale i tak nie rozumiem uczenia mnożenia przez wkuwanie n
                  > a tym etapie. I dlaczego wszystko w domu...

                  W polskiej szkole tak sie matematyki niestety uczy. u nas tez na poczatku przygody z mnożeniem pani kazała wykuć tabliczke mnożenia do 30 i zrobiła sprawdzian. Wiele dzieci nie zaliczyło bo niektóre z nich nawet do końca idei mnożenia nie rozumiało.
                  • fogito Re: wpadłam na pomysł 08.12.11, 06:44
                    mama303 napisała:

                    ..
                    >
                    > W polskiej szkole tak sie matematyki niestety uczy. u nas tez na poczatku przyg
                    > ody z mnożeniem pani kazała wykuć tabliczke mnożenia do 30 i zrobiła sprawdzian
                    > . Wiele dzieci nie zaliczyło bo niektóre z nich nawet do końca idei mnożenia ni
                    > e rozumiało.

                    No i nie ma się co dziwić, że nie zrozumiało uncertain Jednak chyba za moich czasów to się więcej człowiek w szkole uczył. Owszem było sprawdzanie tabliczki mnożenia, ale też była nauka w szkole własnie wielokrotnego dodawania. Bo dzieciak musi najpierw załapać o co chodzi a dopiero później wkuć.
          • miedzymorze Re: wpadłam na pomysł 07.12.11, 22:03
            Pomysły odłóż na później, najpierw zorganizuj spotkanie pani w obecności dyrekcji.
            Nie ma co czekać

            pozdr,
            mi
            • mamusia1999 Re: wpadłam na pomysł 08.12.11, 10:41
              ja bym ten "pomysl" w ogole skasowala - dzieciak byl w poradni, wg skali ocen jest conajmniej przecietny, po co go testowac jeszcze raz? bo nauczycielka zasiala ziarno niepewnosci?

              trzeba pania zapytac, gdzie konkretnie widzi braki w wiedzy wynikajace z monitowanego przez nia stylu pracy? czego dzieciak nie umie na 3 czyli dostatecznie?
              chodzi na zajecia wyrownawcze do tej samej pani? bo jak nie, jak go widzi ta inna pani?

              dzieciak juz teraz ma swiadomosc, ze jest negatywnie inny i kolejny sprawdzian jeszcze bardziej go w tym utwierdzi. dla niego bedzie wazniejsze, ze "jego" Pani sie dasa, ze mama tez widzi problem, a ze ta trzecia pani powie, ze jest OK ? - smiem twierdzic, ze ten komunikat bedzie za slaby.

              widze tez tendencje, ze autorka chce udowodnic pani, ze jest durna. nawet jesli to prawda, to to nic nie da. bo nie chodzi o ten dowod, tylko o dzieciaka. jedyna sluszna argumentacja: mamy diametralna roznice zdan co do dziecka i jego potrzeb (pani, ze go trzeba spacyfikowac, ja ze zaczac pozytywnie wzmacniac jego wysilki) i trzeba sie posilic pedagogiem/dyrektorem albo nauczycielem z zajec wyrownawczych, o ile to nie ten sam.

              jesli juz mame starsznie korci podpytac ta znajoma nauczycielke to zrobilabym to baaaardzo dyplomatycznie - czyli nieco oklamala synka. sluchaj, wiesz, ze musze na siebie uwazac (o zagrozonej ciazy wie?), jestem przemeczona, dzisiaj kasia odrobi z toba lekcje, moze zreszta lepiej ci to mnozenie wytlumaczy. fuj, ale ze mnie kretacz wink

              • jolecka-22 Re: wpadłam na pomysł 08.12.11, 11:06
                Nie jest moim celem udowadnianie komuś, że jest durny. Nie wiem po prostu jak już dotrzeć do tej kobiety. Podczas każdej rozmowy mam wrażenie, że to ona próbuje zrujnować mój obraz mojego syna. Ja w niego wierzę, zauważam mnóstwo "małych" sukcesów, staram się motywować i pozytywnie nastawiać do szkoły i życia, ale po każdej gadce z tą panią mam wrażenie, że jestem idiotką wpatrzoną we własne dziecko jak w obraz, a tu rośnie mi pod bokiem mała patologia sad
                • mamusia1999 Re: wpadłam na pomysł 08.12.11, 11:59
                  no to usiadz i wg znanych ci faktow zrob diagram slabych i mocnych stron: pionowa os po lewej stronie oznacza 0, potem oceny od 1-5
                  jako oceniane....skills umiesc w kolumnie po lewej stronie osi: koncentracje - wg pani pewnie ndst,. ( IMO dost. skoro jednak czegos sie w tej szkole uczy, pracowitosc, wytrwalosc, dokladnosc) czytanie, wyslawianie sie, rachowanie, logika, kreatywnosc, wiedza ogolna, zachowanie socjalne i co tam jeszcze.
                  kazdy czlowiek ma taki profil slabosci i mocnosci. warto to przyjac do wiadomosci.
                  dla spornych kwestii uzyj 2 kolorow: ja to pomaranczowy, pani to fioletowy

                  wiec niekoniecznie pani chce zrujnowac twoj obraz, po prostu mowicie o roznych rzeczach.

                  i co dalej, zapytaj? pewnie faktem jest, ze dzieciak na dzien dzisiejszy te twarde skills czyli 5 i 4 z przedmiotow wypracowuje sobie przy twojej pomocy w domu. a powinien w szkole. jak to osiagnac? bo najwidoczniej moze sie skoncentrowac i cos sobie wypracowac, tylko jak na razie nie w szkole. moim osobistym zdaniem na obu frontach, nawet jesli ci sie to nie spodoba: ona go w szkole musi przypilnowac ale przede wszytskim CHWALIC za podejmowany wysilek, a jak juz go pare razy pochwali, to ty musisz sie stopniowo wycofac z odrabiania lekcji. wszytskie znaki na niebie i ziemi wskazuja, ze dzieciak potrafi i ze mozesz na niego przeniesc ta odpowiedzialnosc. uwierz mi, ze to buduje.
                  umowcie sie z pania, ze za porzadnie odrobione lekcje bedzie pchwala, za brak...tylko brak pochwaly i koniecznosc odrobienia na nastepny raz. a za spietrzenie brakow musi zostac po lekcjach i odrobic.
                  macie w tej chwili impas i bledne kolo: on w szkole sie troche wylacza ( bo mu pani na to "pozwala", bo nie wierzy, ze potrafi), ale wyrownujesz to z nim ty w domu. musicie obie to koleczko zatrzymac. nauczyciel moze nie dostrzec, ze dziecko jest przy 3 zamiast przy 4 cwiczeniu - no ale juz, ze je kanapke zamiast pracowac widziec musi! 1 z 4 cwiczen (bo pracowal zbyt wolno) jest do odrobienia w domu i wystarczy jako "upomnienie", ale komplet cwiczen z lekcjo do zrobienia w domu oznacza IMO, ze wylaczyl sie kompletnie z toku lekcji i to musi zauwazyc nauczyciel!
                  w klasach 1-3 to u nas sie nawet formalnie tak o tym mowi: tu sie dzeici w polowie ucza czytac, pisac i rachowac, a w polowie ucza sie pracowac.

                  niemniej cala dyskusja w obecnosci osoby trzeciej - nauczyciela rownoleglej, pedagoga etc. bo emocje juz buzuja.

                  • jolecka-22 Re: wpadłam na pomysł 08.12.11, 12:49
                    Dzięki smile Dobrze to opisałaś, błędne koło.
                    Pójdę z mężem do tej babki. Mój mąż jest bardziej opanowany wink
                    Syn nie chce słyszeć o zmianie klasy i trochę go rozumiem, zżył się już z kolegami, a przeniesienie może go tylko utwierdzić w przekonaniu, że jest z nim jakiś problem. Mam nadzieję, że uda mi się jakoś rozwiązać tą sytuację. Jeśli pogadanka w towarzystwie mojego męża nie pomoże, poproszę o rozmowę w obecności pedagoga lub dyrektora.
            • mamusia1999 Re: wpadłam na pomysł 08.12.11, 10:49
              ja bym ten "pomysl" w ogole skasowala - dzieciak byl w poradni, wg skali ocen jest conajmniej przecietny, po co go testowac jeszcze raz? bo nauczycielka zasiala ziarno niepewnosci?

              trzeba pania zapytac, gdzie konkretnie widzi braki w wiedzy wynikajace z monitowanego przez nia stylu pracy? czego dzieciak nie umie na 3 czyli dostatecznie?
              chodzi na zajecia wyrownawcze do tej samej pani? bo jak nie, jak go widzi ta inna pani?

              dzieciak juz teraz ma swiadomosc, ze jest negatywnie inny i kolejny sprawdzian jeszcze bardziej go w tym utwierdzi. dla niego bedzie wazniejsze, ze "jego" Pani sie dasa, ze mama tez widzi problem, a ze ta trzecia pani powie, ze jest OK ? - smiem twierdzic, ze ten komunikat bedzie za slaby.

              widze tez tendencje, ze autorka chce udowodnic pani, ze jest durna. nawet jesli to prawda, to to nic nie da. bo nie chodzi o ten dowod, tylko o dzieciaka. jedyna sluszna argumentacja: mamy diametralna roznice zdan co do dziecka i jego potrzeb (pani, ze go trzeba spacyfikowac, ja ze zaczac pozytywnie wzmacniac jego wysilki) i trzeba sie posilic pedagogiem/dyrektorem albo nauczycielem z zajec wyrownawczych, o ile to nie ten sam.

              jesli juz mame starsznie korci podpytac ta znajoma nauczycielke to zrobilabym to baaaardzo dyplomatycznie - czyli nieco oklamala synka. sluchaj, wiesz, ze musze na siebie uwazac (o zagrozonej ciazy wie?), jestem przemeczona, dzisiaj kasia odrobi z toba lekcje, moze zreszta lepiej ci to mnozenie wytlumaczy. fuj, ale ze mnie kretacz wink

              jest wielu nauczycieli z przemoznym fokusem na styl pracy (staranny, pracowity, wytrwaly, dokladny etc). u nas jest selekcja juz 10latkow i ida dalej: a - do szkoly "glownej" czyli maja po niej 8klas wykszt., b - szkoly "sredniej" po ktorej moga rozpoczac nauke zawodu lub w miare sredniej starac sie o mature i c. od razu ida tokiem maturalnym.
              mam znajomego mlodzienca, ktorego ze wzgledu na styl pracy (roztargniony profesor - tak go nazywali!!!) nauczyciele wysylali do a, ze niby nigdzie indziej sobie ta metoda nie poradzi. na szczescie sa rowniet testy i dzieciak z palcem w pupie zakwalifikowal sie do...c i dobrze sobie tam radzi.
          • mama303 Re: wpadłam na pomysł 07.12.11, 22:10
            jolecka-22 napisała:

            > Dzisiaj młody miał zaznaczone dwa tematy w książkach "Razem w szkole", no wku..
            > wia mnie ten pośpiech przy tak ważnych tematach jak dzielenie i mnożenie sad

            powiem Ci tak: nie ulegaj temu pośpiechowi bo nie warto, w III klasie znowu będzie dzielenie i mnożenie. Te umiejeności nabywa sie nie wkuwaniem tylko czestym ćwiczeniem. Matematyki nie da sie przyśpieszyć podobno szczególnie w wieku 6 czy 7 lat. W klasie mojej córki naprawde wiele dzieci miało problem z mnożeniem i dzieleniem w II klasie, a tylko troje jest młodszych rocznikiem.
    • aka21 Re: oszaleję :( II klasa 08.12.11, 09:19
      Witajsmile Przeczytałam ten watek bo też mam w domu drugoklasistę.
      Ta wasza nauczycielka ma chyba problem z uczeniem dzieci, z podejsciem do maluszków. Nie da się ich "dyscyplinować" złymi ocenami, tak można dziecko do wszystkiego zniechęcić i wbić w kompleksy. W tym wieku trzeba pozytywnie motywować za wszystko! Myślę, ze ten problem dotyczy nie tylko Twojego dziecka! W większym lub mniejszym stopniu pewno wszystkich lub prawie wszystkich. Przeniesienie dziecka do innej klasy lub szkoły chyba nie jest tu najlepszym rozwiazaniem, bo to sygnał dla niego, ze jednak z nim jest coś "nie tak". Moze warto porozmawiać z innymi rodzicami jak wyglada praca ich dzieci, jak dużo musza się w nią angażować rodzice? Jak pani wypowiada się o innych dzieciach? Jak je ocenia? Czy wszystkich "dyscyplinuje"? Wychowawczyni naszego dziecka zawsze o każdym dziecku potrafi powiedzieć coś dobrego i od tego zaczyna, nie piętnuje, nie ma dzieci dobrych i złych, jedne sa lepsze z tego inne z czegoś innego. Są i takie, które problemów na tym poziomie nie mają. W ubiegłym roku (I kl) w listopadzie był konkurs piosenki patriotycznej i ta klasa go wygrała! Czy naprawdę wszystkie dzieci były uzdolnione muzycznie? Umiały grać na perkusji? Śpiewać? Nie! Ale nauczycielka z kazdego wydobyła to co najlepsze i wygralismile! Jej się chce! Chce jej się czytać (rozgryzać) wypracowanie bez spacjiwink pisane drukiem i jeszcze je chwalić za piękną treśćsmile. No przeciez mogła zdyscyplinować i wstawić 1, ona dała 6 i to chyba nie jednąwink.
      Ja bym powaznie porozmawiała z innymi rodzicami i chyba panią pedagog albo dyrekcją i coś z tym zrobiła, póki jeszcze jest czas! Problemem nie jest praca ze zdolnymi dziećmi, problemem jest praca z WSZYSTKIMI dziećmi! A to jest rolą nauczyciela!
    • olena.s Nauka tabliczki mnożenia 08.12.11, 11:46
      U nas dzieci zachęcane są do pracy nad tabliczką mnożenia nie poprzez wkuwanie (nie bywa zadawane do domu) ale gry. Sporo fajnych znajdziecie na stronie multiplication.com. Dzieci się uczą ale bez nudy i uciekania.
      • azjaodkuchni Re: Nauka tabliczki mnożenia 08.12.11, 18:09
        Moje dziecko zaliczyło naukę tabliczki "po polsku" w szkole singapurskiej dobiło do klasy gdy dzieci pisały ciągi liczb... 3,6,9...15...21 i szukały brakujących licz. Szybko odnajdowały a potem pani pytała jak na to wpadały i pokazała, że mnożenie to wielokrotność dodawania. Potem było bardzo, bardzo dużo ćwiczeń i zadań typu Kasia miała 30 jajek w 3 koszyczkach ile było wszystkich jajek?
        Później były zadanie gdzie było 30 koszyczków i po 5 koszyczków w 4 rzędach...
        Na koniec roku tylko jedno dziecko się nie nauczyło mnożyć, ale z nim był dużo bardziej złożony problem.
        Dużo czasu poświęcono na pokazanie, że 3x10 ( łatwo policzyć) bo dodaje się tylko 0 to samo co 5X6 . Moje dziecko miało całą siatkę takich połączeń, ale gdzieś ją wsadziło.
        • myelegans Re: Nauka tabliczki mnożenia 09.12.11, 15:20
          Bedzie off top.

          Podpisze sie pod azja. Nauka tabliczki mnozenia, dzielenia nie musi sie odbywac przez wkuwanie slupkow. Zwlaszcza w dzisiejszym swiecie. Sa programy komputerowe, fiszki, i tez metodologia. Mozna nauke rozciagnac w czasie i efekty sa duzo lepsze, zamiast ZZZ, bo utrwalaja na dlugo. Najpierw wprowadza sie koncept, popierany rozwiazywaniem problemow, dzieci nawet nie wiedza, ze sie ucza i utrwalaja. Po drodze mozna uczyc roznych trickow.
          W jednej ksiazce sa rysunki z rymowankami i obrazkami np. 8x8=64 skate x skate = sticky floor (eight x eight = sixty four). Wiem, wiem po ang. ale po polsku mozna samemu wymyslic. Majac cos do zapamietania np. nazwy wszystkich 12 nerwow twarzowych zawsze pomagalam studentom wymyslajac jakies mnemonics, bo sama tak robilam latami. Osobno oderwanych slow nie zapamietam, nei ma sily, powiazane z czyms jak najbadziej i siedza mi w glowie latami.
          www.fun-with-words.com/mnemonics.html
          www.szybkanauka.mkbe.pl/szybka-nauka-mnemotechniki.html
          Podobnie z nauka zegara, zaczyna sie od przedszkola, bez regulek, bez kucia i jakos tak samo im przychodzi.
          • mama303 Re: Nauka tabliczki mnożenia 10.12.11, 10:10
            myelegans napisała:

            > Bedzie off top.

            To wcale nie jest off top. Popieram, zwłaszcza że każdy ma teraz przy sobie osobisty kalkulator przenośny choćby w telefonie wink
    • gertruda.k Re: oszaleję :( II klasa 10.12.11, 22:38
      Z Twoim dzieckiem jest wszystko o.k. Miałam podobną sytuację, dzieciak przeniesiony do innej szkoły w połowie 2 klasy - najlepsza decyzja w moim i jego życiuwink Niestety w starej szkole pani nie miała pojęcia o podstawie programowej i uczeniu dzieci. W nowej szkole pani bardzo wymagająca ale zdająca sobie sprawę z możliwości dzieci. W starej szkole pani nie przerabiała materiału na lekcjach do dziś nie mam pojęcia co oni tam robili -zaległości i wszystko do zrobienia w domu (właśnie 3 godziny prac domowych). W nowej szkole wszystko zrobione w szkole do domu zadane tylko dodatkowe zadanie utrwalające materiał.
      Szkoda męczyć dziecko! Jeśli syn ma problemy z opanowaniem części materiału nauczyciel powinien wprowadzić program naprawczy.
      1 za brak zadania domowego? Bzdura! Nawet w starszych klasach 4-6 jest to zazwyczaj kropka i dopiero 3 kropki skutkują 1 za braki.
      Przeczytaj koniecznie statut szkoły(powinien być dostępny na stronie internetowej szkoły) tam powinny być zawarte wszystkie szczegóły odnośnie oceniania w klasach 1-3.
      Nie czekaj długo daj sobie czas do końca semestru na ostateczne decyzje.
      Piszesz, że syn jest wrażliwym dzieckiem i dlatego może mieć to fatalny wpływ na jego psychikę.
      • jolecka-22 Re: oszaleję :( II klasa 11.12.11, 09:09
        Dzięki za te słowa smile Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że na początku roku pani wyjechała na cały miesiąc i dzieciaki miały nauczyciela na zastępstwo. Jakoś wtedy zawsze były zrobione zadania na lekcji, a do domu było góra dwa ćwiczenia. Kurcze... wiem, że on sobie poradzi, bo widzę jak pracuje w domu, że się stara itp., ale wkurza mnie takie podejście do klasy.
        • olena.s Re: oszaleję :( II klasa 11.12.11, 10:36
          Słuchaj, masz fatalną nauczycielkę. Dzieciak co dnia przekonuje się na nowo, że jest durną peją, która sobie nie radzi.
          Ja bym zmieniała klasę lub szkołę.
        • gertruda.k Re: oszaleję :( II klasa 11.12.11, 10:49
          Sama widzisz! Pani powinna zmienić pracę. Naprawdę uważam, że najlepiej przenieść dziecko do innej szkoły, bo pani się nie da zmienić. Ja miałam szczęście i trafiliśmy w nowej szkole na wspaniałą nauczycielkę - w klasie 20 osobowej potrafiła zindywidualizować pracę. Wszystko się dobrze skończyło. Wiadomo ,że Twój syn będzie protestował przeciwko zmianie szkoły ale jest to początek szkoły i szybko polubi nową klasę i znajdzie kolegów. Tylko konieczne jest rozeznanie wśród szkół i nauczycieli i dyrekcji, bo ta ma duży wpływ na nauczycieli i ich stosunek do uczniów. Z mojego punktu widzenia najlepszy jest nauczyciel wymagający ale bardzo sprawiedliwy i taki który potrafi zindywidualizować pracę.
          To długie odrabianie lekcji może wynikać ze zniechęcenia- i tak moja praca nie zostanie doceniona.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja