dziecko z ZA, nieporozumienia- przemoc?

11.02.12, 00:06
Zauważyłam, że ostatnio ludzkość coraz bardziej uwrażliwia się na przemoc psychiczną. Czy w takim razie zachowanie dziecka z zesp. Aspergera też już bywa (mylnie!) nazywane przemocą wobec rówieśników? Na przykład, wyobraźmy sobie sytuację, że np. dziewczynka w 6. klasie ciągle do kogoś podchodzi i zagaduje, ale w inny sposób niż ogólnie przyjęty (-chwali się swoimi osiągnięciami -zwraca uwagę, gdy ktoś przeklina lub mówi niegramatycznie - pyta koleżankę: a dlaczego częstujesz cukierkami tylko Basię i Asię? ), ale choć tak naprawdę próbuje nawiązać kontakt, to jej komunikaty są odczytywane negatywnie, ludzie czują się dręczeni lub poniżani. Czy w takich sprawach inne dzieci zwykle "radzą" sobie same (unikają takiej osoby, puszczają jej uwagi mimo uszu, lub- w przypadku jakichś mądrzejszych- zauważają w niej dobre zamiary i chcą się z nią kolegować), czy idą na skargę do nauczyciela? Co nauczyciel robi w takiej sytuacji? Czy może się zdarzyć taki nauczyciel, który takie dziecko od razu z góry będzie przy całej klasie ganić i potępiać, zamiast zrozumieć jego punkt widzenia i jego język, inny od neurotypowych kolegów ? A czy może się nawet zdarzyć, że mimo zaświadczenia o ZA dostarczonego szkole nauczyciel może w ogóle nie zainteresować się, co to takiego i oceniać takie dziecko według tych samych kryteriów co wszystkich?
    • kanna Re: dziecko z ZA, nieporozumienia- przemoc? 11.02.12, 00:21
      Naruszanie granic drugiej osoby postrzegane jest jako przemoc.

      Ale piszesz o szerszym problemie - o tym, ze dziecko z ZA nie czyta zasad postępowania w grupie. Stąd nieadekwatność jego zachowań.
      Przeszkolony nauczyciel to zrozumie i nazwie, więcej - może to nazwać innym dzieciom, żeby one wiedziały, jak reagować.
      Nazwanie rzeczy po imieniu często rozwiązuje problem.

      Czy dziecko jest w terapii?
    • canuck_eh Re: dziecko z ZA, nieporozumienia- przemoc? 11.02.12, 13:04
      Jak nauczyciel doopa i nie reaguje, albo reaguje nie tak jak powinien, o dziecko sie poskarzy w jakis sposob w domu, a jak nie(nie znam problemu wiec prosze mnie nie bic) a w dzienniczku znajdzie sie uwaga to rodzic powinien wybrac sie do nauczyciela i naprostowac syt. skoro sa dostarczone papiery i wyjasnic.Ze dziecko nie robi tego zlosliwie.Moze nawet poprosic o zebranie z rodzicami i dziecmi i samemu wyjasnic zarowno rodzicom i dzieciakom.Skoro pedagog tluk to rodzic wyjasni i wytlumaczy jak postepowac.Dzieci nie sa glupie, jak i m sie powie jak sie zacowac w danych syt, to sie dostosuja.Przynajmniej u moich dzieci w szkole nie ma zadnego problemu.
      • asia_i_p Re: dziecko z ZA, nieporozumienia- przemoc? 20.02.12, 09:48
        Ze d
        > ziecko nie robi tego zlosliwie.
        To trochę zależy od definicji złośliwości. Jeżeli chodzi o to, że nie mówi tego, żeby komuś sprawić przykrość, to prawda. Ale już nie byłabym taka pewna, czy rzeczywiście nie mówi tego, żeby kogoś zdenerwować - czy nie jest to pewna zabawa reakcjami drugiego człowieka. Bez pełnego zrozumienia, co te reakcje oznaczają, bez intencji sprawienia bólu. Przynajmniej w przypadku ucznia, którego na podstawie innych objawów podejrzewałam o ZA tak było - jeżeli wywołał czyjąć gwałtowaną reakcję, miał tendencję do powtarzania podobnych rzeczy tej samej osobie.
        Moim zdaniem inne dzieci się dostosują tylko wtedy, kiedy będą widziały, że dorośli biorą pod uwagę ich uczucia i ich prawa, nie tylko prawa kolegi. Bo samo wyjaśnienie "To nie było złośliwe", w momencie kiedy kogoś urażają w bardzo wrażliwe miejsce, to za mało. U nas tworzyły się schematy - im tłumaczyłam, że mają mówić "Nie chcę o tym rozmawiać", jemu tłumaczyłam, że to sygnał, że rozmowę trzeba skończyć.
    • asia_i_p Re: dziecko z ZA, nieporozumienia- przemoc? 20.02.12, 09:35
      Miałam kiedyś w klasie ucznia, który miał prawdopodobnie niezdiagnozowany ZA. I robił dokładnie to samo. Wobec jednej dziewczyny przez pewien czas uprawiał regularny stalking (chodził za nią po szkole oraz po lekcjach - przypadkowość wykluczona).

      Działałam na dwóch frontach - z nim i z klasą. On miał obsesję dotyczącą prawa ("ale to nie jest prawnie zakazane?") i egzekwowania prawa ("a jaka jest kara za...?"). Tłumaczyłam, że zasad prawnych istnieją zasady społeczne i ustalaliśmy konkretne zachowania "kiedy ktoś mówi, że teraz nie chce rozmawiać, przerywasz rozmowę", "nie rozmawiasz z kolegami o ich stopniach". Klasie z kolei, nie mogąc się odwołać do swoich podejrzeń, tłumaczyłam na inteligencjach wielorakich - że jedni mają słabo rozwiniętą inteligencję matematyczną (to do nich trafiało wink ), a inni społeczną (bez obaw - nie stygmatyzowało go to, bo mówiłam tak dopiero, kiedy mnie informowali, że jest nienormalny i powinien być w szkole specjalnej).

      W sumie więcej uzyskałam od grupy niż od niego - ale grupa widziała, że na niego też usiłuję wpływać i to też, paradoskalnie, skłaniało ich do tolerancji.

      To nie jest taka prosta sprawa, że dziecko z ZA naiwnie i całkowicie niewinnie mówi rzeczy nie do zaakceptowania przez otoczenie. Z moich obserwacji on też potrafił być złośliwy - nie w sensie intencji być może, ale w sensie schematu działania - celowo mówił rzeczy, które innych irytowały, celowo sprawdzał, do jakich granic może się posunąć. I myślę, że nauczyciel nawet rozumiejąc tło takich zachowań, samo zachowanie powinien od czasu do czasu zganić przy klasie - żeby nie stworzyć wrażenia, że uczeń jest wyróżniany, że mu wszystko wolno. Reszcie dzieci dużo łatwiej będzie się zdobyć na tolerancję, jeśli zauważą, że ich prawa też są chronione, że wszystkich obowiązują te same reguły, choć od każdego się je egzekwuje na miarę jego możliwości. Po prostu łatwiej znieść kolejną szpilę od kolegi, jeżeli się widzi, że nikt nie rozkłada rąk ("on już tak ma, on nie ma nic złego na myśli"), tylko próbuje coś z tym robić.

      U nas z częścią osób w klasie chłopak się zintegrował i była tam zdecydowana wzajemna sympatia (choć z pewnym odcieniem pobłażliwości z ich strony, traktowali go jednak jak młodszego brata), z kilkoma udało się utrzymywać wzajemną agresję pod kontrolą - i jakoś to szło. Z tym, że to było liceum, jednak dużo starsi ludzie.

      A co do oceniania - ja bym jednak nie zapominała o jego kontekście społecznym. I mając do wyboru zachowanie wzorowe i etykietkę pupilka pani, któremu wszystko wolno, "a ja już za to miałbym uwagę" albo zachowanie dobre i jaką taką integrację z grupą - wybrałabym to drugie.
      • kanna Re: dziecko z ZA, nieporozumienia- przemoc? 20.02.12, 12:06
        Mądry wpis smile

        Dzieciak z ZA zwykle mają bardzo dobry intelekt, dużo przez "głowę" z nimi można przerobić.

        I to ważne, co napisałaś: jak klasa widzi, ze nie odpuszczasz dzieciakowi, to się bardziej tolerancyjna staje.
        • olena.s Re: dziecko z ZA, nieporozumienia- przemoc? 20.02.12, 13:33
          Zgadzam się, że mądry wpis. Jeżeli ucieknie się od częstej postawy ucieczki (winni są ONI, winny jest ON, MY jesteśmy super) to można sporo wynegocjować.
    • olena.s Re: dziecko z ZA, nieporozumienia- przemoc? 20.02.12, 10:42
      Przemoc to przemoc, nie rozumiem jak ją definiujesz, skoro wydaje ci się, że coś przestaje być przemocą, dlatego, że stosująca ją osoba ma jakieś dysfunkcje?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja