fan.dorin
05.03.12, 20:49
Cześć, trafiłem na to forum, szukając w sieci jakichś informacji o kłopotach w szkole. Znalazłem kilka sensownych wypowiedzi w innych wątkach, może odpowiecie też mnie.
Sytuacja wygląda tak:
Dziewczyna w wieku licealnym nie potrafi nauczyć się niczego na pamięć. Zupełna ściana.
Testy sprawdzające pamięciowe opanowanie materiału zawsze poprawiała i poprawia po kilka razy, bo nie była w stanie się nauczyć. Nauczyciele się wściekają, bo wrażenie jest takie, jakby zupełnie się nie przygotowywała, ale to nieprawda.
Ja też ciosałem jej kołki na głowię, w końcu w pewnym momencie usiadłem nad nią i próbowałem ją przypilnować, bo wymyśliłem sobie, że jak dorosłą prawie dziewczynę (wtedy gimnazjum) będę uczył jak jej małego brata, to się zawstydzi i następnym razem „ogarnie się” sama. Tyle, że po kilku takich akcjach zrozumiałem, że jest jakiś problem, bo ona po prostu… nie wchłania. Ja gdybym powtarzał tyle co ona, to zapamiętałbym na całe życie, a do niej kompletnie nie dociera.
Wzory z matematyki przykleiła sobie do biurka i rozwiązuje zadania z nimi. Nie jest w stanie ich zapamiętać, nawet jak zrobi całą prace domową (kilkadziesiąt przykładów). Poza tym nie ma kłopotów i o ile nauczyciel nie nakryje jej ze ściągą w staniku (zdarzyło się), to zdaje matmę na 4-5.
Zdarza mi się odpytywać ją z historii (skończyłem pokrewny kierunek), jestem w stanie ocenić, że rozumie procesy historyczne, daje sobie radę z opowiadaniem Mówi z sensem, potrafi wskazać przyczynę, skutek, przebieg, ale na datach się zacina, miewa też kłopoty z nazwiskami (królowi było Christian, ale który?). Gdyby mi ktoś powiedział pare lat temu o licealiście, który nie potrafi podać daty bitwy pod Grunwaldem, to miałbym wiele do powiedzenia o debilach, o tym, że brakuje szewców, etc. A teraz jestem bezradny, bo moje dziecko debilem nie jest, a nie potrafi. Jeżeli ma dostęp do Google to napisze dobre wypracowanie na każdy temat. Czyta, ma sporą wiedzę ogólną, zainteresowania, wszyscy moi znajomi mi mówią, jaka mam fajną, bystrą córkę. Ale coś jest z nią nie tak.
Nie radzi sobie z mapą, ma kłopoty z ogarnięciem różnych rzeczy wzrokowo. Poza tym jest prawie chora, jak ma się nauczyć jakichś czasowników nieregularnych na niemiecki albo angielski. Mówi, że woli napisać 100 wypracowań, niż nauczyć się 50 „trójek” czasownikowych.
Wszyscy mówią – to żaden problem, po prostu trzeba przysiąść i się nauczyć. A dla niej to jest właśnie straszny problem, chociaż siedzi i siedzi. Widzę jej frustrację i nie umiem jej pomóc, bo nie rozumiem, o co chodzi? Czy da się ją jakoś usprawnić? Dlaczego tak jest?
Co ciekawsze czasem zaskakuje, potrafi np. podać nakłady największych polskich dzienników i tygodników na podstawie artykułu przeczytanego wiele tygodni wcześniej. Ale powiedzieć dlaczego zapamiętała akurat to, a nie potrafi zapamiętać własnego peselu, nie jest w stanie.