Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły...

11.03.12, 12:53
Jak obecnie podchodzą do tego dzieci, rodzice, nauczyciele?
Dla mnie, gdy byłam dzieckiem, samo usłyszenie od nauczyciela czy pracownika szkoły (a zdarzało się to parę razy): "Wzywam twoją mamę do szkoły" - było karą- oznaczało, że mama przyjdzie, dowie się o moich postępkach i wyciągnie jakieś nieprzyjemne konsekwencje. Potem, gdy zaczęłam pracować jako nauczycielka parę razy musiałam wezwać rodziców co niegrzeczniejszych uczniów i zobaczyłam to od drugiej strony- i nie było to już dla mnie niczym strasznym- po prostu nauczyciel informuje rodzica o złym zachowaniu ucznia, a rodzic opowiada, jak on/a to widzi- jak dziecko zachowuje się w domu, z czego może wynikać złe zachowanie, jak nad nim pracować w szkole, jakie i czy w ogóle rodzic podejmie kroki wychowawcze w domu, lub też ewentualnie- że dziecko przecież jest aniołkiem (tylko pani nauczycielka jest wredna i się czepia). tongue_out Nie wiem tylko, co się dzieje potem w domu takiego ucznia. Moje pytanie jest: jak to współcześnie przeżywają sami uczniowie? Czy nic sobie z tego nie robią (podobno niektórzy uczniowie w mojej szkole potrafili powiedzieć, że n-l może sobie wezwać rodzica, "a mój stary to i tak frajer") ? Czy raczej boją się, co teraz będzie? Czy może rodzice jakoś po takiej rozmowie podejmują jakieś kroki wychowawcze, jakieś kary albo pogadanki umoralniające, albo wizytę u psychologa dziecięcego (może uczeń wymaga diagnozy Aspergera, ADHD, a dopiero nauczyciel zwrócił na to uwagę?)
    • scher Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 11.03.12, 17:31
      To zależy, jak nauczyciel do tego podejdzie. Uczeń powinien rozmowę z rodzicami potraktować jako ostatnie ostrzeżenie. Powinien wiedzieć, że jeżeli po tej rozmowie zachowanie nie ulegnie poprawie, to ma przerąbane.

      Wg mnie zasada jest prosta: albo uczeń dostosowuje się do moich wymagań (również tych dotyczących zachowania na lekcjach), albo nie zdaje do następnej klasy.

      Z wyregulowaniem tej prostej zależności problem mają tylko szkoły opanowane przez lewaków. Czyli niestety dzisiaj większość polskich szkół.
      • verdana Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 11.03.12, 17:37
        I zalezy, czy rodzić zgadza sie z zarzutami nauczyciela. Mnie wzywano i wtedy, gdy się zgadzałam (nauczycielka musiała mnie mitygować mówiąc "nie, nie , to dobre dziecko, ja sobie z tym poradze, tylko proszę, niech pani go nie karze!!!") i w takich przypadkach, gdzie twardo mówilam, zę zgadzam sie z dzieckiem. I wtsdy dziecku w domu mówiam to samo - ze miało rację, albo, ze zarzuty nauczyciela sa absurdalne.
        Mam nadzieje, że dostosowanie sie do wymagań typu "cała klasa poniża ucznia na żądanie nauczycielki" nigdy i nigdzie nie będzie warunkiem zdania do następnej klasy.
        • scher Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 11.03.12, 22:14
          Nie miałem na myśli wymagań typu "wsadź palca do ognia albo nie zdasz do następnej klasy". Myślałem, że to oczywiste.
          • jakw Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 14.03.12, 06:31
            scher napisał:

            > Nie miałem na myśli wymagań typu "wsadź palca do ognia albo nie zdasz do następ
            > nej klasy". Myślałem, że to oczywiste.
            Nie jest to oczywiste. Zakładasz , że wszyscy nauczyciele zawsze mają rację.
      • marika012 Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 13.03.12, 20:31
        > Wg mnie zasada jest prosta: albo uczeń dostosowuje się do moich wymagań (równie
        > ż tych dotyczących zachowania na lekcjach), albo nie zdaje do następnej klasy.

        Następna zakompleksiona, przewrażliwiona na swoim punkcie nauczycieleczka.
        Masz dzieciakom, które Ci powierzono, pomagać w ich rozwoju a nie urabiać je na bezwolną, bezmyślną masę.
        • duch_mariana Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 14.03.12, 20:54
          Nie o to tu chodzi. Ja wiem że nauczyciele często przesadzają i potrafią się czepić zupełnie normalnego stroju, albo są niespełnionymi wojskowymi, mają skostniałe umysły nie pasujące do aktualnej rzeczywistości, albo są zwykłymi miernotami, które chcą doczekać emerytury. Przerabianie uczniów na bezkształtną szarą masę to oczywiście główny cel systemu edukacji i tylko uczeń sprawiający pewne kłopoty wychowawcze jest w stanie pozostać sobą. Tu jednak chodzi o to, aby to pozostanie sobą nie wyrażało się poprzez postawę olewającą wobec nauczycieli, poprzez przeklinanie na lekcjach i dezorganizowanie zajęć, ani też poprzez zachowania bandyckie. Jeżeli rodzice nie potrafią małolata wychować, musi to zrobić szkoła. Dla jego własnego dobra. W życiu pozaszkolnym postawą olewającą niczego się nie załatwi zgodnie z zasadą, że jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, za dezorganizowanie czegokolwiek i zakłócanie porządku wylatuje się na zbity pysk, czasem w towarzystwie ochroniarza lub policji, a za bandyterkę idzie się do pierdla. Niech taki łepek, co rzuca ogryzkiem w nauczyciela idzie do pubu i spróbuje rzucić czymś w barmana. Będzie miał farta jak tylko wyleci na kopach na ulicę.
          Druga sprawa to to, że ciężko jest pomagać w rozwoju komuś, kto tego nie chce, a pomaganie tych, którzy chcą się rozwijać jest niemożliwe, bo ci co nie chcą skutecznie to uniemożliwiają. Jak nauczyciel nie będzie miał możliwości skutecznego radzenia sobie z jednostkami chamskimi, tępymi i zdemoralizowanymi, to uderza to bezpośrednio w moje dziecko, które de facto na tym traci. Uwierz mi, że nie każdy musi mieć maturę, ukończone liceum, gimnazjum, czy nawet podstawówkę. Przez takie sztuczne przepychanie przez system edukacji, wartość dyplomu magistra znacznie zmalała, a wykształcenie średnie nie znaczy już nic i doprowadziło to do patologii typu wymóg wykształcenia wyższego do pracy, którą może spokojnie wykonywać człowiek po gimnazjum, a magistrowie zmywają gary w Irlandii, bo w Polsce tyle nie zarobią.
      • shosanna.dreyfus Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 13.03.12, 20:51

        > Wg mnie zasada jest prosta: albo uczeń dostosowuje się do moich wymagań (równie
        > ż tych dotyczących zachowania na lekcjach),
        albo nie zdaje do następnej klasy.

        Krótko mówiąc, aby to zrobić, stawiasz oceny z zachowania w miejscu, gdzie powinny stać oceny za wiedzę, czym łamiesz prawo.
        • olena.s Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 13.03.12, 21:56
          U nas uczeń mocno podpadnięty a) zostaje zawieszony szkolnie, tzn. chodzi do szkoły, ale zamiast do klasy wędruje do dyrektora i tam pobiera nauki, a jezeli jest podpadnięty jeszcze bardziej to może b) zostać zawieszony pozaszkolnie, co oznacza, że do szkoły nie ma wstępu, plus ewentualnie musi zdać egzamin dowodzący, że mimo absencji przerobił program. Podobno (ale to oddziecięca plotka) jedna uczennica właśnie dobywa dwumiesięcznego zawieszenia pozaszkolnego za pokazanie tak zwanego faka nauczycielce.
          • shosanna.dreyfus Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 13.03.12, 23:30
            mniej więcej stała ścieżka:
            1. rozmowa/y z wychowawcą
            2. rozmowa/y z dyrektorem
            3. rozmowa/y z wychowawcą, dyrektorem i rodzicami. Włączenie pedagoga, pomocy z zewnątrz, jeśli okazuje się, że jest taka potrzeba.
            4. spisanie kontraktu z możliwym zapisem o relegowaniu ze szkoły (w skrajnych przypadkach), obniżeniem oceny lub zastosowaniem innych sankcji. Kontrakt sformułowany tak, by był a. możliwy do spełnienia, b. czytelny (jasne kryteria), c. niepodważalny
            5. relegowanie ze szkoły (rzadkość, na ogół wystarcza kontrakt)
            na każdym etapie pedagog szkolny.
            w przypadku ucznia mającego/sprawiającego kłopoty tutor, osoba, która się zajmuje osobnikiem (rozmowy, rozliczanie z pracy, ktoś, z kim uczeń się dogaduje i ma dobry lub w miarę dobry kontakt). Czasem "tutor ukryty" tzn uczeń nie wie, że dana osoba czuwa nad nim. Tutor współpracuje w wychowawcą. Bardzo częste rozwiązanie.
        • scher Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 13.03.12, 22:55
          shosanna.dreyfus napisała:

          > Krótko mówiąc, aby to zrobić, stawiasz oceny z zachowania w miejscu, gdzie powinny stać
          > oceny za wiedzę

          A kto ci powiedział, że zachowanie ucznia nie ma wpływu na ocenę? Znasz na to przepis, czy ci się tylko wydaje?

          Analogicznie ty czy ja. Jak pójdziesz na egzamin na prawo jazdy i zaczniesz od pokazania faka egzaminatorowi, to zgadnij - zdasz czy nie zdasz?

          Polska szkoła jest dzisiaj jedyną znaną mi przestrzenią społeczną, gdzie wmawia się dzieciom, że mogą mieć poprawne relacje z człowiekiem (tu: nauczycielem), którego obrażają albo demonstracyjnie lekceważą. To jakiś wychowawczy absurd.
          • shosanna.dreyfus Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 13.03.12, 23:19
            > A kto ci powiedział, że zachowanie ucznia nie ma wpływu na ocenę? Znasz na to p
            > rzepis, czy ci się tylko wydaje?
            >
            Mnie to mówi WSO, tobie powinien dyrektor lub kurator

            > Analogicznie ty czy ja. Jak pójdziesz na egzamin na prawo jazdy i zaczniesz od
            > pokazania faka egzaminatorowi, to zgadnij - zdasz czy nie zdasz?
            Nie analogicznie, nauczyciela znasz i jeśli pokazujesz mu faka, to znaczy, że coś nie tak dzieje się z klasą i nauczycielem.
            • scher Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 13.03.12, 23:33
              shosanna.dreyfus napisała:

              > > A kto ci powiedział, że zachowanie ucznia nie ma wpływu na ocenę? Znasz na to przepis,
              > czy ci się tylko wydaje?
              > Mnie to mówi WSO

              WSA nie jest źródłem prawa. Źródłem prawa jest natomiast rozporządzenie z dnia 30 kwietnia 2007 roku w sprawie oceniania. Znajdź w rozporządzeniu taki przepis, to mnie przekonasz.
              • shosanna.dreyfus Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 14.03.12, 00:06
                > WSA nie jest źródłem prawa.
                WS-a (odmiana jak EFTA, lub WSO nieodmienne jak CEO, WHO)
                Owszem, są, prawa szkolnego. Nie mogą stać w sprzeczności z ustawami, ale są głównym dokumentem, który reguluje życie szkoły, ustala system oceniania w szkole. Są też pierwszym dokumentem, do którego mogą się odwoływać nauczyciele, rodzice i uczniowie.
                Wszelkie rozporządzenia znajdziesz na stronie MEN, nie zrobię ci tej przyjemności i nie poświęcę nocy na czytanie dokumentów, by ci coś udowodnić. I nie, rozporządzenie, na które się powołujesz, nie jest jedynym źródłem prawa.
                W razie wątpliwości możesz wysłać zapytanie do kuratorium oraz do IBE, który na bieżąco monitoruje jakość edukacji w Polsce.
                Gdybyś natomiast chciała poczytać o różnych sposobach oceniania, polecam ci CEO, gdzie znajdziesz sporo informacji na temat oceniania kształtującego.
                • scher Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 14.03.12, 08:08
                  shosanna.dreyfus napisała:

                  > > WSA nie jest źródłem prawa.
                  > WS-a (odmiana jak EFTA

                  Serio? To to można odmieniać? Nie widziałem, że moja literówka sprowokuje cię do takich wniosków wink

                  > Owszem, są, prawa szkolnego.

                  Słuchaj, bez obrazy, ale w merytorycznej dyskusji muszę ci to napisać.
                  Nie masz pojęcia o teorii prawa szkolnego. Bazujesz na szczątkowej wiedzy o brzmieniu przepisów, jakie wyniosłaś ze szkoleń dla nauczycieli. Sądząc po tym, co wypisujesz, ani jedno nie było prowadzone przez prawnika.

                  To że zachowanie ucznia rzekomo nie może mieć wpływu na jego ocenę przedmiotową, to znany mit oświatowy, rozpowszechniany niestety przez wizytatorów. Wziął się najprawdopodobniej z przekręcenia treści par. 15 ust. 7 rozp. z dnia 30 kwietnia 2007 r.

                  cyt. Ocena klasyfikacyjna zachowania nie ma wpływu na:
                  1) oceny klasyfikacyjne z zajęć edukacyjnych; [...]

                  Ocena klasyfikacyjna => na ocenę klasyfikacyjną, nie zaś zachowanie => na ocenę z zajęć edukacyjnych.
                  Do tego przepis dotyczy ocen klasyfikacyjnych, a nie bieżących. W ocenianiu bieżącym nauczyciel jest zupełnie autonomiczny i niezawisły - choć nie jest to oczywiście niezawisłość rozumiana jako niezależność od wiedzy pedagogicznej i zdrowego rozsądku.

                  To jest oczywiste, że zachowanie ucznia musi mieć wpływ na ocenę z zajęć edukacyjnych. Nie dość, że oceniam postawę ucznia, jego pilność i stosunek do przedmiotu, to jeszcze mogę mieć określone wymagania, jeśli chodzi o warunki wstępne dopuszczenia go w ogóle do odpowiedzi.

                  Najprostszy przykład: wymagam wyjęcia rąk z kieszeni.
                  - Masz, uczniu, szansę na zaprezentowanie swojej wiedzy, jeżeli wyjmiesz ręce z kieszeni.
                  Gdy uczeń rąk z kieszeni nie wyjmie, ocena tej sytuacji dydaktycznej w pełni należy do mnie jako do nauczyciela. Jestem zupełnie na prawie, gdy ocenię, że uczeń nie wyjmując rąk z kieszeni, stosuje po prostu tanią sztuczkę, gdyż nie nauczył się i wiedzy nie posiada. Zanim wpiszę jedynkę do dziennika (a będzie to jedynka w zupełności za moją ocenę jego stanu wiedzy i umiejętności, bo za bezczelność, czyli za zachowanie, ukarzę jeszcze ucznia dodatkowo, innymi metodami), uczeń ma jeszcze szansę zreflektować się: wyjąć ręce z kieszeni i udowodnić mi, że umie. Wtedy jedynki nie dostanie (choć karę wychowawczą za wcześniejszą zuchwałość - owszem).

                  Pamiętaj: to uczeń musi udowodnić mnie, że umie, nie zaś ja muszę udowodnić uczniowi, że nie umie. Uczeń nie udowodni - jedynka.

                  Pamiętaj też: do sprawdzianu wiedzy i umiejętności (także ustnego) uczeń ma obowiązek przystąpić w czasie przeze mnie określonym i na warunkach przeze mnie określonych. Czyli gdy każę usiąść, wyjąć kartkę i podpisać, to ma to zrobić. Gdy każę wstać i wyjąć ręce z kieszeni, to ma to zrobić. Jest to warunek sine qua non.
                  Ja jestem nauczycielem, ja ustalam zasady i ja oceniam stopień ich respektowania.

                  Kolejna ważna rzecz, której nie wiesz o prawie szkolnym:
                  Ocena jest opinią nauczyciela o uczniu, nie aktem administracyjnym, od którego treści przysługuje odwołanie. Odwołanie przysługuje ewentualnie od procedur ustalania ocen, nie od ich treści (porównaj zasady dotyczące egzaminów zewnętrznych).

                  Zasady "zachowanie ucznia nie może mieć wpływu na ocenę" zwyczajnie nie wolno wpisać do żadnego przepisu prawa, gdyż dotyczy ona merytorycznej treści oceny, nie zaś procedur jej ustalania. Procedura jest taka: oceny bieżące z zajęć edukacyjnym ustala nauczyciel prowadzący te zajęcia - i tu została dochowana. Natomiast uznanie, że uczeń ma wiedzę, czy że jej nie ma, należy wyłącznie do mnie jako nauczyciela i jestem w tej decyzji w pełni autonomiczny. Kiedy na podstawie zachowania ucznia (w pewnych okolicznościach oczywiście) uznam, że uczeń wiedzy nie posiada, wpisuję jedynkę i wbrew mojej woli nikt, nawet dyrektor szkoły i kurator oświaty, nie ma prawa jej unieważnić. Bo to dopiero byłoby naruszeniem procedur ustalania ocen bieżących, gdyby ocenę ustalił ktoś inny niż nauczyciel przedmiotu.

                  Ufasz statutowi swojej szkoły, bo wmówiono ci na szkoleniach, że to ogromnie ważny dokument. Taki nabożny stosunek do statutu występuje właściwie w każdej szkole. Nauczyciele niestety mają nikłe pojęcie o prawie i modlą się do statutu, czując się zwolnieni z obowiązku poznania aktów prawa wyższego rzędu, w tym wypadku rozporządzenia o ocenianiu, oraz z obowiązku poddawania zapisów statutowych krytycznej refleksji. Głosowanie członków rady pedagogicznej nad przyjęciem statutu przypomina najczęściej jakąś parodię procedur kolegialnego podejmowania decyzji. Nie ma merytorycznej dyskusji, Przegłosowuje się, co dyrektor (albo wyznaczony przezeń zespół) każe, no bo "skoro dyrektor mówi, że coś ma w statucie być, to widać musi być".

                  Tymczasem (wybacz, ale niestety nie umiem przełożyć tego z języka prawniczego, jeżeli mam być precyzyjny):

                  1. Statut szkoły nie jest aktem prawa powszechnie obowiązującego, jest tylko aktem prawa wewnątrzzakładowego - z czego wynikają dużo poważniejsze wnioski, niż myślisz;

                  2. Do statutu szkoły nie wolno wpisywać wszystkiego, co komu przyjdzie do głowy (choć przyznaję, że ta błędna praktyka występuje w większości szkół). Żaden akt prawny, nawet prawa wewnątrzzakładowego, nie tylko nie może być sprzeczny z aktami prawa wyższego rzędu, ale też nie może regulować kwestii wykraczających poza delegację (ramy, powiedzmy) określoną w przepisach wyższego rzędu.
                  Jeśli chodzi o ocenianie, w statucie wolno tylko rozwijać kwestie ramowo nakreślone w rozporządzeniu, nie można natomiast tworzyć sobie nowych, dowolnych zasad dotyczących oceniania. W szczególności nie wolno tworzyć statutowych zasad dotyczących treści oceny, bo nawet nie wolno tego ministrowi w rozporządzeniu. Zauważ (gdy już wreszcie przeczytasz rozporządzenie), że żaden jego paragraf nie dotyczy treści ocen - bo to jest autonomiczna kompetencja nauczyciela.

                  Podobnie nie wolno w statucie określać zasad typu: jeżeli podczas ustalania oceny uczeń siedzi przodem do Mekki, ocena ustalona dla ucznia nie może być niższa niż ocena dostateczna (przejaskrawiam dla lepszego zrozumienia zasad rządzących tworzeniem prawa), bo do określenia takiej zasady nie upoważnia rady pedagogicznej (to ten organ uchwala statut szkoły, a rady szkół to zjawisko statystycznie pomijalne) żaden przepis ustawy czy rozporządzenia.

                  Reasumując jeżeli w statucie rzeczywiście macie zapis, że zachowanie ucznia nie może mieć wpływu na bieżącą ocenę z przedmiotu, to jest to zapis bezprawnie ograniczający ustawową autonomię nauczyciela w procesie ustalania treści ocen przedmiotowych.
          • jakw Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 14.03.12, 06:33
            Hm, a co wtedy gdy ten fake będzie po odpowiedzi - na dokładkę dobrej?
            • scher Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 14.03.12, 21:36
              jakw napisała:

              > Hm, a co wtedy gdy ten fake będzie po odpowiedzi - na dokładkę dobrej?

              To powinienem zdać. A potem powinienem dostać w ryj.
    • shosanna.dreyfus Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 13.03.12, 21:13
      > Dla mnie, gdy byłam dzieckiem, samo usłyszenie od nauczyciela czy pracownika sz
      > koły (a zdarzało się to parę razy): "Wzywam twoją mamę do szkoły"

      Cóż, u nas to chyba na nikogo tak nie działa smile
      Szkoła jest w stałym kontakcie z rodzicami, mejlowym i przez dzienniczek internetowy (oczywiście tymi rodzicami, którzy chcą, jest też spore grono, które przez trzy lata nie ujawnia się w ogóle), więc rodzice są na bieżąco w kwestii sukcesów i kłopotów dzieci. Na ogół tych rozmów jest tak dużo, że nikt chyba tego nie odbiera jak karę, są... no właśnie, po prostu rozmowami. Zapraszani do szkoły są na ogół wtedy, gdy trzeba dłużej pogadać lub coś konkretnego ustalić, albo przychodzą, gdy sami chcą porozmawiać.

      Moje pytanie jest: jak to współcześnie przeżywają sami u
      > czniowie?
      Chyba zależy od układów w domu.

      Czy może rodzice jakoś po
      > takiej rozmowie podejmują jakieś kroki wychowawcze?
      W większości tak, ale zawsze jest duża grupa rodziców, która nie robi nic. Często dlatego, że uważa, że nauczyciele nie mają racji lub wypiera problem np. on wcale się nie jąka, tylko tak ma lub Krzyś, o nie, Krzyś na pewno nie pije i nie bierze narkotyków. Spytałam i powiedział, że nie. Są też tacy, którzy obiecują, zgadzają się na coś i potem tego nie robią, np. miesiącami nie idą z dzieckiem do poradni.
    • ewa_mama_jasia Re: Gdy nauczyciel wzywa rodzica do szkoły... 14.03.12, 11:22
      Kiedy byłam dzieckiem, rodzic był wzywany przez nauczyciela w wyjątkowych przypadkach, głównie związanych z tym, że coś bardzo złego się wydarzyło: dziecko pobiło rówieśnika, spowodowało szkodę w szkole i trzeba ją zrekompensować, diametralnie się nie uczy i jest pilne zagrożenie "oblaniem", rodzice nie przychodza na zebrania i nie dają znać że dziecko ich obchodzi itp. Generalnie coś, czego się nie da przetrzymać do kolejnego zebrania z rodzicami. Dlatego była to kara, bo wzywani byli rodzice największych urwisów. Od września do nauczycielki syna w zerówce byłam wzywana dwa razy, powód: dziecko się kręci, często wychodzi do toalety, gada, chwilami się zawiesza. Czyli wzywa się "ot tak", czyli dziecko tego moze nie odebrać jako kary.
Pełna wersja