kasiamel
15.03.12, 16:40
Byłam w naszym szkolnym sklepiku przy okazji płacenia za obiady i się przeraziłam. W asortymencie tylko słodycze, coca- cola, chipsy. Porozmawiałam z moim rozsądnym pierwszoklasistą, że nie będzie kupował sobie słodyczy w sklepiku (nie daję mu pieniędzy do szkoły). Przyjął to

Umówiłam się z nim, że słodyczy mu nie zabraniam, codziennie zresztą coś słodkiego w domu je (w niedużych ilościach, chipsy od święta również jadamy), czasem dostaje coś słodkiego do szkoły, typu guma, kilka ciastek. Mam nad tym kontrolę. Ale znalazły się w klasie bardzo miłe koleżanki, które "stawiają" mojemu dziecku słodycze ze sklepiku. Syn twierdzi, że odmawia, pozwoliłam mu się poczęstować, ale nie chcę, żeby ktoś sponsorował mu cokolwiek. Poprosiłam mamę jednej z tych koleżanek, żeby porozmawiała ze swoją córką, ze to miło z jej strony, ze chce się dzielić, ale syn ma zakaz jedzenia czegokolwiek ze sklepiku. To nie wina tej koleżanki, miała dobre intencje.
Powiedzcie, jak egzekwujecie takie ustalenia z dzieckiem, zakazy? Mój twierdzi, że mnie rozumie, wierzę, że odmawia, ale widzę, że jednocześnie też by chciał, tak jak inne dzieci korzystać ze sklepiku, a tu matka się uwzięła i zakazała.