Pierwszak i sklepik szkolny

15.03.12, 16:40
Byłam w naszym szkolnym sklepiku przy okazji płacenia za obiady i się przeraziłam. W asortymencie tylko słodycze, coca- cola, chipsy. Porozmawiałam z moim rozsądnym pierwszoklasistą, że nie będzie kupował sobie słodyczy w sklepiku (nie daję mu pieniędzy do szkoły). Przyjął tosmile Umówiłam się z nim, że słodyczy mu nie zabraniam, codziennie zresztą coś słodkiego w domu je (w niedużych ilościach, chipsy od święta również jadamy), czasem dostaje coś słodkiego do szkoły, typu guma, kilka ciastek. Mam nad tym kontrolę. Ale znalazły się w klasie bardzo miłe koleżanki, które "stawiają" mojemu dziecku słodycze ze sklepiku. Syn twierdzi, że odmawia, pozwoliłam mu się poczęstować, ale nie chcę, żeby ktoś sponsorował mu cokolwiek. Poprosiłam mamę jednej z tych koleżanek, żeby porozmawiała ze swoją córką, ze to miło z jej strony, ze chce się dzielić, ale syn ma zakaz jedzenia czegokolwiek ze sklepiku. To nie wina tej koleżanki, miała dobre intencje.
Powiedzcie, jak egzekwujecie takie ustalenia z dzieckiem, zakazy? Mój twierdzi, że mnie rozumie, wierzę, że odmawia, ale widzę, że jednocześnie też by chciał, tak jak inne dzieci korzystać ze sklepiku, a tu matka się uwzięła i zakazała.
    • morekac Re: Pierwszak i sklepik szkolny 15.03.12, 17:02
      Cóż, kiedy moje panny zaczęły chodzić do szkoły, w sklepiku szkolnym nie było (i nie ma nadal) coca-coli i chipsów - z założenia ich sklepik szkolny nie prowadzi napojów gazowanych i czipsów oraz niektórych słodyczy. Są kanapki, owoce, drożdżówki, jogurty i woda. Może jednak warto zawalczyć o trochę zdrowszy asortyment w sklepiku?
      • mama_amelii Re: Pierwszak i sklepik szkolny 15.03.12, 17:05
        Ja już się tego boję.Córka na dniach otwartych zobaczyła maszynę z batonikami i jak ktoś się zapyta jak było to mówi tylko o tej maszyniesadW sklepiku widziałam przeróżne rodzaje pączków,zapiekanek,niebiesko-różowych napojów,chipsów brrr
        Nie wiem,czy będe w stanie jej zaufać nawet jeśli nie dam kasy.Zawsze znajdzie się dobra dusza,która się podzieli.
        • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 15.03.12, 17:48
          mama_amelii napisała:

          > Ja już się tego boję.Córka na dniach otwartych zobaczyła maszynę z batonikami i
          > jak ktoś się zapyta jak było to mówi tylko o tej maszyniesadW sklepiku widziała
          > m przeróżne rodzaje pączków,zapiekanek,niebiesko-różowych napojów,chipsów brrr
          > Nie wiem,czy będe w stanie jej zaufać nawet jeśli nie dam kasy.Zawsze znajdzie
          > się dobra dusza,która się podzieli.

          U nas był zakaz noszenia kasy przez dzieci. Wszyscy rodzice z radoscia respektowali ten układ.
        • angazetka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 15.03.12, 19:33
          I od tego podzielenia się co się strasznego stanie?
          • jakw Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 21:44
            angazetka napisała:

            > I od tego podzielenia się co się strasznego stanie?
            że każde dziecko zje odpowiednio mniejszą część paskudztwa zakupionego przez fundatora?
    • budzik11 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 15.03.12, 17:49
      kasiamel napisała:

      > Powiedzcie, jak egzekwujecie takie ustalenia z dzieckiem, zakazy?

      No egzekwować za bardzo się nie da, nie chodzę z dzieckiem do szkoły i nie wyciągam mu z gardła wink

      Mój twierdzi,
      > że mnie rozumie, wierzę, że odmawia,

      U mnie tak samo. Wierzę, że odmawia i tego się trzymam, jeśli raz na jakiś czas czymś tam się poczęstuje (przyznaje się), to nie robię z tego tragedii. Często koleżanka częstuje moją córkę gumą, ale to bezcukrowy orbit, więc nic złego.

      ale widzę, że jednocześnie też by chciał
      > , tak jak inne dzieci korzystać ze sklepiku, a tu matka się uwzięła i zakazała.
      >

      No trudno, ja tez bym wiele rzeczy chciała, ale zasady są jasne.
    • kasiamel Re: Pierwszak i sklepik szkolny 15.03.12, 18:50
      Myślałam, żeby zawalczyć o inny asortyment w sklepiku, ale obawiam się, ze to nie przejdzie. Pomyślałam, czy by nie spytać panią dyrektor czy wie, jakie rzeczy sprzedawane są w sklepiku. Nie mam nic przeciwko słodyczom, ale żelki, gumy rozpuszczalne na sztuki, po 50- 60 groszy, jakieś wafelki o kształtach fallicznych- sorki za szczegóły, w sklepiku- no- nie zgadzam się. Zwłaszcza gdy w drodze do szkoły spotkaliśmy rok starszego kolegę z butelką napoju energetyzującego. Był tak nabuzowany, że zastanawiałam się, czy nauczyciel byłby w stanie utrzymać go w ryzach na lekcjach.
      No cóż, po prostu wierzę dziecku i trzymam się swojego, Dziękismile
      • lejdi111 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 15.03.12, 19:06
        u nas w sklepiku też masakra. Wspomniana przez Ciebie cola, chipsy a do tego jeszcze jakieś kwaśne żele czy pierdoły farbujące jamę ustną z całą masą konserwantów. Dziwię się, że dyrekcja wyraża zgodę na handlowanie takim towarem.
      • morekac Re: Pierwszak i sklepik szkolny 15.03.12, 20:14
        Cóż, u nas się dało. Spróbować zawsze można. Chyba nauczycielom też będzie wygodniej, jak będą mieli dzieci opite wodą, a nie napojem energetyzującym?
        Poza tym: pamiętam, jak bardzo młodsza córka uwielbiała odprowadzać starszą do szkoły, bo mogła sobie od czasu do czasu coś w tym sklepiku kupić. Do dzisiaj mam wrażenie, że to chodziło o to kupowanie. wink
        Może ustal z synem, co może kupować w sklepiku i dawaj mu raz w tygodniu jakieś drobniaki na coś tam.
        • verdana Re: Pierwszak i sklepik szkolny 15.03.12, 23:12
          Jak uczynic sklepik szkolny i badziewie tam sprzedawane niespełnionym marzeniem? Nie pozwalać nigdy niczego w nim kuppować. Lepisze dziecko opchane raz w tygodniu byle czym, niż dziecko, które o tym marzy, traktując dorwanie się do ohydnych żelków jako nieosiągalny cel. W ten sposób najłatwiej wychować dziecko, ktore w pierwszym momencie wolnosci, a ta nadejdzie, bedzie wydawało wszystko co ma na chipsy z colą.
          Tak naprawdę, ze wszystkich sił walczylabym z asortymentem sklepiku, ale raz w tygodniu dała dziecku pare groszy na byle co. Jedyna szansa, aby nie uczynić z najmniej zdrowych rzeczy wymarzonego zakazanego owocu.
          No i szansa, ze dziecko nie będzie kłamać.
          • mamusia1999 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 16.03.12, 08:53
            ja bym tez walczyla o zmiane asortymentu. niekoniecznie na warzywa i chudy jogurt bez laktozy wink
            ale sa slodycze i slodycze, sa zelki w jakosci "bio" robione z soku owocowego, guma do zucia bez cukru, batoniki z müsli, i sok jablkowy pol na pol z mineralna (smakuje jak lemoniada). oczywiscie nie jest jak w reklamie, ze to jest "zdrowa" zywnosc, ale jak juz ma byc slodko i fun z kupowania, to lepiej taki...mniej szkodliwy...niz kompletne badziewie. no i musi byc realny wybor, jogurt, salatka owocowa, slone krakersy (ok, tez za tluste, ale moglyby byc pelnoziarniste)

            mam tez interesujace doniesienie: raz w miesiacu u nas w szkole (pozbawionej sklepiku i okolicznego handlu) ktoras z klas sprzedaje ciasto, i to oczy jest atarkcja. ktos kiedys odwazyl sie na eksperyment i polowe ciast zastapil bulkami z szynka, muffinami na slono etc. I ROBIA FURORE!

            w szkole Mlodej, ze stolowka, sprzedaz "slonych" zestawow sniadaniowych funkcjonuje na codzien i moja cieszy sie bardzo, jak jej zamiast kanapki&co wetkne pieniadze.

            a co do "niespelnionych marzen". w wiekszosci populacji podejscie verdany sie sprawdza, dziecko ktoremu wolno, nie pragnie az tak bardzo. i to nie tylko slodyczy.
            ale sa niestety dzieci z ...pewna nadwrazliwoscia na cukier, jeden cukierek wywoluje taki skok insuliny, ze zaraz za nim nastepuje glod cukru. sama tak mam, w odroznieniu od mojej kolzeanki po dwoch kosteczkach czekolady moglabym zezrec cala tabliczke, a ona jest zaspokojona i wrecz "zeslodzona".
            ale i tak nie widze alternatywy, najgorszy model to dziecko spragnione slodyczy i nadwrazliwe na cukier.

      • jakw Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 21:43
        kasiamel napisała:

        > Zwłaszcza gdy w drodze
        > do szkoły spotkaliśmy rok starszego kolegę z butelką napoju energetyzującego.
        I co - ten napój był ze szkolnego sklepiku?
    • mama-ola Re: Pierwszak i sklepik szkolny 16.03.12, 09:25
      Kiedyś muszę zrobić zdjęcie, jak to wygląda w szkole mojego dziecka. Wyobraźcie sobie sklepik szkolny z całym tym badziewiem (popcorn, chipsy, słodycze), a obok korkowa tablica z hasłem "Jedz zdrowo, smacznie, kolorowo" (czy jakoś tak) i jakieś owocki narysowane, ryby, warzywa. Pod ścianą ławka, na której nie raz widziałam dzieci jedzące chipsy albo chrupki. Jest to o 7.15, więc raczej pierwsze śniadanie.
      W programie dla klasy I jest tematyka zdrowego jedzenia i myślę, że dzieci w tym względzie byłoby najłatwiej wyedukować, ale dorośli wszystko psują.
      W mojej klasie też. Jestem w trójce klasowej i zaofiarowałam się, że zrobię zakupy na pasowanie. Kupiłam soki 100%, wodę mineralną, chrupki bez soli, do tego różne owoce i w miarę porządne ciastka, plus upiekłam własne ciasto. Przywiozłam to do szkoły dzień wcześniej i przypuszczam, że to sama nauczycielka zawiadomiła inne mamy, że kiepskie zakupy zrobiłam. Na pasowaniu pojawiły się prażynki i chipsy i inne takie kupione przez inne mamy. I te inne mamy podeszły do mnie po pasowaniu i delikatnie się zaczęły tłumaczyć, że dzieci lubią, że proszę zobaczyć, jak prażynki chętnie schodzą, że tamto to chyba za mało było...
      No przy takiej postawie dorosłych, to nawiedzone mamy niewiele zdziałają sad

      > Powiedzcie, jak egzekwujecie takie ustalenia z dzieckiem, zakazy? Mój twierdzi,
      > że mnie rozumie, wierzę, że odmawia, ale widzę, że jednocześnie też by chciał
      > , tak jak inne dzieci korzystać ze sklepiku, a tu matka się uwzięła i zakazała.

      Nie da się egzekwować w szkole. Tam ton nadaje grupa. Pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie to zbyt często.
      No i mówi się, że dziecko dziedziczy nawyki żywieniowe po rodzicach, więc na przyszłość raczej powinno być dobrze smile
    • koko8 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 16.03.12, 14:41
      kasiamel napisała:
      > Poprosiłam mamę jednej z tych koleżanek, żeby porozmawiała ze
      > swoją córką, ze to miło z jej strony, ze chce się dzielić, ale syn ma zakaz jed
      > zenia czegokolwiek ze sklepiku

      ???? przenioslas odpowiedzialnosc na drugie dziecko, za to, ze podzielilo sie z twoim synem? i uprzejmie zwrocilas uwage jej matce?????

      pomijajc fakt, ze wymienione przez ciebie artykuly w ogole nie powiny sie znajdowac w szkolnym sklepiku, to proponuje odddemonizowac slodycze i chrupki... w moim domu w ogole nie mowi sie o slodyczach, nie stosuje sie zakazow, ani zachet - generlanie problem nie istnieje, moje dziecko sloczyczami nie jest zainteresowane
      • aaniam Re: Pierwszak i sklepik szkolny 16.03.12, 15:11
        w naszej szkole sklepik "daje po oczach" znajdującymi się tam, cud kolorowymi żelkami, proszkami barwiacymi język, lizakami w sprayu (czy coś takiego brrr..), napojami o składzi woda, cukier, barwinik, E..., ze zdrowszych rzaczy to jakieś przemysłowe muffinki i woda ARO itp marki. Na sprzeciw rodziców Pani w sklepiku miała argument, ze cały asortyment jest w Polsce prawnie dopuszczony do obrotu i ona wycofywać ze sprzedaży go nie będzie. Oczywiście dzieci sklepik uwiejbiają.
        • mamusia1999 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 11:22
          no latwo nie jest. teoretycznie w umowe wynajmu lokalu nalezaloby wlaczyc liste "pozytywnych" artykulow. i pewnie zaden kontrahent by sie nie znalazl.


    • beatulek Re: Pierwszak i sklepik szkolny 16.03.12, 16:15
      Nie wiem albo ja jestem jakaś wyrodna matka albo Wy przesadnie dbacie o zdrowie Waszych dzieci.
      W każdym razie sprawę załatwiłam tak: dzieci (kl.1 i kl.3) jedzą porządne, zdrowe śniadanie przed szkołą, nie grymaszą przy obiedzie - wtedy dostają do szkoły 5 zł na tydzień. Nic im się złego nie dzieje gdy zjedzą żelki czy batonika a że w sklepiku ceny wyższe niż w markecie to dużo nie zjedzą. mam za to "z głowy" ich marudzenie przy posiłkach, które zjeść muszą. (znaczy nie robię problemy gdy raz w tygodniu odmówią zjedzenia kotleta ale jednak grymaszenie przy posiłkach pełnowartościowych skutkuje brakiem pieniędzy w kolejnym tygodniu na śmieciowe jedzenie.)
      • mamusia1999 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 11:08
        w tym cos jest. jak dziecko ma kieszonkowe i realny wybor : zjesc badziewie czy kupic sobie figurke playmobil to jest szansa, ze figurka wygra. po poczatkowej fascynacji sklepikiem i badziewiem.
        taka wyluzowana nie jestem, kieszonkowe Mlodemu (8) daje pod warunkiem, ze nie na slodycze, bo mam szanse kontroli (Mlodego, beze mnie nie dotrze do zadnego badziewia). czasem sie na wyjatki od reguly zagdzam wink

        ale Mlodej (12,9) juz nie kontroluje, dostaje miesieczne kieszonkowe i na obiady. wiem, ze czasem ten obiad to sa fryty albo lody w miasteczku. ale przynajmniej nie na codzien, bo czesto dokonuje zakupow (figurki schleicha) przekraczajacych czyste kieszonkowe, wiec gdzies cos oszczedza,a dotowana stolowka z reuly taniej wychodzi niz garmazerka na miescie.
    • coronella Re: Pierwszak i sklepik szkolny 16.03.12, 16:18
      nie egzekwujemy. Pozwoliłam córce kupować, niech poczuje tą radość. Umówiłyśmy się, że bedzie kupować drobiazki, nr gumę za 20 gr. Pamiętam jaka była dumna, że może iść i sama coś sobie kupić. Ani ja nie zbankrutowałam, ani córka nie umarła od tych śmieci, po kilku razach się znudziło i więcej nie kupuje. Jest już w 2 klasie.
      • kilovolt Re: Pierwszak i sklepik szkolny 16.03.12, 23:28
        Mój miał tak samo, na początku bardzo był zaarferowany sklepikiem, ale największą przyjemnośc sprawiało mu właśnie samo kupowanie, że sam szedł z pieniążkami i dostawał reszty. Opowiadał że pan mu wydał tyle a innym razem tyle, a kupował jakieś drobiazgi, batonika, jakąś oranżadkę w proszku, często przynosił później to do domu, w końcu mu się znudziło i sam stwierdził, że woli sobie te pieniążki zaoszczędzić na coś innego, teraz może zajrzy tam raz na dwa tygodnie a może rzadziej.
        Zatem egzekwowanie zakazu sklepika rzcezywiście nie ma sensu, niech pochodzi sobie tam, pokupuje a później i tak mu się to znudzi, a jak będzie zakaz to cały czas będzie go ciągnęło, a kupowanie z mamą w sklepie w zamian za sklepik to też nie jest rozwiązanie bo cała frajda z tego jest, że można sobie samemu pójść tam i coś kupić, a może to być jakikolwiek drobiazg.
    • kasiamel Re: Pierwszak i sklepik szkolny 16.03.12, 18:07
      Czepiłam się tych słodyczy ze sklepiku. Wciąż podtrzymuję swój zakaz. Od jakiegoś też czasu mamy umowę, że w ramach skromnego kieszonkowego dzieci mają do wyboru- zaoszczędzić tę tygodniówkę np na gazetę, lub wybrać sobie w sklepie (pod okiem rodziców) słodycz, jaki im się podoba, bez marudzenia mamy. Dziś pomyślałam, że właściwie ze sklepiku korzystają chyba tylko dzieci świetlicowe (znajduje się obok świetlicy), czyli asortyment- cola, chipsy i sztuczne żelki tak naprawdę kierowany jest do klas 0-3. A co tam, trzymam się swojego.
      • morekac Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 06:58
        E, co to za wydawanie pieniędzy pod okiem rodziców... ;-(
        Cały czas nie rozumiesz, że tak naprawdę nie chodzi o te żelki/colę czy inne świństwa, ale o sam proces kupowania. Zupełnie samemu. Bez rodziców. Za to w towarzystwie kumpla/kumpeli z ławki.
      • morekac Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 07:02
        Przede wszystkim daruj sobie wychowawcze rozmowy z koleżankami i ich mamami. Bo robisz mu tzw.obciach.
    • jakw Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 01:07
      kasiamel napisała:

      > Ale znalazły się w klasie bardzo miłe koleżanki, które "stawiają" mojemu dziecku słodycze ze sklepiku.
      Najlepiej to zwalić na koleżanki. Ale bądź spokojna - gdy tylko koleżanki zorientują się w rzeczywistej wartości pieniądza to przestaną tak fundować na piękne oczy. No, chyba że zostaną wielbicielkami młodego wink
      • coronella Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 07:43
        A mnie zastanawia taki kategoryczny zakaz "słodyczy ze sklepiku", a "słodycze pod okiem mamy" już są ok. Te słodycze ze sklepiku to co- radioaktywne? rakotwórcze? A jak mama kupi, albo pozwoli, to poczuje się mądrzejsza, czy o co tu chodzi?
        Na prawdę uważasz, że dziecku stanie się aż taka krzywda jak zje coś słodkiego???? Bo ile może zjeśc, szczególnie poczęstownany- kawałek wafelka, jednego chrupka?
        Wasze dzieci chodzą juz do szkoły, zacznijcie je wreszcie traktować adekwatnie do wieku!
        A mamy niech nauczą dzieci zasad zdrowego odżywiania, nie zakazami, bo to do niczego dobrego nie prowadzi, ale tłumaczenie, i przykładem. My w domu słodyczy nie jemy, nie dlatego, że ja mam fioła i nie dam. My, rodzice, jemy owoce, warzywa, itp, i dzieci też już to łapią. I zupełnie nie przeszkadza mi kupiony w sklepiku batonik, gorsze świństwa daje się dzieciom na codzień- poczytaj składy na opakowaniach.
        • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 08:23
          coronella napisała:

          > My w domu słodyczy nie jemy, nie dlatego, że ja mam fioła i nie dam. My, rodzice, jemy owoce, warzy
          > wa, itp, i dzieci też już to łapią. I zupełnie nie przeszkadza mi kupiony w skl
          > epiku batonik, gorsze świństwa daje się dzieciom na codzień- poczytaj składy na
          > opakowaniach.

          Tak, tak ciociu dobra rado. Ja tez słodyczy nie jadam, ani małżonek a dziecko głupieje na ich widok i wybierze zawsze najgorsze badziewie i do tego w ilosciach nieograniczonych. I do tego zna bardzo dobrze zasady zdrowego żywienia....w teorii smile
          • coronella Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 09:52
            dziecko w wieku szkolnym? to może warto przyjrzeć się temu, co je, i piszę tu całkiem poważnie. Miałam taki problem z synem i bardzo pomogła zmiana diety po konsultacji z dietetykiem.
            Ciocia dobra rada jak ma problem to szuka rozwiązania, i najczęściej gdzies je znajduje.
            A odnośnie zakupów w sklepikach "tych złych słodyczy"- tam im chyba nie dają za darmo? Jesli nie potrafi ograniczyć się w kupowaniu, ograniczyć w ilości pieniędzy. Ustalić dzienny limit, na np 1 zł. Za to hurtowo się nie kupi.
            • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 10:23
              coronella napisała:

              > Ciocia dobra rada jak ma problem to szuka rozwiązania, i najczęściej gdzies je
              > znajduje.

              nie, ciocia dobra rada daje "dobre" rady że wystarczy wytłumaczyc dzieciom co to jest zdrowa dieta i samemu sie dobrze odżywiać i ....takie tam inne bzdety.

              > A odnośnie zakupów w sklepikach "tych złych słodyczy"- tam im chyba nie dają za
              > darmo? Jesli nie potrafi ograniczyć się w kupowaniu, ograniczyć w ilości pieni
              > ędzy. Ustalić dzienny limit, na np 1 zł. Za to hurtowo się nie kupi.

              jak pisałam wcześniej w młodszych klasach dzieci z klasy mojej córki w ogóle nie dostawały pieniędzy. Taka umowa rodziców, bardzo zreszta polecam bo nie dośc że w sklepikach jest badziew to powstają tez rozmaite konflikty towarzyskie na temat zakupów w sklepiku.
              Ale już w III klasie to jednak dzieci trochę bardziej kumate i zakaz nie ma sensu. dzieci mają swoje kieszonkowe, same gospodaruja sobie kasą.
              Swoją drogą to te sklepiki szkolne to jest głupota do n-tej potęgi.
            • jakw Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 11:19
              coronella napisała:

              > Ustalić dzienny limit, na np 1 zł.
              Ale właśnie sklepiki szkolne są dostosowane do takich zasobów finansowych konsumentów: cud żelki z cukru i chemii za zł, cud-lizak o podobnym składzie za 50 groszy...
        • jakw Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 11:17
          Coronella, żeby w sklepikach szkolnych podstawą były wafelki, czekolada i batoniki to nie byłoby źle. Ale podstawą słodyczy w tych sklepikach jest coś w stylu cukier+wszelka możkiwa chemia. Bo cena tego może odpowiadać zasobom finansowym konsumenta - np. lizak za złotówkę.
          • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 12:00
            jakw napisała:

            > Coronella, żeby w sklepikach szkolnych podstawą były wafelki, czekolada i baton
            > iki to nie byłoby źle.
            O tak, takie słodycze jak najbardziej. Ale w wielu sklepikach jest badziew najgorszego gatunku, którego ja nawet w sklepach innych nie widzę. Wielu rodziców to nawet nie ma o tym pojecia, co oferują te sklepiki.
        • olena.s Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 05:55
          Tu już wyjaśniano, że chodzi nie koniecznie o sam cukier, ale i o tanie doń dodatki chemiczne.
          Dla mnie jest jeszcze jeden aspekt: w szkole dzieci uczą się przecież o zdrowym odżywianiu. Jaki ma to sens, skoro jednocześnie szkoła otwiera sklepik, w którym można kupić głównie całkowite przeciwieństwo tego, co szkoła zaleca?
          • srebrnarybka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 11:45
            A kto się tym w Polsce przejmuje? W Polsce jedynym celem każdej działalności ma być wyłącznie natychmiastowy zysk, nic więcej. Więc sklepikarz ma zysk ze sprzedaży tego badziewia, a reszta nikogo nie obchodzi.
            • olena.s Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 11:55
              Z tego co dziewczyny tu piszą, są szkoły, które się przejmują. I rodzice, którym sie udało coś pozmieniać, już to poprzez wprowadzenie innego asortymentu, już to poprzez umowę zawarcie klasowej umowy i ustalenie jakichś wspólnych zdroworozsądkowych zasad.
              • srebrnarybka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 16:16
                ą szkoły, które się przejmują. I rodzice, który
                > m sie udało coś pozmieniać, już to poprzez wprowadzenie innego asortymentu, już
                > to poprzez umowę zawarcie klasowej umowy i ustalenie jakichś wspólnych zdrowo
                > rozsądkowych zasad.

                I bardzo dobrze. Ale w ogóle po co wpuszczono do szkół działalność, która z zasady nie powinna być w szkołach prowadzona? Sklep dla dorosłych powinien sprowadzać taki towar, na jaki jest popyt, niezależnie od tego, czy będą to truskawkowe prezerwatywy, papierosy czy książeczki do nabożeństwa, bo sklep nie jest od wychowywania dorosłych ludzi, tylko sprzedawania im tego, za co płacą. Natomiast sklepik w szkole, którego "targetem" są dzieci, na dodatek licencjonowany przez szkołę, powinien współgrać z linią wychowawczą szkoły. Czyli nie sprzedawać rzeczy, których nie powinno się wśród dzieci propagować. Zatem szkoła przed udzielenie licencji powinna ustalić asortyment i zasady. Tyle, że to ograniczałoby zyski. Ale praca z dziećmi, czy to edukacja, czy sprzedawanie czegoś dzieciom, to jednak nie jest czysta działalność handlowa, którą powinna regulować niewidzialna ręka rynku.
                Co więcej - ja stara baba miewam ten sam problem, gdyż dużo podróżuję, dojeżdżam na wykłady, nie zawsze bezpośrednio, nie zawsze zdążę zjeść między wykładami a pociągiem, czasem dojeżdżam wygłaszając po drodze wykład gdzie indziej etc. Często więc jadam w bufetach dworcowych albo to, co przywiezie pan na wózku w pociągu. I bardzo trudno w takim bufecie dostać kanapkę, sałatkę, pizzę (też świństwo, ale przynajmniej nie słodkie) albo jabłko. Najczęściej są tam duże ilości wafelków, czekolad i batonów, lizaków i chipsów. Pewnie, że jeśli od rana nie jadłam, w domu będę za 4 godziny, a pan na wózku ma tylko wafelki, to zjem te wafelki zamiast obiadu. Ale wolałabym, żeby pan na wózku, przecież licencjonowany przez PKP Intercity, miał też obowiązek mieć kanapki, sałatki i jabłka. Tutaj też warto wspomóc "niewidzialną rękę rynku", bo ona jest ograniczona ze względu na warunki - siedząc w pociągu mogę kupić tylko u konkretnego licencjonowanego "wózkarza" i o żadnej konkurencji i wybraniu najlepszej oferty mowy być nie może.
    • zakletawmarmur Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 13:51
      My rodzice patrzymy oczami dorosłych i albo nie rozumiemy, że spojrzenie dziecka jest zupełnie inne albo chcielibyśmy, żeby dziecko zmieniło swoje. Dla dorosłego sklepik szkolny jest nieciekawym miejscem, pełnym paskudnego jedzenia ze sporą marżą. Dla dziecka, wyjście do sklepiku oznacza przygodę.

      W pierwszej klasie sklepik był jedną z większych atrakcji dla mojej córki. Czasami też ratował ją, gdy zapomnieliśmy spakować do szkoły wody. Dla dzieci w tym wieku sklepik szkolny ma prawo być taką bardzo ważną rozrywką (i tak wyglądało to w klasie mojej córki). Z czasem ta fascynacja mija, tak jak fascynacja różem, lalką Barbie czy Biberem. Z czasem sklepik powszednieje. Jaki wiek, takie przyjemności. Kiedyś wieczorem córka dostała pieniążka "do sklepiku". Trzymając w ręku monetę, leżała w łóżku i podekscytowana fantazjowała co sobie jutro kupismile Tak samo ekscytowałam się, gdy w wieku 20 lat czekałam na randkę z fajnym chłopakiem.

      Myślę, że jeśli dziecko w domu dobrze się odżywia to ten kawałek batonika, trochę chipsów czy innych paskudztw kilka razy w tygodniu nie odbiją się jakoś znacząco na zdrowiu dziecka. Córka dostawała pieniądze raz/dwa razy w tygodniu. czasami też dostawały koleżanki i dzieliły się z nią zdobyczami.

      > e zabraniam, codziennie zresztą coś słodkiego w domu je (w niedużych ilościach,
      > chipsy od święta również jadamy), czasem dostaje coś słodkiego do szkoły, typu
      > guma, kilka ciastek.

      Skoro i tak jada słodycze to co za różnica czy kupi je sam w sklepiku czy zrobi to mama?

      > guma, kilka ciastek. Mam nad tym kontrolę.

      A może lepiej dziecko uczyć samodzielności? Swoją drogą co by było, gdyby dziecku bardziej na zakupach w sklepiku zależało? Teraz masz nad synem kontrole, może też dlatego, że nie zależy mu tak bardzo. Nie ze wszystkimi dziećmi będzie tak idealnie. Pewna grupa będzie się buntować a nawet kombinować jak w sekrecie przed rodzicami te słodycze kupować, ewentualnie cierpieć w ciszy i zazdrościć kolegom, którzy na przerwie chodzą do tego zakazanego miejsca i jedzą zakazane rzeczy. A przede wszystkim przeżywają tą przygodęsmile

      I teraz pytanie czy ta chęć kontrolowania dziecka w wieku 7 lat jest faktycznie taka dobra? Czy nie lepiej ofiarować mu tą odrobinę przyjemności? Ja rozumiem, że dzieci powinny mieć granice, jeśli jednak dziecko i tak podobne rzeczy jada w domu to dlaczego nie pozwolić mu na to w szkole? Szczególnie, że te same rzeczy w różnych okolicznościach smakują inaczej...
      • verdana Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 15:33
        Nie rozumiesz. Tu chodzi własnie o kontrolę. Mama musi wiedzieć co dziecko je, kiedy, co było w szkole, ile ma zadane, czy pokłóciło sie z kasią. Obowiązkiem matki jest wiedzieć o dziecku WSZYSTKO i pilnowąć, aby dziecko nie mialo zadnych sekretów i tajemnic - jest na to za małe. Decyzje dziecko powinno konsultować z rodzicami, bo najprawdopodobniej nie umie trafnie ocenić, co jest dla niego dobre - rodzice wiedzą.
        Mam nieodparte wrązene, że sama możliwość podjecia przez dziecko decyzji i świadomość, zę dziecko zaczyna żyć wlasnymzyciem jest tu bez porównania większym zagrożeniem, niż śmieciowe jedzenie w sklepiku. Tak, dziecko może zjeść batonik, ale kupiony pod okiem mamy, która wie, jaki batonik jest dla dziecka najlepszy. A tak? Kupi co chce i tak sie zacznie - najpierw batonik, a potem zycie, do którego mama nie ma juz wglądu.
        • koko8 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 16:45
          verdana napisała:

          Obowiązkiem
          > matki jest wiedzieć o dziecku WSZYSTKO i pilnowąć, aby dziecko nie mialo zadnyc
          > h sekretów i tajemnic

          mam nadzieje, ze piszesz to z odrobina ironii, bo jezeli calkiem serio, to jest to jedno z najbardziej przerazajacych zdan, jakie ostanio przeczyatalam,
          nawet jak komus brakuje zdrowego rozsadku, to istnieje jeszcze kodeks praw dziecka, ktory w artkule 16 stanowi, ze cyt. dziecko ma prawo miec swoje tajemnice i sekrety.
          jak sie ciesze, ze moja matka nie byla kapo, mialam swoj swiat, prawo do swobody, a rodzice to szanowali... jakiez to szczescie, ze nie jestes moja matka!
          • angazetka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 17:42
            > mam nadzieje, ze piszesz to z odrobina ironii,

            No przecież z tego postu ironia aż krzyczy...
        • wrzesniowamama07 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 16:54
          wink) mądrze napisane, choć pewnie niektórzy sensu nie chwycą wink
          • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 18:22
            wrzesniowamama07 napisała:

            > wink) mądrze napisane, choć pewnie niektórzy sensu nie chwycą wink

            Może i madrze ale przez osobę, która nie zrozumie problemu jaki maja niektóre dzieci ze słodyczami. Niestety siedmiolatek to bywa jeszcze mały rozumek i dzieci tez bywaja różne. To jeszcze wiek kiedy matka ma prawo i nawet obowiązek kontrolowac dziecko. A w jakich kwestiach to już mama wie. Moje dziecko w wieku 6-7 lat było w wielu kwestiach bardzo rozsądne ale jednoczesnie w kwestii słodyczy kompletna klapa i zapewniam że tu nie chodzi o kawałek batonika czy jednego cukierka! Niestety dostęp do słodyczy musiał zostac pod kontrolą.
            -
            • verdana Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 19:04
              Danie paru złotych raz w tygodniu to nadal jest kontrola nad ilością zjadanych słodyczy.... Mozna po prostu nic poza tym slodkiego już nie kupować. Oczywiscie, nie dotyczy to dzieci np. uczulonych, ale nie o tym była mowa.
              Kontrolowanie dziecka do tego stopnia, ze siedmiolatek nie może sobie niczego kupić bez wiedzy mamy - to dokładnie to, o czym pisałam, mając wrazenie, ze byla to ironia.
              • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 19:52
                verdana napisała:

                > Danie paru złotych raz w tygodniu to nadal jest kontrola nad ilością zjadanych
                > słodyczy....

                A niedawno byłas przeciwna jakiejkolwiek kontroli smile
                Zakres kontroli i jej rodzaj ja bym jednak pozostawiła rodzicom bo to oni najlepiej wiedzą na ile można zaufac dziecku w róznych kwestiach.
                jak pisałam wcześniej w klasie mojej córki rodzice zgodnie sie umówili żeby dzieciom nie dawać jakiejkolwiek kasy i to był bardzo dobry pomysł bo cuda się działy także w układach towarzyskich wśród dzieci z powodu tego nieszczęsnego sklepiku. teraz dzieci dorosły /III klasa/ i problem sklepiku już nie jest na tyle powaznym problemem żeby dzieci te pare groszy nosiły.
            • wrzesniowamama07 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 21:23
              A ja myślę, że verdana bardzo dobrze problem rozumie.

              Moim zdaniem, jeśli dziecko nie ma przeciwskazań zdrowotnych (alergia etc.) dużo większe prawdopodobieństwo, że nażre się słodyczy sklepikowych do za przeproszeniem wyrzygania jest wtedy, gdy rodzice dają szlaban na sklepik. Dzieci im mniej rozsądne, tym bardziej skłonne do łamania nadmiernej rodzicielskiej kontroli. A może nie nadmiernej, tylko głupio ukierunkowanej.

              W dodatku dziecko wystawiane jest na dużo większą pokusę, niż zjedzenie badziewnego kolorowego lizaka. Jeśli koledzy mają kasę i wydają ją w sklepiku, a nie chcą poczęstować, zawsze można kasę podprowadzić: kolegom, rodzicom, krewnym.

              Jako rodzic walczyłabym o poprawę asortymentu w sklepiku. Ale wychodzę z założenia, że lepiej nałożyć rozsądne granice i umówić się z dzieckiem na "coś", niż dawać szlaban po całości i czekać, co z tego wyniknie.
            • morekac Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 00:32
              To jeszcze wiek kiedy matka ma prawo i nawet obowiązek kont
              > rolowac dziecko.
              A kiedy ma obowiązek przestać?
              Przypominam, że w dawnych dobrych czasach 7-latek wychodził spod opieki matki. Wyluzuj. Jeśli dziecko raz w tygodniu dostanie 1-2 zł, to nie umrze od nadmiaru spożytych wówczas słodyczy i nie zgniją mu zęby. Dostęp do słodyczy będzie pod kontrolą.
              A jeśli dziecko nie może jeść słodyczy z przyczym zdrowotnych (alergia etc), to może warto, żeby wiedziało, co może w tym sklepiku kupić?
              • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 08:56
                morekac napisała:

                > A kiedy ma obowiązek przestać?

                Kiedy uzna za stosowne! W naszym przypadku - III klasa sp. smileI jak pisałam wcześniej zakaz korzystania ze sklepiku respektowali wszyscy rodzice /także Ci, których dzieci miały rozsądny stosunek do słodyczy i ci, których dzieci były uczulone/i wszyscy byli zadowoleni i "ciepienia" dzieci związane ze sklepikiem szkolnym sie skończyły.
                • morekac Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 09:35
                  >Kiedy uzna za stosowne!
                  Bardzo arbitralne stwierdzenie. Równie dobrze można się czepiać teściowych czy mam, które nie uznają prawa swoich dorosłych dzieci do podejmowania samodzielnych decyzji. wink
                  • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 09:51
                    morekac napisała:

                    > >Kiedy uzna za stosowne!
                    > Bardzo arbitralne stwierdzenie.

                    Sory ale jak dla mnie to retoryka bo chyba nie będziesz dyskutować z tym, że w wieku 7 lat jednak w większości spraw decydują rodzice. To, żeby dawać dziecku pieniędze na sklepik szkolny to przecież też decyzja rodzica.
                    • morekac Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 14:31
                      Och, ja po prostu chcę wiedzieć, kiedy twoim zdaniem nadejdzie moment, kiedy już nie będziesz podejmować za dziecko decyzji. Bo zawsze może być sytuacja, że decyzja dziecka nie będzie się tobie podobała i będziesz miała zastrzeżenia - czy ma lat 7, 17 czy 27. A nawet więcej. Zawsze jest od ciebie młodsze i mniej doświadczone, ty zaś wiesz lepiej. Tak więc powstaje pytanie - kiedy przestać włazić z butami w życie dziecka?
                      • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 17:56
                        morekac napisała:

                        > Och, ja po prostu chcę wiedzieć, kiedy twoim zdaniem nadejdzie moment, kiedy ju
                        > ż nie będziesz podejmować za dziecko decyzji.

                        Ale datę Ci mam podać czy co? W niektórych kwestiach mogłam jej w pełni zaufac juz dawno w niektórych teraz gdy ma 9 lat /sklepik szkolny/ a w jeszcze innych pewnie będzie musiała poczekać jeszcze pare lat smile a Ty kiedy pozostawiłas dzieciom we wszystkim wolna rękę i sie nie wtrącałaś?
                    • jakw Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 21:33
                      zofijkamyjka napisała:

                      > morekac napisała:

                      > Sory ale jak dla mnie to retoryka bo chyba nie będziesz dyskutować z tym, że w
                      > wieku 7 lat jednak w większości spraw decydują rodzice.
                      Ale ty byś chciała w każdej sprawie - także w sprawie badziewnych żelków kupowanych w szkolnym sklepiku.

                      > To, żeby dawać dziecku pieniędze na sklepik szkolny to przecież też decyzja rodzica.
                      Ja nie dawałam na sklepik - dawałam kieszonkowe. Mogła sobie kupić badziew słodyczowy codziennie lub raz w tygodniu badziew gazetkowy i od czasu do czasu badziew słodyczowy. Całkiem szybko wybrała wariant 2.
                      • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 19:03
                        jakw napisała:

                        > Ale ty byś chciała w każdej sprawie - także w sprawie badziewnych żelków kupowa
                        > nych w szkolnym sklepiku.

                        Nie w każdej, akurat moje dziecko potrzebowało kontroli w tej kwestii a w innych, w których pozostałe dzieci są kontrolowane długo, moja córka wykazywała sie dośc wcześnie rozsądkiem, np w kwestii samodzielnych powrotów do domu ze szkoły.

                        > Ja nie dawałam na sklepik - dawałam kieszonkowe. Mogła sobie kupić badziew słod
                        > yczowy codziennie lub raz w tygodniu badziew gazetkowy i od czasu do czasu badz
                        > iew słodyczowy. Całkiem szybko wybrała wariant 2.

                        A mojej gazetki nie interesowały a badziewu jeść nie pozwalałam.
                • jakw Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 21:30
                  zofijkamyjka napisała:

                  > morekac napisała:
                  >
                  > > A kiedy ma obowiązek przestać?
                  >
                  > Kiedy uzna za stosowne!
                  Niektórzy za wiek stosowny uznają np. 18 lat. A dla innych żaden wiek nie jest stosowny - i stąd potem posty o teściowych kontrolujących szafki wink

                  >W naszym przypadku - III klasa sp. smile
                  A moja starsza nosiła kieszonkowe od I klasy. Być może nawet gdzieś została opisana jako taka dobra koleżanka fundująca koledze czy koleżance słodycze (choć chyba bardziej dałoby się to zakwalifikować jako wyłudzenie na piękne oczy wink). I całkiem szybko wpadła na to, że za kieszonkowe to może sobie kupić jakąs badziewną gazetkę, nad którą ja zawsze wydziwiałam.
                  • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 18:53
                    jakw napisała:

                    > Niektórzy za wiek stosowny uznają np. 18 lat. A dla innych żaden wiek nie jest
                    > stosowny - i stąd potem posty o teściowych kontrolujących szafki wink

                    Pewnie tak.

                    > A moja starsza nosiła kieszonkowe od I klasy.

                    No i fajnie.
            • jakw Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 21:23
              Gdy dziecko ma 6-7 lat to rodzic ma całkiem sporą kontrolę. Właściwie te zakupy żelkowo-lizakowe to jedna z nielicznych rzeczy niekontrolowanych przez rodzica.
              • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 18:48
                jakw napisała:

                > Gdy dziecko ma 6-7 lat to rodzic ma całkiem sporą kontrolę. Właściwie te zakupy
                > żelkowo-lizakowe to jedna z nielicznych rzeczy niekontrolowanych przez rodzica

                ale na jakiej podstawie tak twierdzisz? na podstawie własnego dziecka? tylko w kwestii żelkowo-lizakowej jest/było niekontrolowane?To rzeczywiscie, dobre chociaz to tongue_out
        • morekac Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 00:17
          Decyzje dziecko powinno konsultować
          > z rodzicami, bo najprawdopodobniej nie umie trafnie ocenić, co jest dla niego
          > dobre - rodzice wiedzą.
          Amen. I tak aż do późnej pełnoletności. Na wszelki wypadek kandydata/-tkę na towarzysza życia też mamusia powinna zatwierdzić.
    • olena.s Re: Pierwszak i sklepik szkolny 17.03.12, 16:11
      Moim zdaniem zakazów egzekwować się trwale nie da. Pokusa jest ogromna: i zakazane słodycze, i atrakcja na przerwie, i samodzielność z poczuciem dorosłości i inne dzieci, które mają liberalniejszych rodziców albo bardziej szczodrych dziadków.
      Dlatego uważam, że szkoły nie powinny wynajmować sklepików ajentom dającym najwyższą stawkę, ale tym którzy mają najsensowniejszą ofertę. Niech będą słodycze - ale nie jakaś dzika chemia, może nie codziennie? Niech będą jakieś przekąski, ale czy koniecznie po milion kalorii? Kanapek nie może być? Wody nie może być? Ostatecznie nawet niesłodzonych soków? Od czasu do czasu jakiegoś sensownego ciasta?
      Nikt nie załatwi tego za rodziców.
      U mnie - a Katar jest już na czwartym miejscu listy największych spaśluchów świata, przy czym ryzyko cukrzycy należy do najwyższych - Emir zwyczajnie podpisał zakaz sprzedaży w szkolnych kantynach całej listy produktów od słodyczy przez różne cole, frytki i czipsy.
      • monikaps Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 00:24
        Moja córka chodzi do I klasy. Sklepik jest faktycznie dużą atrakcją. Są tam i żelki i jajka z niespodzianką, zapach frytek roznosi się po szkole... Ale ja jestem zadowolona, że jest sklepik - córka najczęściej kupuje tam wodę niegazowaną, bo taką najbardziej lubi, a czasem półlitrowa butelka wzięta z domu to za mało. Zawsze ma w tornistrze trochę drobniaków, żeby mogła sobie coś kupić. Kupuje tylko czasami. W sklepiku są też zwykłe kanapki, są owoce, są soki, są jogurty i serki. Nie zabraniam, jesienią tłumaczyłam, sama zdecydowała, że jakieś słodycze będzie tam kupować co najwyżej raz w tygodniu. I chyba tak jest, bo jak zaglądam, czy nie trzeba dołożyć jej pieniędzy, to bardzo mało ubywa.
      • morekac Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 00:25
        > Nikt nie załatwi tego za rodziców.

        U nas to było załatwione przy okazji negocjacji kolejnej umowy przez szkołę z ajentem.Są słodycze - bardziej batoniki niż jakieś lizaki składające się wyłącznie ze składników typu E, ale są też inne rzeczy, typu właśnie kanapki/drożdżówki/owoce/jogurty. Jest woda, soki, nie ma czipsów i coli.
        • mamusia1999 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 16:49
          no i w sklepiku moga byc tez przeciez rozne male, fajne, badziewne i groszowe gadzety szkolne: gumki, olowki, pisaki, kredki. tudziez asekuracyjnie pare zeszytow, nabojow do pior etc. moze jakis komiks, gazetki a nawet plastikowe badziewie - ja tam wole plastikowe badziewie do wyrzucenia niz kilka Esow do zapchania sie.
          bo wszystkie tu dosc zgodne jestesmy, ze przezycie zakupu bardzo sie liczy. w domu przewaznie jakies slodycze dobrej jakosci sa - mniej lub bardziej wydzielane, ale sa. i po kilku lizakach czesc ograniczonego budzetu jest conajmniej rownie chetnie "lokowana" w artykulach bardziej "trwalych". ja Mlodego na zakupach mam na oku i manipuluje nim nieco, niekoniecznie z grubej rury, ze umowa kieszonkowa wyklucza chemie spozywcza. po prostu od razu poddaje pod rozwage, ze ja dobra czekolade i tak do domu kupie, a jemu kasa na co innego zostanie.
          w mojej wiosce sa dwa automaty: w jednym slodka guma, w drugim zmienne plastikowe badziewie. gumy nie zabraniam. udzial gumy w zakupach odpowiada ofrecie czyli 50/50. i po pierwszych 2-3 tygodniach atrakcyjnosc automatow i tak spadla, teraz korzysta z nich ....1 w miesiacu.
          summa summarum kombinacja dzialan= dziecko nie jest na "glodzie" chemii spozywczej+ma ograniczone kieszonkowe stwarzajace realne alternatywy (no bo jak kieszonkowe tylko na lizaka wystarczy to kiszka)+ asortyment w granicach rozsadku (czyli: nie musze kupic chemii spozywczej, mam cos do wyboru) powinna zaowocowac w miare normalnym korzystaniem ze sklepiku.
      • jakw Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 21:47
        olena.s napisała:
        > U mnie - a Katar jest już na czwartym miejscu listy największych spaśluchów świ
        > ata, przy czym ryzyko cukrzycy należy do najwyższych - Emir zwyczajnie podpisał
        > zakaz sprzedaży w szkolnych kantynach całej listy produktów od słodyczy przez
        > różne cole, frytki i czipsy.
        No cóż, u nas ostatni gość o takich uprawnieniach jak ten Emir to chyba nazywał się Kazimierz W. wink
        • srebrnarybka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 02:14
          u nas ostatni gość o takich uprawnieniach jak ten Emir to chyba nazywał
          > się Kazimierz W. wink

          Akurat piszę artykuł o tym gościu. Ale uważaj - po reformie szkolnej nikt już tego gościa nie skojarzy. Najwyżej ci idioci z 30 klas humanistycznych na całą Polskę, bo więcej się pewnie nie zbierze. Dlatego reformę uważam za głęboko szkodliwą, ale to oczywiście inny wątek.
          • olena.s Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 05:58
            Aha. Ale w rzeczywistości alternatywnej dziecko może za to umieć rozróżnić na czym polega różnica między ustrojem demokratycznym a autorytarnym.
            A poza tym Kartagina powinna zostać zniszczona.
        • olena.s Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 05:30
          E, chyba by starczył Gomułka. A Bierut to już na bank: powiedział, Men podpisał i załatwione.
          • srebrnarybka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 11:43
            Kazimierz W. akurat wypowiadał się w sprawie sklepików szkolnych. W akcie fundacyjnym uniwersytetu w Krakowie jest określone, że nie wolno brać więcej ponad określoną sumę za stancje i władze państwowe będą to sprawdzały, będzie kontrola, czy przepisywacze ksiąg nie biorą za dużo od żaków i będzie wyznaczony jeden lichwiarz do udzielania żakom pożyczek, ale też nie wolno mu wziąć więcej, niż ileś tam. Ot, w ciemnym średniowieczu były takie ciekawe rozporządzenia.
            • morekac Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 11:55
              czy przepisywacze ksiąg nie biorą za dużo od żaków

              Nadal biorą za dużo. wink
              • srebrnarybka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 15:59
                I czyż nie mam racji, że średniowiecze miało swoje dobre strony?
    • kasiamel Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 08:18
      Co do zdrowych nawyków żywieniowych- myślę, że nie mamy z tym problemu. Mąż w ogóle nie jada słodyczy, ja ewentualnie podjadam od dzieci. Mają swoje pudełko ze słodkim, zbierane 2 razy do roku po świętach, kiedy to rodzina obdarowuje dzieciaki słodyczami. W takich ilościach, że wystarcza z "górką" do kolejnych świąt.
      Wydaje mi się, że syna niezbyt interesuje sklepik, jako coś atrakcyjnego, wcale o nim nie mówi.
      Każda z nas ma jakieś zasady w domu, lepsze, gorsze, według uznania i chodzi właśnie o respektowanie tych zasad. Sorki, mimo ogromnego szacunku do swojego dziecka, zawsze wysłucham, co ma do powiedzenia, ale w tym wieku to nie on decyduje o zasadach, co najwyżej możemy je wspólnie ustalać.
      • wrzesniowamama07 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 09:06
        Ale chyba nikt Ci nie proponował, żeby Twoje dziecko ustalało w domu zasady. Wręcz przeciwnie - chodziło o to, żebyś Ty kierując się zdrowym rozsądkiem i biorąc pod uwagę więcej aspektów niż tylko zawzięcie się na sklepik wymyśliła sposób, żeby wilk był syty i owca cała, czyli żeby dziecko miało chwilę samodzielnej przyjemności, związanej ze sklepikowym zakupem byle czego, a Ty żebyś była spokojna nie tylko że nie podjada zakazanych śmieci od kolegów/koleżanek ale też że nie narasta w nim poczucie... krzywdy to może za mocno, ale żalu na pewno.

        O tym, że takie poczucie dziecko może mieć, wywnioskowałam z pierwszego postu, kiedy pisałaś, że widzisz że syn chciałby. Bo teraz, ofkors, syna sklepik nic nie obchodzi i w ogóle mogłoby go nie być.
        • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 09:16
          wrzesniowamama07 napisała:

          > Ale chyba nikt Ci nie proponował, żeby Twoje dziecko ustalało w domu zasady. Wr
          > ęcz przeciwnie - chodziło o to, żebyś Ty kierując się zdrowym rozsądkiem i bior
          > ąc pod uwagę więcej aspektów niż tylko zawzięcie się na sklepik wymyśliła sposó
          > b, żeby wilk był syty i owca cała, czyli żeby dziecko miało chwilę samodzielnej
          > przyjemności

          koleżanki i koledzy w klasie mojej córki przez dwa i prawie pół roku obyły się bez tej przyjemności i nadal wesołe, roześmiane latały po szkole ...i zamiast biegać do sklepiku szkolnego wymyslały inne ciekawe zajęcia i zabawy.
          Ba, są nawet szkoły bez jakiegokolwiek sklepiku szkolnego....tam to dopiero dzieci nieszczęsliwe chodzą tongue_out
          • coronella Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 09:22
            ale na twojej córce i twojej cudownej klasie w cudownej szkole świat się nie kończy. Są szkoły ze sklepikami i bez zakazów, i dzieci tam są równie szczęśliwe, jak w tych nielicznych "cudownych".
            • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 09:30
              coronella napisała:

              > ale na twojej córce i twojej cudownej klasie w cudownej szkole świat się nie ko
              > ńczy. Są szkoły ze sklepikami i bez zakazów, i dzieci tam są równie szczęśliwe,
              > jak w tych nielicznych "cudownych".

              wiem o tym, podałam jedynie przykład jak można problem sklepikowy załatwić. A problem chyba jest jesli wielu rodziców go dostrzega.
              • wrzesniowamama07 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 09:34
                Ale autorka wątku nie wspomniała, że chce walczyć ze sklepikiem pro publico bono. Zawzięła się jedynie w aspekcie swojego dziecka, i o tym jest wątek, choć wypowiedzi innych mam są cenne, bo pokazują że problem można przynajmniej spróbować rozwiązać globalnie
                • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 09:48
                  wrzesniowamama07 napisała:

                  > Ale autorka wątku nie wspomniała, że chce walczyć ze sklepikiem pro publico bono.

                  Ale ja wspominam, może komus sie przyda smile
          • wrzesniowamama07 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 09:32
            Jasna sprawa. Tu jednak mamy inną sytuację - klasa goni do sklepiku, syn autorki nie goni, bo mama nie pozwala, bo się zawzięła.

            Ja jestem wrogiem sklepików z byle czym. I jedzenia przez moje dziecko byle czego. Do szkoły pewnie pójdzie bezsklepikowej, a w każdym razie bezbadziewnosklepikowej, ale jak będzie jechał na wycieczkę/kolonię, to mu nie dam zakazu kupienia najbardziej ohydnego lizaka czy żelka. Sensu nie widzę.
            • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 09:45
              wrzesniowamama07 napisała:

              > Jasna sprawa. Tu jednak mamy inną sytuację - klasa goni do sklepiku, syn autork
              > i nie goni, bo mama nie pozwala, bo się zawzięła.

              No i u nas tez tak było, klasa ganiała do sklepiku, dzieci wynosiły z domu całkiem spore kwoty pieniędzy, poza opychaniem sie paskudztwem najgorszego rodzaju były problemy towarzyskie typu: jak mi nie kupisz proszku barwiącego język to nie bede Cię lubić albo ochocze fudowanie tym, którym sie lubi "pysznego" zamrozonego i zabarwinego soku a tym, których sie nie lubi - nie! spóżnianie sie na lekcje, oszukiwanie pani, że sie idzie do toalety w celu zrobienia zakupow w sklepiku. Było i kupowanie "na kredyt", były jęki w domu: bo Małgosie Zusia to kupuje a ja nie mogę Itp. itd.
              Rodzice na zebraniu wspólnie uzgodnili przy aprobadzie nauczycielki o zakazie korzystania ze sklepiku i problemy jak ręką odjął a dzieci zamiast biegać gromadnie do sklepiku w wolnym czasie zaczęły wymyślać ciekawe zabawy.
              • wrzesniowamama07 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 09:50
                No i super, zasada objęła całą grupę. W tym wieku jest bardzo ważne dla dziecka to, żeby uczestniczyć w tym, co robią inni. Konformizm u przedszkolaków i wczesnoszkolnych dzieci jest bardzo ważną częścią procesu socjalizacji, odstawanie od grupy nie jest korzystne.

                • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 09:56
                  wrzesniowamama07 napisała:

                  > No i super, zasada objęła całą grupę. W tym wieku jest bardzo ważne dla dziecka
                  > to, żeby uczestniczyć w tym, co robią inni. Konformizm u przedszkolaków i wcze
                  > snoszkolnych dzieci jest bardzo ważną częścią procesu socjalizacji, odstawanie
                  > od grupy nie jest korzystne.

                  A jak klasa sie ładnie zgrała! jak ktos sie wyłamał to klasa protestowała smile
                  >
          • jakw Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 21:53
            zofijkamyjka napisała:

            >
            > koleżanki i koledzy w klasie mojej córki przez dwa i prawie pół roku obyły się
            > bez tej przyjemności i nadal wesołe, roześmiane latały po szkole ...i zamiast b
            > iegać do sklepiku szkolnego wymyslały inne ciekawe zajęcia i zabawy.
            Ale to zadziała tylko wtedy gdy dziecię nie chodzi na świetlicę lub umowa obowiązuje we wszystkich klasach świetlicowych.

            > Ba, są nawet szkoły bez jakiegokolwiek sklepiku szkolnego....tam to dopiero dzi
            > eci nieszczęsliwe chodzą tongue_out
            Nieszczęście wynika z tego, że inni mogą, a on nie. Jeśli wszyscy nie mogą to problem znika.
            • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 19:07
              jakw napisała:


              > Ale to zadziała tylko wtedy gdy dziecię nie chodzi na świetlicę lub umowa obowi
              > ązuje we wszystkich klasach świetlicowych.

              Nie interesowały nas inne klasy, ale rzeczywiscie jedna klasa jeszcze sie przyłączyła do "akcji"

              > Nieszczęście wynika z tego, że inni mogą, a on nie. Jeśli wszyscy nie mogą to p
              > roblem znika.
              No i warto, że z innymi dogadać w imię dobra ogólnego smile
              • zofijkamyjka Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 19:08
                zofijkamyjka napisała:

                > No i warto, że z innymi dogadać w imię dobra ogólnego smile

                miało być: "warto się"
      • morekac Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 09:44
        Wydaje mi się, że syna niezbyt interesuje sklepik, jako coś atrakcyjnego, wcale
        > o nim nie mówi.
        Może nie mówić z wielu powodów. Chociażby dlatego, że sklepik jest dla niego ważny, a ty uważasz kupowanie tamże za poważne przestępstwo. Nie liczyłabym też na to, że po tym, co zrobiłaś (obsztorcowanie koleżanki i jej mamy) kiedykolwiek przyzna się do tego, że się czymkolwiek poczęstował.

        ale w tym wieku to nie on decyduj
        > e o zasadach, co najwyżej możemy je wspólnie ustalać.
        Na razie ustaliłaś je ty.
        • verdana Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 09:53
          Gdyby wspólnie ustalać zasady, to pewnie czasem syn mógłby lupić cos w sklepiku, skoro - jak wynikało z pierwszych postów - ma ochotę i przyjmuje poczestunki. Czyli wspólne ustalanie zasad polega na tym, zę mama mowi "Synu, umawiamy się,z e nic w sklepiku nie kup[ujesz, zgaedzasz się?".
          Jesli czegos nie lubię to to takiego własnie sugerowania, ze dziecko ma coś do powiedzenia, skoro nie ma.
          • morekac Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 14:38
            Tu ponadto nastąpiło czynne włażenie z butami w zasady innych rodziców - typu rozmowa z dzieckiem, które poczęstowało kolegę. Ostatecznie, zasadniczo uczymy dzieci częstowania innych jakimiś słodyczami etc. I nie ma w tym nic złego, a nawet jest mile widziane.
            Osobiście, gdyby moje córki swojego czasu miały kolegów z takimi interweniującymi mamami - wprowadziłabym jedną zasadę - od Tomcia trzymajcie się z daleka, bo jego mama jest jakaś dziwna, delikatnie mówiąc.
            Jeszcze kilka takich interwencji i chłopak będzie miał przerąbane. Zaś mama założy wątek o wrednych dzieciach, które traktują jej synka jak powietrze.
    • beatulek Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 15:00
      Ale znalazły się w klasie bardzo mi
      > łe koleżanki, które "stawiają" mojemu dziecku słodycze ze sklepiku. Syn twierdz
      > i, że odmawia, pozwoliłam mu się poczęstować, ale nie chcę, żeby ktoś sponsorow
      > ał mu cokolwiek. Poprosiłam mamę jednej z tych koleżanek, żeby porozmawiała ze
      > swoją córką, ze to miło z jej strony, ze chce się dzielić, ale syn ma zakaz jed
      > zenia czegokolwiek ze sklepiku. To nie wina tej koleżanki, miała dobre intencje

      Własnemu dziecku po takiej interwencji powiedziałabym, że to bardzo miło, że chce się dzielić z kolegą i jak najbardziej może byleby nie przymuszała - znaczy gdy Twój syn odmawia ona ma nie nalegać. Pewnie też próbowałabym własnej córce wytłumaczyć, ze kolega ma nadwrażliwą mamę i dlatego odmawia. Resztą bym się nie przejmowała uznając to za nie mój problem.

      > Powiedzcie, jak egzekwujecie takie ustalenia z dzieckiem, zakazy? Mój twierdzi,
      > że mnie rozumie, wierzę, że odmawia, ale widzę, że jednocześnie też by chciał
      > , tak jak inne dzieci korzystać ze sklepiku, a tu matka się uwzięła i zakazała.

      odpowiedziałam w poście powyżej - przy zdrowym śniadaniu i nie marudzeniu przy obiedzie daję 5 zł tygodniowo. W naszym sklepiku szkolnym słodycze te same co w innych sklepach spożywczych tylko 3xdroższe.
      Nie ograniczyłabym dawania dziecku pieniędzy do szkoły tylko dlatego, że innym rodzicom sie to nie podoba. Ja ze swoimi dziećmi mam swoje ustalenia a reszta to problem innych rodziców. Swoją drogą - dzieci korzystające ze sklepiku bardzo szybko "załapują" tabliczkę mnożenia. Mój pierwszaczek nie wie ile to jest 3x5 ale jak zapytam ile miałaby pieniędzy gdyby od poniedziałku do piątku dostawała po 3 zł do sklepiku to bez problemu policzy, że 15zł i wymieni co by sobie kupiła.
      • verdana Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 17:36
        Widzę wątek za rok najdalej "Dlaczego moje dziecko klamie"?
        Uwazam, żew przypadku dziecka, które nie jest chore, a nadzór rodzicelski obejmuje drobiazgi typu "nie wolno brać bez pozwolenia poczestunku od kolegi", "nie wolno kupiowac niczego bez nadzoru, choć inni kupuja" kłamstwo i oszukiwanie rodziców jest jedyną dobra taktyką przystosowawczą.
        Moje dzieci, w zamierzchłej przeszłosci, dzięki badziewnym zakupom sprawnie liczyły w zakresie 100 tysięcy, a nawet milionasmile
        • beatulek Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 17:53
          verdana napisała:

          > Widzę wątek za rok najdalej "Dlaczego moje dziecko klamie"?

          Znaczy, że moje będzie kłamać? Czy dziecko Autorki wątku bo już się pogubiłam? Mnie chodziło o to, ze gdyby mi jakaś matka powiedziała, że moje dziecko ma nie częstować jej dziecka słodyczami lub ma nie nosić pieniędzy do szkoły to chyba bym ....zignorowała matkę i uznała to za nie mój problem (zakładając, ze tamto dziecko jest zdrowe oczywiście...).
          • verdana Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 20:18
            Autorki, autirki!!!
            Oczywiscie, Twoje też będzie klamać (wszyscy kłamią), tylko sadzę, ze Ty to zrozumiesz, z dzieckim pogadasz, watku nie założyszsmile
      • morekac Re: Pierwszak i sklepik szkolny 18.03.12, 17:38
        i jak najbardziej może byleby nie przymuszała - znaczy
        > gdy Twój syn odmawia ona ma nie nalegać.
        Dzieci z reguły nie przymuszają, tylko bezproblemowo zjadają część odmawiającego. wink
    • olena.s Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 05:40
      Wiecie co?
      Ja was dobrze rozumiem z krytyka nadmiernej rodzicielskiej kontroli - macie oczywiście rację w tej kwestii.
      Rozumiem też doskonale, że nie chcecie, by na wasze dzieci była przerzucona odpowiedzialność za zachowania cudzych.
      Ale miejcie trochę empatii: są dzieci za grube, których dietę trzeba monitorować.
      Są dzieci, które dostają po cukrze małpiego rozumu, które rozwalą lekcję, albo zaczną dzikie harce na przerwie i popadną w kłopoty (a może i sobie/komuś zrobią krzywdę przy tym).
      Są dzieci, których rodziców zwyczajnie nie stać na sklepikowe wydatki na poziomie ktróy jest/który dziecko uważa za średni dla klasy.
      I mówimy o początkujących w szkole 6/7 latkach.
      Więc miejcie ciut zrozumienia dla tych rodziców, którzy chcą jakoś unieszkodliwić sklepikową pożądliwość.
      • wrzesniowamama07 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 07:25
        olena.s

        żaden z tych przypadków nie dotyczy autorki wątku
        - nie pisze, że dzieć za gruby i dlatego zabrania (jakby był za gruby idąc do szkoły, to by znaczyło że w domu błędy popełnione były, w 98 proc. przypadków)
        - nie pisze, że cukier mu wali na mózg, bo od koleżanek się częstował, i skutków szkodliwych nie było
        - nie pisze, że ją nie stać (zresztą w sklepikach tanie g... dominuje).

        Autorka się zawzięła i udowodni innym rodzicom i całemu światu, że można dziecku pod nosem zostawić sklepik z badziewiem i tak go dobrze wyuczyć (wychować, wytresować, do wyboru), że nie tknie. Nawet, jak mu w głowie się roiło, że by chciał.

        Nie mam nic przeciwko rodzicom, którzy walczą ze sklepikami w imię dobra swoich dzieci. Dużo mam przeciw rodzicom, którzy walczą ze swoimi dziećmi, z ich nieważnymi i małymi potrzebostkami w imię swoich pięknych zasad.
        • olena.s Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 07:43
          Masz rację, niczego takiego autorka wątku nie napisała (co nie znaczy, że któraś z tych kwestii tu nie waży), acz uważam, że jednak ciut nadinterpretowywujesz jej postawę (o "udowadnianiu" i "zawzinaniu się" też nie pisała).
          Ale jeżeli ty masz słusznie postrzegasz motywacje autorki, to owszem, zgadzam się z tobą.
          Niemniej - stykając się w realu z taką sytuacją też nie wiemy, jakie realne motywacje matki są. Apeluję więc o empatię - a nuż po przegadaniu z taką matką sprawy okazałoby się, że jej intencje nie są bezsensowne, a oczekiwania - wygórowane?
          • wrzesniowamama07 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 09:21
            Masz rację. Autorka nie napisała, że się zawzięła, tylko że się "czepiła". W trzecim bodaj swoim poście.

            Gdyby pociągnęła temat zawalczenia o zdrowy asortyment, moja empatia byłaby baaaardzo duża.
            • wrzesniowamama07 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 09:30
              a jednak, o tym że się uwzięła i zakazała - też jest - w pierwszym poście. Już myślałam, że mi się to zawzięcie przyśniło...
              • olena.s Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 10:36
                No ale przecież nie w kontekście jej udowadniania czegokolwiek innym rodzicom plus calemu światu, tylko w kontekście nie pożerania chipsów ze sklepiku własnego dziecka.
                • wrzesniowamama07 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 10:40
                  Nadinterpretuję? Być może.

                  Czemu miała służyć rozmowa z mamą koleżanki częstującej w takim razie? Bardzo jestem ciekawa, co sobie pomyślała mama owej dziewczynki, swoją drogą...

                  Zero empatii wobec osoby, która nie waha się narobić siary własnemu dziecku informując obce osoby, że syn ma zakaz jedzenia rzeczy ze sklepiku

                  • olena.s Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 11:20
                    No nie wiem...
                    Dla mnie to raczej prośba o pomoc, i to skierowana na ręce matki, a więc mniej krępująca niż gdyby trafiła bezpośrednio do koleżanki. I przynajmniej z relacji autorki wynika, że była to prośba, i to złagodzona komplementem pod adresem życzliwej i szczodrej koleżanki, a nie pretensje czy awantury...
                    Nie wiem, oczywiście, co sobie pomyślała mama dziewczynki, i zgadzam się, że tą drogą autorka niczego nie załatwi: nawet gdyby matka dziewczynki była otwarta na prośbę autorki, to przecież nie będzie łapać rodziców wszystkich kolegów z klasy.
                    Dzieci lubią się częstować i dzielić (choc jak ktoś już wyżej zuwazył bywa to przyczyną zatargów towarzyskich), i jakoś trzeba do tego podejść.
                    W mojej szkole najmłodsi (coś chyba do 3 klasy, a na pewno I i II) mają zakaz częstowania się, związany zresztą chyba głównie z alergiami na orzechy (na ogół mają bardzo ostry przebieg ze zgonem włącznie) oraz ew. z obawami przed problemami wyznaniowymi (muzułmanie, wschodni chrześcijanie są niewieprzowinowi). Zakaz nie jest łamany, bo dzieci jedzą w klasie, przy nauczycielce, więc takie maluchy jeszcze nie dadzą rady jej oszwabić. I przy okazjach, kiedy wiadomo, że żywność będzie dzielona (np poczęstunek na National Day) rodzic przynoszący potrawę ma koniecznie dołączyć spis skladników, a rodzic dziecka z zakazami zachęcany jest do wizyty i towarzyszenia potomkowi.
                    Ciut starsze dzieci nie są już w tej sprawie pilnowane, widocznie szkoła uznaje, że 8 latki są wystarczająco odpowiedzialne i nauczone przez rodziców.
                    Wydaje mi się, że to jest racjonalne rozwiązanie.
      • morekac Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 08:20
        Ale miejcie trochę empatii: są dzieci za grube, których dietę trzeba monitorowa
        > ć.
        Toteż zaproponowałam - raz w tygodniu zakupy w sklepiku są dozwolone. Jeśli dziecko nie może jeść pewnych rzeczy - może powinno wiedzieć, co może kupić bez szkody dla zdrowia.
        • olena.s Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 08:25
          Taż nie ciebie się czepiałam wszak....
      • beatulek Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 14:42
        olena.s napisała:

        > Ale miejcie trochę empatii: są dzieci za grube, których dietę trzeba monitorowa
        > ć.
        ......
        > Więc miejcie ciut zrozumienia dla tych rodziców, którzy chcą jakoś unieszkodliw
        > ić sklepikową pożądliwość.

        No ale co przez to rozumiesz? Że ja nie mogę dawać MOIM dzieciom 5 zł tygodniowo do sklepiku (czytaj to jakieś 2 batoniki w tygodniu lub batonik i woda?) bo Twoje dziecko jest za grube czy ma jakiś inny problem?
        Gdyby moje dziecko nie mogło jeść słodyczy z uzasadnionych przyczyn to:
        1) Wiedziałoby o tym i znało tego przyczynę
        2) miało coś w zamian np. nie może jeść batoników ale dostanie do szkoły ulubiony jogurt/dostanie pieniądze do sklepiku na gazetkę szkolną itp...kwestia POROZUMIENIA się z dzieckiem a nie wkładania mu szpinaku zamiast czekolady bo mama tak woli.

        Ja mogę Z CZYSTEJ ŻYCZLIWOŚCI powiedzieć własnemu dziecku, że jej kolega ma cukrzycę więc może niech nie zjada tego batonika tak na jego oczach....ale to JEST MOJA DOBRA WOLA. Zakaz korzystania ze sklepiku szkolnego dla całej klasy uważam za głupi i nie stosowałabym się.

        • olena.s Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 14:56
          Co ja przez to rozumiem?
          Dokładnie to, co napisałam.
          Najsensowniejsze wydaje mi się namówienie szkoły do takiego ustawienia asortymentu, by był on bardziej aprobowalny dla rodziców. Bardzo fajne jest też porozumienie rodziców klasy/rocznika co do ograniczeń/zakazów obowiązujących wszystkich.
          Oczywiście porozumienie w tej sprawie nie jest łatwe do osiagnięcia, co widać dokładnie w twoim, nieco napastliwym, poście.
          A jeżeli chcesz, żebym ci wyjaśniła, co miałam na myśli pisząc o empatii, to chodziło mi zwyczajnie o to, by może, zanim dana matka rozpędzi się do szarży pod sztandarem "ja, ja, ja, ja mam prawo!!!!!!!!!!!" pomyśleć, jakie argumenty stoją za prośbą/propozycją drugiej strony. I czy nawet jeżeli problem tej drugiej strony nie jest naszym problemem, to można się do owej prośby przychylić czy nie.
          I tak, masz rację, to jest kwestia wyłącznie dobrej woli. Którą się ma, lub nie. Czysta życzliwość i chęć współdziałania, ot, co.
          • beatulek Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 16:13
            olena.s napisała:

            > Co ja przez to rozumiem?
            > Dokładnie to, co napisałam.
            > Najsensowniejsze wydaje mi się namówienie szkoły do takiego ustawienia asortyme
            > ntu, by był on bardziej aprobowalny dla rodziców.

            Sklepik jest dla dzieci a nie dla rodziców. Ja np. pozwalając na zakupy w szkole ograniczę słodycze w domu. Ale, zęby nie było tez chciałabym by asortyment w takim miejscu był zdrowy - z tym, że i zdrowy i atrakcyjny dla dzieci a nie szpinak i woda.

            Bardzo fajne jest też porozum
            > ienie rodziców klasy/rocznika co do ograniczeń/zakazów obowiązujących wszystkic
            > h.
            > Oczywiście porozumienie w tej sprawie nie jest łatwe do osiagnięcia, co widać d
            > okładnie w twoim, nieco napastliwym, poście.

            jeśli sklepik już jest....i dzieci go widzą, jeśli inne klasy na przerwie z niego korzystają, jeśli mojemu dziecku dwa batoniki w tygodni krzywdy nie robią a wręcz mobilizują do jedzienia obiadu i zdrowego śniadania w domu (bo gdy nie zjedzą nie dostaną pieniędzy na śmieciowe jedzenie

            > A jeżeli chcesz, żebym ci wyjaśniła, co miałam na myśli pisząc o empatii, to ch
            > odziło mi zwyczajnie o to, by może, zanim dana matka rozpędzi się do szarży pod
            > sztandarem "ja, ja, ja, ja mam prawo!!!!!!!!!!!" pomyśleć, jakie argumenty sto
            > ją za prośbą/propozycją drugiej strony. I czy nawet jeżeli problem tej drugiej
            > strony nie jest naszym problemem, to można się do owej prośby przychylić czy ni
            > e.

            Ale ja też mam argumenty....Ja mam dwa niejadki, które dlatego zjadają porządne śniadanie, żeby, na swoją tygodniówkę "zarobić". Ja naprawdę wolę zjedzone śniadania i obiady i trochę śmieciowego jedzenia niż ględzenie przy każdym posiłku. Ale to jest MOJA UMOWA Z MOIMI DZIEĆMI. Nic innym rodzicom do tego.


            > I tak, masz rację, to jest kwestia wyłącznie dobrej woli. Którą się ma, lub nie
            > . Czysta życzliwość i chęć współdziałania, ot, co.
            Żebym uwrazliwiła swoje dziecko na te argumenty musiałabym je sama popierać. Znaczy inaczej będę z córką rozmawiać gdy mama innego dziecka mi powie, ze dziecko ma cukrzycę czy inny problem a inaczej gdy powie, ze córka ma nie korzystać ze sklepiku bo jej dziecko ma zakaz jedzenia słodyczy. W tym drugim przypadku zignoruję - ja jako matka tez mam prawo do własnych decyzji.
            • olena.s Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 16:51
              No i widzisz, kiedy podajesz argumenty własne i słuchasz cudzych jest jakaś szansa na uzyskanie porozumienia.
              Czego wszystkim życzę, jednocześnie wyrażając cichą radość, że w mojej szkole problemu nie ma.
              Chyba polubię monarchię, a niech to.
        • verdana Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 14:57
          A ja się zastanawiam, co bedzie, jeśli dziecko zostanie poczestowane jakimś badziewiem NIE ze sklepiku? Mój syn, przez 9 lat szkolnej edukacji brał do szkoły batoniki. Słodkie. Niezdrowe. Brał, bo lekarz kazał, czekolada dobrze robi na nagłe spadki cisnienia. I co wtedy? Miałby prawo poczęstować kolegów, czy nie?
          • olena.s Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 15:39
            A, to zależy. Jakby poczęstowany kolega dostał zapaści na skutek kontaktu z orzechem, to syn by się pewnie średnio poczuł. Wiem, ekstremalny przypadek, i mało prawdopodobny w Polsce, bo u nas szczęśliwie tego typu alergii jest bardzo, bardzo mało.
            Problem ze sklepikami szkolnymi polega chyba głównie na dużej dostępności dla bardzo małych dzieci. Dzieci, które są jeszcze odprowadzane/przyprowadzane ze szkoły, samodzielnie raczej zakupów nie robią. A tu nagle sklepik, całkiem bez kontroli, z tymi cudnymi fioletowo-kanarkowymi barwami za 0,50 gr. Myślę, że pomijając przykład z orzechem, wątpliwych łakoci przynoszonych z domu będzie zwyczajnie mniej, dlatego to byłby mniejszy problem. Bo - pomijając przykład z orzechem - problem jest chyba głównie w masie tego świństwa.
            • verdana Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 16:08
              No, nie wiem - wszystkie moje dzieci bestialsko wysyłałam na zakupy od ukończenia 5 lat. Własnie po to, aby się nauczyly kupować.
              Problem ze sklepikami jest moim zdaniem bardzo powazny, ale trzeba go załatwiać na poziomie całej szkoły, albo choćby klasy, a nie zmuszać własne dziecko, aby jako jedyne nie miało prawa do kupowania - bo niezależnie, co dziecko w tym wieku kupuje, to jest element nauki, wazniejszy od większośći tego, czego moze się nauczyć na lekcjismile
              • olena.s Re: Pierwszak i sklepik szkolny 19.03.12, 16:32
                Co do tego - pełna zgoda.
              • mamusia1999 Re: Pierwszak i sklepik szkolny 20.03.12, 12:31
                moim zdaniem tez sie trzeba z ajentem dogadac. owszem trudno zasady jako tako zdrowego zywienia ujac w umowie. bo niby co, tylko artykuly z atestem Instytutu Matki i Dziecka? to nie bedzie ani drozdzowek, ani jablek etc, ani kanapek.
                ale w koncu na zdrowy rozum racja bytu takiego sklepiku, poza dochodami dla szkoly, jest zaopatrzenie dzieci, ktore zapomnialy z domu sniadania lub olowka. trudno chipsy i lizaki uznac za drugie sniadanie.
                z drugiej strony widze szanse, ze dziecko ktore zamiast codziennych 2PLN "na sklepik", ktore to 2PLN wystarcza wylacznie na lizaka, dostaje tygodniowke 10PLN, ktora wystarcza na...pet shopa...po kilku lizakach zastanowi sie nad nastepnym.
Pełna wersja