Jak przekonać syna...

02.04.12, 11:40
Mój syn trenuje pewn ą dyscyplinę sportu, gdzie ważne są kategorie wagowe. Jest obecnie jednym z 2 zawodników, pretendujących do reprezentowania kraju w bardzo poważnej imprezie. Problemy są dwa : jeden, to taki, że jego rywal jest wychowankiem klubowym trenera kadry, drugi - to ciągłe zbijanie wagi, a właściwie jest i trzeci problem niechęc (uzasadniona) mojego syna do zgrupowań kadry.
O tym, który zawodnik pojedzie mają zadecydować Mistrzostwa Polski, ale wcześniej są eliminacje. I mój syn, wróciwszy z zawodów międzynarodowych , które wygrał, nagle, po obgadywaniu tych przyszłych im prez doszedł do wniosku, że wagi nie b ędzie zbijał, bo ma dość.
Istnieje jeszcze jeden problem - zawody nie ujęte w harmonogramie, ale trener kadry może je sobie wziąc pod uwagę, zważywszy, że wymyślił po nich zgrupowanie kadry.
Syn o tych zawodach jeszcze nic nie wie, ale zmuszanie go do zrzucania wagi co 2 tygodnie, w dodatku przed MP jest bez sensu.
Dodam jeszcze, że na zawody międzynarodowe dotychczas nie był powoływany, jechał na własny koszt i jako jedyny wracał z medalami. Był też dość zainteresowany, gdy mu powiedziałam, że wszyscy trenerzy (z wyjątkiem selekcjonera, bo on siedział cicho) mówili, że on jest w tej chwili numerem 1, głównie ze względu na sukcesy na arenie międzynarodowej.
A problem mam taki - jak go namówić, żeby jeszcze ''zrobił'' wagę na eliminacje i na MP, zwłaszcza, że potem przechodzi do starszej kategorii wiekowej i tam górna granica wagi jest wyższa i już go żadne zbijanie nie czeka.
Ja wiem, że to jego wybór, ale w tym wieku podejmuje się czasem takie decyzje pod wpływem emocji, a potem żałuje.
No i jeszcze - jego główny rywal jest od niego dużo niższy, zatem trochę lżejszy, wagi zbijać nie musi, na każdy turniej może jechać ''z marszu'', a w szkole ma taryfę ulgową, bo to szkoła pod patronatem klubu. Mój syn chodzi do zwykłego LO i choć są bardzo dumni, to zaległości nadrobić musi.
Zdać się na męża i trenera? Bo z nimi syn nie raczył się podzielić swoimi planami, na razie wtajemniczył tylko mnie, z czym dobrze się nie czuję, bo gdy mu tłumaczę, to czuję, jakbym to ja miała jakieś ambicje, a mnie chodzi o to, aby on nie żałował, bo włożył w to masę pracy, a rządzą nim emocje.
    • czarnaalineczka Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 11:47
      zdac sie na meza i trenera

      jesli bedziesz naciskac moze to przyniesc odwrotny skutek

      ps a czemu nie moze wystapic w innej kategorii wagowej ?
      • azile.oli Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 11:57
        Nie m oże wystąpić w innej kategorii, bo już startuje w najwyższej.
        Chyba rzeczywiście zdam się na męża i trenera, tylko obawiam się, że on im nic nie powie, tylko wagi nie zrobi, albo powie im już tak późno, że nic się nie da zrobić.
        Tu nie chodzi o moje ambicje, ale tyle czasu się męczył, że po prostu szkoda poddać się w końcówce. A żeby się na macie nie przewracać, to trzeba wagę zrobić mądrze, żeby się nie odwodnić. No , niie wiem, liczę na męża i trenera, może mu wytłumaczą, on ma ogólnie trudniej odmówić komuś, z kim nie jest uczuciowo związany (trener), ojciec go raczej będzie namawiał, ale może się wkurzyć i odpuścić. najłatwiej powiedzieć matce, bo zrozumie.
        Ja go doskonale rozumiem, ale nie uważam, żeby robił mądrze.
        • jagoda2 Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 12:20
          To może właśnie powiedz mu to, co tutaj napisałaś - że szkoda tylu lat ciężkiej pracy, treningów, poświęceń, wyrzeczeń, etc. Że za chwilę będzie w innej grupie, unaocznij mu, jakie możliwości się przed nim otwierają, jakie perspektywy, chociaż pewnie on to doskonale wie, ale czasami warto kogoś dodatkowo uświadomić, wzmocnić. Wytłumacz mu to, że czasami jedna pochopna decyzja przekreśla szansę na lepszą przyszłość, że potem z pewnością będzie żałował, że odpuścił, itd. Powiedz, że nie warto podejmować ważnych decyzji pod wpływem chwili, bo to są najczęściej nietrafione decyzje, a wiedzą o tym tacy starzy wyjadacze jak my. Powiedz, że szkoda by było, żeby do końca życia żałował, że nie próbował jeszcze raz. Skoro jest zawodnikiem od tylu lat, to na pewno ma w sobie ducha walki i nie jest przyzwyczajony do tak łatwego odpuszczania - może trochę na ambicję mu wejdź? I przede wszystkim uświadom, jaką długą drogę już przeszedł i ile wysiłku włożył w to, co zrobił przez te wszystkie lata. Mnie osobiście byłoby żal tego wysiłku mojego dziecka, nawet jeśli jemu samemu w danym momencie żal nie jest. Po to jesteśmy rodzicami, żeby czasem dzieciom pewne rzeczy uzmysłowić i nie pozwolić im zmarnować ciężkiej pracy wielu osób. Nawet, jeśli one w danym momencie chcą wszystko przekreślić, bo nie widzą innego rozwiązania.
          • azile.oli Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 12:42
            No ja mu to wszystko mówiłam, dokładnie tak, jak napisałaś. Może prob lem w tym, że do tych eliminacji jest jeszcze sporo czasu i dlatego on sobie tak mówi, ale wie, że decyzję zawsze może zmienić. Mogę się założyć, że ojcu, ani trenerowi na razie nic nie powie.
            Gorzej, jak wyjdzie kwestia tych dodatkowych zawodów, trener pewnie będzie chciał, żeby jechał, ale tu go może uratować ojciec (sam były zawodnik z uprawnieniami trenera), bo za 2 tygodnie byłyby eliminacje, więc to trochę może przeciążyć organizm, a eliminacjee ważniejsze.
            Nie wiem, co robić, mówić mężowi ? Czy zostawić sprawę mlodemu? On sobie zresztą zdaje sprawę, że znacznie mi pogorszył samopoczucie, trochę to pachnie szantażem emocjonalnym z mojej strony, ale ja chcę jego dobra. Ta szansa się już nie powtórzy. Po prostu się n ie powtórzy, a on nie jest dorosły i chyba nie w pełni zdaje sobie z tego sprawę.
            • jagoda2 Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 12:54
              Też mi to pachnie lekkim szantażem emocjonalnym, ale trudno, czasami tak trzeba. Jeśli są sprawy naprawdę ważne, to nie można tak po prostu odpuścić, zwłaszcza, jeśli taka szansa już się nigdy nie powtórzy. Z mężem bym porozmawiała, ale poprosiłabym, żeby nie zdradził się przed synem, tylko był czujny i w odpowiednim momencie interweniował. Co do trenera - nie wiem, bo nie znam człowieka.
              • azile.oli Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 13:17
                Nie, trenerowi nie powiem. Co do męża - nie wiem, czy n ie za wcześnie. Już jedna rozmowa była niedawno, bo chciał kończyć trenowanie. Potem cała seria sukcesów i nie, on chce dalej trenować, tylko nie chce zakończyć sezonu w swojej grupie wiekowej.
                Tuż przed Mistrzostwami Polski, Europy i Świata.
                Wkurzy się mąż raczej, bo była umowa, że do końca sezonu zostaje i robi wagę. Później przejdzie do starszej grupy i możemy to przeprowadzić na fajnych dla syna zasadach (nie będzie uzależniony od trenera kadry, bo będzie najmłodszy). Jeśli będzie dobry, to wtedy musi się podporządkować regułom, albo trenować dla przyjemności, ale wtedy będzie już dorosły, będzie studiował, mam nadzieję. A teraz... Chyba go zapytam, czy chce powiedzieć ojcu.
                • czarnaalineczka Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 13:25
                  wiesz a moze tu nie chodzi wcale o zbijanie wagi ?
                  moze nie chce sprobowac bo boi sie porazki ?
                  moze woli nie sprobowac niz przegrac

                  moze o tym warto z nim pogadac
                  tylko trener albo maz nie ty
                  • azile.oli Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 13:57
                    E, tam. Był na dużo poważniejszych zawodach , niż MP, przegrałby, to trudno.
                    Ja tu bardziej czuję dylemat - jak wygra, to go czeka zgrupowanie kadry, na które ma uczulenie. Ale przecież chce wygrać. Na dodatek Mistrzostwa Europy są w Polsce, prawie po sąsiedzku, a on pewnie nie chce walczyć przy kolegach i znajomych. Bo dużo zależy od losowania, można odpaśc po pierwszej walce... On nam się do tego wprost nie przyzna.
                    A o zbijanie wagi też chodzi - bo nie dość, że się namęczy, to każdy jego rezultat przyprawi go o dyskomfort.
    • azile.oli Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 15:46
      No nie wiem, co mam zrobić. Syna m i trochę żal, ale on tego nie przemyślał, najpierw mówił co innego, a potem nagle mu to przyszło do głowy i coraz bardziej się umacniał w swoim postanowieniu. Mąż się wkurzy - nie taki mieli układ (byłam przy rozmowie), nie po to wozi go dośc daleko na treningi, żeby się okazało, że synuś sobie wystartuje po wakacjach (jak mu coś nie odbije).
      Ambitny jest i na wynikach mu zależy, bo widzę, jak się cieszy z sukcesów.
      Ale porażka, to dla nas też nie problem, on o tym wie. Walczy dla siebie, ale reprezentuje klub, jest czołowym zawodnikiem i takich numerów się po prostu nie robi.
      Co innego, gdyby chodziło o jakieś deklaracja na dłuższy czas, gdyby się coś traumatycznego wydarzyło - ale nic takiego akurat nie było, samo pasmo sukcesów.
      • verdana Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 16:23
        Mam wrażenie, ze pomyliły Wam się kompletnie priorytety. Chcecie nakłonić syna, aby zbijał w szybkim tempie wagę (nieprzyjemne i zdecydowanie w jego wieku niewskazane zdrowotnie), aby mógł startować z zawodach. Cóż. Przede wszystkim sport ma być dla zdrowia i przyjemności. Nie dla medali. Nie dla zwycięstw za wszelką cenę. I sport ma być wyborem sportowca, a nie rodziców, którzy wiedza lepiej.
        Znacznie lepsze jest rozczarowanie, zę sie nie pojedzie, bo samodzielnie podjęło sie taką, a nie inną decyzję, niż zmuszenie syna emocjonalnym szantazem, aby robił coś, na czym najwyraźniej zalezy rodzicom, nie jemu. On ma właśnie walczyć dla siebie. A robioąc to, to mu własnie zabierzecie, zrozumie, zę nie walcząc - Was zawiedzie.
        Być moze syn ma dosyć sportu wyczynowego, po prostu. Dosyć ciągłych treningów i wyrzeczeń. Moze nie. Ale pozostawcie to jego decyzji. Pozwólcie mu zadecydować źle, to jest jedna z najwazniejszych umiejętności rodzicielskich.
        • azile.oli Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 17:42
          No nie bardzo ma dość sportu wyczynowego, dziś poleciał na trening, choć nie musiał, bo w poniedziałki późno kończy, a po drugie był po zawodach.
          Ja właśnie nie chcę, żeby on w szybkim tempie zbijał wagę, te eliminacje są w maju.
          Wręcz mu zabraniamy startu w mniej ważn ych zawodach, żeby bez potrzeby za często wagi nie zbijał. Gdyby nie chciał, to by nie trenował. On miał 2 lata przerwy ( w tym czasie trenował co innego) i wrócił, bo miał taką potrzebę. Żeby móc startować, musiał wtedy zrzucić 10 kg, był tego świadomy i zrobił to. Oczywiście w odpowiednio długim czasie.
          To jemu zależy na startach i wygranych, pierwsze załamanie i chęc rezygnacji przyszło po przegranym turnieju, o co nikt nie miał do niego pretensji, chyba on sam do siebie, bo chciał wygrać. Rozmawialiśmy z nim i mógł podjąć decyzję, jaką chce, ale głównie chodziło o uświadomienie mu, że to jest sport i czasem się przegrywa. Jedyny zarzut, jaki padł z naszej strony to oto, że nie słuchał fachowców w czasie zbijania wagi, zbił za dużo , odwodnił się i osłabił.
          Jak już pisałam - przerwał na 2 lata, bez żadnych wyrzutów z naszej strony. To taki sport, że jego trzeba chcieć uprawiać, bo inaczej to nie ma sensu.
          On teraz absolutnie zrezygnować nie chce - częściowo chodzi mu o zbijanie wagi, ale jak ktoś robi to wiele lat, to 2 ostatnie razy też zrobi. Wydaje mi się, że chodzi bardziej o to ewentualne zgrupowanie przed najważniejszymi zawodami, ale jeszcze nie wiadomo, czy się na nie zakwalifikuje. Ma dylemat - bo chciałby wygrać i reprezentować kraj, ale jak nie pojedzie na zgrupowanie, to trener kadry z ulgą wsadzi na to miejsce swojego klubowego zawodnika.
          To nie jest sport łatwy, prosty i przyjemny, ale tak już w życiu jest, mało kto rezygnuje z ostatniego egzaminu na studiach, choć jest on trudny, z nielubianego przedmiotu i nieprzyjemny, a w dodatku egzaminator wredny.
          Wiesz, nasz syn jest w dobrej sytuacji, bo materialnie stoimy bardzo dobrze, na starcie dostanie firmę, przynoszącą spore dochody, stać nas na finansowanie mu wielu rzeczy, w tym zagranicznych turniejów i może nie jeździć na zgrupowania, jak nie chce.
          Ale wiesz, ile stypendium dostają zawodnicy, którzy mieli takie szanse, jak on, takie wyniki, jak on i doprowadzili rzecz do końca. Oni dostają 3 tys zł m iesięcznie.
          Mojemu synowi to niepotrzebne (choć nie byłby zawiedziony), ale nie musi wygrać, bo nikt na te pieniądze nie liczy.
          Ale chłopak z przeciętnej rodziny milion razy by się zastanowi, niż taką szansę odrzucił.
          I o to właśnie chodzi - u progu dorosłości nie podejmuje się pochopnie i nagle takich decyzji, bo to się przekłada na inne sfery życia.
          • paulka25 Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 19:04
            To nie jest sport łatwy, prosty i przyjemny, ale tak już w życiu jest, mało kt
            > o rezygnuje z ostatniego egzaminu na studiach, choć jest on trudny, z nielubian
            > ego przedmiotu i nieprzyjemny, a w dodatku egzaminator wredny.


            Odpowiem z pozycji osoby wiele lat uprawiającej sport zawodowo. Żaden dyscyplina nie jest łatwa, prosta i przyjemna. Nawet te, które pozornie tak wyglądają. Sport wyczynowy to walka z przeciwnikami ale głównie ze sobą. Ze swoimi słabościami, bólem, kontuzjami, permanentnym przemęczeniem. Do tego dochodzą takie sprawy jak nielubiany trener, nieciekawe warunki na obozie, brzydkie stroje, wredni koledzy albo koleżanki itd. itp. Osoba bez ogromnej wewnętrznej chęci i motywacji sportowcem nie będzie. I ta wewnętrzna motywacja wydaję mi się kluczowa w tej sytuacji. Nic nie da Twoje tłumaczenie, przekonywanie i szantażowanie jeśli on sam nie będzie chciał wystartować. Powiedziałaś mu już jak to widzisz i co o tym myślisz a teraz daj mu szansę samodzielnie podjąć decyzję.
            • azile.oli Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 19:22
              Ale ja wcale nie chcę, żeby on był sportowcem, nie mam parcia na mistrza olimpijskiego.
              On teraz, na tym etapie życia chce być sportowcem, ale nie deklaruje, co b ędzie za 2 lata.
              Chce trenować, chce startować, ale po prostu nie chce skończyć sezonu. Tu brak jakiejkolwiek konsekwencji. I o to mi chodzi, a nie o to, żeby mieć wilelkiego sportowca w domu. Wiesz, można przerwać karieręsportową nawet przed ostatnimi zawodami, jeśli się ma sportu dość. Ale jak on niemalże ze śpiewem na ustach pędzi na trening, to jakąś motywację jednak ma. Samo zbijanie wagi przyjemne nie jest, ale to tylko element, w dodatku nie stały, tylko kilka razy do roku. Rozumiem, że ktoś ma z tym problem, ale wytrzymać mnóstwo czasu i odpuścić sobie przed samym finałem - po prostu szkoda. To, że on zrozumie po fakcie, że głupio zrobił, nie sprawi, że czas się cofnie. Nauczka, jaką dostanie nie jest warta tego , co straci.
              • paulka25 Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 21:13
                Ale ja wcale nie sugeruję, że Ty za wszelką cenę chcesz sobie "wyhodować" mistrza olimpijskiego ale mam wrażenie, że ewentualna rezygnacja ze startu bardziej zaboli Ciebie niż syna.
                Wyłożyłaś mu już swój punkt widzenia z którym się absolutnie zgadzam. Szkoda rezygnować na tym etapie, szczególnie jeśli poświęciło się tak dużo czasu i wysiłku żeby do tego miejsca dotrzeć ale nie bardzo wiem co jeszcze możesz zrobić. Nie wyobrażam sobie jakoś zmuszania prawie dorosłego dziecka do startu. Musisz liczyć na to, że dotarło to do syna i jak trochę opadną emocje to sam to zrozumie.
        • jagoda2 Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 19:21
          Wydaje mi się, że przeceniasz nieco, w przypadku młodych ludzi, nadmiar wolności i swobody w podejmowaniu ważnych życiowo decyzji. Nie z każdą decyzją dziecka, nawet prawie dorosłego, rodzice muszą się zgodzić i wtedy powinni nakłonić młodego człowieka do zmiany zdania. Wiadomo, że nie zmuszą, ale chodzi właśnie o nakłonienie do zmiany zdania w konkretnej sytuacji. I nie ma to nic wspólnego z ubezwłasnowolnieniem młodego człowieka, tylko o uchronienie przed popełnieniem życiowego błędu, życiowej pomyłki. Każdy ma prawo do błędów, ale jeżeli można ich uniknąć, to dlaczego pozwolić je popełniać? I nie mam na myśli jakichś banalnych spraw, tylko rzeczywiście ważne. To jest również rolą rodziców - uchronić dziecko przed jakąś głupotą. Wiadomo, że młodzi ludzie bywają impulsywni i podejmują wtedy nieprzemyślane decyzje. Szkoda jednak, jeśli te decyzje niweczą wysiłek wielu osób - trenerów, rodziców, samego zainteresowanego. To również pewnego rodzaju brak odpowiedzialności i konsekwencji, a chyba nie tak chcemy wychowywać nasze dzieci? No chyba, że nam nie zależy na tych cechach.
          Myślę, że nie masz racji pisząc, że na osiągnięciach i medalach zależy rodzicom, a nie synowi. Moim zdaniem zbytnio upraszczasz i zbyt szybko osądzasz rodziców. Swoją drogą, naprawdę tak bez mrugnięcia okiem, pozwoliłabyś synowi zrezygnować będąc na miejscu autorki wątku?
          • azile.oli Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 19:41
            No właśnie, nie da się uchronić dziecka przed wszystkimi błędami, ale jak widzę, że robi ewidentną głupotę, pod wpływem imulsu, to jednak wolę, aby nie tylko to przemyślał, ale wysłuchał zdania rodziców i trenera. Poza tym trochę konsekwencji - tak się nie robi.
            To jest dziecinne postępowanie, jakby sam sobie robił na złośc, nie zdając sobie z tego sprawy. Ja rozumiem, jakby miał 5 kg do zrzucenia w tydzień, to rzeczywiście, rozumiałabym, że może nie jest w stanie tego zrobić, alb o jest w stanie, ale go to osłabi i nie ma sensu.
            Ale przypilnowanie wagi na 2 imprezy, oddalone w czasie od siebie i ze świadomością, że to ostatni raz i potem mu to odchodzi ,to nie jest taki wielki wyczyn.
            Nawet dla zdrowia, przy jego wzroście i masie mięśniowej ta waga jest optymalna.
            Ja bym rozumiała oburzenie, jakbym kazała utrzymywać wagę 46 kg 17 - latkowi, który rośnie. To już podpada pod głupotę. Ale te dzieciaki walczą z każdym kilogramem, aby nie przejśc kategorię wyżej.
            • 1borgia Re: Jak przekonać syna...kurczak do forum 02.04.12, 20:39
              kurczak do forum- wrocilem z pracy i postanowilem skonsumowac czekajacego na mnie kurczaka przed tv a raczej przed forum.
              wszedlem na wasz watek (tylko ten jedyny i na nim zakoncze odwiedziny miejsca), uwaznie przeczytalem wasze wpisy zagryzajac chrzastki i rozciagajac pieczona skore na maksa miedzy zebami a widelcem. tluszczyk strzelil mi w oczy, wtedy to postanowilem obetrzec okulary, wytrzec tluste paluchi i dopisac sie do dyskusji.
              piekny watek, przepelniony zrozumieniem. dawno takiego nie widzialem, nawet nie wiem, czy kiedykolwiek podobny czytalem?
              sam bylem powolywany na rozne zgrupowania, wiec odpowiem z wlasnego doswiadczenia. mamo swojego syna- nie martw sie o chlopaka, wykaz zrozumienie i cierpliwosc. bedzie po latach ci wdzieczny. napisalas, ze jeszcze nigdy nie przegral, ze osiagnal juz tak wiele. ktos, kto walczy nie zrezygnuje przed meta. jestem przekonany, ze chocby mial zbic wage w ciagu tygodnia, by stanac do zawodow, wage zbije i do zawodow stanie. na pewno liczy sie z porazka, zwlaszcza, ze jeszcze nie przegral, wiec moze nadejsc kiedys ten pierwszy raz. na pewno nie zrezygnuje, bedzie walczyl do konca. wspieraj go, nie doradzaj. po prostu badz.
              jedyne, co jest niepokojace w tym co piszczecie to stan jego zdrowia. za cene osiagniecia celu moze wystawic wlasne mozliwosci do granicy wytrzymalosci. z jednej strony swietne doswiadczenie moc poznac wlasne granice, po przekroczeniu ktorych juz nie ma nic wiecej.
              istnieje jednak pewne ryzyko- po dojsciu do wlasnego konca ze wszechstron mozna opasc z bezsilnosci na widok wlasnego limitu. mozna tez go uszanowac stwierdzajac: tu jest moj koniec, oto moje capacity. nie wiem, na jakim etapie jest twoj syn, nie zyczylbym mu rozczarowania dotykajac ograniczenia wlasnego pola, bo bedzie mu ciezko.
              pamietaj- podaruj mu cierpliwosc, zrozumienie i dobre jedzenie, by sie nie zaglodzil, a bedzie ci wdzieczny bardziej niz trenerowi. jestem pewny, ze da rade!

              zycze mu i tobie powodzenia!
              borgia

              • azile.oli Re: Jak przekonać syna...kurczak do forum 02.04.12, 22:03
                Dzięki, ja też mam nadzieję, że zrozumiie i masz rację, on by zbił te 5 kg w ciągu tygodnia.
                O zdrowie się na razie nie martwię, wszystko jest pod kontrolą.
                Mam nadzieję, że bez traumatycznych rozczarowań się obejdzie.
                A co do jedzenia - ja pilnuję tego jedzenia od 10 lat, żeby wartościowe było i zbilansowane, przez 6 lat miałam w domu córkę - wagowiczkę, potem doszedł syn.
    • burina Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 20:35
      Coś dziwnego przebija z Twoich postów. Z jednej strony chcesz przekonać syna, a z drugiej wypisujesz tutaj jakieś usprawiedliwienia o firmach, o pieniądzach.

      Z synem sprawa jest prosta, tylko trzeba właściwie zdiagnozować problem: niedobrze na przyszłość świadczy to, że rozumiejąc powagę swoich decyzji chce się poddać tak blisko celu, nie zamykając jakiegoś etapu w swoim życiu.

      No i wyjścia są dwa: albo nie zależy mu, bo wie, że i tak o pieniądze i przyszłość się nie musi martwić. Sport, szkoły muzyczne i inne balety głównie uczą dzieci, jak wziąć się w garść, nawet jak się bardzo nie chce, i stanąć na wysokości zadania. Jeśli chce zrezygonować sam w sumie nie wiedząc czemu, to taka decyzja może go 'zdemoralizować'. Teraz sobie odpuści i nic wielkiego się nie stanie, potem może maturę oleje, bo po co jakieś dobre studia, skoro firma już jest, po co poświęcać czas pracy, skoro rodzice na wrazie czego mają jeszcze inną firmę, itd. I potem będzie takim Alem Bundym, któremu jedyne co się udało, to jakiś sukces sportowy tak dawno temu, że już nieprawda.

      No a z drugiej strony może tak jest, że chłopak nie może decydować o swojej przyszłości i wykombinował soebie, że ten sport to jest jedyna dziedzina, w której rodzice jakkolwiek liczą się z jego zdaniem, poświęcają mu uwagę, gdy zaszantażuje.

      No a prawda pewnie i tak leży jeszcze gdzieś indziej wink
      • azile.oli Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 22:28
        Wiesz co, nie, to nie tak. Ja widzę jego kolegów i u nich element finansowy byłby ważny. Mało tego, on jest ważny dla ich rodziców. Dla mojego syna cenne są zwycięstwa, medale, ale głównie takie poczucie siły. Jakby miał poczucie, że jest dobry i nie musiał na obecną chwilę tego potwierdzać, ale chce się doskonalić, o czym świadczy chęć do treningów.
        Jak się za coś bierze, to wiadomo, chce wygrać, ale nie ma takiej presji, że musi. Nie musi b yć najlepszy, żeby zyskać naszą akceptację. I to mu daje taki psychiczny luz - dla niego sport nie stanowi przepustki do lepszego świata, jest rozrywką i w tej chwili pewnym sposobem na samorealizację.
        Co do szkoły i studiów - na razie jest najlepszym uczniem w klasie, plany, co do studiów ma różne, my w nie nie ingerujemy. Jakiekolwiek studia skończy i tak firmę dostanie, a co z nią zrobi, to już jego sprawa. Mamy jeszcze rok starszą córkę - oboje naszych dzieci sobie nie odpuszczają, jeśli chodzi o obowiązki i wiem, że nie liczą wcale, że mama, czy tata da. Firma -firmą, ale wiedzą, że zawód trzeba mieć, syn planował taki kierunek, który b y mu w prowadzeniu działalności pomógł, a córka - jak jej się wszystko ułoży tak, jak chce, to dostanie pieniądze na start i będzie działać w zupełnie innej branży.
        Chłopak jak najbardziej może decydować o swojej przyszłości, liceum i profil wybrał sam, a studia będzie wybierał jako dorosły człowiek. Tu nie chodzi o bunt, a jeśli nawet, to nie jest on wymierzony przeciwko nam, ani też przeciwko trenerowi.
        Nawet nie mogę napisać, że syn uczy się pod naszą presją, on to naprawdę robi dla siebie, mniej więcej od czasu gimnazjum.
        • burina Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 23:11
          Ja tylko zasugerowałam, że jeśli teraz odpuści, to to może być taki kamyczek, który ruszy lawinę.
          A może jest to dla Was, jako rodziców sygnał, że dziecko poddaje się, gdy coś przestaje mu wychodzić niejako bez wysiłku. Piszesz, że dobrze się uczy a może właśnie do tej pory nie musiał w to wkładać wysiłku, bo był bardziej zdolny niż koledzy.
          I wychodzi teraz, że jak nie da się już tak z palcem w nosie osiągać takich wyników jak do tej pory, to lepiej rzucić. Teraz będzie to sport, za rok 5 będzie tak samo dobra jak 6. Twoje dziecko budowało swoją tożsamość na np. byciu mistrzem w sporcie, jak z dnia na dzień zabraknie mu tej dziedziny, może nie umieć zapanować nad zdefiniowaniem siebie na nowo.

          Proszę, nie pisz mi o tym, jaki Twój syn jest idealny, bo wierzę, że tak jest. Znam mnóstwo takich dzieciaków. I niestety bardzo wielu małych 'geniuszy' wyrasta na całkiem przeciętnych dorosłych, a przy pomocy rodziców, którzy dopuściliby pewne fakty do świadomości wcale nie musiałoby tak być.
          • azile.oli Re: A , nie... 02.04.12, 23:25
            Mój syn idealny nie jest. Jest bardzo dobry, w tym, co robi, częściowo dlatego, że jest zdolny, a częściowo dlatego, że się przykłada do tego, co robi.
            Nie, zwycięstwa w sporcie nie przyszły mu bez wysiłku, bo musiał nadrobić 2 lata, kiedy zrobił sobie przerwę, a jego rywale trenowali. Fakt, dogonił szybko czołówkę, ale cały czas musi pracować, żeby być naprawdę dobrym długodystansowo. To nie jest tak, że mu było łatwo od początku, zawsze był duży i ciężki, obecnie ma 2m 2 cm wzrostu, waży 100 kg i zrobi salto, nie mówiąc o innych ćwiczeniach akrobatycznych. Dojście do tego kosztowało go dużo pracy.
            Jeśli chodzi o szkołę - owszem, zawsze miał świadectwa z wyróżnieniem, ale na półrocze miał w liceum wyższą średnią, niż w gimnazjum. Czyli równa w górę, a nie w dół.
            A geniuszem nie jest. Jest tylko zdolnym i pracowitym chłopakiem.
            Czy ma wady - owszem, całe mnóstwo, jak każdy.
    • lineczkaa Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 20:43
      Może to jakiś kryzys motywacyjny i przydałyby się dodatkowe spotkania z psychologiem sportowym. Z kim pracuje Twój syn? Jak nie możesz podać na forum to napisz na priv wink.
      • azile.oli Re: Wiesz, że to m ożźe być prawda... 02.04.12, 22:58
        Może i to jest jakiś kryzys. Ale tu musiałby interweniować trener, bo mój syn niespecjalnie chyba korzysta ze spotkań (rzadkich) z psychologiem. Bardziej bazuje na rodzicach, tzn ja tylko nagrywam problem (bo go najszybciej wychwytuję), ale potem pomagają mu rozmowy z ojcem, jako byłym zawodnikiem tej samej dyscypliny. Jak się słyszy, że ktoś miał podobne odczucia, to się łatwiej akceptuje własne .
    • aquuaa Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 20:47
      a wiesz co? czytam Cie i zdaje mi sie, a nawet jestem pewna, ze jestes calkiem madra mama. Mysle, ze znasz swoje dziecko i sama dobrze wiesz jak postapic - tylko sobie na spokojnie to poukladaj.

      Moze uderz w inna strune u syna? Piszesz, ze jestescie dobrze sytuowani - moze przynies folder z jakas wymarzona wycieczka (safari, canyoning, jakas fajna przygoda zgodna z zainteresowaniami), moze sprobuj namowic go na jakis uklad ale w sensie: synu dopnij jeszcze ten plan, postaraj sie a potem sobie cala rodzina wyjedziemy na wspaniale wakacje i bedziemy sie swietnie bawic (a nie, ze jesli dopniesz plan to Ci zafundujemy wycieczke).
      Nie wiem czy to wlasciwa droga ale widac, ze sportowe osiagniecia go i ciesza i wyczerpuja (psychicznie i fizycznie) - gdzies powinna byc odskocznia, odprezenie.
      Jesli sama planujesz odchudzanie - moze powiedz, ze potowarzyszysz mu w zmaganiach i popros aby to on Cie nauczyl zrzucac wage.

      Kurcze - sama widzisz jak trudno jest obcym osobom, z innych srodowisk, z innymi dziecmi cokolwiek doradzac. Sama cos wymyslisz smile No musisz - nie ma to tamto.
      • malgosiek2 Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 21:38
        Mój syn trenuje piłkę wodną, ma 14 lat.
        W grudniu nie chodził na treningi, bo był przeziębiony do tego nałożył sie też kryzys oraz mistrzostwa Europy w pływaniu i basen nie był dostępny codziennie.
        W styczniu został nam juz tylko kryzys.
        Treningi codziennie od 18-20.
        Ostatnimi czasy wracał coraz bardziej zniechęcony.
        Dalismy z mężem wybór czy chce chodzić 2 czy 3 x w tyg.
        Wybrał 3 x w tyg.
        Powiedziałam, że z wiele rzeczy mogę mu odpuścić, ale nie basen.
        Nie jest już "krzywy" ortopeda się też zdziwił, że się ładnie wyprostował, chodzi prosto i ma coraz lepszą sylwetkę.
        Też powiedziałam, że szkoda tych lat, że ładnie wygląda, ma zgrabną sylwetkę i jest zdolny.
        Właśnie w sobotę i niedzielę miał mecze z duńczykami.
        Sam strzelił 3 gole i sam z siebie jest teraz bardzo dumy.
        I to, jak widzę go jednak dość mocno zmotywowało, aby wytrwać dalej.
        Może właśnie daj mu trochę czasu na odpoczynek od sportu?
        Niech przemysli i zbierze siłę w sobie.
        Nie naciskaj, bo skutek może być odwrotny od zamierzonego.
        Daj mu czas, u nas to poskutkowało.
        • azile.oli Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 22:34
          Problem w tym, że owszem, teraz mógłby sobie odpocząc , tzn mniej trenować, ale jakiś entuzjazm w niego wstąpił i jeszcze po treningu zostaje na ćwiczenia siłowe.
          Ale jak przyjdzie ten kon kretny termin, to on sobie odpuścić nie może, bo jak pisałam, szansa się nie powtórzy.
      • azile.oli Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 22:45
        No, może rzeczywiście coś wymyślę, choć moje dzieci są z natury nieprzekupne.
        Ale w przypadku córki miałabym parę takich atrakcji, że by się skusiła.
        U syna chyba najlepszym wyjściem będzie, jeśli pozwolę mu samemu zadecydować, tzn ja do tematu nie wrócę. Jak dojdzie do przekonania, że sam zachował się tak dorośle i odpowiedzialnie, to będzie dla niego najlepsza nagroda.
        Po prostu liczę na to, że sprawę przemyśli, tym bardziej, że nie chciał, żebym wtajemniczała ojca - czyli może nie jest zdecydowany.
        A co do jakiegoś wyjazdu, to rzeczywiście, zapytam, o czym marzy w ramach odpoczynku, bo tak czy siak za całokształt mu się należy.
        • aquuaa Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 22:59
          azile.oli napisała:

          > No, może rzeczywiście coś wymyślę, choć moje dzieci są z natury nieprzekupne.
          (...) > A co do jakiegoś wyjazdu, to rzeczywiście, zapytam, o czym marzy w ramach odpo
          > czynku, bo tak czy siak za całokształt mu się należy.

          No wlasnie nie wiedzialam jak to ujac. Mi nie chodzilo o to, ze cos za cos - doslownie. Chodzilo mi bardziej o perspektywe wspolnego, rodzinnego, fajnego wyjazdu, z wyglupami jako uwienczenie trudu (no ale synu jeszcze sie troche zmotywuj i dopnij a potem poszalejemy i sobie odbijemy).
          • azile.oli Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 23:13
            Zapytam go, jak chciałby poszaleć. On pod tym względem jest nietypowy - spokojny, ułożony, wygłupy niektórych kolegów go drażnią, a na dłużej wszyscy nie damy rady wyjechać. Ale może jakiś krótki wypad, ale bardzo intensywny w doznania?
            Pomyślę nad tym, ale powiem dopiero po zawodach - wcześniej uznałby to za próbę przekupstwa. A to by już była próba ingerencji w jego decyzję. Jest mistrzem w doszukiwaniu się podtekstów.
    • borys314 Re: 02.04.12, 23:11
      Wiele już zostało powiedziane. Wydaje mi się, że kluczową sprawą tutaj jest konsekwencja. Warto syna wesprzeć i namówić do dokończenia sezonu właśnie po to, żeby się nauczył, że kiedy się coś zaczyna, to powinno się skończyć - nie tylko dla zasady, ale dla poczucia dobrze spełnionego obowiązku, poczucia, że pewien etap się zamknęło.
      • azile.oli Re: 02.04.12, 23:30
        Dokładnie o to mi chodzi. Owszem, on wciąż jest w wieku, gdy dokonuje się wyborów i ma prawo do rezygnacji, ale coraz bliżej mu do dorosłości i powinien sobie zdawać sprawę, że konsekwencje jego nagłych decyzji mogą uderzyć też w kogoś innego (np trenera).
        O ile trener nie jest powodem takiego postępowania, to jednak warto wziąc jego skromną osobę pod uwagę.
    • kali_pso Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 23:21

      Cały czas zyjesz zyciem swoich dzieci? A co z Twoim własnym? Kobieto, idz do dobrego lekarza.
      • azile.oli Re: Jak przekonać syna... 02.04.12, 23:39
        Czy to takie dziwne, że w ważnych momentach nie zostawia się dziecka samego?
        Ze swoimi obowiązkami sobie radzę, a życiem dzieci będę żyć dotąd, dokąd będą tego potrzebowały, o ile nie będzie to wykorzystywanie mojej osoby.
        Mam mu powiedzieć, żeby robił, co chce ? Potrafię. Rzeczywiście mieć tego w tyłku nie potrafię, bo wiem, że skoro mi o czymś takim mówi , to ma problem.
        • tititu Re: Jak przekonać syna... 03.04.12, 08:27
          Czy to takie dziwne, że w ważnych momentach nie zostawia się dziecka samego?

          Nie, dla mnie normalne. I masz już wszystko przemyślane i ja jednak zachęcałabym syna do zakończenia etapu. Z Tobą rozmawiał, więc Ty wyłóż mu dlaczego uważasz, że powinien jednak powalczyć o tą wagę.
          A potem poszalejecie.
          • azile.oli Re: Jak przekonać syna... 03.04.12, 09:02
            Ja mu już wyłożyłam swoje racje, zresztą, on w zasadzie zapewne je znał, bo są proste i logiczne. Teraz chyba dam mu spokój i nie będę wracać do tematu, bo wydaje mi się, że co nieco przemyślał. Mam w odwodzie jeszcze męża i trenera, bo ostatecznie taką decyzję musiałby przekazać im, a chyba się jednak na to nie zdecyduje. To nie jest głupi chłopak, więc nie stanie przed trenerfem z argumentacją ''nie, bo nie''. Tym bardziej, że chodzi o tak ważne zawody.
      • azile.oli Re: kali_pso... 02.04.12, 23:48
        A tak oprócz tego - przeżźywałaś , ż Ci folder z błędem wydrukowali i że w ten sposób niejako praca Twoich podopiecznych poszła na marne?
        Widzisz - mnie jest szkoda, żeby ciężka praca mojego dziecka poszła na marne.
Pełna wersja