per-vers
30.04.12, 21:55
Nie wiem, czy jeszcze myślę racjonalnie, czy zaczynam popadać w histerię...
Moja córka właściwie potrafi czytać. Składa litery w słowa, ze 4 czy 5 częstszych sylab rozpoznaje już bez odczytywania... Właściwie potrafi przeczytać dłuższy tekst, ale robi to okropnie powoli...
Jest to dla niej tak żmudna i nudna praca, że ją odstrasza. Jeśli zdanie, które czyta, jest bardziej złożone, to gubi się i nie rozumie, co przeczytała. W sumie trudno, żeby tak nie było, skoro odcyfrowuje takie dłuższe zdanie przez naprawdę dłuższą chwilę i nie raz musi się poprawiać, wracać...
Martwi mnie to, że na takim samym etapie tkwi już od dłuższego czasu. Przez mijający rok szkolny ruszyła może odrobinę z tempem. Chodzi do pierwszej klasy, gdzie poszła jako 6-latka. Litery zna odkąd skończyła 4 lata. Składa je w słowa odkąd skończyła jakieś 5 lat. Ze słuchu robi to perfekcyjnie, z "odczytu" - powooooli...
Nauczycielka w szkole ocenia ją bardzo dobrze, więc sądzę, że nie odstaje zanadto od grupy, ale ja, znając córkę dłużej

, wiedząc, jak powolne robi kroki w tej materii, zaczynam się obawiać, ze ma z tym jakiś problem! Jeszcze nic nigdy - od skomplikowanych jak na jej wiek obliczeń matematycznych po jazdę na łyżwach, rolkach i rowerze - nie sprawiało jej tyle kłopotu...