another_stupid_nick
07.05.12, 20:24
W sumie nie wiem czy to dobre forum - córka ma 20 lat, a ja jestem facetem, czyli jej ojcem. Matka (acz nie byłem z nią związany) popełniła samobójstwo, gdy ta miała 14 lat, a ja ułożyłem sobie życie z moją żoną, jej macochą, z którą mam dziecko. Ja mieszkam w dużym mieście, córka w takim, w którym jest tylko spożywczak, ale moja żona jest na nią obrażona i nie chcę układać z nią życia.
Córka od małego dobrze się uczyła, nie sprawiała żadnych problemów. No, może poza jednym - lgnie do ludzi, a jest dojmująco samotna. Od przedszkola uskarża się na brak bliższych koleżanek czy przyjaciół. Choć w szkole miała niezłe oceny, nigdy nie wywyższała się nad innych, była sympatyczna i chętnie niosła pomoc (tak przynajmniej słyszałem od nauczycieli). Cóż jednak z tego, skoro nie miała z kim siedzieć w ławce. Chłopaka również nie miała, choć nie z jej winy, gdyż jest atrakcyjna i wielu się nią interesuje - po prostu wstydzi się rozmawiać o sprawach seksu i widzę to nawet ja, a jak twierdzi jest to teraz temat "tip top", a ją to żenuje i krępuje.
Kiedy była jeszcze w szkole, na szkolnym korytarzu wiele osób (głównie z innych klas) ją zaczepiało, lecz ona uważała, że ich intencje są nieszczere i "zgrywają się z niej". Myślała, że na studiach wyrwie się z tego środowiska, że zacznie nowe życie, lecz niestety nie zdała matury - choć przystępuje do poprawek i chyba wisi nad nią jakieś fatum, bo mimo najszczerszych intencji (naprawdę mnóstwo serca w to włożyła) wciąż nie potrafi przebić magicznej bariery 30% z jednego z przedmiotów.
Obecnie (od jakiegoś miesiąca czy dwóch) poznała w internecie dziewczynę, w której, jak twierdzi, jest zakochana (z wzajemnością zresztą, choć nie ma mowy o bliższym związku - sam widziałem, jak ona do niej pisała). Córka uważa, że trafiło jej się "jak ślepej kurze ziarno", bo w końcu z kimś jej się miło rozmawia przez wiele, wiele lat samotności. I rzeczywiście - gdy ją obserwuję, od wielu lat przesiadywała przed kompem (no, może na zmianę ucząc się). Ale nawet przez internet nikt do niej nie pisał.
Może rzeczywiście tym razem uśmiechnęło się do niej szczęście, bo łączą je takie same pasje (a te są, w realiach naszego miasta, rzadkie jak nie przymierzając historia północnego Mozambiku). Tylko razem ze szczęściem "uśmiechnęło się" do niej także uzależnienie od tej osoby. Córka nie sypia po nocach (chociaż nie gada z nią w nocy, po prostu leży i się gapi w sufit), płacze kiedy nastąpi chociaż dzień rozłąki i ta się do niej nie odezwie ani nie wyśle do niej smsa (sama nigdy nie zrobi pierwszego kroku, by do niej napisac, bo jak twierdzi, nie chce "narzucać się ludziom"). Pomocy, bo sam już nie wiem co mam robić i nie wiem, jak jej pomóc