niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-latek

15.05.12, 23:08
Nie mam już siły do mojego synka!!! Taka wymiana zdań z wczoraj: "Idź już spać, jest 22.00. Zawsze o tej porze chodzisz spać." "Co ty mówisz mamo, nigdy nie chodzę spać o 22.00, przecież zawszę chodzę spać po 23.00, alb później. Co z tobą?, dlaczego nagle mam iść spać tak wcześniej". Oczywiście bzdura (zawsze, ale to zawsze chodzi spać o 22), ale przysięga, zaklina się na wszystkie świętości, awanturuje się, że wprowadzam jakieś nowości i mówi, ciągle mówi, przy czym zacina się więc to trwa i trwa.... A ja wymiękam. Staram się uciąć krótko, nie pomaga... "Dlaczego, i dlaczego..." Musiałabym go chyba wziąć na ręce i zanieść do łóżka,żeby osiągnąć pożądany efekt. Poddał się dopiero gdy wyłączyłam światło w dużym pokoju. Dyskusje są o wszystko, o jedzenie, o chodzenie do szkoły, odkładanie rzeczy na miejsce, wiązanie butów, że głupie, mycie zębów też nie dla niego . "Kurtka? Po co? Na deszcz? Podczas deszczu chodzi się bez kurtki!" Nic nie pomagają śmiechy i obracanie sprawy w żart, generalnie walczy, walczy, aż padnie. Wszystko, co zaproponuję lub o co poproszę jest NIE DO ZROBIENIA, gdy próbuje go przekonać, używając konkretnych argumentów, zaraz jest kontra, ostra, stanowcza. Kontrargumenty są najczęściej kretyńskie. I jego sakramentalne " ale wyjaśnij mi dlaczego??", gdy wyjaśnię naprawdę się starając, żeby było super merytorycznie, padając już na pysk, słyszę kolejne " ale właściwie dlaczego?" Generalnie nigdy się nie poddaje! Ja nigdy, przenigdy nie mam racji, jeszcze się nie zdarzyło żebym go przekonała, do czegoś, co jest tak logiczne, że w ogóle nie powinno podlegać dyskusji. Sytuacja trwa ze dwa miesiące. Właśnie cała rodzina tłumaczyła mu, że zrobił źle zadanie z matematyki, nie pomogło nic, a nic, jest dobrze i koniec!! Najpierw długi wywód, że on ma rację, a później totalny dąs. Łącznie z płaczem. Zadanie jest pokręcone, że hej, a on nie poprawi, bo jest dobrze. Walczył jak o niepodległość! Olaliśmy to, bo mamy już dosyć. Czy możliwe, żeby to był bunt nastolatka? Relacje z rówieśnikami prawidłowe, pozytywna postać, masa kolegów i koleżanek. Czy tak będą wyglądały nasze następne kilka lat? Czy ktoś miał tak, co robić, żeby nie zwariować. A może za dużo demokracji?
    • jagnaborynowa Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 09:24
      Ja mam tak samo z moją prawie dziewięciolatką. Też jest ogólnie bardzo dobrym dzieckiem, nieagresywnym, koleżeńskim i lubianym przez rówieśników i nauczycieli, ale... za dużo negocjuje. Głównie z nami - o jedzenie, sprzątanie, pomaganie w domu, ubieranie, ale zaczęła też już z panią ze świetlicy, która mi się na te negocjacje małej pożaliła. Oczywiście nie w żaden chamski sposób, ale córka prosi o coś i argumentuje ostro. Ja też uważam, że za dużo teraz tej demokracji w wychowaniu dzieci. Rodzic przestaje być autorytetem, nie mówiąc już o nauczycielu. Tyle się mówi o prawach dziecka. A skoro są prawa to powinny chyba być i obowiązki, a o tych jakoś się nie słyszy... Sami sobie strzelamy w kolano. Jakie partnerstwo może być między trzydziestokilkuletnim rodzicem i kilkulatkiem? Wieloletnie doświadczenie i wiedza rodzica, nałożone nań obowiązki w stosunku do dziecka i odpowiedzialność za nie kontra upór i chwilowe zachcianki dziecięcia.
    • morekac Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 09:28
      "Idź już spa
      > ć, jest 22.00. Zawsze o tej porze chodzisz spać.
      Nie możesz wydawac poleceń bez uzasadnień? Typu: "Jest 22 -ga, zmykaj do spania."

      Dyskusje są o wszystko, o jedzenie, o chodzenie do szkoły, o
      > dkładanie rzeczy na miejsce, wiązanie butów, że głupie, mycie zębów też nie dla
      > niego . "Kurtka? Po co? Na deszcz? Podczas deszczu chodzi się bez kurtki!
      Niech nie je, nie wiąże butów i nie nosi kurtki na deszcz. Nie będziesz musiała mu wyjaśniać i wysilać merytorycznie, sam się przekona, że są rzeczy, które się robi, bo inaczej leje się na głowę, nie można biec i jest się głodnym. Nie dociera do niego, że zadanie jest źle zrobione - trudno. Przekona się, że nie mial racji i może na przyszłość będzie bardziej skłonny do wysłuchania waszej matematycznej argumentacji.
      Co do szkoły: uświadom go, że istnieje coś takiego, jak obowiązek szkolny i że nie jest to absolutnie twój wymysł, żeby chodził do tej szkoły. Ale musi, bo ty nie zamierzasz płacić mandatu. A on i tak będzie musiał do szkoły chodzić. wink
      Co do mycia zębów - niechże go dentysta uświadomi, ewentualnie możesz zagrozić, że za łatanie dziur potrącisz z kieszonkowego.
      To nie jest bunt nastolatka. To jest po prostu dorastanie. Daj mu ponosić konsekwencje jego własnych decyzji - jeśli nie są oczywiście niebezpieczne.
      • lib Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 10:11
        Twój syn walczy, bo ma z kim. Odbierz mu przeciwnika, a natychmiast przestanie.
        • grzalka Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 21.05.12, 17:33
          lib napisała:

          > Twój syn walczy, bo ma z kim. Odbierz mu przeciwnika, a natychmiast przestanie.

          o, i to jest sedno sprawy
        • akn82 Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.01.20, 23:21
          A jak się to robi? Rada dobra, tylko jak w praktyce (na przykładzie) wcielić ją w życie?
          • drobnostka7 Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 05.03.20, 10:01
            ..też chętnie się dowiem.. Póki co, wydaje mi się, że to my - rodzice musimy zmienić postępowanie - nie być przeciwnikiem, co czytać można wielorako ale np. ja czytam tak - dziecko z nami dyskutuje dopóki nie przyznamy mu racji i nie dotrze to do niego. Stawiamy się wtedy po tej samej barykady, przestajemy być przeciwnikiem, a zostajemy sojusznikiem..
            Moja córka ma 10,5 roku i jest głucha i ślepa na wszelkie moje próby stawiania jej granic. Nie chce. może nie potrafi, zrozumieć, że jak jesteśmy zmęczeni to dyskusje z nami skończą się niepomyślnie dla niej, tak samo o poranku, gdy wstaję nieprzytomna, a ona zarzuca mnie tysiącem skarg to musi minąć troszkę czasu by dotarło do mnie, że nie pyta o radę a o wysłuchanie... A jak sobię pomyślę, że to jej zachowanie to tylko przedsionek lasu... Ech!
    • stypkaa Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 10:24
      Wiesz co, czytając Twojego posta odniosłam wrażenie, może mylne, nie wiem, trudno to wywnioskować na podstawie jednego posta, ale takie mam wrażenie, że on nie ponosi konsekwencji swoich działań.
      Ja może opiszę jak to jest u mnie - co prawda mam 7latka, więc sporo młodszy, ale może niektóre rzeczy Ci pomogą.
      Z chodzeniem spać nie dyskutuję - po prostu ok. 19.30 przychodzi czas na kąpiel, kolację, czytanie i spanie. To jest rytuał, który działa u nas od wielu lat (mam jeszcze 5 latka w domu) i nie ma dyskusji. Ja mam jeszcze zawsze argument w postaci wolnego czasu wieczorem dla siebie. Nie jesteś śpiący, ok, nie zasypiaj, ale masz być u siebie w pokoju i zajmować się sam sobą. Ja chcę teraz mieć czas tylko dla siebie.

      >Dyskusje są o wszystko, o jedzenie, o chodzenie do szkoły, o
      > dkładanie rzeczy na miejsce, wiązanie butów, że głupie, mycie zębów też nie dla
      > niego .
      Jedzenie - nie chcesz - nie jedz. Gwarantuję Ci, że jak zgłodnieje to sam się upomni. Zresztą 10latek to chyba jest w stanie już sobie sam wziąć jakieś jedzenie z lodówki? Mój 7latek jak jest głodny to sobie bierze jabłko/banana/serek, co tam jest pod ręką.
      Co do śniadania, obiadu, kolacji (które jeśli możemy staramy się jeść wszyscy razem)- dostaje jasny przekaz - teraz jemy ten posiłek - nie zjesz teraz będziesz musiał czekać do następnego. Żadnego ględzenia, powtarzania.

      Chodzenie do szkoły - to już ktoś dał wcześniej dobry argument. To nie jest Twój wymysł, dzieci mają obowiązek chodzenia do szkoły. Jeśli ten obowiązek zaniedbamy to zainteresuje się nami opieka społeczna etc. Wyjaśnienie co grozi za niechodzienie do szkoły. Bez zbędnego dyskutowania.

      Odkładania rzeczy na miejsce - nie wiem co to dokładnie znaczy. Ja teraz uczę moich chłopców, że jak się rozbierają to majtki i skarpetki mają lądować w koszu na brudną bieliznę. Ja piorę tylko te rzeczy, które tam się znajdą. 5latek załapał w mig smile, natomiast 7latek ma już uzbieraną torebkę z brudnymi rzeczami (te które nie były włożone do kosza, ja wkładam do torebki,nie zostaną na razie uprane). Jak się obudzi, że nie ma czystych skarpet i majtek w pewnym momencie to będzie to dla niego najlepsza nauka na przyszłość, że należy je wkładać do kosza. Ględzenie, gadania etc. nie odnosi tego efektu.

      Wiązanie butów - to jest dla mnie niesamowite, że 10latek się buntuje przeciwko wiązaniu butów smile No ale jeszcze może to przede mną. Nie chce - niech nie wiąże, jak się wywali, albo ubrudzi sobie sznurówki w błocie - może mu przyjdzie ochota na zrobienie czegoś z tym.

      Mycie zębów - mój 7 latek nie dyskutuje. Wie, że jak nie będzie mył będzie miał dziury. A jeśli będzie miał dziury dlatego, że nie myje - to za plomby zapłaci z własnych oszczędności. I jeśli rzeczywiście jest to problem to doprowadziłabym do takiej sytuacji, aby musiał zapłacić u dentysty sam.
      To samo z zakładaniem kurtki na deszcz - ok, nie chcesz, nie zakładaj. Ale jak się przeziębisz - za lekarstwa płacisz sam.

      Właśnie cała rodz
      > ina tłumaczyła mu, że zrobił źle zadanie z matematyki, nie pomogło nic, a nic,
      > jest dobrze i koniec!! Najpierw długi wywód, że on ma rację, a później totalny
      > dąs. Łącznie z płaczem. Zadanie jest pokręcone, że hej, a on nie poprawi, bo je
      > st dobrze. Walczył jak o niepodległość!

      Od początku przyjęłam taką metodę, że szkoła to jest sprawa mojego syna. I, mimo, że jest dopiero w 1. klasie to ja w zasadzie nie biorę udziału w jego odrabianiu lekcji. Na początku przypominałam mu o tym i pomagałam jeśli wyraził taką potrzebę. I widzę, ze to zdecydowanie procentuje, bo teraz o lekcjach pamięta sam. A jeśli coś źle zrobi, a na moje uwagi, że to jest błąd reaguje histerią - ok, nie poprawiaj. Pani Ci poprawi smile

      >A może za dużo demokracji
      > ?

      Moim zdaniem to nie o demokrację chodzi. Ja mam wrażenie, powtórzę to co napisałam na początku, że Młody nie jest nauczony ponosić konsekwencji własnych działań i decyzji.

      Trochę się rozpisałam, ale mam nadzieję, ze coś Ci pomoże.
      Pozdrawiam i życzę cierpliwości (co łatwe nie jest, wiem wink )


      • mama-ola Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 18.05.12, 13:06
        > Jedzenie - nie chcesz - nie jedz. Gwarantuję Ci, że jak zgłodnieje to sam się u
        > pomni.

        No ale jak się upomni, to będzie trzeba mu dać! Wstać, pójść do kuchni, zrobić, podać, posprzątać. Podczas gdy cała rodzina już po kolacji, pozmywane, i można by książkę poczytać. No to kto ponosi konsekwencje, dziecko czy mama?
        Piszę rzecz jasna o sobie, nie o dziecku autorki wątku. Ja nie znoszę, jak moje dziecko woli się bawić, zamiast przyjść na kolację, a potem o 22 przypomina sobie, że jest głodne.
        • morekac Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 19.05.12, 08:30
          No ale jak się upomni, to będzie trzeba mu dać!

          Dzidziuś jest czy rączek nie ma? wink Sam sobie weźmie...
          • mama-ola Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 21.05.12, 13:31
            >> No ale jak się upomni, to będzie trzeba mu dać!
            >
            > Dzidziuś jest czy rączek nie ma? wink Sam sobie weźmie...

            Ale ja już wolę, żeby sobie sam nie brał... Jak chleb niekrojony, to boję się, że przy krojeniu się skaleczy. Albo wynajdzie kiełbasę i zacznie ją smażyć na patelni - wolę podpowiedzieć coś lekko strawnego o 22.
            No i at last but not least - na sam koniec dnia staram się być miła, nie strofować, nie robić wymówek i generalnie być do rany przyłóż smile Żeby się miło dziecku zasnęło i w poczuciu, jaką to kochaną mamę ma. Podobnie rano, tuż przed pójściem do szkoły. Żeby się dzień awanturą nie zaczął, żeby do szkoły z ciężkim sercem nie szedł.
            A obsobaczam raczej w środku dnia smile
            • morekac Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 21.05.12, 13:41
              No i dlatego masz problem, zamiast go nie mieć. Kto mówi o robieniu awantur?
              Pod koniec dnia też staram się być miła - dla siebie. Też jestem człowiekiem, nieprawdaż. Kucharka po 20-tej nie pracuje.
            • morekac Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 21.05.12, 13:44
              Poza tym człowiek głodny poradzi sobie bez noża. I wybacz - starsze dziecko - w okolicach II/III klasy powinno już posiąść podstawy używania noża do krojenia/obierania etc.
              • mama-ola Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 21.05.12, 14:36
                > I wybacz - starsze dziecko - w okolicach II/III klasy

                Moje jest 7-letnie smile Na dobrą sprawę mógłoby być jeszcze w przedszkolu.
                • morekac Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 21.05.12, 14:48
                  Ratujmy maluchy.smile
                  Będzie miał 17-lat i też sobie nie zrobi, bo nadal nie będzie umiał posługiwać się nożem.
                  • mama-ola Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 21.05.12, 15:09
                    Eee, to nie o moim smile
      • aga-niok79 Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 21.05.12, 11:49
        Też stosuję metodę konsekwencji za czynysmile Chce iść do szkoły w samej bluzie przy 8 stopniach, proszę bardzo, ale za leki w razie choroby płaci sam. Nie chce, któryś wypakować zmywarki, trudno, w kuchni zawalonej brudnymi naczyniami kolacji nie będziemy robić. Tak samo z przekładaniem na później, oczywiście możesz zrobić lekcje później, ale wtedy nie starczy już czasu na wieczorną bajkę i czytanie. U mnie ta metoda bardzo się sprawdza.
    • mamusia1999 Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 10:47
      wszystkie odpowiedzi tutaj mozna ujac krotko: za dlugo z tym wylaczeniem swiatla czekalas. doraznie w tej dysksuji i przenosnie we wszystkich innych dyskusjach.
      • aniask_mama Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 10:58
        he he, skad ja to znamsmile

        u nas dobrze działa taka kolejność:
        1. wyjaśnienie i przedyskutowanie 1x (po co kurtka na deszcz , dlaczego spać o 22 np)
        2. gdy sprawa wraca dostaje odpowiedź: "już o tym rozmawialiśmy, kwestia nie podlega dyskusji" i przy dalszych dyskusjach zdarta płyta "kwestia nie podlega dyskusji"

        działasmile
        • feniks_z_popiolu Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 11:24
          aniask_mama wydaje mi się, zaproponowała najlepsze rozwiązanie

          • jagnaborynowa Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 12:19
            Niby dobry pomysł z tym płaceniem za lekarstwa i dentystę ze swoich oszczędności, ale pod warunkiem..., że dziecko ma swoje pieniądze. My nie dajemy córce pieniędzy w ogóle, oprócz jakiegoś drobnego kieszonkowego kiedy jedzie na wycieczkę klasową. Zatem argument - płacisz za lekarstwa/dentystę sama - odpada. Biorąc pod uwagę ile kosztuje wizyta u dentysty lub lekarstwa, a także częstotliwość wycieczek musiałaby mi zwracać pieniądze co najmniej rok. Innych "dochodów" nasze dziecko nie ma.
            • morekac Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 13:44
              Z reguły 10-latki mają już jakieś swoje kieszonkowe, może mogłaby wystarczyć groźba współodpłatności. Przy czym moja młodsza jest osobą niesłychanie dbałą o własne zasoby finansowe i u niej zawsze taki argument działał.
              U dzieci mających zasoby finansowe w niewielkim poważaniu - może nie zadziałać. Niemniej wtedy można powiedzieć - nie, nie możemy iść w tym miesiącu do kina, bo twoje zęby/lekarstwa kosztowały mnie majątek i nie ma już na to pieniędzy.
              Na temat zębów wykład powinien wygłosić dentysta - wtedy we wszelkich dyskusjach na temat mycia zębów zamiast się merytorycznie wysilać, rzucamy: "Przecież pan dentysta mówił, że myć trzeba, pamiętasz?".
              • aniask_mama Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 14:09
                U nas opcja płacenia za dentystę odpada, wcale go to nie mobilizuje do mycia zębów. Zbyt daleko jest przyczyna i skutek wink Sam dentysta (mimo, że za każdym razem cichaczem proszę) nie jest w stanie młodego namówić na mycie zębów "do białości".
                Jest nakaz mycia zębów, a ja kontroluję, jak źle - powrót do łazienki. Wiem, że to niefajny i prostacki sposób, ale ja nienawidzę jak ktoś ma niemyte zęby i jeszcze z przeproszeniem z wiadomego powodu powinien zainwestować w tik-taki wink. Jest nakaz niedyskutowalny: umyć i wypłukać płynem.

                ps
                młody uwielbia dentystę, genialna jest jazda na fotelu w górę i w dół tongue_out
                • morekac Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 14:26
                  Niestety, jak nie zadziała groźba finansowa i pogadanka dentystyczna, to pozostaje jedynie ustawienie się w drzwiach łazienki i przypilnowanie tego mycia zębów. Przy czym nie rozciągałabym tego na wszystkie dziedziny (czapki, buty , kurtki, jedzenie i prawidłowy sposób rozwiązania zadania z matematyki itp.) - bo to się robi zbyt upierdliwe dla rodzica - tylko na dziedziny 'strategiczne'.
                  • verdana Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 16:20
                    Zazwyczaj zgadzam sie z Morekac, ale tym razem uważam, ze płacenie za dentystę to bardzo, bardzo, bardzo zły pomysł. Przede wszystkim dlatego, że nie ma prostego przełożenia "zła higiena-próchnica". Ja tam nie myłam zębów dziecięciem będąc, a zęby mam doskonałe. Mój syn myje, a dziury ma bez przerwy. Czyli kara jest losowa.
                    A druga sprawa, o wiele wazniejsza i fundamentalna. NIE WOLNO winić dziecka za choroby. Po pierwsze ryzykujemy, że dziecko bedzie sie bało przyznać do innych objawów (bo to moja wina, bo zbieram na rolki,a zbędę musiał płacić za lekarza). To sie moze skończyć tragicznie. No i nie jest dobrze, kiedy potem, przez całe życie, człowiek jest nie tylko chory, ale czuje sie jeszcze temu winny.
                    A wizyta dentystyczna jest tak droga, zę każdorazowo równa się zrujnowaniu dziecka - więc w dodatku odbiera nam szanse na nauczenie dziecka osdzczędzania. W tej sytuacji nalezy natychmiast wydać każdą otrzymaną sumę.
                    • morekac Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 16:57
                      Masz sporo racji.
                      Toteż użyłam groźby w desperacji raz wobec dziecka nader oszczędnego (w kwestii swojego kieszonkowego, a nie rodzicielskiej pensji). I miałaby być to ewentualna dopłata do wizyty (jednorazowy ubytek części kieszonkowego), a nie zapłata za całość (to jest nierealne po prostu). Groźba niezrealizowana z powodu braku ubytku. smile Ale to akurat u niej podziałało. Wraz z przypominaniem oczywiście. W każdym razie zaczęła myć zęby po przypomnieniu bez dyskusji typu 'po co, najwyżej będę miała dziury'.
                      Z kolei w życiu nie żądałabym zapłaty za lekarstwa z powodu przeziębienia - to się łapie, ale to też jest kwestia zahartowania i obecnych w otoczeniu bakterii/wirusów. W czasach, kiedy notorycznie chadzałam ubrana za lekko i w mokrych butach - wcale nie chorowałam. Wraz z wiekiem zaczęłam dbać o siebie... i choruję za często (tak wiem, z wiekiem odporność spada).
                      • verdana Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 17:13
                        Jestem całą duszą za tępieniem zbytniej oszczędnoścismile Ale większość dzieci raczej tym się nie charakteryzuje...
                        • morekac Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 23:14
                          Jest od kogo pożyczyć w razie czego wink
                    • stypkaa Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 17.05.12, 14:39
                      Przede wszystkim dlatego, że nie ma prost
                      > ego przełożenia "zła higiena-próchnica". Ja tam nie myłam zębów dziecięciem będ
                      > ąc, a zęby mam doskonałe. Mój syn myje, a dziury ma bez przerwy. Czyli kara jes
                      > t losowa.

                      No tak, nie ma prostego przełożenia. Ale jeśli dziecko zębów myć nie chce, a kolejne dziury się pojawiają to jest to argument za tym, że jednak niewłaściwa higiena jest przyczyną, może nie główną, ale na pewno jedną z ważniejszych.
                      Poza tym trudno mi uwierzyć w to, że ktoś kto rzeczywiście dba o zęby ma ciągle dziury. Bo mycie myciu nierówne. Jak ktoś używa nitki, myje porządnie, płucze płynem i do tego robi to min. 2 x dziennie oraz po zjedzeniu czegoś słodkiego to nie wierzę, że będzie miał notorycznie pojawiające się dziury. No nie wierzę po prostu smile

                      >NIE WOLNO winić dziecka za
                      > choroby.
                      Ale to nie jest kwestia winienia. Wiadomo, że pewne choroby są od nas zupełnie niezależne. Ale jeśli np. dziecko wyszło na deszcz bez kurtki i totalnie zmokło, a wieczorem ma już katar to jest to ewidentny skutek tego jak wyszło ubrane na deszcz. I naszym zadaniem - jako rodzica - jest nauczenie go ponoszenia konsekwencji.

                      I żeby było jasne - wiadomo, że dziecko samo nie zapłaci za wizytę u dentysty. No chyba, że ma bardzo duże kieszonkowe. Ale moim zdaniem w takich przypadkach jak powyżej powinno partycypować w kosztach. Ew. tak jak napisała morekac - w tym miesiącu nie idziemy do kina bo dużo wydałam na Twojego dentystę.

    • asia_i_p Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 19:12
      Będę czepliwa, ale sama się podłożyłaś tym pierwszym wyjaśnieniem. wink
      Jak się ma taki typ, to nie ma co dowodzić swoich racji, tylko twardo żądać. No chyba, że czujesz, że on naprawdę nie wie, czemu o coś go prosisz - ale bardziej mi wygląda, że wykorzystuje sytuację, żeby sobie podyskutować.
    • mama303 Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 20:45
      masz dziecię lubujace sie w dyskusjach....prawdopodobnie dla samej przyjemnosci dyskutowania. Prawdopodobnie tez widzi, że nie bardzo sobie z tym radzisz i odnajduje w tym swą siłę. Rada jest jedna, po krótkiej argumentacji ucinamy dyskusję definitywnie, mówiąc cos w rodzaju "koniec dyskusji" i nie dajemy się dalej wciągac w dyskusje.
      Mam podobny egzemplarz.
      • segregatorwpaski Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 22:22
        oj
        no po prostu
        dziecię Ci zaczyna dojrzewać
        i tyle
        spox - to się za jakieś 8 lat skończy wink
        jeżeli mogę coś poradzić - weź go 'sposobem', zmanipuluj, podejdź smile
        grunt, by myślał, że też w pewnych kwestiach decyduje, że liczysz się również z Twoim zdaniem, tylko wtedy będziesz mogła spokojnie wymagać, by liczył się z Twoim...
        no i może jeszcze jedno - nie stawiaj się na piedestale, im wyżej się 'postawisz' tym z większej wysokości spadniesz
        nastolatki... smile
      • duch_mariana Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 16.05.12, 23:20
        > Rada jest jedna, po krótkiej argumentacji ucinamy dysku
        > sję definitywnie, mówiąc cos w rodzaju "koniec dyskusji" i nie dajemy się dalej
        > wciągac w dyskusje.

        W przypadku mojej wariatki oznaczałoby to automatycznie uznanie jej racji i kwestia sporna zostałaby rozstrzygnięta na jej korzyść. Na szczęście nie upiera się jak osioł, tylko daje się przekonać logicznymi argumentami.
        • mama303 Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 17.05.12, 06:54
          duch_mariana napisał:


          > W przypadku mojej wariatki oznaczałoby to automatycznie uznanie jej racji i kwe
          > stia sporna zostałaby rozstrzygnięta na jej korzyść.

          nie, kwestia ma byc oczywiscie zakończona na naszą korzyść + koniec dyskusji. Nie chodzi o machniecie ręką i danie za wygraną. Oczywiście chodzi o kwestie nie podlegajace dyskusji.
          • duch_mariana Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 18.05.12, 21:43
            > nie, kwestia ma byc oczywiscie zakończona na naszą korzyść + koniec dyskusji.

            Końca dyskusji na pewno nie będzie jeśli ona nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. A jeśli wymusiłbym koniec dyskusji, uznałaby swoją rację z powodu mojego wycofania się z powodu braku argumentów. Traktowałaby to jako ucieczkę z ringu po trafieniu przeciwnika celnym lewym prostym, w obawie przed jego kontratakiem.
            • mama303 Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 20.05.12, 09:01
              duch_mariana napisał:

              > Końca dyskusji na pewno nie będzie jeśli ona nie powiedziała jeszcze ostatniego
              > słowa.

              Nie ma dyskutanta, nie ma dyskusji. Owszem wtedy może byc monolog, ale to zupełnie co innego.
              • duch_mariana Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 20.05.12, 09:32
                No to nie będzie, ale ona i tak uznając swoją rację i zwycięstwo zrobi tak jak ona zechce i będzie miała mocny argument, że przecież wycofałem się z dyskusji, więc o co mi teraz chodzi? To nie jest taki łatwy przypadek, że gdzie postawią tam stoi i co każą to robi smile
                • scher Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 20.05.12, 11:47
                  Kolejny ojciec, którym rządzi dziecko?
                • mama303 Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 20.05.12, 16:34
                  duch_mariana napisał:

                  > No to nie będzie, ale ona i tak uznając swoją rację i zwycięstwo zrobi tak jak
                  > ona zechce i będzie miała mocny argument, że przecież wycofałem się z dyskusji,
                  > więc o co mi teraz chodzi?

                  alez zakończenie dyskusji nie oznacza zwycięstwa drugiej strony! To nie jest żaden argument. Zostajesz przy swoim zdaniu i nie dyskutujesz gdy uznajesz, że dyskusja juz nie ma sensu.
                  A to, czy dziecko zrobi jak zechce czy zrobi tak jak Ty zechcesz to zależy od Ciebie! Oczywiscie do pewnego wieku, 10 lat to jeszcze nie jest ten wiek że dziecko może sobie robić co mu sie chce wbrew temu co chca rodzice.

                  > To nie jest taki łatwy przypadek, że gdzie postawią
                  > tam stoi i co każą to robi smile

                  Tak, tak wszyscy maja trudne przypadki, mnie też bywa ciężko bo mam wyjątkową gadułę smile
      • stypkaa Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 17.05.12, 14:29
        >Rada jest jedna, po krótkiej argumentacji ucinamy dysku
        > sję definitywnie, mówiąc cos w rodzaju "koniec dyskusji" i nie dajemy się dalej
        > wciągac w dyskusje.

        A jeśli dziecko i tak dalej nie chce zrobić tego o czym wcześniej dyskutowało, czyli myć zębów, wiązać butów, poprawić zadania z matematyki etc. to co wtedy?
        • morekac Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 17.05.12, 14:48
          Pozostaje tylko pilnowanie. Ale ze względów praktycznych (wszystkiego nie upilnujesz) chyba trzeba skupić się na czynnościach 'strategicznych' - typu mycie zębów.
          O tym, że sposób rozwiązania zadania z matematyki jest do luftu - przekona się nazajutrz. W tym przypadku naprawdę można odpuścić sobie dyskusję (chyba że jeszcze jedna jedynka za źle rozwiązaną pracę domową grozi powtarzaniem klasy... ).
        • mama303 Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 17.05.12, 21:46
          stypkaa napisała:

          > A jeśli dziecko i tak dalej nie chce zrobić tego o czym wcześniej dyskutowało,
          > czyli myć zębów, wiązać butów, poprawić zadania z matematyki etc. to co wtedy?

          Pilnuję niewzruszenie az to zrobi puszczajac komentarze mimo uszu. Prócz zadan z matematyki. Tu bym nie nalegała smile
          • stypkaa Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 18.05.12, 12:57
            > Pilnuję niewzruszenie az to zrobi puszczajac komentarze mimo uszu.

            No tak, ale jak w praktyce wygląda to pilnowanie?
            Bo pół biedy jeśli mamy na razie 7-10 latka który jeszcze względnie "słucha się mamy" i prędzej czy później zrobi to co ona mówi. Gorzej jak mamy baaaardzo uparty egzemplarz i np. uparcie twierdzi, że on myć zębów nie będzie i już. I co wtedy? Bierzesz szczoteczkę i myjesz mu te zęby na siłę?
            Ja w dalszym ciągu twierdzę, ze nic tak skutecznie "nie przekona" dziecka do robienia jakiejkolwiek rzeczy jeśli na własnej skórze nie przekona się co "grozi" jeśli tej rzeczy robić nie będzie.
            • mama303 Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 18.05.12, 21:16
              stypkaa napisała:

              > No tak, ale jak w praktyce wygląda to pilnowanie?

              Normalnie, nie odpuszczam, jestem upierdliwa.

            • morekac Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 19.05.12, 08:34
              Akurat z zębami jest problem - to nie jest tak, że wieczorem nie umyjesz, a rano masz dziurę...
              Zamiast myć na siłę, subtelnie odcinasz dostęp do netu/stoisz mu nad głową i marudzisz niczym jęcząca Marta etc. - dopóki nie umyje.
              • feniks_z_popiolu Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 20.05.12, 09:21
                Akurat z zębami nie odpuszczam. Sama mam słabe i wiem jaki to problem.
                Mycie zębów i noszenie plecaka na plecach (kręgosłup) to tematy w których jestem nieugięta aż do bólu. Żartem, gniewem, zrzędzeniem ale czynność nie podlega odwołaniu.
              • stypkaa Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 21.05.12, 11:01
                > Akurat z zębami jest problem - to nie jest tak, że wieczorem nie umyjesz, a ran
                > o masz dziurę...

                No tak, od jednego nieumycia dziury pewnie nie będzie. Ale z tego co zrozumiałam to nie jedno nieumycie jest problem. Problem jest powtarzający się.

                > Zamiast myć na siłę, subtelnie odcinasz dostęp do netu

                Ty tak poważnie? Czy jaja sobie robisz? Co ma internet wspólnego z zębami?


                • morekac Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 21.05.12, 11:19
                  Na poważnie. Internet nie ma wprawdzie nic wspólnego z zębami, za to groźba odcięcie od komputera i netu jest traktowane przez zainteresowanych niemal jak zagrożenie życia, nie będąc jednocześnie groźbą karalną.
                  Ale nie należy tego nadużywać...
    • ppo Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 22.12.19, 09:28
      Ma ojca? Czy kolejna "samodzielna mama"? Ja jestem ojcem dwóch synów i moje "wyjaśnienia dlaczego" ograniczają się do "bo ja tak mówię". Działa!
    • janja11 Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 23.12.19, 17:22
      Pobaw się w odwrócenie roli.
      Ty każ sobie wyjaśniać dlaczego, albo dlaczego nie.

      Z zadaniem z matematyki to już zupełnie niezrozumiałe dla mnie. Zrobi źle , nie ma ochoty poprawiać, bo wie lepiej, to idzie do szkoły z takim źle zrobionym i niech dyskutuje z nauczycielem i przekonuje, że jest dobrze zrobione.

      A płacz to jest forma manipulacji i najlepiej ignorować.
    • camel_3d Re: niekończące się dyskusje o wszystko!!- 10-lat 26.12.19, 19:33
      serio 10 latek chodzi o 22 spac?

      moj jedenastolaket chodzi w tygodniu o 20.30. zasypia kolo 21.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja