ryba12345
15.05.12, 23:08
Nie mam już siły do mojego synka!!! Taka wymiana zdań z wczoraj: "Idź już spać, jest 22.00. Zawsze o tej porze chodzisz spać." "Co ty mówisz mamo, nigdy nie chodzę spać o 22.00, przecież zawszę chodzę spać po 23.00, alb później. Co z tobą?, dlaczego nagle mam iść spać tak wcześniej". Oczywiście bzdura (zawsze, ale to zawsze chodzi spać o 22), ale przysięga, zaklina się na wszystkie świętości, awanturuje się, że wprowadzam jakieś nowości i mówi, ciągle mówi, przy czym zacina się więc to trwa i trwa.... A ja wymiękam. Staram się uciąć krótko, nie pomaga... "Dlaczego, i dlaczego..." Musiałabym go chyba wziąć na ręce i zanieść do łóżka,żeby osiągnąć pożądany efekt. Poddał się dopiero gdy wyłączyłam światło w dużym pokoju. Dyskusje są o wszystko, o jedzenie, o chodzenie do szkoły, odkładanie rzeczy na miejsce, wiązanie butów, że głupie, mycie zębów też nie dla niego . "Kurtka? Po co? Na deszcz? Podczas deszczu chodzi się bez kurtki!" Nic nie pomagają śmiechy i obracanie sprawy w żart, generalnie walczy, walczy, aż padnie. Wszystko, co zaproponuję lub o co poproszę jest NIE DO ZROBIENIA, gdy próbuje go przekonać, używając konkretnych argumentów, zaraz jest kontra, ostra, stanowcza. Kontrargumenty są najczęściej kretyńskie. I jego sakramentalne " ale wyjaśnij mi dlaczego??", gdy wyjaśnię naprawdę się starając, żeby było super merytorycznie, padając już na pysk, słyszę kolejne " ale właściwie dlaczego?" Generalnie nigdy się nie poddaje! Ja nigdy, przenigdy nie mam racji, jeszcze się nie zdarzyło żebym go przekonała, do czegoś, co jest tak logiczne, że w ogóle nie powinno podlegać dyskusji. Sytuacja trwa ze dwa miesiące. Właśnie cała rodzina tłumaczyła mu, że zrobił źle zadanie z matematyki, nie pomogło nic, a nic, jest dobrze i koniec!! Najpierw długi wywód, że on ma rację, a później totalny dąs. Łącznie z płaczem. Zadanie jest pokręcone, że hej, a on nie poprawi, bo jest dobrze. Walczył jak o niepodległość! Olaliśmy to, bo mamy już dosyć. Czy możliwe, żeby to był bunt nastolatka? Relacje z rówieśnikami prawidłowe, pozytywna postać, masa kolegów i koleżanek. Czy tak będą wyglądały nasze następne kilka lat? Czy ktoś miał tak, co robić, żeby nie zwariować. A może za dużo demokracji?