maurra
24.07.12, 00:32
moje dziecko skończyło 1 klasę
w tej klasie znalazło się ze swoją ulubioną ikoleżanką Martą, taką jeszcze z czasów żłobka. Pani jednak sadzała dzieci wg swojego klucza, nie pozwoliła im siedzieć razem, córka siedziała sama. Tymczasem dziewczynka-sąsiadka Marty z ławki dość skutecznie "wygryzała" moje dziecko z tej przyjaźni słowami typu "
idź sobie, Marta nie chce się z tobą bawić, "
odejdź bo Martę denerwujesz" etc.
Ciężko mi patrzeć na to moje smutne dziecko, które przyznało, że mogło się z Martą bawić dopiero po lekcjach w świetlicy. Zastanawiam się, czy po prostu nie poprosić wychowawczyni o posadzenie córki z Martą w drugiej klasie, tym bardziej, że w ub. roku jakieś roszady z parami w ławkach się zdarzały. Inna rzecz - po tym roku mam wrażenie że Marta rzeczywiście poluzowała przyjaźń z moja córką i nie chciałabym jej (Marty) na siłę uszczęśliwiać. Nie chciałabym też sprawić przykrości Ewelinie, w końcu to tylko mała dziewczynka i tez zabiega o przyjaźń. Tyle że trójkąty są dość trudne w utrzymaniu i pielęgnacji

Próbowałam nakierować córkę na inne przyjaźnie ale to nie to.
mam cichą nadzieję, ze takie "jazdy", smutki, rywalizacja i zazdrości to wśród dziewczynek w tym wieku powszechne i przejdzie, jakoś się emocjonalnie uspokoi. Dobrze myślę?
Bo jednak wciąż się zastanawiam czy próbować pomóc jakoś córce w odzyskaniu przyjaciółki czy nic nie ruszać, zostawić wszystko swojemu biegowi i pozwolić dziecku na samodzielne zmaganie się z tym - dla niej jednak trudnym - problemem w drugiej klasie.
poradźcie