Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie

15.10.12, 13:35
Hej,
długo się wahałam czy w ogóle tu napisać, bo jak czytam czasem różne odpowiedzi to się włos na głowie jeży. No ale cóż, może mnie nie zjecie wink
Problem mam, ogólnie rzecz ujmując, z bałaganiarstwem. Głównie dzieci, bo męża to jeszcze jakoś można wychować wink
Mam dwóch synów, mają prawie 6 i 8 lat. I to co potrafią czasem zrobić przyprawia mnie o czarną rozpacz.
Starszy potrafi sprzątać. Wiem, bo wiele razy już udowodnił, że jak mu zależy to sprząta super dokładnie, szybko i naprawdę dobrze. Tyle, że ostatnio na słowo "sprzątanie" dostaje alergii. Doszło do tego, że ogłosił, że jego pokój jest jego i on będzie sprzątał kiedy będzie chciał. OK. To jest jego pokój, ale jednak mimo wszystko jest na tyle mały, że ja czasem też tam muszę wejść. Otworzyć okno, schować mu rzeczy do szafy, zmienić pościel, czasem potrzebuje pomocy w lekcjach - powody mogą być różne. A czasem dosłownie nie da się przez pokój przejść. Wszędzie leżą porozwalana rzeczy. Już nawet zabawki mają pochowane, naprawdę mało ich zostało. Ale i tak potrafią zrobić bałagan. Z ubrań walających sie wszędzie, z papierów na których rysują etc.
Starszy rozbiera się tam gdzie stoi. Czyli jak np. każę mu się przebrać z rzeczy wyjściowych na domowe, albo odwrotnie to on rozbiera się w pokoju, zostawia wszystko na podłodze i zakłada nowe ciuchy.
Nie zamyka szuflad z których wyciąga skarpety/majtki/piżamy. Jak wyciąga jakies ubranie z szafki to przy okazji porozwala resztę. No sajgon normalnie.
Mi już ręce opadają. Nie działają prośby, groźby, on się nie wstydzi nawet jak kolega przyjdzie a on ma taki bałagan, że nie mają gdzie się bawić.
Z ubraniami też jest osobny rozdział. Jest u nas zasada, ze rozbierając się wieczorem przed prysznicem mają to robić w łazience, majtki i skarpetki mają lądować w koszu na brudną bieliznę za każdym razem, pozostałe rzeczy na półce, bo ja potem decyduję czy to się jeszcze nadaje do założenia czy do prania. No i starszy rozbiera się zdejmując jednocześnie spodnie, majtki i skarpetki. I nie wrzuca tych skarpet i majtek do kosza, zg. z moją prośbą. Powiedziałam mu, że majtek i skarpetek nie wrzuconych nie piorę. I jak powiedziałam tak zrobiłam. Obudził się kiedyś z tzw. ręką w nocniku, bo raptem się okazało, że nie ma czystych majtek i skarpetek. A ja, że są w torbie (bo wszystkie nie wrzucone tam gdzie powinny być składałam do torby). Więc wrzucił wszystko na raz do prania. A potem znów zaczął rozbierać się razem. Zamierzonego efektu i tak nie uzyskałam.
No jasna cho.... szlag mnie trafia. Wkurzam się, drę na nich. A bałagan jak jest tak jest.

Poradźcie co zrobić, jak to systemowo rozwiązać. Czy da się, nie będą marudzącą bez przerwy jędzą, nauczyć ich porządku? Czy oni sami kiedyś poczują potrzebę, żeby w ich pokojach był porządek?
Pomóżcie, bo oszaleję jak tak dalej pójdzie....

Naprawdę nie wiem już jak mam ich nauczyć podstawowych zasad dbania o porządek wokół siebie.
    • canuck_eh Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 15.10.12, 14:07
      Mialam podobny problem z tym ze moze nie az tak ekstremalnie, ale balagan denerwowal mnie na maksa.Moja corka tez potrafila mi powiedziec - "my room my rules" wiec ja jej na to " my house my rules" i jak chce misz masz u siebie w pokoju to ona ma nam placic za wynajem pokoju.Byla moze o rok starsza od twojego 8latka.
      Kiedys zapowiedzialam ze jak wroce z pracy pokoj ma byc wysprzatany i to wedlug moich standartow nie jej i jak nie bedzie to wszystko sie znajdzie na podlodze.Wrocilam do domu po 10tej i jak mozna sie domyslac porzadku dziecie nie zrobilo - elektroniczne rzeczy zdjelam delikatnie - reszta - ksiazki i inne szpargaly zgarnelam reka i poszly na podloge.Narobily rwetesu, dzoecko sie obudzilo i o co chodzi - no o balagan chodzi.Kazalam sprzatnac teraz, zaraz natychmiast.
      W tej chwili prosze o posprzatanie bo z poprzedniego dnmia troche zabalaganione - nie mam generalnie problemow.Raz w tygodniu dzieciaki sprzataja swoje pokoje ja wchodze raz na jakis czas i sprzatam dokladniej przy ich pomocy( kazdy kat kazdy zakamarek).

      Z praniem - jak nie robi tak jak prosisz i te zdjete z siebie rzeczy zostawia w lazience - przynosilabym mu do pokoju i wrzucila ot tak.Nie uwierze ze po jakims czasie nie bedzie mu to przeszkadzac.Albo najnormalniej w swioecie przyszlabym i ( po zapowiedzi oczywiscie) wszystko z szafek gdzie zrobil misz masz wywalila na kupke w pokoju.I przestala powtarzac i krzyczec.I byla glucha na jego prosby ze cos chce cos potrzebuje.Za kazdym razem bym mowila ze ty tez potrzebujesz jego organizacji w pokoju, zeby bylo posprzatane, skoro on to olewa to ty aktualnie olewasz jego prosbe o wyjscie do kina.
      Wiem moze drastyczne, ale u mnie podzialalo.
      • jagabaga92 Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 15.10.12, 14:15
        > Wiem moze drastyczne, ale u mnie podzialalo.

        U mnie też działa. Najważniejsze jest, by dotrzymać "zapowiedzianej groźby"wink.
    • budzik11 Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 15.10.12, 15:01
      Ciężko jest zaakceptować bałagan w pokoju dzieci, wiem coś o tym. Ale ja machnęłam ręką - skoro dałam im do dyspozycji ich pokoje, to to rzeczywiście powinna być ICH przestrzeń. Ja bym nie chciała, żeby moja matka przychodziła do mnie do domu i sprawdzała mi czystość i ew. czyniła uwagi, że powinno być tak i tak. "Mój jest ten kawałek podłogi, nie mówcie mi, co mam robić".
      Ze wspólnej przestrzeni każę bezwzględnie dzieciom zabierać ich rzeczy. Jak ich nie ma, a ja np. chce odkurzyć, to wszystkie graty (ciuchy, zabawki, książki) wrzucam po prostu im do pokoi, na środek. Jak nie przynoszą mi rzeczy do prania, to nie maja w czym chodzić, był czas, że starsza (7 lat) chodziła do szkoły bez skarpetek, bo nie miała żadnych czystych. No trudno, zna zasady - piorę to, co jest w koszu na brudy, nie zbieram po domu.
      Poza tym jest zasada, że nie wchodzę do pokoi, w których jest bałagan, np. nie czytam wieczorem. A że dzieciom zależy na czytaniu, to wieczorem błyskawicznie sprzątają. Jak im się zdarzy nie posprzątać, to nie ma czytania, ich strata. Poza tym wchodzę tylko podlać kwiatki, jakoś sobie toruję drogę do parapetu wink
      Ogólnie po prostu przyjęłam zasadę, że trudno - mają bałagan, ale to jest ich bałagan, nie mój, jak ktoś przychodzi, to najwyżej drzwi przymykam, albo i nie - nie wstydzę się specjalnie ich bałaganu.
      • canuck_eh Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 15.10.12, 21:24
        Budzik, roznica miedzy wizyta mamusi i poddaniem pod rozwage takich czy innych zmian a tym ze ja wymagam porzadku w pokojach moich dzieci jest taka ze to MOJ dom a nie mojej mamy.Jej uwagi moge wcielic w zycie ale nie musze.
        • budzik11 Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 16.10.12, 14:53
          Ale pokój dziecka powinien być jego przestrzenią. Wiadomo, że dziecko nie ma domu - ale ma pokój - to jego prywatna przestrzeń na dziecięcą skalę. I niech sobie tam ma co chce. W sumie dlaczego mnie ma zależeć na tym, żeby miało SWOJE rzeczy poukładane w porządku?
          • ola33333 Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 16.10.12, 23:33
            budzik11 napisała:

            > Ale pokój dziecka powinien być jego przestrzenią. Wiadomo, że dziecko nie ma do
            > mu - ale ma pokój - to jego prywatna przestrzeń na dziecięcą skalę. I niech sob
            > ie tam ma co chce. W sumie dlaczego mnie ma zależeć na tym, żeby miało SWOJE rz
            > eczy poukładane w porządku?

            Nawet jesli rodzice nie zamierzaja tam wchodzic, to nie powinni dopuszczac do sytuacji, ze dziecko moze sie przewrocic i zrobic sobie krzywde o walajace sie rzeczy na podlodze na drodze w nocy do klo na przyklad.

            Ja bym dokonala z dzieckiem przegladu rzeczy i wyniosla to co jest nieuzywane/malo uzywane do piwnicy. Im mniej rzeczy, tym latwiej porzadek utrzymac.
            • zoskaonly Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 17.10.12, 11:35
              > Ja bym dokonala z dzieckiem przegladu rzeczy i wyniosla to co jest nieuzywane/m
              > alo uzywane do piwnicy. Im mniej rzeczy, tym latwiej porzadek utrzymac.

              W swojej naiwności też tak myślałam big_grin 3/4 zabawek poszło na strych. Starszy zostawił sobie dosłownie kilka sztuk, młodszy ma całe pudło, ale tylko jedno.
              I co? Bałagan jak był tak jest.
              Po 1. z ubrań, po drugie z wiecznie walających się wszędzie kartek. Musiałabym zabronić moim dzieciom wszelkiej aktywności.
              Ostatnio np. wycinali sobie różne rzeczy z tektur. Sajgon był niemiłosierny potem, bo w obu ich pokojach były większe i mniejsze kawałki tektur. Fakt, że prace były niesamowite, starszy wyciął bielika, węża, etc. Ale zmuszenie ich do posprzątania tego potem to był dramat. W końcu zagroziłam, ze jak ja to posprzątam to wyrzucam wszystko - nie patrze czy to praca czy ścinek. Podziałało. Ale dlaczego musiałam posunąć się aż do groźby? Nie można tak po prostu z siebie posprzątać? crying
              • morekac Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 17.10.12, 15:58
                Im mniej rzeczy, tym latwiej porzadek utrzymac.
                >
                > W swojej naiwności też tak myślałam big_grin 3/4 zabawek poszło na strych. Starszy zo
                > stawił sobie dosłownie kilka sztuk, młodszy ma całe pudło, ale tylko jedno.
                > I co? Bałagan jak był tak jest.
                Może nie tyle utrzymać porządek, co szybciej się sprząta...
          • canuck_eh Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 18.10.12, 14:53
            Ja nie wnikam jak sobie pouklada ksiazki durnostojki czy inne bibeloty na polce.Na podlodze i na biurku gdzie odrabia lekcje ma byc porzadek.W ciagu dnia jak sie nawarstwi - nie przeszkadza mi, ale przed pojsciem spac - maja byc szpargaly, ubrania sprzatniete.
            Nie czepiam sie jak ma jakis projekt szkolny i pracuje nad nim kilka dni i kleje, nie kleje i inne art sa na podlodze.Jedyne o co prosze to zeby to usunela z drogi nie ze mi to przeszkadza, ale ktos sie moze na to wladowac i zniszczyc jej prace.Po zakonczeniu pracy nad projektem - wszystko powinno byc sprzatniete bo nie widze powodow dlaczego pozostalosci maja sie walac po podlodze czy na biurku
    • jeza77 Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 15.10.12, 20:32
      Kiedy moja mówi, że coś nie zrobi, to ja jej mówię, czego w zamian ja nie zrobię (nie zawiozę na basen, tańce, urodziny koleżanki, nie zrobię gofrów, które uwielbia, itp.). Skoro jej się nie chce, to i mi może się nie chcieć.
      I są to jedyne argumenty, które na nią działają sad
      • mysz1978 Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 15.10.12, 21:05
        nie chce Cie krytykowac, ale ja mam mlodsze dzieci i juz od malego (dwa, trzy lata) ich uczylam sprzatania po sobie. Mlodszy (2,5) jest nieco oporny w tej dziedznie, ale starszy (5,5) jakos daje rade. Fakt, ze czasem po moim lekkim zdenerwowaniu, no ale zawsze... moze pomimo Twoich probe, Twoje tez byly od zawsze oporne... a w przedskzolu sprzataly po sobie zabawki???? panie czesto maja jakies fajne metody smile

        slyszalam, ze dzialaja kary typu zebranie wszytskeigo co jest na ziemi, wrzucenie do worka i wyniesienie (mlodsze dzieci wierza ze te zabawki sie komus odda, starsze jzu niekoneicznie). z ubraniami wiem ze sobei radza dziewczyny tak, ze to co w koszu na brudne ubrania zostaje wyprane, a to co na ziemi zostawione. I tak rosnie stosik (odgarniany przez matke ze srodka pokoju gdzies od sciane zeb ysie nie potykac) i dziecko sie pewnego dnia budzi i nie ma majtek. w wielu przypadkach takie ekstrmum dziala.
        • morekac Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 15.10.12, 21:18
          Być może i tak im minie... wink
        • ewa_mama_jasia Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 16.10.12, 08:22
          Wiesz, łatwo mówić. Jak mój miał 2,5 - 5 lat, też sprzątał swoje rzeczy. Mało tego, odkurzał mieszkanie, mył naczynia, obierał ziemniaki. Potem mu przeszło sad
    • morekac Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 15.10.12, 21:12
      One nie są bałaganiarzami - po prostu mają inną definicję porządku...
      • canuck_eh Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 15.10.12, 21:28
        No ja wlasnie cos w ten rzucik uslyszalam wiec jak wydaje polecenie posprzatania w pokoju to ma to byc wedle moich standartow i nie ma wtedy dyskusjiwink
        Co do ciuchow.Czasami moja corka pozostwi swoje rzeczy na podlodze co doprowadza mnie do szalu.Ostatnimi czasy raczej sie z tym pilnuje bo zapowiedzialam ze jak pod koniec dnia beda walaly sie jej rzeczy na podlodze ida do wora i dla charity a jak cos jej bedzie potrzebne to bedzie musiala kupic za swojesmile
    • asia_i_p Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 16.10.12, 07:02
      Spytałam moje dziecko (dziewczynka lat podówczas 5, obecnie 7, egzemplarz bardzo podobny do twojego starszego syna), dlaczego w domu nie sprząta, a w przedszkolu stale ją chwalą.
      "Bo w przedszkolu są zasady, a tu nie ma zasad". A mnie się wydawało, że są. Pogadaj z synem, czy on zdaje sobie na pewno sprawę, czego ty od niego oczekujesz.

      Myślę, że zasady powinny być proste (może jest ich za dużo, żeby je ogarnęli?) i wprowadzane po jednej. Czyli wybrałabym to, od czego najbardziej dostajesz gorączki i zaczęła od tego. Najpierw trzeba będzie przypominać, fajnie byłoby, gdyby się udało spokojnie, no ale wiadomo, człowiek nie maszyna. Jak jedną opanuje, to następna.

      Zazdroszczę wam opanowania zabawek, bo u nas to najgorsze źródło nieładu. Mamy ich, a zwłaszcza kredeczek, farb, książeczek i absolutnie niezbędnych papierków o wiele za dużo, i nie potrafię jej skłonić do przeselekcjonowania tego.
      • jarkotowa1 Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 16.10.12, 10:06
        Jak miło czytać to wszystko o czym piszeciesmile Oznacza to, że nie jestem sama z moim nastoletnim bałaganiarzem. Moje dzieci też chętnie sprzątały będąc przedszkolakami.
        Młodszy jeszcze trochę dba o porządek, ale starszy nie. I też toczę o to batalię.
        Wczoraj wieczorem mu powiedziałam (gdy szedł robić lekcje), że to ma przejrzeć książki/zeszyty i jeżeli coś jest zadane - to ma odłożyć na jedną kupkę, a tam gdzie nie ma nic do zrobienia od razu ma schować do szuflady. Bo jak wywali wszystko na biurko, na stertę i nie będzie mógł się ogarnąć to wejdę i wszystko zgarnę na podłogę. Wchodzę za jakiś czas......na biurku ład. Szkoda, że wcześniej tak nie "straszyłam". Ostatnio znalazłam w nogach łóżka (dziecię spało) pudełko z farbkami modelarskimi, spodnie, zeszyty, segregator szkolny, słownik.....Myślałam, że mnie krew zaleje. Poprosiłam następnego dnia męża o interwencję bo już nie miałam siły na tę batalię.
        Kiedyś stosowałam jedną z waszych metod dot ubrań - nie w koszu na brudy to nie piorę. Potem się złamałam. Ale biorąc pod uwagę, że mózg dojrzewającego nastolatka przechodzi (jak to było pięknie ujęte w Nath Geogr) "modernizację systemu" to muszę wdrożyć kilka waszych metod bo inaczej oszaleję.
        Dziś też mu wygarnęłam, że my (rodzice) mamy słuchać jego próśb i potrzeb a on na nasze jest głuchy. Powiedziałam, że skoro tak stawia sprawę, to ja też będę głucha na jego prośby. Mina zrzedła. Chyba zepsułam mu humorwink
      • morekac Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 16.10.12, 20:10
        Mamy ich, a zwłaszcza kredeczek, farb, książeczek i absolutnie niezbędnych papierków o wiele za dużo, i nie potrafię jej skłonić do przeselekcjonowania tego.

        Wysyłałam dzieciątka na wakacje i przez tydzień zajmowałam się utylizacją tego typu śmieci poutykanych w skrytkach. Wszelkiego typu 'przydasie' łatwiej wyrzucić, jak człowiek nie jest zaangażowany emocjonalnie. wink
        Nie, dzieci nawet nie pamiętały, że coś takiego mają - ale jak brały do ręki, nie były w stanie wyrzucić.
        • mysz1978 Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 16.10.12, 21:21
          to mnie zmartwilyscie uncertain
          naiwnie mialam nadzieje, ze jak ma 5 lat i jako tako do sprzatania sie go da naklonic, to juz tak mu zostanie big_grin
        • asia_i_p Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 16.10.12, 21:25
          Ja mam jakoś słabszy instynkt - ilekroć coś spławię, tylekroć nagle się okazuje przeraźliwie potrzebne. Poza tym jakoś mam opory natury moralnej - tak jakoś niefajnie komuś wyrzucać, jak go nie ma. Mam wrażenie, że gdybym była konsekwentna i nakłoniła ją do wyrzucenia 10 rzeczy dziennie, to może by jakoś poszło, ale ja nie potrafię sprzątać po kroczku, tylko zrywami.
          • morekac Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 16.10.12, 21:56
            Też miałam opory, ale był czas, że się nie dało inaczej. Można ewentualnie sprzątnąć i odłożyć owe duperele do jakiejś skrytki - byle z oczu dziecka. Jeśli w ciągu roku się nie upomni - prawdopodobnie nie będzie to już potrzebne.
            Innym sposobem jest zrobienie generalnych porządków razem z dzieckiem - ale to zajmuje cały dzień. Albo i dwa. Wtedy dziecko damo odkładało: na makulaturę/do oddania/do śmieci etc.
            • asia_i_p Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 17.10.12, 06:59
              Przeglądy z nią uprawiam, ale efekt da się opisać najtrafniej zdaniem "Dużo krzyku, mało wełny, jak mówił baca, strzygąc kota".
              Ale nic, z wiekiem chyba będzie lepiej.
              • kanga_roo Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 17.10.12, 10:47
                ja mam w domu dwa kompletnie różne typy: starszaka, który jest do innych celów stworzony, i takie przyziemne sprawy jak sprzątanie go nie dotyczą, oraz młodszą, która porządkuje z upodobaniem i satysfakcją. młodsza jest jeszcze bardzo młoda, może i jej to minie...
                natomiast nie zauważam jakiejś klęski żywiołowej spowodowanej podejściem do porządków: jeśli dzieciaki rozniosą zabawki, książki, naczynia, itp przedmioty potrzebne do zabawy po domu, poproszone są o sprzątnięcie zaraz po zabawie, i sprzatają. jeśli bałagan jest w ich pokoju, po prostu jest (czasem robię nalot, i porządkuję zabawki, ale w sumie jest to miłe zajęcie, więc nie protestuję).
                natomiast co do odzieży, kluczem do sukcesu jest imo dobre rozmieszczenie pojemników na brudne ciuchy - u góry na klamce łazienki wisi Ikeowa torba w kształcie głowy pelikana, wrzucanie brudnych rzeczy do dzioba lubię nawet ja, na dole pozwalam zostawic stertę ubrań na koszyku z gazetami w łazience - to sama codziennie wynoszę do pralni. przy moich dzieciach nie ma opcji, że ubranie zakładają - bez prania - więcej, niz raz (nie dotyczy kurtek, na szczęście).
                najgorzej wygląda sprawa z rozmaitymi przydasiami, ściąganymi do domu ze spacerów - obecnie na pianinie leżą buraki cukrowe tongue_out
    • zoskaonly Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 17.10.12, 11:52
      Bardzo dziękuję wszystkim za odpowiedzi.
      Postaram się jakoś tak hurtem ustosunkować do przynajmniej niektórych poruszanych kwestii.

      "Mój pokój, mój bałagan" kontra "masz sprzątać wg moich standardów"
      Powiem szczerze, że mam ambiwalentne uczucia. Z jednej strony chciałabym i chyba mi się to udaje szanować prawo dziecka do jego własności, prywatności, przestrzeni i decydowania o sobie w pewnym sprawach. Z drugiej - bardzo mocno buntuję się kiedy bałagan przekroczy pewne granice. Bo tak jak pisałam jednak do pokoju wejść muszę czasem. Może powinnam być faktycznie bardziej konsekwentna i zapowiedzieć, że do pokoju nie wchodzę dopóki bałagan nie zniknie i twardo się tego trzymać. Tylko co zrobić jak dziecko się uprze i sprzątać nie będzie, a ja będę musiała włożyć ubrania do szafki/podlać kwiatki/otworzyć okno (jemu to generalnie nie jest potrzebne więc nie bedzie to dla niego dobry motywator). Czytanie książek mogłoby go zmotywować, ale ponieważ mam 2 synów i nie czytam każdemu osobno, tylko razem, to zazwyczaj dzieje sie to w salonie na kanapie, po czym każdy rozchodzi się do swojego łóżka.

      Ubrania
      Radzicie, aby nie prać tego co dziecko nie zapakuje do kosza na brudną bieliznę. Ok, już raz tak zrobiłam. Nie uprałam mu majtek, tylko wrzucałam konsekwentnie do torby. Po pewnym czasie wszczął lament, że on nie ma czystych. A ja mu na to spokojnie, że uprzedzałam cię, że nie wrzuconych do kosza nie piorę. I pokazałam mu torebkę z brudnymi. I co zrobił mój syn? Założył brudne, a resztę hurtem wrzucił do prania uncertain
      Zadziałało na jakieś 2 dni. Potem wrócił do zwyczaju zdejmowanai wszystkiego naraz i kładzenia na półkę.

      A z ubraniami porozrzucanymi po domu. No cóż, mogę ich nie prać. Ale ma na tyle dużo ubrań (poza spodniami, bo chce nosić tylko 2 pary które są miekkie), że długo może nie zauwayżyć braku t-shirtów czy bluz. Może faktycznie powinnam je pozbierać i wrzucić do jego do pokoju? Już tam teraz leży na podłodze kilka sztuk, a to piżama, a to skarpety, a to majtki, a to bluzka.
      Pewnie trochę by polepszyła się sytuacja gdybym im po prostu kazała wrzucać wszystkie rzeczy do prania. Ale przecież spodnie czy bluza raz założona nie zawsze musi być od razu prana - spokojnie można założyć jeszcze 2 czy 3. raz jak nie jest brudna. Of kors majtki i skarpetki zmieniają codziennie, ale inne ubrania nie muszą być prane po każdym założeniu. Zwłaszcza, że u nas obowiązuje zasada przebierania się po przyjściu do domu z ubrań tzw. wyjściowych na domowe. I tymi domowymi nie muszę sie przejmować, że pobrudzą w czasie malowania/lepienia/klejenia/zabaw na podwórku etc.

      Podobało mi się co napisała asia_i_p Może faktycznie za dużo tych zasad? Może trzeba pracować kolejno na każdą, ale pojedyńczo?
      Może trzeba zrobić tak jak z odnoszeniam talerzy do zlewu po sobie? Tyle, że sądziłam, że ten nawyk juz na zawsze w nich zostanie, a tu okazuje się, że w jakiś czas po skończeniu się systemu motywacyjnego trzeba im znów przypominać o talerzach.
      Generalnie nie jestem zwolennikiem nagradzania / karania za prace które trzeba robić. Ale z braku lepszego pomysłu postanowiłam spróbować jak zadziała system motywacyjny. Moje dzieci permanentnie zostawiały po sobie naczynia na stole. I nijak mój przykład nie działał, że ja zawsze po sobie odnoszę.
      Zrobiliśmy listę na każdy dzień i za każdy odniesiony talerz po posiłku był plus. Jak się tych plusów uzbierało ileś tam (tak mniej wiecej co kilka dni) to dostawali małą nagrodę. Chodziło o to, aby wyrobić w nich taki odruch i żeby to było bez przypominania. Jak przypomniałam to plusa nie było.
      Na początku było super. Działało. Co prawda na młodszego bardziej, starszemu zdarzało się zapominać. Ale z czasem osłabło. Teraz po jakimś czasie jest tak, ze czasem odstawią a czesem zapominają. Ale wystarczy hasło "talerz" i wiedzą o co chodzi.

      Tak czy inaczej, jak już któraś z Was wyżej napisała, dobrze jest wiedzieć, że inni też tak mają smile Że nie jest się odosobnionym przypadkiem. Tyle, że jak czasem pójdę do domu gdzie panuje ład i porządek i też są dzieci to się dołuję dlaczego moje tak nie potrafią? sad
      • budzik11 Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 17.10.12, 16:14
        zoskaonly napisała:

        > Tylko co zrobić jak dziecko się uprze i sprzątać nie będzie, a ja będ
        > ę musiała włożyć ubrania do szafki/podlać kwiatki/otworzyć okno (jemu to genera
        > lnie nie jest potrzebne więc nie bedzie to dla niego dobry motywator).

        Oj tam, wystarczy roztrącić nogą. Moja starsza (7 lat) dostaje ubrania uprasowane i złożone, do szafki ma włożyć sobie sama, więc ja nawet w tym celu wchodzić nie muszę. Okno otworzyć czy podlać kwiatki można torując sobie drogę nogą, ew. "niechcący" coś rozdeptać - będzie dodatkowa motywacja do sprzątania: "Gdyby to nie leżało na podłodze, to bym nie nadepnęła".
      • morekac Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 17.10.12, 19:48
        Radzicie, aby nie prać tego co dziecko nie zapakuje do kosza na brudną bieliznę
        > . Ok, już raz tak zrobiłam. Nie uprałam mu majtek, tylko wrzucałam konsekwentni
        > e do torby.
        Wcale nie trzeba było się do nich dotykać. Żadnych toreb z pieczołowicie i złośliwie zbieranymi brudami - robisz tylko wielkie oczy i ze współczuciem pytasz: Ojej, to nie masz czystych majtek? Niemożliwe, wszystko, co było w koszu uprałam.

        Może powinnam być faktycznie bardziej konsekwentna i zapo
        > wiedzieć, że do pokoju nie wchodzę dopóki bałagan nie zniknie i twardo się tego
        > trzymać. Tylko co zrobić jak dziecko się uprze i sprzątać nie będzie, a ja będ
        > ę musiała włożyć ubrania do szafki/podlać kwiatki/otworzyć okno (jemu to genera
        > lnie nie jest potrzebne więc nie bedzie to dla niego dobry motywator).

        Niewłażenie rodzica do pokoju to raj dla duszy nastolatka. wink
        Nie wkładaj ubrań do szafki - niech sam sobie wkłada, okna nie musisz otwierać, a kwiatki ewakuuj. Może się i uprze, że nigdy nie sprzątnie, ale zauważ, że to jemu będzie wtedy ten bałagan przeszkadzał.

        Może faktycznie powinnam je p
        > ozbierać i wrzucić do jego do pokoju?
        Wrzuć do pokoju.
        Ale przecież spodnie czy bluza raz założona nie zawsze
        > musi być od razu prana - spokojnie można założyć jeszcze 2 czy 3. raz jak nie
        > jest brudna
        No nie musi być prana. Weźmie sobie z podłogi.
        • kanga_roo Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 18.10.12, 08:52
          w kwestii prania bluz i spodni: sama mam utrwalony nawyk przebierania się po przyjściu do domu (głównie dla wygody), i swoich swetrów i spódnic/spodni nie piorę po jednorazowym założeniu. ale widzę, co robią moje dzieci w przedszkolu/szkole, kiedy ich odbieram, i mogę się domyslić, że kiedy mnie tam nie ma postępują identycznie. więc zakładam, że ich ubrania kwalifikują się do prania, nawet, jeśli na pierwszy rzut oka tego nie widać. dla własnej wygody przyjmuję, że wszystko leci do prania, i odpada mi jednocześnie pilnowanie, żeby dziatwa się przebierała po powrocie do domu. no chyba, że mają na sobie stroje galowe, to owszem.
          imo autorka wątku trochę sobie utrudnia życie w imię wymyślonych zasad. bo, w gruncie rzeczy, bałaganiarstwo potomstwa denerwuje tylko ją. to samo ze sprzątaniem talerzy. może, zamiast upierać się, że każdy odnosi po sobie, sprzątnąć wszystkie, a następnego dnia poprosić o to dziecko? a następnego - męża?
          no i polecam metodę five minute pick-up. mnie się bardzo podoba - tyle, że odkąd zaczęłam stosować, moja rodzina przestała rozsiewać po domu rzeczy. złośliwie, jak nic big_grin
          • zoskaonly Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 19.10.12, 10:50
            > imo autorka wątku trochę sobie utrudnia życie w imię wymyślonych zasad. bo, w g
            > runcie rzeczy, bałaganiarstwo potomstwa denerwuje tylko ją. to samo ze sprzątan
            > iem talerzy. może, zamiast upierać się, że każdy odnosi po sobie, sprzątnąć wsz
            > ystkie, a następnego dnia poprosić o to dziecko? a następnego - męża?

            No może i utrudniam wink BO chcę nauczyc dzieci podstawowych zasad utrzymywania porządku wokół siebie. Zasada z odnoszeniem talerzy po wszystkich - ok, ale raz na jakiś czas. Uważam, że każdy człowiek powinien umieć sprzątnąć po sobie. To co? Np. ze spuszczaniem wody w sedesie też wspólnota? wink Nie spuszczaj, ja jeszcze zrobię to spuszczę big_grin
            A potem mamy dorosłych brudasów, co to wody nie spuszcza, kibla nie umyje po sobie szczotką, skarpetki zostawia tam gdzie się rozbiera, talerz też zostawia - przecież ktoś sprzątnie. No wychowawcze to nie jest, moim zdaniem.

            no i polecam metodę five minute pick-up. mnie się bardzo podoba - tyle, że odką
            > d zaczęłam stosować, moja rodzina przestała rozsiewać po domu rzeczy. złośliwie
            > , jak nic big_grin
            A możesz coś więcej na temat tej metody napisać? Bo nic nie słyszałam...
            • morekac Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 19.10.12, 12:55
              To co? Np. ze spuszczaniem wody w sedesie też wspólnota? wink Nie spuszczaj, ja jeszcze zrobię to spuszczę big_grin
              To akurat ekologia smile
              • kanga_roo Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 20.10.12, 02:03
                morekac big_grin

                do autorki wątku: w kwestii nauczenia, moje doświadczenia nie do końca pokrywają się z Twoją ideą. mnie nikt nigdy do sprzątania nie gonił, do tego, że lubię mieć wysprzątane doszłam sama, na etapie podstawówki, kiedy wyszłam za mąż miałam już wręcz porządkowego hysia (na szczęście mi minęło), natomiast mój mąż był przyuczany do porządku (i porządków), a ma zdecydowanie większą tolerancję na bajzel, i wybitnie nie lubi sprzątać.

                five minute pick-up poleciła ostatnio kotula, szczegóły wyguglałam tu:
                www.idreamofclean.net/2011/10/17/31-days-to-make-cleaning-a-habit-5-minute-pick-up/
                w skrócie, bierzesz koszyk i w ciągu pieciu minut obchodzisz pokój/mieszkanie/dom, wrzucajac do koszyka wszystkie rzeczy, które nie leżą na swoim miejscu. kiedy je pozbierasz, robisz w tył zwrot, i znowu obchodzisz pokój/mieszkanie/dom odkładając wszystkie rzeczy z koszyka na właściwe miejsce.


                pozostałe podane tam pomysły też są niezłe.
            • jola_ep Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 20.10.12, 08:13
              W sprawie wspólnej przestrzeni aktualnie nie mam opracowanych skutecznych metod - spróbuję z tą polecaną metodą pick-up... Ale to raczej mój problem i mojego zapracowania, i pewnie złych nawyków.

              W przypadku pokoi dzieci poszło mi nieco lepiej.
              Myślę, że jest taki - bardzo ważny - etap w wieku przedszkolnym, gdy kształtujemy nawyki dziecka. Nawet jeśli potem jest okres załamania - to ten wcześniejszy wkład procentuje.
              Sądzę też, że etap przed-nastolatkowy jest okresem, gdy dziecko powinno samo przejąć stery odpowiedzialności za porządek, ale konsekwencją tego będzie parę lat bałaganu...

              Ja oddzieliłam strefy dzieci - to są ich pokoje - od reszty domu. Ustaliłam, że raz w tygodniu mają odkurzyć i w miarę poukładać. Resztek jedzenia nie mogą trzymać, podobnie jak brudnych talerzy i szklanek. Kolegów i koleżanki zapraszają, jak mają porządek - bo mi będzie głupio. Resztę domu podzieliłam na strefy "odpowiedzialności" - np. córka przejęła łazienkę. Pilnowałam tego wszystkiego średnio - bo zaczęłam w tym okresie więcej pracować.
              Parę razy w roku urządzałam wielkie porządki, w których czynnie pomagałam, albo chociaż siedziałam z nimi w pokoju i udzielałam dobrych rad smile

              Po jakimś roku-dwóch odkryłam ze zdumieniem, że choć drzwi do ich pokoju czasem zamykały się z trudem (musiałam skopać do środka bałagan), to np. wspomniana łazienka lśni lepiej, niż ja bym to zrobiła smile W dodatku ukochana ogromna kolekcja kaktusów jest zadbana smile (a spróbujcie umyć parapet, gdzie one się gnieżdżą wink )

              Po kolejnych paru stwierdzam ze zdumieniem, że w pokoju córy jest większy porządek niż u mnie smile A choć u syna jest różnie (podłoga zajęta przez lego i ubrania), to przed wizytą kumpla sprząta nie tylko swój pokój, ale i cały dom wink Młodszy jest, może się doczekam i porządku u niego? Na razie jest naprawdę nieźle w porównaniu ze stanem wcześniejszym.

              Moja rada - zostawić pokój dzieci w spokoju. Pilnować części wspólnej - ale koniecznie na zasadzie: to nasz wspólny dom i razem dbamy o to, aby nam wszystkim było lepiej. Wciągnąć dzieci do obowiązków domowych - najlepiej robić coś razem w miłej atmosferze. Pozwolić ich wybrać ich strefy odpowiedzialności, niech dbają nie tylko o siebie. Pomagać przy ich pokoju, szczególnie jak poproszą (czasem bałagan narasta tak, że taka pomoc staje się niezbędna). Jeśli mają jakieś nawyki z dzieciństwa, a jednocześnie uczestniczą we wspólnej domowej pracy ku dobru wszystkich - to i w ich pokojach z czasem będzie lepiej. Mój prawie 13 latek ostatnio mył u siebie okno - i nawet nie kazałam mu tego robić big_grin

              Pozdrawiam
              Jola
              • zoskaonly Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 22.10.12, 09:56
                Jola, bardzo Ci dziękuję za głos.

                > Myślę, że jest taki - bardzo ważny - etap w wieku przedszkolnym, gdy kształtuje
                > my nawyki dziecka. Nawet jeśli potem jest okres załamania - to ten wcześniejszy
                > wkład procentuje.

                No właśnie dokładnie o to mi chodzi. O wykształcenie pewnych nawyków, podstawowych, dbania o porządek wokół siebie. To tak jak z myciem zębów, myciem rąk -udało mi się, moim dzieciom nie trzeba przypominać, że po zjedzeniu słodkości czy wieczorem mają umyć zęby.
                Tak chciałabym doprowadzić do takiego stanu aby o pewnych podstawowych czynnościach porządkowych też im nie trzeba było przypominać.

                > Ja oddzieliłam strefy dzieci - to są ich pokoje - od reszty domu. Ustaliłam, ż
                > e raz w tygodniu mają odkurzyć i w miarę poukładać.

                No u nas też mają swoje pokoje. Problem polega na tym, ze im nie przeszkadza bałagan. I to mnie najbardziej martwi. Przechodzą między porozwalanymi rzeczami i nie podniosą tego, lepiej ominąć.

                >Resztek jedzenia nie mogą t
                > rzymać, podobnie jak brudnych talerzy i szklanek.

                Aż tak źle to nie ma. U nas jedna z podstawowych zasad brzmi: jemy tylko i wyłącznie w kuchni. Ew. zgadzam się na jedzenie czegoś co nie śmieci jak oglądają bajkę: np. jabłko, marchewka, banana etc.

                >Kolegów i koleżanki zapraszaj
                > ą, jak mają porządek - bo mi będzie głupio.

                No właśnie. Mi będzie głupio. A jak zrobić żeby to dzieciom było głupio? Ostatecznie to ich pokoje, nie moje.

                Resztę domu podzieliłam na strefy "
                > odpowiedzialności" - np. córka przejęła łazienkę. Pilnowałam tego wszystkiego ś
                > rednio - bo zaczęłam w tym okresie więcej pracować.
                > Po jakimś roku-dwóch odkryłam ze zdumieniem, że choć drzwi do ich pokoju czasem
                > zamykały się z trudem (musiałam skopać do środka bałagan), to np. wspomniana ł
                > azienka lśni lepiej, niż ja bym to zrobiła smile W dodatku ukochana ogromna kolekc
                > ja kaktusów jest zadbana smile (a spróbujcie umyć parapet, gdzie one się gnieżdżą
                > wink )

                Moi sa jeszcze za mali chyba na taką "odpowiedzialność". Nie wiem czy wszyscy doczytali, że mają niecałe 6 i niecałe 8 lat.
                Oczywiście mają obowiązki - np. rozpakowywanie zmywarki, sprzątanie swoich pokoi. Ale, póki co, to ja muszę im o tym przypominać.

                >Pilnować części wspólnej - ale kon
                > iecznie na zasadzie: to nasz wspólny dom i razem dbamy o to, aby nam wszystkim
                > było lepiej. Wciągnąć dzieci do obowiązków domowych - najlepiej robić coś razem
                > w miłej atmosferze.

                Tak cały czas próbuję im wpoić, że to nasz wspólny dom i że każdy ma w nim jakieś obowiązki. Tyle, że problem polega chyba na różnicy w "tolerancji na bałagan". Nie jestem pedantką, naprawdę. Pewnie wg niektórych mam niekończący się bałagan w domu. Ale np. mój mąż umyje podłogę sam z siebie dopiero wtedy jak się do niej zaczynamy przyklejać. Kurzu, "kotów" i paprochów leżących wszędzie nie widzi. Nie chciałabym, aby moi synowie mieli też "aż taką tolerancję na bałagan".
                Tylko jak to osiągnąć??

                ps. Mój starszy syn jak chce to potrafi posprzątać swój pokój na błysk. Naprawdę. Łącznie ze starciem kurzy, odkurzeniem i umyciem podłogi. Ale ostatnio bardzo rzadko mu się chce. Twierdzi, że sprzątanie to strata czasu sad
                • jola_ep Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 22.10.12, 17:52
                  > No właśnie dokładnie o to mi chodzi. O wykształcenie pewnych nawyków, podstawow
                  > ych, dbania o porządek wokół siebie.

                  Dzieci Ci dorastają. To właśnie wiek, gdy są sprawy, w których warto już przekazać tę odpowiedzialność dzieciom. One czują się starsze, niemal dorosłe (w końcu pojawia się na horyzoncie szkoła). Warto im podrzucić parę w miarę bezpiecznych terenów treningowych. Lepszy bałagan w pokoju niż notorycznie nie myte zęby.
                  To trudny czas także dla Ciebie - powoli powinnaś zmieniać metody, bo to już nie małe dzieci, a dzieciaki wkraczające w dorosły świat. Obserwuj swoje dzieci i podążaj za nimi.

                  Jeszcze raz: wkład w systematyczność sprzątania zrobiłaś. Możesz trochę poluzować.

                  > To tak jak z myciem zębów, myciem rąk -uda
                  > ło mi się, moim dzieciom nie trzeba przypominać, że po zjedzeniu słodkości czy
                  > wieczorem mają umyć zęby.

                  A wytłumaczyłaś sens tego? A jaki jest sens sprzątania oprócz tego, że ma się podobać Tobie???

                  > Tak chciałabym doprowadzić do takiego stanu aby o pewnych podstawowych czynnośc
                  > iach porządkowych też im nie trzeba było przypominać.

                  Jeśli Twoje metody skutkują, to OK. Podziwiam i walcz dalej. Ja tylko informuję, że czasem poluzowanie daje też doskonały rezultat.

                  > No właśnie. Mi będzie głupio. A jak zrobić żeby to dzieciom było głupio?

                  Będzie. Z czasem. Na razie o to parę lat za wcześnie. Ale przyjdzie taki czas smile Teraz wystarczy, że Tobie jest głupio.

                  > Moi sa jeszcze za mali chyba na taką "odpowiedzialność". Nie wiem czy wszyscy d
                  > oczytali, że mają niecałe 6 i niecałe 8 lat.

                  W momencie przejęcia "odpowiedzialności" starsza miała 10 lat, młodszy ... 6.
                  Nie, nie byli za mali.

                  > Oczywiście mają obowiązki - np. rozpakowywanie zmywarki.

                  Sami je wybrali? Jest to Coś, co robią dla dobra domu? czy z nakazu "odgórnego"?
                  Pewne rzeczy warto robić razem, dbając o miłą atmosferę.

                  > sprzątanie swoich pokoi.

                  No właśnie chodzi o to, aby było coś poza ich pokojami. Coś wspólnego. A w swoich pokojach niech się poczują jak u siebie.
                  Ja na przykład jestem bałaganiarą, choć w domu miałam porządek i nawet dobre nawyki. Ale szkoda mi czasu na głupoty, źle się czuję w minimalistycznym, poukładanych wnętrzu, jestem chora jak muszę robić coś to samo, samo w kółko. Wolę obejść niż podnieść. Czy z tego powodu komuś dzieje się krzywda? Wytłumacz mi co jest złego w tym, że inaczej widzę świat niż Ty? Dlaczego spojrzenie osób uporządkowanych, porządnych, ze lśniącymi mieszkaniami ma być ważniejsze? Dla dzieci to jeszcze trudniejsze do zrozumienia. Są w stanie "spiąć" się w pewnych sprawach (choćby przy myciu zębów), ale ogarnięcie wszystkiego w czasie, gdy ich organizm, a szczególnie ich umysł, przeżywa rewolucję jest dla nich za trudne.

                  > Nie chciałabym, aby moi synowie mieli też "aż taką tolerancję na bałagan".
                  > Tylko jak to osiągnąć??

                  Dla nich tata jest staje się powoli ich męskim wzorem. Jak nie chcesz oszaleć, to zminimalizuj wymagania. Pomyśl, z czego nie możesz zrezygnować. Możesz oczywiście nadal walczyć o wszystko... ale licz się z trudnościami. Życie nie jest idealne. W ostatnią sobotę mój syn (13) długo pomagał tacie przy szykowaniu drewna na zimę (mój mąż rąbał, on układał). Zajrzałam do nich pod koniec pracy, spytałam czy się nie zmęczył. A mój syn niemal z oburzeniem, że powinnam raczej martwić się o jego tatę, bo on miał cięższą pracę. Ten sam syn, który marudzi, jak przypomnę o zmywarce.

                  Taki lajf. Może to jakiś atawizm? Biologia?

                  Pozdrawiam
                  Jola
                • morekac Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 22.10.12, 20:19
                  Tak chciałabym doprowadzić do takiego stanu aby o pewnych podstawowych czynnośc
                  > iach porządkowych też im nie trzeba było przypominać.
                  To jeszcze trochę.W wieku przedszkolnym chętne do sprzątania były obie, młodszej zawsze to wychodziło lepiej. W tej chwili, jak już się zabiera do sprzątania (nie,żeby kochała to robić, ale za bałaganem też nie przepada), robi to szybko i skutecznie. A miała totalny regres tej umiejętności w okolicach 9-10 roku życia. Starsza nadal gubi się we własnym bałaganie.
    • ariana1 Re: Bałaganiarstwo dzieci... pomocy... długie 22.10.12, 22:41
      Chyba odwrotnie - męża już raczej nie wychowasz w tym wieku a dzieci owszem, więc raczej z bałaganiarstwem dzieci możesz i powinnas powalczyć. Nie toleruję opinii, że pokój nalezy do dziecka i może tam być smietnik wg jego uznania. Intymność dziecka, jego przestrzeń itp. argumenty do mnie nie trafiają, bo jestem zdania, że dziecko ma się nauczyć porządku od małego (jeżeli oczywiście zalezy nam na porządku a chyba o to chodzi autorce wątku). A jak się ma tego nauczyć, jak w pokoju będzie mieć burdel, na który pozwalam (bo to jego przestrzeń) a w pozostałej części mieszkania jest ład. Co wyniesie z domu? Jakie zasady? Mam dwie córki, obie różne jak niebo i ziemia. Jedna bałaganiara, druga pedantka. Mój sposób na bałaganiarza - powtarzać z uporem maniaka, do znudzenia o sprzątaniu rzeczy oraz wyznaczenie jednego dnia w tygodniu na porządki. Na razie działa. A rzeczy do prania wynoszą same, mimo to nie wyobrażam sobie sytuacji, że nie mają dość czystej bielizny.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja