toksyczna matka i jej biedne dzieci

17.10.12, 12:56
Mam taką znajoma- matką 4 dzieci. Nastarsza jest w 6 klasie razem z moją córka najmłodsza ma 3 latka. Jesli chodzi o starsza i druga z kolei to włos mi sie na głowie jeży. Dziewczynki dobrze sie uczą - bardzo dobrze mają średnie powyżej 5,6. W tym roku ta najstarsza dostal pierwsza w zyciu 3. Dziewczynka dostała w za karę zakaz wychodzenia z domu do kolezanek przze miesiac. Bo przeciez jest taka zdolna i nie wolno jej dostać nic nizej 5.... Dziewczynka idzie do gimnazjum nierejonowego i MA mieć maksimum jedną piątkę na świadctwie bo inaczej pojdzie do rejonowego. Musi brac udział we wszystkich konkursach. Chodzi na wszytskiwe kólka zainteresowań. Nie wolno jej chodzic do kolezanek w tygodniu - ewentualnie mzoe w sobote na 2 godziny gdzies wyjsc- ale tez nie za daleko.

Mniej wiecej tak samo jest z młodszą. Młodsza chodzi do 5 klasy. Dwie pozostale jedna do 2 klasy ta ostatnia do przedszkola.
Najgorsze ze tym dzieciom nawet nie wolno sie pobawic jak to dzieciom .... ciągle maja siedziec i sie uczyć.....

Uważacie ze to normalne?

Jak zapytałm matki dlaczego taka jest w stosunku do swocih dzieci powiedizala,że matka tez ja tak wychowywała. TAAAAAA gdyby tylko to coś dało. matka ja tak wychowywała wygała a ona skonczyla tylko szkołe średnia i to bez matury. Jej maż tez niewiele lepiej- ma mature.
    • tijgertje Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 17.10.12, 13:09
      nastepnym razem zapytaj, jak sama wspomina szkole i jakie ma relacje z matka. Moja mama tez mnie tak wychowala. W tej chwili w ogole nie utrzymuje z nia kontaktow, a od dziecka wymagam, ale na miare jego mozliwosci, a nie widzimisie mamusi. Ja jestem autystyczna, mlody tez, moja mama najprawdopodobniej rowniez. Najgorsze, ze widze, ze i u siostrzenca jest podobnie. jedynie nauka jest wazna, a co ona tak naprawde daje w doroslym zyciu, jesli sie nie ma umiejetnosci spolecznych??? Normalne to na pewno nie jest i na dluzsza mete na pewno nikomu na zdrowie nie wyjdzie. Przypuszczam, ze sama na nia nie wplyniesz, ale sprobuj pogadac z nauczycielem i szkolnym pedagogiem, podkreslajac wlasnie umiejetnosci spoleczne dzieci. Wychowanie perfekcjonistow wcale im na zdrowie nie wychodzi. A co, jesli dziecko dostanie "lufe"? Moja mama byla nauczycielka w mojej szkole. Mialam 14 lat, jak dostalam pierwsza pale (zapomnialam czegos przyniesc na plastyke). wyslala chlopaka do pokoju nauczycielskiego po kija i sprala mnie przy calej klasie. Uczenie sie tylko po to, zeby zasluzyc na przychylnosc matki, ktora z zalozenia powinna BEZINTERESOWNIE KOCHAC to baaaardzo chora sytuacja.
      • oliwija Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 17.10.12, 14:28
        ale po co ma łazić po nauczycielach? Da to cos? Na matke sie nie wpłynie.
        • tijgertje Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 17.10.12, 15:11
          Mysle, ze nauczyciel czy pedagog jest w stanie nieco na matke wplynac. Tym bardziej, jesli sama innego modelu wychowania nie zna, nauczyciel moze jej uswiadomic, jak wazne sa umiejetnosci spoleczne (najpierw wspolna zabawa, potem wspolpraca z innymi), nie tylko sucha wiedza.
      • lejdi111 Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 18.10.12, 17:36
        tijgertje napisała:
        Naj
        > gorsze, ze widze, ze i u siostrzenca jest podobnie. jedynie nauka jest wazna, a
        > co ona tak naprawde daje w doroslym zyciu, jesli sie nie ma umiejetnosci spole
        > cznych???

        Co masz na myśli pisząc o umiejętnościach społecznych?
        • ania_i_ja Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 18.10.12, 18:51
          "umiejętności społecznych" to znaczy że :
          -dziecko wkuwa
          -siedzi więc w domu
          -ma zakaz spotykania z rówieśnikami
          -nie bierze udziału w życiu nazwijmy to "prywatnym'
          -tym samym staje się "odludkiem"
          -a co za tym idzie nie nabywa tzw umiejętności społecznych ( przyjaźnie, konflikty, współpraca itp itd)

          żal mi tych dzieci. Jak się kiedyś "wyrwą" spod skrzydeł.... będzie się działo.
          • jakw Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 18.10.12, 19:13
            ania_i_ja napisała:
            > -a co za tym idzie nie nabywa tzw umiejętności społecznych ( przyjaźnie, konfli
            > kty, współpraca itp itd)
            W sumie przy trójce rodzeństwa, jak w opisywanym przypadku, to chyba można pewnych umiejętności nabyć wink
            • tijgertje Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 18.10.12, 19:17
              jakw napisała:

              > ania_i_ja napisała:
              > > -a co za tym idzie nie nabywa tzw umiejętności społecznych ( przyjaźnie,
              > konfli
              > > kty, współpraca itp itd)
              > W sumie przy trójce rodzeństwa, jak w opisywanym przypadku, to chyba można pewn
              > ych umiejętności nabyć wink
              >

              Akurat, zwlaszcza, jak kazde w osobnym pokoju wlasny material wkuwa, zeby przypadkiem rodzenstwu nie przeszkadzac.
              • jakw Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 18.10.12, 19:59
                Myślisz, że mają przynajmniej 5 pokoi? Zresztą jak każde wkuwa to nie przeszkadza pozostałym.
                • tijgertje Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 18.10.12, 20:39
                  My mielismy 7. i ja akurat mialam pecha, bo pokoj mialam na samym dole, naprzeciw sypialni rodzicow. Salon byl pol pietra wyzej, reszta rodzenstwa jeszcze wyzej. Oni we trojke potajemne narady urzadzali u siostry na poddaszu, zamiast sie uczyc, a ja w zasadzie nie moglam sie nigdzie ruszyc, zeby mnie rodzice nie przylapali i odeslali do nauki. Ja bylam ponoc najzdolniejsza i mialam sie uczyc. Taki tekst w niedzielne popoludnie, gdy cala rodzinka siedziala przed jakims filmem :
                  -a ty juz sie wszystkiego nauczylas?
                  -tak.
                  -na caly tydzien?
                  -tak.
                  -na czwartek i piatek tez?
                  -tez.
                  i-i nic wiecej juz nie masz do nauki?
                  -nie
                  -to idz sie jeszcze poucz!
                  • jakw Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 18.10.12, 21:00
                    No to przerąbane miałaś. Ale nadal sądzę, że w rodzinie z kilkorgiem dzieci są duże szanse, że dziecko pewnych umiejętności społecznych nabędzie bez ciągłego kontaktu z kolegami czy koleżankami. Także nie jest to chyba w tym przypadku najlepszy argument. A sama postawa opisywanej mamy przypomina mi problemy z dbaniem o średnią w kilku niedawnych wątkach.
                    I tak się zastanawiam czy ta matka różni się tak bardzo od kilku innych mam, których główną troską i zadaniem jest dbanie o wysoką średnią gimnazjalisty - "bo przecież nie dostanie się do liceum X". Może nawet w przypadku tej mamy znalazłabym więcej okoliczności łagodzących. Np. do dobrych gimnazjów w Wwie to chyba trudniej się dostać niż do dobrych liceów. Bo tych naprawdę dobrych gimnazjów jest jakby mniej, a na dokładkę miewają rejony. I często wybór jest między top-gimnazjum a "zwykłym gimnazjum rejonowym" (choć niekoniecznie będącym rejonowym dla danego ucznia).
              • oliwija Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 19.10.12, 11:39
                tijgertje napisała:



                > Akurat, zwlaszcza, jak kazde w osobnym pokoju wlasny material wkuwa, zeby przyp
                > adkiem rodzenstwu nie przeszkadzac.


                a jak maja dwa pokoje? albo co gorsza jeden?
                • tijgertje Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 19.10.12, 12:01
                  Chocby nawet, to co? Przebywajac w jednym pomieszczeniu nie babywa sie automatycznie umiejetnosci spolecznych. Je trzeba CWICZYC wPRAKTYCE, w roznorodnych sytuacjach. Nie, jak kazdy siedzi nad wlasnymi lekcjami (chocby jedno na drugim siedzialo). Problem np z dziecmi autystycznymi , wysokofunkcjonujacymi jest wlasnie taki, ze w domu, nawet wsrod spoerj grupy rodzenstwa sa w stanie sie przystosowac, bo panuja tam jednak pewne schematy, przebywanie z ludzmi na co dzien (nawet na kupie, albo zwlaszcza na kupie) powoduje, ze dziecko uczy sie jak ügryzc" najblizszych. Jesli jednak w domu nie rzuca sie w oczy, ze cos jest nie tak, to wychodzi to w grupie rowiesniczej poza domem. Dlaczego? Bo wcale nie jest tak trudno dostosowac sie do ciagle tych samych osob i sytuacji. dziecko dojrzale spoelcznie nie bedzie miec najmniejszych problemow, zeby wykorzystac nabyte umiejetnosci w innych, nowych sytuacjach. dziecko, ktore od malego jest izolowane, nie ma szans poznac roznych dzieci (ktore roznie i nieprzewidywalnie sie zachowuja), nie ma szans doswiadczyc roznorodnych sytuacji (i nawet czasem czegos zbroic), nigdy nie bedzie "przebojowym" nastolatkiem czy doroslym, chyba, ze naprawde zacznie w pewnym momencie sporo cwiczyc. A wcale to latwe nie jest. Choc widze jeden plus : spoleczenstwo samo robi sie coraz bardziej autystyczne. U nas (Holandia) mozna wlasciwie wszystko zalatwic bez wychodzenia z domu, jedynie paszport trzeba odebrac osobiscie, ale mozna zyc samotnie, nie widziec nawet sasiadow i zalatwiac wszystko przez internet (bo do poprowadzenia rozmowy telefonicznej pewne umiejetnosci spoleczne rowniez sa niezbedne, a klawiatura zniesie wszystko).
    • an_ni Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 17.10.12, 14:41
      nie chce zeby sie puscily bez matury, zapewne ma taka historie wink
    • budzik11 Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 17.10.12, 17:52
      To nie jest normalne, ale znamy takie przypadki. Mam wrażenie, że im ktoś ma gorsze wykształcenie, tym większe kompleksy na tym punkcie i tym bardziej ciśnie na dzieci, żeby "nie popełniły tego samego błędu" lub "żeby osiągnęły w życiu więcej". Nic się nie poradzi, rodzice przez dzieci realizują swoje ambicje.
    • jakw Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 17.10.12, 18:17
      Nie wiem czego chcesz. Przecież to wariant dbania o dobrą średnią, żeby dziecko dostało się do dobrej szkoły wyższego stopnia.
      • oliwija Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 17.10.12, 18:40
        No ale dobra średnia to znaczy 6,0? Można być doskonalym ze wszystkiego? Nie sądze.
        • annes67 Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 17.10.12, 19:47
          znam tez taka historie. ale dzieci jak to dzieci i tak różnie kończą.
          (zwykle to sydrom matek po zawodówkach, taki kompleks). mówi ze dziecko ni ebedzie tak pracowac jak ona( ma swó stragam) al e co by nie mówic niezle jednak zarabia..
          dziecko jedno juz si e zzaczeło buntowac...wiesz, niewiele mozesz zrobic jesli dziecko ni ejest bite....no chyba ze cos wymyslisz.
          mi tez zal tych dzieci...
        • jakw Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 17.10.12, 20:12
          W tym modelu to rodzic , zatroskany średnią dziecka, ustala jaka ta średnia ma być. I jednym podoba się średnia 4,5 , a innym 6.0.
          • k1234561 Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 18.10.12, 20:58
            Mam taką matkę w rodzinie.Trójka dzieci,owa mama wykształcenie średnie z maturą.Nie pracuje zawodowo,ale ambicje wobec dzieci ma że ho,ho.
            Od małego dzieci miały wpajane,że są najmądrzejsze i najwspanialsze w związku z tym szły do szkoły rok prędzej bo przeceiż takie zdolne,oczywiście średnia 5,0 i co roku pasek na świadectwie absolutnie być musiały.Musiały również brać udział we wszystkich konkursach i olimpiadach szkolnych.Najstarsze dziecko jeszcze oprócz szkoły zaliczało szkołę muzyczną.Bo to przecież geniusz,wirtuoz.Dochodziło do takich absurdów,że dzieci miały niemal z wszystkiego korki,każda ocena poniżej 5 była poprawiana,prosto ze szkoły to najstarsze było wiezione do szkoły muzycznej,obiad jadło w samochodzie podczas jazdy.Wracało o 19 i zasiadało do lekcji,które kończyło często gęsto ok.1 - 2 w nocy i to już w podstawówce!
            Niestety dzieci słuchają ślepo matki i robią wszystko dokładnie co pani matka zaordynuje.Nie ma buntu,ani sprzeciwu.Zobaczymy jak długo te dzieci tak pociągną.Ale ponieważ mają mózgi już wyprane przez matkę to pewnie do końca ich żywota.
            • czarnyraider Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 19.10.12, 09:42
              chcialam tylko niesmalo zauwazyc, ze podejmowalam tu watek 14-latka i Jego sredniej 4,2 ( nie o srednia wowczas chodzilo ). Zostalam niezle "pouczona" ( top akurat na plus ).
              Tak, chcialabym zeby dostal sie do dobrych szkol...
              Ja nie o tym. Ja o wyksztaleceniu Drogie Kolezanki - mam wyzsze, troche szkolen za soba i jezyki obce opanowane. Skad u mnie taka troska o edukacje ? Od taty, ktory tylko dzieki edukacji wspial sie na jakies tam wyzyny w danym srodowisku ( jakkolwiek by to nazwac ). Czasami wynika to po prostu z doswiadczenia...
              • jakw Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 20.10.12, 19:23
                czarnyraider napisała:

                > Skad u mnie taka troska o edukacje ? Od taty,
                > ktory tylko dzieki edukacji wspial sie na jakies tam wyzyny w danym srodowisku
                > ( jakkolwiek by to nazwac ). Czasami wynika to po prostu z doswiadczenia...
                Prawdopodobnie twój tata wspinał się na wyżyny w trochę innych okolicznościach niż będzie to robić twoje dziecko. Więc nie wiem czy te doświadczenia dziadków można tak automatycznie przenosić na wnuki.
          • angazetka Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 19.10.12, 09:50
            Ty sobie żarty stroisz? Co to znaczy, że rodzic ustala, jaką dziecko ma osiągnąć średnią? Przecież to chore.
            • jakw Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 20.10.12, 19:16
              Oczywiście, że chore. Tyle że nie tak dawno było parę wątków nt średniej gimnazjalistów i jakoś nie tak dużo osób widziało problem w tym, że mama ustala jaką średnią ma mieć dziecko. Więc ja się tak zastanawiam - jaka jest różnica między tym, że rodzic narzuca średnią np. 4.0 czy 4.5 czy średnią 6.0 - skoro i w jednym, i w 2-gim przypadku to rodzic ustala jaka ta średnia ma być, rodzic ustala, że dla dziecka to osiągalne (i prawdopodobnie jest osiągalne, kwestia - jakim kosztem), i jeśli cel nie zostanie osiągnięty - grożą sankcje w postaci kasacji wyjść, kieszonkowego czy spotkań z koleżankami czy dziewczyną. Czy rodzic żądający średniej 6.0 od zdolnego dziecka jest bardziej toksyczny od rodzica żądającego trochę gorszej średniej od dziecka mniej błyskotliwego?
    • 71tosia Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 20.10.12, 20:50
      a karanie za gorsza ocene kiedy dziecko sie stralo ale cos mu nie wyszlo jest bardzo glupie. Takie darzenie by dziecko mialo same najlepsze oceny, powoduje ze samoocena takiego dzieciaka zaczyna zalezec tylko od jego sukcesow szkolnych.
      No i warto zdawac sobie sprawe ze dzieci ktore az tak ''tresuje"sie w domu zwykle wyrastaja na perfekcyjnych ale malo kreatywnych doroslych. Dziecko musi miec czas w ktorym sobie samo bedzie wynajdywac zajecia i zainteresowania. Czas w 100% wypelniony nauka, napewno nauczy dziecko odtwarzac wiedze ale nie nauczy wiedzy tworzyc.
      • pudelek09 Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 20.10.12, 21:35
        u mojej corki w klasie jest taka dziewczyna co ma najlepsze oceny,tez zalicz wszystkie konkury,olimpiady,az jej nauczyciele dogaduja-ze moglaby wybrac jeden,dwa przedmioty i w nich startowac a nie we wszystkim.Nie wychodzi wogole z kolezankami,nawet ich nie ma,wszyscy sie z niej nasmiewaja,wyjscia tylko z mamusia(dziewczyna ma 15lat),tatusiem i siostrzyczka,na rower z siostra a obok jedzie tatus i pilnuje...poprostu szok!
        Moja mloda ostatnio powiedziala -i co z tego mamo ze ona taka madra,jak ona to tylko kuje i kuje i zadnego zycia nie ma.moze ja nie mam az takich ocen,ale predzej sobie dam rade w zyciu!.I przyznalam jej racje!
        • jotde3 Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 22.10.12, 11:11
          pudelek09 napisała:
          > Moja mloda ostatnio powiedziala -i co z tego mamo ze ona taka madra,jak ona to
          > tylko kuje i kuje i zadnego zycia nie ma.moze ja nie mam az takich ocen,ale pre
          > dzej sobie dam rade w zyciu!.I przyznalam jej racje!

          pożyjemy , zobaczymy smile
      • jotde3 Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 22.10.12, 11:14
        71tosia napisała:
        Czas
        > w 100% wypelniony nauka,

        to to chyba tylko u chińczyków ?
        • jakw Re: toksyczna matka i jej biedne dzieci 22.10.12, 23:34
          jotde3 napisał:

          > 71tosia napisała:
          > Czas
          > > w 100% wypelniony nauka,
          >
          > to to chyba tylko u chińczyków ?
          U Japończyków chyba także.
    • tijgertje No prosze... 21.10.12, 22:23
      Wlasnie o to mi sie rozchodzi. Nauka i wiedza bez umiejetnosci spolecznych, ksztaltowanych od przedszkolaka niewiele daje. swietny przyklad przydatnosci szkol, gdzie naciska kladzie sie wylacznie na wiedze, cytat z wywiadu z pracodawca o absolwentach szkol wyzszych:

      "Największa grupa, ok. 80 proc., to ludzie, którzy mają jakąś wiedzę, ale nie mają pojęcia o zasadach pracy w zespole, o realizowaniu projektów od początku do końca, o tym jak się pracuje w firmie. A nie wiedzą tego, bo nikt ich tego nie nauczył."

      Reszta tu:
      wyborcza.biz/Firma/1,101618,12700222,Pracodawca__nie_zatrudniam_absolwentow.html
      • jakw Re: No prosze... 22.10.12, 05:58
        tijgertje napisała:
        ]> "Największa grupa, ok. 80 proc., to ludzie, którzy mają jakąś wiedzę, ale ni
        > e mają pojęcia o zasadach pracy w zespole, o realizowaniu projektów od początku
        > do końca
        , o tym jak się pracuje w firmie. A nie wiedzą tego, bo nikt ich t
        > ego nie nauczył."
        Sądząc po tym, jak ww wygląda w firmie, w której pracuję - to lepiej, że nikt tego nie uczy...
      • menodo Re: No prosze... 22.10.12, 11:53
        "swietny przyklad przydatnosci szkol
        > , gdzie naciska kladzie sie wylacznie na wiedze, cytat z wywiadu z pracodawca o
        > absolwentach szkol wyzszych":

        Jakoś na początku lat 90. nikt nie narzekał na absolwentów szkół wyższych. Moi znajomi z sgpis-u, psychologii czy socjologii na drugim - trzecim roku zarabiali więcej niż ich rodzice - i nie pamiętam, aby media trąbiły, że oni nic nie umieją i do niczego się nie nadają.
        A oni naprawdę nic nie umieli, wszystkiego nauczyli się w pracy i na baaardzo drogich szkoleniach, za które płacili pracodawcy.

        Skąd ta zmiana? Jest kryzys. Po co zatrudniać absolwentów, pracowników, tracić czas i pieniądze na ich szkolenie skoro firma ledwo zipie?
        I to jest powodem, dla którego tylu młodych ludzi nie ma pracy -a nie to, że oni są jacyś niedorobieni, niedouczeni i nie potrafią czegoś, co potrafili ich rodzice.
        • jotde3 Re: No prosze... 22.10.12, 12:00
          menodo napisała:
          > Jakoś na początku lat 90. nikt nie narzekał na absolwentów szkół wyższych.

          może i oni wiedzieli tyle co i wiedzą dzisiejsi absolwenci ale było ich 13 procent rówieśników a dziś 50 % , wiec byli pewnie nieco bardziej inteligentni i było ich mniej wiec nie było co wybrzydzać wink
          • menodo Re: No prosze... 22.10.12, 12:31
            Ale w tym wywiadzie pan nie narzeka, że absolwenci są nieinteligentni. On by chciał, żeby człowiek po studiach przynosił mu natychmiastowe korzyści biznesowe, najlepiej za darmo big_grin
            Nie przychodzi mu do głowy, że pracowników się szkoli - w zakresie umiejętności sprzedażowych, zarządzania projektami, współpracy w zespole itd.

            • tijgertje Re: No prosze... 22.10.12, 13:44
              niby tak. Ale po kiego grzyba ktos stufiuje 5 lat? Teorii potrzebnej do wykonywania danego zawodu przysiadajac nieco faldow w 2 lata mozna sie nauczyc. To studia maja ksztalcic, nie pracodawcy. Porownanie do poczatku lat 90-tych wedlug mnie malo trafione. wtedy jednak byly inne warunki, dzieciaki nei majac dostepu do komputerow, konsol i internetu sila rzeczy wiecej czasu spedzaly razem, wspolnie sie bawiac, lopbuzujac, bijac i wypracowujac kompromisy, a to wszystko procentuje w pozniejszej pracy. Teraz tego nie ma, a i szkola skupia sie na indywidualnych osiagnieciach, zamiast uczac wspolpracy w zespole, uczy konkurencji w wyscigu szczorow. Kiedys, sama bedac ponizej krytyki w umiejetnosciach spolecznych, uwazalam, ze to dobry system, bo dlaczego mam sie z kims dzielic sukcesem? Wszedzie jednak na swiecie odchodzi sie od szerokiego (i drogiego) edukowania mlodych ludzi, preferujac waskie specjalizacje, co sila rzeczy wymaga umiejetnosci wspolpracy z innymi, bo w zespole kazdy ma swoja dokladnie okreslona "dzialke". Ja tego niestety nie potrafie, wiec znalezienie jakiejkowiek pracy to marzenie scietej glowy. Za glowe to sie lapie chocby u fryzjera. Tempo maja niesamowite, ale np jedna dziewczyna hurtem myje glowy, inne tylko strzyga, inne farbuja, jeszcze inne modeluja. Dzieki temu, ze potrafia ze sopba wspolgrac, tempo jest niesamowite, efektywnosc pracy wyzsza i kazdy robi to co wychodzi mu najlepiej. w szkole u nas juz 4-latki mialy swojego przydzielonego przez nauczyciela "kumpla", z ktorym musza wspolpracowac, np razem robic ukladanke, budowle, prace plastyczna. W pozniejszym wieku sa to wspolne zadania, dzieciaki razem musza sie naradzic, jak cos ugryzc, rozdzielic elementy zadania tak, zeby wklad pracy byl podobny (albo adekwatny do mozliwosci). W szkolach srednich, przygotowujacych np do zawodu asystenta w szkole, 16-17-letnie dziewczyny maja staze, gdzie przez niemal caly rok szkolny 2 dni siedza w szkole, 3 dni pracuja. Na studiach od pierwszego roku normalne jest, ze ludzie w szkole siedza 2 dni, reszte pracuja odbywajac staz. Staze to normalna praca w kilku miejscach (co roku gdzie indziej), wiec po 4 latach taki absolwent wyzszej szkoly zawodowej idzie do pracy nieraz zatrudniany w miejscu, gdzie odbywal staz i WIE co i jak ma robic. Znajoma dziewczyna opowiadala, jak w szoku byla, bo pierwszego dnia pracodawca, u ktorego miala staz zapytal, czego sie zdazyla przez pierwszy tydzien roku szkolnego nauczyc w szkole, posadzil przy biurku i dal zestaw zadan, ktore teoretycznie powinna umiec juz wtedy zrobic. Zostawil i poszedl, oczekujac, ze po powrocie robota bedzie skonczona. Co innego, jesli ktos zarzadza jakism dzialem, bo musi poznac strukture firmy, ale jesli ktos ma za zadanie wykonywac konkretne zadania, to nie rozumiem, czego pracodawca mialby uczyc, jesli teoretycznie wymagajac okreslonego wyksztalcenia ma prawo zakladac, ze absolwent mial sie tego nauczyc na studiach??? Po co w takim razie studia, nie lepiej, zeby pracodawcy zatrudniali ludzi po maturze szkolac od podstaw tylko w tym, czego sami wymagaja, podpisujac umowe na min. 5 lat, zeby inwestycja mogla sie zwrocic? W Holandii absolwentom Uniwersytetow znacznie trudniej jest znalezc prace, niz absolwentom stiudiow zawodowych o tych samych kierunkach. Dlaczego? Bo po uniwersytecie absolwent ma obtrzaskana teorie, ale umiejetnosci pracy w zespole, wymagane w kazdej wspolczesnej firmie ma duuuuzo nizsze niz absolwent szkoly zawodowej (wyzszej).
              • menodo Re: No prosze... 22.10.12, 16:06
                Nie wiem, czy wszyscy studiują 5 lat - od kilku lat większość kierunków to studia dwustopniowe.Nie przemawia do mnie argument, że ci absolwenci są beznadziejni i dlatego pracodawcy nie chcą ich zatrudniać.
                Bo chcą - tylko na przykład za darmo big_grin
                Mój syn akurat ma całkiem nieźle jak - na obecną sytuację absolwentów - płatną pracę, dwa lata temu, kiedy się zatrudniał zaczynał od płatnego stażu. Obecnie jego firma raczej zwalnia niż zatrudnia, chętnie natomiast przyjmuje absolwentów na bezpłatne staże ...I naprawdę, nie ma żadnego znaczenia, jakie ktoś studia skończył, ile zna języków i czy potrafi pracować w zespole, czy nie, ważne żeby pracował i nie chciał kasy.
                Moja córka ma 19 lat, od 2 tygodni studiuje na dwóch kierunkach na UW trybem dziennym i właśnie dzisiaj się zatrudniła na pół etatu - oczywiście jako wolontariuszka - tym samym odbierając miejsce pracy jakiemuś absolwentowisad
                Pracy za darmo jest mnóstwo!

        • verdana Re: No prosze... 22.10.12, 16:31
          Oczywiście. Jak che sie mieć bezpośrednio po studiach doświadczonego pracownika, który zna specyfikę tej konkretnej pracy, to trzeba puknąć sie w głowę. Studia nie mogą dać umiejętności pracy w dowolnym miejscu i na dowolnym stanowisku. Pracodawcom nie chce sie niczego zainwestować w ludzi, wolą brać kogoś, kto już sie zna - z innej firmy - po czym narzekają na "nielojalność" pracowników.
          I nawet nie widzą, ze im się wypowidź kupy nie trzyma...
          • loganmylove Re: No prosze... 22.10.12, 23:22
            Biedne dzieci i tylesad nauka jest ważna i nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi inaczej ale wszystko powinno mieć swoje granice- potem nie daj Boże złapie palę i sie powiesi..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja