jagabaga92
09.11.12, 09:37
Nie wiem, jak "radzić sobie" z 8,5-letnim synem w kwestii egzekwowania wykonania przez niego pewnych czynności. Chłopak raczej ułożony, zasady w domu jasno określone, ale często młody strasznie ociąga się z wykonaniem jakiejś czynności - np. z wieczornym umyciem zębów. Zawsze wcześniej ma milion rzeczy do zrobienia i do obejrzenia - np. Wiadomości TVP - ok, ale czas reklam przed sportem i pogodą mógłby wykorzystać na umycie zębów. Gdy wtedy przypomnę mu o umyciu zębów - "Idź umyć zęby, a potem wskakuj to wyrka, to sobie poczytamy", on na to rozpaczliwym wrzaskiem "Mama, nie przypominaj mi, co mam robić!!! Przecież WIEM!!!!" Tylko mnie do szału doprowadza, że zamiana wiedzy teoretycznej w czyn TYYYYYYYLEEEEE trwa. Wkurzam się i wymyślam konsekwencje niepójścia w ciągu np. 5 sekund do łazienki w celu umycia zębów. Informuję go o tym stanowczym "groźnym" głosem. Skutkuje natychmiast, tylko ja mam wyrzuty sumienia, że wprowadzam wojskowe rozkazy i "terroryzuję" dziecko. Jednak gdyby nie to, to w domu mamy zapewnione marudzenie do późnych godzin wieczornych (testowałam "danie mu wolnej ręki"). Podobne sceny są w celu nakłonienia go, by usiadł do odrabiania lekcji, lub żeby JUŻ się ubierał, bo za chwilę wychodzimy itd, itp.