mamam.agda
17.11.12, 02:21
Latem często z mężem i córką bywaliśmy u znajomych mieszkających (wakacyjnie) na drugim końcu naszej dzielnicy. Córka (wtedy lat 6,5- jest z końcówki roku) poznała tam dwie dziewczynki (równolatkę i rok starszą) mieszkające dwa domy dalej; cieszyliśmy się, że dziewczynki bawią się razem, choć od początku było widać, że dziewczynki to typ małych chwalipięt (typu: a my mamy ekstra zabawki, bo nam ciocia z usa przysłała, a ty nie masz takich ładnych ubrań itp.). Niestety pewnego razu nasza córka przybiegła do nas z lalką tych dziewczynek. Tłumaczyła potem, że chciała nam pokazać jaką ona by chciała mieć (lalka też zagraniczna z jakimiś ekstra bajerami). Oczywiście córka została przez nas pouczona, że absolutnie niczego nie wolno zabierać nawet w celu pokazania nam i ruszyliśmy do domu dziewczynek w celu oddania. Po drodze natknęliśmy się na mamę dziewczynek i dwie właścicielki zanoszące się od płaczu. Córka przeprosiła, matka dziewczynek odrzekła, że nic się nie stało i niby wszystko w porządku. W rewanżu zaprosiłam mamę z córkami na wspólne lody, ale niby wyjeżdżały i mama miała zadzwonić po powrocie. Podczas następnej wizyty córka poszła się pobawić i błyskawicznie wróciła, jako powód podała bolący brzuszek. Powód dla nas był wiarygodny, bo kilka dni wcześniej mieliśmy w rodzinie problemy gastryczne. Dopiero dużo później przyznała się, że kiedy przyszła mam dziewczynek powiedziała do nich - "o, złodziejka przyszła" i dziewczynki nie chciały się z nią bawić. Ponieważ znajomi wyjechali nie mieliśmy już okazji pojawiać się w tamtej dzielnicy. We wrześniu córka poszła do pierwszej klasy i niemal pierwszego dnia wszystkie dzieci w klasie wiedziały już, że córka to złodziejka. Mieszkamy w dzielnicy średniego miasta, w naszej dzielnicy mamy tylko jedną szkołę podstawową i jedną klasę. Interweniowaliśmy u wychowawczyni, przedstawiliśmy problem, ta odrzekła, żeby się nie martwić, bo dzieciom szybko przechodzi, będzie miała to na uwadze i wprowadzi dodatkowe ćwiczenia integrujące klasę. Niestety mamy listopad, a napiętnowanie córki co jakiś czas się odzywa. Niby jest ok, ale w tym tygodniu dołączyła po przeprowadzce do klasy nowa uczennica i kiedy córka na przerwie chciała do niej podejść i porozmawiać została uprzedzona przez inne dziewczynki, że córka to złodziejka. Podobno dziś dziewczynki przeszły same siebie,komuś zginęła jakaś gumka i nagadały tej nowej, że to córka ukradła (oczywiście mówiły na tyle głośno, żeby córka słyszała). Córka jest jedynaczką, dziewczynką bardzo nieśmiałą, do tej pory dobrze sobie radzi w szkole, nigdy niczego nikomu nie zabierała, to wydarzenie z lalką było incydentem i wierzę, że po prostu chciała nam "pokazać", skoro młode się tak chwaliły, że w sklepie w Polsce nie można tej lalki kupić. Oczywiście wiem, że zrobiła źle , ale na Boga, przecież to małe dziecko. Dziś kiedy wróciła ze szkoły popłakała się dopiero w domu, gdyby wcześniej w szatni to pogadałabym jeszcze z wychowawczynią, ale teraz w sumie dochodzę do wniosku, że nie wiem z kim już rozmawiać. Z rodzicami dzieci? Było zebranie, ale wtedy akurat temat się uspokoił, więc nie widziałam potrzeby, żeby do tego wracać. Ktoś ma jakiś pomysł albo doświadczenie? Będę wdzięczna za rady.