sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego?

02.12.12, 11:01

witam
mój syn ma 6 lat i od przyszłego roku idzie do szkoły.Jesteśmy po badaniach u psychologa który stwierdza że mój syn trochę źle trzyma kredke że może powinien pisać lewą ręką i nie rozpoznaje czasami głosek w wyrazach.Wymaga pracy aby przed pójściem do szkoły wszystko było opanowane.Ludzie dlaczego u nas zawsze wszystko trzeba u mnieć w określonym czasie przecież każde dziecko rozwija się w swoim tempie.Ja niebyłam badana przez psychologa przed pójściem do szkoły i dałam rade wszystko opanować.Wiecznie jest wywierana presja.Czy ktoś z was ma podobne problemy?
    • jagodasoft2 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 02.12.12, 11:43
      Nie rozumiem o co ci chodzi. Przecież nie musisz z nim ćwiczyć. To tylko sugestia aby ułatwić dziecku łatwiejszy start, bo skoro nie pójdzie do pierwszej klasy głoskujący to dopiero będziesz miała presję, jak 75 % klasy będzie juz czytać i pisać. A my nie mieliśmy badań, ponieważ program obecnej 1-2 klasy przerabialiśmy już w zerówce.

      Ps. Zastanów sie czy jakby na tych badaniach wyszło że twój syn jest super zdolny też miałabyś pretensje
    • tijgertje Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 02.12.12, 11:51
      pod presja bedzie dopiero jak pojdzie do szkoly i przez pare takich drobiazgow nie bedzie w stanie nadazyc za klasa. 6-latek powinien juz od dawna prawidlowo trzymac kredke czy olowek i jesli tego nie potrafi, to powinnas byc wdzieczna, ze dostalas jakies wskazowki a nie narzekac. Poziom programu jest dostosowany do przecietnych dzieci, ktore posiadaja pewne podstawowe umiejetnosci. Twoj syn ich nie posiada i co z tym zrobisz, to twoja sprawa. Albo teraz z nim popracujesz (albo poszukasz kogos kto to zrobi), albo olejesz przedluzajac malemu "dziecinstwo", skazujac jednoczesnie na spore problemy, gdy pojdzie do szkoly. Majac na uwadze dobro dziecka wybor nie wydaje mi sie trudny.
      • andaba Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 03.12.12, 15:33
        tijgertje napisała:

        6-latek powinien juz od dawna prawidlowo
        > trzymac kredke czy olowek i jesli tego nie potrafi, to powinnas byc wdzieczna,
        > ze dostalas jakies wskazowki a nie narzekac.

        Mam 30 lat więcej, a kredki trzymać prawidłowo nie potrafię.
        Co nie przeszkadza mi ładnie pisać i kolorować.
    • jagabaga92 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 02.12.12, 12:45
      Sorry, ale nie bardzo rozumiem - poszłaś z dzieckiem do psychologa zdiagnozować gotowość szkolną, dostajesz od fachowca diagnozę i wskazówki i jesteś zła? Na kogo?
    • makurokurosek Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 02.12.12, 13:37
      Ja niebyłam badana przez psychologa przed pójściem do szkoły i dała
      > m rade wszystko opanować

      Jak najbardziej byłaś badana. Badania przeprowadzało się, zresztą tak jak i teraz w przedszkolach, na badania do PPP trafiały dzieci które do przedszkola nie chodziły lub dzieci które w opinii nauczyciela przedszkolnego posiadały dość duże deficyty będące podstawa do odroczenia.

      Ludzie dlaczego u nas zawsze wsz
      > ystko trzeba u mnieć w określonym czasie przecież każde dziecko rozwija się w s
      > woim tempie

      Diagnoza ma na celu określenia rozwoju dziecka, zgodnie z nią twoje dziecko nie jest wystarczająco rozwinięte by rozpocząć naukę w szkole i albo należy wzmożony ćwiczenia, albo dać mu jeszcze rok.
      Twoje dziecko od półtora roku ćwiczy słuch fonematyczny, a mimo to ma problem z rozpoznaniem pierwszej i ostatniej głoski w wyrazie. Brak opanowania tej umiejętności jest podstawą do odroczenia obowiązku szkolnego. Po prostu bez dobrze rozwiniętego słuchu fonematycznego dziecko będzie miało bardzo duże problemy przy nauce czytania.


    • mama_amelii Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 02.12.12, 13:46
      Pomyśl o swoim dziecku,a nie strzelasz fochy.Moja 6 latka chodzi do zerówki szkolnej i w jej grupie nie ma dziecka(25 osób),które miałoby z tym problemy.10 dzieci ładnie czyta,moja córka nawet bardzoładnie pisze ze słuchu w zeszycie w 2 linie.Twój syn musi mieć jakieś podstawy,nie musi być asem i umieć więcej niż ustawa przewiduje,ale nie może zaczynać od bycia w tyle.
    • mamusia1999 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 02.12.12, 19:45
      ja rozumiem twoj dyskomfort. jak poszlam na dokladne rozpoznanie z dzieciakiem slabo mowiacym, to tez wyszlam w zlym nastroju. bo ta slaba wtedy mowa to byl wierzcholek gory lodowej wink moj komfort wtedy polegal na tym, ze rownoczesnie przedstawiono mi plan terapii.
      twoje przejecie jka mniemam wynika rowniez z poczucia bezradnosci. kto ma sie zajac wyrownaniem tych deficytow?

      lepiej jak dziecko kredke trzyma prawidlowo, bo pisanie jest zmudne i bedzie go raczka bolala. tymczasem wystarczy prawdopodobnie uparcie ten chwyt poprawiac, to kwestia przyzwyczajenia. malo tego, sa takie silikonowe nakladki na olowki, ktore wymuszaja prawidlowy chwyt
      german.alibaba.com/product-gs/colored-silicone-pencil-grips-540472474.html
      z decyzja o jednej domonujacej rece sporo dzieci zwleka. o dziwo ulatwia im to proponowanie zadan wykonywanych jednoczesnie obiema rekami, wtedy maja bezposrednie porownanie. np. ugniatanie, walkowanie ciasta.

      gloskowanie pewnie jakos tam trzeba forsowac. moje dziecko (to samo z opoznieniem mowy) ten etap zupelnie pominelo, bo zaczelo czytac przed szkola, a zaraz potem pisac. jesli masz jakas ukladanke z literkami to zaproponuj mu skladanie sylab, jak zaskoczy prostych slow itd.
      sa dzieciaki malo wrazliwe na bodzce akustyczne, za to swietnie lapiace pismo. metoda "przez gloskowanie do pisma" jest natomaist ustawiona na wiekszosc dzieci czyli te wrazliwe an dzwiek. moj Mlody wsyzstkie karty pracy z gloskowania wykonywal w 100% bo po prsotu wiedzial jak sie dane slowo pisze.
    • nochalopagus82 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 03.12.12, 09:16
      A ja Ciebie rozumiem.

      Tak po prostu. Jestem mamą dwóch sześciolatków. Są obecnie w zerówce. Jak na mój gust niczego im nie brakuje. Niczego im w każdym razie nie badałam, nie diagnozowałam...

      Nie są zaniedbani - jak trzeba było był logopeda itp. Ale nie było jakiegoś spinania się, nagonki, że muszą, że jeszcze nie trzymają, albo nie w tej ręce...

      Chodzili do przedszkola przez 2 lata - tam mieli robione jakieś testy, bo ministerstwo wymaga itp. Ale jak pytałam przedszkolankę, czy okej, czy mam się martwić, to się tylko uśmiechała i zapewniała, że świetnie sobie radzą, a jak wyjdą jakieś braki, to nadgonią tak czy siak.

      Ja też nie rozumiem tej nagonki obecnie, że dziecko musi, bo się udusi...
      Najgorsze jednak jest to, że my rodzice wpadamy w to musi i przenosimy na dzieci.
      I one też w to wpadają i zaczyna się wyścig szczurów. I tak im już później zostaje.

      Także chyba wiem, co miałaś na myśli pisząc ten post - czuję podobnie.
      • jagabaga92 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 03.12.12, 09:25
        >nie rozumiem tej nagonki obecnie, że dziecko musi

        Mam syna w II klasie. Wcześniej chodził do zerówki, a jeszcze wcześniej do przedszkola. I też podlegał ministerialnym badaniom, testom. Jednak w wynikach nigdzie nie zauważyłam rubryki "MUSI", lecz "POWINNO". A skoro "powinno", to dana umiejętność jest mile widziana, ale wcale nie obligatoryjna. Więc dziecko wcale NIE MUSI!!! To dorośli "mający ambicje" przeredagowują sobie znaczenie słowa "powinno" na "musi"uncertain.
        • iwoniaw No ale autorka ma pretensje 03.12.12, 10:57
          moim zdaniem nieuzasadnione. Dostała w poradni _wskazówki_, na co należałoby zwrócić uwagę, żeby dziecku było w szkole łatwiej - czyż nie po to m.in. w ogóle idzie się do poradni?
          Oczywiście, że dziecko nie MUSI głoskować w wieku lat 6, niewątpliwie jednak brak tej umiejętności znacznie utrudni naukę czytania (tak, niektóre dzieci "przeskakują" ten etap albo przechodzą go niezauważeni dla otoczenia - i uniknęły problemów szkolnych w tej dziedzinie - ale to dotyczy dzieci, które nauczyły się czytać wcześniej niż w szkole) i takie "testy" oraz ćwiczenia wykonują w ramach normalnych zajęć przedszkolnych nauczycielki z 4-5 -latkami. Zatem nie bardzo widzę inną opcję, niż spojrzeć realnie i nie zostawiać dziecka bez wsparcia, bo za chwilę znajdzie się w jednej klasie z rówieśnikami, którzy opanowali w przedszkolu nie tylko głoskowanie i trzymanie kredki i dopiero wtedy będzie presja i dramat.
    • janka345 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 03.12.12, 11:10
      Ja tez Ciebie rozumiem. I nie chodzi tu o samo trzymanie kredki, ale o ,,ogólny problem''. Dzieciaki powinny to, czy tamto, żeby potem było im łatwiej. To jest błędne koło jakieś. Do pierwszej klasy, w której powinna odbywać się nauka czytania, trafiają dzieci w większości czytające, bo rodzice nauczyli wcześniej, żeby im było łatwiej. To się obserwuje na wszystkich etapach edukacyjnych. po co uczyć dziecko wcześniej, jeśli tego czegoś dopiero będzie zaczynało się uczyć? Znam mamy, które w 3 klasie uczą przyrody, zeby w 4 było łatwiej, w przedszkolu dodawania i odejmowania z tego samego powodu. Po co dziecko ma umieć wcześniej? Podobne przemyślenia miałam jakiś czas temu, kiedy zakładałam wątek o logopedii. Tam też 3-latce proponowano terapię, bo nie mówiła ,,r'' (beż czekania, czy to nieszczęsne ,,r'' samo sie nie pojawi)
      • jagabaga92 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 03.12.12, 11:19
        Znam mamy, które w 3 klasie uczą przyrody, zeby w 4 było łatwiej, w przedszko
        > lu dodawania i odejmowania z tego samego powodu. Po co dziecko ma umieć wcześni
        > ej?

        Skoro niektórzy rodzice dają się zwariować, to niech wariują. Tylko dzisiaj nie zdają sobie sprawy z tego, że za X lat będą sobie pluli w brodę i to niekoniecznie z powodu wykształcenia dziecka, a z tego, że nie mają z tym dzieckiem dobrego kontaktu. Winne będzie wtedy dziecko - już wówczas dorosły człowiek - że takie dla nich niedobre...

        Porządna dawka zdrowego rozsądku w każdej dziedzinie jest potrzebna.
      • iwoniaw W jakim sensie "uczą przyrody"? 03.12.12, 11:39
        Zaintrygował mnie Twój post. W jakim sensie te mamy "uczą przyrody" w zakresie, jak rozumiem, ponad normę dla dziecka w danym wieku? Przecież dzieci poznają świat i zasady w nim występujące od najmłodszych lat, poprzez normalne rozmowy z rodzicami, potem nieco to systematyzują w przedszkolu i klasach I-III. Nie bardzo sobie wyobrażam z jednej strony wymaganie od malucha akademickich odpowiedzi na pytania dotyczące jakichś zjawisk przyrodniczych, z drugiej - aby nie wyjaśniać mu w prosty sposób tego, co go interesuje i o co sam pyta. Ale takie opowieści i "uczenie przyrody" mimochodem to raczej normalny tryb rozmawiania z dzieckiem, tak zawsze sądziłam...
        • janka345 Re: W jakim sensie "uczą przyrody"? 03.12.12, 12:09
          Chodziło mi o konkretną wiedzę podręcznikową, nie o ogólne poznawanie świata. Wyprzedzanie programu, to istna plaga, najbardziej zauważalna wśród młodszych. Przynajmniej w moim prowincjonalnym środowisku, ale mysle, że jest to skala ogólnokrajowa. Rodzicom chodzi o to, żeby dzieciom ułatwić, żeby umiały program wcześniej niż rówieśnicy. Koleżanka z klasy mojego syna już w wakacje ma przeczytane podręczniki do następnej klasy, a każdy temat ,,przerabia'' jeden do przodu. Robi tak nie tylko ona. Wielu rodziców przyznaje, że przerabia z dzieciakami tematy ,,do przodu'', żeby zabłysnęły na lekcji. Koleżankę, która udziela korepetycji rodzice wręcz proszą, żeby robić z dzieciakami materiał ,,do przodu''. I o ile czasami może to pomóc dzieciom, które mają kłopoty z zapamiętywaniem z lekcji, to nie jest przecież konieczne zawsze i w przypadku tych, którzy ten materiał bez problemu same ,,załapią'' . Nie obserwujecie tego zjawiska?
          • makurokurosek Re: W jakim sensie "uczą przyrody"? 03.12.12, 12:24
            Zgadzam się, to samo widzę w klasie córki. Jak dla mnie jest to chore i szkodliwe nie tylko dlatego, że w szkole dziecko się szybko znudzi ponownie przerabianym materiałem, ale przede wszystkim dlatego, że rodzic może wytłumaczyć coś na swój sposób niekoniecznie zgodny z tym szkolnym.
          • jagabaga92 Re: W jakim sensie "uczą przyrody"? 03.12.12, 12:42
            przerabia z dzieciakami t
            > ematy ,,do przodu'', żeby zabłysnęły na lekcji. Koleżankę, która udziela korepe
            > tycji rodzice wręcz proszą, żeby robić z dzieciakami materiał ,,do przodu''.

            Też nie potrafię zrozumieć sensu takiego postępowania. I jakże byłam zaskoczona, gdy na dodatkowym angielskim mojego syna (HD) nauczycielka powiedziała, że zgodnie z SUGESTIAMI rodziców muszą zmodyfikować metody nauczania. Do do tej pory było to uczenie "wszerz", a więc w szkole był realizowany program szkolny, a na kursie było wprowadzane słownictwo takie, którego nie ma w szkole, przy gramatyce na tym samym etapie, co w szkole. No a rodzice w tym roku zaczęli "burzyć się", że dzieci na szkolny angielski muszą się uczyć, a jeśli sie nie nauczą to dostaja słabe oceny, a przecież oni płacą za to, żeby dziecko w szkole to już nie musiało się uczyć.
      • makurokurosek Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 03.12.12, 11:55
        Do pierwszej klasy, w której powinna odbywać się nauka cz
        > ytania, trafiają dzieci w większości czytające, bo rodzice nauczyli wcześniej,
        > żeby im było łatwiej.

        W klasie córki była tylko 1 czy 2 osoby czytające, reszta albo znała albo nie znała alfabetu.
        Nie wyćwiczony słuch fonematyczny jest tak naprawdę dużym problemem nie tyle przy nauce czytania ale przy nauce pisaniu. Dziecko nie słysząc głoski , zwyczajnie jej nie napisze.

        " po c
        > o uczyć dziecko wcześniej, jeśli tego czegoś dopiero będzie zaczynało się uczyć
        > ?"

        Informacja jaką autorka otrzymała z PPP jest informacją o konkretnym problemie dziecka, terapia którą dziecko powinno zostać objęte nie mają na celu wyprzedzenie materiału, a nadrobienie zaległości wynikające z np dysfunkcji.
        Oczywiście są przypadki uczenia naprzód ale problem o którym pisała autorka mówi o czymś innym.

        " Tam też 3-latce proponowano terapię, bo nie mówiła ,,r'' (beż czekania, c
        > zy to nieszczęsne ,,r'' samo sie nie pojawi)"

        Ćwiczenia logopedyczne w formie zabawy miała cała grupa żłobkowa córki. Sama jestem na tym punkcie uczulona i uważam, że im wcześniej dziecko rozpocznie pracę z logopedą tym lepiej.
      • yula Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 03.12.12, 12:39
        A skąd wiesz że wszyscy ci czytające dzieci były nachalnie uczone przez rodziców by było im łatwiej? A może dzieci same chciały sie nauczyć? Moja dwójka czytała w wieku 5-lat. Bo sami tego chcieli. A co do postu autorki, teraz sie burzy że ktoś coś zarzuca jej idealnemu dziecku, że takie biedne że trzeba go nauczyć trzymać kredkę prawidłowo czy poćwiczyć słuch fonetyczny (a może i zwykły sprawdzić czy stąd nie wynika problem), a potem będzie płacz jaka szkoła niedobra, nauczycielka nie zajmuję sie tylko jej sunulą indywidualnie itp. Ja mam problem z córką bo właśnie nauczycielka w zerówce nie zwracała uwagę jak córka trzyma ołówek, kredkę uncertain I teraz mam zmartwienie czy w ten sposób poradzi sobie dalej uncertain Nie daję sie przekonać do poprawnego trzymania, bo sie przyzwyczaiła. Ja zauważyłam to dopiero pod koniec zerówki i okazało sie że za późno uncertain A pani tylko zachwycała sie jak ładnie koloruje i rysuje szlaczki uncertain
        • mamusia1999 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 03.12.12, 14:05
          podepne sie: moj od 4 roku zycia pracowal u logopedy z graficznym zapisem dzwiekow mowy, taki doadtkowy nanal skoro samo audio mu nie wystarczylo. w piatym roku zycia zaproponowali mu skladanie sylab i BINGO! nauczyl sie czytac w trymiga i i wystartowal z mowa wrecz pionowo.

          oczy ze mozna sie zrzymac na te wczesne diagnozy i wsakzowki. jest to wszak kolejne zmuszanie nas do zycia dla przyszlosci, to sie niestety lubi wejsc w krew i bywa zrodlem lekow - bo ciagle jest jakis projekt przyszlosciowy i zaczyna brakowac pary na zycie w terazniejszosci.

          ale druga strona medalu jest taka: tu i teraz w szkole nie ma miejsca na spokojne wyrownywanie brakow. ja juz patrze nieco wstecz (Mlody 3kl.): na prawde bardziej na luzie jest kupic przedszkolakowi nasadki na kredki i pobawic sie z nim w poczatki gloskowania niz potem codziennie w stresie kuc mozolnie kazda czytanke i walczyc o kazda linijke pisania, bo reka dretwieje.
        • paszczakowna1 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 03.12.12, 17:01
          >Ja mam problem
          > z córką bo właśnie nauczycielka w zerówce nie zwracała uwagę jak córka trzyma
          > ołówek, kredkę uncertain I teraz mam zmartwienie czy w ten sposób poradzi sobie dalej
          > uncertain Nie daję sie przekonać do poprawnego trzymania, bo sie przyzwyczaiła. Ja zau
          > ważyłam to dopiero pod koniec zerówki i okazało sie że za późno uncertain A pani tylko
          > zachwycała sie jak ładnie koloruje i rysuje szlaczki uncertain

          Raczej nie będzie problemu, jeśli "złe" trzymanie nie przeszkadza jej w precyzyjnym operowaniu ołówkiem. Ja do tej pory źle trzymam długopis.
          • yula Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 03.12.12, 17:25
            > Raczej nie będzie problemu, jeśli "złe" trzymanie nie przeszkadza jej w precyzy
            > jnym operowaniu ołówkiem. Ja do tej pory źle trzymam długopis.
            Właśnie boję sie że przy dłuższym pisaniu jednak będzie problem uncertain Czasem mówi że jej ręka boli uncertain Ona nie trzyma czubkami palców a jakoś bokiem.
            • paszczakowna1 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 03.12.12, 19:11
              Jeżeli trzyma tak, że ołówek opiera się o zagłębienie między kciukiem a wskazującym i palec serdeczny, a palce środkowy i wskazujący kierują ołówkiem, to trzyma tak jak ja (i mój ojciec - geny zadziałały, nie naśladownictwo). Dla żadnego z nas nie było to nigdy problemem, ani jeśli chodzi o precyzję, ani o prędkość pisania (fakt, jako dorośli piszemy dość niewyraźnie, ale nie jesteśmy w tym odosobnieni). A ręka boli każde dziecko (i niejednego dorosłego) po dłuższym pisaniu. Kwestia wytrenowania odpowiednich mięśni.

              IMO pierwsza klasa to już za późno na zmianę, więcej wojowaniem o chwyt szkody narobisz niż pożytku.
              • yula Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 04.12.12, 02:22
                > IMO pierwsza klasa to już za późno na zmianę, więcej wojowaniem o chwyt szkody
                > narobisz niż pożytku.
                Dlatego nie wojuję, a modlę sie by nie musiała jednak później sie zmieniać.
              • tawananna Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 06.12.12, 00:57
                > Jeżeli trzyma tak, że ołówek opiera się o zagłębienie między kciukiem a wskazuj
                > ącym i palec serdeczny, a palce środkowy i wskazujący kierują ołówkiem, to trzy
                > ma tak jak ja (i mój ojciec - geny zadziałały, nie naśladownictwo).

                Ciekawe, czy ktoś sprawdzał, czy faktycznie jest to jakoś uwarunkowane genetycznie.

                Ja piszę dokładnie w ten sposób i nigdy nie stanowiło to dla mnie problemu, może poza niewielkim odciskiem na palcu serdecznym w okresach, kiedy pisałam bardzo dużo (ale nie wiem, czy prawidłowy chwyt by mnie przed tym uchronił). Identycznie długopis trzyma moja mama (również bez żadnego wpływu na precyzję czy prędkość pisania).
        • kanna Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 04.12.12, 15:53
          Z moich doświadczeń wynika, że dziecka nie da się nauczyć czytać wcześniej, niż jest na to gotowe rozwojowo.
          • iwoniaw Tu nie chodzi o naukę czytania 04.12.12, 16:14
            tylko o umiejętność wyodrębnienia głosek w wyrazie; na zasadzie, że dziecko słyszy słowo (np. "piesek") i potrafi je przegłoskować ("p-i-e-s-e-k" ; ze słuchu oczywiście, bez napisu czy czytania) i odpowiedzieć na pytanie "co jest na początku?" ("P") i "co jest na końcu?" (K). Jeśli 6-latek ma z tym problem, to nie jest to kwestia tylko "dorośnięcia w swoim tempie".
    • bbkk Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 03.12.12, 14:18
      ?
      Dziwi Cię że dzieci w określonym wieku powinny mieć coś opanowane? Dzieci rozwijają się w swoim tempie - ale jednak łatwo określić co w danym przedziale wiekowym jest osiągnięte przez większość.
      Nie wiem o jakim wywieraniu presji piszesz.
      Na pewno teraz większość rodziców jest rodzicami bardziej świadomymi, wspierającymi. Jak jest problem to pracującymi z dziećmi a nie stosującymi zasadę - ja sobie poradziłem to moje dziecko też powinno. W większości przypadków pewnie sobie poradzi - ale dużo większym kosztem jeśli pomocy nie otrzyma.

      A swoją drogą - nie zauważyłaś jak Twój syn trzyma kredki?
    • aniko16 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 04.12.12, 15:39
      Presja jest wywierana na tobie, a nie na dziecki i dlatego czujesz opór. od ciebie zależy czy przeniesiesz uczucie presji na dziecko czy też nie.
    • tititu Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 05.12.12, 11:06
      My nad kilkoma brakami też pracujemy. I nie traktuję sygnału od nauczyciela jako docinku i zmuszania. Jest to kompletnie poza moimi ambicjami i samooceną.
      To ma pomóc dziecku, jego przyswajaniu wiedzy, jego samoocenie, jego spokojowi ducha i pogodnemu podejściu do dalszej nauki.
      Żadna presja.
      • baz12 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 05.12.12, 14:55
        Mój 6-latek ( sierpien 2006) tez nie potrafi głoskować. pani ani w przedszkolu ani obecnie w zerówce nie zgłaszała problemu ale ja go widzę. Próbuję z nim ćwiczyć ale on po prostu tego nie łapie. Moja ciotka nauczycielka klas 1-3 mówi, że może to mu przyjść nagle, ma jeszcze czas i nie ma co panikować. ja jednak stresuję się tym bardziej, ze widzę, że z pisaniem też będzie miał problem mimo, że kredkę trzyma prawidłowo. Nie wiem czy isc z nim do PPP czy to cos da?
        • jagabaga92 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 05.12.12, 15:14
          Próbuję z nim ćwi
          > czyć ale on po prostu tego nie łapie. Moja ciotka nauczycielka klas 1-3 mówi, ż
          > e może to mu przyjść nagle

          U mojego syna (obecnie II klasa) przyszło nagle pod koniec zerówki. Wcześniej strasznie się motał - i z głoskowaniem, i z klaskaniem sylab.
          • baz12 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 05.12.12, 15:31
            mój z sylabizowaniem nie ma problemów ale głoskowanie to masakra. Widzę, że on jakoś nie dostrzega samogłosek. Mam nadzieje, że przyjdzie mu to naglesmile.
        • tititu Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 06.12.12, 00:28
          Moje dzieci mimo, że jedna sztuka nie dzieliła na sylaby poprawnie a dla drugiej głoskowanie było kosmosem nauczyły się wcześnie sprawnie czytać i opanowały te problemy od drugiej strony. wink
          Z pisownią starszego też nie ma większych problemów. Jak dziecko nie rozumie kompletnie co pani i mama chcą to nie upieram się, że ma głoskować, nie robię koło tego halo.
          I zapamiętują wzrokowo jak się coś pisze, i sobie radę dają.
    • 1yna-taka Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 06.12.12, 13:04
      Ja odczułam tą presje, ale głównie wywieraną na mnie. Ostatnio podczas oglądania TV, zobaczyłam reklamę dotyczącą 6latków, coś w stylu każdy 6latek powinien uczęszczać do szkoły (kl1) bo to najlepszy czas na przyswajanie wiedzy, dziecko wtedy naprawdę jest mega gotowe. Uwierz reklamie zamiast posyłać go do zerówki, zacznij od 1kl. Temat mnie dotyczy gdyż mam syna w zerówce(5lat), ale nie dam się durnej ustawie, młody zerówkę powtórzy, jak większość jego rówieśników. Od czasu zatwierdzenia ustawy, w naszej szkole tylko nieliczne 6latki zaczynają 1kl i chwała za to mądrej kadrze szkolnej.
      • yula Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 06.12.12, 13:21
        Będzie powtarzał zerówkę w tym samym miejscu? Będzie robił to samo drugi rok? Czego to ma go nauczyć? Jak on sie będzie czuł?
        • jakw Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 06.12.12, 13:27
          yula napisała:
          > Będzie robił to samo drugi rok?
          Dlaczego to samo. Nauczyciel, widząc jaką ma grupę, może dostosować swój przekaz do grupy.
          >Czego to ma go nauczyć?
          Może tego, czego "niedoumie się" w tym roku.
          >Jak on sie będzie czuł?
          Pewnie normalnie, zwłaszcza jeśli koledzy zostaną razem z nim. Dzieci w tym wieku nie mają parcia na wyścig szczurów.
          • makurokurosek Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 06.12.12, 13:52
            > Pewnie normalnie, zwłaszcza jeśli koledzy zostaną razem z nim. Dzieci w tym wie
            > ku nie mają parcia na wyścig szczurów

            Oj, zdziwiłabyś się. Niestety ale chore ambicje rodziców przelewane sa na dzieci i czy tego chcemy czy nie nasze dzieci bardzo szybko wpadają w to szambo słysząc od kolegi 6 czy 7 latka ja jestem najmądrzejszy, ja to zrobię najlepiej, x to tępak/głupol/debil . To co się w obecnej chwili dzieje i jakie wartości przekazywane są dzieciakom to dla mnie szok.
            • iwoniaw ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 06.12.12, 14:13
              Chcesz powiedzieć, że 30 lat temu w zerówce żadne dzieci nie były przekonane i utwierdzane przez rodziców o swojej genialności i wyjątkowości i nikt nie dokuczał bardziej gamoniowatemu/gapowatemu/dowolnie nieprzystającemu do grupy koledze? Bo ja jeszcze amnezji nie mam i pamiętam, że bardzo różnie z tym było - i wcale niekoniecznie ja miałam lepiej pod tym względem niż moje dzieci. Zaryzykowałabym nawet twierdzenie, że dziś świadomość możliwości wystąpienia pewnych problemów jest większa (i u rodziców i u nauczycieli) i pewne zachowania, nie tak dawno zupełnie "normalne" (także przedstawiane w książkach dla dzieci jako zwyczajne), teraz są zdecydowanie ukracane.
              • makurokurosek Re: ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 06.12.12, 14:40
                nie przypominam sobie aby ktoś wyrwany przez nauczyciela do odpowiedzi, powiedział ale ja jestem najlepszy niech pani zapyta x on jest przecież najgorszy.
                • bbkk Re: ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 06.12.12, 15:26
                  a teraz gdzieś tak jest???
                  • makurokurosek Re: ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 06.12.12, 18:28
                    Sytuacja którą opisałam jak najbardziej jest prawdziwa i dotyczy 2 klasy sp. Wystarczy poczytać inne wątki by zobaczyć, że rozwydrzone bydło " geniuszy" daje wyciski wielu dzieciakom i powoli staje się to dość poważny problem. Rok temu był wątek mamusi której synek " geniusz" biologiczny w chamski i poniżający sposób odezwał się do nauczycielki, mamusia nie wiedziała co z fantem zrobić, wszak nauczycielka to debilka którą jej syn przewyższa wiedzą kilkukrotnie.
                    Ciekawych czasów doczekaliśmy gdzie kultura przyszłej inteligencja odpowiada rynsztokowi.
                    • jakw Re: ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 06.12.12, 19:19
                      Ale tak naprawdę to nie wiesz co działo się w szkołach czy przedszkolach te 30 lat temu. Znasz wycinek z własnego doświadczenia, może trochę z doświadczenia znajomych. Internetu nie było, więc trudno porównywać twoje ówczesne doświadczenia z tym czego dowiadujesz się teraz choćby na tym forum.
              • makurokurosek Re: ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 06.12.12, 15:42
                jeszcze jedno za naszych czasów agresywna czy niedostosowana społecznie jednostka niezależnie od swojej wiedzy za chamstwo, agresję była ostro tępiona. W obecnej chwili to jednostka aspołeczna zwłaszcza jeżeli ma za sobą ustawionych rodziców jest osobą nie do ruszenia, mogącą robić wszystko. Chamskie zachowania geniuszy zazwyczaj nie są kierowane do osób z deficytami, tylko do przeciętniaków ci pierwsi inteligenta o kulturze pijaczków z pod budki z piwem potraktowali by tak jak takie sprawy załatwia się pod budką z piwem. dla mnie chore, że chamstwo i aspołeczne zachowania uchodzą na sucho.
                • iwoniaw Re: ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 06.12.12, 21:41
                  O, zapewniam że 30 i więcej lat temu to jednostki "mające ustawionych rodziców" dopiero były nie do ruszenia, jeśli Cię minął bezpośredni kontakt, to możesz się tylko cieszyć, ale nadal nie ma to nic wspólnego z "kiepskością naszych czasów".
                  • makurokurosek Re: ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 06.12.12, 22:02
                    Nie chodziłam do elitarnej szkoły w dużym mieście, tylko zwykłej osiedlówki w małym mieście, zapewne dlatego ominął mnie widok rozwydrzonych i chamskich dzieci z bogatych rodzi ubliżających i agresywnych zarówno w stosunku do swoim kolegów jak i nauczycieli. W mojej szkole takie zachowania bardzo szybko spotykały się z odzewem grona pedagogicznego, ale to zapewne wynik małomiasteczkowości.
                  • makurokurosek Re: ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 06.12.12, 22:06
                    Można więc tylko współczuć dziecku autorki, które jako dziecko z problemami będzie zapewne narażone na chamskie docinki swoich " inteligentnych" kolegów. Ciekawe, że te wszystkie mamusie uczące wczesnego czytania, zapomniały o nauce kultury.
                    • iwoniaw Re: ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 07.12.12, 09:07
                      Nie uogólniałabym, że "wszystkie" i "wszędzie". Jak sama napisałaś w poprzednim poście, doświadczenia z własnej szkoły masz takie a nie inne z powodu jej specyfiki (położenia, pochodzenia dzieci). I teraz też jest tak, że szkoły - teoretycznie nawet takie same, bo publiczne rejonówki - ale mające uczniów z różnych środowisk i położone w różnych "okolicznościach przyrody" będą miały różne problemy. I w jednej szkole będą wyśmiewane "niegenialne" dzieci mające problemy z czytaniem czy rysowaniem, a w innej zaszczute zostanie dziecko spokojne i kulturalne (i umiejące czytać dodatkowo). I chyba rodzicowi powinno chodzić o to, żeby swoje dziecko przed szykanami w miarę możliwości uchronić. Nie zawsze jest to wina szkoły, która nie pochyla się nad problemem - czasem problem jest z dzieckiem i to z nim rodzice muszą popracować, czasem środowisko jest na tyle patologiczne, że normalny rodzic powinien za wszelką cenę swoje dziecko stamtąd zabrać (do innej szkoły). Do pewnego poziomu jednak dziecko powinno dorosnąć (tzn. mam na myśli tak rozwój intelektualny umożliwiający ogarnięcie prostych poleceń nauczyciela, jak i społeczny, pozwalający na radzenie sobie w grupie - przynajmniej dopóki zachowania innych nie są tam na poziomie mocno patologicznym), a rodzica obowiązkiem jest go w tym wzmacniać. Szkoły obowiązkiem zresztą też, ale realnie patrząc, rodzicowi powinno zależeć na dziecku CO NAJMNIEJ tak samo jak szkole.
                      • jakw Re: ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 07.12.12, 10:52
                        iwoniaw napisała:

                        > Nie zawsze jest
                        > to wina szkoły, która nie pochyla się nad problemem - czasem problem jest z dzi
                        > eckiem i to z nim rodzice muszą popracować,
                        Ale jakie muszą być problemy z dzieckiem, żeby uznać, że można mu dokuczać?
                        • iwoniaw Re: ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 07.12.12, 11:36
                          Nie o to chodzi, żeby sankcjonować dokuczanie z dowolnego powodu, tylko żeby nauczyć dziecko reagować adekwatnie na różne sytuacje. Dla jego własnego komfortu i możliwości normalnego funkcjonowania w grupie. Czasem warto mu wytłumaczyć, że nie przysporzy sobie sympatii np. wywyższając się nad innych, czasem przeciwnie - że namolnemu agresorowi ma prawo się odwinąć, a w większości przypadków jednak wystarczy normalny komunikat, czego się (nie) chce.

                          Oczywiście, w świecie idealnym nie ma dzieci niewychowanych, złośliwych, zaburzonych - ale w realnym ZAWSZE się ktoś taki trafi i dziecko musi sobie z czymś takim radzić - ze świadomością, że w razie czego ma wsparcie w "wyższych instancjach" (szkolnych i rodzicielskich), ale nie może też być tak, że dzieci ŻADNEGO problemu nawet nie PRÓBUJĄ rozwiązać samodzielnie, tylko od razu albo lecą do mamy/pani albo zamykają się w sobie i wycofują, bez żadnej reakcji w kierunku drugiej strony.
                          • makurokurosek Re: ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 07.12.12, 11:41
                            > Nie o to chodzi, żeby sankcjonować dokuczanie z dowolnego powodu, tylko żeby na
                            > uczyć dziecko reagować adekwatnie na różne sytuacje.

                            Czyli według ciebie winna jest ofiara bo nie potrafiła się obronić.
                            Może zwyczajnie należało by takich typów zwyczajnie tępić i poważnie zacząć podchodzić do statusów szkół i zawartych w nich systemach kar.
                            • iwoniaw Re: ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 07.12.12, 14:07
                              Nie wiem, skąd wyciągasz takie wnioski, bo wydawało mi się, że piszę wyraźnie. To, że ofiara nie jest sama sobie winna nie pomoże jej w niczym przy dochodzeniu swoich praw. Ona musi być tych praw świadoma i wiedzieć, kiedy i kogo prosić o wsparcie. A doskonale byłoby, gdyby potrafiła agresora spacyfikować albo chociaż być odporna na jego zaczepki. I to TAKŻE należy zaszczepić dziecku na ile to możliwe, bo zanim ruszy machina wywołana przez Ciebie za pomocą "pisemek do kuratorium", jeśli szkoła jest niewydolna (a jeśli sama nie wyłapuje takich sytuacji i im nie przeciwdziała to jest, przynajmniej w pewnym zakresie) ono musi przecież przychodzić tam codziennie i w towarzystwie tych rozwydrzonych/złośliwych/chamskich/agresywnych "innych" funkcjonować przez kilka godzin.

                              Cytat> Może zwyczajnie należało by takich typów zwyczajnie tępić i poważnie zacząć pod
                              > chodzić do statusów szkół i zawartych w nich systemach kar.


                              Może by i należało, na razie jednak agresor ma "prawo do nauki" i - do poziomu gimnazjum włącznie - szkołę rejonową, która MUSI go u siebie trzymać. Może coś by drgnęło, gdyby z takich klas/szkół rodzice naprawdę masowo zabierali dzieci (tylko czy to realne?) - wtedy i dyrekcja byłaby bardziej skłonna do szukania innych rozwiązań niż rozkładanie rąk.
                              Często jest też tak, że agresja fizyczna jest traktowana poważnie (z angażowaniem policji i kuratora sądowego włącznie), natomiast zaszczuwanie psychicznie niekoniecznie jest choćby zauważane.
                              • jakw Re: ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 07.12.12, 14:52
                                iwoniaw napisała:
                                > To, że ofiara nie jest sama sobie winna nie pomoże jej w niczym przy dochodzeni
                                > u swoich praw. Ona musi być tych praw świadoma i wiedzieć, kiedy i kogo prosić
                                > o wsparcie. A doskonale byłoby, gdyby potrafiła agresora spacyfikować albo choc
                                > iaż być odporna na jego zaczepki. I to TAKŻE należy zaszczepić dziecku na ile t
                                > o możliwe, bo zanim ruszy machina wywołana przez Ciebie za pomocą "pisemek do k
                                > uratorium", jeśli szkoła jest niewydolna (a jeśli sama nie wyłapuje takich sytu
                                > acji i im nie przeciwdziała to jest, przynajmniej w pewnym zakresie) ono musi p
                                > rzecież przychodzić tam codziennie i w towarzystwie tych rozwydrzonych/złośliwy
                                > ch/chamskich/agresywnych "innych" funkcjonować przez kilka godzin.
                                Sęk w tym, że zdarza się, że ci dokuczający nie są z tych "innych" a z tych tzw. "normalnych". I gdy ten "inny" zgodnie z twoimi radami spacyfikuje agresorów, sam bardzo łatwo może być oskarżony o agresję.
                      • makurokurosek Re: ej no, bez przesady z tą "obecną chwilą" 07.12.12, 11:36
                        Sytuacja którą opisałam dotyczyła całkowicie przeciętnego dziecka. Gdyby sytuacja dotyczyła mojego dziecka mamusia " geniusza" musiałaby się ostro tłumaczyć, a ja pisemko skierowałabym od razu do dyrekcji i w przypadku powtórzenia sytuacji do kuratorium, bo albo starzy nie radzą sobie z rozwydrzonym inteligentem albo szkoła ma problem z utrzymaniem dyscypliny, tak czy siak nie pozwoliłabym aby jakiś g_wniaż dla podbudowania swojego ego dowalała mojemu dziecku.
          • yula Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 06.12.12, 14:41
            A gdzie to szkoła gdzie dyrekcja pozwala całej grupie robić dodatkowy rok przedszkola? I ma nauczyciela który będzie chciał z nimi dodatkowo pracować by nie powtarzać tego samego co było w poprzednim roku, a jednak w miarę trzymając sie programu? Raczej zostanie najwyżej połowa grupy, dojdą nowi i będą tłukli to samo co w poprzednim roku. Co opłaci się max. 2-3 z nich, a reszta będzie potwornie sie nudzić, albo rozrabiać albo złapią doła, bo dlaczego koledzy poszli dalej a oni nie.
            • baz12 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 06.12.12, 16:21
              nie sądzę, to jeszcze nie wiek do "łapania dołów" wink. Pani na pewno zmieni książki na inne, zajęcia pewnie będą podobne, bo w końcu musi zrealizować program, ale pewnie dostosuje go do grupy. W końcu w tej zerówce to oni wiele nie robią, właściwie to nie ma takiej typowej nauki, bardziej jest to jako kontynuacja przedszkola, przynajmniej u nas to tak wygląda.
            • graz.ka Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 07.12.12, 08:10
              yula napisała:

              > I ma nauczyciela który będzie chciał z nimi dodatkowo pracować by nie p
              > owtarzać tego samego co było w poprzednim roku, a jednak w miarę trzymając sie
              > programu?

              Ja jestem takim nauczycielem, także koleżanki z mojego przedszkola. Nic się nie powtarza, mnóstwo jest nowych rzeczy, czasu nie starcza na wszystkie pomysły - dzieci i moje.
              Podstawa jest podstawą, program wyłącznie nadaje kierunek - za treści szczegółowe odpowiada nauczyciel. Nie mam podręczników i zeszytów ćwiczeń smile
              Mam za to wolność programową - dla dzieci i siebie.

              Mam w przedszkolnej zerówce 24 sześciolatków, wszystkie chodzą 4 rok. I NIKT się nie nudzi.
              • analist73 Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 07.12.12, 08:46
                Ale nie zawsze się da. W tamtym roku u córki była grupa 5 i 6latków mieszana. Większość 6-latków przerobiła program starej "zerówki" jako 5-latki. W następnym roku były inne książki ale przeznaczone dla 5-latków(podobno dla 6-latków nie były już dostępne). W grupie większość stanowiły 5 latki, które teoretycznie miały iść do szkoły. Zajęcia były dostosowane do 5-latków. A 6-latki się nudziły. Panie nie miały nic do gadania przy podziale na grupy.
                • graz.ka Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 07.12.12, 09:13
                  analist73 napisała:

                  > Ale nie zawsze się da. W tamtym roku u córki była grupa 5 i 6latków mieszana. W
                  > iększość 6-latków przerobiła program starej "zerówki" jako 5-latki. W następnym
                  > roku były inne książki ale przeznaczone dla 5-latków(podobno dla 6-latków nie
                  > były już dostępne). W grupie większość stanowiły 5 latki, które teoretycznie mi
                  > ały iść do szkoły. Zajęcia były dostosowane do 5-latków. A 6-latki się nudziły.
                  > Panie nie miały nic do gadania przy podziale na grupy.

                  Utożsamiacie program z podręcznikiem, stąd błąd.
                  Taki robią też nauczyciele - często pod presją dyrektora, niestety.
                  sad
                  Indywidualizacja pozostaje przy jednakowym podręczniku dla wszystkich martwym zapisem.

                  Bez podręcznika, przy zaufaniu rodziców i dyrektorze rozumiejącym, na czym polega edukacja małych dzieci spokojnie się da.
                • iwoniaw Re: sześciolatek pod wieczna presją.Dlaczego? 07.12.12, 09:14
                  Raczej "nie zawsze się chce". A twierdzę tak na podstawie faktu, że jakoś w _szkole_ (a więc mniejsza dowolność niż w przedszkolu, zwłaszcza że to już 3 klasa) mojego dziecka, przy grupie posługującej się wszak tym samym podręcznikiem i testowanej na koniec roku tym samym sprawdzianem jakoś "da się" by nauczycielka dawała zadania dodatkowe dzieciom pracującym szybciej i stawiała nieco wyżej poprzeczkę dzieciom mającym większą łatwość uczenia się pewnych rzeczy. Choć też nie miała nic do gadania przy podziale na grupy (zresztą nikt wszak dzieci idących do I klasy nie testuje w żaden sposób, wszystkie dostają zaświadczenie z przedszkola/zerówki, że odbyły roczne obowiązkowe przygotowanie i _teoretycznie_ startują z jednakowego poziomu, który realnie jednakowy nigdy nie jest i być nie może).
Inne wątki na temat:
Pełna wersja