Dodaj do ulubionych

przygotowywanie dzieci do lekcji

04.12.12, 20:58
Z ogromnym zdziwieniem słuchałam opowieści mojej koleżanki jak pracuje z córką w domu. Dziewczynka jest w 2 klasie (poszła do szkoły jako sześciolatka). Dziecko bystre, zdolne, czyta już od dawna książki typu Harry Potter a ma dopiero 7,5 roku.
Koleżanka codziennie przerabia z córką materiał który dopiero będzie na lekcji. Rozumiem, że może było by to celowe w przypadku dziecka z problemami edukacyjnymi. Dziecko zdolne chyba takiego wsparcia nie potrzebuje.
Przyznam, że pierwszy raz spotkałam się z taką sytuacją. Znacie podobnych rodziców? Co nimi kieruje? Bo może ma to jakiś sens a tylko mi wydaje się że to wyłącznie chęć aby dziecko błyszczało w klasie i zawsze było naj.

Obserwuj wątek
    • budzik11 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 04.12.12, 21:06
      lucyjkama napisała:

      >Przyznam, że pierwszy raz spotkałam się z taką sytuacją. Znacie podobnych rodzi
      > ców? Co nimi kieruje? Bo może ma to jakiś sens a tylko mi wydaje się że to wyłą
      > cznie chęć aby dziecko błyszczało w klasie i zawsze było naj.
      >

      Znamy i myślę, że o to właśnie chodzi - żeby dziecko uchodziło za wzorowego ucznia - a potem to już się na opinii leci.
      Jedna mama kiedyś mi powiedziała, że przerabia 1-2 lekcje naprzód "bo wydaje jej się, że tak mało robią w szkole i w domu, że trzeba z dzieckiem więcej pracować". Tabliczka mnożenia wyuczona w całości kiedy pani zadała całej klasie dopiero nx2, wszystkie modlitwy (przygotowanie do komunii św.) na pamięć już w wakacje...
    • canuck_eh Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 04.12.12, 21:09
      Nie z kazdego, ale z matmy.Corka bedac w pierwszej klasie robila rozne zadania czy cos innego jej pokazywalismy i byla 2-3 kroki przed klasa.Robilam to z nia bo to lubila.Zaowocowalo w przyszlosci.Teraz nie ma ZADNEGO problemu z matma w szkole( nie to ze miala) ale nie musi sleczec az tyle nad ksiazkami.Praktycznie wogole nie sleczy bo wszystko jej latwo przychodzi.
    • iwoniaw Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 04.12.12, 21:21
      Nie znam, tzn. może i znam, ale o tym nie wiem, bo nikt mi czegoś takiego nie opowiadał ani sama nie byłam świadkiem.
      Natomiast moje osobiste dziecko czasem samo z siebie przerzuca podręcznik, wpadnie mu w oko coś, co dopiero za jakiś czas będą robić w szkole, a ono sobie to wcześniej czyta i bywa nawet, że drąży i poszerza wątek. No ale to czasem, na pewno nie codziennie i nie każdy temat.
    • mysiaapysia Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 04.12.12, 22:13
      U wychowawczyni klasy mojego dziecka takie "błyszczenie" na lekcji z powodu przerobienia kilku lekcji naprzód nie daje 6. Trzeba wiedzieć coś więcej niż w podręczniku, czyli czytać książki przyrodnicze, encyklopedie i inne książki poza obowiązkowymi lekturami. Np. w trakcie lekcji o Krakowie pani pyta czy ktoś zna inne legendy niż były opisane w podręczniku i w lekturze "Legendy polskie". Z zakresu matematyki daje na weekend dodatkowe karty pracy przygotowujące do Kangurka. Podczas lekcji przyrody w zoo przewodniczka pyta czy któreś z dzieci coś wie na temat wskazanego zwierzęcia. Podręcznik stanowczo tutaj nie wystarczy.
      • morekac Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 05.12.12, 07:32
        Albo z braku wiary we własne dzieci...
        Niemniej uczenie do przodu mija najdalej w gimnazjum. Sądząc po tym, co mówiła wychowawczyni córki na zebraniu - mija im nawet uczenie się do tyłu i nawet nie pamiętają, co było na poprzedniej lekcji wink.
        Chociaż trzeba brać poprawkę na to, że była to przemowa do rodziców...
        • olena.s Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 05.12.12, 08:03
          > Albo z braku wiary we własne dzieci...
          Tak sobie myślę, że to jest też część ogólnego upadku zaufania - zaczęliśmy wierzyć, że poradzą sobie tylko naj, naj, najlepsi, a tych o kreseczkę gorszych pożre świat. I w ogóle nie wierzymy, że wiemy czego dzieci powinny się uczyć.
        • canuck_eh Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 05.12.12, 20:44
          Oj zebys wiedziala.Jeszcze w podstawowce moja prywatna corka zakonczyla jakis projekt.koelzanka zagladnela i mowi ze tu ma cos zle bo tego nie byl;o w podreczniku i nauczycierl nic o tym nie wspominal.Na to corka ze i owszem w poprzednim semestrze.No i to co uslyszala powalilo najpier ja a potem mnie jak mi opowiadala - "aaa to sie nie liczy"
        • joa66 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 05.12.12, 21:10
          Albo z braku wiary we własne dzieci...

          Że poradzą sobie w wyścigu szczurów? Pewnie tak.

          Kiedyś wszystko było prostsze - tzn mozna było przewidzieć jak ścieżka przyniesie jakie efekty.

          Dodajmy jeszcze do tego pęd do licytowania się dziećmi - zawsze istniał, ale chyba nigdy na taką skalę.
          • plo_11 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 07.12.12, 10:22
            Kiedyś było inaczej (30 lat temu np.). Kiedyś wykształcenie to było COŚ, ale zazwyczaj większą kasę i wygodniejsze życie mieli pracownicy fizyczni. Pamiętacie jak się mówiło: skonczę zawodówkę i będe więcej zarabiał jak ty,który idziesz na studia? Natomiast teraz jest tak, że bez wykształcenia dobrej kasy niet, przynajmniej w moim środowisku. Dyplom zawsze można schować do kieszeni i udawać, że się nic nie wie. W drugą stronę jest bardzo ciężko. Współcześni rodzice starają się jakoś funkcjonować w nowej rzeczywistości, ci, którzy osiągnęli swój status dzięki wyksztalceniu -utrzymać go i dla dzieci, ci, którym wiedzie się źle, bo nie mają wykształcenia - przynajmniej w przypadku własnych dzieci nie popelnić tego samego błędu.
            Zresztą czasy są inne, dużo bardziej wymagające pod względem intelektualnym. Kiedyś życie było prostsze. Tak myślę.
            A chwalenie się dziećmi..? Dobrze uczące się dziecko na pewno jest dumą rodziców, chyba nic w tym zlego. Do tego jaka ulga dla rodziców i ile problemów (tych szkolych) z głowy.

            Sama chyba zacznę uczyć dzieciaka z wyprzedzeniem, żeby nie zastanawiać się prawie codziennie po co moje dziecko chodzi do szkoły, skoro co rusz muszę mu tłumaczyć coś co było w szkole (a w tym, w czym dzieciak wykracza poza materiał i może mógłby się jeszcze bardziej rozwinąć, nikt mnie nie wspiera, bo ani kółek ani dodatkowych zadań, nic,tylko tyle, co sama zrobię w domu...)
            • jotde3 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 08.12.12, 14:37
              plo_11 napisała:

              > Kiedyś było inaczej [...]

              było jak piszesz .

              > A chwalenie się dziećmi..? Dobrze uczące się dziecko na pewno jest dumą rodzicó
              > w, chyba nic w tym zlego.

              bo jak chwalił bym sie domem czy samochodem to one myslą chyba że by było oki wink
            • nangaparbat3 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 09.12.12, 04:41
              A chwalenie się dziećmi..? Dobrze uczące się dziecko na pewno jest dumą rodziców, chyba nic w tym zlego. Do tego jaka ulga dla rodziców i ile problemów (tych szkolych) z głowy.

              Dobrze uczące się - owszem, ale dobrze uczące sie dlatego, że ja z nim przerobie wcześniej w domu, to jakby oszustwo. Nie ma z czego byc dumną szczegolnie.
              • plo_11 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 09.12.12, 08:54
                nangaparbat3 napisała:
                > Dobrze uczące się - owszem, ale dobrze uczące sie dlatego, że ja z nim przerobi
                > e wcześniej w domu, to jakby oszustwo. Nie ma z czego byc dumną szczegolnie.
                Hmm... ale DLACZEGO?
                Czy szkoła i oceny służą do tego, żeby sprawdzać jak naucza nauczyciel czy ile wie/nauczyło się dziecko? Bo jeśli chodzi o pracę nauczyciela to się zgodzę - uczenie dziecka w domu na zapas czy douczanie po lekcji - jest oszustwem. Jeśli jednak chodzi o wiedzę dziecka - co za różnica gdzie i kiedy to dziecko zdobędzie wiedzę? Jeśli ją ma, tzn. że ją ma. Problem może być, owszem, jak nauczyciel będzie prowadzić lekcje pod takie nauczone wcześniej dziecko - Zosia już umie ułamki, to znaczy, że inne dzieci też, przelecę szybko przez materiał i robimy coś innego. Albo aktywna na lekcji jest tylko Zosia, a pozostałe dzieci zajmują się przeszkadzaniem.
                Wiesz.. ja zaczęłam uczyć intensywnie swoje dziecko angielskiego na początku I klasy (bo lubię uczyć swoje dzieci, bo sama lubię się uczyć, bo chciałam, żeby dzieci od małego się uczyły), okazało się, że dzieciak wchłania wszystko tak szybko, że teraz po roku czytamy książeczki angielskie na poziomie level 2 (jak zerkniesz na Amazona to zobaczysz jaki poziom, ostatnio czytamy książeczkę Big Max, syn potrafi sam czytać, rozumie co czyta,tłumaczy na polski, całe wyrażenia zapamietujemy i tłumaczymy wdrugą stronę - mniej więcej z 80% książeczki nie ma żadnych problemów). Co mają w szkole (polowa II klasy) pewnie się mniej więcej orientujesz - 'she has got two legs' i takie tam. Czy ja jestem oszustką? I kogo oszukuję i w jaki sposób? Jedyne oszustwo mogłoby być teraz - piszę, że moje dziecko czyta książeczki, kiedy tak naprawdę ledwo duka to 'she has got'.

                Poza tym skoro widzę u mojego dziecka talent w jakimś kierunku, dlaczego nie miałabym CZEGOŚ z tym zrobić, nawet wyprzedzając materiał szkolny? Szczególnie, że jak widzę co się dzieje w klasie mojego dziecka, mam watpliwości czy szkoła go wiele nauczy; dziecko ma po prostu słabe warunki do nauki.

                Niestety, jak widzę klasę swojego dziecka i to co się w niej dzieje, to mam obawy, czy polska szkoła jest zdolna nauczać
                • morekac Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 09.12.12, 09:07
                  Dobrze uczące się - owszem, ale dobrze uczące sie dlatego, że ja z nim przerobi
                  > e wcześniej w domu, to jakby oszustwo. Nie ma z czego byc dumną szczegolnie.
                  Hmm... ale DLACZEGO?
                  Hm... ty masz być dumna i ty wiesz, że tak naprawdę twoje dziecię nie jest specjalnie bystrzejsze od kolegi z ławki, pomimo że możesz użyć tego do pognębienia innej mamusi na zasadzie "a mój to przegląda tylko książki po lekcji"/"jest aktywne" itp.

                  zy douczanie po lekcji - jest oszustwem.
                  Douczanie po lekcji nie jest oszustwem, jest pomocą dziecku.
                  • plo_11 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 09.12.12, 09:46
                    Ale takie mamuśki co to gnębią inne mamuśki to chyba wyjątki? Albo przynajmniej zdecydowana mniejszość?. Ot, kobita, musi sobie humor poprawić kosztem innych.

                    > innej mamusi na zasadzie "a mój to przegląda tylko książki po lekcji"/"jest ak
                    > tywne" itp.
                    To chyba nie w tym rzecz. Autorka pisze, że jest świadoma tego, że dziecko UCZY SIĘ przed lekcjami. Uczy się, czyli wkłada w to pracę, i nie ukrywa tego. Gorzej jakby dziecko siedziało godzinami nad książkami a matka twierdziła, że w ogóle nie musi się uczyć, tylko posłucha na lekcji jednym uchem i wszystko wie.
                    Poza tym, bądzmy szczerzy - dziecku zupełnie tępemu nic nie pomoże. Choćby i 24/7 siedziało nad książkami i tak błyszczeć w klasie nie będzie. A takie średnie lub bardziej zdolne, wiele może dzięki temu zyskać. Samą pracowitością w życiu można wiele osiągnąć.
                    Uczenie dziecka na zapas tylko po to, żeby pognębić jakieś inne matki jest paskudne (chociaż może tym innym matkom się należy? wink np. mają leniwe, przeszkadzające na lekcjach dzieci i same są leniwe, i naukę mają za nic?), natomiast uczenie po to, żeby w dziecku zaszczepić chęć do nauki albo żeby więcej wiedziało - dlaczego nie?
                    Co to kogo obchodzi jak kto uczy swoje dzieci i ile więcej one wiedzą o ile nie szkodzi to innym?
                    Tu się chyba kłania nasza polska mentalność... I u owej mamuśki i u nas. Mamuśka robi to po to, żeby pokazać jaka to ona jest super a inni be, a my, po polsku, zamiast ciągnąć w górę i dorównać do wyzszego poziomu, ciągniemy w dół - dziecko za dużo umie? nie będziemy lepiej się uczyć, tylko ono ma przestać się uczyć, żeby zrownać się z tymi co mniej wiedzą.
                    • olena.s Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 09.12.12, 09:58
                      Patologiczną rywalizację między rodzicami odkładam na bok, w nadziei, że jednak większość polskich rodziców jest wystarczająco dojrzała, by na takie wojenki wzruszyć ramionami.
                      Natomiasst upieram się, że dziecku - zwykłemu, bez dysfunkcji, bez problemów psychologicznych - takie robienie lekcji do przodu raczej zaszkodzi na dłuższą metę, niż pomoże.
                      Jesteś matką aktywną? To proszę, lu, wynajdź doświadczenia chemiczne, znajdź fascynujący wykład dla dzieci o kosmosie, albo o wstędze mobiusa, znajdź dojście do mikroskopu elektronowego, baw się w rysowanie map z "80 dni dookoła świata", zwiedzajcie biblioteki i czytajcie co się da, ale na litość Opiekuna Wszystkich Małych Zwierzątek nie ucz dziecka na pamięć jutrzejszej czytanki, żeby mogło odegrać teatr pt. "już umiem pięknie czytać nieznany tekst".
                    • morekac Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 09.12.12, 14:45
                      Ale to chyba o to chodzi, żeby można było pokazać swoją wyższość- a właściwie wyższość swojego dzieciątka nad innymi dzieciątkami? No to druga mama też się policytuje, co będzie czuła się gorsza. wink Jak dzieci w wieku przedszkolnym.
                      Albo założy wątek, jakie to jest okropne i szkodliwe. A przecież jej dziecku prawdopodobnie od tego nie ubędzie. Też sobie założycielka wątku poprawiła nastrój, coby nie czuć się wyrodną matką, że się z dzieckiem nie uczy do przodu (co akurat uważam za bezsensowne)?

                      Samą pracowitością w życiu
                      > można wiele osiągnąć.
                      Ale przecież ten czas można poświęcić też na utrwalanie wiadomości poznanych na lekcji - efekt w większości przypadków będzie lepszy niż przy uczeniu się do przodu. Może dziecko nie będzie błyszczeć z materiału właśnie wprowadzonego na lekcji, za to bez wątpienia będzie mieć lepsze stopnie - ostatecznie więcej stopni jest za kartkówki i z odpytywania niż za aktywność na lekcji.

                      natomiast ucz
                      > enie po to, żeby w dziecku zaszczepić chęć do nauki albo żeby więcej wiedziało
                      > - dlaczego nie?
                      Mam poważne wątpliwości, czy takie uczenie do przodu (typu przerabianie kolejnej lekcji) zaszczepia miłość do nauki. Moja intuicja mówi mi, że efekt może być odwrotny...
                      Co innego pójście z dzieciakiem do muzeum/zoo/teatru/biblioteki/lasu itp., robienie doświadczeń, oglądanie programów naukowych i kupowanie sprzętu służącego do realizacji pasji dziecka - a co innego uczenie go następnej lekcji.
                      To już lepszy byłby homeschooling...
                      • mysiaapysia Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 09.12.12, 15:04
                        O to właśnie chodzi. Utrwalanie i pogłębianie już zdobytej wiedzy, czy też uczenie do przodu. Niestety wielu rodziców woli robić to drugie, bo łatwiej - wziąć książkę i zrobić wykład, żeby dzieciątko następnego dnia zabłysnęło na lekcji. Ale gdy przychodzi do napisania sprawdzianu z całego miesiąca, to już oceny nie są u tych dzieci takie fajne - takie są w każdym razie obserwacje mojego dziecka (zna oceny innych dzieci, bo pani czyta je na głos).
                        Tak więc las rąk w górze gdy pani na lekcji zadaje pytanie związane z tematem lekcji. Ale gdy pada pytanie niestandardowe, luźno związane z pytaniem, to co najwyżej 2 osoby chętne do odpowiedzi.
                        I jeszcze mała anegdota związana z ambicjami rodziców co do ich dzieci. Jakiś czas temu byłam z moim dzieckiem na weekendowej lekcji muzealnej. Tuż przed jej rozpoczęciem usłyszałam upomnienie jednej z matek: masz się cały czas zgłaszać. Efekt - dziewczynka prawie cały czas miała rękę w górze. Ale gdy w końcu przewodniczka dopuściła ją do głosu, dziecko zamiast odpowiedzieć na pytanie stwierdziło: Moja babcia też ma taki stary zegar. Dla mojego dziecka takie zachowanie jest zupełnie niezrozumiałe, bo tak je wychowano, że ma się zgłaszać, gdy coś wie. Zresztą po to idziemy na lekcje, żeby się czegoś nauczyć, a nie żeby ciągle odpowiadać na pytania - od tego są testy, sprawdziany, egzaminy.
                      • jotde3 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 10.12.12, 09:46
                        morekac napisała:

                        > Ale to chyba o to chodzi, żeby można było pokazać swoją wyższość- a właściwie w
                        > yższość swojego dzieciątka nad innymi dzieciątkami?


                        trzeba mieć jakąś radość z życia wink i najlepiej żeby to niebyła wydmuszka typu "nowa sofa z ikei"

                        No to druga mama też się po
                        > licytuje, co będzie czuła się gorsza. wink

                        bardzo bym sie cieszył jak by jakieś inne dziecko w klasie syna startowało w konkursach z takimi sukcesemi jak on . puki co moga sie chwalić liczeniem do 100 winkhehe
                • olena.s Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 09.12.12, 09:18
                  No, ale ty opisujesz inna sytuację: uczysz i to z sukcesem (gratulacje!) dziecka angielskiego, tak samo jak multum rodziców wysyłających potomstwo do szkół językowych. To nie jest realizowanie programu o lekcję do przodu.
                  • plo_11 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 09.12.12, 11:39
                    > tak samo jak multum rodziców wysyłających potomstwo do szkół ję
                    > zykowych. To nie jest realizowanie programu o lekcję do przodu.
                    wiesz ja rozumiem co chcesz powiedzieć i przyznaję Ci rację, i tylko tak sobie myślę czy nas to powinno obchodzić i w jakiś sposób dotykać? Każdy żyje jak mu rozum dyktuje, jedni będą się uczyć do przodu o dwie lekcje, inni o dwa lata, a jeszcze inni olewać naukę. Dopóki takie postępowanie nie dotyka bezpośrednio naszego dziecka (np. nauczony do przodu dzieciak przeszkadza na lekcji albo jest zarozumiały i gnębi nasze dzieci) - co to nas obchodzi czy matka uczy dziecko dwie lekcje do przodu czy nie (plus jak je przy tym wychowuje)? No chyba, że tym narzekającym jest źle z faktem, że to NIE ICH dziecko błyszczy na lekcji..? Toniech się wezmą za sprawę we właściwy sposób - popracują nad wzrostem wiedzy u swojego dziecka.
                    • olena.s Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 09.12.12, 11:42
                      Wiesz, ja tu sobie tylko teoretycznie dywaguję, poniekąd ostrzegam (na bazie własnego nietypowego doświadczenia) ewentualne skołowane matki, no, w końcu po to to forum jest, aby dzielić się opiniami i pomysłami, prawda? Ale w realu się nikomu nie wtrącam.
                  • jotde3 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 10.12.12, 09:37
                    olena.s napisała:

                    > No, ale ty opisujesz inna sytuację: uczysz i to z sukcesem (gratulacje!) dzieck
                    > a angielskiego, tak samo jak multum rodziców wysyłających potomstwo do szkół ję
                    > zykowych. To nie jest realizowanie programu o lekcję do przodu.

                    realizowanie o lekcje do przodu też ma swoje plusy jest jednak znacznie lepszy sposob dodatkowej pracy a mianowicie o maksymalną możliwą ilość lat do przodu bo oprócz błyszczenia zapewniamy dziecku dobrą stymulacje do rozwoju .
                      • jotde3 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 10.12.12, 10:34
                        olena.s napisała:
                        > jest jednak znacznie lepszy
                        > > sposob dodatkowej pracy a mianowicie o maksymalną możliwą ilość lat do pr
                        > zodu
                        >
                        > A na jakie rezultaty liczysz?

                        wykorzystanie potencjału którego szkoła ani życie codziennie nie rozwija dostatecznie a którego rozwój jest moim zdaniem ( dla osób takich jak ja czyli raczej nie humanistów ) kluczowy dla dania sobie rady w życiu , robi wiec zadania z tekstem do konkursów . licze na to że dziecko nauczy sie mądrze i wytrwale pracować dla osiągnięcia celów a przy okazji pierwsze sukcesy na tle równieśników mu w tym pomogą .
    • volta2 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 05.12.12, 01:32
      no to u mnie problem występował
      dziecko dostawało czas wolny w klasie, bo z matmą leciało szybciej niż inni. ponieważ lubił historię to sobie czytał właśnie historię w kąciku i potem przez cały czas ręka w górze była.

      i nie rozumiem, czemu pani mu tych praktyk nie ukróciła, do końca nie wnikałam,
      w domu nie czytał - bo po prostu podręcznika w domu dzieci nie mają. cała praca odbywa się na lekcjach.
      ale fakt, z historii wiedział sporo, więc może poszerzał wiedzę na pozapodręcznikową. ostatnio wypatrzył szyld baru sushi i ze zgrozą powiedział, że ten szyld to faszystowska flaga japonii z okresu kooperacji z hitlerem. w życiu nie słyszałam o innej fladze japonii niż ta z okrągłym czerwonym kółkiem.
      • mamaivcia Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 05.12.12, 11:05
        Znam.
        Wcześniej uczyli pisać i czytać, bo w szkole to wymagają, żeby od razu w I klasie 1.09. już dzieci potrafiły. Mój nie uczony wcześniej poszedł jakoś do tej szkoły i okazało się, że dzieci uczą się wg. programu, tzn. poznają literki, uczą się pisać, czytać. W wakacje były też przerabiane podręczniki pod kątem zegara, kalendarza - to wszystko, żeby dzieci "błyszczały". Tak myślę.
        Ja tylko współczuję tym dzieciakom, które siedzą na lekcjach i się nudzą.
        A z pierwszymi czytankami też były kwiatki ;P Jak nie szło czytanie to dzieci nauczono paru linijek na pamięć ;P, żeby 6 pkt. dostały. Dla mnie to wszystko śmieszne.
        Ja ze swoim synem pracuję ale daje mu np. trudniejsze zadania z matematyki, bo to co robią w klasie jest dla niego za łatwe i się nudzi. Z nauki pisania i czytania pracujemy dodatkowo, bo z racji tego, że nauczył się mówić późno, miał epizod głuchoty i potworne opóźnienie mowy, to ma co nadrabiać ;P Robimy sobie krzyżówki w domu, robię mu mema do nauki głoskowania, żeby sobie słuch fonematyczny ćwiczył, piszemy zdania ze słuchu. Do głowy by mi nie przyszło, żeby przerabiać z nim podręcznik wink
        • iwoniaw Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 05.12.12, 12:14
          CytatJa ze swoim synem pracuję ale daje mu np. trudniejsze zadania z matematyki, bo
          > to co robią w klasie jest dla niego za łatwe i się nudzi. Z nauki pisania i czy
          > tania pracujemy dodatkowo, bo z racji tego, że nauczył się mówić późno, miał ep
          > izod głuchoty i potworne opóźnienie mowy, to ma co nadrabiać ;P Robimy sobie kr
          > zyżówki w domu, robię mu mema do nauki głoskowania, żeby sobie słuch fonematycz
          > ny ćwiczył, piszemy zdania ze słuchu. Do głowy by mi nie przyszło, żeby przerab
          > iać z nim podręcznik wink


          To, co piszesz, ma dla mnie sens - tzn. owszem, dziecku trzeba na ogół coś podrzucić do wyrównywania dysfunkcji czy rozwijania zainteresowań/zdolności - ale żeby przerabiać w domu z wyprzedzeniem podręcznik? big_grin
            • plo_11 IQ- a może jednak... 07.12.12, 19:33
              podniosą..? Kto wie..
              Dla ciekawych polecam przeczytanie artykułu, który ukazał się w Wiedzy i Życiu, sierpień 2012, . Artykuł ma tytuł 'Dziedziczenie grzechów', dotyczy epigenetyki, strona 24-29, a w szczególności fragment na str 28 - 'Utrwalić co dobre'. Eksperyment wprawdzie przeprowadzony na gryzoniach, nie ludziach, ale warto się zapoznać plus przeczytać cały artykuł,który traktuje o tym, jak środowisko i to co ze sobą robimy w młodości i w czasie ciązy może wpływać na potomstwo i potomstwo naszego potomstwa.

              Jeśli chodzi zaś o eksperyment to w skrócie: myszy mające genetycznie uwarunkowane zaburzenia pamięci trzymano w otoczeniu pełnym zabawek i nieustannie poddawano je bodźcom wymuszającym uwagę i koncentrację. W mózgach myszy nastąpiły pozytywne zmiany odpowiedzialne za procesy uczenia się i zapamiętywania. Okazało się, że zmiany te zostały przekazane następnemu pokoleniu myszek, które to miały zwiększoną zdolność do uczenia się nawet wówczas, gdy nie były poddawane dodatkowym bodźcom.
              Gdzie znaleźć w necie cały artykuł z WiŻ - nie wiem.
              Znalazłam za to artykuł z eksperymentem: www.jneurosci.org/content/29/5/1496.full.pdf+html
              • jotde3 Re: IQ- a może jednak... 08.12.12, 14:34
                plo_11 napisała:

                > podniosą..? Kto wie..

                to mozliwe , bo stymulacja myslenia u dzieci jest minimalna wiec jej podniesienie moze dobrze rozwinąc potencjał ale żeby potencjał stał sie dziedziczny ? też mozliwe do pewnego stopnia np. własciwa stymulacja zapewnia odpowiednie funkcjonowanie hormonalne a to przekłada sie na mniejszą skłonnośc do zaburzeń u potomstwa . ale to takie spekulacje i to pod warunkiem że ten kłopot z pamięcią u myszy to zaburzenie a nie genetyczne uwarunkowanie . może myszy były uwarunkowane do dużej ilości bodżców a ich brak powodował te problemy ?
    • jagabaga92 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 05.12.12, 14:16
      Nie wyobrażam sobie uczyć dziecka podręcznika z wyprzedzeniem. Mam świadomość, że wiele z wiedzy zdobytej w szkole uleciało mi z głowy i ucząc "resztkami" można przynieść więcej szkody niż pożytku. Ot, takie pierwotniaki. Coś mi świta, ale reedukować się w temacie pierwotniaków nie zamierzam, żeby dziecku "ułatwić błysk". Owszem, dzielę się z dzieckiem swoją wiedzą, która dla niego jest na wyrost, ale tylko, gdy pojawi się zainteresowanie dziecka danym tematem - tak np. było z cyframi rzymskimi, którymi syn się zainteresował, gdy zobaczył je na zegarze oraz w książce jako rok wydania książki (w stopce): MCMLXXXVIII. To było jakiś rok temu. Liczby rzymskie mieli na lekcji wczoraj, więc zabłysnąłwink. Zapomniał tylko, że D to jest 500wink.
    • joa66 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 05.12.12, 21:17
      He, a ja napiszę trochę z innej strony.

      Kiedy byłam wczesną nastolatką, całkiem przypadkiem zdarzyło mi się bardzo dobrze przeczytać czytankę na jęz rosyjskim przy nowej nauczycielce. Nauczycielka wpadła w zachwyt i 5 minut zachwycała się moim rosyjskim. I wiecie co ? Przed następna lekcją zajrzałam do kilku czytanek , które dopiero mieliśmy "przerabiać" big_grin Nie potrafię wytłumaczyc dlaczego, było w tym coś w rodzaju wyrzutów sumienia oszusta, który dostał coś na co nie zasłużył. Doszło do tego, ż e przeszłam do 3 etapu olimpiady big_grin A na początku byłam przeciętna.

      Moi rodzice nic nie wiedzieli.

      • kanga_roo Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 07.12.12, 09:27
        joa66, ale w Twoim przypadku to była motywacja wewnetrzna. Ty przeglądałaś te czytanki, bo Ty chciałaś uczciwie zasłużyć na pochwałę (miałaś wrażenie, ze nie zasługujesz). natomiast opisywani w tym wątku rodzice chyba nie bardzo pytaja, czy dziecko chce, tylko zakładają, że trzeba mu "pomóc".

        nurtuje mnie to od jakiegoś czasu: normalne dziecko, bez zdiagnozowanych dysfunkcji ani wybitnych zdolności. klasa pierwsza szkoły podstawowej. pracuje na lekcjach, odrabia zadania domowe. oczywiście, przy pracy, w szkole (bo czasem odrabia lekcje w świetlicy) i w domu ma możliwość skorzystania z pomocy dorosłych - jeśli potrzebuje. ja uważam, że ze szkołą wszystko w porządku, i pozwalam dziecku spędzać czas tak, jak chce. rozwijać zainteresowania tak, jak chce. uczyć się tego, co chce, lub nie uczyć się i już. skoro podstawa programowa, myślę sobie, odpracowana, niech dziecko samo wybiera, czym się zajmie. rozwój niejedno ma imię.
        no i tu mój pogląd spotyka się z odmiennym poglądem mego męża: musimy go nauczyć. musimy to, musimy tamto. mnie to męczy, kiedy słucham takich "musimy", a co dopiero dziecko. twierdzę, że musimy jedną rzecz - obserwować nasze dziecko, towarzyszyć mu w rozwoju, i jeśli zauważymy jakiś problem - postarać się pomóc. a uczyć, ogólnie zaś mówiąc rozwijać, dziecko będzie się samo.
        • mama303 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 07.12.12, 17:57
          kanga_roo napisała:

          > twierdzę, że musimy jedną rzecz - obserwować nasze dziecko, to
          > warzyszyć mu w rozwoju, i jeśli zauważymy jakiś problem - postarać się pomóc. a
          > uczyć, ogólnie zaś mówiąc rozwijać, dziecko będzie się samo.

          I jeszcze jedno - pozwólmy dzieciom na niedoskonałości, na to że czegos nie wiedzą w szkole, że z czymś sobie gorzej poradzą. Nie starajmy się aby nasze dzieci były doskonałe.Nie udawajmy że są doskonałe smile
      • lucyjkama Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 08.12.12, 12:37
        Myślałam, że takie uczenie dzieci to rzadkość a widzę że to powszechne uncertain
        Koleżanka nie ma nadmiaru czasu bo ciągle lata z dziećmi (tą drugoklasistką i czterolatką) na zajęcia dodatkowe- tenis, warsztaty teatralne, gitarę, plastykę i sama już się pogubiłam co jeszcze.

        Inna koleżanka mówiła mi, że jej córka jest najlepsza w klasie z angielskiego a ma tylko w szkole i mamy innych dzieci mają do niej pretensje, że ich dzieci chodzą na dodatkowe lekcje i gorzej wypadają. Pretensje do matki, że jej dziecko jest w czymś dobre, to jakieś chore jest.
        Co ci rodzice robią z dziećmi. Strach dziecko do szkoły posłać.
              • lucyjkama Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 08.12.12, 18:31
                Oczywiście, że nie są. Skąd Ci to przyszło do głowy! Jeszcze kilka dni temu byłam w szoku że w ogóle są takie dzieci.
                Natomiast na pewno są zagrożeniem rodzice, którzy mają pretensje, do drugiej matki że jej dziecko jest w czym lepsze od ich dziecka. Mam na myśli opowieść drugiej koleżanki.

                  • olena.s Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 08.12.12, 19:12
                    Wyszło mi nieuprzejmie, niechcący.
                    No zastanów się, jak mogą ci zagrozić tacy rodzice? Bo ja nie widzę takiej możliwości - chyba, że wierzysz, że jeżeli oni przerabiają lekcje naprzód (co im się podejrzewam znudzi w ciągu roku) to twoje dzieci zamiast piątek dostaną czwórki? Czy jeżeli jakas oppętna matka będzie zazdrościła lepszych wyników dziecka, to zepchnie je ze schodów? Wybije mu z głowy odmianę czasowników nieregularnych? Przecież nie. Więc czym się tak naprawdę przejmujesz?
                    • lucyjkama Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 08.12.12, 20:01
                      Kolejny raz powtarzam. Przerabianie lekcji na przód to żadne zagrożenie dla moich dzieci.

                      Zagrożeniem są rodzice, którzy mają pretensje do drugiego rodzica, że jego dziecko jest z czegoś lepsze od ich dziecka. Taka sytuacja przydarzyła się mojej koleżance i jej córce. Inne dzieci chodzą na dodatkowy angielski poza szkołą i wypadają gorzej niż córka koleżanki która ma tylko angielski w szkole. Kilkoro rodziców przyszło do mojej koleżanki z pretensjami, że jak to ich dzieci mają gorsze oceny choć maja prywatne lekcje. Mówią to przy dzieciach co rodzi między dzieciakami niezdrowa rywalizację, zaczyna się dokuczanie itp. No generalnie niezły cyrk.

                      Martwią mnie takie postawy rodziców a nie jakieś uczenie na przód. To nie moja sprawa kto co z latoroślą w domu robi. Założyłam wątek bo byłam pod wrażeniem słów koleżanki, byłam pewna że to jeden przypadek na kilka tysięcy a tu zonk. Ale jak pisałam wcześniej to nie mój problem i żadne zagrożenie.
                    • plo_11 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 08.12.12, 20:07
                      >Inna koleżanka mówiła mi, że jej córka jest najlepsza w klasie z angielskiego a ma tylko w >szkole i mamy innych dzieci mają do niej pretensje, że ich dzieci chodzą na dodatkowe >lekcje i gorzej wypadają.
                      Wszystko to jakoś absurdalnie brzmi, że aż podejrzewam, że koleżanka znadinterpertowała słowa tych 'innych mam' a do tego, te 'inne mamy' nie do córki koleżanki miały pretensje tylko do swoich dzieci lub szkoły, że tyle się nie nauczyły, co owa córka, a do tego jeszcze nie były to 'inne matki' tylko jedna matka, być może chwilowo wzburzona wynikami własnego dziecka.
                      • lucyjkama Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 08.12.12, 21:07
                        Nie sądzę, żeby coś wyolbrzymiała czy źle odczytywała intencje. Ona nie z tych przewrażliwionych. Mam było na pewno kilka to była dość zżyta grupka dzieci (spotkania po szkole itp.). Mamy zaczęły w ten deseń, ze to niemożliwe, że koleżanka chyba w tajemnicy przed nimi gdzieś córkę doucza. Skłóciły dzieci między sobą sad To było pod koniec 2 klasy, teraz dziewczynka jest w trzeciej i klasa jest bardzo podzielona.
                        Nie chodziło o bardzo złe oceny tych innych dzieci ale np. 6 u córki koleżanki połączonej z pochwałą przed klasą i 4+,4 u innych.
                        Dla mnie to tez brzmiało niewiarygodnie. Rodzice potrafią być zdrowo szurnięci.
                        Zresztą nieważne. Mam nadzieje, że moja córka trafi na dzieci z normalnymi rodzicami. Oby.
                        • olena.s Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 08.12.12, 21:31
                          To szukaj szkoły, która naprawdę w młodszych klasach nie stawia stopni, nie organizuje konkursów plastycznych, na które prace przynosi się z domu i umie tak kierować dziećmi, żeby nie starały się wykosić kolegów. Jeżeli szkoła nie wspiera konkurencji między 6-8 latkami to i dzieci spokojniej pracują, i rodzice nie dostają świra.
                      • olena.s Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 08.12.12, 21:17
                        Mi tez opisana sytuacja wydaje się niewiarygodna. Albo koleżanke poniosło, albo jest jakies drugie dno (z kapelusza: inne matki uważają, że nauczycielka jest kiepska, chca ją zmienić. Inne matki sa zdania, że koleżanka wysyła dziecko na super-duper-eskpres kursy językowe, ale nie chce się przyznać. Inne matki uważają, że dziecko koleżanki bezwstydnie odwala na klasówkach). Ale nawet jezeli koleżanka miała pecha trafic w otoczenie wariatek, to i tak nie rozumiem dlaczego autorka wątku bierze to do siebie i obawia się analogicznych zachowań we własnym środowisku.
                        • lucyjkama Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 08.12.12, 21:43
                          Bo my jesteśmy z tego samego środowiska wink
                          Szkoła ta sama i lepszej nie znajdę bo mamy 2 podstawówki w mieście, najbliższe inne miasto 15 km, najbliższa szkoła niepubliczna z 45 km.
                          Nie to, że ja się jakoś patologicznie martwię. W szoku jestem tylko że ludzie sobie takie świństwa robią i dzieci w to wkręcają. Przykre i tyle.
    • 71tosia Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 08.12.12, 17:12
      bardzo glupie, chociaz czeste. Jezeli dziecko sobie radzi w szkole, to najlepiej zostwic je samo sobie, niech kombinuje czym chce sie zajac i jak sie ma BAWIC po szkole. W tym wieku oprocz nauki szkolnej wazne, i ile nie waniejsze, jest nabycie umiejetnosci kreatywnych, a te dziecko bedzie nabywac przede wszystkim sie bawiac i samo wymyslajac zabawy a nie przerabiajac z mama podrecznik. To 'przerabianie' tylko uczy odwarzac.
      • inx123 Re: przygotowywanie dzieci do lekcji 09.12.12, 02:07
        podziwiamwink...mnie by sie nie chciało tak ślęczyć z dzieciem nad ksiązkami...zbyt leniwa jestemwink czasami nie chce mi się sprawdzać pracy z aktualnie przerobionego materiału wink a co dopiero gnać z nim do przodu (I kl)...niestety moje dziecię z tych mniej leniwych i samo przerobiło już całe ćwiczenia - te dostępne co aktualnie nosi do szkoływink....resztę schowałamwink zeby się nie czepiła
      • olena.s Re: a może to ma sens? 09.12.12, 07:25
        Nie ma sensu - wyjąwszy jakies nadzwyczaj szczegolne przypadki nieśmiałości/lęków (czyli sytacja wymagająca terapii) albo nadzwyczaj koszmarnej szkoły z fatalnymi nauczycielami. Chętnie ci wyjasnię dlaczego tak uwazam:
        1. Podwójne odwalanie tej samej lekcji jest nudne, i uczy odtwarzania, a nie kreatywnego, samodzielnego myslenia.
        2. Średni rodzic uczy gorzej niz średni nauczyciel
        3. Wpaja w dziecko przekonanie, że uczy sie dla poklasku, nie dla frajdy
        4. Zajmuje się wolny czas dziecka, który mozna wykorzystac inaczej, lepiej
        5. Uczy dziecko, ze jest gorsze od innych i musi podstępem i sporym kosztem udawać lepszego niż jest.

        Wszystko to piszę z pozycji rodzica uczącego w domu, ale ja nie mam wyboru, niestety.
        • 4nana Re: a może to ma sens? 09.12.12, 09:11
          Mi się też wydaje że nie ma to sensu.Dziecko przestaje się koncentrować w szkole bo już to przerabiało.Bardziej sensowne wydaje mi się jakieś utrwalanie przerobionego materiału jeżeli dziecko ma problemy.A zresztą chyba trochę szkoda czasu na uczenie się na zapas.To bardziej zniechęca potem do poznawania nowych rzeczy.
        • nangaparbat3 Re: a może to ma sens? 09.12.12, 10:38
          Ja się z dzieckiem nigdy nie uczylam ani lekcji nie drabialam, ze mna tez nikt nie odrabial, taka rodzinna tradycja, co dopiero uczyc na zaś. Ale myśle wlasnie o tych dzieciach, ktorym trudniej, z najrózniejszych powodów - chocby moje romskie dzieci niepismiennych rodzicow - moze to by bylo dla nich rozwiązanie, na poczatek, żeby sie wzmocniły, upewniły, ze sobie poradzą.
      • morekac Re: a może to ma sens? 09.12.12, 09:20
        To jest dobre, jeśli dziecko ma jakieś kłopoty z konkretnym przedmiotem i ogólnie jakieś blokady psychiczne typu:
        1. nie przyswaja przy tym nauczycielu (bo wpada w panikę)
        2. ma np. problem z przeczytaniem tekstu w języku obcym z marszu (bo też wpada w panikę)
        3.nauczyciel ma durny zwyczaj robienia kartkówek na koniec lekcji z dopiero co wprowadzonego materiału na ocenę.
      • mama303 Re: a może to ma sens? 09.12.12, 10:01
        nangaparbat3 napisała:

        > Dziecko nauczone w domu moze sie popisac, nie boi sie, że źle odpowie, jest chw
        > alone, nagradzane, to je motywuje do nauki, i tak sie spirala nakręca - pozytyw
        > nie?

        takie dążenie i wymaganie doskonałosci od dzieci jest szkodliwe ale fakt, że tak bywa często w naszej szkole.
        Dzieci nie powinny sie bać ani pytać, ani odpowiadać!

            • nangaparbat3 Re: a może to ma sens? 09.12.12, 11:12
              Tak. Mnie sie to uczenie do przodu kojarzy z dopingiem.
              A przecież można zamiast uczyć z podręcznika wspólnie rozwijac jakieś zainteresowania, bawic się, pójść do muzeum czy chocby na spacer, sto rzeczy robić i rozwijac dziecko.
            • olena.s Re: a może to ma sens? 09.12.12, 11:31
              Myśle, że to nie tak: raczej rodzice skupiający sie na stopniach, słoneczkach i porównywaniu swoich dzieci z innymi robia kolejnej generacji krecią robotę. Ci robiacy do przodu lekcje to tylko wisienka na torcie (przynajmniej mam nadzieje, że jeszcze nie jest tak dramatycznie źle, aby ich było dużo, tych opętanych rodziców).
              • plo_11 Re: a może to ma sens? 09.12.12, 11:43
                > Myśle, że to nie tak: raczej rodzice skupiający sie na stopniach, słoneczkach i
                > porównywaniu swoich dzieci z innymi robia kolejnej generacji krecią robotę.

                Ale dlaczego?
                • olena.s Re: a może to ma sens? 09.12.12, 11:57
                  Dlatego, że wtedy dzieciom wpaja się, że mają ponosić wysiłek dodatkowy w celu uzyskania zewnętrznego profitu. Co niestety zmniejsza prawdopodobieństwo, że będą coś okołoszkolnego robiły dla wewnętrznego profitu - dla fanu, z ciekawości, itp. Tymczasem bardzo wiele okoloszkolnych zajęć może być zabawą - nawet takie nudy jak tabliczka mnożenia (moje dziecko dopełniło pod tym względem edukacji grając w grę, w której dobry wynik dodawał mocy wyścigówce). Można pisać nudne pseudo listy z wakacji do cioci, można pisać do jakiegoś idola. Można znęcac się nad lekturą obowiązkową, można z wypiekami odcyfrowywać książkę/komiks na naprawdę interesujący nas temat. I tak dalej.
                  Ponadto mam wrażenie, że nakręcanie konkurencji między małymi dziećmi, zwłaszcza - nieuczciwej - wykrzywia dzieci społecznie i moralnie.
                  • plo_11 Re: a może to ma sens? 09.12.12, 12:41
                    No nie wiem.. Wiesz, ten świat tyle lat już istnieje i jakoś to wszystko fukcjonowało Ludzie od wiek wieków pracują i uczą się celem uzyskania zewnętrznego profitu (odpowiedni status materialny). Todopiero w naszych czasach stało się modne robienie tego wszystkiego dla własnego zadowolenia. W efekcie dzieci idą do szkoły i nie chce im się czegoś uczyć, bo im to nie daje zadowolenia (za to lubią TV i gry na komputerze, bo to daje wew. zadowolenie), ani nie pomagają w domu, bo tez im to nie daje ani funu ani zadowolenia ani nie jest ciekawe. Potem młodzi ludzie idą do pracy i nie chce im się pracować albo wykonywac pewnych zadań, bo są nauczeni, że to co robią musi im dawać fun. A potem przychodzi dorosłe życie, pojawia sie rodzina - i nie chcę tu rozkręcać wątku pobocznego, ale sytuacja jest podobna - jednemu z drugim trudno zrezygnowac z przyjemności i funu, żeby zająć się dzieckiem. Na przykład.

                    Jestem świecie przekonana, że jeśli dziecko lubi się uczyć, bo taki ma charakter, jeśli lubi czytać, bo po prostu lubi, to zewnętrzny profit wpostaci błyszczenia w klasie w niczym mu nie zaszkodzi. Tabliczkę wkuje zkartki zamiast grac tabliczkową wgrę, list odbębni, lekturę zmęczy, zaliczy i zapomni, i żadna z tych czynności nie wpłynie negatywnie na jego osobowość, bo będzie świadome, że po cos to robi.
                    • olena.s Re: a może to ma sens? 09.12.12, 12:56
                      Człowiek, który nie lubi tego, co robi, którego tak naprawdę nie interesuje to, co robi, nigdy nie będzie w tym naprawdę dobry.
                      I obawiam się, szczęśliwy też nie będzie.
                      • plo_11 Re: a może to ma sens? 09.12.12, 13:35
                        Zgadza się. Tyle, że w życiu nie robimy wyłącznie tego co lubimy i co nas czyni szczęśliwym. I to począwszy od banalnych rzeczy jak sprzątanie czy gotowanie do poważnych jak rodzaj pracy, którą przyszło nam wykonywać.
                        Nie wszystkie kobiety, które nie lubią sprzątać i gotować będą miały gosposię, która je wyręczy.
                        Nie wszyscy ludzie lubią swoją pracę a ztakich czy innych powodów muszą ją wykonywać i to pewnie 'naprawdę dobrze' a nie byle jak.
                        Zamiast być nieszczęśliwym łatwiej jest wytłumaczyć sobie i dzieciom, że niestety w życiu tak jest, że nie robi się tylko tego co się lubi. Oprócz przyjemności są też tzw. obowiązki. Do tego najpierw obowiązki a potem przyjemności. Wielu ludziom zdaje się w dzisiejszych czasach brakować tej świadomości.
                          • morekac Re: a może to ma sens? 09.12.12, 14:49
                            naukę uważam za obowiązek dziecka.
                            No, to ty uważasz. Ale czy dziecko też tak będzie sądzić, skoro to mama ma takie parcie na dobre stopnie i zasiada z dzieckiem nad lekcjami, czy dziecko tego potrzebuje czy nie?
                            • plo_11 Re: a może to ma sens? 09.12.12, 17:30
                              >> naukę uważam za obowiązek dziecka.
                              > No, to ty uważasz. Ale czy dziecko też tak będzie sądzić, skoro to mama ma taki
                              > e parcie na dobre stopnie i zasiada z dzieckiem nad lekcjami, czy dziecko tego
                              > potrzebuje czy nie?
                              No, ja akurat tak uważam. A Ty nie? Dla Ciebie nauka to wybór dziecka? Tzn. jak będzie chciało, to się będzie uczyć a jak nie będzie chciało to co...? Nie będzie się uczyć i tyle? W ogóle nie będzie chodzić do szkoły?
                              Przypadek siadania z dzieckiem nad lekcjami niezależnie od tego czy potrzebuje tego czy nie, to jest, moim zdaniem, wyjątek. Ile takich mam/dzieci może być na 20-25 osobową klasę? 1 dziecko? 2 dzieci? To nie jest reguła, to jest wyjątek. Reguła by była gdyby siadało 18 dzieci a 2 nie. Pozostałe mamy i dzieci zapewne mają inny powód- jakieś braki w szkole albo dzieci są na tyle zdolne, że warto rodzicom zainwestować w nie swój czas. Albo jedno i drugie.
                              • morekac Re: a może to ma sens? 09.12.12, 22:00
                                Dopóki stopnie dziecka to będzie powód zmartwienia twój, a nie dziecka - to i nauka dziecka będzie twoim obowiązkiem, a nie jego. Dopóki będziesz obsesyjnie pilnowała, żeby odrobiło/ spakowało/ nauczyło się - to nie będzie to obowiązkiem dziecka, tylko twoim. Na dłuższą metę takie skupianie się na nauce dziecka i na tym, że ma mieć tylko dobre stopnie - głównie dzięki twojemu pilnowaniu i uczeniu - często bez potrzeby - to będzie to twój obowiązek i dziecko tak to przyjmie. Obowiązkiem dziecka zostanie, kiedy pozwolisz mu dostać pałę za nieodrobioną pracę domową, pałę z kartkówki/sprawdzianu czy z odpowiedzi (bo dziecko miało ciekawsze rzeczy niż naukę). I owszem być może są gagatki, którym trzeba stać nad głową, być może są dzieci, które trzeba bardzo wspomagać w nauce - ale większość takiego stania nad głową i wspólnego odrabiania lekcji nie potrzebuje (no, może poza początkiem pierwszej klasy szkoły podstawowej). Pewnie każdemu trzeba czasem w czymś pomóc - ale chyba lepiej ograniczyć się do przypadków, w których dziecko samo poprosi, ewentualnie z ocen wynika, że jakaś pomoc byłaby potrzebna.
                                • plo_11 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 09:57
                                  morekac napisała:

                                  > Dopóki stopnie dziecka to będzie powód zmartwienia twój, a nie dziecka - to i n
                                  > auka dziecka będzie twoim obowiązkiem, a nie jego.

                                  Rzadko które dziecko jest na tyle 'rozwinięte', że od samego początku ma pociąg do nauki i obowiązków szkolnych. Większość dzieci w pierwszych klasach trzeba kontrolować, czasami trochę pogonić do nauki, a jeśli szkoła jest taka sobie a w klasie warunkow do nauki brak, to niestety z dzieckiem trzeba wiecej siedzieć. Ilość czasu spędzona z dzieckiem nad nauką jest wypadkową wielu czynników. Ambicji rodziców również. Ale to w gruncie rzeczy ich prywatna sprawa co robią z dziećmi po szkole. Kogo przeuczona dziewczynka tak naprawdę denerwuje i z jakiego, tak naprawdę, powodu?
                                  • jotde3 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 10:17
                                    plo_11 napisała:
                                    > ć. Ilość czasu spędzona z dzieckiem nad nauką jest wypadkową wielu czynników. A
                                    > mbicji rodziców również.

                                    zresztą dlaczego rodzic który cięzką pracą do czegoś doszedł i który zdaje sobie sprawe że to też dzieki wychowaniu nie miał by tego przekazać dziecku . niektórzy może lubia sie uczyć sami ( w pierwszych klasach to głównie albo dziewczynki albo chłopcy co za mało testosteronu dostali w cąży ) ale inni mają inne priorytety i gdyby nie wskazanie drogi przez rodziców obudzili by sie koło 20-tki na zmywaku w UK. wink to ja mam w imie równej oceny samodzielnej pracy dzieci w klasie nie uczyć swojego by błyszczał a przez to dokonał autoselekcji i zdecydował sie mierzyć wyżej , rywalizacje odpuszczają Ci którym nie idzie , czy mam niedbać o jego odpowiednią stymulacje której nawet najlepsza szkoła w nauczaniu początkowym nie jest w stanie zapewnić ? bo nauczyciel nie może ani tak pogonić do roboty ani tak docenić jak rodzic dla którego jego dzieci są wszystkim .
                                  • olena.s Re: a może to ma sens? 10.12.12, 10:23
                                    Kogo przeuczona dziewczynka tak naprawdę denerwuje i z jaki
                                    > ego, tak naprawdę, powodu?

                                    No to ja ci mogę odpowiedziec, i odpowiedź powionna ci o tyle dac do myślenia, że z uwagi na absolutną nieprzystawalność geograficzno-szkolną, możesz bezpiecznie założyć, że na moją postawę nie mają wpływu ukryte lęki pt. "jej Jacuś będzie lepszy niż mój Kubuś". Zresztą w mojej szkole takie prowadzenie dziecka byłoby ucięte w zarodku.

                                    Dlaczego denerwuje mnie ta dziewczynka, a właściwie - jej rodzice? Z dwóch powodów. Pierwszy wymieniłam już wcześniej: uważam, że takie uczenie do przodu, po to, by dziecku nie mającemu specyficznych, szerszych zainteresowań dac szansę udawania dla zysku, że je posiada, zamyka się w dłuższej perspektywie drogę do ich odkrycia i produkuje się nieszczęśliwego zawodowo człowieka, dla którego liczy się tylko zewnętrzna aprobata. Który ma słabo opanowane techniki pracy w grupie. I tak dalej.

                                    Drugi powód wiąże się z klasą. Mam wrażenie, że dziecko uczone o lekcję naprzód po to, by 'błyszczeć' może wpłynąć negatywnie na innych uczniów, bo przesuwa cele. Czyli nie uczymy się razem, tylko jeden przeciw drugiemu. Nie mamy się nauczyć, tylko wyciąć konkurencję. Nie uczymy się, żeby umiec, tylko żeby zdobyć plus.
                                    Czyli gdybym miała takie dziecko w klasie z moim, to miałabym obawy o to, że 'zakazi' moje dziecko czymś, co postrzegam jako wadliwy i szkodliwy model życia społecznego.
                                    • jotde3 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 10:52
                                      : uważam, że takie uczenie do przodu, po
                                      > to, by dziecku nie mającemu specyficznych, szerszych zainteresowań dac szansę u
                                      > dawania dla zysku, że je posiada, zamyka się w dłuższej perspektywie drogę do i
                                      > ch odkrycia

                                      jakich szerszych zainteresowań ?dziecka ? to dotyczy jednostek . najpierw jest przeważnie chęc zabawy , potem dziecko odkrywa że na zabawki musi samo zarobić , potem że zabawki nie są tak fajne i czas założyć rodzine , jak w czyms jest sie dobrym i ma sie z tego kase to człowiek zaczyna sie tym interesowac . takie zainteresowania jak ty piszesz to mozna sobie mieć ale one najczęściej przychodza juz dużo pózniej i trudno z nich żyć . .
                                      • olena.s Re: a może to ma sens? 10.12.12, 11:03
                                        jakich szerszych zainteresowań ?dziecka ?
                                        No tak. Znam kilkoro dzieci które mają zainteresowania wykraczające poza zabawę. Okolice weterynarii i zwierząt, na przykład. Historia/społeczeństwo. Te dzieciaki mają wiedzę z interesujących ich zakresów znacznie szerszą niż rówieśnicy i na razie (dzisiaj mają po 11 lat) widzą się w zawodach z tego obszaru. Ale wiedza ta jest póki co dziurawa, to nie jest podręcznik przerobiony na zaś, tylko konglomerat róznych lektur, obserwacji, programów dokumentalnych, projektów szkolnych itp.
                                        -
                                        Życie w Zatoce Perskiej
                                        • jotde3 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 11:26
                                          olena.s napisała:

                                          > jakich szerszych zainteresowań ?dziecka ?
                                          > No tak. Znam kilkoro dzieci które mają zainteresowania wykraczające poza zabawę

                                          a ile znasz dzieci ? i na ile opisane przez ciebie dzieci sa reprezentatywne ? ja znam znam tylko 2 dzieci ( z powiedzmy ok 20 ) które próbowały sie popisać jakąś pozaszkolną wiedzą , jedno z rodziny archeologów a drugie z lekarsko trenerskiej i uważam że dobór kolegów przez mojego syna był specyficzny i że tak znam tych dzieci statystycznie wiecej niż średnio (wyłanczam dziewczynki ) i może dla nich to jest droga . mysle że dzieci statystycznie powtarzają droge rodziców ( wszak i rodzice dobierają sie w/g kasty wink i dla jednych to bedzie rozwijanie jakiegoś zainteresowania a dla innych dążenie do celu . i jedni i drudzy coś osiągna ale inaczej i drogi muszą być inne ,.pytanie którą drogą osiągnie sie wiecej ?i co jest osiągnięciem ? dla mnie to sukces moich dzieci bedzie osiągnięciem mojego życia a reszta tylko środkiem do tego celu .

                                          .
                                          • jakw Re: a może to ma sens? 15.12.12, 23:25
                                            jotde3 napisał:

                                            > dla mnie to sukces moich dzieci bedzie osią
                                            > gnięciem mojego życia a reszta tylko środkiem do tego celu .
                                            Jeszcze jest tylko zasadnicze pytanie: czy zarówno ty, jak i twoje dzieci pod pojęciem sukcesu rozumiecie i będziecie rozumieć to samo.
                                            • jotde3 Re: a może to ma sens? 17.12.12, 09:48
                                              jakw napisała:

                                              > jotde3 napisał:
                                              >
                                              > > dla mnie to sukces moich dzieci bedzie osią
                                              > > gnięciem mojego życia a reszta tylko środkiem do tego celu .
                                              > Jeszcze jest tylko zasadnicze pytanie: czy zarówno ty, jak i twoje dzieci pod p
                                              > ojęciem sukcesu rozumiecie i będziecie rozumieć to samo.

                                              czemu nie skoro wiekszość sie zgadza co do tego jak to rozumieć - jako szczęśliwą zabezpieczoną finansowo rodzine , wiec mam nadzieje że np. księdzem nie zostanie .
                                              • jakw Re: a może to ma sens? 18.12.12, 14:08
                                                jotde3 napisał:
                                                >
                                                > czemu nie skoro wiekszość sie zgadza co do tego jak to rozumieć - jako szczęśli
                                                > wą zabezpieczoną finansowo rodzine ,
                                                Twoja odpowiedź rodzi kolejne pytania: czy szczęście i zabezpieczenie finansowe też zdefiniujecie tak samo. Bo dla jednych zabezpieczenie finansowe to dach nad głową , jedzenie i trochę kasy na potrzeby kulturalne, dla innych to willa, kawior i wakacje w Kenii. A na ile to wszystko idzie w parze ze szczęściem to już zupełnie inna sprawa.
                                                > wiec mam nadzieje że np. księdzem nie zos tanie .
                                                Akurat ksiądz o zabezpieczenie finansowe rodziny to chyba martwić się nie musi wink
                                                • jotde3 Re: a może to ma sens? 19.12.12, 08:41
                                                  jakw napisała:

                                                  > jotde3 napisał:
                                                  > >
                                                  > > czemu nie skoro wiekszość sie zgadza co do tego jak to rozumieć - jako sz
                                                  > częśli
                                                  > > wą zabezpieczoną finansowo rodzine ,
                                                  > Twoja odpowiedź rodzi kolejne pytania: czy szczęście i zabezpieczenie finansowe
                                                  > też zdefiniujecie tak samo. Bo dla jednych zabezpieczenie finansowe to dach na
                                                  > d głową , jedzenie i trochę kasy na potrzeby kulturalne, dla innych to willa, k
                                                  > awior i wakacje w Kenii.

                                                  moja rola jest taka by dziecko nauczyć efektywnej pracy dla celu ( kasy ) , podkreślił bym tu słowo " efektywnej " a jak dziecko uzna że ma dość kasy to bedzie mniej pracować mając wiecej wówczas czasu i uwagi na co innego .

                                                  A na ile to wszystko idzie w parze ze szczęściem to ju
                                                  > ż zupełnie inna sprawa.

                                                  widział bym jednak pewną korelacje smile


                                                  > > wiec mam nadzieje że np. księdzem nie zos tanie .
                                                  > Akurat ksiądz o zabezpieczenie finansowe rodziny to chyba martwić się nie musi
                                                  > wink

                                                  mógłby mieć kłopoty z zajmowaniem sie dziećmi ( katolicki oczywiście ) a wiec ze szczęściem rodziny .
                                    • plo_11 Olena 10.12.12, 11:09
                                      olena.s napisała:

                                      > Dlaczego denerwuje mnie ta dziewczynka, a właściwie - jej rodzice? Z dwóch powo
                                      > dów. Pierwszy wymieniłam już wcześniej: uważam, że takie uczenie do przodu, po
                                      > to, by dziecku nie mającemu specyficznych, szerszych zainteresowań dac szansę u
                                      > dawania dla zysku, że je posiada, zamyka się w dłuższej perspektywie drogę do i
                                      > ch odkrycia i produkuje się nieszczęśliwego zawodowo człowieka, dla którego lic
                                      > zy się tylko zewnętrzna aprobata. Który ma słabo opanowane techniki pracy w gru
                                      > pie. I tak dalej.
                                      Hmm... może tak, może nie, kto to wie jak jest. ludzie są naprawdę różni, na bycie szczęśliwym czy nieszczęśliwym czy to życiowo czy zawodowo wpływa dużo więcej czynników niż tylko konieczność uczenia kilku lekcji do przodu żeby błyszczeć. Tak naprawdę co mnie lub Tobie do tego, że ktoś w przyszłości będzie zawodowo nieszczęśliwy? Nawet jak jesteś właścicielem firmy i zalezy Ci na zawodowo szczęśliwych - znajdą się i tacy, bez obaw.
                                      Swiata nie naprawisz. Do tego na świecie są większe problemy niż durne uczenie dwóch lekcji na przód.


                                      > Drugi powód wiąże się z klasą. Mam wrażenie, że dziecko uczone o lekcję naprzód
                                      > po to, by 'błyszczeć' może wpłynąć negatywnie na innych uczniów, bo przesuwa c
                                      > ele. Czyli nie uczymy się razem, tylko jeden przeciw drugiemu. Nie mamy się nau
                                      > czyć, tylko wyciąć konkurencję. Nie uczymy się, żeby umiec, tylko żeby zdobyć p
                                      > lus.
                                      > Czyli gdybym miała takie dziecko w klasie z moim, to miałabym obawy o to, że 'z
                                      > akazi' moje dziecko czymś, co postrzegam jako wadliwy i szkodliwy model życia s
                                      > połecznego.
                                      Coś Ci powiem - a ja się chętnie wymienię na klasę, w której błyszczy wiedzą dziecko. Może być wiedza na dwie lekcje wprzód. W zamian oferuję Ci klasę z dwoma małymi śmierdzącymi leniami, nieukami, łobuzami, pyskatymi, niezarządzalnymi, bijacymi i zastraszającymi inne dzieci. Wchodzisz w to?
                                      • olena.s Re: Olena 10.12.12, 11:23
                                        Coś Ci powiem - a ja się chętnie wymienię na klasę, w której błyszczy wiedzą dz
                                        > iecko. Może być wiedza na dwie lekcje wprzód. W zamian oferuję Ci klasę z dwoma
                                        > małymi śmierdzącymi leniami, nieukami, łobuzami, pyskatymi, niezarządzalnymi,
                                        > bijacymi i zastraszającymi inne dzieci. Wchodzisz w to?

                                        Acha, czyli ty patrzysz na problem, jak ten rabin na ubolewającego faceta (tego, co potem zgodnie z zaleceniem kupił kozę). Czyli masz naokoło klasę/y tak złe, że problem podganianych dzieci z nieustannie wyciągniętą ręką jest nieistotny. Rozumiem, współczuję.
                                        Co do pytania - szęśliwie wchodzić nie muszę, bo fartownie mam dziecko w szkole do której (tfu, tfu) już piąty rok nie mam żadnych zastrzeżeń. Założę się, że utemperowałaby i opisaną przez ciebie diabelską parkę.-
                                  • morekac Re: a może to ma sens? 10.12.12, 11:27
                                    Rzadko które dziecko jest na tyle 'rozwinięte', że od samego początku ma pociąg
                                    > do nauki i obowiązków szkolnych. Większość dzieci w pierwszych klasach trzeba
                                    > kontrolować, czasami trochę pogonić do nauki,
                                    Pierwszych klas gimnazjum widocznie też to dotyczy. Na wywiadówce jest narzekanie - i nauczycieli - że się nie uczą i 'chyba państwo za bardzo odrabiali lekcje z dziećmi w podstawówce') i rodziców - że strasznie tego dużo i że ich własne dzieci robią ich w konia w sprawach lekcyjnych i szkolnych. wink
                                    • jotde3 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 11:41
                                      morekac napisała:

                                      > Rzadko które dziecko jest na tyle 'rozwinięte', że od samego początku ma pociąg
                                      > > do nauki i obowiązków szkolnych. Większość dzieci w pierwszych klasach tr
                                      > zeba
                                      > > kontrolować, czasami trochę pogonić do nauki,
                                      > Pierwszych klas gimnazjum widocznie też to dotyczy. Na wywiadówce jest narzekan
                                      > ie - i nauczycieli - że się nie uczą i 'chyba państwo za bardzo odrabiali lekcj
                                      > e z dziećmi w podstawówce') i rodziców - że strasznie tego dużo i że ich własne
                                      > dzieci robią ich w konia w sprawach lekcyjnych i szkolnych. wink

                                      to wynik tego że zle kontrolowali swoje dzieci i słabo gonili do nauki . inaczej gimnazja złej dzielnicy były by super , bo tam przecież żadko który rodzic goni do nauki w podstawówce.
                                      • morekac Re: a może to ma sens? 10.12.12, 11:48
                                        Ja tam nie goniłam. A akurat wyniki dziewczątka wręcz się poprawiły...

                                        to wynik tego że zle kontrolowali swoje dzieci i słabo gonili do nauki . inacze
                                        > j gimnazja złej dzielnicy były by super , bo tam przecież żadko który rodzic
                                        > goni do nauki w podstawówce.
                                        Akurat u nas podstawówki są teoretycznie najlepsze w Polsce...
                                        • jotde3 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 12:08
                                          morekac napisała:

                                          > Ja tam nie goniłam. A akurat wyniki dziewczątka wręcz się poprawiły...
                                          >
                                          > to wynik tego że zle kontrolowali swoje dzieci i słabo gonili do nauki . inacze
                                          > > j gimnazja złej dzielnicy były by super , bo tam przecież żadko który rod
                                          > zic
                                          > > goni do nauki w podstawówce.
                                          > Akurat u nas podstawówki są teoretycznie najlepsze w Polsce...

                                          chcesz swoim indywidualnym przykładem zamieść argument o braku poprawy w gimnazjach uczniów których nikt do nauki nie gonił ? i nie goni ? wystarczy spojrzeć na ewd . sytuacja sie polaryzuje . ci słabi których do nauki nikt nie gonił odstaja coraz bardziej .
                                          • jakw Re: a może to ma sens? 15.12.12, 23:17
                                            To nie jest indywidualny przykład tylko przykład gimnazjum w dzielnicy z podstawówkami o wynikach sprawdzianu najlepszych w Polsce.
                                            A ja dodam, że w gimnazjum prywatnym, do którego uczęszcza moje dziecię, a rodzicieli raczej trudno posądzać o niezwracanie uwagi na wyniki szkolne i zachowanie dzieci, tzw. "leserzy" zdarzają się jak najbardziej.
                                            A EWD absolutnie nic nie mówi o gonieniu czy niegonieniu konkretnego ucznia do nauki. Na dokładkę EWD w skali kraju jest i tak równe 0 więc nie wiem czy można tu mówić o postępującej polaryzacji.
                              • makurokurosek Re: a może to ma sens? 09.12.12, 22:02
                                Uczenie do przodu jest szkodliwe z jednego ważnego powodu zabija wiarę w swoje możliwości, kreatywność i pewność siebie. Wszystko sukcesy które dziecko osiąga, według dziecka osiąga tylko dzięki nauce do przodu. Nawet jeżeli dziecko jest kreatywne i inteligentne uczenie go do przodu zamiast rozwijania zainteresowań, zabija w nim umiejętność kombinowania, wykorzystania posiadanej wiedzy. W efekcie pozbawiasz dziecko szansy na rozwój kreatywności i przygotowujesz go do prac odtwórczych. Najgorsze jest to, że wiele dzieci nie wytrzymuje presji, bo takie uczenie ma jeden cel " masz być najlepszy" i ten przekaz jest dla dziecka bardzo czytelny.
                                • jotde3 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 09:59
                                  makurokurosek napisała:

                                  > Uczenie do przodu jest szkodliwe z jednego ważnego powodu zabija wiarę w swoje
                                  > możliwości, kreatywność i pewność siebie.

                                  no i zapomniałas dodac że i z tego powodu że twoje biedne dziecie nie błyszcze wtedy w klasie .
                                  • makurokurosek Re: a może to ma sens? 10.12.12, 13:10
                                    Mylisz się, po sobie widzę że największym błędem jest branie nauki ambicjonalnie, dlatego własnemu dziecku tłumaczę, że oceny i bycie najlepszym nie jest najważniejsze. Chciałabym aby potrafiła do wielu rzeczy podejść na luzie, bo to naprawdę nie ma znaczenie do ilu dodajesz, ile czasu zajmuje ci mnożenie ważne czy potrafisz z wizualizować swoją wiedzę, czy nie tylko wiesz jak zbudowany jest kondensator ale czy potrafisz go sam zbudować.
                                  • jakw Re: a może to ma sens? 15.12.12, 23:06
                                    A ja myślę, że jest szkodliwe też o tyle, że dziecko nie ma możliwości nauczenia się normalnej pracy na lekcji i w domu. Bo dziecko już nauczone następnej lekcji nie ma potrzeby uważania na to, co mówi nauczyciel, nie ma potrzeby przysiąścia nad książką w domu bo wie że coś musi jeszcze przyswoić. A realnie rzecz biorąc to najdalej w gimnazjum, o ile nie w IV klasie) uczenie lekcji do przodu się skończy - bo nawet przy niepracującym rodzicu nie będzie na to czasu i siły. Czasu i siły nie będzie miało dziecko. Przyjdzie ze szkoły po 6-7 lekcjach, odrobi lekcje (a tu pewnie nie da się przewidzieć wcześniej co dokładnie będzie zadane, więc nie da się tego zrobić dnia poprzedniego -czasu jednak na to trochę zejdzie) i ma zasiąść przerabiać lekcje do przodu na kolejnych 6-7 lekcji? Nawet jeśli dziecię jest zdolne i obdarzone dobrą pamięcią, a rodzic genialnym pedagogiem i na dokładkę umie te wszystkie przedmioty - zajmie to przynajmniej ze 3 godziny. Czyli dziecko zużyje na szkołę i naukę w domu jakieś 11 godzin.A potem ma siedzieć następnego dnia w szkole przez tych parę ładnych godzin i udawać , że jest takie genialne? Rodzic z kolei też zużyje na taką naukę sporo godzin: na przygotowanie się i na pracę z dzieckiem. Przecież wtedy to siedzenie w szkole to jest potworna strata czasu. Lekcje są właśnie po to, żeby z nich jak najwięcej skorzystać. Dziecko nauczone przez rodzica wcześniej nie ma szans na to, żeby to odkryć.
                                    • olena.s Re: a może to ma sens? 16.12.12, 10:33
                                      Potwierdzam z całegio serca! Mam dziecko w klasie czwartej polskiej i robimy w domu moooocno ograniczoną (do polskiego, historii, przyrody) internetową szkołą polską. Przerobienie tygodniowej porcji lekcji - przerobienie, a nie nauczenie się - zabiera jakieś 6-7 godzin. A gdzie jeszcze cała reszta, z informatyka, religia, językiem obcym, matmą? Nadambitny rodzic w klasie czwartej potrzebowałby pewnie minimum ze 12 godzin, i to w układzie dostosowanym do planu zajęć szkolnych.
                                      • jakw Re: a może to ma sens? 16.12.12, 10:42
                                        olena.s napisała:

                                        > Nadambitny rodzic w klasie czwartej potrzebowa
                                        > łby pewnie minimum ze 12 godzin, i to w układzie dostosowanym do planu zajęć sz
                                        > kolnych.
                                        A w gimnazjum to rodzic pewnie musiałby sobie jeszcze to i owo odświeżyć. Ja np. nie ogarniam wogóle gimnazjalnej chemii - w takiej sytuacji musiałabym się najpierw sama trochę nauczyć. Na szczęście douczanie panny nie jest potrzebne.
                                      • morekac Re: a może to ma sens? 16.12.12, 10:47
                                        Dlatego - jeśli już ktoś ma takie podejście do szkoły - znacznie lepiej byłoby uczyć dziecko w systemie homechoolingu... a nie marnować czas swój i dziecka w durny sposób.
                                    • jotde3 Re: a może to ma sens? 17.12.12, 09:40
                                      jakw napisała:

                                      > A ja myślę, że jest szkodliwe też o tyle, że dziecko nie ma możliwości nauczen
                                      > ia się normalnej pracy na lekcji i w domu. Bo dziecko już nauczone następnej le
                                      > kcji nie ma potrzeby uważania na to, co mówi nauczyciel, nie ma potrzeby przysi
                                      > ąścia nad książką w domu bo wie że coś musi jeszcze przyswoić.

                                      jeśli tylko lekcje do przodu to moze nie tyle nauczone w domu , co jedynie poduczone z lekka żeby wiedziało co i jak a jeśli lata do przodu z części przedmiotów to na pozostałej części nauczy sie tego o czym mówisz ,faktycznie jeśli by było na lata do przodu nauczone wszystkiego to mogło by tak być jak piszesz .

                                      A realnie rzecz
                                      > biorąc to najdalej w gimnazjum, o ile nie w IV klasie) uczenie lekcji do przodu
                                      > się skończy -

                                      przez rodziców chyba tak , pytanie czy wzór przygotowywania sie do lekcji(zadań ) wcześniej kiedyś zaowocuje ? myśle że skoro to nasze genetyczne potomstwo przez nas nauczone to jest na to duża szansa.
                                      • jakw Re: a może to ma sens? 18.12.12, 14:19
                                        jotde3 napisał:
                                        > jeśli tylko lekcje do przodu to moze nie tyle nauczone w domu , co jedynie podu
                                        > czone z lekka żeby wiedziało co i jak a jeśli lata do przodu z części przedmiot
                                        > ów to na pozostałej części nauczy sie tego o czym mówisz ,faktycznie jeśli by b
                                        > yło na lata do przodu nauczone wszystkiego to mogło by tak być jak piszesz .
                                        To rozbija się o kwestię co znaczy poduczyć. Samo przeczytanie podręcznika przed początkiem roku szkolnego nikomu nie zaszkodzi. Regularne normalne uczenie się od A do Z choćby 2 lekcji naprzód mogłoby już spokojnie zaszkodzić.


                                        > przez rodziców chyba tak , pytanie czy wzór przygotowywania sie do lekcji(zadań
                                        > ) wcześniej kiedyś zaowocuje ?
                                        Nie wiem , nie uczę dzieci do przodu. Wiem, że na pewno sprawdza się:
                                        a) uważanie na lekcji
                                        b) systematyczne odrabianie lekcji nie tych do przodu, ale tych,które już były
                                        I mam wrażenie, że permamentne uczenie dziecka do przodu choćby i 1-2 lekcje może kłócić się przynajmniej z punktem a.
                                        • jotde3 Re: a może to ma sens? 19.12.12, 08:27
                                          jakw napisała:
                                          Regularne normalne uczenie si
                                          > ę od A do Z choćby 2 lekcji naprzód mogłoby już spokojnie zaszkodzić.

                                          niewiem jak pisałem wcześniej myslałem raczej o zwykłym "poduczeniu " a nie o kuciu na blache każdej pierdoły.

                                          > Nie wiem , nie uczę dzieci do przodu. Wiem, że na pewno sprawdza się:
                                          > a) uważanie na lekcji
                                          > b) systematyczne odrabianie lekcji nie tych do przodu, ale tych,które już były
                                          > I mam wrażenie, że permamentne uczenie dziecka do przodu choćby i 1-2 lekcje mo
                                          > że kłócić się przynajmniej z punktem a.

                                          "permamentne" być może , jak wyżej pisałem nie o czymś takim myslałem a raczej o zapoznaniem sie z tematem .
                            • jotde3 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 09:54
                              morekac napisała:

                              > naukę uważam za obowiązek dziecka.
                              > No, to ty uważasz. Ale czy dziecko też tak będzie sądzić, skoro to mama ma taki
                              > e parcie na dobre stopnie i zasiada z dzieckiem nad lekcjami, czy dziecko tego
                              > potrzebuje czy nie?

                              tak ,dziecko też tak zacznie sądzić , nazywa sie to socjalizacją . wartości rodziców zostają przyjęte u zblizonego przecież do nich genetycznego potomstwa . i tak u "plo " i u mnie zostanie przyjęta wartośc pracy dla przyszłych korzyści i uczenia tego dzieci a u ciebie i innych nie .

                        • olena.s Re: a może to ma sens? 09.12.12, 13:55
                          A, tak.
                          Tylko co innego przelecenie podłogi ze szmatą 2x na tydzień po 30 minut (no i rownouprawnienie, mam nadzieję, będzie się rozwijać, ale to inna kwestia), a całkiem co innego przez 40 lat, po 8 godzin dziennie robić nie to, co sprawia człowiekowi przyjemność.
                          Ale oczywiście - rób, jak uważasz.
                          Ja będę także robiła tak, ja mi się wydaje najsłuszniejsze.
                    • mama303 Re: a może to ma sens? 09.12.12, 18:11
                      tyle że często to są ambicje i budowanie zewnetrznego profilu przez rodziców, którzy mają ambicje co do dziecka i je realizują nie zważając zbytnio ani na potrzeby, ani mozliwosci rzeczywiste dziecka.
                    • mama303 Re: a może to ma sens? 09.12.12, 18:15
                      plo_11 napisała:

                      > > Takie schizy przechodzą z pokolenia na pokolenie...
                      >
                      > Ale jakie schizy? Bo mam wrażenie, że chyba odbieglysmy trochę od tematu.
                      No takie, że dziecko obowiązkowo ma błyszczeć od I klasy czy mu na tym zalezy czy nie.
                      • plo_11 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 11:20
                        > > Ale jakie schizy? Bo mam wrażenie, że chyba odbieglysmy trochę od tematu.
                        > No takie, że dziecko obowiązkowo ma błyszczeć od I klasy czy mu na tym zalezy
                        > czy nie.
                        takie schizy przenosza się z pokolenia na pokolenie, bo może dobrze uczący się ludzie i przekazują swoje geny potomkom, a te geny produkują kolejne dobrze uczące się pokolenie?

                        W Twojej wypowiedzi (moim zdaniem) przebija się duże lekceważenie dla nauki i ludzi dobrze uczących się. A tylko dzięki grupie 'mózgowców' , jednych poświecających się nauce wieki temu, innych z dużym prawodpodobisństwem nieobijających się w szkole, możemy rozmawiaać przez Internet, korzystać z komputera, telefonu, telewizji, leczyć się, latać samolotem, w kosmos, zdobywać wiedzę itd. itp.
                        Cała reszta to tylko szara masa ludzików korzystających z pracy mózgów innych.
                        • olena.s Re: a może to ma sens? 10.12.12, 11:27
                          A tylko dzięki grupie 'mózgowców' , jednych poświecaj
                          > ących się nauce wieki temu, innych z dużym prawodpodobieństwem nieobijających s
                          > ię w szkole, możemy rozmawiaać przez Internet,
                          Tak, ale to raczej nie byli wzorowi uczniowie z celującymi od góry do dołu, kórzy na te celujące pracowali z rodzicami o lekcję do przodu aby udawać zdolniejszych/mądrzejszych/światlejszych niz w rzeczywistości.
                          • jotde3 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 11:35
                            olena.s napisała:

                            > A tylko dzięki grupie 'mózgowców' , jednych poświecaj
                            > > ących się nauce wieki temu, innych z dużym prawodpodobieństwem nieobijają
                            > cych s
                            > > ię w szkole, możemy rozmawiaać przez Internet,
                            > Tak, ale to raczej nie byli wzorowi uczniowie z celującymi od góry do dołu, kór
                            > zy na te celujące pracowali z rodzicami o lekcję do przodu aby udawać zdolniejs
                            > zych/mądrzejszych/światlejszych niz w rzeczywistości.

                            może i masz tu racje ale czy taki jest nasz cel w wychowaniu ? czy chcemy mieć dzieci wybitnych naukowców czy takie co umieją dać sobie rade w życiu znależć partnera z właściwymi genami i to co dostali przekazać naszym wnukom smile zostawiając wiekszość dzieci bez nadzoru zmniejszymy a nie zwiekszymy ich szanse na to .
                            • olena.s Re: a może to ma sens? 10.12.12, 11:46
                              No ale przeciez tu nie spieramy się o to, czy rodzice powinni troszczyć sie o dzieci i wspierac je w nauce/rozwoju, tylko o to, czy konkretne zachowanie (uczenie o jedną lekcję do przodu) jest zachowaniem sensownym czy nie, i czy słusznie naraża stosujących je rodziców na krytykę otoczenia.
                              Ja uważam, że tak, ale zauważ, nie czepiam się rodziców, którzy we własne ręce biorą okreslony przedmiot - angielski, jak ktoś wyżej, czy matematykę, jak ty. Bo o ile pewnie taki rodzic przeciętnemu nauczycielowi nieco utrudni zycie, o tyle jest szansa, że zaszczepi zainteresowanie swojemu dziecku i nauczy go czegos, czego szkoła ze swoimi ograniczeniami by mu nie dała. Jednoczesnie może też dobrze wpłynąć na inne dzieci, które zobaczą kolegę, który jest świetny w jakiejś dziedzinie i który wkłada pracę, aby tę świetność uzyskać. Zysk wychowawczy dla wszystkich.
                              Za to rodzic uczący dla tombakowego lśnienia na lekcji wychowawczo wpływa źle, a i własnemu dziecku niczego cennego nie daje.
                              • jotde3 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 11:57
                                olena.s napisała:
                                > No ale przeciez tu nie spieramy się o to, czy rodzice powinni troszczyć sie o d
                                > zieci i wspierac je w nauce/rozwoju, tylko o to, czy konkretne zachowanie (ucze
                                > nie o jedną lekcję do przodu) jest zachowaniem sensownym czy nie, i czy słuszni
                                > e naraża stosujących je rodziców na krytykę otoczenia.

                                napisałem wcześniej w kontekście o którym piszesz że o 1 do przodu też dobrze ale lepiej o wiele lat do przodu a potem rowineła sie dyskusja miedzy nami o tym "co chce uzyskać " itd wiec jesi odeszłem od tematu to nie sam wink
                                wracając teraz do 1 lekcji do przodu to i to może być dobry sposób jeśli nauczycielka tego nie przetnie i pozwala na to , chwali . z conajmniej 2 powodów : 1) dziecko pracując z wyprzedzeniem uczy sie że warto coś zrobić wcześniej 2) dziecko dokonuje autoselekcji lokujac sie wyżej i nabiera wiary w siebie .
                                oczywiście np. sprawdziany z dłuzszego okresu mogą zachwiac ten obraz , ale coś z tego jednak bedzie .


                                > Za to rodzic uczący dla tombakowego lśnienia na lekcji wychowawczo wpływa źle,
                                > a i własnemu dziecku niczego cennego nie daje.

                                i to lsnienie jek pisałem wyżej może dać wiare i chęc do nauki . dziecko zauważa że zbiera "głaski " za nauke wiec ... wink
                            • morekac Re: a może to ma sens? 10.12.12, 11:51
                              czy takie co umieją dać sobie rade w życiu znależć partnera z właściwymi genami i to co dostali przekazać naszym wnukom
                              I tak wybierze ci empatyczną blondynę z dużym biustem, a nie inteligentną dziewoję o zerowej inteligencji emocjonalnej.
                              • jotde3 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 12:00
                                morekac napisała:

                                > I tak wybierze ci empatyczną blondynę z dużym biustem, a nie inteligentną dzie
                                > woję o zerowej inteligencji emocjonalnej.

                                z biustem na kochanke wink heheh. uwierz mi jak przychodzi do wyboru partnera na całe życie priorytety mężczyzn sie zmieniają smile

                                • morekac Re: a może to ma sens? 10.12.12, 13:03
                                  Hehe,a kto teraz wybiera na całe życie? No i o czym ma świadczyć twój jednostkowy przykład, skoro jednak większe statystycznie wzięcie mają raczej blondyny z biustem i wielkim sercem, a nie wybitne intelektualistki zimne jak lód...
                                  Poza tym dzieci to można mieć z kobietą niezależnie od jej intelektu.
                                  BTW: rozumiem, że wybrałeś intelektualistkę bez względu na jej urodę i inne zalety (bądź wady) charakteru ... a i tak dziecko ci wyszło intelektualnie całkiem zwykłe, skoro musisz je jeszcze douczać...
                                  • jotde3 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 13:16
                                    morekac napisała:
                                    > Hehe,a kto teraz wybiera na całe życie?

                                    wybiera sie na całe zycie a potem ma sie tego owoce , jak sie żle wybierze to i rozbitą rodzine .

                                    No i o czym ma świadczyć twój jednostko
                                    > wy przykład,

                                    przykład nie był jednostkowy skoro czytałem o badaniach preweferencji z których to wynikało .

                                    skoro jednak większe statystycznie wzięcie mają raczej blondyny z
                                    > biustem i wielkim sercem, a nie wybitne intelektualistki zimne jak lód...

                                    maja wieksze wzięcie u szczylów do łóżka ale już nie żeby sie z taka pokazać na balu maturalnym .

                                    > Poza tym dzieci to można mieć z kobietą niezależnie od jej intelektu.

                                    no i ?


                                    > BTW: rozumiem, że wybrałeś intelektualistkę bez względu na jej urodę i inne zal
                                    > ety (bądź wady) charakteru ...

                                    za wszystko są punktu , wszak wygląd oznacza też wieksze szanse na zdrowie w tym zdrowie dziecka a charakter daje szanse na wychowanie potomstwa we właściwych warunkach emocjonalnych . oczywiście jak kiedys wybierałem to o tym nie wiedziałem , działałem instnktownie a potem dowiedziałem sie jakie są mechanizmy .


                                    , a i tak dziecko ci wyszło intelektualnie całkiem
                                    > zwykłe, skoro musisz je jeszcze douczać...

                                    douczam do ogólnopolskich konkursów matematycznych w których ma bardzo dobre wyniki a nie by miało w szkole 6 . wiec nie wiem czy jest takie zwykłe smile
                          • plo_11 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 11:49
                            > A tylko dzięki grupie 'mózgowców' , jednych poświecaj
                            > > ących się nauce wieki temu, innych z dużym prawodpodobieństwem nieobijają
                            > cych s
                            > > ię w szkole, możemy rozmawiaać przez Internet,
                            > Tak, ale to raczej nie byli wzorowi uczniowie z celującymi od góry do dołu, kór
                            > zy na te celujące pracowali z rodzicami o lekcję do przodu aby udawać zdolniejs
                            > zych/mądrzejszych/światlejszych niz w rzeczywistości.
                            Zapewne nie, dawniej faktycznie chyba nikt tak nie niańczył dzieci jak niańczy się teraz. Ale dawniej byly inne czasy.
                            Poza tym - co z tego? Jeśli taka dziewczynka błyszczy w klasach początkowych w podstawówce i JEST zdolna, błyszczeć będzie i w dalszych klasach, czy tego chcesz czy nie. Matka ją tylko bardziej zachęci do nauki. Zachęcą się też może inne ambitne dzieciaki, które będą uważały, że są lepsze od niej i będą chciały to pokazać. Leniuchom dziewczynka nie zaszkodzi, leniami pozostaną.
                            Jeśli zaś blyszczy a nie jest zdolna.. błyszczeć przestanie jak przyjdzie trudniejszy materiał. I tyle. Są przecież sprawdziany i kartkówki, które dają równe szanse każdemu dziecku. Umiesz - piszesz dobrze, masz dobrą ocenę. Nie umiesz - nie piszesz dobrze, dostajesz gorszą ocenę.

                            Gdzie tu Twoja osobista strata?
                            Wierz mi - znacznie gorsza sytuacja jest gdy w klasie się obiboki i Twojemu dziecku to właśnie się bardziej podoba...
                        • morekac Re: a może to ma sens? 10.12.12, 11:45
                          tylko dzięki grupie 'mózgowców' , jednych poświecaj
                          > ących się nauce wieki temu, innych z dużym prawodpodobisństwem nieobijających s
                          > ię w szkole, możemy rozmawiaać przez Internet, korzystać z komputera, telefonu,
                          > telewizji, leczyć się, latać samolotem, w kosmos, zdobywać wiedzę itd. itp.
                          To raczej nie były egzemplarze uczące się lekcję do przodu, tylko egzemplarze zafiksowane na swojej pasji i często wręcz przez te pasję zawalające inne sprawy. Wizjonerzy.
                          • plo_11 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 12:00
                            > To raczej nie były egzemplarze uczące się lekcję do przodu, tylko egzemplarze z
                            > afiksowane na swojej pasji i często wręcz przez te pasję zawalające inne sprawy
                            > . Wizjonerzy
                            Tak, ale w ostatnich kilkudziesięciu latach zmienił się sposób uprawiania nauki, i to bardzo. Nie ma już potrzeby obserwowania jablka spadającego na ziemię czy wyskakiwania z wanny (celem odkrycia prawa Archimedesa wink), dzisiaj nie masz dwudziestu lat na żmudne obserwacje czy żmudne obliczenia, nie trzeba odkrywać rzeczy fundamentalnych, bo bierzesz książkę i zarówno podstawy jak i cała skomplikowana wiedza już w nich jest. Podstaw i tego co zostało już odkryte - trzeba się wpierw nauczyć. W szkole. Inaczej w wieku dojrzałym Ty może odkryjesz hmm... już odkryte Prawo powszechnego ciążenia i nikt Twojego wielkiego odkrycia nie zauważy, a Twój kolega, szkolny zakuwacz, np. lek na którąś z obecnie nieueleczalnych chorób.
                            • morekac Re: a może to ma sens? 10.12.12, 13:22
                              I cały czas liczą się ludzie, którzy mają pomysły i idee, a nie ci, którzy mają nieskończoną cierpliwość do dziubania - owszem, tacy sprawdzaja się jako technicy laboratoryjni...
                              • jotde3 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 13:26
                                morekac napisała:
                                > I cały czas liczą się ludzie, którzy mają pomysły i idee, a nie ci, którzy mają
                                > nieskończoną cierpliwość do dziubania - owszem, tacy sprawdzaja się jako techn
                                > icy laboratoryjni...

                                chcesz wychować edisona wink huheheheh
                                mozna mieć nadzieje na wychowanie menadżera projektu z dochodami 20 tys mieś. , no może prezesa . reszta to albo koneksje albo przypadek na który sami nie mamy wpływu.
                                • plo_11 Re: a może to ma sens? 10.12.12, 14:13
                                  > chcesz wychować edisona wink huheheheh
                                  > mozna mieć nadzieje na wychowanie menadżera projektu z dochodami 20 tys mieś. ,
                                  > no może prezesa . reszta to albo koneksje albo przypadek na który sami nie ma
                                  > my wpływu.
                                  nie wiem kogo chcecie w taki sposób wychować ale nawet manager projektu musi trochę podłubac, a życie naukowców to godziny własnoręcznego dziubania i to często bez żadnej satysfakcji. Podobnie artysta (malarze, rzeżbiarze,pisarz itp.) spedza długie godziny na dziubaniu. Samym pomysłem to chyba prezes-właściciel firmy może życ,podwarunkiem, że już wszystko tak ustawione, że można tylko pomysłami rzucać.
                                  Zapędzamy się w tej swojej nowoczesności. Mama z tatą byli be, bo kazali nam sprzątać, uczyc się i wracać o 20 do domu, to my teraz wychowamy nasze dzieci w zupełnej swobodzie. Jak czegoś nie chcą, to nie muszą. My będziemy najlepszymi rodzicami pod słoncem, a to, że potem nasze dorosłe dzieci będą miały kłopot w odnalezieniu się w rzeczywistości to już nie bedzie nasz problem.
                                  • morekac Re: a może to ma sens? 10.12.12, 14:36
                                    a życie naukowców to godziny własnoręcznego dziubania i to częst
                                    > o bez żadnej satysfakcji. Podobnie artysta (malarze, rzeżbiarze,pisarz itp.) s
                                    > pedza długie godziny na dziubaniu.
                                    Nadłubią się jeszcze, nie muszą dłubać od kołyski. Im człowiek starszy, tym bardziej do tego dłubania przystosowany, bo cierpliwość z wiekiem wzrasta. Naprawdę nie trzeba dołować dzieci powtarzaniem "Zobaczysz, jak to jest być dorosłym - tylko zapieprz i zapieprz."
                                    • jotde3 Re: a może to ma sens? 11.12.12, 10:24
                                      morekac napisała:

                                      > a życie naukowców to godziny własnoręcznego dziubania i to częst
                                      > > o bez żadnej satysfakcji. Podobnie artysta (malarze, rzeżbiarze,pisarz it
                                      > p.) s
                                      > > pedza długie godziny na dziubaniu.
                                      > Nadłubią się jeszcze, nie muszą dłubać od kołyski. Im człowiek starszy, tym bar
                                      > dziej do tego dłubania przystosowany, bo cierpliwość z wiekiem wzrasta. Naprawd
                                      > ę nie trzeba dołować dzieci powtarzaniem "Zobaczysz, jak to jest być dorosłym -
                                      > tylko zapieprz i zapieprz."

                                      musze sie zgodzić , co nie znaczy że nie nalezy gonić do roboty , tylko mądrze , umiarkowanie , z czasem na relaks i raczej do rozwiązywania zadań niż do przepisywania tekstu .
                                • joannab-o Re: a może to ma sens? 10.12.12, 15:10
                                  >
                                  > chcesz wychować edisona wink huheheheh
                                  W każdym wątku przekonujesz, że Twoje dziecko to żaden Einstein, że leniwe, że bez kija i marchewki nie podchodź, że pasje to nie dla niego.
                                  Jest pewne, że syn już tak właśnie o sobie myśli, bo szczere przekonania rodzica są dla dziecka czytelne niezależnie od ewentualnych prób ich ukrycia. I nie przeskoczy tego, a jeśli kiedyś mu się uda, to za późno. A może właśnie byłby Einsteinem.
                                  • jotde3 Re: a może to ma sens? 11.12.12, 10:16
                                    joannab-o napisała:
                                    > > chcesz wychować edisona wink huheheheh
                                    > W każdym wątku przekonujesz, że Twoje dziecko to żaden Einstein, że leniwe, że
                                    > bez kija i marchewki nie podchodź, że pasje to nie dla niego.
                                    > Jest pewne, że syn już tak właśnie o sobie myśli, bo szczere przekonania rodzic
                                    > a są dla dziecka czytelne niezależnie od ewentualnych prób ich ukrycia. I nie p
                                    > rzeskoczy tego, a jeśli kiedyś mu się uda, to za późno. A może właśnie byłby Ei
                                    > nsteinem.

                                    nie przekonuje że pasje to nie dla niego a mówie że teraz to żadnej niema i niezamierzam czekać z jego rozwojem aż sie pojawi bo umiejętność mądrej rzetelnej nakierowanej na cel pracy jest potrzebna zawsze , czy ta pasje sie pojawia czy nie . ponadto "pasje " uważam za przereklamowaną , można kosić kaske i dobrze wychowac dzieci i być szczęśliwym bez tego co sie za nią uważa .
                              • olena.s Re: a może to ma sens? 10.12.12, 15:55
                                Mam wrażenie, że cos w połowie XIX wieku padł pomysł zaprzestaia inwestycji w nauke, jako ze zdaniem autora tego apelu, wszystko (tak! wszystko!) zostało juz wymyślone.
                        • nika_j Re: a może to ma sens? 10.12.12, 19:31
                          Zawdzięczamy to głównie ludziom twórczym. I bardzo rzadko jest to tożsame z bardzo dobrym, pilnym uczniem i prymusem. Raczej to kwestia zdolności połączonej z pomysłowością. Prymusi również później na uczelniach są raczej tylko wyrobnikami, odkryć dokonują ci mniej pilni, za to chętnie puszczający swój umysł na własne, niezależne ścieżki.
                          zpppblonie.pl/2012/03/dlaczego-dzieci-zdolne-sa-dziecmi-o-specjalnych-potrzebach-edukacyjnych/
                          Warto rozwijać zdolności i zachęcać do pokonywania trudności, rzecz jasna. Ale uczenie dziecka od małego, że robieniem jednej lekcji do przodu osiągnie sukces, to pomyłka. To działa tylko w szkole, w życiu nie da się przerobić lekcji do przodu. Takie dziecko czeka ciąg porażek, jak tylko wyjdzie z systemu klasowego.
                          • olena.s Re: a może to ma sens? 10.12.12, 20:57
                            To działa tylko w szkole, w życiu nie da się przerobić lekcji do
                            > przodu.
                            Bo w ogóle jesteśmy, mysle, troche zafiksowani na szkole w jej obecnej formie, i mamy skłonnośc do prognozowania życiowego sukcesu w tych kategoriach. A przecież dorosłe życie zawodowe wyglada zupełnie inaczej. Nie ma klasówek ani testów, niekoniecznie są jednoznaczne oceny, jest praca zespołowa, i tak dalej, i tak dalej.
                            • jotde3 Re: a może to ma sens? 11.12.12, 09:57
                              olena.s napisała:

                              > To działa tylko w szkole, w życiu nie da się przerobić lekcji do
                              > > przodu.
                              > Bo w ogóle jesteśmy, mysle, troche zafiksowani na szkole w jej obecnej formie,
                              > i mamy skłonnośc do prognozowania życiowego sukcesu w tych kategoriach. A przec
                              > ież dorosłe życie zawodowe wyglada zupełnie inaczej. Nie ma klasówek ani testów
                              > , niekoniecznie są jednoznaczne oceny, jest praca zespołowa, i tak dalej, i tak
                              > dalej.

                              da sie przerobić lekcje do przodu , np. jak przygotowujesz swoje cv to nie robisz tego na ostatnią chwile itd. a w życiu jest masa testów itd.
                              • jakw Re: a może to ma sens? 16.12.12, 10:20
                                jotde3 napisał:
                                > da sie przerobić lekcje do przodu , np. jak przygotowujesz swoje cv to nie robi
                                > sz tego na ostatnią chwile itd. a w życiu jest masa testów itd.
                                Ale nie wpisujesz sobie w aktualne cv pracy, o którą się właśnie starasz, prawda?
                                Uczenie się do przodu to jednak trochę coś innego niż wyrabianie w delikwencie obowiązkowości i rzetelnego podejścia do spełniania tych obowiązków.
                                • jotde3 Re: a może to ma sens? 17.12.12, 09:54
                                  jakw napisała:

                                  > jotde3 napisał:
                                  > > da sie przerobić lekcje do przodu , np. jak przygotowujesz swoje cv to ni
                                  > e robi
                                  > > sz tego na ostatnią chwile itd. a w życiu jest masa testów itd.
                                  > Ale nie wpisujesz sobie w aktualne cv pracy, o którą się właśnie starasz, prawd
                                  > a?
                                  > Uczenie się do przodu to jednak trochę coś innego niż wyrabianie w delikwencie
                                  > obowiązkowości i rzetelnego podejścia do spełniania tych obowiązków.

                                  to również to .