muchomorczerwony
11.12.12, 20:05
Po piecioletnim pobycie w UK wrocilam do Polski sama z 2 dzieci(7 i 2lata). starszy syn poszedl do pierwszej klasy, w Anglii bylby w trzeciej,ale na innych zasadach-dzieci nie nosza ksiazek,nauka jest bardzo na luzie. syn uczyl sie pisac i czytac tylko po angielsku (mieszkalam na prowincji,gdzie nie bylo szkolki polskiej, brak dostepu do specjalistow, a jesli znalazlam jakiegos np. logopede, to twierdzil,ze wszytsko gra).
Poniewaz syn trudno sie aklimatyzuje w nowych miejscach, obawialam sie polskiej szkoly-niestety slusznie. trafil do klasy bardzo halasliwej i zywiolowej. po pierwszym dniu w szkole wychowawczyni zlapala mnie i poinformowala,ze syn jest zagubiony(w sensie,ze mam cos z tym zrobic), po czym przy mnie wychwalala innego. potem byly lapanki na korytarzu i opowiesci roznej tresci, glownie jaka to ze mnie zla matka i ze za malo z siebie daję. zlamala mnie, bo codziennie zastanawialam sie,co moge zrobic na rzecz klasy,aby moje dziecko bylo dobrze potraktowane. nigdy nie uslyszalam od niej nic dobrego o swoim dziecku. syn wydawal mi sie wycofany, na uboczu-zamiast wsparcia po tak duzej zmianie, nierzeczywiste oczekiwania pani. nie wspominam juz o ciaglych zebraniach z zastawionymi stolami i wymuszaniu na rodzicach aktywnego udzialu w zyciu klasy.
Poprosilam dyrekcje o zmiane klasy i ta zgodzila sie. zaproponowala mi rozmowe z wychowawca,ale odmowilam. zastrzeglam,ze nie skladam zadnej skargi, ze chce tylko dobra swojego dziecka, ktore jest spokojne i choc bardzo uzdolnione,to w poczatkowym etapie potrzebuje duzo wsparcia. syn poszedl do innej klasy i po 2 tygodniach z powrotem byl soba, mnie niikt nie oczernia, nie napada na korytarzu. decyzja wydaje sie sluszna,ale czasem zastanawiam sie,czy dobrze postapilam..to jednak ta sama szkola, panie sie znaja,a poprzednia wychowaczyni wrogo na mnie patrzy i nie odpowiada "dzien dobry".
jakie jest Wasze zdanie?