jagabaga92
31.01.13, 08:15
Od pewnego czasu syn (II klasa) opowiada, że razem z koleżanką wycierał stoliki na stołówce, ustawiał krzesła, myli mopem podłogę, inne dzieci wycierają tablicę itp. Syn za swoją pracę dostaje jabłko lub wafelka. Na zebraniu rodziców wychowawczyni wyjaśniła, w czym rzecz - szkołom gmina obcięła budżet, w związku z czym na całą szkołę została jedna pani sprzątaczka, a były trzy. Mój syn lubi takie prace i angażował się w pomoc również wcześniej, ponadto ten wafelek i/lub jabłko bardzo motywują do tego, by porządkować stołówkę także następnego dnia. Nie mam nic przeciwko wciąganiu dzieci w pomoc "gospodarczą", ale wkurza mnie, że dzieci są "wyzyskiwane" (bo jak inaczej nazwać zwolnienie sprzątaczek i "zatrudnianie" dzieci "za wafelka"?). Co będzie, jak dzieciom znudzi się praca za wafelka lub jabłko? Będą ustalane dyżury uczniowskie do sprzątania?? Wyżaliłam się...