mantha
15.04.13, 10:20
czytam sobie watki o chorobach, tyciu dzieci, itp itd i wychodzi na to, ze w zasadzie z jedzenia zostaje woda i lebioda.
Na razie moja corka jest jedynie bezglutenowa, ale jak wszyscy wiemy to: mleko, drób (no chyba, ze wlasnorecznie wyhodowany), jajka, cukier zatem slodycze, tluszcze - nalezy na wszelki wypadek odstawic.
nie macie wrazenia, ze po prostu nie ma co jesc, albo pol zycia kreci sie wokol: zdobywania, przerabiania, bilansowania jedzenia?
straszne to jest, to taka moja reflekcja luzna, bo w zasadzie nie oczekuje rad i porad, meczy mnie to, choc nie zamierzam wpadac w paranoje...