alfa36
18.04.13, 12:23
Moj pierwszoklasista dostaje raz w miesiacu/raz na 3 tygodnie listę slowek do nauczenia. Każda lista to 30- 40 slówek. Potem jest sprawdzian. Po pierwszym okresie był sprawdzian z wszystkich wczesniej nauczonych slowek. Agnielskiego dziecko ma 2 godziny w tygodniu, nie chodzi na zajęcia dodatkowe z tego języka. I pytanie: jaki jest sens nauki słówek? Czy rzeczywiscie dzieci są na tyle chłonne, że będą te słówka pamiętały "na zawsze"? Sama, jako rodzic, czuję sie coraz bardziej obciążona nauką mojego dziecka. Jak dla mnie to jest tego bardzo dużo i juz nie ogarniam (oprocz słówek są rymowanki, czytanki). Mam wrażenie, że moje dziecko uczy sie w ten sposób, że jak angielski to z mamą (bo sam jeszcze do niedawna nie potrafił czytać). Podzielcie sie proszę swoimi spostrzeżeniami. Tak ma być, ze własciwie czyni się odpowiedzialnego rodzica? Jak przekłada sie na przyszłosć dziecka- nie zniechęci się? Dodam, ze nauczycielka jest osobą solidną. Ja mam dość, tego jest dla mnie za dużo. Moje dziecko z ogromnym wysiłkiem zapamiętuje angielski, choć z niczym innym problemów nie ma. Co sądzicie?