Dodaj do ulubionych

Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społecznie?

04.06.13, 13:14
Mój syn z innymi dziećmi w parafii przygotowywał się w tym roku do I komunii. Była to "zbieranina" dzieci chodzących do 5 szkół, w tym kilkoro dzieci było ze szkoły prywatnej. Długo nie wiedziałam, które dziecko do jakiej szkoły chodzi (z wyjątkiem kilku). Zauważyłam, że niektóre z tych dzieci zachowywały się dziwnie jak na 9-latki, tzn. "kleiły się" do rodziców, nie potrafiły zapamiętać kolejności czynności (co, kiedy, które, po kim, w jaki sposób ma wyjść z ławki, ustawić się itp.), nie zapamiętywały też tego, co mówi do nich ksiądz, były rozkojarzone, a po próbach nie bawiły się z innymi dziećmi, które przecież też w większości nie znały się, a jednak dogadały się w try miga. Potem okazało się, że wszystkie z tych "dziwnych" dzieci chodzą do szkoły prywatnej (na dodatek do tej samej klasy) i naszła mnie taka refleksja - czy szkoły prywatne zubażają dzieci społecznie? Macie jakieś spostrzeżenia na ten temat?
Obserwuj wątek
    • mama-ola Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 04.06.13, 13:41
      Trochę daleko idą te Twoje wnioski... Na podstawie kilkorga dzieci już takie podsumowanie?

      Moja koleżanka zapisała dziecko do prywatnej szkoły, bo uważała, że jej syn jest taki delikatny i wrażliwy, nie znosi krzyków. Na zebraniu się dowiedziała, że inni rodzice mieli identyczne powody - zdanie "bo on jest taki wrażliwy" padało nader często. Tak więc niekoniecznie szkoła zubożyła; szkoła mogła tylko zebrać takie egzemplarze.
    • aniask_mama Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 04.06.13, 13:45
      Zauważyłam wręcz odwrotniesmile Mój syn chodzi do szkoły społecznej to prawie jak prywatna. Ma większa odwagę w wyrażaniu swojego zdania, absolutnie się 'nie klei', nie jest wycofany i nie ma problemów z zabawą z innymi dziećmi (jeździ sam na kolonie).
      Natomiast fakt: jest uboższy społecznie i nie bardzo rozumie, że są dzieci biednejsze czy nawet bardzo biedne, czy zaniedbane po prostu - które trafiają się w publicznej podstawówce, a w płanych szkołach raczej nie... Innymi słowy nie widzi przekroju społecznego sad
      Oczywiście uchodzi mu na sucho wiele zachowań, które raczej w szkole publicznej są mniej akceptowalne... zresztą całej szkole, nie tylko jemu... W klasie kilku-kilkunastoosobowej może być większy luz niż w 25-30.
      • ewa_mama_jasia Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 04.06.13, 14:12
        Oczywiście uchodzi mu na sucho wiele zachowań, które raczej w szkole publicznej
        > są mniej akceptowalne... zresztą całej szkole, nie tylko jemu... W klasie kilk
        > u-kilkunastoosobowej może być większy luz niż w 25-30.
        A może na odwrót? Ja mam wrażenie, ze w szkole prywatnej jest większa dbałość o zachowanie. Za każdy drobiazg są uwagi - za brak kleju, nożyczek, wyciągniętych książek przed lekcją. Oczywiście mówię na podstawie tylko jednej szkoły i tylko jednego dziecka smile
        Ale fakt, nie zna dzieci biednych. Jak powiedziałam, że są dzieci, które nie mają w domu nawet chleba zapytał, z czym wobec tego biorą kanapki do szkoły sad
        • aniask_mama Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 04.06.13, 14:23
          no widzisz, co szkoła to obyczaj innysmile
          u nas jest mało dzieci, szkole więc zależy na tym, by dzieci wiecej było... a tym samym akceptuje niektóre zachowania sad ... takich uwag za drobiazgi nie ma w ogólesmile

          ostatnio młodemu napisałam sms-a odpisał: mamo, ja mam teraz religię! big_grin fakt, nie zerknęłam w plan lekcji...głupio wyszło...u koleżanki za coś takiego byłaby uwaga i odebranie telefonu, u nas nie jak widać

          przy tym wszystkim szkoła ma wysokie wyniki nauczania wink
          • andaba Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 04.06.13, 14:33
            Wątpię.

            Jezeli już to jest odwrotnie - rodzice, o ile ich na to stać, posyłają do szkół prywatnych dzieci z problemami emocjonalnymi i innymi, bo w takiej szkole mniejsze klasy, łatwiej o uwagę nauczycieli, a może i uchodzi więcej, skoro sie buli? (ale to ostatnie to tylko podejrzenie, mozliwe, że jest akurat odwrotnie, bo to z rejonowej szkoły nie można dziecka wywalić, a z prywatnej można...).
        • mama_kotula Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 04.06.13, 21:58
          ewa_mama_jasia napisała:
          > A może na odwrót? Ja mam wrażenie, ze w szkole prywatnej jest większa dbałość o
          > zachowanie. Za każdy drobiazg są uwagi - za brak kleju, nożyczek, wyciągniętyc
          > h książek przed lekcją. Oczywiście mówię na podstawie tylko jednej szkoły i ty
          > lko jednego dziecka smile

          Dokładnie, u nas tak było. Co sprawiało, że nie wszystkie dzieci wytrzymywały presję. W tym mój syn. Po przeniesieniu do szkoły publicznej, kiedy presja na nienaganne zachowanie się bardzo zmniejszyła, zachowanie syna poprawiło się diametralnie - mniejszy stresor, tak sądzę. Potwierdza to również wychowawczyni.
          W temacie "ubożenia społecznego" - owszem, mogę powiedzieć że tak. Dzieci nie widza przekroju społecznego. Miałam wrażenie jednej kasty, bardzo hermetycznej. Mimo deklarowanej "otwartości" szkoły. O rodzicach nie wspomnę, bo brrrr.

          Moja córka np. w tym roku była bardzo zdziwiona, że w nowej szkole (publiczna rejonówka typu moloch) nie urządza się urodzin tak, jak w starej - czyli nie zaprasza się 20 osób do lokalu, tylko np. 2 koleżanki do domu. A i prezenty nie są za 100-200zł, tylko raczej drobiazgi, nie ma też zwyczaju prezentów składkowych (w poprzedniej szkole dzieci składały się na ipada dla koleżanki na urodziny).
          Moim dzieciom bardziej podoba się w rejonowej szkole.
          • olena.s Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 05.06.13, 00:40
            > W temacie "ubożenia społecznego" - owszem, mogę powiedzieć że tak. Dzieci nie w
            > idza przekroju społecznego. Miałam wrażenie jednej kasty, bardzo hermetycznej.
            > Mimo deklarowanej "otwartości" szkoły. .

            Każdy wybór jest rezygnacją z czegoś innego.
            Decydując się na szkołę publiczną, w jakimś mocno wymieszanym klasowo miejscu, oczywiście rezygnuje się z szerszego przekroju społecznego na rzecz - byc może - lepszego poznania klasy 'ekspercko-średniej'. Ale jednocześnie ani pierwszy, ani drugi wybór nie zapozna dziecka z np. funkcjonowaniem w grupie wzbogaconej o dzieci uposledzone, albo uchodźcze, albo z klasy ciężko bogatej, albo pochodzącej z x narodów, albo w grupie jednolitej płciowo, albo z np. z dominacją chłopską., albo z bardzo zbliżonym IQ i tak dalej.
            • morekac Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 05.06.13, 06:13
              A ja mam pytanie - czy którakolwiek z was wybierała dziecku szkołę pod kątem tego, aby miało szansę poznać cały przekrój społeczny i nie było pod tym względem zubożone? Mnie osobiście takie kryterium nie przyszłoby nawet do głowy: owszem, szkołę można wybierać pod kątem poziomu nauczania, dostępności dojazdowej, wielkości klas (bo zakładamy, że dziecko będzie się lepiej czuło w małej klasie i małej szkole prywatnej), pod kątem uniknięcia dowolnej patologii, która naszym zdaniem czyha w rejonowej podstawówce czy gimnazjum itp. - można zastosować mnóstwo kryteriów, niemniej - czy ktoś posłał dziecko do konkretnej szkoły wyłącznie dlatego, żeby mogło poznać szeroki przekrój społeczny? Brała któraś pod uwagę przede wszystkim to kryterium?
                • morekac Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 05.06.13, 09:22
                  To po cholerę te wszystkie wątki zatroskanych mam, że dziecko z liścia dostaje gdziekolwiek - czy od 14-letniej ciotki, kucharki/nauczyciela czy jest gnębione przez kolegów z klasy (to może się zdarzyć w każdym typie szkoły) ? Dziwne, nie? A przecież dzieciątko uczy się wówczas życia w społeczeństwie...
                  • joa66 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 05.06.13, 09:49
                    Myślę, że nie odkryję Ameryki jeżeli powiem, że dzieci nawet tych samych rodziców, w tej samej szkole, mogą byc zupełne różne, różnie radzic sobie w sytuacjach społecznych, być mniej lub bardziej samodzielne.

                    Znam sporo dzieci i młodzieży ( w tym rodzeństw) z różnych szkół, państwowych i publicznych. I odkryję rzecz nieprawdopodobną - te dzieci nie różnią się specjalnie od siebie. Są wypadkową genów, temperamentu, wychowania, przypadłości ( w tym np chorób) wpływu środowiska rodzinnego, wpływu reszty otoczenia ( w tym szkoły, zajęc dodatkowych itd) i kilku innych rzeczy.

                    Gdyby nie te czułki fosoforyzujące, dzieci ze szkół prywtanych byłyby takie same jak z publicznychwink
                    • kagrami Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 11.06.13, 11:30
                      Ale czy dziecko ze szkoły prywatnej powie, że "Nauczyciele tylko niektózi są dobzi" Jak mi powiedział ostatnio uczen 3 klasy naszej rejonówki - podobno bardzo dobry uczen z tej "lepsze"j klasy w tej szkole..? Może tak mówią rodzice i stąd taka odmiana j.polskiego.

                      Sama nie jestem językowym ekspertem, ale w moich szkołach cos takiego by nie przeszło.

                      Jednak to co piszesz podniosło mnie na duchu!


                      ...czółki - smilesmile
              • ewa_mama_jasia Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 05.06.13, 09:43
                Nie, nie wybierałam dziecku szkoły pod kątem różnorodności przekroju społecznego. A wręcz przeciwnie. Nie zalezało mi, żeby już w zerówce poznało dzieci meneli i chuliganów.
                Zresztą szkoła nie z gatunku przyjmujących wyłącznie dzieci z rodzin bogatych, co to rodzice musza coś szkole zasponsorować. Szkoła prowadzi duchowa adopcję dzieci z Afryki, robi zbiórki na rzecz dzieci ubogich i dla dzieci z Litwy. Aspekt wychowawczy jest realizowany.
                Dla mnie było najważniejsze, że szkoła jest blisko domu, ma dobry poziom zdawalności egzaminów, małe liczebnie klasy i jeden - góra dwa oddziały w roczniku, nauka na jedną zmianę i dość dobry program wychowawczy. W jednym zespole z dobrym, publicznym gimnazjum.
                No i nie bez znaczenia było, ze szkoła katolicka, więc nie bedzie problemów z komunią poza własną parafią (bo co prawda blisko domu, ale parafia inna).
              • b_y Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 05.06.13, 19:40
                morekac napisała:

                > A ja mam pytanie - czy którakolwiek z was wybierała dziecku szkołę pod kątem te
                > go, aby miało szansę poznać cały przekrój społeczny i nie było pod tym względem
                > zubożone?

                Dokładnie. Ja właśnie dzisiaj podpisałam umowę w prywatnej szkole. Córka po pierwszym roku w podstawówce będzie kontunuować naukę w szkole prywatnej od drugiej klasy.
                Pomimo, że wybrałam publiczna placówkę, która jest podobno najlepsza w mieście (zachodu nas kosztowało aby ją przepisać do nie rejonowej szkoły) jestem załamana poziomem nauczania w szkole.. nauczyciele potrafią przez miesiąc nie przychodzić na lekcje, nie są im organizowane żadne zastępstwa tylko siedzą i oglądają bajki przez cały dzień...

                zapisałam do szkoły prywatnej / społecznej bo: mają jedne z najlepszych wyników w nauce w województwie, bo program lekcji i zajęcia dodatkowe są bardzo urozmaicone, bo szkoła jest w idealnej dla nas lokalizacji... jednak do głowy mi nie przyszło myśleć, że dziecko będzie zubożone "społecznie" w takiej szkole - przecież z góry wiadomo, że biedny nie pośle o prywatnej szkoły, bo go na to nie stać...
                jednak ja nadal wychodzę z założenia, że to rodzice są od wychowywania swoich dzieci - a szkoła od uczenia.. i to naszym zadaniem jest "uświadamiać dzieci" w kwestii, że nie wszyscy są bogaci
                • mama_kotula Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 06.06.13, 09:13
                  Cytat
                  ja nadal wychodzę z założenia, że to rodzice są od wychowywania swoich dzieci - a szkoła od uczenia.. i to naszym zadaniem jest "uświadamiać dzieci" w kwestii, że nie wszyscy są bogaci


                  Tylko, że teoretyczne uświadamianie musi mieć pokrycie w praktyce - i nie, nie wystarczy, że co jakiś czas zbierzemy zabawki i słodycze dla biednych dzieci z mopsu.
                  Piszę z przykładu własnego. Moja córka dzieci z rodzin naprawdę biednych poznało dopiero w gromadzie zuchowej i potem w szkole publicznej. Wcześniej owszem, wiedziała, że są dzieci, które nie mają co jeść, że są dzieci, które nie dostają na urodziny zabawek za 3 stówki, ale na zasadzie bohaterów książkowych - są, gdzieś, tam, w świecie, a w klasie jest Kasia, która ma stadninę koni, i Asia, która mieszka w zamku (pałacyku poniemieckim tongue_outtongue_out).
                  Myślę, że to jest na zasadzie uświadomienia sobie, że gdzieś tam są afrykańskie dzieci, które nie mają wody i jedzenia, ale wydaje mi się, że nie zdajemy sobie sprawy z faktycznego stanu, dopóki nie zetkniemy się z nim bezpośrednio na co dzień.

                  Co do poziomu szkolnego - ja też postawiłam kiedyś na prywatną szkołę, bo się dałam nabrać. Szybko zorientowałam się, że czego rodzicu nie nauczysz sam, tego dziecko nie będzie umiało, niezależnie od tego, czy placówka jest prywatna, czy państwowa. I tak moja córka, która do Kangura przygotowywała się w domu, była druga w województwie, w odróżnieniu do koleżanek z byłej klasy, które do konkursu przygotowywały się regularnie na kółku matematycznym (tu jest pułapka - dziecko chodzi na kółko, w związku z czym większość rodziców uznaje, że dziecko jest dobrze przygotowane i oni nie muszą więcej robić) - oczywiście, nie wykluczam tego, że córka jest po prostu zdolniejsza i tyle. W każdym razie uczę dzieci w domu, obydwoje, i uczyłam je również, kiedy chodziły do prywatnej szkoły - tylko teraz mamy na to więcej czasu. Kolejna rzecz - w prywatnej szkole dzieci miały angielski 6h w tygodniu. Niby super, niby wspaniale... ale nadal jest to angielski w grupie. Po 3 latach u syna nie widziałam znaczącego postępu. Postęp widzę po roku angielskiego indywidualnego. Stąd m.in. decyzja o przeniesieniu do rejonówki - w prywatnej były od 7 do 16, nie było czasu ani na zajęcia dodatkowe, ani na naukę w domu. Strata czasu jak dla mnie.
                    • mama_kotula Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 06.06.13, 12:51
                      joa66 napisała:
                      > mamakotula - dzieci moich znajomych z publicznych szkół NIE znają głodny
                      > ch czy niedojadających dzieci. Znają je z telewizji.

                      I to jest argument za szkołą prywatną?
                      Może nie widzą po prostu? Pamiętam, że syn raz, jeszcze będąc w przedszkolu, powiedział mi "a ta Gabryśka to jest żarłok straszny! ona swoją porcję zjada i porcje tych, którzy nie chcieli! a taka chuda". Cóż, ja wiedziałam, że na Gabryśkę w domu rzadko czeka posiłek.

                      Wiesz, Joa, ja nie odsądzam szkół prywatnych od czci i wiary, po prostu _ja_ mam z takową nieciekawe doświadczenia. I dostrzegam różnice - spore - między dziećmi ze szkoły prywatnej, gdzie chodziły moje dzieci i obecnymi kolegami i koleżankami. Nie mówię, że to różnice na minus - nie. Po prostu inność.

                      Zgadzam się jednak z Oleną - w szkole prywatnej nie uświadczysz dzieci z rodzin, gdzie wydanie 600zł na wycieczkę 3-dniową to wybór między zapłaceniem za mieszkanie a jedzeniem na miesiąc. O czymś takim mówię. W szkole publicznej na zebraniu są poruszane kwestie typu "czy 60zł za wycieczkę to nie jest aby za dużo", w szkole prywatnej na zebraniu były poruszane kwestie "jakiej pojemności buteleczki z wodą zamawiamy, bo 0.2 to za mało, a 0.5 za dużo" tudzież "dzieci skarżyły się, że na wycieczce nie było kanałów z kreskówkami w telewizorach w pokojach", nie mówiąc o poruszaniu np. sprawy imprez urodzinowych i prezentów składkowych. I tak, wiem, to jest tylko jedna szkoła prywatna. I wszystko zależy od ludzi, od rodziców przede wszystkim.

                      I to też zależy np. od tego, w jakiej dzielnicy jest szkoła publiczna. Są dzielnice, gdzie będzie więcej tzw. "patologii", są i takie, gdzie bedzie mniej. Sporo zależy od miasta. I tak dalej.

                      Masz w sumie rację, bardziej z problemem biedy/niedożywienia spotkałam sie w ZHP i na koloniach TPD-owskich. Niemniej te dzieci, i te z ZHP, i te z koloni TPD-owskich chodzą gdzieś do szkoły i istnieją.
                      BTW, w naszej szkole jest dodatkowe dożywianie dzieci.

                      Do czego ja w ogóle zmierzam - no zmierzam do tego, że jednak, czy tego chcesz, czy nie, w publicznej szkole będzie szerszy przekrój społeczny, niż w prywatnej. Statystycznie tak będzie. Nawet jeśli w prywatnej są dzieci, na których czesne składa się cała rodzina, to nie będzie to większość, to nie będzie nawet połowa.

                      Druga rzecz była taka - co też zauważyła Olena - w szkole prywatnej wszyscy byli zgodni, przynajmniej w jakimś stopniu, że nauka, edukacja jest ważna. W publicznej przyjaciółka mojej córki twierdzi, że matma to g..o, i jej tata też tak twierdzi a w ogóle to, ze nie umieją matematyki to mają w genach i ona i jej ojciec i w ogóle matma jest nieważna w szkole. A jak ktoś matmę lubi, to kujon jest.

                      Z drugiej strony, kiedyś się zastanawiałam, właściwie po co ma być ten przekrój w prywatnej. Kasia odziedziczy sieć stacji benzynowych po ojcu, Zosia zostanie właścicielką stadniny koni i tak dalej. Oni nie będą obracać się w środowisku, gdzie 300zł to spora dziura w budżecie, niewielką będą mieć styczność na co dzień z klasą społecznie niżej. Najprawdopodobniej będą mieć swoje środowisko, hermetyczne, i inne problemy niż to, czy kupić buty sobie, czy dziecku. Życie. Być może przykre, ale jednak.
                      • joa66 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 06.06.13, 12:58
                        I to jest argument za szkołą prywatną?

                        ????

                        Nie , to jest argument na to, że nawet jeżeli poślesz dzieci do szkoły publicznej, nie dostajesz w pakiecie niedojadających dzieci. To zależy w dużym stopniu od rejonu. W warszawskich warunkach oznaczałoby to np że nie należaloby posyłac dzieci do szkoły rejonowej , tylko wozic do innej , w zaniedbanej dzielnicy, gdzie będzie gwarancja niedojadającego kolegi w klasie.

                      • olena.s Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 06.06.13, 13:04
                        > Z drugiej strony, kiedyś się zastanawiałam, właściwie po co ma być ten przekrój
                        > w prywatnej. Kasia odziedziczy sieć stacji benzynowych po ojcu, Zosia zostanie
                        > właścicielką stadniny koni i tak dalej. Oni nie będą obracać się w środowisku,
                        > gdzie 300zł to spora dziura w budżecie, niewielką będą mieć styczność na co dz
                        > ień z klasą społecznie niżej. Najprawdopodobniej będą mieć swoje środowisko, he
                        > rmetyczne, i inne problemy niż to, czy kupić buty sobie, czy dziecku. Życie. By
                        > ć może przykre, ale jednak.

                        Tu bym się nie zgodziła. Dzieci elit finansowych będą miały nieproporcjonalny do swojej liczebności wpływ na kształt polityki. Byłoby miło, gdyby miały jednocześnie empatię i wiedzę o tym, jak żyje dolne 30 procent społeczeństwa, i że nie są to wyłącznie odrażający alkoholicy.
                        • mama_kotula Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 06.06.13, 13:24
                          olena.s napisała:
                          > Tu bym się nie zgodziła. Dzieci elit finansowych będą miały nieproporcjonalny d
                          > o swojej liczebności wpływ na kształt polityki. Byłoby miło, gdyby miały jednoc
                          > ześnie empatię i wiedzę o tym, jak żyje dolne 30 procent społeczeństwa, i że ni
                          > e są to wyłącznie odrażający alkoholicy.

                          Oleno droga, ale o tym właśnie mówię - to nadal bedzie wiedza czysto teoretyczna, oni nie będą w tym środowisku tkwić wewnątrz. I również zgadzam się, że to należy do zadań szkoły i rodzica, aby odpowiednio te dzieci ukształtować, wychować, niemniej nie da się nabyć wiedzy praktycznej o tych 30 procentach, nie spotykając się z tymi procentami. Tak mi się wydaje.
                          I ja się z tobą zgadzam, że fajnie by było, jakby tak było, ale pisałam - życie jest przykre. Niestety.
                        • jakw Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 06.06.13, 17:03
                          olena.s napisała:
                          > Tu bym się nie zgodziła. Dzieci elit finansowych będą miały nieproporcjonalny d
                          > o swojej liczebności wpływ na kształt polityki. Byłoby miło, gdyby miały jednoc
                          > ześnie empatię i wiedzę o tym, jak żyje dolne 30 procent społeczeństwa, i że ni
                          > e są to wyłącznie odrażający alkoholicy.
                          Sądząc po empatii pewnego pana posła z partii rządzącej, który to pan poseł w młodości z głodu wyżerał szczaw z nasypu i mirabelki z trwanika - to ja bym nie oczekiwała empatii dorosłych polityków nawet gdyby chadzali do szkół z samymi głodnymi kolegami i koleżankami.
                  • b_y Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 06.06.13, 14:27
                    No widzisz. A moje w publicznej siedzi do 16-17. Bo tyle dzieci ze maja lekcje na dwie zmiany.
                    Ja sobie zdaje sprawę ze szkoła prywatna prywatnej nie równa. Znajomi dwójkę dzieci do prywatnej w Warszawie wysłali, inny podobnie w Pradze czeskiej jeszcze inni w UK. Jak usłyszałam jaka selekcja "rodziców" tam panuje to mi ręce opadły. Podzielam zdanie ze niezależnie od szkoły z dzieckiem w domu trzeba posiedzieć i nauczyć. Akurat wybrałam szkole sprawdzona przez moich znajomych. Dzieci (ze starszych klas) same jeżdżą tramwajami autobusami dojeżdżają. Moze dlatego ze to spoleczna a nie prywatna szkola. Chocoaz jak dla mnie to zadna roznica. Jasne ze są i dzieci dowozone autami przez rodziców. Ale to samo jest teraz w publicznej szkole.
                    Jak czytam niektóre wypowiedzi to szkoła szkole nie równa. Sama do wyboru miałam ta i jeszcze jedna placówkę. Ale ta druga na kilometr wydziela fluidy Pt "jak nie masz 6zer na koncie to nie podchodz"

                    Inna sprawa : czepiamy się zubożenie dzieci z prywatnych placówek ze nie wiedza co to jest bieda. Ale czy muszą koniecznie mieć z nim kontakt na żywo? Po to rodzice mieli /maja olej w głowie żeby zapewnić dzieciom jakiś tam standard.
                    Równie dobrze można powiedzieć ze dzieci z publicznej szkoły maja braki bo nie wiedza jak wyglada życie bogatego. Córka do teraz ma blizne na nodze jak jej biedniejsza koleżanka z przedszkola (publicznego) "przywalila" deska bo nie potrafiła sobie z zazdrościa poradzić...
                    To działa w dwie strony. I nie szukalabym problemu w prywatnych-państwowych szkołach. A w sposobie wychowania dzieci przez rodziców.
                    • mama_kotula Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 06.06.13, 15:19
                      Cytat
                      Moze dlatego ze
                      > to spoleczna a nie prywatna szkola. Chocoaz jak dla mnie to zadna roznica.


                      No i jeszcze raz - jest duża różnica między szkołą prywatną a społeczną.
                      Co do dowożenia - u nas w szkole prywatnej dowoziły busy szkolne, znaczenie miał tu fakt, że dzieci były z okręgu 30km. Dowozili też rodzice. Znamienny fakt - dziecko trzeba było przekazać nauczycielowi pod szkołą, czas na przekazanie - 7:45-7:55. Dyrekcja wiedziała, że może takie godziny ustalić, ponieważ w przypadku żadnego dziecka nie było sytuacji, że oboje rodzice pracują na etacie od 8 rano.

                      I tak, do naszej rejonówki też dzieci są dowożone samochodami, i tak, też bym mogła dowozić samochodem, ale nie widzę potrzeby - szkoła jest o 700m od domu (poprzednia 27km). Dzieci jeżdżą rowerami albo chodzą pieszo. Z kolegami i koleżankami z klasy i klas równoległych.
                      Przyznaję też, że kiedyś podśmiewałam sie z ludzi, którzy za główne kryterium wyboru szkoły wybierali bliskość domu - dopiero kiedy moje dzieci chodzą do takiej, widzę zalety i odszczekuję: hau hau hau. Raz, że mogą iść same piechotą, dwa, że w każdej chwili mogę podrzucić im np. zapomniany stroj na wf, trzy - większość kolegów z klasy mieszka na tym samym osiedlu.
                      W moim przypadku ostatnim kryterium jest poziom szkoły i jakość nauczania. Dzieci mam i tak pod opieką poradni jako szczególnie nienor... znaczy, szczególnie uzdolnione wink. Generalnie żadna szkoła w naszym mieście nie jest w stanie im zaoferować dopasowanej do potrzeb i zdolności edukacji, zatem o to troszczę się sama.
              • kocianna Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 06.06.13, 12:18
                Chyba trochę ja. Fakt, było to jedno z wielu kryteriów branych pod uwagę, ale ważne. Miałam do wyboru szkołę blisko domu, kameralną, ale z dziećmi z całego przekroju społecznego, w tym nielegalnych emigrantów z aktywną gruźlicą, a do tego w bardzo starym budynku z coroczną wizją wyburzenia, i hiper-super-piękną na wypasie, dla prawosławnych Słowian o dość zasobnym portfelu (przyjęcie do szkoły było zwykle wspomagane). Obie publiczne.
                Wybrałam egalitarną, nie elitarną.
              • agata0 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 06.06.13, 18:30
                > A ja mam pytanie - czy którakolwiek z was wybierała dziecku szkołę pod kątem te
                > go, aby miało szansę poznać cały przekrój społeczny i nie było pod tym względem
                > zubożone?

                No, ja na przykład. Dla mnie było to jedno z ważnych kryteriów. Nie mówię tu o chuliganach, ale o tym, żeby dzieci zobaczyły, że ludzie są różni. Zrobiłam to m.in. po doświadczeniach z prywatnym przedszkolem (wszyscy z podobnego środowiska, z podobnym statusem materialnym, bardzo ograniczone więzi koleżeńskie, bo wszyscy zajęci, z daleka itd. - byłam niezadowolona).
                  • kocianna Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 07.06.13, 09:18
                    W klasie mojego dziecka jest 20 dzieci. 5 wyznań + ateiści. 3 kolory skóry. 15 narodowości. 5 dzieci korzysta z pomocy społecznej. 1 miało aktywną gruźlicę. Rodzice 2 są tu nielegalnie. 3 nie mówiło po rosyjsku w I klasie. 1 jest dzieckiem dyplomatów. 2 jest odwożonych do szkoły przez kierowców, 2 przez mamy w błyszczących terenówkach ze skórzanymi siedzeniami i kołpakami z niby-brylancikami. Fakt, nie ma dzieci z wyraźną, widoczną niepełnosprawnością, ale jest 1 ADHD i 1 ZA.
                    • joa66 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 07.06.13, 11:52
                      Ale szukałaś takiej klasy czy po prostu wybrałaś szkołę, a potem się okazało jacy sa w klasie uczniowie?

                      Ja naprawdę uważam, że w tym wieku (szkoła podstawowa) dzieci to dzieci i domorosła inżynieria społeczna nie jest najlepszym pomysłem. W żadną stronę - ani wybieranie 'najlepszego towarzystwa" ani kombinowanie na siłę, żeby znaleźc urozmaicone społecznie środowisko dla dziecka. Moim życzeniem (którego nie da się przewidzieć i zorganizować) było/jest to, żeby dziecko znalazło w klasie bratnią duszę i to najlepiej nie jedną. A to czy będą w klasie (albo będą bratnimi duszami) czarni, biali, zieloni, kropkowani, na jednej nodze czy na dwóch, bogaci, biedni, grubi , chudzi, zdolni , niezdolni, zadbani , nie zadbani itd mało mnie obchodzi.
                      • morekac Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 07.06.13, 21:04
                        Moim życzeniem (którego nie da się przewidzieć i zorganizować) było/jest to, żeby dziecko znalazło w klasie bratnią duszę i to najlepiej nie jedną
                        Uważam, że jest to dużo lepszy pomysł na 'bycie w szkole' niż zakładanie, że do szkoły posyła się dziecko przede wszystkim po to, żeby nie wyrosło na życiową kalekę i ma sobie radzić z ewentualnym hardkorem samo... Szkoła to nie survival - za dużo czasu się tam spędza, jest tam wystarczająco dużo innych stresogennych czynników i nie potrzeba sobie (czy właściwie dziecku ) jeszcze dokładać negatywnych przeżyć. Są dzieci, które ciężko odnajdują się w dużej grupie, są nieśmiałe, mają problemy z koncentracją itp. - dlaczego zatem rodzice nie mogą zapewnić im nieco komfortu poprzez naukę w mniejszej klasie chociażby, nie będąc podejrzanymi o wychowywanie kalek społecznych. Ostatecznie nikt nie lubi przebywać w miejscach, które go stresują...
                        Kotula zapewniła sobie komfort posyłając w końcu dzieciaki blisko domu, do szkoły bez zadęć, Fogito z kolei jest szczęśliwa (jak mniemam) kursując jako szofer i nie posyłając dzieciaka do praskiej podstawówki z szerokim przekrojem społecznym. Sądzę też, że dzieciaki są również z tego zadowolone i nie trzeba dopisywać do tego nie wiadomo jakiej ideologii.
                        • fogito Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 09:12
                          morekac napisała:

                          . Szkoła to nie surviva
                          > l - za dużo czasu się tam spędza, jest tam wystarczająco dużo innych stresogenn
                          > ych czynników i nie potrzeba sobie (czy właściwie dziecku ) jeszcze dokładać ne
                          > gatywnych przeżyć. Są dzieci, które ciężko odnajdują się w dużej grupie, są nie
                          > śmiałe, mają problemy z koncentracją itp. - dlaczego zatem rodzice nie mogą zap
                          > ewnić im nieco komfortu poprzez naukę w mniejszej klasie chociażby, nie będąc p
                          > odejrzanymi o wychowywanie kalek społecznych. Ostatecznie nikt nie lubi przebyw
                          > ać w miejscach, które go stresują...

                          Dokładnie.

                          > Kotula zapewniła sobie komfort posyłając w końcu dzieciaki blisko domu, do sz
                          > koły bez zadęć, Fogito z kolei jest szczęśliwa (jak mniemam) kursując jako szof
                          > er i nie posyłając dzieciaka do praskiej podstawówki z szerokim przekrojem społ
                          > ecznym. Sądzę też, że dzieciaki są również z tego zadowolone i nie trzeba dopis
                          > ywać do tego nie wiadomo jakiej ideologii.

                          Tez dokładnie. Każdy musi znaleźć rozwiązanie najlepsze dla swojego dziecka, bo dzieci są różne i oczekiwania rodziców również.
                        • olena.s Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 10:38
                          Moim życzeniem (którego nie da się przewidzieć i zorganizować) było/jest to, ż
                          > eby dziecko znalazło w klasie bratnią duszę i to najlepiej nie jedną
                          > Uważam, że jest to dużo lepszy pomysł na 'bycie w szkole' niż zakładanie, że do
                          > szkoły posyła się dziecko przede wszystkim po to, żeby nie wyrosło na życiową
                          > kalekę

                          Tylko że to jest niemożliwe w żaden żywy sposób do zorganizowania.
                          • morekac Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 11:11
                            Pewnie, że nie jest do zorganizowania czy przewidzenia. Ale czy trzeba od razu zakładać, że szkoła ma być szkołą życia i w razie czego dziecko będzie się tam uczyło podstaw survivalu,a nie matematyki? My zaś z pełną premedytacją na zawsze wykluczymy szkołę niepubliczną (gdyż te, jak wiadomo, produkują kaleki życiowe), nie będziemy także interweniować w sytuacji, jeśli dziecię dozna agresywnych zachowań ze strony innych uczniów czy będzie miało wyjątkowo durnego nauczyciela. W końcu dziecko ma sobie radzić - trzeba być konsekwentnym...
                            I chciałabym też uświadomić niektórym, że te inne dzieci to nie jest jakiś okaz do oglądania w zoo - w moim osobistym przekonaniu posyłanie dziecka do takiej,a nie innej szkoły głównie po to, aby sobie pooglądało dziecko biedne, dziecko romskie czy niepełnosprawne - jest niesmaczne. Co to - kuriozum jakieś czy co?
                            • mama_kotula Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 11:53
                              morekac napisała:
                              > I chciałabym też uświadomić niektórym, że te inne dzieci to nie jest jakiś ok
                              > az do oglądania w zoo - w moim osobistym przekonaniu posyłanie dziecka do taki
                              > ej,a nie innej szkoły głównie po to, aby sobie pooglądało dziecko biedne, dzie
                              > cko romskie czy niepełnosprawne - jest niesmaczne. Co to - kuriozum jakieś czy
                              > co?

                              Morekac, myślę, że nie o to chodzi smilesmile
                              Dla mnie bardziej oglądanie dzieci jako okazów uprawia się, organizując akcję zbierania i jazdy z prezentami do domu dziecka...
                              Chodzi, myślę, o przebywanie z dziećmi różnymi na co dzień. Chodzi o to, żeby móc pójść zarówno do koleżanki, która mieszka w jednym pokoju z mamą i bratem, jak i do koleżanki, która mieszka w zamku ;-P. O urodziny typu domówka z dwoma koleżankami z klasy i o urodziny typu bankiet na 40 osób w stadninie koni, z klaunem i motylkami wylatujacymi z tortu (tak, też to przerabialiśmy). Żeby móc doświadczać więcej - bo tak. I tak, myślę, że to jest do zrobienia i bez publicznej szkoły (wystarczą mądrzy rodzice), ale siłą rzeczy tak jest po prostu łatwiej smilesmile
                              Oczywiście nie mówię, że to jest jakiś kluczowy element dla dziecka, ja i tak stawiam na to, że większość świata i jego różnorodności pokażę mu sama. Ale akurat szkoła mi to ułatwia. I wiele innych rzeczy.
                              Zresztą po wczorajszej rozmowie ze skarbniczką klasową (pani, co wie wszystko o wszystkich) nikt mi nie wmówi, ze w prywatnej szkole będzie TAKi szeroki przekrój społeczny pod względem finansowym, jak u nas. Bo w jednej klasie są dzieci, których starzy zarabiają z palcem w tyłku 30k miesięcznie i dzieci, których rodziców pani skarbniczka nie prosiła o składkę, bo dla nich to AŻ 30 zł.


                              --
                              Lizards have gators!
                              I am weird but I am not strange.
                              • joa66 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 12:39
                                Bo w jednej klasie są dzieci, których starzy zarabiają z palcem w tyłku 30k miesięcznie i dzieci, których rodziców pani skarbniczka nie prosiła o składkę, bo dla nich to AŻ 30 zł.



                                Ale zdajesz sobie sprawę, ze to przypadek?

                                I nie dziwi Cię, że nikt nie analizuje "strat moralnych" dzieci z wielu kabackich podstawówek państwowych , mimo, że przekrój społeczny jest taki jak w szkołach niepublicznych?

                                Sorry, mamokotula - większość takich dyskusji wynika z potrzeby stereotypizacji i szufladkowania. Czyli czegoś co paradoksalnie jest w sprzeczności z z tym co głoszą autorzy podobnych sugestii i tez.
                                • paszczakowna1 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 12:54
                                  > Bo w jednej klasie są dzieci, których starzy zarabiają z palcem w tyłku 30k
                                  > miesięcznie i dzieci, których rodziców pani skarbniczka nie prosiła o składkę,
                                  > bo dla nich to AŻ 30 zł.
                                  >

                                  >
                                  >
                                  > Ale zdajesz sobie sprawę, ze to przypadek?

                                  Przypadek, że tak jest w szkole państwowej Kotuli, a nie było w prywatnej? Doprawdy?

                                  > I nie dziwi Cię, że nikt nie analizuje "strat moralnych" dzieci z wielu kaback
                                  > ich podstawówek państwowych , mimo, że przekrój społeczny jest taki jak w szko
                                  > łach niepublicznych?

                                  Przepraszam, ja analizuję. Doskonale przypominam sobie swój wpis w podobnej dyskusji. I nie, przekrój społeczny w podstawówce państwowej na Kabatach mimo wszystko nie jest taki sam jak w podstawówce prywatnej na Kabatach. W Primusie moja córka nie chodziłaby do klasy z córką ochroniarza (wiem, bo fakt, że ojciec koleżanki nosi broń w pracy strasznie zaimponował mojemu dziecku).

                                  Nie wiem, czemu z uporem negujesz fakt oczywisty, że wysokość opłaty w szkole wpływa istotnie na przekrój społeczny dzieci. Czy to dobrze, czy źle, to już rzecz dyskusyjna, ale tak jest.
                              • morekac Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 13:06
                                No, wcale nie wiem. Być może to tak miło popatrzeć na takie z lekka zaniedbane dziecię i poczuć się o tyle lepszym. Bo moje zadbane, było na wakacjach tam czy tu i ogólnie ą ę. Jakiś czas temu na emamie była jatka n.t mamy z dosyć niskimi dochodami, która ośmieliła się zabrać dzieci do Chorwacji, chociaż musieli tam mocno trzymać się za kieszeń. No jak śmiała?

                                Ale teraz tak z ręką na sercu: ile z was puściłoby dziecko do domu kolegi, którego tata jest zaprzysięgłym alkoholikiem, zaś w domu brud, smród i ubóstwo? Nie do rodziny po prostu skromnie żyjącej, ale dbającej o wykształcenie dzieci (pilnujących ich lekcji czy tego, co robią)? Bieda czy ubóstwo często nie są szlachetne (jakby rodem z XIX wiecznej literatury) - często wiąże się z tym rodzic nieco nadużywający alkoholu i mający wszystko gdzieś.
                                Nie ukrywam, że nie puszczałabym dziecka w takie miejsce. I jestem pewna, że żadna mama z tu piszących też nie zrobiłaby tego.

                                ikt mi nie wmówi, ze w prywatnej szkole będzie TAKi szeroki przek
                                > rój społeczny pod względem finansowym, jak u nas.
                                Ale przecież nie dlatego zmieniałaś dzieciakom szkołę, żeby pokazać dzieciom możliwe rozpiętości dochodów - tylko dlatego, że tamta szkoła była odległa, zaś nauczycieli uważałaś za lekko niekompetentnych (delikatnie ujmując).
                                • mama_kotula Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 13:40
                                  Cytat
                                  Ale przecież nie dlatego zmieniałaś dzieciakom szkołę, żeby pokazać dzieciom możliwe rozpiętości dochodów - tylko dlatego, że tamta szkoła była odległa, zaś nauczycieli uważałaś za lekko niekompetentnych (delikatnie ujmując).


                                  Owszem.
                                  Ale ja nadal nie o tym.
                                  Ja po prostu nie wiem, dlaczego tutaj w dyskusji uparcie się neguje fakt, że w szkole prywatnej będzie inny rozkład dochodowy niż w publicznej - fakt, stwierdzenie _niewartościujace_, do ciężkiej deutery.
                                  • joa66 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 14:32
                                    Nie. Tutaj forsuje się tezę, że wielu przypadkach , zwłaszcza w duzych miastach, zróznicowanie społeczne może byc takie same w szkole publicznej i niepublicznej.

                                    Ponadto, forsuje się tezę, że zasoby finansowe kolegów to promil w tym co kształtuje młodego człowieka. I jeżeli w ogóle kształtują finanse, to raczej własne a nie kolegów.
                                  • jakw Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społecznie 08.06.13, 15:44
                                    Ale rozpiętość dochodów też będzie - czasem całkiem spora. Zwłaszcza jeśli w okolicy jest duży wybór szkół niepublicznych a czesne do przełknięcia dla osób o średnich dochodach (w odniesieniu do danej okolicy). Wydaje mi się, że relację dochody-szkoła prywatna ze swoich okolic przekładasz na wszystkie szkoły prywatne. A to nie jest przecież tak , że w każdej szkole prywatnej jest Zuzia, która mieszka w zamku wink
                                      • jakw Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 17:24
                                        mama303 napisała:

                                        > jakw napisała:
                                        >
                                        > > Ale rozpiętość dochodów też będzie - czasem całkiem spora.
                                        >
                                        > Jednak węższa i to sporo węższa niż w szkole publicznej.
                                        Jakieś badania na ten temat? I jak definiujemy rozpiętość tych dochodów? Żeby było jasne: nie kwestionuję, że w szkołach prywatnych są dzieci rodziców z dochodem średnio większym niż w szkołach publicznych; ale rozpiętość tych dochodów to już inna kwestia. I jeden uczeń będzie miał quada , smartfona, wypasionego laptopa i nie wiadomo co jeszcze, a inny będzie miał rower, zwykły telefon za 100 złotych i nie będzie miał kompa do własnej dyspozycji.
                                        • joa66 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 18:29
                                          I jeden uczeń będzie miał quada , smartfona, wypasionego laptopa i nie wiadomo co jeszcze, a inny będzie miał rower, zwykły telefon za 100 złotych i nie będzie miał kompa do własnej dyspozycji.

                                          Mój syn pierwszą komórkę dostał jako jedensatolatek, mocno schodzoną. Do tej pory komórki ma z oferty "za złotówkę" w ramach przedłużania naszych abonamentów. Pierwszy używany komputer do pokoju w wieku 14 lat, Pierwszy nowy laptop w wieku 15 lat (służy do tej pory) Nie miał playstation, psp, teraz nie ma tableta. My nie mamy płaskiego telewizora tylko kobyłę , samochód mamy 10 letni. Finansowo był przeciętnym uczniem w swojej niepublicznej szkole.

                                          Na piewrszą drogą , zagraniczną wycieczkę szkolną wyjechał w...szkole publicznej, bo u niego były tylko kilkudniowe raz do roku za 400-500 zł plus raz na 9 lat obóz naukowy za chyba 500 zł.

                                          Tak wyglądają te rozpasane finansowo dzieciaki.
                                          • jakw Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 19:30
                                            Moja starsza własnego kompa dostała w zeszłym roku z okazji 15-tych urodzin (z połowę kwoty sama zbierała przez 1,5 roku z datków rodziny na różne okazje), ma zwykłą komórkę bez wodotrysków (bardziej wypasioną miała gdy chodziła do podstawówki publicznej wink), nie ma tableta ani żadnego playstation. Pokój dzieli z młodszą siostrą. Na wymianę polsko-niemiecką i wycieczkę do Londynu pojechała - w przeciwieństwie do całkiem sporej części klasy, których rodzice uznali, że ich na to nie stać.
                                  • morekac Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 16:22
                                    Tego nigdzie nie zanegowałam. Za to obstawiam, że nieprawdziwe są następujące twierdzenia:
                                    - szkoła prywatna hoduje kaleki społeczne
                                    - wybieramy szkoły publiczne po to, aby nasze dzieci poznały szeroki zakres społeczeństwa - (w tej dyskusji zrobił się z tego niemal główny argument).
                                    Przy czym założę się, że głównym powodem wyboru takiej czy innej szkoły było mnóstwo czynników (poziom nauczania, logistyka, opłaty, bezpieczeństwo szkoły itp.). Jedynymi znanymi mi sytuacjami, w którym ów zakres społeczeństwa jest brany pod uwagę jest np. wybór gimnazjum - wykluczająco. Nigdy nie jest tak, że ktoś twierdzi, że dziecko pójdzie do rejonowego gimnazjum, bo jest szeroki zakres społeczeństwa, tylko raczej: " Nie pójdzie do rejonu, bo tam sama patologia." wink
                                    • joa66 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 16:41
                                      Jedynymi znanymi mi sytuacjami, w którym ów zakres społeczeństwa jest brany pod uwagę jest np. wybór gimnazjum - wykluczająco. Nigdy nie jest tak, że ktoś twierdzi, że dziecko pójdzie do rejonowego gimnazjum, bo jest szeroki zakres społeczeństwa, tylko raczej: " Nie pójdzie do rejonu, bo tam sama patologia.

                                      Pod względem społecznym szkoły niepubliczne bardzo się różnią od tych na tzw zachodzie. Po pierwsze w Polsce bardzo rzadko dziecko przechodzi przez cały cykl edukacyjny (12 lat) w jednym typie szkoły.

                                      Po drugie - zła sława gimnazjów jako takich sprawia, że wielu rodziców średnio lub nawet słabo sytuowanych wysupła ostatni grosz na czesne.

                                      Nie śledzę sytuacji, ale pewnie teraz (lub niedługo) chaos związany z sześciolatkami może pchać nawet słabiej sytuowanych rodziców do opłacania szkoły niepublicznej , w poszukiwaniu m.in. przewidywalności i stabilizacji.

                                      Po trzecie - nawet demografowie alarmują, że liczba jedynaków rośnie i (pomijając inne związane z tym problemy) to też ma wpływ na to , że dostępność szkoł niepublicznych jest bardzo duża.

                                      Nie oszukujmy się - nie mówimy o dzieciach bogatych Rosjan , czy synach szejków trafiających do Eaton.




                                      • morekac Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 20:35
                                        Rok temu robiłam rozeznanie w warszawskich liceach niepublicznych - tak na wszelki wypadek. I oczywiście - są szkoły drogie i dosyć drogie, ale są też szkoły wręcz podkreślające , że u nich czesne nie zmienia się gwałtownie z dnia na dzień. Są szkoły podkreślające, że u nich uczą się dzieci znanych... albo że poziom jest wysoki... albo kojąca atmosfera... albo że jest to szkoła dla uczniów problemowych, (ale jakoś dociągną młodzież do matury). Któraś nawet oferowała zwolnienie czy obniżkę czesnego dla najlepszych uczniów. Oferta dopasowana do niemal każdego targetu. Czesne od 8oo-900 zł, można przez 3 lata zrezygnować z nowej fury na kredyt.
                            • olena.s Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 13:03
                              I chciałabym też uświadomić niektórym, że te inne dzieci to nie jest jakiś ok
                              > az do oglądania w zoo - w moim osobistym przekonaniu posyłanie dziecka do taki
                              > ej,a nie innej szkoły głównie po to, aby sobie pooglądało dziecko biedne,

                              No co ty.... Tu nie chodzi o pooglądanie, tylko o współnaukę, współzabawę, współkótnie, współzależność i współpracę. Nie o pokazanie palcem: widzisz, to jest nędzarz, czarny, Żyd, Rom, uciekinier z Syrii, tylko o naukę praktyczną, że od ludzi różnych, mających inną, nierzadko trudniejszą sytuację możesz się nauczyć czegoś, czego nie nauczyli rodzice, możesz się super bawić w berka, że mogą ci wlać na klasówce z matmy albo w nogę, i ze to wszystko jest normalne.
                              Moje dziecko faktycznie NIE ZAUWAŻA koloru skóry, na przykład. Nie to, że wie, że rasizm jest prymitywny i obskurancki i dlatego będziemy specjalnie uprzejmi dla murzynka Bambo, tylko autentycznie nie zauważa koloru jako czegoś jakkolwiek różnicującego - nie bardziej, niż, powiedzmy, długość palców, a na pewno mniej niż wzrost. Jakbym zapytała, ile w klasie jest dzieci czarnych, a ile białych, to dzieciak musiałby się długo zastanawiać.

                              Ale oczywiście zalety hodowli w różnorodności nie będą dla mnie głównym czynnikiem decydującym, do jakiej szkoły dziecko poślę. Jednak gdybym miała do wyboru dwie identycznie dobre szkoły, a jedyną różnicą byłby wąski lub szeroki skład społeczny, to i owszem, wzięłabym tę drugą.
                              • jakw Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 13:14
                                olena.s napisała:
                                > tylko o naukę praktyczną, że od
                                > ludzi różnych, mających inną, nierzadko trudniejszą sytuację możesz się nauczyć
                                > czegoś, czego nie nauczyli rodzice,
                                Ale co to znaczy trudniejsza sytuacja? Bo z moich doświadczeń z dziećmi różnymi wynika, że trudniejsze dla dziecka bywa to, że jego rodzice się rozwiedli niż to, że jest mniej zasobne w gotówkę na czipsy.


                                > Moje dziecko faktycznie NIE ZAUWAŻA koloru skóry, na przykład.
                                Ale twoje dziecko chodzi do szkoły, gdzie chyba przekrój wielokolorowości skóry jest duży, za to przekrój społeczny dość mały. Wątpię, żeby do szkoły twojego dziecka chodziło jakiekolwiek z 5-rga dzieci filipińskiej sprzątaczki biurowców.
                                • mama303 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 13:26
                                  jakw napisała:

                                  > Ale co to znaczy trudniejsza sytuacja? Bo z moich doświadczeń z dziećmi różnymi
                                  > wynika, że trudniejsze dla dziecka bywa to, że jego rodzice się rozwiedli niż
                                  > to, że jest mniej zasobne w gotówkę na czipsy.

                                  A jak sie rozwiedli /albo tatus menel przepadł/ i jeszcze nie ma za co obiadu ugotować?.....
                                  • jakw Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 16:09
                                    mama303 napisała:
                                    > A jak sie rozwiedli /albo tatus menel przepadł/ i jeszcze nie ma za co obiadu u
                                    > gotować?.....
                                    Akurat przepadnięcie tatusia menela może odciążyć finanse rodziny...
                                    A jedyny przypadek w szkole publicznej , gdy mama nie miała co do garnka włożyć (tak twierdziła) to był przypadek, gdy mama nawet miała towarzysza życia (nie był to ojciec chłopca), za to oboje chyba zawsze mieli co wlać do kieliszka. I jeśli o mnie chodzi jednak pod tym względem wolę poznawać nieco węższe "zakresy społeczne".
                                    A co do rozwodów - znam przypadki gdy dziecko z rozbitej rodziny chodzi/chodziło do szkoły niepublicznej bo ojciec, mimo skąpienia alimentów (zwłaszcza na byłą żonę), stwierdził, że dzieciom jednak edukację opłaci. Owszem, znany jest mi też przypadek gdy koleżanką mojej starszej córki popołudniami zajmowała się starsza siostra (bo mama była w pracy) - ale jakoś to nie przystawało do tego forum, gdzie głównie padały twierdzenia :"no przecież z dzieckiem trzeba pracować/odrabiać lekcje w domu" i "co to za problem odrobić z dzieckie lekcje". Więc zanim pochylimy się nad zubożeniem społecznym dzieci w szkołach prywatnych to proponuję przemyśleć czy i w szkołach publicznych mamy są aż tak egalitarne jak im się wydaje.
                                • olena.s Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 13:41
                                  > Ale co to znaczy trudniejsza sytuacja?
                                  Różnie w różnych miejscach, ale sprowadza się to do należenia do słabszej mniejszości - czy to biedniejszej, czy to innej wiary, czy to z niepełnych rodzin, czy innego koloru.

                                  >za to przekrój społeczny dość mały. Wątpię, żeby do szkoły twojego
                                  > dziecka chodziło jakiekolwiek z 5-rga dzieci filipińskiej sprzątaczki biurowców.
                                  I tak, i nie. Filipińska sprzątaczka w ogóle nie ma tu raczej dzieci, bo nie dostanie zgody na sprowadzenie rodziny. Za to nawet najniższy rangą i pensją pracownik Shella spokojnie dziecko u mnie ulokuje, bo firma mu zapłaci.
                                  Ale masz rację, więcej u mnie milionerów niż biedaków. Dlatego szkoła wpaja dzieciom, że im bardziej uprzywilejowana sytuacja życiowa, tym większe zobowiązania społeczne jednostka zaciąga. I uczy je spłacać, na przykład przez osobistą pracę fizyczną przy budowie szkoły w Nepalu.
                                  • jakw Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 16:18
                                    olena.s napisała:
                                    > Dlatego szkoła wpaja dzi
                                    > eciom, że im bardziej uprzywilejowana sytuacja życiowa, tym większe zobowiązani
                                    > a społeczne jednostka zaciąga.
                                    U nas takie podejście byłoby chyba niepraktyczne bo zupełnie oderwane od życia.

                                    >I uczy je spłacać, na przykład przez osobistą pr
                                    > acę fizyczną przy budowie szkoły w Nepalu.
                                    A kto płaci za bilet do Nepalu? Sami uczniowie sobie najpierw na ten bilet zarobią, nauczą się języka czy po prostu pojadą na wycieczkę krajoznawczą litując się nad "biednymi tubylcami bez szkoły"?
                            • mama303 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 13:08
                              morekac napisała:

                              >w moim osobistym przekonaniu posyłanie dziecka do taki
                              > ej,a nie innej szkoły głównie po to, aby sobie pooglądało dziecko biedne, dzie
                              > cko romskie czy niepełnosprawne - jest niesmaczne. Co to - kuriozum jakieś czy
                              > co?

                              Nie poogladało tylko spędzało z nim pół życia, współpracowało, wyjeżdżało na wycieczki, kłóciło, przyjaźniło..... itd.
                  • agata0 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 05:31
                    Ale co ty uparcie z tym CAŁYM przekrojem społecznym? Ktoś o tym napisał, bo nie załapałam (?) Przecież wiadomo, że to jest nierealne.

                    Mi wystarczy, że będzie trochę bardziej różnorodnie niż w szkole prywatnej, ja nie mam ambicji pokazywania całości przekroju społecznego. Jak się nie robi sensacji z Roma w klasie, to potem też może łatwiej zaakceptować inność? Może się łudzę, ale na tym etapie dorastania dzieci jest to wg mnie ważne.
                    • fogito Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 09:14
                      agata0 napisała:


                      > Mi wystarczy, że będzie trochę bardziej różnorodnie niż w szkole prywatnej, ja
                      > nie mam ambicji pokazywania całości przekroju społecznego. Jak się nie robi sen
                      > sacji z Roma w klasie, to potem też może łatwiej zaakceptować inność? Może się
                      > łudzę, ale na tym etapie dorastania dzieci jest to wg mnie ważne.

                      W prywatnej też są dzieci 'inne'. Bo są i czarnoskóre i takie z Indii i z Korei i dzieci na wózku i dzieci z aparatem na uchu (mój) i wiele innych. Bo szkoła prywatna nie oznacza, że dzieci są jednakowe.
                      • mama303 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 09:42
                        fogito napisała:

                        > W prywatnej też są dzieci 'inne'. Bo są i czarnoskóre i takie z Indii i z Korei
                        > i dzieci na wózku i dzieci z aparatem na uchu (mój) i wiele innych. Bo szkoła
                        > prywatna nie oznacza, że dzieci są jednakowe.

                        Ale nie ma dzieci z biednych i bardzo biednych rodzin....
                          • mama303 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 09:56
                            morekac napisała:

                            > Ale na takim Ursynowie też są szkoły publiczne, gdzie tej biedy nie widać. Nawe
                            > t na zielone szkoły czy inne wycieczki jeździła cała klasa.

                            Ale jednak w szkole publicznej jest wieksza szansa spotkać dziecko z takiej rodziny. W szkole prywatnej - takiej "szansy" nie ma.
                              • mama303 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 13:05
                                joa66 napisała:

                                > A w szkole niepublicznej jest większa szansa na spotkanie dziecka baaardzo boga
                                > tego buraka wink

                                O tam jest zbyt duzo takich dzieci smile a pojedyńcze bogate buraki wysyłaja tez dzieci do szkół publicznych. Tak że jest szansa napotkać takie dziecko ale rodzice ubogich alkoholików nijak nie sa w stanie wysłać dziecko do płatnej szkoły smile
                                Poprostu w szkołach publicznych przekrój społeczny jest wiekszy, co bys nie mówiła a w prywatnych jednak selekcja.
                                Ja np. nie chciałam wysyłac dziecka na sześc lat edukacji do grupy wyselekcjonowanej. Może nie było to najważniejsze kryterium ale bardzo ważne.

                                > w czym dziecko bogatego buraka jest "gorsze" od dziecka bezrobotnego alkoholika
                                > ? wink
                                dziecko w szkole prywatnej napewno na to nie będzie umiało odpowiedzieć.....
                                • jakw Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 13:19
                                  mama303 napisała:
                                  > Ja np. nie chciałam wysyłac dziecka na sześc lat edukacji do grupy wyselekcjono
                                  > wanej.
                                  Założę się, że chciałabyś wysłać dziecko do jakiegoś porządnego gimnazjum - najlepiej z ostrą selekcją na wstępie, a potem do jakiegoś dobrego liceum, także z ostrą selekcją na wstępie. I nie łudź się, że twoje dziecko spotka tam szeroki przekrój społeczny.
                            • jakw Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 13:01
                              mama303 napisała:
                              >
                              > Ale jednak w szkole publicznej jest wieksza szansa spotkać dziecko z takiej rod
                              > ziny. W szkole prywatnej - takiej "szansy" nie ma.
                              No i co z tego jeśli i tak nie spotka?
                              Btw najmniej zamożne dziecko w klasie starszej pochodziło z rodziny lekko zaburzonej i zachowywało się w sposób raczej odstający od norm społecznych - główny przekaz, jaki koledzy i koleżanki mogli odebrać to było co najwyżej "bieda=agresja". O to na pewno chodzi?
                              • mama303 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 13:22
                                jakw napisała:

                                > No i co z tego jeśli i tak nie spotka?

                                No to z tego właśnie że nie spotka, o tym jest wątek.

                                > Btw najmniej zamożne dziecko w klasie starszej pochodziło z rodziny lekko zabu
                                > rzonej i zachowywało się w sposób raczej odstający od norm społecznych - główn
                                > y przekaz, jaki koledzy i koleżanki mogli odebrać to było co najwyżej "bieda=ag
                                > resja". O to na pewno chodzi?

                                To jest częste dosyc powiązanie, w klasie mojej córki tez jest chłopiec z bardzo biednej rozbitej rodziny i jest z nim troche problemów wychowawczych.
                          • kkokos Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 09.06.13, 17:00
                            morekac napisała:

                            > Ale na takim Ursynowie też są szkoły publiczne, gdzie tej biedy nie widać. Nawe
                            > t na zielone szkoły czy inne wycieczki jeździła cała klasa.

                            no dobra, ale czy ten wytrych ursnowa czy natolina to przypadkiem nie za bardzo wytrych właśnie? czy forsowanie tezy o istnieniu rejonowych podstawówek ("zwłaszcza w wielkich miastach"), do których chodzą tylko dzieci dobrze sytuowanych rodziców, nie jest trochę na wyrost? no bo - trzymając sie już tylko warszawy, bo o innnych miastach nie mam bladego pojęcia - czy poza kilkoma szkołami na ursynowie czy natolinie jeszcze gdzieś są takie szkoły?
                            przecież nie na białołęce, nie w wilanowie, nie na bemowie - tam nowych szkól nie ma, dzieci nowych lokatorów idą do szkół społecznych lub do szkól istniejących już wcześniej, do których chodzi większy przekrój społeczny.
                            no to gdzie jeszcze są takie szkoły i to w takiej liczbie, żeby można było przestać traktować ten ursynów jako wyjątek?
                        • morekac Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 09:57
                          Poza tym - jeśli dziecko naprawdę źle czułoby się w dużej klasie (miało jakiekolwiek inne problemy, przy których lepsza jest klasa mniejsza niż większa) - to i tak uważam, że chyba ważniejsze jest, żeby chodziło do szkoły sensownej dla niego (jeśli rodziców na to stać, oczywiście) niż żeby poznawało szeroki przekrój społeczny. Być może zbyt szeroki dla tego egzemplarza.
                          • mama303 Re: Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społeczni 08.06.13, 13:15
                            jakw napisała:

                            > > Ale nie ma dzieci z biednych i bardzo biednych rodzin....
                            > Gdy jest szkoła publiczna z rejonem domków jednorodzinnych i ekskluzywnym osied
                            > lem to też raczej nie będzie w takiej szkole takich dzieci...

                            rejony szkół sa raczej szersze niż osiedle domków jednorodzinnych smile Ja jestem z dzielnicy domków jednorodzinnych ale niektóre z tych domków jednorodzinnych mieszczą po kilka rodzin.... i przekrój zamoznosci spory.