Rok, dwa...zawsze?

30.07.04, 11:30
Co za glupi artykul, ta pani albo nie ma dzieci albo ma bardzo bogatego meza.
Ja wrocilam do pracy jak moj syn mial 6 miesiecy i cieszylam sie, ze Babcia
moze mu poswiecic czas po pracy i idzie do zlobka tylko na 5 godzin, a nie na
8,5. Mimo tego jest wesolym dzieckiem i na pewno nie brakuje mu milosci. Nie
dam sie wpedzic poczucie , ze go zaniedbuje, bo poszlam do pracy!
    • saniva Ta kobieta " psychoterapeutka" bredzi... 31.12.07, 09:48
      Dziecko to nie pępek świata. Żłobek, przedszkole, niania jak kto
      woli i jak kto wybierze, a dziecku nic się nie stanie i upośledzone
      nie zostanie. Ba! Niczego w życiu przez to nie straci!!! NICZEGO!!!
      A takie pierniczenie o "poświecaniu", o złobkach i przedszkolach to
      tylko pierniczenie, bo Wielka Pani Psychoterapetka musi z czegoś żyć
      i kasę na czymś zarobić. A najprościej rodzicom wmówić że są źli, bo
      dziecko dali do żłobka, a teraz to tylko psychoterapia rodzinna i
      200 zł za wizytę. Nie dajcie sobie tego wmówić!!!
    • alabama8 Re: Rok, dwa...zawsze? 31.12.07, 10:06
      Polki idą do pracy po strasznie krótkim urlopie macierzyńskim nie
      dlatego że chcą robic karierę, a w 90% dlatego że muszą z czegoś
      życ. Takie są realia. Większośc z nas chciałaby poświęcic dziecku 3-
      4 lata swojego życia, ale sytuacja ekonomiczna i społeczna kraju na
      to nie pozwala. Takie są realia. Tak więc sugeruję żeby uważniej
      publikowac wywiady z osobami lekką ręką grającymi na naszych
      emocjach. Każda z nas wie jak powinno byc. Żlobek za grosze na 2-3
      godziny dziennie - wtedy matka idzie na zakupy albo do fryzjera smile
      Ale żłobek nie przyjmie dziecka nie pracującej matki, bo w kolejce
      czeka naście dziatek tych pracujących matek.
      To nie zabawa w świat idealny, może pani psycholg podpowie kilka
      praktycznych rozwiązań - jak sobie radzic? hę?
    • honda1998 Re: Rok, dwa...zawsze? 31.12.07, 11:39
      artykuł chyba nie do Polskich realiów. Dziś rodzice oddają dziecko
      pod opiekę opiekunki, babci, żłobka, przedszkola bo muszą pracować.
      I nie mam na myśli robienia wielkiej kariery czy super materialnych
      wymagań tylko bardzo często zaspokojenie podstawowych potrzeb
      życiowych.

      pozdrawiam,
    • honda1998 Re: Rok, dwa...zawsze? 31.12.07, 11:39
      artykuł chyba nie do Polskich realiów. Dziś rodzice oddają dziecko
      pod opiekę opiekunki, babci, żłobka, przedszkola bo muszą pracować.
      I nie mam na myśli robienia wielkiej kariery czy super materialnych
      wymagań tylko bardzo często zaspokojenie podstawowych potrzeb
      życiowych.

      pozdrawiam,
    • aiti77 Rok, dwa...zawsze? 31.12.07, 12:08
      Przepraszam czy to jest artykuł sponsorowany/ Może właśnie przez tę
      panią "psychoterapeutkę"?

      ZOfio M_W! Jak etyka zawodowa pozwala Ci wypisywać takie upadlające
      matki teksty?

      Czy to, że chcę mieć i na rachunki i na dobrą kawę na zawsze ma
      wykluczyć mnie z grona "dobry, troskliwych i opowiedzialnych matek"?

      Jeśli dobrze Cię, Zofio, zrozumiałam - sama odbieram jakieś
      tajemnicze dobra swemu 2 letniemu dziecku, pozwalając 8h przebywać w
      towarzystwie nie-rodziny?

      Hmm... a kiedy będzie tekst o ojcu? Z probówki mały nie powstał...

      W 100% zgadzam się z autorkami innych postów- ty Zofio nie znasz
      chyba polskich realiów.
      • mami7 Re: Rok, dwa...zawsze? 31.12.07, 23:09
        hm... chyba czytałam inny artykuł. nie widzę tam nagonki na pracujące matki.
        owszem krytykowane są niektóre, ale Francuzki, pozostawiające na cały dzień 2
        miesięczne niemowlaki.
        • jasiek4 Re: Rok, dwa...zawsze? 01.01.08, 18:55
          No całe szczęście bo już też się obawiałam, że nie rozumiem co czytam wink. Zgadzam się z mami7 i też nagonki nie widzę ...
    • nangaparbat3 Re: Rok, dwa...zawsze? 01.01.08, 21:17
      Nie jestem entuzjastką pani, z która przeprowadzono wywiad, ale tym razem muszę
      się zgodzic z kazdym jej słowem.
      To ze w naszych realiach wiele matek musi zostawić swoje dzieci w żlobku czy w
      przedszkolu, to zupełnie inna kwestia. I ja tez nie uważam, by zawsze i
      wszystkim chodziło tylko o karierę - czasem trzeba iść do pracy zarobić nie na
      dobra kawę, tylko najdosłowniej na chleb.
      I wtedy trzeba sie pogodzić z tym, ze nie jestesmy w stanie wszystkiemu
      sprostać, jak to w zyciu. Że nie jestesmy w stanie wszystkich potrzeb naszego
      małego dziecka zaspokoic w 100% - ale czy to powod, by obrazać się na Milską -
      Wrzosińską za to, ze mówi nam jakie te potrzeby są?
      • saniva jakie są potrzeby dzieci? 02.01.08, 07:13
        "ale czy to powod, by obrazać się na Milską -
        > Wrzosińską za to, ze mówi nam jakie te potrzeby są?"
        Pani Milska pomija ważne kwestie:
        1. To ze urodziłam dziecko nie oznacza że przestałam być
        człowiekiem, który od tej pory ma tylko jeden cel. Nie wiem dlaczego
        ta Pani lansuje jeden jedyny trend: Dziecko jest pępkiem świata!!!
        2. Bycie matką to nie choroba że należy przez 3 lata brać "wolne" i
        się leczyć.
        • grazbed Re: jakie są potrzeby dzieci? 02.01.08, 08:20
          Saniva, tak z ciekawości - ile lat ma Twoje dziecko?
          Wydaje mi się, że punkt widzenia na sprawę pozostawania bądź nie w domu z
          dzieckiem zmienia się wraz z nabywanym doświadczeniem.

          Ale może się mylę?
          Osobiście też wcześniej byłam bliżej Twoich przekonań. Teraz mam inne zdanie i
          zgadzam się z p.Milską-Wrzesińską. Moje dziecko ma obecnie 7 latsmile.
        • nangaparbat3 Re: jakie są potrzeby dzieci? 02.01.08, 18:01
          saniva napisała:

          > "ale czy to powod, by obrazać się na Milską -
          > > Wrzosińską za to, ze mówi nam jakie te potrzeby są?"
          > Pani Milska pomija ważne kwestie:
          > 1. To ze urodziłam dziecko nie oznacza że przestałam być
          > człowiekiem, który od tej pory ma tylko jeden cel. Nie wiem dlaczego
          > ta Pani lansuje jeden jedyny trend: Dziecko jest pępkiem świata!!!

          Niestety tak własnie jest, ze bardzo małe dziecko musi byc pepkiem swiata, zeby
          sie dobrze rozwijało. To biologia, dziedzictwo ewolucji, i Twoje widzimisie tego
          nie zmieni.
          Ja sama tez źle znosilam uwiazanie do dziecka, ale wiedząc już, jak to ze mna
          jest, nie zdecydowałam sie na drugie.




          > 2. Bycie matką to nie choroba że należy przez 3 lata brać "wolne" i
          > się leczyć.

          Nie, to nie choroba, w wychowywanie takie małego dziecka to dość ciężka praca,
          wymagajaca dyspozycyjności, oddanie i wielkiej koncentracji uwagi. Nie dla chorych.
          • evee1 Re: jakie są potrzeby dzieci? 03.01.08, 07:30
            E tam, wymysl matki dyspozycyjnej i calkowicie poswieconej malemu
            dziecku, to wymysl kilkudziesieciu ostatnich lat. I wcale nie
            wiadomo czy takie dobre pokolenie w czasie tych lat wyroslo.
            • nangaparbat3 Re: jakie są potrzeby dzieci? 03.01.08, 23:05
              evee1 napisała:

              > E tam, wymysl matki dyspozycyjnej i calkowicie poswieconej malemu
              > dziecku, to wymysl kilkudziesieciu ostatnich lat.
              W pewnym sensie masz rację, bo wymysłem niedawnym jest dwupokoleniowa rodzina,
              kiedy matka przez wiele godzin, dzień po dniu przebywa sama z dzieckiem. Kiedys
              bylo inaczej, niedawno obserwowałam wielopokoleniową rodzine cygańską, jak tam
              zajmowano sie rocznym dzieckiem - nikt nie zdazył sie zmeczyc ani zirytować, bo
              nim zdazył, ktos podchodzi i po prostu zabierał dziecko, zeby je ponosić,
              pokontaktować sie z nim. A dziecko bylo spokojne, choc bardzo zywe i ciekawe swiata.
              Ale jak Ty sobie wyobrazasz matkę - czy jakiegokolwiek innego opiekuna dziecka
              miedzy 0 a 3 lata - niedyspozycyjną? Nie dostosowujacą się do potrzeb i rytmu
              zycia tak małego dziecka?
              a ze to nowe pomysły - niedawno dowiedziałam się, ze u mego pradziadka był
              wychowawca do dwóch starszych chłopców, wychowawczyni do dwoch dziewczynek i
              niania do najmlodszego dziecka. Więc to nie są najnowsze pomysły, tylko pewnie
              nie kazdy mogl sobie pozwolić na.


              I wcale nie
              > wiadomo czy takie dobre pokolenie w czasie tych lat wyroslo.
              • evee1 Re: jakie są potrzeby dzieci? 04.01.08, 01:07
                > Ale jak Ty sobie wyobrazasz matkę - czy jakiegokolwiek innego
                opiekuna dziecka
                > miedzy 0 a 3 lata - niedyspozycyjną? Nie dostosowujacą się do
                potrzeb i rytmu
                > zycia tak małego dziecka?
                Mi chodzilo raczej o to, ze ta opieka nie musi odbywac sie tylko i
                wylacznie w wykonaniu matki, vide rodzina cyganska. Zreszta mowilo
                sie kiedys, ze dzieci wychowywala cala wies smile.
                Inna sprawa, ze wiele matek stawia sobie za szczytny cel nie
                dopuszczanie do opieki nad dzieckiem kogokolwiek innego (czesto
                nawet i ojciec jest z niej wylaczony), bo nikt sie tak dobrze ich
                dzieckiem nie zajmie jak one same. I to jest moim zdaniem zle,
                glownie dla dzieci.
    • bomba001 Re: Rok, dwa...zawsze? 02.01.08, 08:31
      oj, ta pani jest szalona, wyjatkowo sie nie zgadzam z jej
      pogladami, waryjatka, jak by moj dziadek powiedzialsmile)
      • han-a34 Re: Rok, dwa...zawsze? 03.01.08, 22:42
        zgadzam się z Wami, Dziewczyny, które musiałyście wrócić do pracy
        za względów ekonomicznych, bądź wykonywany zawód "nie znosi"
        przerwy w pracy, bądź ciężko było Wam znieść przebywanie w domu
        przez dłuższy czas.... np. z płaczącym dzieckim. Zajmuję się - w
        wyboru dziećmi od 9 lat)-trzech chłopców.(wcześniej dość dużo
        pracowałam, studiowałam). Na szczęście mamy dość dobre warunki
        materialne (Sama pochodzę z biednej rodziny). Wyjeżdzamy dwa razy
        w roku na wakacje, uczę się języków, mam czas dla siebie(fryzjer,
        kosmetyczka). Niestety jestem traktowana jak jakiś dinozaur przez
        otoczenie. W podtekstach daje mi się odczuć że jestem jakimś
        niższym gatunkiem... Który żyje w jakimś dziwnym świecie... To
        bardzo przykre. Chcę poświęcić czas dzieciom teraz, kiedy tego
        potrzebują - nie zamierzam do końca swoich dni "nicnierobić"-jak to
        się niektórym wydaje. Ale i tak spotykam się z brakiem akceptacji.
        Pozdrawiam wszystkie dzielne Matki!
        • ascolto Re: Rok, dwa...zawsze? 23.02.08, 21:16
          Ha, wiem, o czym mówisz! Zdecydowałam się pracować w domu, żeby zostać z córką -
          trochę dlatego, że moja mama ze mną nie została wink Oczywiście - ja miałam taką
          możliwość, nie zawsze i nie w każdej pracy można tak zrobić. Jest mi trudniej -
          a nie łatwiej - bo pracuję w nocy, po kołysance i bajce na dobranoc. No i to
          ciśnienie wszystkich mediów dookoła: realizować SIEBIE! natychmiast! nie
          poświęcać się dziecku za żadne skarby, bo będzie nieszczęśliwe z udomowioną,
          znękaną, znudzoną i niespełnioną matką! Ale mój wybór, moje koszty. Tylko ten,
          hmmmmmm, ostracyzm społeczny... Nie dość że uwiązana w domu, to z dzieckiem
          (rocznym!) przy piersi! Kiedy Ty kobieto w końcu po ludzku do pracy wrócisz?!
          A artykuł rzeczywiście niewygodny, uwiera - bo rzeczywistość skrzeczy i trzeba
          pracować i kasę zarabiać. Nie zmienia to chyba jednak faktów i trudno im
          zaprzeczać tylko dlatego, że niektóre prawdy są mniej dla nas przyjemne.
    • kanna Słowo-kulcz: WYBÓR 24.02.08, 11:26
      Kochane, tak na prawdę to żaden model nie jest "lepszy"
      ani "gorszy" - sa korzyści dla dziecka z bycia z mama do 3 roku, i
      sa korzyści z bycia troche z mamą, a troche z opiekunką.
      Najwazniejsze, żebyście były w zgodzie ze soba - bo sfrustrowana
      (koniecznościa siedzenia z dzieckiem 24 h na dobe) matka wcale nie
      jest lepsza niz tak, co poświeca dziecku 5 h dziennie - ale w
      atmosferze, ktora daje im obojgu radość.
      Wazne jest, żebys dokonała WYBORU - zdecydowała, co chcesz i tego
      sie trzymała.

      Pracuję z matkami - częśc decyduje sie zostac z dzieckiem, częśc
      decyduje się wrócic do pracy. I te, i te narażane sa na presję
      znajomych i rodziny - "wiesz, powinnas juz zadbać o swój rozwój, ile
      mozna siedizec z małym w domu" "pani tak tylko czasem tu przychodzi
      na plac zabaw z maluszkiem, a pozostały czas to on biedny w żłobku,
      prawda?"

      To wasze życie i wasze dzieci. Wiecie, co jest dobre dla waszej
      rodziny. Nie dajecie sobie robic wody z mózgu.

      pozd smile Ania

      ps. Moja poprzednia sygnaturka brzmiała: Moje dzieci są radosne, bo
      ja jestem w miarę zadowolona z życia.
      • anetuchap Re: Słowo-kulcz: WYBÓR 24.02.08, 14:20
        Ja nie rozumiem,co Was tak oburzyło???
        To,że Wrzosińska napisała,że dla dziecka najlepsze jest,aby było
        z mamą? Że dla dziecka,te 2 godziny dziennie po pracy,to zdecydowanie
        za mało,aby zaspokoić jego emocjonalne potrzeby???
        Dla mnie to oczywiste. Taka jest prawda,czy ktoś się z tym zgadza,
        czy nie.
        Oczywiście,nie zawsze można postępować zgodnie tą teorią,bo rzeczywistość nie
        pozwala,zostać z dzieckiem w domu.
        To też jest prawda. Dziecko jednak nie rozumie,że mama musi/chce
        pracować,nie rozumie,że widuje mamę tylko wieczorem. Dziecko chce
        być z mamą,po prostu. I tego nie zmienią żadne słowa oburzenia,
        czy teorie,że liczy się jakość nie ilość czasu,spędzanego z dzieckiem.
        • verdana Re: Słowo-kulcz: WYBÓR 24.02.08, 23:40
          Nie wiadomo co jest dobre dla dziecka. Na pewno nie mama (a dlaczego
          nie ojciec- ojca moze nie być i juz?) tylko dwie godziny, choć przy
          dobrej opiekunce nie bylabym już pewna - bo kiedys dzieci byly
          wychowywane w "dobrych rodzinach" przez guwernantki, a mame widziały
          raz dziennie - parę minut. A w biednych młodszymi zajmowały się
          starsze - takie pięcioletnie na przyklad...
          Na pewno nie mama, ktora jest z dzieckiem , bez towarzystwa osób
          doroslych i ciężko sfrustrowana. Nie mama, ktora z tego powodu
          rezygnuje z rodzeństwa, bo moze rodzenstwo jest dziecku nie mniej
          potrzebne niż matka na stałe?
          Nie mama, ktora po paru latach z dzieckiem nie wyobraza sobie innego
          życia - i jest tak skoncentrowana na dziecku, że nie daje mu
          samodzielnie żyć i dorastać.
          Nie mama, ktora nie jest w stanie zapewnić dziecku w miarę dobrych
          warunków zyciowych, bo zrezygniowała z pracy.
          Nie mama "samotna", ktora nie pracuje, a facet haruje za trzech,
          albo wyjechał, zeby zarobić na rodzinę - bo dziecko ma mamę, ale
          zostaje półsierotą.
          Nie mama, ktora robi karierę i dziecko jest dla niej produktem
          ubocznym, na ktore trzeba zarobić, ale nie trzeba o nie dbać.
          Czyli po prostu zadna mama nie jest dobra...
          Myslę, ze dziecku potrzebna jest mama, która robi to, co uważa za
          słuszne - nie tylko dla dziecka , ale i dla siebie. I bardzo
          pilnuje, aby się nie "wypalić". Znam zbyt wiele kobiet, ktore
          poświęcały cale zycie małym i trochę wiekszym dzieciom, a na
          nastolatki juz nie starczylo im tego poświecenia... Bo ileż można.
          • srebrnarybka Re: Słowo-kulcz: WYBÓR 25.02.08, 11:58
            Popieram wypowiedź Verdany w całej rozciągłości z jedną tylko,
            kosmetyczną i redakcyjną uwagą: dzieci z dobrych rodzin, którymi
            zajmowały się guwernantki, także były wychowywane przez rodziców,
            chociaż widywały ich rzadko. Wychowywanie odbywa się nie tylko
            wtedy, kiedy rodzic bezpośrednio zajmuje się dzieckiem, ale jest to
            cały szereg działań służących przygotowaniu dziecka do życia i
            przekazaniu mu odpowiednich wartości. Zatem wybór guwernantki,
            postawienie jej określonych wymagań, decyzja o tym, jakie ubrania
            czy zabawki kupuje się dziecku, kontrolowanie guwernantki (mogła
            jednak stracić pracę, jeśli źle wykonywała obowiązki), a także
            kultywowanie w domu pewnych zwyczajów, niekoniecznie wymyślonych
            wyłącznie w celach wychowawczych, też były aktami składającymi się
            na proces wychowywania. Formą wychowywania jest też własne życie, bo
            jest to jakiś model, który dzieci mogą kwestionować czy naśladować,
            ale stanowi on punkt odniesienia dla dziecka.
            Podobnie zresztą jest i dzisiaj: nawet matki, które spędzają z
            dzieckiem 3 lata, oddają je potem do przedszkola, w a każdym razie
            do szkoły, dzieci chodzą na rozmaite zajęcia, spotykają się z
            kolegami i rodzice wychowują także nastolatka, mimo, że nie spędzają
            z nim bardzo dużo czasu.
    • alabama8 Re: Rok, dwa...zawsze? 27.02.08, 09:01
      Dlaczego tytułowe "nas" w domyśle oznacza tylko kobietę? Dlaczego
      kolejny artykuł uświadcza wszystkich w przekonaniu że dzieci mają
      tylko matki - gdzie są ojcowie, gdzie analizy jak dużo czasu ojciec
      powinien poświęcac dziecku?
      • verdana Re: Rok, dwa...zawsze? 27.02.08, 09:39
        Świete słowa, swiete slowa...
        W dodatku mam wrazenie, ze rezygnacja na dluzej matki z pracy - to
        totalna nieobecność ojca w domu - bo musi zarobic na całą rodzinę. I
        to jest OK?
        • evee1 Re: Rok, dwa...zawsze? 28.02.08, 00:24
          O, to, to wlasnie!! Inna sprawa, ze jak kobieta ma taka prace, ze
          jest w stanie tylko zarobic na przedszkole czy opiekunke, to moze
          niekoniecznie ma sens taka praca, bo i tak rodzine jakos utrzymac
          trzeba.
          Uwazam jednak, ze jezeli kobieta ma mozliwosc powrotu do pracy na
          pol etatu, chocby tylko po to zeby zarobic na opiekunke, to powinna
          to zrobic, zeby pozniej jak dzieci beda juz niezalezne miala co
          robic. Ile jest kobiet, ktore po 4-8 latach przerwy nie sa po prostu
          w stanie znalezc pracy, bo kompletnie wypadly z rynku. Tym bardziej
          w obecnych czasach, kiedy nawet od sprzataczki wymaga sie
          doswiadczenia w pracy.
Pełna wersja