Współczuję nauczycielkom

03.09.14, 10:26
zwłaszcza pierwszych klas. Sa pod obstrzałem - kazdy najmniejszy bład jest wytykany i rosnie do rangi przestępstwa. "Stary pedagog" czy młoda dziewczyna, 3 sekundy więcej poświęciła dziewczynce a nie mojemu dziecku, skrzywiła się, za jaskrawo/za smutno ubrana, nie panuje nad 25 krzyczącymi naraz dziecmi=nie ma kwalifikacji, za mało sie usmiecha, ma za mało cierpliwości=nie ma anielskiej cierpliwości i nie poswięca każdemu dziecku tyle samo czasu co mama, czasem czegos wymaga. No i oczywiście nauczycielka ponosi wine za wszystkie niedociągnięcia dyrekcji, oświaty, systemu szkolnego i Pana Boga. Nauczycielka musi miec zawsze dla rodzicow cza ( nawet po pracy, bo przeciez qźwa ma aż 3 miesiace urlopu więc niech zostanie po lekcjach). Nauczycielka jest wredna, bo nie zauważa genialności dzieci, co więcej widzi niedociągnięcia, braki - także w wychowaniu, zaniedbania. A jesli z dzieckiem jest coś nie tak to taka babę nalezy ominąć. Nie ma co rozmawiac od razu do dyrektora a jeszcze lepiej kuratorium czy ministerstwa.
Poznajecie siebie? To część z mam , nie wszystkie rzecz jasna, których dzieci zaczynają szkolna edukację.
Nie ma idealnych nauczycieli tak jak nie ma idealnych ludzi. Każdemu zdarzają sie podknięcia, każdy może mieć gorszy dzień ( problemy rodzinne, chore dziecko, bolesna miesiączka czy konflikt z mężem). Nie powinno sie tego przenosić do pracy, ale człowiek nie jest maszyna. Ma emocje.
Oczywście sa nauczyciele ( sama znam co najmniej 10 takich), których noga nie powinna stanąć w szkole, ale są setki normalnych, dobrych lub bardzo dobrych atakowanych przez rozhisteryzowanych rodziców.
Byłam w Radach Rodziców. Czytałam pisma kierowane do nas i do Dyrekcji, słyszałam zgłaszane pretensje- czytam szkolne fora. Absurd goni absurd i z rzeczy normalnych robi sie wielką aferę. A co ciekawsze im dziioecko bardziej zaawansowane w szkolnej edukacji tym histeria rodziców maleje. A szkoła stoi w miejscu.
    • jotde3 Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 10:58
      jest jak piszesz tyle że mnie to nie dziwi , tak jak nauczyciele maja emocje które rozumiem tak i rodzice je mają a dzieci są bardzo wazne i tak jak nauczyciele popełniają błędy w postępowaniu tak i rodzice .
    • dixi Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 11:19
      ja mam odwrotnie, im wyżej w hierarchii szkolnej tym więcej mam zastrzeżeń. Najwięcej empatii mam do mlodych wychowawców, kucharek i woźnej, najwięcej błędów widze u organu prowadzącego, ministry i episkopatu.
    • annubis74 Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 11:32
      Słusznie współczujesz.
      Ale prawda lezy po środku. Istnieją roszczeniowi rodzice, którzy maja pretensje o każdą sytuacje, każde słowo, wymagając dla swojego dziecka określonych przywilejów, zapominajac ze dziecko funkcjonuje w jakiejś wiekszej społęczności. Poza tym część rodziców jest sfrustrowana cała tą reformą, ma świadomość pewnego edukacyjnego oszustwa i akurat osobą która "zbiera" te wszystkie negatywne emocje jest nauczyciel.
      Nauczyciele są różni - na to czy bardziej czy mnie mili niespecjalnie ma się wpływ. To, ze mają swoje emocje - to inna kwestia. Ale te emocje, gorsze dni itp. nie powinny mieć jakiegoś kolosolnego wpływu na naszą pracę - piszę naszą - bo sama jestem nauczycielem
    • ania-pat1 Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 11:35
      Racja, ale - pierwsza klasa jest kluczowa, od niej często zależy późniejsze nastawienie dzieci do szkoły, nabywania wiedzy, od niej zależy czy dzieci nauczą się współpracować, czy nie będą np. dręczyć kolegów, czy pomogą słabszemu. Po lekcjach jest jeszcze w godzinach pracy - sorry - weź ustawę i przeczytaj - czas pracy nauczyciela to nie jest wyłącznie czas prowadzenia lekcji. Dlatego sumuje się na pelny etat, czyli nauczyciel, który przychodzi odbębnia lekcje i zwiewa - mając dodatkowo wspomniany urlop - zwyczajnie okrada państwo - czyli rodziców- bo oni finansują go z podatków.
      I tak jeśli nie da się porozumieć z nauczycielem należy zgłosić sprawę dyrekcji lub wyżej - czasy gdy lekarze, nauczyciele, urzędnicy byli bogami - minęły bezpowrotnie i całe szczęście. A jakość obroni się sama - w każdej szkole są świetni nauczyciele - wiadomo jeśli skarży się jeden rodzic to to śmiech na sali, jeśli pół klasy - jest coś na rzeczy i warto się temu przyjrzeć.
      Zrobić ankietę, zagłosować, porozmawiać - w ramach czasu zagwarantowanego w godzinach pracy nauczyciela - przypomnijmy nie tych na lekcji. Chyba, że państwo wierzą, ze pełny etat nauczycielski to 25 godzin. Nie. Są godziny na dokształcanie, na kontakt z rodzicami na nowatorskie pomysły - etat godzinowo to etat - jeśli nauczyciel ma codziennie 7 lekcji wtedy mógłby zmykać cichaczem...
      • andaba Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 11:50
        Ja współczuję odkąd pierwsze dziecko przestąpiło progi szkoły.
        Chyba trudno o bardziej przekichany zawód, a oni i tak sie nie najgorzej sprawdzają.
      • ania-pat1 Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 11:51
        www.rynekpracy.pl/pliki/dla_prasy/161.pdf
        notka a propos godzin
      • anestezjolog72 Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 16:03
        Każda klasa w jakims stopniu jest kluczowa- i pierwsza, i czwarta i szósta, i I gimazjalna i III gimnazjalna i I licealna i maturalna. W każdej jest coś ważnego, wyjatkowego.
        Dręczenie kolegów - jak najbardziej naganne tyle, że niektóre cechy wynosi się z domu. I zachowania równiez.
        Tak, nauczyciel ma 25 ( chyba) godzin przy tablicy a reszte na inne czynności - dokształcanie itd tylko co z tego wynika? Jak ma w czsie 3 lekcji jednoczesnie zająć się dziecmi, które juz i natychmiast mają swoje różne potrzeby? Dzieci, które wszystko muszą miec natychmiast, bo nie potrafią czekac. A do tego utwierdzane są w tym przekonaniu przez rodziców.
        Bardzo byłoby dobrze, zeby nauczyciele mieli karty pracy. 1 wycieczka - czyli praca 24/24 przez kilka dni w tygodniu powoduje, ze drastycznie zmniejsza sie ilość godzin, które nauczyciel zalega. A jak wyglada praca na wycieczce miałam okazje sie przekonać. Byłam dwa razy i nigdy więcej.
        Jesli nie da się porozumieć z nauczycielem..........ok, ale często rodzice nawet nie próbują, od razu uderzają w najwyższe struny.
        Ankieta - wspaniale, tylko jeden rodzic chce, żeby np. był balet, drugi język chiński, trzeci matematyka, czwarty nie daj Boże matematyka, piaty kółko szachowe itd. Na 25 uczniów 23 pomysły- każdy najwazniejszy.
    • ewa_mama_jasia Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 12:45
      Ja się nie wtrącam w pracę nauczycielki, dopóki nie przegina. A nawet jeśli przegina odrobinę moim zdaniem, też trzymam język za zębami. Natomiast czasami trzeba dać znać, co się myśli jako rodzic. Przyjmuję zdanie nauczycielki, jeśli mówi, że "ma swoje metody". Nie reaguję (do czasu) na nadmierne negowanie zachowania mojego syna. Nie wymagam indywidualnego podejścia do jego wiedzy i zainteresowań. Nie czepiam się, jeśli dostaje po 2 - 3 uwagi dziennie typu "brak linijki", "wkłada linijkę we włosy", "odrabia lekcje w szkole". Ale jeśli wzywa mnie (tak, wzywa, nawet nie zaprasza) na rozmowę w trybie pilnym, w godzinach mojej pracy a temat rozmowy wzięty z d... i można go omówić np. po zebraniu z rodzicami, które będzie za 2 dni, to szlag mnie trafia. Np. rehabilitacja została potraktowana jako fanaberyczne zajęcie pozaszkolne. Zarzut, że dziecko wie więcej niż inne - tzn. że za dużo z nim rozmawiam, o zbyt poważnych sprawach, jeśli syn chce się wypowiedzieć publicznie na jakiś temat, ona musi przedtem zrobić wprowadzenie dla klasy, żeby dzieci wiedziały, o czym on będzie mówił. Żądanie przyniesienia opinii z ppp, bo podejrzewa nadpobudliwość, dysleksję i kilka innych rzeczy. W momencie, kiedy przyniosłam opinię (mimo iż nie musiałam) i wynikało z niej, ze syn ma wysoki poziom inteligencji, wyższy niż przeciętny, ogromną wiedze i zalecenie rozszerzania przez nauczycieli jego wiedzy (np. za pomocą puszczenia na lekcje przedmiotowe z wyższym rocznikiem albo robienie z nim dodatkowych rzeczy), opinia została przyjęta i słuch o niej zaginął.
      I tak mniej więcej raz do roku się spotykamy, ja sama a nauczycielka w obstawie psychologa, dyrektorki itp., wywlekamy sobie wszystkie żale, a potem przez rok jest zawieszenie broni.
      • anestezjolog72 Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 16:10
        Sama miałam zaświadczenie o dysleksji ( zostałam wysłana z synem na badania i pani psycholog mu takie zaświadczenie wystawiła) i przeciętnej inteligencji syna w podstawówce. W gimnazjum był problem, bo w tej samej poradni psychologiczno-pedagogicznej syn stanął przed obliczem pani psycholog w celu otrzymania zaświadczenia, ze nadaje się do tego, aby wziąć udział w indywidualnym programie nauczania przedmiotów ścisłych. I opinia nr 1 nijak się miała do opinii nr 2. Dzieci są rózne, róznie reaguja, w róznym momencie dojrzewają.
      • marcin.slawski Re: Współczuję nauczycielkom 05.09.14, 01:04
        CytatZarzut, że dziecko wie więcej niż inne - tzn. że za dużo z nim rozmawiam, o zbyt poważnych sprawach, jeśli syn chce się wypowiedzieć publicznie na jakiś temat, ona musi przedtem zrobić wprowadzenie dla klasy, żeby dzieci wiedziały, o czym on będzie mówił. Żądanie przyniesienia opinii z ppp, bo podejrzewa nadpobudliwość, dysleksję i kilka innych rzeczy.
        Uśmiałem się smile
        Ale widać, że Jasiek musiał zagiąć Panią w jakiś kwestiach i to chyba zabolało wink
        Erudycja Jasia, jego sposób myślenia i wypowiedzi... To czysta przyjemność dla wychowawcy smile
        Wprowadzenie chyba dotyczy wychowawczyni, aby była w stanie wychwycić wszelkie "zagrożenia" wink
        • ewa_mama_jasia Re: Współczuję nauczycielkom 05.09.14, 08:53
          > Wprowadzenie chyba dotyczy wychowawczyni, aby była w stanie wychwycić wszelkie
          > "zagrożenia" wink

          Pewnie tak smile Tematy które znalazły się na cenzurowanym to np. "bimbrownicy" jako przykład słowa z "ni". "Konie" pewnie przeszłyby bez bólu smile Kibole jako przykład niewłaściwego kibicowania (reminiscencje spaceru przez Warszawę przed meczem Polska - Rosja). Marsz Wolnych Konopi, obok którego kiedyś przechodzilismy...... I takie tam.....

          No cóż, to jest chyba dobra nauczycielka, chwalą ją w szkole. Tylko na moje oko bardziej do grzecznych dziewczynek, a nie do energicznych chłopców. No i woli robić wszystko od linijki do linijki, bez kreatywnych wtrętów.
          Denerwuje mnie wąskie patrzenie u nauczycielki syna - lekcje należy odrobić przed wszystkim innym, nieważne że to "wszystko inne" to rehabilitacja narzucona przez ortopedę. Że lekcji nie nalezy odrabiać w świetlicy, bo tam jest ścisk i hałas, a ona zwraca uwagę na pismo. I że dzieci powinny lekcje robić w domu, gdzie mają spokój i cisze. Tego, że często siedzą w świetlicy do 17tej czy 17.30 i w domu sa po 18tej albo i później, nie bierze pod uwagę. Ale jeszcze tylko rok, przeżyjemy smile I ja, i Jasiek smile
    • alin9 Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 16:44
      Mogę to samo napisać o niektórych nauczycielach.Zadać pytanie poznajecie siebie?Prosty przykład emocji jednodniowych z reala.Nauczyciel bije książką po głowie.Ja wredna matka zareagowałam.Nie cierpię chamstwa w żadnej grupie zawodowej!
    • klubgogo Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 17:36
      Ja mam wprawdzie dziecko w zerówce, ale zastanawiam się czy kiedykolwiek będzie mi jeszcze dane spotkac nauczycielke mojego dziecka - pracuje od 8 do 13, ja odprowadzam córkę o 7.40, odbieram o 16., więc jej już nie ma. Nie wiem jak rodzice to robią, że są o każdej porzed dnia w szkole, nie wiem.
      • anestezjolog72 Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 20:28
        Jeżeli nauczycielka ma godziny pracy w szkole od 8.00 do 13.00 to niby dlaczego ma byc w niej do 16.00? Po 13.00 byc może jest na kursach doszkalających, byc może ma w tej szkole tylko kawałek etatu? Byc może przygotowuje sie do lekcji w bibliotece? Jedni rodzice są o każdej porze dnia w szkole, inni nie. My mielismy wolne po dyżurze i odbieralismy dziecko. Tez interesujące, że tatus był o 13,00 w szkole , prawda? Tylko tatus pracował cały poprzedni dzień, noc i do 10.00 następnego dnia.
        • triss_merigold6 Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 21:17
          Do kontaktów z nauczycielami powinny służyć dni otwarte zamiast absurdalnych zebrań klasowych raz na miesiąc.
        • klubgogo Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 21:55
          Ale ja nie roszczę sobie by ona była w szkole do 16. Pracuje do 13 - ok. Ubolewam tylko, że z powodu moich godzin pracy, nie będzie mi dane spotkać się z nią w innym trybie niż zebranie czy dzień otwarty.
          • frestre Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 15:48
            dokładnie....mam te same wątpliwości - kiedy mam wymienić uwagi, dopytać o coś?
            syna w I kl. prowadzę na 7.30 - odbieram ok 16.30 sad ze świetlicy....
        • alin9 Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 16:43
          Jeżeli nauczycielka ma godziny pracy w szkole od 8.00 do 13.00 to niby dlaczego
          > ma byc w niej do 16.00?
          Typowa nauczycielska logika.Rodzicu dostosuj się do mnie biednego nauczyciela.Ty i tak nie Wiesz co to praca i życie.Ja za to wiemsmileMnie się należysmile
          • anestezjolog72 Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 17:11
            Problem tkwi w tym, ze nie jestem nauczycielką. Nie jestem, nie byłam, nie miałam takich zapędów.
            Czy jeśli bank jest czynny od 8.00 do 16.00 a człowiek pracuje w tych samych godzinach to...............No właśnie co?
            • alin9 Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 17:16
              To nie rości takich pretensji jak Ty i biedni nauczyciele.
              • anestezjolog72 Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 17:16
                Bo..... banki są na innych prawach?
            • triss_merigold6 Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 21:18
              Skąd Ty się urwałaś, oddziały banków są czynne zwykle do 18.
              • anestezjolog72 Re: Współczuję nauczycielkom 05.09.14, 18:15
                "Zwykle"- ten koło mnie jest czynny do 17.00 i..........czy mam wyciągac z tego jakieś wnioski. Podałam przykład.
                • jakw Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 02:04
                  anestezjolog72 napisała:

                  > "Zwykle"- ten koło mnie jest czynny do 17.00 i..........czy mam wyciągac z tego
                  > jakieś wnioski. Podałam przykład.
                  Ten oddział koło ciebie należy do jakiegoś banku, który ma inne oddziały. Inne oddziały mogą być czynne dłużej. I w dzisiejszych czasach banki mają systemy centralne - to co chcesz załatwić w jednym oddziale , możesz załatwić też w drugim.
            • jakw Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 02:01
              anestezjolog72 napisała:

              > Problem tkwi w tym, ze nie jestem nauczycielką. Nie jestem, nie byłam, nie miał
              > am takich zapędów.
              > Czy jeśli bank jest czynny od 8.00 do 16.00 a człowiek pracuje w tych samych go
              > dzinach to...............No właśnie co?
              Niektóre oddziały banku , w którym mam konto są czynne w soboty, niektóre oddziały dłużej w tygodniu. I na dokładkę mam bardzo niewielką potrzebę chodzenia do banku - mam dostęp przez internet i telefon.
        • jakw Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 02:07
          anestezjolog72 napisała:

          > Jeżeli nauczycielka ma godziny pracy w szkole od 8.00 do 13.00 to niby dlaczego
          > ma byc w niej do 16.00? Po 13.00 byc może jest na kursach doszkalających, byc
          > może ma w tej szkole tylko kawałek etatu?
          Nauczania początkowego nie da się opędzić kawałkiem etatu.
    • pustadyskietka Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 19:03
      Ja czasem (oczywiscie nie calkiem na serio) wspominm stare dobre lata, gdy dziesko nie bylo pepkiem swiata. Nasi rodzice nie czepiali sie niczego w szkole, gdy moi bracia mieliy problemy w nauce ze zwyklego lenistwa to byl szlaban na wyjscie na boisko czy na rower az oceny beda poprawione. Poza tym bylo obojetne kiedy i zkim sie bili w szloke czy trampki byly totalnie rozszarpane, albo zachowywali sie niehlujnie. Pani powiedziala ze jest tak czy owak i koniec.
      Co robili po szkole to byla ich sprawa, wracali do domu (przedewszytkim na jesien) wypaprani z blota, z woda w kaloszach lub podbitym okiem albo dziura w kolanach, no to tak chodzili potem pól roku na podwurku. smile Do szkoly byly co prawda czaste rzeczy, ale jezeli gumowce po eskapadach podworkowych jeszcze mokre byly, to chodzili w mokrych, albo w rozdartych trampkach.
      Nie wiem czy tylko ja mam takie wrazenie ze wczesniej wszystko balo jakos tak mniej skomplikowane. Nauczycielka nie czepiala sie przewaznie w nic, pilnowala materialu który uczyla i koniec. smile
    • zofijkamyjka Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 19:08
      nie współczuję wcale. W każdym innym zawodzie jesteś oceniany przez klientów i musisz sie starać. Nauczycielii nikt w zasadzie nie ocenia. A jak trudno takiego z roboty wyrzucić! Moja znajoma z innymi rodzicami próbowali wyrzucić beznadziejna nauczycielkę i naprawde nie było to proste.
    • budzik11 Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 19:15
      Każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony głupi i roszczeniowi rodzice, z drugiej - głupi nauczyciele uważający się za święte krowy, którym nikt nie może nic zrobić "bo się zemści na dziecku".
      • paniusiapobuleczki Re: Współczuję nauczycielkom 03.09.14, 22:13
        Tylko pytanie ilu nauczycieli naprawdę mści się na dziecku, a na ile są to fantazje rodziców, którzy po ludzku nie porozmawiają bo "na pewno będzie mścił się".
    • hankam Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 08:46
      Generalizujesz, jak w sąsiednim wątku.
      • anestezjolog72 Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 12:57
        Skupmy sie na tym watku i na temacie a nie ocenie mojej skromnej osoby. Ok?
        • hankam Re: Współczuję nauczycielkom 05.09.14, 09:05
          Nie oceniam Twojej skromnej osoby, tylko piszę, że generalizujesz.
          (I tu ugryzłam się w klawiaturę.)
    • iwoniaw Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 09:35
      CytatOczywście sa nauczyciele ( sama znam co najmniej 10 takich), których noga nie p
      > owinna stanąć w szkole, ale są setki normalnych, dobrych lub bardzo dobrych


      To oczywiście prawda. Z tym, że pierwsza grupa to często ci, których broni osławiona Karta i związki zawodowe, co daje w mediach obraz jaki daje, więc i odbiór społeczny całej grupy jest tak niesprawiedliwy, jak ciężko wypracowany przez lata (i nie przez rodziców/opinię publiczną bynajmniej).
      Ja nie mam wymogów, że "nauczyciel ma mieć zawsze czas dla rodzica", ale cenię sobie i uważam, że powinno to być rozwiązanie systemowe, iż w szkole moich dzieci wszyscy (!) nauczyciele mają raz w tygodniu godzinę dyżuru dla rodziców. I nie jest to pora między 9.30 a 11.00, lecz po 17.00, gdy jest w stanie dotrzeć do szkoły bez konieczności brania urlopu rodzic normalnie pracujący. Zwróć uwagę, że mówimy o JEDNEJ GODZINIE w tygodniu - mając możliwość rozmowy z nauczycielem w takiej porze i normalnych warunkach (cisza, osobne pomieszczenie, nie zgiełk przerwy na korytarzu) rodzic jest mniej wyrywny do komentowania, iż nauczyciel "do 11.00 pracuje i do domu" niż taki, którego jedyną szansą na zamienienie słowa z tym nauczycielem (zniecierpliwionym i na zegarek spoglądającym) jest dopadnięcie go o wspomnianej 11.00, gdy wychodzi ze szkoły (a rodzic urwał się z roboty i traktowany jest jak namolny petent). I tak jest z wieloma kwestiami - różne problemy można rozwiązać zmieniając wyłącznie podejście i organizację; jak pisałam wyżej - co wymaga nakładów finansowych (których brak tu i tam), to wymaga, ale nie wszystko. Jeśli komuś (dyrekcji? nauczycielowi?) nie chce się zmienić tego, co dałoby się bez milionów dodatkowych funduszy, to trudno, aby rodzice siedzieli cicho i pozwalali się traktować jak dodatkowy komplet uczniów, którzy mają słuchać i wykonywać, w dodatku uczniów upośledzonych i ubezwłasnowolnionych. Ludzie są coraz bardziej świadomi pewnych spraw i praw, mają wymagania - i bardzo dobrze, uważam. Nawet, jeśli niekiedy przesadzają, to jest to koszt wart tych zmian na lepsze, które dzięki "wymaganiom" jednak się - powoli bo powoli - dokonują w dzisiejszych szkołach.
      • anestezjolog72 Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 12:56
        Nie twierdzę, że nauczyciel nie powinien miec dyżurów w godzinach dostepnych dla rodziców. Powinien! I ja w dalszym ciągu bedę obstawiała przy swoim, ze współczuję nauczycielom. Wyobraź sobie, że nauczyciel ma dyżur od 17.00 do 18.00 Dyzur ustalony, wynikający z "siatki" godzin itd. Oznacza to, ze o 18.00 nauczyciel ma prawo wyjść z pracy a tu w kolejce jeszcze 3 osoby, po jedna mama miała 50 punktową liste pretensji i żalów- dlaczego jej córka siedzi koło Kazika, który jest niegrzeczny, dlaczego firanki są w kotki to rozprasza dzieci, dlaczego pani jej nie pochwaliła, dlaczego nie gra głównej roli w przedstawieniu itd. Pretensje autentyczne. Odpowiedź na te pytania zajmuja nauczycielce więcej niz godzinę. Awanturują się rodzice czekający w kolejce, pani jest niezadowolona, ze nauczycielka poświęciła jej tylko 55 minut ( ma byc na dyżurze godzinę!), nauczycielka chce wyjść do domu po pracy ( nikt jej nie zapłaci za siedzenie do 20.00) w domu własne dzieci, rodzice, mąż.
        Tak, wiem magiczne słowo "powołanie". Szafowane bardzo często wobec przedstawicieli róznych profesji. I jakiekolwiek rozwiżananie by tu nie zostało wprowadzone- współczuje nauczycielom. Co nie oznacza, zeby nie wprowadzać chocby wspomnianych dyżurów.
        P.S. Informacja, ze na jedno dziecko jest 10,15,20 minut jest bez sensu. Rodzice, którzy dorwą nauczyciela mają takie informacje gdzieś. Oni przeciez wymagają, oni wyszli z biura, im sie nalezy.
        • isabe Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 13:36
          przepraszam ale jak ekspedientka o 17:55 ma iluś klientów w sklepie, czy lekarz w przychodni to tez ich obsługuje i zostaje dłużej. Poza tym zwłaszcza w pierwszych klasach chyba warto porozmawiać, poznać dzieci, żeby łatwiej było rozwiązywać konflikty i problemy. Jak chcesz sprowadzić rolę nauczyciela to tego, że przychodzę na 8 wychodzę o tej i o tej godzinie i mam wszystko gdzieś to może taka osoba właśnie minęła się z powołaniem. Nikt nie każe nauczycielowi siedzieć godzinami z rodzicami, praca nad asertywnością tez jest wskazana, ale jak jest konieczność to po prostu trzeba. Z doświadczenia również wiem , ze zwykle tylko na pierwszych kilku konsultacjach jest wielu rodziców , bo to początek a potem tłumy nie drepczą i nie wylewają żali tylko rodzice jak naprawdę jest jakiś problem to idą.
        • alin9 Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 16:52
          Ja odpowiem na przykładzie konserwatora maszyn.Nauczyciele,któremu tak współczujesz,o sztywnej godzinie do domu.Mój znajomy w w/w branży siedzi (nie raz w tygodniu godzinę).Musi usunąć awarię maszyn.Pracuje w różnych godzinach i nie płacze na forum.Nie chroni go karta nauczyciela ani inne przywileje.No i nie ma tyle wolnego co biedni nauczyciele.
          • anestezjolog72 Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 17:12
            Odbije piłeczkę. Przez kilkanaście dni nie dało sie doprosić Mości Konserwatora. U nas. Mimo próśb i gróźb.
        • hankam Re: Współczuję nauczycielkom 05.09.14, 09:19
          Tak się czasem zdarza, jeśli jednak nauczyciel wie, że czeka na niego kilka innych osób, to powinien umieć opanować nawrażliwą mamuśkę z nadmiarem czasu. Może też wprowadzić umawianie telefoniczne - jeśli ktoś jest nieumówiony, musi się liczyć z tym, że nie będzie dla niego czasu.

          Ach, jak pięknie geograf okiełznał rodziców trzeciej klasy gimnazjum , którzy zorganizowali specjalne spotkanie z nim (oraz dwójką innych nauczycieli), bo inne klasy były o dwie czy trzy lekcje do przodu (a przecież od tego zależy cała przyszłość dzieciaczków). Nawet na sekundę nie wypuścił sytuacji z rąk, spotkanie trwało 15 minut.
        • jakw Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 01:55
          anestezjolog72 napisała:

          > Wyobraź sobie, że nauczyciel ma dyżur od 17.00 do 18.00 Dyz
          > ur ustalony, wynikający z "siatki" godzin itd. Oznacza to, ze o 18.00 nauczycie
          > l ma prawo wyjść z pracy a tu w kolejce jeszcze 3 osoby, po jedna mama miała 50
          > punktową liste pretensji i żalów
          W szkole młodszej na dni otwarte są zapisy - na jednego rodzica przeznaczone jest bodaj 15 minut. Gdyby takie dyżury były trochę częściej niż 2 razy w semestrze (np. raz na tydzień/dwa) to może nie byłoby aż takich kolejek a rodzic spokojnie mógłby pogadać. A pani od 50-punktowej listy przychodziłaby co tydzień z 3-ma problemami.Zresztą akurat osoby, które dręczą nauczycieli 55 minutami pierdółek to zazwyczaj nie mają innych problemów na głowie i są skłonne łapać nauczyciela w samo południe.
    • isabe Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 13:29
      widzisz a ja z własnego doświadczenia wiem, że jak się nie będzie interesowało i ingerowało w nieprawidłowości w młodszych klasach to szkoła może delikatnie mówiąc okazać się nieodpowiedzialna. Np. we własnym zakresie " rozwiązać" problem pobicia 7 latka przez innego starszego ucznia, czy usadzić 7 letnie dzieci bokiem do tablicy tak że połowa klasy będzie przez cały rok siedzieć " w skręcie" bo nie poprzestawiają mebli no bo przykręcili je już do podłogi. Nie krytykuj tak rodziców, opisujesz jakieś skrajności momentami, ale akurat problem z np. siedzeniem obok kogoś kto dokucza, itd to według mnie nie jest błachostka. Dzieci są różne i się różnie socjalizują i czasami cos co dla jednego nie jest problemem , dla drugiego może być bardzo dużym.. Oni spędzają masę czasu w salach.
      • azja001 Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 14:10
        Nie ma nic gorszego niz rodzice wp...jący się w pracę nauczycieli. Czy wam też w waszych pracach ktos tak dyszy nad głową? Jak czulibyście się gdyby ktoś z góry wam nie ufał i ciągle kontrolował. Trochę zaufania do nauczycieli, oni raczej wiedzą co robią.
        • isabe Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 14:23
          no takie życie. W pracy szefowie się czepiają , albo klienci mają jakieś pretensje. Witaj w życiu dorosłych. Szkoła to instytucja a my i nasze dzieci jesteśmy klientami.I tak jak od lekarza oczekują fachowej pracy i zaangażowania tak samo od nauczyciela , a u mnie w pracy klienci wymagają tego ode mnie. Witamy w normalnym dorosłym życiu.
          • iwoniaw 10/10 04.09.14, 15:05
            Naprawdę nie wiem, skąd w wielu (nie wszystkich, wiem) nauczycielach przekonanie, że ludzie w innych zawodach nie są oceniani, nikt im "nie dyszy nad głową", nie ma klientów trudnych ani interesantów podnoszących ciśnienie. Otóż owszem, są to normalne elementy pracy na niemal każdym stanowisku, w dodatku na ogół trzeba codziennie pracować 8h cięgiem, kontrole nie są zapowiadane z wyprzedzeniem (jak, nie przymierzając, hospitacje na lekcji, które dyrektor musi zapowiedzieć wcześniej!) i nie ma Karty chroniącej przed zwolnieniem, ot, szef w normalnej firmie może uznać, że mu się współpraca z kimś nie układa, a jeśli na kogoś są ciągłe skargi od klientów, to już w ogóle nie ma o czym mówić...
          • paniusiapobuleczki Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 21:10
            "Szkoła to instytucja a my i nasze dzieci jesteśmy klientami".
            No właśnie, że nie. To jest od początku błędne założenie! Ponieważ edukacja jest obowiązkowa dziecko chodząc do szkoły wypełnia swój obywatelski obowiązek. Za edukację dzieci odpowiedzialni są zarówno rodzice i nauczyciele, stwarzając im odpowiednie warunki do uczenia się. Obowiązkiem nauczyciela jest przekazać, to co spece uznali za stosowne w podstawie programowej, nauczyć dzieci współpracy i współżycia społecznego w grupie, wreszcie nauczyć jak samodzielnie zdobywać wiedzę. Rodzie mogą przekazywać dzieciom wiedzę jaką uznają za stosowną, powinni też pomóc im się samodzielnie uczyć i powinni wspierać szkołę w ich działaniach. To jest WSPÓŁPRACA, a nie stosunek klient- wykonawca.
            • scher To bardzo charakterystyczne 05.09.14, 07:00
              paniusiapobuleczki napisała:

              > Obowiązkiem nauczyciela jest przekazać, to co spece uznali za
              > stosowne w podstawie programowej, nauczyć dzieci współpracy
              > i współżycia społecznego w grupie, wreszcie nauczyć jak
              > samodzielnie zdobywać wiedzę.

              To bardzo charakterystyczne, że nie używasz słowa "wiedza", że obowiązkiem nauczycieli jest przekazać dziecku wiedzę.

              W zamian jako rodzice otrzymujemy to charakterystyczne postmodernistyczne pierdu-pierdu o uczeniu "współpracy", "życia w grupie", "samodzielnego uczenia się" itp.

              Skutek tego taki, że dzisiejsze szkoły kończą po prostu niedouczone głąby z cechami osobowości predestynującymi co najwyżej do pracy przy taśmie i wykonywania poleceń aktualnie rządzących, a uczniowie nawet najzdolniejsi de facto otrzymują świadectwo wykazania się złudzeniami i nieuzasadnionym zadowoleniem z własnych dokonań.

              Jakże daleko odeszliśmy od ideałów nauczania klasycznego...
              • paniusiapobuleczki Re: To bardzo charakterystyczne 05.09.14, 08:14
                Podstawa programowa to też "wiedza" tylko w jakiś tam sposób ograniczona i ujednolicona. Rodzice zaś mogą przekazywać na temat tego co im się żywnie podoba, jeden o mrówkach i owadach , innych o żaglówkach , a jeszcze inny o rodzajach trunków (tu: ironia!).

                Ale o co chodzi z tym postmodernistycznym pierdu pierdu? W szkole jest miejsce i na wspólpracę (wspólnie robimy ćwczenie, pomagamy sobie, jesteśmy oceniani jako zespół) i naukę indywidualną czyli wbicie sobie do głowy odpowiedniej partii wiedzy (tak, aby później radzić sobie na studiach). Relacja klient-usługodawca naprawdę tu nie działa. Mówię ci to i jako nauczycielka i jako matka. Poza tym- głąby ze szkół wychodziły zawsze.
                • hankam Re: To bardzo charakterystyczne 05.09.14, 09:23
                  Też sądzę, że patrzenie na szkołę w kategoriach klient - usługodawca jest niewłaściwe i prowadzi do postawy roszczeniowej.
                  Bardzo fajnie napisałas.
                  • paniusiapobuleczki Re: To bardzo charakterystyczne 05.09.14, 18:33
                    Dzięki smile
                • scher Re: To bardzo charakterystyczne 05.09.14, 11:29
                  paniusiapobuleczki napisała:

                  > Podstawa programowa to też "wiedza" tylko w jakiś tam sposób ograniczona

                  No i o to chodzi. Szkoła zrobiła się pod względem treści nauczania mocno ograniczona, skutkiem czego "produkuje" ludzi o ograniczonych horyzontach.

                  > Ale o co chodzi z tym postmodernistycznym pierdu pierdu?

                  Że ideały nauczania klasycznego zostały w oświatowej hierarchii wartości odsunięte na sam koniec. Ważniejsza 'współpraca', 'asertywność', 'inteligencja emocjonalna' (to jest to postmodernistyczne pierdu-pierdu) niż 'mądrość', 'wiedza', 'erudycja', 'ogłada', 'kindersztuba'...

                  > głąby ze szkół wychodziły zawsze.

                  Ale nie z czerwonymi paskami na świadectwach.
                  • paniusiapobuleczki Re: To bardzo charakterystyczne 05.09.14, 18:30
                    Scher, ale nie o treści nauczania jest ten wątek tylko o relacjach między rodzicami i nauczycielami. Zjeżyły cię użyte przeze mnie określenia. Zapewniam cię, że to wierzchołek góry lodowej. To, czego musimy wysłuchiwać na radach, czytać i pisać tworząc bzdurne dokumenty przyprawia nas o mdłości, taki właśnie postmodernistycznymi pierdami musimy się posługiwać.
                    Co do ograniczonej wiedzy przekazywanej w szkole- piszę z pozycji osoby uczącej i mającej dzieci w bardzo dobrych liceach. Wydaje mi się, że wiedza nie jest az taka wąska. Teraz każdy etap kształcenia (czyli po ludzku szkoła podstawowa, gimnazjum etc) powinna przygotować do tego, aby uczeń radził sobie na kolejnym poziomie i ja uważam, ze liceum (tak do 20-25 miejsca w rankingu) przygotowuje na porządne, państwowe studia. Uczniowie oczywiście muszą włożyć dużo własnej pracy- czyli po ludzku dużo się uczyć, żeby ten cel osiągnąć. Ale w dzisiejszych czasach szkoła nie uczy już wszystkiego. Dzieci zdobywają wiedzę oglądając choćby Discovery (przepraszam za truizm, ale tak jest). Myślę, że nauczycielom byłoby łatwiej gdyby mieli przekazywać głównie wiedzę bez tych pierdów wokół, ale to se ne wrati. W mojej szkole dostanie świadectwa z paskiem prawie graniczy z cudem, w szkole w której bywam na maturach (tak ok 50 m-ce w rankingu) kiedyś pół klasy miało. Tylko co z tego, jeżeli podostawali się na studia to typu Wyższa szkoła gotowania na gazie. Ponieważ uczę języka obcego u mnie te wszystkie współprace, prace w grupie, projekty itd. są od dawna uznanymi metodami nauczania. Zauważam natomiast, że dzieci często chowane są na egoistów i egocentryków i taka praca w grupie może je czegoś nauczyć, o ile rodzice się nie przyczepią, ze ich dziubdziuś został skrzywdzony. Nauczanie kindersztuby to śmiech na sali w czasach kiedy wszyscy mówią "jaka pani profesor w liceum, a co ona ma profesora?" Zwrócenie uwagi uczniowi, to często poniżanie ( w opinii rodziców). Jakkolwiek ja nie narzekam, bo w liceach rodzice trochę odpuszczają, roszczeniowość dotyczy raczej "wcześniejszych etapów kształcenia". Uczniów też mam całkiem fajnych i oczytanych.
                    • alin9 Re: To bardzo charakterystyczne 05.09.14, 18:58
                      Nauczanie kindersztuby to śmiech na sali w czasach kiedy wszyscy mówią "jaka pani profesor w liceum, a co ona ma profesora?

                      Pytanie brzmi jak kiedyś nauczyciele(na każdym poziomie edukacji) potrafił mieć szacunek u uczniów w każdym wieku?

                      Zauważam natomiast, że dzieci często chowane są na egoistów i egocentryków i
                      > taka praca w grupie może je czegoś nauczyć, o ile rodzice się nie przyczepią, z
                      > e ich dziubdziuś został skrzywdzony.

                      Nie generalizuj proszę.No i druga strona medalu.Dziecko siedzące w szkole od 8 do 17/18 gdzieś widzi ten egoizm zanim wróci do domu.
                      • paniusiapobuleczki Re: To bardzo charakterystyczne 05.09.14, 23:06
                        Chcesz powiedzieć, że nauczyciele mieli kiedyś szacunek bo byli lepsi? Nie byli. Mieli szacunek, bo rodzice krótko trzymali dzieci i raczej brali stronę nauczycieli na zasadzie, że dzieci i ryby głosu nie mają.
                        Czy chcesz również powiedzieć, ze to szkoła uczy te biedne dzieci egoizmu? Ja mam zupełnie inne doświadczenia, moje dzieci od 8 do 16 były raczej uczone działania na rzecz grupy.
                        • jakw Re: To bardzo charakterystyczne 06.09.14, 01:40
                          paniusiapobuleczki napisała:

                          > Chcesz powiedzieć, że nauczyciele mieli kiedyś szacunek bo byli lepsi? Nie byli
                          > . Mieli szacunek, bo rodzice krótko trzymali dzieci i raczej brali stronę naucz
                          > ycieli na zasadzie, że dzieci i ryby głosu nie mają.
                          Mieli szacunek bo potrafili dzieci ciągnąć za uszy.

                          > Czy chcesz również powiedzieć, ze to szkoła uczy te biedne dzieci egoizmu? Ja m
                          > am zupełnie inne doświadczenia, moje dzieci od 8 do 16 były raczej uczone dział
                          > ania na rzecz grupy.
                          Rozumiem, że po 16 twoje dzieci były uczone egoizmu?
                        • alin9 Re: To bardzo charakterystyczne 06.09.14, 07:22
                          Chcesz powiedzieć, że nauczyciele mieli kiedyś szacunek bo byli lepsi?

                          Nie byli ale umieli zdobyć ten szacunek.Teraz to albo włazid... albo mały szantaż.

                          Mieli szacunek, bo rodzice krótko trzymali dzieci i raczej brali stronę naucz
                          > ycieli na zasadzie, że dzieci i ryby głosu nie mają.

                          To teraz rodzice uczą braku szacunku do nauczycieli i nie tylko?Człowiek całe życie się uczy.Do tego wcale nie trzeba krótko trzymać dziecka.Jakieś średniowiecze Rysujesz.

                          Czy chcesz również powiedzieć, ze to szkoła uczy te biedne dzieci egoizmu? Ja m
                          > am zupełnie inne doświadczenia, moje dzieci od 8 do 16 były raczej uczone dział
                          > ania na rzecz grupy.

                          No skoro gdzieś go załapały.W szkole przebywają długo.Jest więc taka sama szansa oskarżenia domu i szkoły.Cieszę się,że Masz inne doświadczenia.Nie wyklucza to by ktoś miał odmienne.

                          • 77kunda Re: To bardzo charakterystyczne 06.09.14, 08:19
                            Kiedyś przy dziecku nie powiedział złego słowa na nauczyciele, nauczyciel mógł nie mieć racji ale nie komentowało się tego przy dziecku a teraz bardzo często słyszę jak rodzice narzekają na nauczycieli czy wychowawców przy dziecku a potem efekt że dziecko nie ma szacunku dla nauczyciela
                            • zofijkamyjka Re: To bardzo charakterystyczne 06.09.14, 08:51
                              ja tam nie pamietam, żeby u mnie w domu była zasada, że nie mozna powiedziec złego słowa o nauczycielu..... Jak nauczyciel był kiepski to trudno udawac że jest dobry. Jak potraktował niewłasciwie to i mama poszła na powazna rozmowę i była bardzo skuteczna.
                              • 77kunda Re: To bardzo charakterystyczne 06.09.14, 11:07
                                sytuacja z klasy 1 czy 2 dzieci maja nauczyć się wiersza na pamięć i jedno dziecko nie nauczyło się i pani pyta dlaczego i głośno dziecko odpowiada że mama powiedziała że wiersz jest głupi i jak można kazać dzieciom uczyć się takich durnych wierszy...pani zrobiła zebranie i oświadczyła, że nie układała programu tylko go realizuje i taki komentarze przy dziecku są nie wskazane i wyszła z propozycja aby mądra mamusia napisała do ministerstwa w sprawie wiersza. A w ogóle myślicie że któraś z mam przyznała że to ona nie kazała uczyć się dziecku wiersza, nie bo po co.
                                • scher Też głupi komentarz nauczycielki 06.09.14, 13:08
                                  77kunda napisała:

                                  > pani zrobiła zebranie i oświadczyła, że nie układała programu tylko
                                  > go realizuje i taki komentarze przy dziecku są nie wskazane i wyszła
                                  > z propozycja aby mądra mamusia napisała do ministerstwa w sprawie
                                  > wiersza.

                                  Oczywiście uważam za niedopuszczalne i prostackie krytykowanie przez rodziców dzieł literackich, że niby są "głupie". Ale nad rodzicami też można prowadzić pracę wychowawczą, objaśniając im kulturę wysoką, jeżeli do tej pory się z nią nie zetknęli albo jej nie rozumieją.

                                  Lecz używanie argumentacji odwołującej się do "władzy wyższej", sprowadzanie roli nauczycieli do bezwolnego wykonawcy poleceń rządzących to podcinanie gałęzi, na której się siedzi? Czym w takim ujęciu różni się nauczyciel od kasjerki w Biedronce? Ma zrobić, co każą, i nie myśleć?

                                  Czego nauczyciele o takiej osobowości i takich schematach myślowych nauczą nasze dzieci, jakie wartości im wpoją, jakie postawy im przekażą?
                                  • paniusiapobuleczki Re: Też głupi komentarz nauczycielki 06.09.14, 13:54
                                    Czy ja wiem czy aż taki głupi ten komentarz? Nie wiemy dokładnie co nauczycielka powiedziała. Być może wybrała jeden z kilku wierszy zalecanych przez ministerstwo. Wcale nie musiał być zły, po prostu nie podobał się jednej pani. Może nauczycielka uznała, że w tym przypadku nie należy rozkminiać sprawy i edukować rodziców tylko krótko wyjaśnić, że nie życzy sobie takich komentarzy. Oczywiście są nauczyciele, bezwolne pulpy powtarzający tylko "ale co ja mogę, co ja mogę proszę państwa".
                                    • scher Re: Też głupi komentarz nauczycielki 06.09.14, 14:04
                                      paniusiapobuleczki napisała:

                                      > Być może wybrała jeden z kilku wierszy zalecanych przez ministerstwo.
                                      > Wcale nie musiał być zły, po prostu nie podobał się jednej pani.

                                      Wybrała, to wybrała. Ona ma wybierać mądrze, a moją rolą jako rodzica nie jest podważanie jej wyborów.

                                      Ale nauczycielka wtedy będzie mieć autorytet, kiedy tak postawi sprawę, a nie będzie się podpierać autorytetem "władzy", czyli autorytetem zewnętrznym.

                                      Większość nauczycieli dlatego nie ma autorytetu, że są słabi i muszą korzystać z cudzego autorytetu, w tym wypadku ministerstwa.
                                      • paniusiapobuleczki Re: Też głupi komentarz nauczycielki 06.09.14, 17:22
                                        Ale nauczyciele naprawdę muszą wypełniać polecenia z góry! Niektóre są idiotyczne, więc co mam z przekonaniem tłumaczyć rodzicom dlaczego to czy tamo jest dobre skoro nie jest? Czasami łatwiej powiedzieć "proszę państwa też mi się to nie podoba, ale takie są wymagania". zresztą problem miałkości nauczycieli (niektórych!) nie jest nowym problemem. Za moich czasów wykonywali polecenia partii. Szacunku wśród uczniów nie mieli, ale mało kto podskakiwał, raz, ze z powodu kindersztuby wpojonej głównie przez rodziców i wymaganej w szkole, dwa ze strachu i zasady, ze nauczycielom się nie pyskuje.
                                        Zresztą moje zdanie jest takie, ze obecny brak szacunku dla nauczycieli i kwestionowanie przez niektórych rodziców poleceń i wyborów nauczycieli czy też roszczeniowość wynika z (nieuświadomionej?) chęci odegrania sie za swoje młode lata szkolne, kiedy to ucznia można było bezkarnie poniżać. Teraz każdy chce dla swojego dziecka jak najlepiej i widzi krzywdę tam, gdzie jej nie ma.
                                        • alin9 Re: Też głupi komentarz nauczycielki 06.09.14, 18:57
                                          Jakie poniżanie?Poniżali Cie? To przykre.Mało kto podskakiwał ze strachu?Przed czym/kim?Nauczyciel to był autorytet.1.Wyniesione z domu.2.To było normalne i nadal powinno być ale...Jak szanować tych co sami nie maja szacunku(niektórzy).
                                          • paniusiapobuleczki Re: Też głupi komentarz nauczycielki 07.09.14, 09:13
                                            Nie masz czego współczuć bo ja się nie czułam specjalnie poniżona. Po prostu nauczyciel miał prawo przez pół lekcji wydzierać się na uczniów, ze są stadem baranów i nieuków. Czy czulismy się z tym źle? Nie, bo tak było. Nie wiem ile masz lat ale w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych nie było w zwyczaju, żeby rodzic szedł z tym na skargę do dyrekcji, bo oczywiste było, ze nauczyciel na pewno miał rację-jesteśmy stadem nieuków. No i teksty, że mama powiedziała, że wiersz jest głupi raczej się nie zdarzały. Tak, jak sama napisałaś szacunek wobec nauczyciela był wyniesiony z domu.
                                            • zofijkamyjka Re: Też głupi komentarz nauczycielki 07.09.14, 09:23
                                              to nie był żaden szacunek tylko strach.
                                              • scher Re: Też głupi komentarz nauczycielki 07.09.14, 10:18
                                                zofijkamyjka napisała:

                                                > to nie był żaden szacunek tylko strach.

                                                Nie strach, lecz szacunek oparty na respekcie. Nie doświadczyłaś, nie masz pojęcia, co to było.
                                                • zofijkamyjka Re: Też głupi komentarz nauczycielki 07.09.14, 13:35
                                                  a skąd wiesz czego ja doświadczyłam? Pamiętam zarówno nauczycieli, których się szanowało jak i takich, których się poprsostu bardzo baliśmy i nie miało to najczęsciej nic wspólnego z szacunkiem
                                                  • anestezjolog72 Re: Też głupi komentarz nauczycielki 08.09.14, 14:58
                                                    Miałam w podstawówce matematyczkę- bardzo starszą panią, która miała traumatyczne przeżycia okupacyjne ( Oświęcim przedtem Pawiak). Wydzierała się na nas. Dziś pewnie 99% rodziców zrobiłoby awanturę w mediach, bo czasem padło i niecenzuralne słowo, ale była to osoba, której chciało się uczyć, zalezało jej na przekazaniu wiedzy. Potrafiła tłumaczyć, choć pociły nam się ręce ze strachu. Dziś pewnie uznałoby się to za mobbing czy nie wiadomo co. Ale po owocach ja poznajmy. Tylko z mojego rocznika wyszło 2 profesorów matematyki, jeden fizyki a ja ( nie wiem jak inni) bez problemu rozwiązuje po latach maturę z matmy, choć zawodowo robie zupełnie coś innego.
                                                  • zofijkamyjka Re: Też głupi komentarz nauczycielki 08.09.14, 16:27
                                                    anestezjolog72 napisała:

                                                    > Potrafiła tłumaczyć, choć pociły nam się ręce ze strachu.
                                                    No nie wiem, paniczny strach napewno nie pomaga w rozumieniu.
                                                  • anestezjolog72 Re: Też głupi komentarz nauczycielki 08.09.14, 16:54
                                                    Jak widać specjalnie nam nie przeszkodził. Nikt nie wylądował w psychiatryku, nikt nie zaczął ćpać, nikt nie popełnił samobójstwa, nikt z rodziców nie robił awantur. Jacyś profesorowie wyszli spod jej ręki. Po owocach ja poznacie.
                                                  • zofijkamyjka Re: Też głupi komentarz nauczycielki 08.09.14, 17:00
                                                    anestezjolog72 napisała:

                                                    > Jak widać specjalnie nam nie przeszkodził. Nikt nie wylądował w psychiatryku, n
                                                    > ikt nie zaczął ćpać, nikt nie popełnił samobójstwa, nikt z rodziców nie robił a
                                                    > wantur. Jacyś profesorowie wyszli spod jej ręki. Po owocach ja poznacie.

                                                    no może jacyś i wyszli, a może gdyby jej metodą nie był strach, wyszło by ich wiecej. W mojej klasie o rozszerzonym angielskim wyszło sporo wyśmienitych lingwistów a nauczycielka miała nietypowe, bardzo liberalne, wręcz luzackie metody nauki języka.
                                                    mi tam paniczny strach nigdy w nauce nie pomagał ale może ktos lubi?.....
                                                  • anestezjolog72 Re: Też głupi komentarz nauczycielki 08.09.14, 17:16
                                                    A ma prawo?
                                                  • zofijkamyjka Re: Też głupi komentarz nauczycielki 08.09.14, 17:37
                                                    anestezjolog72 napisała:

                                                    > A ma prawo?

                                                    do strachu? jak najbardziej smile
                                              • alin9 Re: Też głupi komentarz nauczycielki 07.09.14, 19:27
                                                Przed czym się pytam kolejny raz.Ja tego tak nie pamiętam.
                                            • alin9 Re: Też głupi komentarz nauczycielki 07.09.14, 19:26
                                              To Jesteśmy w podobnym wieku poddane edukacji.Nikt w mojej szkole podstawowej czy średniej nigdy nie nazwał nikogo wprost nieukiem.Jak ktoś nim był to rodzice nie szli na skargę.Co przeszkadza aby nadal szacunek wynosić z domu?Co mam myśleć o rodzicach, widząc brak szacunku siedmiolatka do nauczyciela,sprzątaczki,ochroniarza.Tylko dyrektorce powie dzień dobry.Skądś to wyniósł.Z przedszkola?Przedszkolak może ze żłobka?
                                        • zofijkamyjka Re: Też głupi komentarz nauczycielki 06.09.14, 19:15
                                          chyba sie mylisz, nauczyciel ma spore pole do popisu i do własnej inicjatywy. Lektury tez może wybrac dowolnie i wiersz do nauczenia na pamięć.
                                          • czeburaszka00 Re: Też głupi komentarz nauczycielki 09.09.14, 17:28
                                            zofijkamyjka napisała:

                                            > chyba sie mylisz, nauczyciel ma spore pole do popisu i do własnej inicjatywy. L
                                            > ektury tez może wybrac dowolnie i wiersz do nauczenia na pamięć.

                                            Nawet zakładając, że tak jest (czyli każdy nauczyciel ma pełną dowolność w wyborze lektur) - to czy nie sądzisz, że często będą takie sytuacje kiedy dany wiersz nie będzie się podobał jednemu rodzicowi, a inny wiersz znowu kolejnemu - i co? nauczyciel ma konsultować przez głosowanie, który wiersz podoba się wszystkim rodzicom? Czy raczej zdać się na własną wiedzę i doświadczenie (oraz program nauczania) na temat tego jakie wiersze (i inne teksty) są potrzebne/ ciekawe / warte przeczytania nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydają się 'głupie'?


                                            Zresztą, na późniejszych etapach kształcenia, jest wiele dzieł literackich mocno hermetycznych, które jasne czy dostępne stają się dopiero po omówieniu - i od tego jest szkoła / nauczyciel by pomóc uczniom w ich lekturze. Ale jeśli dziecko od małego jest uczone, że wszystko co trudniejsze, mniej dostępne, niejasne lub też na pierwszy rzut oka za proste (w domyśle 'zbyt prostackie' - tu polecam wiersz Juliana Kornhausera 'Lekcja o przyimku'(*) ) jest 'głupie' i nie trzeba się takim tekstem zajmować, to nie ma się co dziwić, że później nie będzie chciało czytać niczego co do zrozumienia wymaga choć trochę wiedzy i wysiłku.

                                            (*)Julian Kornhauser

                                            Lekcja o przyimku
                                            Ptaszek siedzi w klatce.
                                            Ptaszek wychodzi z klatki.
                                            Ptaszek chodzi po klatce.
                                            Ptaszek fruwa nad klatką.
                                            Ptaszek wchodzi do klatki.
                                            Ptaszek bije skrzydłami o klatkę.
                                            Ptaszek siedzi przy klatce.
                                            Ptaszek trzyma łapki na klatce.
                                            Ptaszek wychodzi za klatkę.
                                            Biedny ptaszek.

                                            - co byście rodzice powiedzieli o tym wierszu -głupi? - a jest to wiersz, który uczniowie mieli zinterpretować -naście lat temu na maturze z jęz. polskiego
                                            • zofijkamyjka Re: Też głupi komentarz nauczycielki 09.09.14, 19:49
                                              czeburaszka00 napisał(a):

                                              > Nawet zakładając, że tak jest (czyli każdy nauczyciel ma pełną dowolność w wybo
                                              > rze lektur) - to czy nie sądzisz, że często będą takie sytuacje kiedy dany wier
                                              > sz nie będzie się podobał jednemu rodzicowi, a inny wiersz znowu kolejnemu - i
                                              > co? nauczyciel ma konsultować przez głosowanie, który wiersz podoba się wszystk
                                              > im rodzicom?
                                              Nie, nauczyciel nie musi wszystkiego konsultować! litosci, ma zadac wiersz czy lekture , ewentualnie umiec uzasadnic niezadowolonym. Ale z drugiej strony: jak sie komus wybitnie nie podoba to jak sie nie nauczy to dostanie jedynkę. I koniec. Nie wymagajmy żeby kazdy wiersz czy inny utwórt sie wszystkim podobał.
                                              • czeburaszka00 Re: Też głupi komentarz nauczycielki 09.09.14, 19:54
                                                zofijkamyjka napisała:

                                                >Nie wymagajmy żeby kazdy wiersz czy inny utwórt sie wszystkim podobał.

                                                Nie postuluję tego. Ale nawet jak się nie podoba, to moim zdaniem warto umieć uzasadnić dlaczego. A do tego trzeba przeczytać, pomyśleć, być może z kimś na ten temat porozmawiać ... I do tego wolę namawiać uczniów, którym się utwory literackie 'nie podobają' - żeby umieli powiedzieć dlaczego. I jeśli tak jest, to absolutnie nigdy nie postawiłabym jedynki.
                                                • zofijkamyjka Re: Też głupi komentarz nauczycielki 09.09.14, 20:51
                                                  czeburaszka00 napisał(a):

                                                  > Nie postuluję tego. Ale nawet jak się nie podoba, to moim zdaniem warto umieć u
                                                  > zasadnić dlaczego. A do tego trzeba przeczytać, pomyśleć, być może z kimś na te
                                                  > n temat porozmawiać ...

                                                  no przeciez ja o tym cały czas piszę, że to może być wstęp do ciekawej i cennej dyskusji z dziećmi czy młodzieżą.
                                              • scher Ty spłycasz ten problem 09.09.14, 20:27
                                                zofijkamyjka napisała:

                                                > Ale z drugiej strony: jak sie komus wybitnie nie podoba to jak sie nie nauczy
                                                > to dostanie jedynkę. I koniec.

                                                Wydaje mi się, że nie dostrzegasz istoty problemu. Uważasz, że rodzice stwierdzili, że wiersz "jest głupi", tym samym dając przyzwolenie na nienauczenie się go i otrzymanie jedynki.

                                                Moim zdaniem słowa, że wiersz jest głupi, znaczyły de facto, że nauczycielka zadaje bzdury, więc rodzic zwalnia dziecko z obowiązku i nie daje nauczycielce przyzwolenia na wyciąganie konsekwencji.

                                                Tak więc dziecko usłyszało, że to nauczycielka jest głupia, bo zadaje głupie wiersze. Nie dość, że głupia, to jeszcze może uczniowi skoczyć.
                                                • zofijkamyjka Re: Ty spłycasz ten problem 09.09.14, 21:07
                                                  scher napisał:

                                                  > Tak więc dziecko usłyszało, że to nauczycielka jest głupia, bo zadaje głupie wi
                                                  > ersze. Nie dość, że głupia, to jeszcze może uczniowi skoczyć.

                                                  to już Twoja i pewnie wielu nauczycieli daleko idaca interpretacja oceny wiersza że jest głupi. To fakt, nauczyciele moim zdaniem zbyt osobiście podchodza do wszelkich uwag krytycznych.Nie sądze tez żeby jakikolwiek rodzic negujac koniecznośc wykonania pracy domowej nie liczył sie ze zła oceną.
                                                  • scher Re: Ty spłycasz ten problem 09.09.14, 21:24
                                                    zofijkamyjka napisała:

                                                    > Nie sądze tez żeby jakikolwiek rodzic negujac koniecznośc wykonania pracy
                                                    > domowej nie liczył sie ze zła oceną.

                                                    Ty naprawdę malutko wiesz o obecnej polskiej rzeczywistości oświatowej. Brak ci szerszego spojrzenia.
                                                  • zofijkamyjka Re: Ty spłycasz ten problem 09.09.14, 21:34
                                                    scher napisał:

                                                    > Ty naprawdę malutko wiesz o obecnej polskiej rzeczywistości oświatowej. Brak ci
                                                    > szerszego spojrzenia.

                                                    może i malutko wiem smile
                                                    czyli Twoim zdaniem w polskiej publicznej szkole mozna zupełnie bezkarnie nie wykonać zadanej pracy domowej i nie ponieść konsekwencji w postaci złej oceny?
                                                  • scher Re: Ty spłycasz ten problem 09.09.14, 22:02
                                                    zofijkamyjka napisała:

                                                    > czyli Twoim zdaniem w polskiej publicznej szkole mozna zupełnie bezkarnie
                                                    > nie wykonać zadanej pracy domowej i nie ponieść konsekwencji w postaci
                                                    > złej oceny?

                                                    Oczywiście. Wystarczy mieć pyskatych lub ustosunkowanych rodziców.
                                                  • anestezjolog72 Re: Ty spłycasz ten problem 10.09.14, 07:56
                                                    Oczywiście, że tak. Można nie mieć 6 czy 5, ale zupełnie bezkarnie mozna mieć 3 a jesli rodzice się uprą, są pyskaci, agresywni, upierdliwi, obrotni to znajdą 1500 sposóbów, zeby wymusic na koniec co najmniej 3 a bywa, ze i 4 gdy "wykażą", ze ich dziecko cierpi na dysy. Moga postraszyc, pogrozić w rózny sposób jedni "ja znam kuratora" inni "ja znam bandziora".
                                        • scher Re: Też głupi komentarz nauczycielki 06.09.14, 19:16
                                          Masz dużo racji w tym, co piszesz, i nie mam z czym polemizować smile
                                          • paniusiapobuleczki Re: Też głupi komentarz nauczycielki 07.09.14, 09:15
                                            smile
                                    • zofijkamyjka Re: Też głupi komentarz nauczycielki 06.09.14, 19:13
                                      ale jakich komentarzy? że wiersz komus sie wydaje głupi? to tez może byc wstępem do dyskusji. Oczywiscie w naszej szkole zawsze każde dzieło literackie musi sie obowiązkowo podobać i dziecku i rodzicowi. My nie dopuszczamy ocen krytycznych.
                                      • paniusiapobuleczki Re: Też głupi komentarz nauczycielki 07.09.14, 09:28
                                        "My nie dopuszczamy ocen krytycznych"
                                        Ojezu nie! Nie ma się wszystkim podobać. Chodzi o to, że nauczycielka zadała pracę domową- nauczyć się wiersza- a mama powiedziała "co za głupi wiersz, nie ucz się go". Zakwestionowała polecenie nauczycielki.To jest właśnie niszczenie autorytetu nauczyciela. Moim dzieciom też nie podobały się różne wiersze. Żal mi ich było, ale mówiłam, że mi też ten wiersz się niespecjalnie podoba (jeśli tak było) ale praca domowa to praca domowa i tłumaczyłam dlaczego pani coś takiego dała. Żeby ulżyć dzieciom pokazywałam im jak mogą szybko i skutecznie nauczyć się go na pamięć. W życiu nie zawsze wszystko się wszystkim podoba i jest przyjemne.
                                        • mamma_2012 Re: Też głupi komentarz nauczycielki 07.09.14, 10:11
                                          Kiedys, zamiast zrobic aferę, poprosiłam grupę dzieci, zeby napisały mi "wypracowanie", co zrobiły nie tak, dlaczego i jak być powinno.
                                          Wszyscy oprócz jednego chłopca zrobili to i po sprawie.
                                          Ten jeden chłopiec, powiedział, ze tata kazal mu tego nie robić, bo powinnam wiedzieć, ze w czwartej klasie dzieci nie potrafią pisać wypracowanuncertain
                                          • scher Re: Też głupi komentarz nauczycielki 07.09.14, 10:19
                                            mamma_2012 napisała:

                                            > Ten jeden chłopiec, powiedział, ze tata kazal mu tego nie robić, bo
                                            > powinnam wiedzieć, ze w czwartej klasie dzieci nie potrafią pisać
                                            > wypracowanuncertain

                                            Tu też jestem ciekaw, co zrobiłaś.
                                        • zofijkamyjka Re: Też głupi komentarz nauczycielki 07.09.14, 13:40
                                          to sa dwie sprawy: krytyka wiersza i zakwestionowanie polecenia.
                                          Ja nie wiem skąd w nauczycielach takie przekonanie o nieomylności. Ktos zakwestionował polecenie najwyżej dostanie jedynkę. Dlaczego odbierasz mu takie prawo?
                                      • anestezjolog72 Re: Też głupi komentarz nauczycielki 08.09.14, 15:01
                                        Uczylam się na pamięć wierszy - róznych, mądrych, głupich, na akademię ku czci, fragmentów prozy ( Syzyfowe prace) itd. Bez sensu? Nie wiem. Na I roku studiów miałam anatomie prawidłową człowieka. Taka dość gruba książka pana Bochenka do nauczenia się prawie na pamięć. I własnie dobrze wytrenowana pamięć na tych "głupich" wierszch i prozach pozwoliła mi w miare łatwo wykuć to co słuzy mi ( fragmentarycznie) do dziś.
                                        • mamma_2012 Re: Też głupi komentarz nauczycielki 08.09.14, 15:18
                                          Ja do tej pory pamietam słowa "Miedzynarodowki".
                                          Wogole strasznie niedzisiejsza jesteś. Lekarz przyszłości, to sobie takie rzeczy na szybko w wikipedii sprawdza, a nie zaśmieca umysł zbytecznymi informacjamitongue_out
                                          • anestezjolog72 Re: Też głupi komentarz nauczycielki 08.09.14, 16:54
                                            Ano niedzisiejsza. wink
                                      • czeburaszka00 Re: Też głupi komentarz nauczycielki 09.09.14, 17:30
                                        zofijkamyjka napisała:

                                        > ale jakich komentarzy? że wiersz komus sie wydaje głupi? to tez może byc wstępe
                                        > m do dyskusji. Oczywiscie w naszej szkole zawsze każde dzieło literackie musi s
                                        > ie obowiązkowo podobać i dziecku i rodzicowi. My nie dopuszczamy ocen krytyczny
                                        > ch.

                                        Oceny krytyczne dopuszczam - chętnie porozmawiam z rodzicem, który ma argumenty, a nie tylko powierzchowne oceny (że wiersz 'głupi') na temat tego, czemu tak sądzi. Na razie jednak nie miałam takiej okazji - ciekawe dlaczego...
                                        • zofijkamyjka Re: Też głupi komentarz nauczycielki 09.09.14, 19:51
                                          czeburaszka00 napisał(a):

                                          > Na razie jednak nie miałam takiej okazji - ciekawe dlaczego...

                                          no to o co Ci chodzi? wszystkim sie podobało to nie dyskutują i nie krytykują.
                                          • czeburaszka00 Re: Też głupi komentarz nauczycielki 09.09.14, 19:56
                                            zofijkamyjka napisała:

                                            > czeburaszka00 napisał(a):
                                            >
                                            > > Na razie jednak nie miałam takiej okazji - ciekawe dlaczego...
                                            >
                                            > no to o co Ci chodzi? wszystkim sie podobało to nie dyskutują i nie krytykują.

                                            Raczej - jeśli krytykują, to na zasadzie przedstawionej w tym wątku. A dla mnie ciekawe byłoby poznać opinię rodzica - dlaczego uważa dany tekst za 'głupi'. Można by go np zaprosić do klasy i wywiązałaby się dyskusja między dwoma stanowiskami... ech, marzenia wink
                                            >
                                            >
                                            • zofijkamyjka Re: Też głupi komentarz nauczycielki 09.09.14, 20:53
                                              czeburaszka00 napisał(a):

                                              > Raczej - jeśli krytykują, to na zasadzie przedstawionej w tym wątku. A dla mnie
                                              > ciekawe byłoby poznać opinię rodzica - dlaczego uważa dany tekst za 'głupi'. M
                                              > ożna by go np zaprosić do klasy i wywiązałaby się dyskusja między dwoma stanowi
                                              > skami... ech, marzenia wink
                                              no i super! tylko że w opisanej sytuacji było jedynie oburzenie i wychowawcza gadka dla rodziców na zebraniu.
                                              • czeburaszka00 Re: Też głupi komentarz nauczycielki 09.09.14, 21:00
                                                zofijkamyjka napisała:

                                                > no i super! tylko że w opisanej sytuacji było jedynie oburzenie i wychowawcza
                                                > gadka dla rodziców na zebraniu.
                                                >
                                                >
                                                No ale zaczęło się od tego, że jedyny komentarzem było - wiersz jest głupi. A jakże inaczej mogłoby się wszystko potoczyć (chociaż nie musiałoby) gdyby rodzic porozmawiał z dzieckiem, a potem ewentualnie z panią. Choć moim zdaniem, jeśli naprawdę uważałabym, że coś w programie jest niepokojącego raczej zaczęłabym od spokojnej rozmowy z nauczycielem, niż dawała komunikat dziecku 'nie ucz się tego, to głupie'.
                                                • zofijkamyjka Re: Też głupi komentarz nauczycielki 09.09.14, 21:28
                                                  czeburaszka00 napisał(a):

                                                  > No ale zaczęło się od tego, że jedyny komentarzem było - wiersz jest głupi.

                                                  no ale zamiast świetego oburzenia jak rodzic tak śmiał powiedzieć należało porozmawiać z dzieckiem a przy okazji z cała klasą, bo przeciez klasa tez to słyszała, dlaczego ten wiersz został zadany pomimo że komus sie mógł nie podobac czy wydawac głupi itd. itp. Moim zdaniem mozna było wykorzystać te sytuacje do madrej rozmowy może nawet bardziej wartosciowej niż wykucie tego wiersza.
                                                  W szkole publicznej ucza sie dzieci z rozmaitych środowisk, pewnie i z takich, w których kazdy wiersz jest totalna głupotą smile
                                • zofijkamyjka Re: To bardzo charakterystyczne 06.09.14, 19:09
                                  rozumiem że mamie musi sie podobac kazdy wiersz, który zadadzą dziecku w szkole..... Będąc ta nauczycielką poprostu postawiłabym dziecku 1 za brak odrobionej pracy domowej i wytłumaczyłabym dlaczego uważam, że wiersz jest wartosciowy.Każdy ma prawo miec swoje zdanie na temat utworu literackiego, i dziecko i rodzic.
                                  • anestezjolog72 Re: To bardzo charakterystyczne 08.09.14, 15:05
                                    Idąc dalej tym tokiem rozumowania każdy - i dziecko i rodzic ma prawo nie akceptować np. układu rozrodczego człowieka, weglowodorów nasyconych, badania przebiegu zmienności funcji czy wojen punikich - bo to głupie, bezsensowne, nieprzydatne, sprosne itd.
                                    • zofijkamyjka Re: To bardzo charakterystyczne 08.09.14, 16:30
                                      anestezjolog72 napisała:

                                      > Idąc dalej tym tokiem rozumowania każdy - i dziecko i rodzic ma prawo nie akcep
                                      > tować np. układu rozrodczego człowieka, weglowodorów nasyconych, badania przebi
                                      > egu zmienności funcji czy wojen punikich - bo to głupie, bezsensowne, nieprzyda
                                      > tne, sprosne itd.

                                      a zabronisz mu? kazdy ma prawo nie akceptować czegoś, ma prawo sie nawet nie nauczyc i dostać jedynkę smile
                                      • mamma_2012 Re: To bardzo charakterystyczne 08.09.14, 16:50
                                        Nie do końca tak jest. Jeśli dane zagadnienie jest w podstawie programowej, to już dowolnosci w nauczaniu sie go nie ma. Jeśli zbyt wiele zagadnien zostanie zakwestionowanych, konsekwencje sa jasne.
                                        • zofijkamyjka Re: To bardzo charakterystyczne 08.09.14, 16:55
                                          mamma_2012 napisała:

                                          > Nie do końca tak jest. Jeśli dane zagadnienie jest w podstawie programowej, to
                                          > już dowolnosci w nauczaniu sie go nie ma. Jeśli zbyt wiele zagadnien zostanie z
                                          > akwestionowanych, konsekwencje sa jasne.

                                          no ale zabronisz uczniowi ponieśc te konsekwencje?
                                          • mamma_2012 Re: To bardzo charakterystyczne 08.09.14, 17:02
                                            Skadze nic nie zabronie, tylko skąd potem święte oburzenie mamy i dziecka, ze ocena nie taka i te pielgrzymki na koniec roku, bo jednak uczeń zmienił zdanie i postanowił sie nauczyć. Jeśli ma ponosić konsekwencje zostaje z tym co ma. Klase można powtarzać dwa czy trzy razy.
                                            I nzahaczajac o skrajności nie do końca jest tak, ze uczeń może sie zwolnić, nawet za zgoda rodziców z nauczania pewnych podstawowych rzeczy, nawet jeśli piekielnie go nudzą, rodzice uważają, ze sa głupie.
                                            Społeczeństwo wykłada pieniądze na edukację, więc od edukowanego oczekuje efektów.
                                            • anestezjolog72 Re: To bardzo charakterystyczne 08.09.14, 17:15
                                              10/10
                                            • zofijkamyjka Re: To bardzo charakterystyczne 08.09.14, 17:28
                                              mamma_2012 napisała:

                                              > I nzahaczajac o skrajności nie do końca jest tak, ze uczeń może sie zwolnić, na
                                              > wet za zgoda rodziców z nauczania pewnych podstawowych rzeczy, nawet jeśli piek
                                              > ielnie go nudzą, rodzice uważają, ze sa głupie.
                                              a kto tak twierdzi? bo chyba nie ja. Ale olać jakis wiersz czy zagadnienie chyba może... najwyżej dostanie jedynkę czyli poniesie konsekwencję olania
                                      • anestezjolog72 Re: To bardzo charakterystyczne 08.09.14, 16:55
                                        Nie zabronię, ale nauczyciel ma prawo negatywnie ocenic takiego ucznia do niepromowania włacznie.
                                        • zofijkamyjka Re: To bardzo charakterystyczne 08.09.14, 17:03
                                          anestezjolog72 napisała:

                                          > Nie zabronię, ale nauczyciel ma prawo negatywnie ocenic takiego ucznia do niepr
                                          > omowania włacznie.
                                          łomatko, toć ja własnie o tym piszę. Nauczyciel ma narzędzie i niechże je stosuje a nie broni kwestionowania.
                                          • anestezjolog72 Re: To bardzo charakterystyczne 08.09.14, 17:17
                                            Ok, tylko potem matki robią drakę, ze pała goni pałe. A nauczyciel ma prawo nawet nie promowac tylko kto chce narażac się na awantury, draki, szarpać sobie nerwy gdy histeryczna mamuśka grozi. Lepiej postawić pozytywny stopień i miec spokój.
                                            • zofijkamyjka Re: To bardzo charakterystyczne 08.09.14, 17:38
                                              anestezjolog72 napisała:

                                              > Lepiej postawić pozytywny stopień i miec spokój.

                                              Boski taki nauczyciel asekurant.
                                              • anestezjolog72 Re: To bardzo charakterystyczne 08.09.14, 20:38
                                                Nie asekurant tylko normalny człowiek, który nie chce miec w najlepszym razie zniszczonego samochodu. Jak Ty lubisz ryzykować Twoja sprawa.
                                                • zofijkamyjka Re: To bardzo charakterystyczne 08.09.14, 20:58
                                                  anestezjolog72 napisała:

                                                  > Nie asekurant tylko normalny człowiek, który nie chce miec w najlepszym razie z
                                                  > niszczonego samochodu. Jak Ty lubisz ryzykować Twoja sprawa.

                                                  Normalnie zaraz usłysze że przecietny nauczyciel w gimnazjum to obawia się o swoje życie i trzeba mu obstawę i jego rodzinie załatwić z urzędu. Dobrze się czujesz?
                                                  • anestezjolog72 Re: To bardzo charakterystyczne 09.09.14, 10:31
                                                    Tak czuję się dobrze. Wielu nauczycieli gimnazjum obawia się swoich uczniów. Bezkarna młodziez, rozwydrzona i świadoma swoich praw ( czytaj bezkarności) mająca za soba rodziców uzbrojonych w kodeksy a w nich obowiązki nauczycieli i prawa uczniów, statuty, w których jest jak wyżej może skutecznie obrzydzić życie.
                                                    Czy wiesz dlaczego nauczycielami zostają ludzie z przypadku ( najczęściej)?
                                                    Tym bardziej współczuję nauczycielom i mam do tego prawo.
                                                  • zofijkamyjka Re: To bardzo charakterystyczne 09.09.14, 10:45
                                                    anestezjolog72 napisała:

                                                    > Tak czuję się dobrze. Wielu nauczycieli gimnazjum obawia się swoich uczniów.
                                                    Nie mama takich obserwacji że jest to nagminne.
                                                    > bezkarna młodziez, rozwydrzona i świadoma swoich praw
                                                    najlepiej żeby była nieświadoma smile
                                                    > a za soba rodziców uzbrojonych w kodeksy a w nich obowiązki nauczycieli i prawa
                                                    > uczniów
                                                    no tak strasznie niebezpieczne to uzbrojenie
                                                    > Czy wiesz dlaczego nauczycielami zostają ludzie z przypadku ( najczęściej)?
                                                    Do tak niebezpeicznego zawodu jak próbujesz to przedstawic nie idzie sie z przypadku tongue_out
                                                    > Tym bardziej współczuję nauczycielom i mam do tego prawo.
                                                    Ja tam nie współczuję.
                                                  • anestezjolog72 Re: To bardzo charakterystyczne 09.09.14, 14:33
                                                    Masz do tego prawo, podobnie jak ja.
                                                  • pam_71 Re: To bardzo charakterystyczne 09.09.14, 11:18
                                                    big_grin Dobrze, ze mi przypomniałaś - bo zapomniałabym się zaopatrzyć w kodeks czy inną "broń" na krnąbrnych belfrów big_grin A przecież zebranie niebawem wink

                                                    @anestezjolog72 - gratuluje wybujałej wyobraźni. BTW - myślałaś o napisaniu jakiejś powieści czy coś w tym stylu wink
                                                  • anestezjolog72 Re: To bardzo charakterystyczne 09.09.14, 14:35
                                                    Dziekuje uprzejmie za dobra radę- na razie nie muszę utrzymywać się z pisania powieści wink co do bujnej wyobraźni - poczekamy, zobaczymy. Ja zaś gratuluję dobrego samopoczucia i współczuje nauczycielom.
                                  • czeburaszka00 Re: To bardzo charakterystyczne 09.09.14, 17:37
                                    zofijkamyjka napisała:

                                    > rozumiem że mamie musi sie podobac kazdy wiersz, który zadadzą dziecku w szkole
                                    > ..... Będąc ta nauczycielką poprostu postawiłabym dziecku 1 za brak odrobionej
                                    > pracy domowej i wytłumaczyłabym dlaczego uważam, że wiersz jest wartosciowy.Każ
                                    > dy ma prawo miec swoje zdanie na temat utworu literackiego, i dziecko i rodzic.

                                    Każdy ma prawo mieć swoje zdanie - tak, zgadzam się, tyle, że tu chodzi o kształtowanie pewnej postawy wobec literatury. Tę sytuację można porównać do rodzica, który ma swoje zdanie na temat przepisów drogowych - i określa je tylko jednym słowem: "że są głupie". Więc dziecko zaczyna je lekceważyć (oczywiście zdaję sobie sprawę, że lekceważenie literatury niekoniecznie może mieć tak dramatyczne skutki, jak lekceważenie przepisów drogowych wink Warto by raczej usiąść z dzieckiem / nastolatkiem i porozmawiać używając konkretnych argumentów dlaczego przepisy (i lektury, wiersze ...) są głupie. Stawiam orzechy przeciwko dolarom, że zmuszeni do rzetelnego przemyślenia swojego stanowiska rodzice (i sięgnięcia do źródeł, wypowiedzi ekspertów w dziedzinie) stanowili by bardzo cenną pomoc w procesie nauczania kulturalnej dyskusji również w klasie szkolnej.
                                    • scher Re: To bardzo charakterystyczne 09.09.14, 18:22
                                      czeburaszka00 napisał(a):

                                      > zmuszeni do rzetelnego przemyślenia swojego stanowiska rodzice (i sięgnięcia
                                      > do źródeł, wypowiedzi ekspertów w dziedzinie) stanowiliby bardzo cenną pomoc
                                      > w procesie nauczania kulturalnej dyskusji również w klasie szkolnej.

                                      Nie łudźmy się, że rodzic, który o wierszu powiedział "jest głupi", reprezentuje sobą coś więcej niż kulturowy prymitywizm i że wniósłby w czyjekolwiek życie intelektualne jakąkolwiek wartość dodaną.
                                      • czeburaszka00 Re: To bardzo charakterystyczne 09.09.14, 18:43
                                        scher napisał:
                                        >
                                        > Nie łudźmy się, że rodzic, który o wierszu powiedział "jest głupi", reprezentuj
                                        > e sobą coś więcej niż kulturowy prymitywizm i że wniósłby w czyjekolwiek życie
                                        > intelektualne jakąkolwiek wartość dodaną.
                                        >

                                        Ja jednak wierzę, że czasem człowiek (każdy) coś takiego palnie, ale jak się zastanowi to widzi i ważne jest sobie uświadamiać, że błąd nie w tym, że wydało się pochopny sąd, ale w tym, że nie ma się ochoty poprzeć go argumentami.
                                      • zofijkamyjka Re: To bardzo charakterystyczne 09.09.14, 20:30
                                        scher napisał:

                                        > Nie łudźmy się, że rodzic, który o wierszu powiedział "jest głupi", reprezentuj
                                        > e sobą coś więcej niż kulturowy prymitywizm i że wniósłby w czyjekolwiek życie
                                        > intelektualne jakąkolwiek wartość dodaną.

                                        ale kulturowi prymitywisci tez maja dzieci w szkołach. Uświadomienie sobie tez prostej zasady może byc wartoscią dodaną i zmierzenie sie z nią może dac nie lada satysfakcję dobremu nauczycielowi
                                        • scher Re: To bardzo charakterystyczne 09.09.14, 21:27
                                          zofijkamyjka napisała:

                                          > ale kulturowi prymitywisci tez maja dzieci w szkołach.

                                          Owszem, ale w stosunku do nich trzeba stosować raczej metody dyrektywne, bo próby osiągania porozumienia na bazie odwoływania się do wspólnego systemu wartości i wspólnych kodów kulturowych są z góry skazane na porażkę.
                                          • zofijkamyjka Re: To bardzo charakterystyczne 09.09.14, 21:36
                                            scher napisał:

                                            > Owszem, ale w stosunku do nich trzeba stosować raczej metody dyrektywne
                                            Jakie dyrektywne? Szkoła ma uczyć i wychowywac dzieci a nie ich rodziców.
                                            • scher Re: To bardzo charakterystyczne 09.09.14, 22:04
                                              zofijkamyjka napisała:

                                              > > Owszem, ale w stosunku do nich trzeba stosować raczej metody dyrektywne
                                              > Jakie dyrektywne? Szkoła ma uczyć i wychowywac dzieci a nie ich rodziców.

                                              Dobra dobra. Teorię znam. W praktyce w każdej dobrze funkcjonującej społeczności muszą istnieć mechanizmy samoregulacji i każdy nieokrzesaniec musi zostać choć trochę ociosany, inaczej przejmie władzę i narzuci mądrzejszym swoje barbarzyństwo.
                                    • zofijkamyjka Re: To bardzo charakterystyczne 09.09.14, 20:01
                                      czeburaszka00 napisał(a):

                                      > Każdy ma prawo mieć swoje zdanie - tak, zgadzam się, tyle, że tu chodzi o kszta
                                      > łtowanie pewnej postawy wobec literatury. Tę sytuację można porównać do rodzica
                                      > , który ma swoje zdanie na temat przepisów drogowych - i określa je tylko jedny
                                      > m słowem: "że są głupie". Więc dziecko zaczyna je lekceważyć (oczywiście zdaję
                                      > sobie sprawę, że lekceważenie literatury niekoniecznie może mieć tak dramatyczn
                                      > e skutki, jak lekceważenie przepisów drogowych

                                      absolutnie sie nie zgadzam, to że ktoś krytykuje czy nie podoba mu sie jakis utwór literacki nie oznacza lekceważania literatury w ogóle! Komus sie nie podoba - znaczy przeczytał! Chyba słyszałaś o krytykach literackich, teatralnych, filmowych. Oni nie zachwycaja sie kazdym dziełem ale napewno nie powiesz o nich, że lekceważą literaturę.
                                      • czeburaszka00 Re: To bardzo charakterystyczne 09.09.14, 20:12
                                        zofijkamyjka napisała:


                                        > absolutnie sie nie zgadzam, to że ktoś krytykuje czy nie podoba mu sie jakis ut
                                        > wór literacki nie oznacza lekceważania literatury w ogóle! Komus sie nie podoba
                                        > - znaczy przeczytał! Chyba słyszałaś o krytykach literackich, teatralnych, fil
                                        > mowych. Oni nie zachwycaja sie kazdym dziełem ale napewno nie powiesz o nich, ż
                                        > e lekceważą literaturę.
                                        >

                                        Oni (krytycy) potrafią też (w większości wink uzasadnić dlaczego im się coś nie podoba, i nie sądzę, by posługiwali się wyłącznie skrótami w stylu 'głupie'. Jeśli rodzic umie z dzieckiem porozmawiać na temat postrzeganej wartości dzieła (lub jej braku) - chapeau bas - bo nauczenie młodych ludzi kulturalnej dyskusji o rzeczach, które im nie do końca odpowiadają czasami stanowi nie lada wyzwanie. Wszelką w tym pomoc nauczyciele chętnie przyjmą. No chyba, że trzymają z profesorem Pimko. Na szczęście coraz mniej takich.
                                        • zofijkamyjka Re: To bardzo charakterystyczne 09.09.14, 20:59
                                          czeburaszka00 napisał(a):

                                          > Oni (krytycy) potrafią też (w większości wink uzasadnić dlaczego im się coś nie p
                                          > odoba, i nie sądzę, by posługiwali się wyłącznie skrótami w stylu 'głupie'. Jeś
                                          > li rodzic umie z dzieckiem porozmawiać na temat postrzeganej wartości dzieła (l
                                          > ub jej braku) - chapeau bas - bo nauczenie młodych ludzi kulturalnej dyskusji o
                                          > rzeczach
                                          No ale zdajesz sobie sprawę, że rodzice są rózni. To Ty musisz nauczyć tej sztuki, Ty masz wykształcenie w tym kierunku. A opinia krytyczna nawet wyrażona w prymitywny sposób może być przyczynkiem do tej dyskusji. Natomist tu nastąpiło świete oburzenie, jak ktos śmiał skrytykowac zadany wiersz!
                      • asia_i_p Re: To bardzo charakterystyczne 07.09.14, 13:08
                        - Nie mów do mnie na ty, gó...arzu.
                        - A ty Stachu jak do mnie mówisz?
                        - No masz rację, gó...arzu.

                        Dialog odbywa się około roku 1965, w Technikum Żeglugi Śródlądowej we Wrocławiu, czyli w szkole z dosyć wojskowym rygorem. Stach to nauczyciel historii. Tyle na temat szacunku, którym w mitycznym "kiedyś" się cieszył każdy nauczyciel.
                        • alin9 Re: To bardzo charakterystyczne 07.09.14, 19:34
                          Nie Generalizujesz?Samych Historyków Miałaś?Każdy raczej miał jakąś "brzytwę".
                          • asia_i_p Re: To bardzo charakterystyczne 08.09.14, 08:06
                            Nie ja tylko mój ojciec. I nie generalizuję tylko obalam generalizację, że kiedyś nauczyciele byli szanowani bo byli lepsi. Niektórzy byli lepsi, niektórzy gorsi, takie ewenement jak Stachu jednak by w tej chwili w naszej szkole się nie utrzymał. A ci słabsi z całą pewnością nie byli szanowani, jak widać na załączonym obrazku.
                            • alin9 Re: To bardzo charakterystyczne 08.09.14, 21:49
                              Sama Napisałaś lepsi i gorsi.Więc tamten przykład to była skrajność.No i piszemy raczej o obecnej edukacji.Mój ojciec też dostawał linijką i klęczał na grochu.Nie przesadzajmywink
        • zofijkamyjka Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 17:38
          oczywiście że mi si wp.... i jeszcze jestem z tego rozliczana. Kazdy kto pracuje z rozmaitych usługach dla klientów tak pewnie ma.
      • ania-pat1 Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 14:11
        A tak na marginesie - u nas w szkole nauczyciele są dostępni mailowo - mam problem - zawsze mogę napisać i dostanę odpowiedź (czasem na drugi dzień, a czasem później) lub nie dostanę odpowiedzi - ale nastąpi działanie (np. nauczyciel przyjrzy się sprawie i po jakimś czasie odpisze) - dzięki temu spraw wymagających kontaktu "oko w oko" jest mniej. Jest to też bardziej komfortowe dla dzieci i możliwe do załatwienia w dowolnym czasie. Jeśli ktoś napisze, że przysłowiowa zasłona jest w kotki to ten bidny nauczyciel może przesłać maila do dyrekcji i poinformować daną mamę, że przedstawił sprawę .... trochę spychotechniki i wszyscy zadowoleni i może sprawa się rozwiąże. Jeśli napiszę, że ktoś się na kogoś"namawia" nauczycielka może przez parę dni poprzyglądać się na przerwie i podjąć lub nie interwencję. I rodzic nawet nie musi o tym wiedzieć. Tu liczą się dobre chęci i nastawienie na współpracę.
        • iwoniaw No i o tym mówię 04.09.14, 15:08
          Proste, bezkosztowe rozwiązania. Założenie służbowego maila przez nauczycieli nie jest wszak jakimś straszliwym obciążeniem tych ostatnich, a ile spraw jest przez to łatwiejszych!
          • azja001 Re: No i o tym mówię 04.09.14, 16:01
            sabe napisała:

            > no takie życie. W pracy szefowie się czepiają , albo klienci mają jakieś pret
            > ensje. Witaj w życiu dorosłych. Szkoła to instytucja a my i nasze dzieci jeste
            > śmy klientami.

            No właśnie szefowie się czepiają a matki i ojcowie to nie szefowie, którzy uważają że mogą wtykać nos wszędzie i w sprawie każdej pierdoły. Szefem nauczyciela jest dyrektor, organ prowadzący i kuratorium.
            Jeśli sprawa jest rażąca np przemoc to rozumiem interwencje. Natomiast ciągłe dyszenie w kwestiach pt. mój Jaś siedzi nie tu gdzie powinien albo pani sie krzywo popatrzyła i dyskusje o pierdołach między przewrażliwionym matkami(ojcowie raczej nie maja tej przypadłości) są prześmieszne
            • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 04.09.14, 18:34
              100% racji. Nie jestem nauczycielką. Na szkołe patrze z dystansu wielu lat spędzonych w niej jako najpierw uczennica, potem matka, członek Rady Rodziców. Z róznych względów przez nasz dom przewinęły się tabuny kolezanek i kolegów mojego syna. Wytarłam setki nosów i łez, wysłuchałam setki skarg na kolegów, nauczycieli i..........rodziców. Nieraz słyszałam jak 13-15-17 latkowi jest....wstyd za rodziców- nadopiekuńczych, wstrącających się, awanturujących, kłótliwych, konfliktowych, zadziornych. "Obciach" czy "robienie wsi" to delikatne określenia. Były grubsze- naprawdę.
              Sama wtrącałam się sporadycznie choć w szkole bywałam dość często. Nie rozbiłam afery gdy ktos krzywo spojrzał na mojego syna, nie awanturowałam się, że plan nie taki.
            • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 04.09.14, 21:33
              azja001 napisała:

              >No właśnie szefowie się czepiają a matki i ojcowie to nie szefowie, którzy uważ
              > ają że mogą wtykać nos wszędzie i w sprawie każdej pierdoły.

              matki i ojcowie to klienci! Jesli klienci sa niezadowoleni z jakiegos pracownika to w normalnej firmie taki pracownik leci z roboty.
              • hankam Re: No i o tym mówię 05.09.14, 09:26
                Nie, nie klienci.
                Zresztą, jak klienci niezadowoleni z usługodawcy, to mogą zmienić go na innego, prawda?
                Zawsze są inne szkoły do wyboru.
                • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 05.09.14, 18:56
                  ależ oczywiscie że praca nauczyciela to jest świadczenie usługi dla klientów. Mozna te usługę świadczyć słabo lub dobrze, albo bardzo słabo lub doskonale. I nieprawda że odrazu jak Ci sie nie podoba zmieniasz usługodawcę, najpierw zazwyczaj próbujesz dojść swoich praw i wymagasz. szkoły tak łatwo wszak sie nie zmienia!
              • tusia-mama-jasia Re: No i o tym mówię 05.09.14, 16:44
                Nie, nie jestem w szkole mego syna klientem i nie chciałabym być tak traktowana.Nauczycielka nie jest usługodawcą, tylko partnerem i autentycznym przyjacielem w tym co najważniejsze, w wychowaniu mojego dziecka. I to nie jest propagandowe hasło, tak to czuję. Jeśli potrzebuję porozmawiać z wychowawczynią, to ona mi nie odmawia, a ja szanuję to,że oprócz pracy ta pani pełni jeszcze inne życiowe role-jest samotną matką, córką osoby ciężko chorej itd. Do głowy by mi nie przyszło mieć pretensji, jeśli nie ma dla mnie czasu, raczej podziwiam ją za to, że mimo własnych poważnych problemów ma tyle serca i mądrości dla swoich uczniów. A jak zdarzy mi sie po zebraniu zbyt długo pogadać, to mi glupio i przepraszam bo wiem,ile komplikacji w życiu domowym Np. mogłam spowodować. Ja też nie lubię,gdy pacjenci zapominają o tym, ze poza poradnią mam życie i swoje zobowiązania. Nie fanaberie,nie kosmetyczkę,ale zobowiązania.Nauczyciele tez je mają.
                A ile niezapłaconej,niemożliwej do zewidencjonowania pracy wkładają w sprawdzanie prac,zeszytów w domu,w przygotowanie różnych materiałów?Ktoś się zastanawia nad tym w ogóle?
                Pisano tu o mailu jako formie komunikacji-pomysł niby niezły,ale też przy założeniu,że szanujemy się nawzajem,a nie oczekujemy odpowiedzi na maila zawsze natentychmiast i odrabiamy via w-mail zadania domowe /udostępnienie nru Tel nauczycielki tak się w 2 przypadkach skonczylo/.
                Skąd w rodzicach tyle roszczeniowości i żółci?Ta "świadomość własnych praw" przybiera czasem karykaturalne oblicza... Gdzie jest zwykła ludzka życzliwość?

                Tusia

                Jaś 30.10.2006
                • alin9 Re: No i o tym mówię 05.09.14, 17:18
                  Tusiu Ty i podobnie myślący też tak myślą.W każdym zawodzie powinna królować zasada szanujmy się.
                • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 05.09.14, 18:59
                  tusia-mama-jasia napisała:

                  > Nie, nie jestem w szkole mego syna klientem i nie chciałabym być tak traktowana
                  > .Nauczycielka nie jest usługodawcą, tylko partnerem i autentycznym przyjacielem

                  no napewno! i sprzedawca jest tez Twoim przyjacielem oraz fryzjer i pracownik banku, który przyznawał Ci kredyt smile
                  • tusia-mama-jasia Re: No i o tym mówię 05.09.14, 22:14
                    > no napewno! i sprzedawca jest tez Twoim przyjacielem oraz fryzjer i pracownik b
                    > anku, który przyznawał Ci kredyt smile

                    fryzjer i pracownik banku nie wychowują mojego dziecka.
                    ale - fryzjerka, do której chodzę, strzyże też mego syna, ma córkę w wieku szkolnym, nierzadko gawędzimy o różnych sprawach i - tak, rozumiem, jeśli w danym dniu ma mniej czasu niż planowała i ona także wykazuje zrozumienie, kiedy się z jakichś obiektywnych przyczyn spóźnię.
                    ostatni kredyt w banku sprzedawała mi dobra koleżanka, która w nim pracuje, więc spudłowałaś wink to żart oczywiście - nawet gdyby kredyt przyznawała osoba obca, to również nie zapominałabym, że jest człowiekiem. pani w kasie na dworcu też jest panią, a nie przedłużeniem kasy fiskalnej. itd itp. w każdej branży zdarza się ktoś niesympatyczny, ale zazwyczaj życzliwość rodzi życzliwość.
                    a w przypadku nauczycieli sprawa jest zupełnie inna - nie mogę traktować nauczycielki tak samo jak fryzjera, kasjera, bankowca czy kogokolwiek innego, bo obdarzam ją zaufaniem. Gdybym nie obdarzała, to za nic w świecie nie powierzyłabym jej własnego dziecka.
                    • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 06.09.14, 08:45
                      każdego usługodawcę napewno darzysz zaufaniem. Mam nadzieje że jednak kontrolowanym mimo wszystko. Jesli chodzi o nauczyciela to tym bardziej całkowite zaufanie jest głupotą.
                      Nie twierdze że z nauczycielem nie mozna sie zaprzyjaźnić ale też nie fantazjuj, że każdy nauczyciel jest przyjacielem każdego rodzica.
                      • tusia-mama-jasia Re: No i o tym mówię 06.09.14, 17:17
                        Oczywiście, że nie. Ale żeby był na to chociaż cień szansy, to musi być ludzkie nastawienie po obu stronach. Jeżeli nauczyciel chce stworzyć pozytywną więź z klasą i rodzicami, a ci ostatni widzą się jedynie w roli klientów, a nauczyciela w roli usługodawcy - to próba autentycznego porozumienia jest z góry wskazana na porażkę. Nie chcę nawet się zastanawiać, kim w relacji klient-usługodawca jest dziecko. Towarem?
                        • mamma_2012 Re: No i o tym mówię 06.09.14, 17:35
                          No właśnie, brzmi to strasznie, ale chyba coraz czesciej tak to wyglada, ze "zepsute" dziecko jest przprowadzane do naprawy i update'u.
                          I klient wymagauncertain
                          W życiu nie zostawiłabym dziecka ludziom, których mam za nic, którym nie ufam choćby w minimalnym stopniu.
                          Tak samo, jak nie pozwolilabym, na grzebanie w moim mózgu chirurgowi, którego mam za idiotę.
                          • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 06.09.14, 19:22
                            mamma_2012 napisała:

                            > W życiu nie zostawiłabym dziecka ludziom, których mam za nic, którym nie ufam c
                            > hoćby w minimalnym stopniu.
                            nie chodzi o to, że w ogóle nie ufasz ale jednak pełne stuprocentowe zaufanie jest głupotą. Jest wiele przypadków krzywdzenia dzieci przez nauczycieli, niesprawiedliwego traktowania itd.
                            • mamma_2012 Re: No i o tym mówię 07.09.14, 06:46
                              Kłopot zaczyna sie jesli rodzice widza krzywdzen
                              • mamma_2012 Re: No i o tym mówię 07.09.14, 06:49
                                enie i zle traktowanie, tam gdzie go w rzeczywistosci nie ma.
                                • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 07.09.14, 08:50
                                  ale takie róznice w zdaniach przeciez mają sie prawo zdarzać. Ludzie sa rózni a nauczyciel tez powinien zdawac sobie z tego sprawę. Sama pracuje z klientami i naprawde oni nie zawsze mają racje ale z tego powodu nie moge nigdy powiedzieć, żeby sie nie wtrącali smile
                                  • paniusiapobuleczki Re: No i o tym mówię 07.09.14, 11:06
                                    Może tym razem ja patrzę z perspektywy swojego podwórka, ale w mojej szkole nauczyciel nie powie rodzicowi, zeby się nie wtrącał, że on wie lepiej itd. Taka postawa była dużo bardziej powszechna za naszych czasów szkolnych. Jeżeli upierasz sie przy tej relacji klient- usługodawca, to tak, dam ci następujący przykład: Przychodzi ojciec, którego dziecko ma dwóje z kartkówek z gramatyki i mówi, "Proszę pani on ma to po mnie ja też nigdy nie umiałem gramatyki" No i dalej czy to takie ważne, on i tak się dogada. No i teraz oldsulowo mogłabym odpowiedzieć, "Proszę pana takie są wymagania programowe i niestety syn musi to umieć." Teraz kiedy jesteśmy bardziej nastawieni prouczniowsko (czyli na klienta) odpowiem, "Proszę pana, rozumiem, ze nie są to łatwe zagadnienia, myślę, ze nie powinien pan utwierdzać syna w przekonaniu, ze ponieważ panu było trudno, on też się nie nauczy. Znajomość gramatyki wymagana jest na maturze i jeśli zależy synowi na dobrym wyniku, to niestety ale musi starać się ten material opanować. Proszę raczej zachęcic dziecko, że pomimo trudności poradzi sobie, ja ze swoej strony mogę zrobić dodatkowo to i to, ale niestety syn musi chcieć, a pan może dopilnować, zeby zgłosił się do mnie po dodatkowe zadania". I to jest ta współpraca, o której mówię. Sytuacja klient usługodawca wyglądałaby następujo a) proszę przygotować mojego syna do matury, to pani ma go zmusić do nauki, ja długo pracuję i nie mam czasu go pilnować
                                    b) jako rodzic uznaję, ze gramatyka jest niepotrzebna, rezygnuję z tej "usługi" proszę od mojego syna nie wymagać
                                    • scher Re: No i o tym mówię 07.09.14, 11:49
                                      paniusiapobuleczki napisała:

                                      > "Proszę pana takie są wymagania programowe i niestety syn musi to umieć."

                                      Ja jestem za takim rozwiązaniem. Bez zbędnego gadulstwa i tego politycznie poprawnego podejścia.
                                      • paniusiapobuleczki Re: No i o tym mówię 07.09.14, 11:58
                                        He he, Scher nie pisz takich rzeczy, bo sie nauczycielki będą bić, zeby mieć twoje dziecko w szkole.
                                    • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 07.09.14, 13:49
                                      no i dobrze, wyłozyłas swoje stanowisko i tyle. Z drugiej strony ojciec miał prawo przyjsc do Ciebie i wyrazic swoje zdanie a Ty swoje, czyz nie?
                                      a jesli chodzi o usługę to tez nie polega ona na tym, że usługodawca świadczy zawsze usługe dokładnie pod dyktando usługobiorcy. Może przecież doradzić, może zproponowac inne rozwiązanie, lub też stanowczo odmówić wykonania usługi, jesli sie z nią nie zgadza lub nie jest w stanie jej wykonać. Tak samo z nauczycielem.
                                      • czeburaszka00 Re: No i o tym mówię 09.09.14, 17:54
                                        zofijkamyjka napisała:

                                        > a jesli chodzi o usługę to tez nie polega ona na tym, że usługodawca świadczy z
                                        > awsze usługe dokładnie pod dyktando usługobiorcy. Może przecież doradzić, może
                                        > zproponowac inne rozwiązanie, lub też stanowczo odmówić wykonania usługi, jesli
                                        > sie z nią nie zgadza lub nie jest w stanie jej wykonać. Tak samo z nauczyciele
                                        > m.

                                        Nie, nie tak samo. Nauczyciel ma na raz, w jednym czasie od 20 do 30+ 'klientów' (rodziców, ale też i uczniów) - wyobrażasz sobie panią w banku zajmującą się symultanicznie potrzebami tylu klientów? Nauczyciel jak najbardziej powinien być w stałym kontakcie z uczniami i ich rodzicami, ale potrzeb ich wszystkich, zawsze i natychmiastowo nie tylko nie da się spełnić lecz również byłoby to często ze szkodą dla kształcenia tych 'klientów'.
                                        Bo celem pracownika w prywatnej firmie jest jak najwyższa sprzedaż produktu - więc ten pracownik musi dostosowywać i produkt i swoje metody sprzedaży do klienta. Moim celem jest to, żeby uczeń przeczytał 300 stron trudnej lektury i umiał o niej na poziomie dyskutować - chętnie dostosuje swoje 'metody sprzedaży' czyli po prostu będę wdrażać na ile się da (bo czasem nie da się wcale) ciekawe i nowoczesne podejścia metodyczne - ale już samego produktu czyli rzeczonej powieści nie dostosuję tak, żeby była krótsza, łatwiejsza, a najlepiej w postaci komiksu.
                                        • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 09.09.14, 20:26
                                          czeburaszka00 napisał(a):

                                          > Nie, nie tak samo. Nauczyciel ma na raz, w jednym czasie od 20 do 30+ 'klientów
                                          > ' (rodziców, ale też i uczniów) - wyobrażasz sobie panią w banku zajmującą się
                                          > symultanicznie potrzebami tylu klientów?
                                          ale za to ma grupę, którą ma szanse poznać najczesciej przez kilka lat i dostosowac do niej metody pracy. Taka specyfika pracy z grupa ludzi.
                                          > ale potrzeb ich wszystkich, za
                                          > wsze i natychmiastowo nie tylko nie da się spełnić lecz również byłoby to częst
                                          > o ze szkodą dla kształcenia tych 'klientów'.
                                          Ale ja własnie o tym pisałam, że nauczyciel powinien dyskutować, przekonywać, radzić a w razie potrzeby i odmówić tak jak kazdy usługodawca a nie dziwowac ise że rodzic czyli klient ma cos do powiedzenia smile

                                          > Bo celem pracownika w prywatnej firmie jest jak najwyższa sprzedaż produktu - w
                                          > ięc ten pracownik musi dostosowywać i produkt i swoje metody sprzedaży do klien
                                          > ta.
                                          upraszczasz bardzo, nie tylko jak najwyżśza sprzedaż, jeszcze ważne jest zadowolenie, dobra martka i chęc polecenia innym itd.
                                          >ale już samego produktu czyli rzeczonej powie
                                          > ści nie dostosuję tak, żeby była krótsza, łatwiejsza, a najlepiej w postaci komiksu.

                                          No musisz sie starać zachęcić do czytania, szukać metod, taki masz zawód, staraj się a i tak jak ktos sie uprze przeczyta opracowanie.
                                    • czeburaszka00 Re: No i o tym mówię 09.09.14, 18:31
                                      paniusiapobuleczki napisała:
                                      >Sytuacja klient usługodawca wyglądałaby następujo a) proszę pr
                                      > zygotować mojego syna do matury, to pani ma go zmusić do nauki, ja długo pracuj
                                      > ę i nie mam czasu go pilnować
                                      > b) jako rodzic uznaję, ze gramatyka jest niepotrzebna, rezygnuję z tej "usługi"
                                      > proszę od mojego syna nie wymagać

                                      To by było nawet ciekawe smile
                                      przypadek a) musiałoby to oznaczać 'Pani go zmusi, a mnie nie interesuje jak - ma umieć' (wtedy skończyłyby się narzekania, że nauczyciele są nieczuli na wrażliwe duszyczki dzieciątek, a nauczyciel miałby prawo użyć wszystkich legalnych (!) środków aby uczeń umiał)

                                      przypadek b) "Rezygnuje z usługi gramatyka - niech siedzi w tej samej klasie / nie zda matury" itp

                                      Nie sądzę jednak by wielu orędowników relacji klient - usługodawca jako modelowej dla szkoły chciało by takiego obrotu sprawy.
                                      • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 09.09.14, 20:39
                                        czeburaszka00 napisał(a):

                                        > Nie sądzę jednak by wielu orędowników relacji klient - usługodawca jako modelow
                                        > ej dla szkoły chciało by takiego obrotu sprawy.

                                        Mylnie rozumiesz ralacje klient, usługodawca. usługi to pojecie szerokie. Juz to pisałam ale powtórzę, usługodawca nie musi wykonac wszystkiego, co sobie klient zażyczy, może nawet odmówić, jesli nie jest w stanie sprostać. Ale napewno powinien dyskutować i słuchać a nie dziwić sie jak autorka wątku że klient ma cos do powiedzenia.
                                        • czeburaszka00 Re: No i o tym mówię 09.09.14, 20:55
                                          zofijkamyjka napisała:


                                          > Mylnie rozumiesz ralacje klient, usługodawca. usługi to pojecie szerokie. Juz t
                                          > o pisałam ale powtórzę, usługodawca nie musi wykonac wszystkiego, co sobie klie
                                          > nt zażyczy, może nawet odmówić, jesli nie jest w stanie sprostać. Ale napewno p
                                          > owinien dyskutować i słuchać a nie dziwić sie jak autorka wątku że klient ma co
                                          > s do powiedzenia.
                                          >

                                          Ja to rozumiem, nawet wiem, że w edukacji to jest w dużym stopniu możliwe gdy ktoś wynajmuje prywatnego nauczyciela / korepetytora. Ale jak sobie to wyobrażasz w sytuacji kilkunastu klientów na raz (to na raz jest tu kluczowe) chcących koniecznie uwzględnienia swoich - często wykluczających się - potrzeb w tym samym czasie 45min lekcji? A nauczyciel ma jeszcze do tego dołożyć wymagania programowe, to co sam uważa, za ważne w edukacji uczniów i swoje własne ograniczenia (bo nie każdy jest w stanie spełnić wszystkie żądania 'klientów' / uczniów - z powodu np. ograniczeń lokalowych, sprzętowych itd.)
                                          Z tych powodów uważam, że o relacji nauczyciel - uczeń/rodzic nie można dobrze opisać porównując ją do relacji klient/usługodawca. A jeszcze nawet nic nie napisałyśmy w tym wątku o wychowaniu - a każda szkoła ma funkcję wychowawczą przecież.
                                          • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 09.09.14, 21:20
                                            czeburaszka00 napisał(a):

                                            > Ja to rozumiem, nawet wiem, że w edukacji to jest w dużym stopniu możliwe gdy k
                                            > toś wynajmuje prywatnego nauczyciela / korepetytora. Ale jak sobie to wyobrażas
                                            > z w sytuacji kilkunastu klientów na raz
                                            własnie nie rozumiesz! stawianie wymagań i robienie uwag czy domaganie się czegoś to jedno i tego nie możesz zabronić rodzicom. Natomiast dogodzenie wszystkim nie zawsze jest mozliwe i to niezaleznie od tego czy to szkoła publiczna czy prywatny korepetytor.
                                            >A jeszcze nawet nic nie nap
                                            > isałyśmy w tym wątku o wychowaniu - a każda szkoła ma funkcję wychowawczą przec
                                            > ież.
                                            I to tez jest rodzaj usługi moim zdaniem
                        • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 06.09.14, 19:18
                          czyli wg Ciebie relacja klient i usługodawca jest z gruntu zła relacją i nie ma szans na porozumienie i zadowolenie? Dziecko nie jest towarem tylko bezposrednim klientem a poniewaz jest niepełnoletnie jego pełnomocnikiem i przedstawiceilem prawnym jest rodzic.
                          • mamma_2012 Re: No i o tym mówię 07.09.14, 07:04
                            Statut szkoły i inne szkolne dokumenty sa pewna umowa. Określaja one prawa i obowiązki wszystkich stron. Jesli umowa ma być wykonana prawidłowo, to wtedy musimy równie skrupulatnie rozliczać wszystkie strony, a to zawsze budzi sprzeciw rodziców.
                            I tak, jesli oczekujemy, ze szkola ma tez wychowywać, to relacja klient usługodawca nie jest najszczęśliwsza.
                            Zreszta ja podpisuje typowe umowy na usługe kształcenia i opieki nad dziecmi i nie ma tam nie ma ani słowa o wpływaniu rodziców na dobór nauczycieli i metodyke ich pracy.
                            • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 07.09.14, 08:47
                              tu nie chodzi o zmiane metodyki pracy tylko o drobniejsze sprawy. Jeżeli nie masz żadnych zastrzeżeń do nauczyciela to tylko pozazdroscić. Uwierz bywaja w szkole takie sytuacje że tylko normalny rodzic nie reaguje. Poza tym nauczyciel tez człowiek, może czegos nie zauważyć, coś zlekcewazyć, pomylic sie itd. Dziecko nie zawsze umie sie samo bronic lub domagac swoich praw.
                              Statut szkoły tez jest często łamany przez grono pedagogiczne. U nas w klasie jest jedna mama bardzo dbajaca o prawa uczniów i ja jej jestem bardzo wdzięczna bo sama nie zawsze mam czas i energię a dzięki niej pani od polskiego zadaje sporo wczesniej lekture do przeczytania /a bywało róznie/, nauczyciele nie robią zbyt duzo sprawdzianów w tygodniu, starają sie nie zadawać na ferie i wakacje prac domowych chociaz i tak wielu zapomina o prawie dziecka do odpoczynku po lekcjach i w czasie wolnym. Sama tez interweniowałam w kilku sprawach bo uważałam że córka nie została sprawiedliwie potraktowana lub nauczyciel postapił niesłusznie. Staram sie aby córka miała we mnie oparcie. Takich sytuacji, żeby moja córka zachowała się źle nie było. Gdyby sie zdarzyły to bym jej nie broniła.
                              • mamma_2012 Re: No i o tym mówię 07.09.14, 09:33
                                Ja miałam prostsze rozwiazanie.
                                Od małego zachęcałam dziecko do samodzielnego załatwiania swoich spraw. Miała moje wsparcie, ale troszkę inne, rozmawialiśmy czy problem jest prawdziwy i przygotowywałam ja do rozmowy.
                                90% szkolnych spraw jest do załatwienia w ten sposób (w większości pozostałe, te poważniejsze sa do załatwienia na zebraniu, jesli zależą od pracownikow szkoły).
                                Prowadzę mediacje miedzy rodzicami i nauczycielami, naprawde czesto dotyczą one błahych spraw rozdmuchanych do niebotycznych rozmiarów, spraw, gdzie szkola nic nie moze zrobic lub takich, gdzie proponowane rozwiazanie narusza prawa drugiej strony lub osob trzecich.

                                A zadawanie prac domowych i kumulacje sprawdzianów, zwykle wyglądają tak, ze praca zadana z miesięcznym wyprzedzeniem z terminem na "po świętach" jest odrabiania w święta, dzieciaki myla kartkówki z klasowkami lub same upraszaja o przełożenie, a potem wychodzi, ze jest za dużo.
                                Było tak za moich czasów jest i terazwink
                                Niezależnie od tego takie sprawy u nas dzieci same wyjaśnialy z nauczycielami.
                                • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 07.09.14, 13:53
                                  Widocnie nie spotkałaś sie z trudniejszym problemem i z oporniejszym nauczycielem, który zdanie dziecka miewa często za nic. wszak dzieci i ryby....Są i takie typy "pedagogów" Z takim nastawieniem dziecko sobie samo nie poradzi, zapewniam. Nauczyciel tez może dziecku skutecznie zatruc życie i zgnębić. nie słyszałas nigdy o takich przypadkach? Parę było nawet głośnych i tragicznie zakończonych....
                                  • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 08.09.14, 14:48
                                    To może odwrotnie znam nauczycielkę, która była gnębiona przez gimnazjalistów tylko dlatego, że chciała ich czegos nauczyć. Bezkarni gó...arze porysowali jej samochód. Dowody , świadkowie - wszyscy milczą choć widzieli.
                                    Rodzice sprawców nie tylko do niczego się nie poczuwaja, ale grożą sądem, że dzieci zostały niesłusznie oskarzone.
                                    Policja - dowody, dowody, dowody.........
                                    Szkoła- żadna patologia, normalne gimnazjum w środku rankingów.
                                    Czy gnębienie skończyło się tragicznie? Nie, była tylko hospitalizacja z powodu silnych bólów brzucha. Nic więcej, chociaż nie.....nauczycielka zostawiona sama sobie odpuściła. Przestała wymagać. Ma gdzieś czy nauczy czy nie. Woli nie zniszczony samochód niż ambicje. Czy to zła nauczycielka? Z pewnością oddpowiesz, że tak, ze powinna wiedzieć jak tarfić do każdego.
                                    • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 16:24
                                      nauczyciel do jednak dorosły człowiek, jak sobie nie radzi lub się nie nadaje może zmienic pracę. Niestety wychowywanie dzieci i młodzieży to nie jest łatwa rzecz. Ale czy to oznacza że rodzice maja sie nie wtrącać w sprawy szkolne? Nie sądzę.
                                      • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 08.09.14, 16:57
                                        Nauczyciel nie jest policjantem. Czy sobie nie radzi? Może nie radzić sobie z bandą rozwydrzonych gó...arzy. A jeśli jesteś taka odważna to stań vis a vis takich.
                                        • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 17:07
                                          anestezjolog72 napisała:

                                          > Nauczyciel nie jest policjantem. Czy sobie nie radzi? Może nie radzić sobie z b
                                          > andą rozwydrzonych gó...arzy. A jeśli jesteś taka odważna to stań vis a vis tak
                                          > ich.

                                          ale ja własnie pisze że nie każdy sie do tego nadaje. Z czym Ty dyskutujesz?
                                          • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 08.09.14, 17:18
                                            Nauczyciel nie jest policjantem. Patrz wyżej. Nie jest wychowawcą w poprawczaku.
                                            • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 20:49
                                              no nie jest policjantem. Nie powtarzaj tego, co juz napisałas raz smile
                                              • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 09.09.14, 10:28
                                                Tak, ale jeśli ma do czynienia z jawna agresja to ..patrz wyżej.
                                                • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 09.09.14, 10:37
                                                  anestezjolog72 napisała:

                                                  > Tak, ale jeśli ma do czynienia z jawna agresja to ..patrz wyżej.

                                                  w wielu zawodach mozna się z tym spotkać.
                                                  • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 09.09.14, 14:36
                                                    Oczywiście, że tak. Tylko co z tego wynika?
                                                  • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 09.09.14, 19:42
                                                    wynika z tego że nauczyciel nie jest jakos szczególnie narażony. Tam gdzie sie z ludźmi pracuje, tam sie spotyka rozmaitych awanturników i furiatów.
                                                • pam_71 Re: No i o tym mówię 09.09.14, 11:29
                                                  Trafiła wam się jakaś patologia, albo z duża dozą prawdopodobieństwa szkoła(i rodzice) nie zareagowała we właściwym momencie i nie "spacyfikowała" małolatów na czas. To nie działa w ten sposób, ze dzieciaki z dnia na dzień stają się kryminalistami wink
                                                  Zwykle zaczyna się od niewinnych docinek, przepychanek, złośliwości. Jeśli takie zachowania nie będą akceptowane w szkole, a sprawcy poniosą konsekwencje to raczej do głowy im nie przyjdzie demolowanie samochodów.
                                                  No tak, ale docinki, przepychanki, złośliwości to przecież takie "pierdoły" z którymi do nauczycieli biegają tylko przewrażliwione mamuśki ;-p
                                • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 07.09.14, 20:26
                                  Ja zachowywałam się identycznie. Starałam się nie wtrącać tylko wspierać, pokazywać droge, uczyc negocjpwac. I nie wszystko musiało byc tak jak syn chciał. Musiał czasem ustapic, czasem pogodzić się z niesprawiedliwością, czasem ponieść porażkę. Bo porażka tez uczy. To nie klęska. Z perspektywy czasu widzę, że postępowałam słusznie.
                              • scher Re: No i o tym mówię 07.09.14, 10:34
                                zofijkamyjka napisała:

                                > U nas w klasie jest jedna mama bardzo dbajaca o prawa uczniów

                                Szkoda, że te "prawa" są rozumiane na sposób liberalno-demokratyczny.
                                Jeżeli dożyliśmy czasów, że kwestia, kiedy i co nauczyciel zada jako pracę domową, jest postrzegana i interpretowana w kategoriach praw człowieka, to świat się kończy.

                                Mamy rzeczywistość przeregulowaną, nadmiar przepisów, deficyt obyczaju. Dlatego wszystkie te mamuśki, tatuśków, pańcie i panków z kuratoriów, co to biegają po szkole ze statutem w ręku, każąc zapisywać w nich wszystko, co możliwe, a co nie powinno podlegać żadnym quasi-prawnym regulacjom i odczłowieczającym procedurom, goniłbym gdzie pieprz rośnie.

                                Szczycę się tym, że nigdy nie przeczytałem statutu w żadnym przedszkolu i szkołach moich dzieci, tym bardziej nigdy nie miałem pokusy, żeby zapoznawać się z tymi śmiesznymi przedmiotowymi systemami oceniania.

                                Z różnymi charakterami, upodobaniami, z różnym podejściem do życia nauczycieli moje dzieci mają sobie radzić same - jako i ja sobie radziłem.

                                Rozbuchana papierologia wcale nie powoduje, że życie staje się lepsze.
                                • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 07.09.14, 14:01
                                  szczerze mówiąc nie ma sie czym szczycić, że nie chce Ci sie nawet przeczytać co dotyczy w końcu Twojego dziecka. Zaczyna sie na kodeksie ucznia, statucie szkoły a kończy na kodeksie pracy, kodeksie drogowym, konstytucji itd.
                                  • scher Re: No i o tym mówię 07.09.14, 14:28
                                    zofijkamyjka napisała:

                                    > szczerze mówiąc nie ma sie czym szczycić, że nie chce Ci sie nawet przeczytać
                                    > co dotyczy w końcu Twojego dziecka.

                                    Nie nie chce mi się, ale uważam to za pozbawione jakiegokolwiek znaczenia.

                                    > Zaczyna sie na kodeksie ucznia

                                    A co to niby jest?

                                    > statucie szkoły

                                    Do niedawna szkoły nie miały statutów i też funkcjonowały. Statut jest zbędny.
                                    • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 07.09.14, 15:37
                                      scher napisał:

                                      > Nie nie chce mi się, ale uważam to za pozbawione jakiegokolwiek znaczenia.

                                      dlaczego tak uważasz? Jest to pewien zbiór obowiązujacych /obie strony/ zasad postępowania. Przydaje sie szczególnie w kwestiach spornych.

                                      > Do niedawna szkoły nie miały statutów i też funkcjonowały. Statut jest zbędny.

                                      Ja mam inne zdanie. Czasem nawet i w rodzinie przydaje sie spisać cos w rodzaju statutu.
                                      • scher Re: No i o tym mówię 07.09.14, 16:16
                                        zofijkamyjka napisała:

                                        > Jest to pewien zbiór obowiązujacych /obie strony/ zasad postępowania.

                                        Jakich na przykład? Porozmawiajmy o konkretach.
                                        • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 07.09.14, 17:32
                                          np: jaki obowiązuje strój w szkole, ile może być sprawdzianów w tygodniu, jaki jest tryb odwoławczy w przypadku niezaakceptowania oceny itd. itp.
                                          • scher Re: No i o tym mówię 07.09.14, 17:45
                                            zofijkamyjka napisała:

                                            > np: jaki obowiązuje strój w szkole

                                            Nie można zdać się na niepisane normy, których przestrzegania pilnowaliby nauczyciele?

                                            > ile może być sprawdzianów w tygodniu

                                            Uważam, że tu nie da się narzucić sztywnych zasad. Jeżeli nauczyciele przeciążają uczniów pracą, można pójść i normalnie porozmawiać.
                                            Powinno to być nadzorowane przez dyrektora w ramach nadzoru pedagogicznego.

                                            > jaki jest tryb odwoławczy w przypadku niezaakceptowania oceny itd. itp.

                                            Od treści oceny nie ma odwołania. Nie ma czegoś takiego, że uczeń sobie coś rości, bo mu się ocena nie podoba. Można porozmawiać z nauczycielem i przekonać go, że się umie na więcej. A jak się nie da, to się nie da - jak w życiu.

                                            Są jeszcze jakieś argumenty za statutami?
                                            • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 07.09.14, 19:27
                                              scher napisał:

                                              > Nie można zdać się na niepisane normy, których przestrzegania pilnowaliby naucz
                                              > yciele?

                                              no można tylko, że każdy nauczyciel może miec swoje normy, i każdy rodzic. A tak jest jasno, czarno na białym, ustalone pewnie wspólnie, zawsze mozna zajrzeć...

                                              > Uważam, że tu nie da się narzucić sztywnych zasad. Jeżeli nauczyciele przeciąża
                                              > ją uczniów pracą, można pójść i normalnie porozmawiać.

                                              Znowu to jest pojecie względne to przeciązenie a nauczyciele mają niestey tendencje nie liczyc sie np. z innymi nauczycielami i innymi przedmiotami. I tak te zasady sa łamane oczywiscie. Co by było gdyby nie były spisane i nie byłoby sie doczego odnieśc w kwestiach spornych. U nas odkąd mama, o której pisałam wczesnie zrobiła raban nauczyciele jakoś dziwnym trafem potrafia sie dogadac między soba z tymi sprawdzianami.

                                              > Od treści oceny nie ma odwołania.

                                              jak to nie ma? u nas jest tryb odwoławczy, zbiera się komisja i ocene mozna zmienić. Zdajesz sobie sprawe że nauczyciel może ocenić dziecko kierując sie rozmaitymi uprzedzeniami, być niesprawiedliwy.
                                              • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 07.09.14, 20:34
                                                Czy jeśli dzieci maja np. sprawdzian z matematyki, polonistka nie ma prawa pytać z wczorajszego materiału.
                                                • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 10:05
                                                  anestezjolog72 napisała:

                                                  > Czy jeśli dzieci maja np. sprawdzian z matematyki, polonistka nie ma prawa pyta
                                                  > ć z wczorajszego materiału.

                                                  o widzisz ! I to właśnie znajduje sie w statucie bo chodzi o ograniczenie sprawdzianów z dużych partii materiałów, które wymagają dłuższego przygotowania.
                                                  • mamma_2012 Re: No i o tym mówię 08.09.14, 10:42
                                                    Nigdzie takiego zapisu nie znajdziesz.
                                                    Bedzie informacja, ze moze być iles tam klasowek zapowiedzianych z odpowiednim wyprzedzeniem, ilestam sprawdzianow.
                                                    Pozostałe przedmioty idą swoim tempem (zwykle zastrzeżone jest, ze kartkówki/ odpytywanki z 3 ostatnich lekcji).
                                                  • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 15:24
                                                    zapisu o ilośći sprawdzianów? U nas na szczescie jest: max 2 duże sprawdziany tygodniowo i 1 dziennie.
                                                  • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 08.09.14, 16:58
                                                    duży sprawdzian to nie kartkówka z 2-3 pytaniami. A o takie też rodzice potrafia rozpętać piekło.
                                                  • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 17:12
                                                    anestezjolog72 napisała:

                                                    > duży sprawdzian to nie kartkówka z 2-3 pytaniami. A o takie też rodzice potrafi
                                                    > a rozpętać piekło.

                                                    Ale przeciez wśród rodziców trafiaja sie rozmaici ludzie, to nie jest jednorodna masa. Sa tam i furiaci i upierdliwcy i cichutkie myszki, których dziecim nawet jak sie poważna krzywda dzieje to nic nie powiedzą. Nauczyciel chyba musi się nauczyc rozmawiac a nie byc zaskoczony że rodzic w ogóle cos mówi smile
                                                  • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 08.09.14, 14:39
                                                    Chodzi o to, że jesli pani od matematyki zapowie sprawdzian z jakiegoś działu z 2 tygodniowym wyprzedzeniem to robi sie wielka aferę gdy polonistka prosi o wyjęcie karteczek i napisanie kilku zdań o tym co było na ostatniej lekcji. O to rodzice/uczniowie potrafią się awanturować.
                                                    Czy w związku z tym rzeczonej polonistce nie wolno odpytać z wczorajszej lekcji?
                                                  • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 15:55
                                                    anestezjolog72 napisała:

                                                    > Chodzi o to, że jesli pani od matematyki zapowie sprawdzian z jakiegoś działu z
                                                    > 2 tygodniowym wyprzedzeniem to robi sie wielka aferę gdy polonistka prosi o wy
                                                    > jęcie karteczek i napisanie kilku zdań o tym co było na ostatniej lekcji. O to
                                                    > rodzice/uczniowie potrafią się awanturować.

                                                    A niech sie awanturują, po to jest własnie kodeks ucznia żeby wiedziec czy podstawa do awantury jest.
                                                  • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 08.09.14, 16:59
                                                    Tak, niech się awanturują, zyczę Ci, żeby Twój klient, petent czy ktokolwiek inny rozpoczynał załatwienie sprawy od awantury i straszenia Cie. Takich 2-3 dziennie. Na poczatek.
                                                  • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 17:18
                                                    anestezjolog72 napisała:

                                                    > Tak, niech się awanturują, zyczę Ci, żeby Twój klient, petent czy ktokolwiek in
                                                    > ny rozpoczynał załatwienie sprawy od awantury i straszenia Cie. Takich 2-3 dzie
                                                    > nnie. Na poczatek.

                                                    akurat trafiłaś bo pracuje z klientami i owszem trafiaja sie rozmaici, nerwusy dosyc często. Do głowy by mi nie przyszło, żeby dziwić że maja problemy. Poprostu muszę z nimi rozmawiać i sobie poradzić.
                                                  • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 08.09.14, 17:20
                                                    Z jawną agresją? Z niszczeniem Ci mienia? Ze straszeniem, że zrobią krzywdę Twojemu dziecku? myslę, ze wątpię. Ale jak ktos lubi......
                                                  • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 20:54
                                                    anestezjolog72 napisała:

                                                    > Z jawną agresją? Z niszczeniem Ci mienia? Ze straszeniem, że zrobią krzywdę Two
                                                    > jemu dziecku? myslę, ze wątpię. Ale jak ktos lubi......

                                                    No tu juz pofantazjowałaś sobie, jeżeli takie rzeczy sie zdarzają /niewazne czy w szkole czy poza szkołą/ to sie kwalifikuje do organów ścigania. Nie powiesz mi że takie sytuacje sa na porządku dziennym w szkołach.
                                                  • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 09.09.14, 10:28
                                                    Tak, kwalifikuje się do do zgłoszenia organom ścigania i..........jeśli kończy się to na rozmowie dyscyplinującej to sukces. Sądy rodzinne są bardzo tolerancyjne. Czy jest to powszechne- może powszechne jeszcze nie, ale bardzo częste. I to nie w szkołach w menelskich dzielnicach. Są bardzo agresywne dzieci z tzw dobrych domów. Agresie słowna wykazuja także niektóre mamy.
                                                  • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 09.09.14, 10:36
                                                    anestezjolog72 napisała:

                                                    >Są bardzo agresywne dzieci z tzw do
                                                    > brych domów.

                                                    pewnie są /wszędzie zdarzaja sie ludzie agresywni/ ale to nie jest nagminne jak próbujesz przedstawić.
                                                  • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 09.09.14, 14:37
                                                    Jest to częste, ale wystarczy , że występuje. Czy nagminne nie wiem. Częste. Nie sporadyczne, niestety.
                                              • scher Re: No i o tym mówię 07.09.14, 20:59
                                                zofijkamyjka napisała:

                                                > > Nie można zdać się na niepisane normy, których przestrzegania pilnowaliby
                                                > > nauczyciele?
                                                > no można tylko, że każdy nauczyciel może miec swoje normy, i każdy rodzic.

                                                To nigdy tak nie działa. Na skutek wzajemnego dogadywania się, wypracowywania kompromisów, wzajemnego formułowania oczekiwań opartych na jakimś w miarę wspólnym systemie wartości tworzy się kultura organizacyjna szkoły, jej linia wychowawcza. I do tego każdy uczeń musi mieć obowiązek się dostosować.

                                                >A tak jest jasno, czarno na białym

                                                Czarno na białym oznacza na piśmie, a na piśmie to zawsze tak samo, bez żadnych wyjątków, bez uwzględnienia szczególnych ludzkich oczekiwań, szczególnych uwarunkowań i okoliczności. Czyli sztywno, matematycznie.
                                                A wychowania nie da się zamknąć w ramy szczegółowych norm prawnych.

                                                > Znowu to jest pojecie względne to przeciązenie

                                                Wychowania nie da się zamknąć w ramy szczegółowych norm prawnych.

                                                > Co by było gdyby nie były spisane i nie byłoby sie do czego odnieśc w kwestiach
                                                > spornych.

                                                Byłoby tak jak w domu.

                                                > > Od treści oceny nie ma odwołania.
                                                > jak to nie ma? u nas jest tryb odwoławczy, zbiera się komisja i ocene mozna
                                                > zmienić.

                                                To u was w szkole jest sprzecznie z prawem wyższego rzędu.

                                                > Zdajesz sobie sprawe że nauczyciel może ocenić dziecko kierując sie rozmaitymi
                                                > uprzedzeniami, być niesprawiedliwy.

                                                Naprawdę się łudzisz, że drobiazgowe sproceduralizowanie procesu oceniania jest dobrym rozwiązaniem tego problemu? Znasz powiedzenie, że żołnierza można udupić z regulaminem w ręku?

                                                I tak wszystko koniec końców zależy od jakości kadry nauczycielskiej.
                                                • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 10:14
                                                  to co Ty proponujesz jest przepiękną utopią. I wszystko jest przepięknie, do czasu gdy pojawi sie spór i róznica zdań w rozmaitych kwestiach. I do tego są spisane zasady obowiązujące. To ułatwia życie, poprostu.
                                                  Na tej samej zasadzie funcjonuja inne kodeksy. Przecież jesli chodzi o kodeks pracy tez mogliby sie ludzie wspoaniale dogadac na zasadzie kompromisów i "wzajemnego formułowania oczekiwań opartych na jakimś w miarę wspólnym systemie wartości" wink
                                                  • scher Re: No i o tym mówię 08.09.14, 12:52
                                                    zofijkamyjka napisała:

                                                    > to co Ty proponujesz jest przepiękną utopią.

                                                    Co jest utopią? Że w domu praktycznie nic nie jest spisane, a jest się przecież do czego odnieść w kwestiach spornych?

                                                    > I wszystko jest przepięknie, do czasu gdy pojawi sie spór i róznica zdań w rozmaitych
                                                    > kwestiach. I do tego są spisane zasady obowiązujące. To ułatwia życie, po prostu.

                                                    Nie zgodzę się, że ułatwia życie. Przeciwnie, kształtuje człowieka nadmiernie przywiązanego do wytycznych, do gotowych, spisanych reguł postępowania, człowieka, który nie umie znaleźć się w sytuacji wymagającej samodzielnego myślenia i dokonania wyborów opartych na wyznawanych przez siebie wartościach oraz uzasadnienia tych wyborów zgodnie z tymi wartościami.

                                                    Przez wymaganie od szkół, aby wszystko spisywały, aby wszystko proceduralizowały, oduczyliśmy samodzielnego myślenia także nauczycieli. Większość nauczycieli nie umie dzisiaj (albo jest przekonana, że im nie wolno) podejmować niestandardowych, nieszablonowych decyzji, nie umie myśleć w sposób nieschematyczny, większość nauczycieli wręcz oczekuje, aby "góra" powiedziała im (lub jeszcze lepiej napisała w formie szczegółowych instrukcji, wytycznych, regulaminów, procedur, zaleceń), jak mają postępować w każdej konkretnej sytuacji, z każdym konkretnym uczniem.

                                                    Kiedy tylko uczeń wymyka się procedurom, szablonom i kluczom odpowiedzi, dzisiejsza schematyczna szkoła ma olbrzymi z takim uczniem problem. Szkoła nie potrafi uzasadnić dzisiaj żadnej swojej decyzji z powołaniem się na wartości autoteliczne, na tzw. zasady ogólne, na reguły logicznego wnioskowania, zasady współżycia społecznego, na pojęcia niedookreślone typu 'obyczajność', 'dobre obyczaje', 'kultura osobista', 'kindersztuba', 'wiedza fachowa', 'ustalenia teorii wychowania', 'ustalenia dydaktyki', 'dobro uczniów', 'kulturowe podstawy cywilizacji łacińskiej' itp. Szkołą nie potrafi albo się boi, bo fałszywie wmówiono nam wszystkim, że nie ma wartości wspólnych, że prawda jest względna, wszystko może być przedmiotem kompromisu, że każdy system wartości jest jednakowo słuszny i prawdziwy, że każdy sposób na życie jest dobry. Szkoły nie są mentalnie przygotowane na sytuację, kiedy to przyjdzie rodzic i powie, że "jego dziecko głupich wierszy uczyć się nie będzie". Dlatego zamiast argumentacji wolą pokazać palcem:
                                                    - Tu, w statucie, napisano, że wierszy musi.
                                                    - Czyli tylko wierszy? - pyta zdeprawowany zasadami liberalnej demokracji rodzic. - Znaczy niczego więcej na pamięć nie musi?
                                                    - Och - myśli sobie nauczyciel. - Trzeba uzupełnić naszą procedurę. Okazała się niedoskonała.

                                                    Ja widzę w tym jakiś obłęd. Ten totalny relatywizm i ta swoista polityczna poprawność każe nauczycielom postępować tak, jakby każdy rodzic żył dobrze, żył mądrze, miał zawsze rację oraz prawo do układania szkolnych spraw swojego dziecka zawsze wg swoich upodobań. A to nieprawda.

                                                    Większość uczniów już się narzuconym szkolnym spisanym schematom nie wymyka, nawet nie próbuje. Rzeczywistość opartą na drobiazgowych, literalnie interpretowanych w praktyce uregulowaniach dotyczących każdego zachowania i ich, i nauczycieli, przyjmują już za normalną - nie znają innej.

                                                    Ty znasz?
                                                  • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 15:36
                                                    no to chyba sie wzajemnie nie przekonany. Nigdy bym nie porównywała instytucji, jaką jest szkoła do domu rodzinnego, gdzie są przede wszystkim silne więzi i miłość. A i w domu czasem warto jest cos spisać i potem sie trzymac ustaleń.
                                                    No i oczywiscie człowiek a własciwie pewne społecznośc /jaka jest szkoła/ musi sobie wypracować jakiś regulamin, zbiór zasad postępowania. Inaczej będzie ogólny bałagan i kazdy sobie będzie postepował jak chce i uważa za stosowne.
                                          • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 07.09.14, 20:32
                                            I co ma nauczyciel zrobić z panienka, która , mimo zakazu - patrz statut skoły- przychodzi z odkrytym brzuchem?
                                            Sprawdzian - ok, ale jeśli uczniowie nie chca pisac kartkówek, które nie są sprawdzianami tylko "odpytakami" albo "wejściowłami" to co wtedy? Wejściówki są powszechne na studiach i warunkuja zaliczenie.
                                      • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 07.09.14, 20:30
                                        Prawa i obowiązki dotyczą obu stron. Bardzo jestem ciekawa jak by to wyglądało i gdzie byłby czas na nauke, gdyby nauczyciele ze statutem w ręku egzekwowali wszystkie swoje prawa. Wszystkie. Z iloma rodzicami spotkaliby sie w sądach. I ciekawe kto w tym czasie (stawiennictwo obowiązkowe) uczyłby dzieci i młodzież. Ile rozpraw miałoby miejsce w sądach dla nieletnich, ilu kuratorów miałoby zajęcie.
                                        • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 10:02
                                          anestezjolog72 napisała:

                                          > Prawa i obowiązki dotyczą obu stron.
                                          Jak najbardziej. Z tego co obserwuje to jednak nauczyciele nieprzestrzegaja czesciej zasad statutu, niestety. I to jeszcze z usmiechnietą miną "bo tak".
                                          • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 08.09.14, 14:42
                                            Moje, NIE nauczyciela, obserwacje są odmienne. Nauczyciele mają obowiązki a dzieci prawa. A jeśli są obowiązki to jeśli ci drudzy ich nie przesztrzegają patrzy się przez palce.
                                            • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 16:21
                                              anestezjolog72 napisała:

                                              > Moje, NIE nauczyciela, obserwacje są odmienne. Nauczyciele mają obowiązki a dzi
                                              > eci prawa. A jeśli są obowiązki to jeśli ci drudzy ich nie przesztrzegają patrz
                                              > y się przez palce.

                                              no jasne, dzieci wcale nie maja obowiązków nie muszą przychodzic do szkoły na lekcje, ktore ich nie interesują, mogą sie dowolnie spóźniać, nie musza odrabiac lekcji domowych, na lekcjach moga sobie grac na tablecie a jak nie naucza się na sprawdzian to im sie wybacza
                                              smile
                                              • mamma_2012 Re: No i o tym mówię 08.09.14, 16:43
                                                A potrafisz wymienić obowiązki ucznia i rodzica zawarte w statucie waszej szkoły?
                                                Czasem mam wrażenie, ze gdyby zmienić obowiązek szkolny w prawo do chodzenia do szkoły, a miejsce o miejsce w dobrej podstawówce trzebaby zabiegać, tak jak o miejsce w dobrym gimnazjum, to nastąpiłoby cudowne uzdrowienie polskiej edukacji.
                                                Wiesz jak magicznie czasem na uczniów gimnazjum działa świadomość, ze sa spoza rejonu. Samo przypomnienie o tym potrafi zdziałać cuda większe niż sztab korepetytorow i wychowawców.
                                                • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 16:53
                                                  mamma_2012 napisała:

                                                  > A potrafisz wymienić obowiązki ucznia i rodzica zawarte w statucie waszej szkoły?

                                                  mam Ci kopiować statut? wejdź sobie ja jakąkolwiek szkołę i poczytaj
                                                  • mamma_2012 Re: No i o tym mówię 08.09.14, 16:56
                                                    Chodzi mi o to, ze te dotyczące nauczyciela cytujesz z pamięci, a te dotyczące Ciebe i dziecka, chyba już nie koniecznie i to jest chyba jest podłoże wielu problemów w szkołach.
                                                  • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 17:05
                                                    mamma_2012 napisała:

                                                    > Chodzi mi o to, ze te dotyczące nauczyciela cytujesz z pamięci, a te dotyczące
                                                    > Ciebe i dziecka, chyba już nie koniecznie i to jest chyba jest podłoże wielu pr
                                                    > oblemów w szkołach.

                                                    dziecka tez cytowałam, poszukaj sobie.
                                                  • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 08.09.14, 17:07
                                                    Wielu ludzi nie dorosło do demokracji - widać to choćby w tym watku. Mylą demokrację z anarchią, prawa z bezprawiem, roszczeniowość jest na porządku dziennym.
                                                    Jeśli smutnym obowiązkiem jest chodzenie do szkoły, tragedia sprawdziany a szacunek czymś nienormalnym to ten kraj zmierza w bardzo złym kierunku. Takie będą Rezczypospolite jakie ich młodziezy chowanie ( cytat z pamięci).
                                                  • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 17:34
                                                    anestezjolog72 napisała:

                                                    > Jeśli smutnym obowiązkiem jest chodzenie do szkoły, tragedia sprawdziany a szac
                                                    > unek czymś nienormalnym to ten kraj zmierza w bardzo złym kierunku.

                                                    jeśli to do mnie to juz Twoja "radosna" twórczośc bo ja nigdzie nie pisałam że obowiązek szkolny jest smutny czy wesoły a sprawdziany sa tragedią.
                                              • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 08.09.14, 17:02
                                                Niestety, spóźniają się notorycznie, nie wszystkie lekcje są interesujące, prac domowych nie wolno zadawać na wakacje, ferie, święta, weekendy a jak nie odrobia to konsekwencje sa minimalne a o grze na tabletach z litości przemilczę. Nie nauczą się na sprawdzian? To rodzice robia piekło, ze za trudny, ze nie w tym czasie, ze nie na tej lekcji a potem nauczyciele poprawiaja do smierci z przymiotnikiem.
                                                • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 17:24
                                                  anestezjolog72 napisała:

                                                  > Niestety, spóźniają się notorycznie, nie wszystkie lekcje są interesujące, prac
                                                  > domowych nie wolno zadawać na wakacje, ferie, święta, weekendy a jak nie odrob
                                                  > ia to konsekwencje sa minimalne a o grze na tabletach z litości przemilczę. Nie
                                                  > nauczą się na sprawdzian? To rodzice robia piekło, ze za trudny, ze nie w tym
                                                  > czasie, ze nie na tej lekcji a potem nauczyciele poprawiaja do smierci z przymi
                                                  > otnikiem.

                                                  No jesli szkoła Twojego dziecka tak wygląda to współczuję. Jakaś straszna samowolka.
                                                  A o zadane prace domowe na ferie czy wakacje sama bym sie awanturowała, to jest włąsnie podsatawowe prawo ucznia, prawo do odpoczynku!
                                                  • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 08.09.14, 20:43
                                                    Moje dziecko jest dorosłym człowiekiem, więc do szkoły raczej nie chodzi. Syn chodził do marnej podstawówki, w której panowała pajdokracja ( rządy dzieci) i wrzaskliwi rodzice. Podstawówka prywatna. Chodził też do bardzo dobrego społecznego gimnazjum gdzie każdy znał swoje miejsce - dyrektor, rodzice, uczniowie i nauczyciele. Chodził tez do przyzwoitego wysokoprogowego publicznego liceum, w którym dyrektorka nie dała się sterroryzować rodzicom choć mieli na to ochote.
                                                  • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 08.09.14, 21:07
                                                    anestezjolog72 napisała:

                                                    > Moje dziecko jest dorosłym człowiekiem, więc do szkoły raczej nie chodzi.
                                                    To skąd u Ciebie te historie mrożące krew w żyłach o ciemiężonych nauczycielach i rodzicach i uczniach czyhających na ich życie?
                                                  • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 09.09.14, 10:23
                                                    Z obserwacji, z rozmów z ludźmi - i z rodzicami i nauczycielami. Dodam, ze ludxmi nie związanymi ze mna więzami rodzinnymi.
                                                    A ponieważ mam dorosłego syna a wnuków nie posiadam ( szkoda) to stać mnie na dystans.
                                                  • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 09.09.14, 10:33
                                                    czyli usłyszałas o jakichs skrajnych przypadkach, które sie zdarzyc mogą wszędzie a rozpowszechniasz jako zdarzenia codzienne ze szkoły.
                                                  • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 09.09.14, 14:39
                                                    Piszę o faktach. Nie wiem czy jest to w każdej szkole codzinnie czy w co drugiej szkole 5 razy dziennie - wystarczy, że jest. W obliczu patologii praw uczniów i obowiązków nauczycieli dochodzi do wspomnianych sytuacji, w których w starciu nauczyciel-uczeń ten pierwszy jest bez szans.
                                                  • zofijkamyjka Re: No i o tym mówię 09.09.14, 19:44
                                                    anestezjolog72 napisała:

                                                    >w starci
                                                    > u nauczyciel-uczeń ten pierwszy jest bez szans.

                                                    biedactwo, niech idzie do innej roboty. Juz pisałam.
                                  • anestezjolog72 Re: No i o tym mówię 07.09.14, 20:27
                                    Przesada w żadną strone nie jest ani dobra ani chwalebna.
      • anestezjolog72 Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 17:16
        Tak, dzieci są rózne. I zwykle zachowuja się inaczej w grupie a inaczej gdy są pod opieką rodziców.
        Mój osobisty syn siedział z kolegą, który był co najmniej problematyczny: zdolny, o wyglądzie młodego hitlerowca, perfidny, wypierał się w zywe oczy, kłamał jak z nut. Tylko Rafałek dokuczał najbardziej wybranym przez siebie ofiarom - koledze z ławki ani mniej ani więcej.
        • iwoniaw Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 17:18
          Cytatzdoln
          > y, o wyglądzie młodego hitlerowca


          To są te problematyczne cechy, które wymienia się na pierwszych miejscach?
          • anestezjolog72 Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 18:35
            Nie, i nie o to chodzi.
        • alin9 Re: Współczuję nauczycielkom 04.09.14, 17:20
          To Twoja opinia.Syn siedział z danym kolegą i może mieć inne zdanie.Tak jak każde dziecko.Sama Napisałaś,że dzieci są różne.
        • hankam Re: Współczuję nauczycielkom 05.09.14, 09:28
          Jednym słowem - inne dzieci są problematyczne, ale nie Twój syn.
          Inni rodzice robią afery o pierdoły, ale przecież nie Ty.
          Zabawne.
          • anestezjolog72 Re: Współczuję nauczycielkom 05.09.14, 18:28
            Mój syn dziś jest dorosła osoba. W szkole ( podstawowej) były z nim problemy takie same jak z częścia dzieci. Nie był agresywny, nie był asertywny. Problemy skończyły sie w gimnazjum. Bardzo dobrym gimnazjum.
            Nie robiłam afer nawet gdy widziałam, że coś jest nie tak. Pozwoliłam dziecku podejmowac decyzje w swoich sprawach i sobie radzic. Uczyć się na własnych błędach. Odnosic sukcesy i ponosic porazki. Nie leciałam do wychowawczyni, bo nie dostał słoneczka za zeszyt ( byc może piatki czy szóstki - nie pamietam, bo to nie jest istotne). Nie robiłam afery, ze w autokarze na wycieczce nie siedzi przy oknie.
            Zapewniam Cie, ze bardzo dużo matek ( i ojcow tez, ale zdecydowanie mniej) robiło Meksyk to takie własnie pierdoły: ktos kogos popchnął, ktos kogos opluł, ktos komus powiedział, ze jest "wsiochem", że jest Żydem, komunistą, rudym itd. Do ogromnych "przewinień" szkoły należy posadzenie dziecka w najdalszej ławce, nie danie mu głównej roli w szkolnym przedstawieniu, niezauważenie wspaniałego rysunku. Drake robi się o: prosby o składki, prosby o poszanowanie szkolnego mienia, zwrócenie uwagi gdy dziecko niegrzecznie odnosi sie do osób starszych np. ochroniarzy czy woźnych.
            • alin9 Re: Współczuję nauczycielkom 05.09.14, 18:51
              Zapewniam Cie, ze bardzo dużo matek ( i ojcow tez, ale zdecydowanie mniej) robiło Meksyk to takie własnie pierdoły: ktos kogos popchnął, ktos kogos opluł, ktos komus powiedział, ze jest "wsiochem", że jest Żydem, komunistą, rudym itd.

              Ja też nie uważam tego za sprawę niecierpiącą zwłoki.Nauczyciel za popchanie wezwał mnie do szkoły.Kto w tej opowiastce robi halo o pierdołę?
              • mamma_2012 Re: Współczuję nauczycielkom 07.09.14, 09:41
                Ja Ci powiem, ze po drugiej stronie moze stał rodzic, ktory Widzial ta sprawę inaczej i domagał sie tego wezwania. Dbając o swoje dziecko, zgłosiłby to jako fakt, ze szkola nie reaguje na przemoc.
                Prawda jest taka, ze jesli to sa pojedyncze incydenty dzieci zapominają o sprawie zanim dojdzie do spotkania i trzeba im przypominać po co zostało zorganizowane.
                Z drugiej strony wczesniej mogło być 20 rożnych drobnych incydentów, gdzie skończyło sie na przepraszam, a ten 21 tez niby drobny, został zgłoszony.
              • anestezjolog72 Re: Współczuję nauczycielkom 07.09.14, 20:22
                Pewna mama miała następująca sytuację. Jesj syn został oskarzony o kopnięcie w jądra kolegi. Awantura arabska. Mama kopnietego przyleciała do szkoły, zażądała obniżenia zachownia sprawcy, poniżała go wrzeszczała. Oberwało sie nauczycielom, a co się okazało- chłopak kopnął kolege, bo tamten go dusił. Czy nauczyciel powinien to zauwazyć? Tak powinien, teoretcznie, na przerwie nie sposób widziec co robi KAŻDY z 50-70 uczniów. Mama chłopca, który dusił i został kopniety uderzyła z bardzo, bardzo grubiej rury. Mama nie nauczyciele.
            • tusia-mama-jasia Re: Współczuję nauczycielkom 05.09.14, 22:18
              Niestety to prawda. W naszej skądinąd bardzo udanej klasie jest jedna mama, która biega na obdukcję z dzieckiem do lekarza po każdym otarciu, zranieniu, jakiego syn dozna przypadkowo w szkole, składa pisemne (a więc mające konsekwenje formalne!) skargi do dyrekcji o niedopilnowanie, bo np. na ręce pojawiło się otarcie naskórka piłeczką tenisową, a na kolanie siniak. To nie przenośnia, akcja z naszej klasy, więc znana bezpośrednio. Podziwiam naszą panią za anielską cierpliwość. Rodzice jej tyle nie mieli tongue_out i odpowiedzieli, ujmując się solidarnie za wychowawczynią.
            • hankam Re: Współczuję nauczycielkom 05.09.14, 22:25
              No właśnie o tym piszę - Ty jesteś zupełnie inna.
              Natomiast inne mamy mają się odnaleźć w malowanym przez ciebie przewrażliwionej i roszczeniowej mamuśki.
              • anestezjolog72 Re: Współczuję nauczycielkom 07.09.14, 20:18
                Tak jestem inna, nie latałam do szkoły z pierdołami.l
    • mamma_2012 Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 11:46
      Tez im współczuje i coraz bardziej sie dziwie, ze są chętni do pracy w tym zawodzie, a znam ten zawód z trzech stron (jako były uczeń, jako matka ucznia, a tez jako osoba pomagająca i rodzicom i nauczycielom).
      Nie twierdze, ze nauczyciele są bez wad i nie ma wsród nich beznadziejnych jednostek, ale oczekiwania rodziców są często nierealne (chodź podciagniete pod ładne i rozsądne hasła), a często kierowane do niewłaściwych osób ( nauczyciel prosi o papier, wykładzinę czy inne cuda, nie dlatego, ze szkolne wynosi do domu, a pracować tez by chciał w nowoczesnym, widnym budynku kończąc prace przed 14.00)
      Porównanie nauczycieli tylko do usługodawców, to nietrafione porównanie. Usługodawcami są i lekarze i prawnicy, elektrycy i wiele innych osób, ale jakoś niewiele osób próbuje ich pouczać, twierdząc, ze lepiej wie jak wykonywać ich prace.
      Wiele razy umawialam mediacje z nauczycielami i rodzicami i praktycznie nie było sytuacji, ze nauczyciele nie chcieli czekać na rodziców. Natomiast rodzice wpadający w środku dnia, bo akurat przechodzili to codzienność. Zreszta w dzisiejszych czasach nie trzeba spotkać sie osobiście, żeby porozmawiać, a w każdym pokoju nauczycielskim jest telefon.
      Indywidualizacja na poziomie jakiego oczekuje wielu rodziców, to nierealne, bo często technicznie nie wykonalne.
      • zofijkamyjka Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 19:25
        mamma_2012 napisała:

        > Porównanie nauczycieli tylko do usługodawców, to nietrafione porównanie. Usługo
        > dawcami są i lekarze i prawnicy, elektrycy i wiele innych osób, ale jakoś niewi
        > ele osób próbuje ich pouczać, twierdząc, ze lepiej wie jak wykonywać ich prace.

        czyli jak lekarz czy prawnik źle Cię potraktuje to dalej sie usmiechasz i potakujesz?
        • mamma_2012 Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 19:32
          Idę do innego, a nie mowię tnij bardziej w prawowink
          • zofijkamyjka Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 19:43
            rozumiem, że np. prawnikowi zapłacisz za złą usługę, uśmiechniesz sie podziekujesz i poszukasz innego?
            Niestety nauczyciela tak łatwo zmienic nie mozna, a w zasadzie to niemożliwe sad po drugie nie zawsze odrazu nalezy nauczyciela zmieniać ale domagac się, kontrolować jak najbardziej trzeba.
            • mamma_2012 Re: Współczuję nauczycielkom 07.09.14, 06:43
              Rodzic raczej nie jest od kontroli nauczyciela, bo nie zna sie ani na metodyce nauczania ani na pedagogice.
              Od kontroli nauczyciela sa inne osoby (oczywiście i ta kontrola czasem zawodzi, ale znów to nie jest norma).
              Rodzice płaca nauczycielom pośrednio, jak i całej budżetówce, wiec to płace i wymagam, powinno pojawiać sie i w przypadku urzędników i policjantów i innych osob, ktore tez baaardzo rożnie pracują (zreszta czesto ten slogan wyciągają Ci, którzy ostatnie podatki zapłacili w xx wieku)

              Domagać sie mozna rzeczy realnych, a poza tym w klasie, gdzie jest 25 osob rodzice mogą sie domagać rożnych rzeczy. Taki przykład z życia. Mamy np. nauczycielke, ktora dużo zadaje, cześć z rodziców uważa, ze to zle (bo dzieci po lekcjach maja treningi i dodatkowe zajecia) druga cześć, ze bardzo dobrze i co z tym fantem. Rodzice w drodze głosowania bedą ustalać ile dzieci maja robić prac domowych?

              Oczywiście sa jakieś skrajne sytuacje, ale w zdecydowanej większości sytuacji wystarczy zwykła współpraca z nauczycielami i zaufanie. Przez 11 lat, kiedy moja corka chodzi do przedszkola i szkoły raz zdarzyła sie sytuacja, kiedy konieczna była zdecydowana interwencja rodziców.
              To, ze nauczyciela czy szkoły nie da sie zmienić, to w rzeczywistosci jest jednak dość rzadka sytuacja. Zwykle w szkole jest kilka klas, a w okolicy kilka szkol.
              • zofijkamyjka Re: Współczuję nauczycielkom 07.09.14, 09:07
                mamma_2012 napisała:

                > Rodzic raczej nie jest od kontroli nauczyciela, bo nie zna sie ani na metodyce
                > nauczania ani na pedagogice.

                a skąd wiesz że sie nie zna? poza tym zawsze mozna zajrzec do ustaw, programów, statutów i innych dokumntów.
                > Rodzice płaca nauczycielom pośrednio, jak i całej budżetówce, wiec to płace i w
                > ymagam, powinno pojawiać sie i w przypadku urzędników i policjantów i innych osób

                Absolutnie tak nie jest, jeśli nie płacę do ręki to mam się nie odzywać?

                > Domagać sie mozna rzeczy realnych, a poza tym w klasie, gdzie jest 25 osob rodz
                > ice mogą sie domagać rożnych rzeczy.
                Ale ja odpowiadam za siebie i swoje dziecko a nie innych rodziców i jeśli juz interweniuję to w konkretnej sprawie a nie sprawach ogólnych, klasowych.

                > Oczywiście sa jakieś skrajne sytuacje, ale w zdecydowanej większości sytuacji w
                > ystarczy zwykła współpraca z nauczycielami i zaufanie.
                a ja akurat mam inne doświadczenia z tym zaufaniem.
                > To, ze nauczyciela czy szkoły nie da sie zmienić, to w rzeczywistosci jest jedn
                > ak dość rzadka sytuacja. Zwykle w szkole jest kilka klas, a w okolicy kilka szk
                > ol.
                a ja wolę takich skrajnosci unikać, chociaz oczywiscie gdybym napotkała na tak beznadziejnego nauczyciela, że tylko zmiana szkoły by wchodziła w grę to bym tak zrobiła
                • mamma_2012 Re: Współczuję nauczycielkom 07.09.14, 10:00
                  > Absolutnie tak nie jest, jeśli nie płacę do ręki to mam się nie odzywać?
                  >
                  Czy na innych pracownikow budżetówki patrzysz w ten sposób. Tez tak czesto interweniujesz, piszesz, prosisz o kontakt z przełożonym. Nie chodzi o to, zeby tego nie robić, ale jesli sie robi w ten sposób, to konsekwentnie wobec wszystkich.

                  I nie chodzi o to, zeby nie obserwować, a o to, ze rodzice czesto widza problemy tam, gdzie ich nie ma i robi sie ciężka atmosfera.

                  W innych krajach ludzie maja inne podejście do nauczycieli. U nas stara kadra, rzeczywiście nietykalna i w czesci słaba, powoduje, ze na każdego nauczyciela patrzy sie jak na niedouczonego nieudacznika.
                  U nas każdy wie lepiej i zrobiłby to czy tamto inaczej, a jak 25 osob próbuje ustawiać klasę pod siebie, to dobrze być nie moze.
                  • guderianka Re: Współczuję nauczycielkom 07.09.14, 10:03
                    Abstrahując od tego co piszecie wyżej- niestety fakt jest taki, że współczesna kadra nauczająca bywa...kiepska. Kiedyś zawód ten cieszył się estymą- teraz coraz częściej trafiają się ludzie z 'przypadku"
                  • zofijkamyjka Re: Współczuję nauczycielkom 07.09.14, 14:05
                    mamma_2012 napisała:

                    > Czy na innych pracownikow budżetówki patrzysz w ten sposób. Tez tak czesto inte
                    > rweniujesz, piszesz, prosisz o kontakt z przełożonym.

                    A kto Ci powiedział że ja to tak często robię. Robię to wtedy gdy uznam za konieczne i dotyczy to każdego rodzaju usługi, budżetówki, czy firm prywatnych. Nie ma znaczenia, każdy musi odpowiada za to co robi.

                    > W innych krajach ludzie maja inne podejście do nauczycieli.

                    W innych krajach tez nauczyciele maja inne podejście i nie traktuja rodzica jak wroga tylko jak klienta, który ocenia jego pracę.
                    • mamma_2012 Re: Współczuję nauczycielkom 07.09.14, 14:16
                      Mam wrazenie, ze albo trafiłaś na fatalna szkole i okropnych nauczycieli albo jesteś troche przewrażliwiona.
                      Ja jestem zdania, ze większość nauczycieli jest całkiem normalna, zwłaszcza jesli traktuje sie ich po ludzku.

                      • zofijkamyjka Re: Współczuję nauczycielkom 07.09.14, 14:22
                        mamma_2012 napisała:

                        > Mam wrazenie, ze albo trafiłaś na fatalna szkole i okropnych nauczycieli albo j
                        > esteś troche przewrażliwiona.

                        nie trafiłam ani na fatalna szkołe ani na fatalnych nauczycieli. Przeciętna rejonówka, nauczyciele rozmaici, najwięcej dyskusji i wymiany zdań miałam z bardzo dobrym pedagogiem, nauczycielka która nie bała sie spotkan z rodzicami i dyskusji. Umiała tez słuchać!. Przewrażliwiona to nie wiem czy jestem ale dość upierdliwa.
                        Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                  • jakw Re: Współczuję nauczycielkom 07.09.14, 17:02
                    mamma_2012 napisała:
                    > W innych krajach ludzie maja inne podejście do nauczycieli. U nas stara kadra,
                    > rzeczywiście nietykalna i w czesci słaba, powoduje, ze na każdego nauczyciela p
                    > atrzy sie jak na niedouczonego nieudacznika.
                    A potem młoda kadra robi się stara i nietykalna.
                    • mamma_2012 Re: Współczuję nauczycielkom 07.09.14, 17:22
                      Nie wiem jak bedzie, ale mysle, ze dni KN w tej formie sa policzone i dobrze.
    • scher Papież Franciszek i nauczycielach 06.09.14, 13:32
      Portal Fronda.pl: Papież Franciszek stanął po stronie nauczycieli, którzy wymierzają uczniom kary za złe zachowanie w szkole. Zdaniem Ojca Świętego, sprzeciw rodziców jest w takich wypadkach niepedagogiczny. Czy chciał przez to ograniczyć kompetencje wychowawcze rodziców?

      Ks. Tomasz Kancelarczyk: Bardzo często rodzice negują poczynania nauczycieli wobec swoich dzieci i często są to interwencje bezzasadne. Ja nie jestem zwolennikiem tego, żeby nauczyciele mieli niekontrolowaną władzę nad uczniami, ale wychodzę z założenia, że szkoła ma nie tylko uczyć, ale też wychowywać. A skoro tak, nauczyciel ma prawo wymagać od ucznia posłuszeństwa. Myślę, że o to też chodziło Ojcu Świętemu. Dlatego bardzo ważne jest, aby rodzice współpracowali ze szkołą. Niestety, rzadko tak bywa, bo rodzice albo nie interesują się swoimi dziećmi, nie stawiają im wymagań, albo kierują się własnymi wygórowanymi ambicjami. Nauczyciela stawia się w roli jakiegoś odtwarzacza. Nie jest potrzebny człowiek, tylko maszyna, która ma przekazać informacje. A tu jest potrzebny właśnie człowiek, w procesie przekazywania wiedzy bardzo liczy się relacja. Nie staję w obronie nauczycieli jako katecheta-nauczyciel, jestem daleki od tego, żeby nauczyciele zastępowali rodziców, ale uważam, że powinno być większe zrozumienie dla tego procesu przekazywania wiedzy ze strony rodziców. Z moich doświadczeń wynika, że tam, gdzie jest współpraca rodziców z nauczycielami, tam widać, że chodzi o dobro ucznia.

      Całość:
      www.fronda.pl/a/ks-tomasz-kancelarczyk-dla-frondapl-nauczyciel-ma-prawo-wymagac-posluszenstwa,41355.html
      • jotde3 Re: Papież Franciszek i nauczycielach 06.09.14, 13:46
        A ile to dzieci ma ten franciszek?
        • majaa Re: Papież Franciszek i nauczycielach 08.09.14, 11:47
          No, masz rację, to jest argument... nie ma dzieci, to co on tam wie.
          Tak jak z jakiejś choroby skutecznie wyleczy Cię tylko lekarz, który sam ją przeszedł, tak najlepszym specjalistą od wychowania jest oczywiście tylko rodzic.
          • jotde3 Re: Papież Franciszek i nauczycielach 08.09.14, 12:08
            Alez nie, najlepszym specjalista od wychowania jest oczywiscie facet w sukience w dziwnej czapce smile
          • jotde3 Re: Papież Franciszek i nauczycielach 08.09.14, 12:42
            A tak na serio to sukienkowi maja inne cele wychowania niz rodzice i panstwo . im zalezy glownie by wychowac dzieci do tradycji katolickiej i do poszanowania autotetu , panstwu by dzieci byly kreatywnymi trybikami w systemie a rodzica to chyba raczej by ich dziecko jak najlepiej dalo sobie rade w zyciu i przewaznie te cele sa ze soba troszeczke rozbiezne smile
            • majaa Re: Papież Franciszek i nauczycielach 08.09.14, 15:18
              A przepraszam, to poszanowanie tradycji, pewnych wartości, autorytetów w życiu i kreatywność to coś złego? Przeszkadza dobrze radzić sobie w życiu? A może raczej przeszkadza zupełnie w czymś innym, np. w byciu przyzwoitym człowiekiem, a nie egoistą zapatrzonym wyłącznie w siebie i swoje własne potrzeby?
              • anestezjolog72 Re: Papież Franciszek i nauczycielach 08.09.14, 17:04
                Coś mi się widzi, że masz racje, choć do "sukienkowych" mam stosunek bardzo krytyczny.
                • majaa Re: Papież Franciszek i nauczycielach 08.09.14, 19:55
                  Ja też nie stawiam ich na piedestale. Wśród "sukienkowych", tak jak wśród innych, trafiają się szubrawcy, ale są też i tacy bardzo w porządku. Dlatego jeśli uznaję przekazywane przez nich treści za sensowne i wartościowe, to nie najeżam się dla zasady, tylko z tego powodu, że wygłaszają je "sukienkowi". Takie podejście uważam za zwykłą głupotę.
    • alin9 Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 16:46
      Mieli szacunek, bo rodzice krótko trzymali dzieci i raczej brali stronę naucz
      > ycieli na zasadzie, że dzieci i ryby głosu nie mają.

      Teraz nauczyciele krótko trzymają.Kolega z klasy mojego dziecka nauczony,że nieładnie się spóźniać wyraził swoje zdanie.Nauczycielka pewnego przedmiotu nagminnie się spóźniała a dzieciom za to suszyła głowę.Dziecko spytało dlaczego się spóźnia.Efekt?Dostał uwagę za brzydkie odzywki do nauczyciela.Gdzie jest błąd?Moim zdaniem to upupianie młodych ludzi.
      • mamma_2012 Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 17:04
        Zależy jak sie odezwał. Mógł kulturalnie lub nawet lekko w uszczypliwy sposób zapytać sie, wypomnieć. Ma prawo.
        Mógł tez zrobic to w sposób chamski, niekulturalny i zwyczajnie zasługujący na zgłoszenie rodzicom.
        • alin9 Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 18:52
          Napisałam zadał pytanie.Nie odszczekał.Pani pokazała klasę hahahah
          • mamma_2012 Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 19:14
            Jestem nieco wyczulona, bo np. pamietam chłopaka, którego dotknęlam na
            warsztatach w szkole za ramie (prosilam, zeby przestał rozmawiać, nie działało, wiec po kolejnym razie przechodząc obok, dotknęlam jego ramienia, zeby wiedział, ze do niego mowię), wtedy usłyszałam, ze to molestowanie i naruszenie nirmtykalnosci, a wszystko okraszone słowami ze słownika dzikiej polszczyzny.
            Na szczęście ja nie jestem nauczycielem i wobec mnie stawia sie inne wymagania.
            A na czym ma polegać odszczekiwanie?
            Pamietam tez dziewczynę, której zarekwirowałam szczotkę do włosów, bo na zajęciach chciała poprawiać fryzurę swoją i koleżanki z przodu i po wyzwiskach, ktore padły z jej ust powinnam odpalić miotłę i polecieć daleko w kosmoswink
            • scher Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 19:19
              mamma_2012 napisała:

              > po kolejnym razie przechodząc obok, dotknęlam jego ramienia, zeby wiedział,
              > ze do niego mowię), wtedy usłyszałam, ze to molestowanie i naruszenie nietykalnosci,
              > a wszystko okraszone słowami ze słownika dzikiej polszczyzny.

              I jak go ukarałaś?

              > zarekwirowałam szczotkę do włosów, bo na zajęciach chciała poprawiać
              > fryzurę swoją i koleżanki z przodu i po wyzwiskach, ktore padły z jej ust

              Jak ją ukarałaś?
              • mamma_2012 Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 19:45
                Widzisz, mnie nikt nie rozlicza z tego czy przy okazji młody człowiek nauczył sie cyklu rozwojowego pantofelka lub potęg z wykladnikiem ujemnym. Mam większe pole manewru, a przez wiele lat uczyłam sie nie matematyki, a radzenia sobie z takimi sytuacjami.
                Ja nawet nie bardzo mam pole do "karania", bo pojawiam sie czesto tylko na chwile.
                W przypadku pana od molestowania, zapytałam sie czy wie co to jest niesłuszne pomówienie przy dwudziestu swiadkach.
                A z dziewczyna od szczotki nie pamietam, ale potem zdradziła mi swój największy sekret w życiuwink
                • scher Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 20:20
                  mamma_2012 napisała:

                  > W przypadku pana od molestowania, zapytałam sie czy wie co to jest
                  > niesłuszne pomówienie przy dwudziestu swiadkach.

                  Bardzo dobra reakcja smile
                • maksimum Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 21:33
                  mamma_2012 napisała:

                  > A z dziewczyna od szczotki nie pamietam, ale potem zdradziła mi swój największy
                  > sekret w życiuwink

                  Ze spi ze szczotka a jak ma jakies sny nieuczesane,to sie budzi i szczotke ma pod reka.
      • mamma_2012 Re: Współczuję nauczycielkom 06.09.14, 17:12
        Kłopot w tym, ze niestety coraz czesciej pojawia sie tez postawa, bliższa hasłu, ze nauczyciele i rodzice głosu nie maja.
        Przykład: Dziecko regularnie ucieka ze szkoły, dlaczego te godziny sa usprawiedliwione? No, ale on/ ona mnie tak prosi.
        No, ale jak napisze usprawiedliwienie, to idzie sie pouczyć.
        Zdarza sie, ze dzieci straszą nauczycieli rodzicami, a rodzicami sprytnie manipulują.
        Przegięcie w każda stronę jest niedobre.
    • tatrofanka A ja nie 09.09.14, 18:29

      To zawód który jak każdy inny, ma swoje udogodnienia i minusy.
      Mam w rodzinie nauczycielkę-

      Boższzzz- ona musi codziennie wieczorem przygotowywać sie do zajęć (no bo przecież jak uczy od 10 lat jednego i tego samego, to musi powtórzyc sobie codziennie przez 4 h materiał).
      Ja tez się codziennie przygotowuję do nastepnego dnia pracy, czytam przepisy, umowy,sprawozdania.
      Róznica jest taka, ze ona jest w domu o 13.30-14.30, a ja o 16 (obie dojeżdżamy ok15 minut)


      Ona musiała zostać na zebraniu jak wychowawca w tym tygodniu,

      Hello, ja też wczoraj byłam na zebraniu -3 h w szkole jako rodziic i też mi się nie chciało (bo najpierw z wychowawcą, potem z dyrektorem i jeszcze z rada rodziców)

      Bo ona musi sprawdząc klasówki. Albo ułozyć 5 pytań do kolejnej
      Jak ja piszę umowę wieczorem na roboty warte kilka milionów, to przecież pikus, dużo trudniejsze te klasówki.

      Ona ma problemy z roszczeniowymi rodzicami, za to w innych zawodach wszyscy sa mili dla wszystkich

      Rodzice się czepiaja i są mściwi- ojej, a jak w zeszłym roku zagłosowałam przeciw podręcznikowi do języka obcego w zerówce, to do dziś pani pamięta i do dziś jest obrażona i wcale a wcale nie odbije się to na moim dziecku przecież.

      Najlepiej mnie rozbawiła jak powiedziała, ze ja biorę urlop kiedy chcę, a ona musi jechać na urlop w lipcu lub sierpniu.
      Nie, ja nie biorę urlopu kiedy chcę- musze go zagospodarować na różne dni wolne od nauki w szkle mojego dziecka. Np w tym roku przerwa świateczna potrwa od 22.12 do 6 I, wiec nie wezmę urlopu kiedy chce, tylko kiedy muszę, bo nie mam opieki dla dziecka.

      O profitach w stylu trzynastej pensji i pierwszeństwie przy miejscu dla dzieci w pkolach nie wspomne

      Jak moja polonistka postawiła uczniom oceny 4 i 5 a potem sześć z tych osób nie zdało matury, to traciła pracę???? NIE!
      Pracowala dalej= brak odpowiedzialności za wyniki pracy w zawodzie nauczyciela.

      Jak ja coś zawalę w pracy, to wylece


Inne wątki na temat:
Pełna wersja