nikunka
12.11.04, 12:56
Hej
Jestem tu od niedawna. Moja córka ma nie całe 7 lat.
Generalnie jest bardzo madrą , inteligętną i w miare grzeczną dziewczynką
(ale jak jest sama ze mną) .
Mam z nia dwa podstawowe problemy.
I - ona ciąąąągle jeczy i o wszystko płacze. To znaczy ja doskonale wiem że
dzieci koło 7 roku zycia przezywaja prawie traume, że czują się odrzucone,
nie kochane a świat generalnie jest zły i wszystko jest do niczego. I wiem
równiez że ten etap, jak wiele innych trzeba przetrwać bo one miną. Ale...
Moja córka , mam wrażenie jecze aż za dużo. To znaczy prawie ciagle mówi
jeczącym tonem, prawie wszystko jest w stanie doprowadzić ją do łez. Do tego
to straszny malkontent. Ona sama nakreca się i buduje czarną wersję wydarzeń,
nawet jesl;i jest ona nie mozliwa. Doprowadza mnie to do szału. Rady typu
wyluzuj, nie reaguj i kochaj , przytulaj na mnie nie działają, a to z tego
wzgledu że wysłuchiwanie jęków i płaczy przez X godzin na dobe jest nie do
wytrzymania. Mła nie ma problemów w szkole , w nauce, jest bardzo zywym
dzieckiem ale nie nadpobudliwym. Kiedys była roześmianą dzidzią teraz jest
skrzywionym, jeczacym upiorkiem.
Kocham ja nad zycie ale jak jeczy to brakuje mi cierpliwości. Może ktoś
doradzi jak z nia postępować i jak radzić sobie z samą sobą. Bo na razie
jestem na dobrej drodsze do prozacu ;o)))) Nie no żartuję , ale sił mi juz
brak
II - druga sprawa dotyczy mojej córki i córki mojej kolezanki. Dziewczyny
bardzo sie lubią, przynajmniej tak twierdzą. Chodza razem do jednej klasy.
Niestety ciągle i o wszystko ze soba rywalizują. O nasze zainteresowanie
również. Jak jedna sie przytul;i to druga musi natychmiast też. Nie byłoby w
tym nic złego gdyby nie to że ta rywalizacja zaczyna być hmmm trochę
spaczona. Ważne jest to co która ma na sniadanie do szkoły, do picia, i
zawsze ta druga ma lepiej. Jak juz zaczną to działaja na siebie jak płachty
na byka. W końcu dochodzi do bitew (bo tylko tak to mozna nazwać) One sie
zwyczajnie leją. Pięści i nogi idą w ruch. Z tego co mi mówi córka bija sie
tez w szkole. Aż się boję co usłyszę na zebraniu.
Czy to normalne żeby dziewczynki tak się biły? I to ciągle? One nie sa w
stanie razem spokojnie spedzić dwóch godziń. A jak sa oddzielnie to jedna
chce do drugiej.
Nie wiemy już jak z nimi rozmawiać, co im powiedziec żeby to przerwać. Ja mam
wrażenie że jest co raz gorzej. Przy czym obie sa tak samo winne, obie
zaczynają i obie sa tak samo zawziete.
Może ktos wie co mozna w takiej sytuacji zrobić?
boje sie żeby nie przylgneło do nich w szkole że sa niegrzeczne.