Gość: Giles
IP: 62.154.238.*
07.05.02, 16:39
tu w niemczech takie gieldy to instytucje. organizowane dwa razy do roku
(jesien, wiosna) z inicjatywy rodzicow, z reguly w przedszolu badz przy
parafii, odbywaja sie praktycznie wszedzie. dla nas, a mamy trojke dzieciakow,
oraz dla wielu naszych zanjomych to podstawowe zrodlo zaopatrzenia w ubrania
dzeiciece. na takim bazarze oferowane sa nie tylko ubrania, ale i wozki, moda
ciazowa, foteliki samochodowe, rowerki, a takze zabawki i ksiazki.
dlaczego o tym pisze? bo niedawno moja kuzynka mieszkajaca w kraju zalila mi
sie jakie to ciezkie pieniadze wydaje na ubrania dla swoich pociech. oczywiscie
kupuje wszystko nowe (albo nowe daja w prezencie rodzice) i chyba rzeczywiscie
wydaje kupe szmalu bo dzeiciaki rosna jak na drozdzach. kiedy jej opowiedzialem
gdzie my sie zaopatrujemy i zaproponowalem zorganizowanie podobnego bazaru w
przedszkolu, do ktorego chodza jej dzieci zostalem wysmiany i "zmieszany z
blotem". wedlug niej pomysl w polsce nie ma szans na realizacje, bo: "nie ma
komu zorganizowac", "przyjda i ukradna" a wogole sa lumpexy i tam zaopatruja
sie ci, ktorych niestac na nowe.
mnie to nie przekonuje a poniewaz lubie miec racje chcialbym was spytac, czy
moze znacie w waszej okolicy taki bazar zorganizowany z "oddolnej" inicjatywy
rodzicow?
i co sadzicie o samym pomysle?