problem z 7 latkiem

06.09.05, 15:07
Witam wszystkich bardzo serdecznie! Piszę tu na forum bo liczę na to, że
dostanę jakąś odpowiedź jak postępować i co robić. Mam problem z synkiem. Od
1 września poszedł do pierwszej klasy. Rano popłakuje i mówi, że się boi
chodzić do szkoły. Ciągle opowiada, że starsze chłopaki biją się i popychają
na korytarzu, że boi się wychodzić z sali na przerwę i w trakcie lekcji mówi
pani, że jest mu słabo i duszno. PAni musi wyprowadzać go na korytarz żeby
zaczerpnął świeżego powietrza. Pytałam wczoraj pani na zebraniu to mówiła, że
siedzi sobie tak na ławeczce z 15 minut i potem wraca do klasy. Potem jest
już lepiej. NIe mówi, że się źle czuje. Pani powiedziała wczoraj na zebraniu,
że jest jedynym dzieckiem które tak źle znosi znowe środowisko. jak pytam w
domu jak było w szkole to móiw że dobrze. Nie opowiada specjalnie co się
wydarzyło. Mówi, że zapoznał już 3 kolegów i rozmawia z nimi na przerwach.
Ale specjalnych emocji nie widzę, wręcz przeciwnie. Dzisiaj odporowadzała go
babcia bo miał na popołudnie zajęcia. Dzwoniłam to mówiła, że znów popłakał w
domu, że nie chce iść do szkoły. Nie wiem co ja mam robić. Muszę zaznaczyć,
że jest bardzo wrażliwy i płakał w przedszkolu az 3 lata. Jak mam z nim
postępować? Co zrobić żeby przestał grymasić? Może powinnam iść z nim do
psychologa? Pomóżcie! Proszę o podpowiedzi. Z góy dziękuje.
    • dobiesia Re: problem z 7 latkiem 06.09.05, 15:21
      Witam,
      Moja córeczka tez poszła w tym roku po raz pierwszy do szkoły. Jest nieśmiała i
      doskonale wiem, co czujesz. W naszej szkole jest taki zwyczaj, ze pierwszaki
      nie wychodza na przerwę przez jakiś czas. Na zebraniu w czwartek dowiem sie,
      jak długo będą izolowane. Moja córeczka nie płacze, ale co rano bardzo boli ją
      brzuszek. Ale ja pamietam, jak jako pierwszoklasistka płakałam.....Marzyłam o
      emeryturze, tak jak mój dziadziuś. Teraz się z tego śmieje, ale wtedy baaardzo
      przeżywałam. I wiesz co mi pomogło? Pani pogłaskała mnie po głowie i
      powiedziała jakieś dobre słowo. To mnie uskrzydliło. Pogadaj z nauczycielką,
      poproś o jakis miły, osobisty gest względem synka. Pozdrawiam Cię serdecznie
      • jolzag Re: problem z 7 latkiem 06.09.05, 15:32
        Bardzo serdecznie dziękuję za odpowiedź. Rzeczywiście muszę porozmawiać z
        nauczycielką. Jak na mój gust jest trochę oschła, ale myślę, że da się z nią
        zagadać. Mój synek jest bardzo wrażliwy. DOpiero w zerówce do której chodził w
        przedszkolu się rozluźnił, bo jak twierdził jest najstarszy i teraz nie miał
        się już czego bać. Obecnie sytuacja się odwróciła. Jest najmłodszy w szkole,
        poza tym mówi, że koledzy też nie są grzeczni. Krzyczą, biegają po korytarzu i
        popychają jeden drugiego. Wydaje mi się, że on się boi, że coś mu się stanie.
        Ze któryś z większych chłopaków zrobi mu krzywdę. Dlatego nie wiem, jak go z
        tym oswoić i wytłumaczyć mu żeby się nie bał. Wogóle te starsze dzieci powinny
        być jakoś oddzielone od tych małych, a tutaj są wszystkie stłoczone na jednym
        korytarzu i dlatego on tak bardzo się boi. Pani mówiła, że jest zorganizowany
        konkurs na najspokojniejszą klasę na przerwach. Dzieci mają zakaz biegania,
        krzyczenia i bicia się na przerwach, ale jak widać to nie przynosi zadnego
        skutku. Łudzę się tylko, że to z czasem przejdzie, ale jak sobie pomyślę, że to
        potrwa tyle co płacz w przedszkolu to ręce mi opadają...
        • dobiesia Re: problem z 7 latkiem 06.09.05, 15:42
          No właśnie....Ja bałam się dokładnie tego samego. Dużych dzieci, które
          wyglądały jak osoby dorosłe. Byłam zagubiona, bałam się iść do wc, bo te
          wielkie pannice tam przesiadywały. Do dzisiaj czuję wdzięczność do pani
          wychowawczyni. Nie zrobiła nic wielkiego, ale to wystarczyło. Trochę
          zainteresowania i uwagi. Pogłaskała mnie po głowie i powiedziała parę miłych
          słow. Nie martw się, wszystko będzie dobrze, podejdź panią trochę
          psychologicznie, powiedz, że bardzo ujęło Cię postępowanie względem dzieci i
          prosisz o kilka słow skierowanych do Twojego synka. Wystarczy krótka rozmowa na
          korytarzu. Trzymam kciuki. A Ty trzymaj kciuki za moją Karolcię smile
          • jolzag Re: problem z 7 latkiem 06.09.05, 15:47
            Serdeczne dzięki!! Będę trzymać kciuki, aby nasze maluchy pogodziły się z
            nowymi warunkami panującymi w szkole. Mojego synka też rano boli brzuszek i
            zawsze przed szkoła wypróznia się, żeby nie robić w szkolnej toalecie. Powiwm
            szczerze, że boje się dzisiaj iść po niego bo nie wiem co mnie tam czeka. Ale
            może jutro rano porozmawiam z Panią o tym o czym mi wspominałaś. Jeszcze raz
            serdeczne dzięki i gorąco pozdrawiam!!!
    • kaczka.kwaczka Re: problem z 7 latkiem 06.09.05, 15:26
      1. Niech się pakuje wieczorem, rano będzie mniej nerwowo (rano tylko śniadanie).
      Na rano zostaw same przyjemności. Może zmień drogę do szkoły jeśli chodzi
      piechotą, tak by po drodze zachaczyć o jakieś ciekawe miejsce (np. kasztany itp)
      Słowem niejawne, delikatne przekupstwo smile

      2. MOże jest alergikiem i w danej sali lekcyjnej coś śmierdzi:
      nowe ławki, farba na ścianach itp.

      • jolzag Re: problem z 7 latkiem 06.09.05, 15:34
        pakujemy się wieczorem. Rano nie mam na to czasu. Do szkoły jeździmy
        samochodem, bo jest dosyć daleko. A co do duchoty w klasie to rzeczywiście jest
        potworna. Wczoraj wieczorem było zebranie dla rodziców w ich kalsie to
        myślałam, że sie uduszę... RZeczywiście może jest mu gorąco? Ale myślę, że
        strach jeszcze bardziej to potęguje...
        • kina74 Re: problem z 7 latkiem 06.09.05, 17:36
          No chyba jakoś specjalnie Cię nie pocieszę, ale wiem doskonale o czym piszesz.
          Mój syn w przedszkolu popłakiwał tak jak Twój, potem w szkole "przemykał" pod
          ścianami, bo też się bał tego gwaru, wrzawy i rozbieganych dzieci. Myślę że to
          kwestia charakteru, mój synek jest bardzo spokojnym dzieckiem, powiedziałabym
          że wrażliwym, a nawet nadwrażliwym. Jeśli Pani powiedziała żeby nie biegać na
          przerwie, to nie biegał i dziwił się, że inni się nie słuchają. Początki były
          ciężkie, ale jakoś sobie radził, na szczęście zawsze był bardzo samodzielny.
          Teraz jest już w V klasie, a nadal widzę, że pewne rzeczy go przerażają w
          szkole, chociaż oczywiście radzi sobie całkiem dobrze. Do dzisiaj jednak nie
          może zrozumieć jak ktoś może nagle podbiec do niego i go nagle w kark np.
          uderzyć. Moja rola tak właściwie ograniczona jest do wspierania go, rozmowach
          itd. Ale musi sobie radzić sam. Im jest starszy tym idzie mu lepiej. Ale i tak
          uważam że to mimo wszystko kwestia jego charakteru. Mam drugie dziecko,
          wychowuję je na ile to możliwe podobnie, a jednak córka w szkole czuje się jak
          ryba w wodzie, tym razem to ona należy do tej większości która szaleje na
          przerwach. Trzymaj się, wspieraj synka i rozmawiaj jak często się da.
          • kaczka.kwaczka A może go rękawice bokserskie ośmielą. 06.09.05, 21:58
            A może obu (7 latkowi i tamtemu z V klasy) trzeba kupić rękawice bokserskie i
            worek do zabawy.
            Są takie zestawy w sklepach zabawkowych.
            Myślę, że to dobra nauka samoobrony.
            • kina74 Re: A może go rękawice bokserskie ośmielą. 06.09.05, 22:08
              Kaczko chyba mylisz pewne sprawy. Umiejętność samoobrony nie ma tu raczej nic
              do rzeczy. Syn umie się zresztą obronić kiedy trzeba, co nie oznacza, że nie
              dziwią go głupie zaczepki. Jeśli dziecko jest spokojne, woli sobie na przerwie
              zajrzeć do młodszej siostry, poczytać gazetę czy spokojnie zjeść śniadanie
              zamiast szaleńczo ganiać po boisku szkolnym i bawić się "w karczycho", czy "w
              muchę" (jedno i drugie to nagłe uderzenia w kark lub w ramię), to nie znaczy że
              jest jakąś ofermą. A charakteru to się zmienić raczej nie da. Z intelektualisty
              nikt na siłę sportowca nie zrobi i odwrotnie.
              • kaczka.kwaczka Re: A może go rękawice bokserskie ośmielą. 07.09.05, 11:28
                Patrz odpowiedź niżej (judytyk):

                "ale tu problem jest poważniejszy: generalnie dziecko boi się "większych", ma
                jakiś taki czarny obraz świata, że wszyscy chcą drugiemu robić krzywdę, nie
                robią tylko dlatego, że nie mogą (bo ten drugi jest np. większy, silniejszy...)"

                Zachowania o których piszesz , są maskowaniem strachu.
                Bo jeśli to zachowanie nie było by "maskowaniem" to dzieciak, mimo spokojnego
                charakteru potrafił by dobrze, a prawdopodobnie LEPIEJ od innych, nawiązywać
                kontakty z rówieśnikam.
                Skoro tak nie jest, skoro w szkole mu źle, znaczy na swój sposób nie radzi
                sobie. NIe potrafi się dostosować do otaczającego świata (nie przeczę, że
                często bandyckiego), ale w takim świecie też trzeba się umieć znaleźć, bo taki
                nas otacza.
                I ty musisz mu w tym pomóc, jeśli już nie jest za późno.
                Albo przeprowadź się, ale to z koleji jest rodzajem ucieczki.
                Ucieczka to też wyjście. Czasem najlepsze, ale nie zawsze.

                • nangaparbat3 Re: A może go rękawice bokserskie ośmielą. 18.09.05, 21:33
                  A moze chłopiec jest bardzo wrażliwy i właśnie RADZI SOBIE? Dzieci nie
                  wyskakuja spod sztampy, ich wrażliwość jest bardzo różna, jednemu poznanie
                  nowych kolegów przychodzi bez wysiłku, inny musi bardzo sie wysilic, by w ogole
                  wejść do klasy. Ja wiem, że kłócę sie o słowa, ale słowa tworzą rzeczywistość.
    • judytak Re: problem z 7 latkiem 07.09.05, 11:07
      zawsze można poprosić nauczycielkę, żeby przez jakiś czas pozwoliła dziecku
      pozostać w klasie na czas przerwy, może dostanie jakieś zadanie typu podlewać
      kwiatki?

      na przerwach na korytarzach powinni dyżurować nauczyciele, dziecko może "się
      ustawić" w pobliżu nauczyciela, tam zawsze jest spokojniej ;o)

      ale tu problem jest poważniejszy: generalnie dziecko boi się "większych", ma
      jakiś taki czarny obraz świata, że wszyscy chcą drugiemu robić krzywdę, nie
      robią tylko dlatego, że nie mogą (bo ten drugi jest np. większy, silniejszy...)

      ja bym zastosowała "pokrzepiające lektury", jest naprawdę dużo historyjek dla
      dzieci o szkole, o tym, jak to dzieci sobie tam radzą, można zapytać chociażby
      w bibliotece, albo niech doradzi pedagog szkolny

      zastosowałabym też jakieś "czary"
      siedmiolatek, to jeszcze taki "bajkowy" wiek...
      jakaś maskotka, czy inny amulet, który ma "magiczną siłę", pomaga
      włascicielowi, żeby niczego się nie bał ;o)

      pozdrawiam
      Judyta
    • jolzag Re: problem z 7 latkiem 07.09.05, 12:10
      Bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Dzisiaj u mnie bez zmian.
      Znów płacz rano i ogromne przerażenie w oczach po przyprowadzeniu pod szatnię.
      Dzisiaj to już miałam takiego doła, że po wyjściu ze szkoły rozpłakałam się.
      Nie daję już rady psychicznie. Myśleliśmy z mężem o udaniu się do psychologa
      szkolnego. Ale moja kolerzanka z pracy powiedziała mi, że to normalne na
      początku i żeby się jeszcze wstrzymać z wizytą u specjalisty. Jednym z wyjść
      jest przeniesienie dziecka do mniejszej prywatnej szkoly. Niestety nie stać
      mnie na nią. A z drugiej strony myślę sobie, że może to dobrze, że
      przystosowuje się od małego do takich zbiorowisk ludzkich, bo przez to uczy się
      życia w róznym środowisku. Jak myślicie? CZy olać temat i przestać się
      przejmować? Oczywiście cały czas tłumaczymy, że będzie ok itp. CZy udać się
      jednak do psychologa? Zaznaczę jeszcze, że keidy wychodzi ze szkoły jest
      radosny jak skowronek i mówi, że w szkole było fajnie, bawił się na przerwach w
      ganianie po korytarzu i że wszystko ok.
      • judytak Re: problem z 7 latkiem 07.09.05, 12:28
        psycholog szkolny jest od tego, żeby podpowiadał, co jeszcze oprócz tłumaczenia
        mozna robić, od tego, żeby porozmawiał z nauczycielką, jeśli trzeba, od tego,
        żeby uspokoił was, że to przejdzie ;o)
        więc czemu nie skorzystać i umówić się już jutro?

        owszem przestać się przejmować, ale tematu nie olać, tylko wspierać dziecko :o)
        o przeniesieniu do innej szkoły myśleć dopiero, jak zamiast powoli się
        polepszać, zacznie się pogarszać...

        pozdrawiam
        Judyta
        • jolzag Re: problem z 7 latkiem 07.09.05, 12:33
          dzięki za odpowiedź. Masz rację. Umówię się do psychologa szkolnego na piątek
          bo to najbardziej dogodny termin dla mnie. Porozmawiamy sobie i zobaczymy co
          powie pani psycholog. Może te lęki są spowodowane jakimiś przejściami z
          dzieciństwa? Chociaż trudno mi teraz odgadnąćz czym mogą być związane. Jesteśmy
          normalną rodziną. Ale nasze dziecko od małego jest wychowywane z dorosłymi.
          Może dlatego boi się rówieśników i ma trudności z zawieraniem znajomości?
          • dobiesia Re: problem z 7 latkiem 07.09.05, 15:22
            Nie myśl na razie o przenoszeniu synka, jeszcze nie pora na takie radykalne
            kroki. Uważam, że wszystko będzie dobrze, bo dziecko wychodzi zadowolone ze
            szkoły. Nie napisałaś, czy rozmawiałaś z nauczycielką?
    • kobietta2 Re: problem z 7 latkiem 07.09.05, 15:58
      Oj, jak dobrze wiem o czym mówisz. U mnie jest to samo... Sama nie wiem, może
      należłoby porozmawiać z panią, nasza też jest jakaś taka oschła. Wydaje mi się,
      że na początku na przykład na wf-ie powinny być jakieś zajęcia integracyjne,
      żeby te dzieci trochę zapoznały się ze sobą, niech by się nawet pobawiły... U
      mojego dziecka niestety na pierwszym wf-ie była musztra i ustawianie według
      wzrostu. W ławkach siedzą tak jak pani się podobało, czyli kolega mojego
      dziecka siedzi w drugim końcu sali. Najgorsze jest to, że oni w ogóle nie mają
      kiedy porozmawiać, bo mają zazwyczaj tylko jedną przerwę, na której jedzą
      kanapki. To jak oni się mają poczuć dobrze? Mój niesmak wzbudził też fakt, że
      moje dziecko po pierwszym dniu w szkole powiedziało że jest numerem 13. (Nie
      chodzi mi o 13 tylko o to że co to znaczy "jest numerem?"). Przychodzę po niego
      do szkoły z młodszym synkiem (ma 1 rok), gdyby pani na przykład powiedziała coś
      miłego do tego starszego, na przykład na temat tego, że jest starszym bratem,
      myśle że podniosłoby go to na duchu, ale ona w ogóle jakoś tak służbowo tylko
      do tych dzieci się odzywa... Szkoda. Mój syn bardzo chciał iść do szkoły.
      Niestety rozczarował się. Ale z drugiej strony takie jest życie przecież. Nie
      zawsze człowieka głaszczą po głowie.
      • jagawi Re: problem z 7 latkiem 08.09.05, 11:19
        kobietta2 napisała:
        > Mój syn bardzo chciał iść do szkoły.
        > Niestety rozczarował się. Ale z drugiej strony takie jest życie przecież. Nie
        > zawsze człowieka głaszczą po głowie.

        Mysle, ze dla wielu dzieci te szkoly sa po prostu zbyt wielkie, zbyt halasliwe, w sumie przerazajace.
        Jesli stac was na mala szkole spoleczna, to polecam. Moze tez macie w okolicy bardziej kameralna
        szkole panstwowa. Warto dziecku oszczedzic tego szoku, dzieki temu nie bedzie slabsze, ale
        przeciwne, bardziej pewne swojej wartosci, otwarte na swiat i ludzi. Szkola panstwowa sprawdza sie
        moim zdaniem dopiero na etapie liceum.
    • jolzag Re: problem z 7 latkiem 09.09.05, 10:22
      Wtam was moje drogie forumowiczki!
      Chciałam się z wami podzielić wrażeniami z dzisiejszego dnia. Było znacznie
      lepiej, choć jesczcze trochę skubie palce przed szatnią i przy wyjściu z domu.
      Myślę więc, że wszystko będzie w krótce dobrze. Mam tylko do was pytanie? CZy
      nauczycielki waszych dzieci też zadają im duzo do domu? Moje dziecko codziennie
      ma do odrobienia pracę domową. DLa mnie to jest nie do pomyślenia. SZczególnie
      kiedy kończy zajęcia o godzinie 17.00/. Zanim przygotuję obiad(zaznaczę że
      pracuję). Moje dziecko siada do lekcji ok. godz. 19.00. Wiec jest już tak
      zmęczone, że ciężko jest mu się skupić na czymkolwiek. Dla mnie jakaś paranoja.
      Mało tego na zebraniu rodzice poprosili panią, żeby nie zadawała lekcji do domu
      na weekend, ponieważ weekend jest dla rodziny i dziecko powinno być pozbawione
      obowiązków szkolnych. Pani stwierdziła,że 12 lat pracuje w szkole i jeszcze nie
      słyszała podobnych nieuzasadnionych prósb. Wogóle jest to dla niej
      niedorzeczne, prosić o coś takiego. Wogóle widzę, że jest wymagająca i taka
      jakaś niedostępna. Niby młoda dziewczyna, ale podejścia to ona nie ma za
      dobrego. Napiszcie czy u was jest podobnie???
      • judytak Re: problem z 7 latkiem 09.09.05, 11:20
        jeśli dziecko chodzi na popołudnie, to lekcje odrabia rano
        ewentualnie: do domu, kanapka, kubek mleka: 20 minut, lekcje w czasie, kiedy
        mama gotuje obiad (nie jest to idealne, ja osobiście nienawidzę "popołudniowej
        zmiany" w szkole, ale w sensie praktycznym da się przerobić)

        weekendy: lekcje odrabia się w piątek po lekcjach, albo w poniedziałek rano
        (jeśli druga zmiana), weekend rzeczywiście wolny ;o)

        w pierwszej klasie odrabianie lekcji nie powinno wynosić więcej, niż 30 min,
        ale trzeba uczyć dzieci, żeby nie marnowały czasu, siedząc przy zeszycie (co to
        usiądzie do lekcji, potem coś sobie przypomnie, skacze, opowiada,
        albo "rozmarzy się" i się gapi przez okno, słucha, o czym rozmawiają tata z
        mamą itp. itd., i siedzi koło tego zeszytu już godzinę, a jeszcze jednej kreski
        nie zrobiło...)

        pozdrawiam
        Judyta
        • jolzag Re: problem z 7 latkiem 09.09.05, 11:54
          ja niestety nie mam możliwości odrobienia z moim synkiem lekcji przed zajęciami
          w szkole. RAno przed 8.00 jest zawożony do teściowej, która potem zaprowadza go
          na lekcje do szkoły na 12.45. Nie chce obarczać teściowwej lekcjami dziecka
          ponieważ poza moim synkiem opiekuje się keszcze 2 dzieci mojej szwagierki,
          czyli własnej córki. Z tamtymi niestety musi odrobić lekcje ponieważ ich
          rodzice pracują na 3 zmiany i nieraz kończą prace 0 21.00, więc jest już za
          późno, żeby jeszcze odrabiać z nimi lekcje w domu. Dlatego niestety muszę to
          robić sama albo mój mąż. Narazie dajemy rade, tylko nie wiem co będzie potem,
          kiedy dzieci będą miały coraz więcej zadawane???
          P.S. czy w 2 klasie też się chodzi na zmiany?
          • wipsania Tak na marginesie 15.09.05, 23:13
            jolzag napisała:
            >jest już za
            > późno, żeby jeszcze odrabiać z nimi lekcje w domu. Dlatego niestety muszę to
            > robić sama albo mój mąż. Narazie dajemy rade, tylko nie wiem co będzie potem,
            > kiedy dzieci będą miały coraz więcej zadawane???
            To wy macie zadawane czy dzieci? Rozumiem - dopilnować, żeby usiadło do tych
            lekcji, pomóc - jeśli ma jakiś problem ale żeby z założenia odrabiać z
            dzieckiem lekcje?
            Moja chodzi do gimnazjum i nigdy nie odrabiałam z nią lekcji. Poproszona
            (rzadko) o pomoc tłumaczę, naprowadzam ale odrabiać razem?
            • kobietta2 Re: Tak na marginesie 18.09.05, 19:59
              Zgadzam się z Tobą. Rodzice nie powinni odrabiać lekcji z dziećmi. Co innego,
              gdy dziecko ma problem z pracą domową i samo przyjdzie o coś zapytać.
              Odrabianie lekcji, to obowiązek dziecka i ono powinno czuć się dopowiedzialne
              za to, czy lekcje są odrobione. Nadmiernie kontrolując "zdejmujemy" z dziecka
              ten obowiązek i dajemy mu do zrozumienia, że odrobiona praca domowa, to sprawa
              rodziców.
      • kobietta2 Re: problem z 7 latkiem 09.09.05, 11:32
        U nas też dzisiaj było dużo lepiej. Właściwie większość dzieci już
        się "wyluzowała". I wiecie co myślę? Myślę, że może ta pani wcale nie jest taka
        zła. Jasno ustaliła zasady, co wolno a czego nie, że w szkole należy się
        przykładać do tego co się robi. I że uczenie się to poważna sprawa. Może
        dobrze, że zrobiła to od razu. Gdyby teraz się za nich wzięła byłoby za późno.
        Weszliby jej na głowę. Trochę obserwowałam dzieci w szatni i takie są moje
        refleksje. A od pocieszania są rodzice i są w tym naprawdę dobrzy smile
        • tarja30 Re: problem z 7 latkiem 15.09.05, 22:37
          mam takie same problemy z synkiem,placze przed wyjsciem do szoly a takze w
          szkole a ze szkoly wychodzi zadowolony i mowi ze bylo fajnie.Gdy Pani go pyta
          dlaczego placze odpowiada ze teskni za mamasadJestem juz tak zestresowana ta
          sytuacja i nie wiem co robic....
      • kaczka.kwaczka A regulamin i prawa ucznia ? 18.09.05, 21:06
        Dawniej było w regulaminie ucznia, na pewno, że
        raz w tygodniu ma być nie zadawane.
        Choć nie pisało, że koniecznie na weekend.
        Dawniej treść regulaminu i praw ucznia była w dzienniczkach ucznia,
        na pierwszych stronach, teraz nie wiem , ale na pewno gdzieś jest.

        Znajdź , sprawdź, upomnij się o to prawo.
        I napisz.
Pełna wersja