I klasa: praca domowa -inny problem

16.09.05, 10:33
Czy jest normalne by w I Klasie praca domowa
była tak pomyslana, że 7 latek nie ma możliwości wykonania jesj samodzielnie ?

Konkretnie: chodzi o to że dzieciak ma się nauczyć wierszyka na pamięć,
a jeszcze nie umie czytać.
Tak więc nie może nauczyć się samodzielnie.

Czy wcześniej nie powinni uczyć sie literek?
I wogóle podstaw czytania ?
Czy takie obniżenie wymagań ( bo likwidacja samodzielności dziecka
jest zdecydowanym obniżeniem wymagań) ma wogóle sens?

Gdy ja byłam dzieckiem, w pierwszyh dniah I klasy zadawano nam:
naucz się opowiadać tej obrazkowej historyjki. Itp.
To można było wykonac samodzielnie.

Nauka wierszyka na pamięć, przy pomocy dorosłego to dla pszedszkolaka,
tam faktycznie inaczej się nie da, ale w I klasie?

    • poranna-kawa Re: I klasa: praca domowa -inny problem 16.09.05, 10:57
      Mam ten sam problem. Moja córcia codziennie przynosi prace domowe, w które ja
      jestem bezpośrednio zaangażowana. Nie to, że nie chcę z Nią spędzać czasu ...
      ale Ona i tak jest już zmęczona po 5-ciu lekcjach , świetlicy i zajęciach
      sportowych. Wolałabym Jej poczytać bajki ...
    • iffona Re: I klasa: praca domowa -inny problem 16.09.05, 11:57
      hmmm moze trzeba ten problem z pania przedyskutowac ?
      u mojego syna kazde dziecko czyta samodzielnie, wiec sie troche zdziwilam
      czytajac ze Twoje nie umie, nam pani mowila ze wrzesien to szybka powtorka
      materialu z zerowki, a to juz polowa wrzesnia, u mojego syna na lekcach
      normalnie czytaja
      jedynie jai ewentualnie moze zaistniec problem, ze nie potrafia zrozumiec tego
      co przeczytaja
      z drugiej strony to absurd ze tyle zadaja dzieciom do domu i jeszcze rodzic
      musi byc zaangazowany, to po co ta szkola skoro rodzic odwala cala robote
      nauczycielki
      mysle ze trzeba naprawde porozmawiac z nauczycielka
      • kkokos Re: I klasa: praca domowa -inny problem 16.09.05, 12:12
        nie podejrzewam, żeby to rodzic w tym wypadku odwalał pracę nauczycielki, moim
        zdaniem autorka tego wątku chciałaby zachować się zgoła odwrotnie: to
        nauczycielka ma uczyć, a ja mam mieć święty spokój. Tak się niestety nie da.
        Masz dziecko w szkole, to sama poniekąd jesteś w szkole.
        Pomijając fakt, że rzeczywiście dzieci w pierwszej klasie na ogół umieją już
        czytać (w klasie mojego syna tak było), to niestety będzie jeszcze mnóstwo
        rzeczy, które dziecku trzeba będzie wytłumaczyć (bo nie zrozumiało na lekcji -
        tak, ma do tego prawo, i wcale nie znaczy to, że nauczycielka jest zła, leniwa
        itd), pomóc mu zrobić (bo wciąż brudzi się klejem, tnie krzywo itd - i nie
        chodzi o robienie ZA NIEGO, tylko razem z nim), podpowiedzieć (dzieci zwykle
        miewają kłopoty z opisaniem czegoś, wymyśleniem dialogu, historyjki itp -
        trzeba wtedy zadać mu kilka naprowadzających pytań, podpowiedzieć, od czego
        zacząć itp.).
        Pierwszoklasista to naprawdzę uczeń raczkujący. Pewnie, że wygodnie byłoby
        zwalić wszytko na szkołę, ale niestety, dzieci na tym etapie MUSZą dostać od
        rodziców pomoc przy odrabianiu lekcji. Jak długo? Zależy od dziecka. Niektóre
        po paru miesiącach radzą sobie same, inne jeszcze w czwartej klasie przychodzą
        z zeszytem do matki, bo czegoś nie rozumieją...
        • kaczka.kwaczka Za poranną -kawą:"Wolałabym Jej poczytać bajki .." 16.09.05, 12:49
          > moim zdaniem autorka tego wątku chciałaby zachować się zgoła odwrotnie:
          > to nauczycielka ma uczyć, a ja mam mieć święty spokój.
          NIe o to chodzi.
          Zgadzam się z poranną-kawą, któa napisała :
          "Wolałabym Jej poczytać bajki ..."

          Szkoła ma troch uczyć , troche wychowywać, ale nie powinna zbyt ingerować w
          życie poza szkołą.
          Dzieciak powinien mieć możliwość odrobienia lekcji w 10-15 minut.
          Naucielka nie powinna wymuszać na rodzicah odrabiania lekcji z dzieciakiem.
          Po pierwsze zmniejsza to wpływ na wychowanie - wybór zajęć przez rodziców,
          po drugie: zmniejsza samodzielność.


          >
          • carlafehr Re: Za poranną -kawą:"Wolałabym Jej poczytać bajk 16.09.05, 19:15
            > Zgadzam się z poranną-kawą, któa napisała :
            > "Wolałabym Jej poczytać bajki ..."

            Bajki możesz jej poczytac po odrobieniu lekcji czy przed pójściem spać, jedno
            nie wyklucza drugiego.

            > Szkoła ma troch uczyć , troche wychowywać, ale nie powinna zbyt ingerować w
            > życie poza szkołą.

            Trochę w tym sprzeczności. Jeśli wychowuje to automatycznie ingeruje również
            w życie pozaszkolne w sensie wpływu, jakie ma na dziecko poprzez treści
            wychowawcze, jakie przekazuje. Więc albo chcesz, żeby wychowywała, czyli
            ingerowała, albo nie chcesz.


            >Dzieciak powinien mieć możliwość odrobienia lekcji w 10-15 minut.
            > Naucielka nie powinna wymuszać na rodzicah odrabiania lekcji z dzieciakiem.

            To nie nauczycielka wymusza, tylko z jednej strony przeładowany program
            nauczania, z drugiej strony specyfika uczenia się: zdobytą w szkole wiedzę
            należy powtarzac i utrwalać, czy Ci sie to podoba czy nie, to po prostu
            fizjologia. Odrabianie lekcji w domu uczy poza tym pewnej samodzielności -
            dziecko musi się samo zastanowić nad jakimś problemem, spróbować go samo
            rozwiązać a rolą rodzica jest po pierwsze dopilnowanie, żeby dziecko nie
            uciekało od wysiłku samodzielnego myślenia i samodzielnych prób rozwiązania
            czegoś a z drugiej strony delikatne naprowadzanie dziecka lub pokazanie, gdzie
            szukać odpowiedzi w momencie, gdy sobie nie radzi.

            > Po pierwsze zmniejsza to wpływ na wychowanie - wybór zajęć przez rodziców,
            > po drugie: zmniejsza samodzielność.

            Wychowanie nie polega na wyborze przez rodziców zajęć dla dziecka. Dzieci
            wychowujemy głównie własnym przykładem. Jeśli Ty nie lubisz odrabiania lekcji i
            uważasz, że to fanaberia nauczycielki a nie konieczność, to najprawdopodobniej
            dziecko przejmie Twoje nastawienie i to będzie efekt Twojego wychowywania.

            Jeżeli uważasz, że wykształcenie nie jest wartością i nie jest warte starań,
            wtedy nie widzę problemu: Twoje dziecko będzie odrabiać lekcje przez 15 min
            albo wcale i też w końcu szkołę skończy a nie każdy musi zostać przecież
            profesorem.
            Jeśli jednak uważasz, że wdobre ykształcenie jest potrzebne, to niestety
            dziecko nie uniknie wysiłku, a i Ty będziesz musiała pewien wysiłek włożyć,
            choćby po to, by przekazać dziecku, że to ważne dla Ciebie i dla niego, żeby
            się uczyło.
            • kaczka.kwaczka Re: Za poranną -kawą:"Wolałabym Jej poczytać bajk 16.09.05, 20:44
              > > Zgadzam się z poranną-kawą, któa napisała :
              > > "Wolałabym Jej poczytać bajki ..."
              > Bajki ... odrobieniu lekcji ... jedno nie wyklucza drugiego.
              Wyklucza, że względu na brak czasu (dzieci powiny iść wczesniej spać)
              i zmęczenie dziecka.

              > > Dzieciak powinien mieć możliwość odrobienia lekcji w 10-15 minut.
              > Jeżeli uważasz, że wykształcenie nie jest wartością ......
              > ....... Twoje dziecko będzie odrabiać lekcje przez 15 min
              Mi to w tym wieku wystarczyło, mimo, ze idąc do 1 klasy nie znałam nawet
              literek.
              Program wymusił nauczenie się czytania w niecałe 3 miesiące
              (1 literka na 1-2 dni), bez ingerencji, pomocy rodziców, ale samodzielnośc była
              wtedy preferowana, a może nawet wymuszana.
              Jak widac nie przemęczałam się i sokńczyłam wyższe studia.

              Tak więc nie masz racji.


              > > Naucielka nie powinna wymuszać na rodzicah odrabiania lekcji z dzieciakiem.
              > To nie nauczycielka wymusza, tylko z jednej strony przeładowany program
              > nauczania....
              To nauczyciel powinien wybrać, co w przeładowanym programie wybrać, co
              opuścić, bo się i tak nie przyda.
              W przeciwnym przypadku wybierze dziecko, po prostu nie odrabiając pewnych
              zadań, i wybierze pewnie gorzej.

              • carlafehr Re: Za poranną -kawą:"Wolałabym Jej poczytać bajk 16.09.05, 22:04
                kaczka.kwaczka napisała:

                > Wyklucza, że względu na brak czasu (dzieci powiny iść wczesniej spać)
                > i zmęczenie dziecka.

                15 minut na poczytanie bajki np w łóżku chyba znajdziesz?

                >
                > > Mi to w tym wieku wystarczyło, mimo, ze idąc do 1 klasy nie znałam nawet
                > literek.
                > Program wymusił nauczenie się czytania w niecałe 3 miesiące
                > (1 literka na 1-2 dni), bez ingerencji, pomocy rodziców, ale samodzielnośc
                była
                >
                > wtedy preferowana, a może nawet wymuszana.
                > Jak widac nie przemęczałam się i sokńczyłam wyższe studia.

                No widzisz Tobie wystarczyły 3 miesiące, a Twojemu dziecku rok za mało, bo
                piszesz, że dziecko nie potrafi czytać. Może jednak trzeba mu pomóc?
                Być może chodziłaś do pierwszej klasy w tym samym czasie, co ja, więc Ci
                przypomnę, że w tamtych czasach programy nauczania były znacznie skromniejsze,
                nie było w ramach szkoły języków obcych, religii czy informatyki, które teraz
                są w pierwszych klasach, za to do szkoły chodziło się 6 dni w tygodniu. Przy
                większej ilości godzin lekcyjnych w tygodniu i mniejszej ilości przedmiotów i
                materiału nic dziwnego, że większość rzeczy można było wyćwiczyć w szkole, ale
                zadania domowe i tak były.

                > To nauczyciel powinien wybrać, co w przeładowanym programie wybrać, co
                > opuścić, bo się i tak nie przyda.
                > W przeciwnym przypadku wybierze dziecko, po prostu nie odrabiając pewnych
                > zadań, i wybierze pewnie gorzej.
                >

                Nauczyciel nie ma prawa wybierać jednych treści a opuszczać innych wg swojego
                widzimisię. Nauczyciel ma obowiązek zrealizować obowiązujący program nauczania
                w całości.
                Jeśli chcesz to zmienić (a masz moje poparcie, bo akurat też uważam, że
                programy są przeładowane), to nie do nauczycieli z tym, tylko do kuratoriów i
                ministerstwa oświaty.
                • kaczka.kwaczka Re: Za poranną -kawą:"Wolałabym Jej poczytać bajk 17.09.05, 09:30
                  > 15 minut na poczytanie bajki np w łóżku chyba znajdziesz?

                  10 min na szlaczek, 10 na drugi,
                  15 na na wierszyk raz, 15 na wierszyk 2, 15 żeby się dziecko nie zacinało,
                  5 dla utrwalenia,
                  30 min na pokolorowanie, i........
                  A gdzie czas na zabawę: by urosło, by kręgosłup był prosty,
                  by poznać się z rówieśnikami........
                  Ile tego czasu zostanie na bajkę....
                  A jeszcze zapomniałam o jedzeniu i myciu....

                  > No widzisz Tobie wystarczyły 3 miesiące, a Twojemu dziecku rok za mało

                  NIe ma wymagania by dzieciak idąc do I klasy potrafił czytać.
                  Przedszkole traktuję jako obycie dzieciaka z nowym budynkiem, rówieśnikami,
                  kredkami, przyborammi, literkami, ale nie koniecznie z zapamiętaniem ich.


                  > Nauczyciel nie ma prawa wybierać jednych treści a opuszczać innych wg swojego
                  > widzimisię.
                  Ma prawo: od tego jest część obowiązkowa programu i dodatkowa.

                  • carlafehr Re: Za poranną -kawą:"Wolałabym Jej poczytać bajk 22.09.05, 21:02

                    kaczka.kwaczka napisała:

                    > NIe ma wymagania by dzieciak idąc do I klasy potrafił czytać.

                    Jest. Zajrzyj na wątek na tym forum pt "I klasa - pierwsze upokorzenie" - jest
                    tam link do wymaganych od dzieci idących do 1 klasy umiejętności.

                    > Przedszkole traktuję jako obycie dzieciaka z nowym budynkiem, rówieśnikami,
                    > kredkami, przyborammi, literkami, ale nie koniecznie z zapamiętaniem ich.
                    >
                    Ty może tak to kojarzysz, ale program zerówki, czy to szkolnej czy
                    przedszkolnej jest jasno określony. Swoją drogą, czy swojemu dziecku nie
                    dawałas nigdy kredek i czekałas dopiero do zerówki, żeby się z kredkami obyło?


                    > > Nauczyciel nie ma prawa wybierać jednych treści a opuszczać innych wg swo
                    > jego
                    > > widzimisię.
                    > Ma prawo: od tego jest część obowiązkowa programu i dodatkowa.
                    >

                    Ja mówię tylko o części obowiązkowej. I to ta część jest wystarczająco
                    przeładowana. Przeładowana również dzięki nam rodzicom - bo chcemy, aby nasze
                    dzieci miały np. angielski czy inne zajęcia od zerówki.
                    • jola_ep Re: Za poranną -kawą:"Wolałabym Jej poczytać bajk 22.09.05, 21:43

                      > > NIe ma wymagania by dzieciak idąc do I klasy potrafił czytać.
                      >
                      > Jest. Zajrzyj na wątek na tym forum pt "I klasa - pierwsze upokorzenie" - jest
                      > tam link do wymaganych od dzieci idących do 1 klasy umiejętności.

                      Znać litery i czytać proste słowa to nie to samo co umieć czytać.
                      Moja córka na koniec zerówki umiała przeczytać proste słowa, ale nie umiała
                      czytać. W szkole nie miała problemów. W pewnym momencie jakoś tak "załapała" i
                      nie wiadomo kiedy zaczęła sama czytać książki.

                      Pozdrawiam
                      Jola
    • zona_mi Re: I klasa: praca domowa -inny problem 16.09.05, 12:48
      Cieszę sie, że w klasie mojej córki (obecnie drugiej) dzieci uczą się z
      podręczników i domowniczków. Domowniczki są pomyślane tak, że pewnych rzeczy w
      1 klasie, dziecko nie mogło zrobić samo. Zaangażowanie rodziców było potrzebne
      i MSZ jest to uzasadnione. Zanim dziecko nauczy sie samo uczyć, odrabiać
      lekcje, obecność rodziców jest mu niezbędna. Nie każdy ma ochotę, czas itp.,
      ale dzięki tak pomyslanym podręcznikom nie ma wyjścia i to jest moim zdaniem
      słuszne. W tym roku tylko sprawdzam odrobione samodzielnie przez córkę prace
      domowe. Jestem zadowolona z takiego systemu, bo na bieżąco mam obraz tego co
      dzieje się w klasie, czy nie jest potrzebna interwencja, pomoc. Żadna
      wywiadówka mnie nie zaskoczyła smile
    • sion2 Re: I klasa: praca domowa -inny problem 16.09.05, 16:44
      Ja omagam dziewczynce z II klasy z rodziny patologicznej, 2 razy w tygodniu.
      Musze powiedzieć że już raz musiałam zerknąc do encyklopedii żeby móc właściwie
      pokierowac odpowiedziami na pytania.... a mam wykształcenie wyższe smile.

      Albo czasem w książce są takie sysunki że "ni pies ni wydra" a trzeba połączyć w
      zbiory... kurcze siedzimy i dociekamy czy to na co patrzymy to muszelka czy
      kamyczek?
      dziecko ma takie lekcje zadawane że nawet gdyby było najgenialniejsze to samo
      nie odrobi... nie mówiąc o tym ze jak jest zaniedbane rozwojowo to sobie nie
      poradzi samo... sad
      • andaba Re: I klasa: praca domowa -inny problem 16.09.05, 16:53
        Mój syn dzisiaj żle zrobił zadanie. Z głupia frant popatrzyłam na polecenia
        znajdujące się na końcu ćwiczeń i dowiedziałam się, że kropki należy połączyć
        kreską od linijki, a nie od ręki i w dodatku powstałe figury pokolorować.
        Syn tego wszystkiego nie zrobił, dotychczas nie rysowali od linijki i
        kolorowanie też mu do głowy nie przyszło. Czytać wprawdzie umie, ale nie
        przyszło mu do głowy szukać poleceń na końcu zeszytu.
    • sandvika To chore... 16.09.05, 19:52
      ...ale tak już jest w większości Polskich szkół.

      Po prostu z wygodnictwa w większości szkół przerzuca się znaczną część
      obowiązków z ucznia, a przede wszystkim nauczyciela na rodzica.

      Też mnie to rusza i zupełnie nie rozumiem dlaczego zadje się dzieciom zadania,
      których nie są w stanie same zrobić. Na początku zaczyna się od wierszyków, a
      kończy na makietach i zielnika od a do z zrobionych przez rodziców. I wszyscy,
      łacznie z panią nauczycielką udają, ze wszystko jest O.K. że zrobiło to
      samodzielnie dziecko.

      Podobnie jak ty, uważam, że uczy to braku samodzielności, a przede wszystkim
      kłamstwa i hipokryzji. I zupełnie nie trafiają do mnie argumenty, że tak musi
      być, żeby poziom był wyższy. Najpierw trzeba siedzieć z dzieckiem, później
      kupować mu korepetycje itd. bo poziom tak wysoki....
      Koniec końców to rodzicom zależy na tym bardziej niż dzieciom....

      Lekcje powinny mogły byc odrobione samdzielnie przez dziecko, początkowo przy
      opiece rodziców.
      • verdana Re: To chore... 16.09.05, 22:35
        Szkola jest po to, żeby uczniowie sie w niej uczyli, a nie dowiadywali, czego
        rodzice powinni nauczyć ich w domu.
        Bo rodzice mogą nie miec czasu, mogą nie umieć uczyć, mogą nie interesować sie
        dzieckiem, moze ich nie być.... Jeśli przyjmiemy, że mam obowiązek pomagac
        dzieciom w nauce, to czy w takim razie część rodziców ma zrezygnowac z pracy,
        czy tez dziecko ma czekać do 11 wieczór z odrabianiem lekcji?
        I jak oceniać - im lepsza pomoc mamy, tym lepszy stopień?
        Nie mówiac już o tym, ze od razu skreślamy dzieci z rodzin, gdzie mama nie umie
        albo zwyczajnie nie chce pomóc. Dziecko będzie opóźnine w nauce nie ze swojej
        winy. Czy takie dzieci maja odpadać od razu w pierwszej klasie, być oceniane
        jako gorsze - do trudnych warunków w domu dokładać niepowodzenia w klasie, gdzie
        rywalizuja ze soba nie dzieci, a ich rodzice?
        Nie mówiąc już o tym, że po to są zadania, aby dziecko uczyło sie robić je
        samodzielnie, a nie czekało, aż przyjdzie mama i pomoże lub wręcz zrobi.
        Z tym, ze nie popadajmy tez w przesadę - chodzi o zasadę ogólną. Może się
        zdarzyć, że dziecku trzeba pomóc, przpytać, wytłumaczyć. Choćby z tym wierszem -
        jednak wiersza na ogół nawet starsza uczyłam się "z kimś". Ale to moga być
        wyjątki, a nie reguła.
        • aka10 Re: To chore... 16.09.05, 23:06
          Jak zwykle,madre slowa.Popieram.Jest cala masa rodzicow,ktorzy nie potrafia
          dziecku pomoc.I co wtedy?
          • carlafehr Re: To chore... 16.09.05, 23:28
            aka10 napisała:

            > Jak zwykle,madre slowa.Popieram.Jest cala masa rodzicow,ktorzy nie potrafia
            > dziecku pomoc.I co wtedy?

            Pech...

            A tak poważnie: szkoła ma ograniczoną ilość godzin. Nie można z jednej strony w
            tę sama ilość godzin wpasowac coraz więcej materiału (również na życzenie
            rodziców np języki obce, komputery, religia itp) a z drugiej strony oczekiwać,
            że dziecko będzie miało mniej nauki. No fizycznie nie da rady.
            • kaczka.kwaczka proporcjonalność odwrotna 17.09.05, 09:43
              > A tak poważnie: szkoła ma ograniczoną ilość godzin.
              No właśnie.
              Ja miałam w I klasie codzieńnie 3 lekcje.
              Teraz pierwszak ma 4-5 lekcji.
              A uczą go tam mniej.
              Coś się nie zgadza.

              Myślę........I się zgadza.
              Bo, żeby się uczyc , trzeba mieć siłę.
              Jak dziecko jest zmęczone, to nie kojarzy,
              myśli o kanpce i zaraz potem o ptaszku za oknem,
              A PANI CAŁY CZAS, że 26 to nie to samo co 62,
              on z czasem o obiedzie,
              a PANI KRZYCZY DLACZEGO NAPISAŁ 92,
              w końcu dzieciaka denerwuje kolega,
              który za ładnie namalował statek,
              potem się bije, więc jest jeszcze bardziej zmęczone,
              a na końcu dziwi się, że wszyscy sie go czepiają. (to było w skrócie)

              To jest po prostu odwrotnie proporcjonalne:
              czym dłużej się uczy, tym mniej umie
              (w granicach, które szkoła już osiągnęła).

              • carlafehr Re: proporcjonalność odwrotna 22.09.05, 21:39
                kaczka.kwaczka napisała:

                >> Ja miałam w I klasie codzieńnie 3 lekcje.
                > Teraz pierwszak ma 4-5 lekcji.

                Niedokładnie. Za moich zamierzchłych już co nieco czasów dzieci faktycznie
                miały dziennie 3-4 godziny lekcji, tyle, że do szkoły chodziły też w soboty.
                Więc ilość godzin w tygodniu jest taka sama teraz jak i kiedyś. Za to kiedyś
                miałam w szkole o kilka przedmiotów mniej (np. angielski, religia to już 4
                godz. tygodniowo mniej). Tak naprawdę to miałam głównie j.polski i matematykę.
                Więc większości rzeczy mogłam nauczyć się w szkole. Teraz dzieci po prostu
                muszą więcej pracować w domu, z tego względu, ze program się rozszerzył, a
                godziny nie. Nie zmienia to jednak faktu, że w mojej klasie była część uczniów,
                która nie umiała czytac płynnie do końca podstawówki, ba, ja mam kolegę, który
                nie czyta swoim dzieciom bajek, bo się wstydzi, że nie umie czytac płynnie.
                Więc również w naszych czasach szkolnych były dzieci, które radziły sobie w
                szkole lepiej i gorzej.

                > A uczą go tam mniej.
                > Coś się nie zgadza.
                >
                > Myślę........I się zgadza.
                > Bo, żeby się uczyc , trzeba mieć siłę.
                > Jak dziecko jest zmęczone, to nie kojarzy,
                > myśli o kanpce i zaraz potem o ptaszku za oknem,
                > A PANI CAŁY CZAS, że 26 to nie to samo co 62,
                > on z czasem o obiedzie,
                > a PANI KRZYCZY DLACZEGO NAPISAŁ 92,
                > w końcu dzieciaka denerwuje kolega,
                > który za ładnie namalował statek,
                > potem się bije, więc jest jeszcze bardziej zmęczone,
                > a na końcu dziwi się, że wszyscy sie go czepiają. (to było w skrócie)
                >
                > To jest po prostu odwrotnie proporcjonalne:
                > czym dłużej się uczy, tym mniej umie
                > (w granicach, które szkoła już osiągnęła).
                >

                Tu się akurat z Tobą zgadzam.

                Ale chodzi mi o cos innego i nie pisze tego akurat do Ciebie, tylko ogólnie -
                bo taka niechęć do pomocy dziecku kojarzy mi się z pewnym ogólniejszym
                zjawiskiem: chodzi mi o spychanie odpowiedzialności za wychowanie własnych
                dzieci na różnego rodzaju instytucje i pretensje do tych instytucji, że nie
                wychowują tak, jakbyśmy chcieli a jeszcze nie daj Boże nas w to angażują.
                Zaczyna sie od żłobka i przedszkola, część dzieci jest tam posyłana nie z
                konieczności ale "bo sie tam dużo nauczą - wierszyków, wspólżycia w grupie
                itp", to jak to, rodzice nie czytają dzieciom wierszyków czy bajek? nie uczą
                współżycia w rodzinie czy na placu zabaw? Wolą, żeby przedszkole wychowało im
                ich dzieci?
                Następnie szkoła: ma uczyć jak najwięcej, dziecko ma znac parę języków,
                komputer, grac w tenisa i tańczyć, a jak sobie nie radzi z nadmiarem
                obowiazków, to oczywiście wina szkoły, że za dużo zadaje a nie nasza wina, że
                za dużo wymagamy od szkoły i dziecka a za mało od siebie, skoro nawet nie chce
                nam się usiąść w 1 klasie i pomóc dziecku na początku drogi. a jak jeszcze nie
                daj Boże nauczycielka ma problemy wychowawcze z naszym dzieckiem i ośmieliła
                się nam o tym powiedzieć i poprosic o pomoc w wychowaniu naszego własnego
                dziecka - no to jesteśmy oburzone, że taka paniusia "naskarżyła" na nasze
                dziecko i sobie z nim nie radzi i oczekuje pomocy od nas! Itd, itp.
                No czegoś takiego nie trawię.
        • carlafehr Re: To chore... 16.09.05, 23:21
          > Szkola jest po to, żeby uczniowie sie w niej uczyli, a nie dowiadywali, czego
          > rodzice powinni nauczyć ich w domu.
          > Bo rodzice mogą nie miec czasu, mogą nie umieć uczyć, mogą nie interesować sie
          > dzieckiem, moze ich nie być.... Jeśli przyjmiemy, że mam obowiązek pomagac
          > dzieciom w nauce, to czy w takim razie część rodziców ma zrezygnowac z pracy,
          > czy tez dziecko ma czekać do 11 wieczór z odrabianiem lekcji?

          Szkoła jest ocvzywiście od uczenia, ale to my rodzice jesteśmy odpowiedzialni
          za swoje dzieci. I nie możemy zwalać wszystkiego (mówię tu też o wychowaniu, bo
          część rodziców oczekuje jeszcze, że szkoła im ich dzieci jeszcze odpowiednio
          wychowa, bo oni nie mają czasu/ochoty/umiejętności)na szkołę dlatego, że
          pracujemy, czy nie mamy ochoty.
          Nie mamy oczywiście zapisanego gdzies prawnie obowiązku pomagania dzieciom w
          nauce, ale dlaczego tak się niektórzy przed tym bronią? Może wynika to z tego,
          że rodzice mylą pomaganie w nauce z odrabianiem lekcji za dziecko. Wykonywanie
          za dziecko zielników, projektów itp to już w ogóle gruba przesada. Pomaganie
          polega na czymś innym: na nauczeniu dziecka, że nauka jest ważna (o ile tak
          uważamy, bo jeśli nie, to ta dyskusja jest w ogóle bezprzedmiotowa), że żeby
          coś osiągnąć trzeba w to włożyć trochę systematycznej pracy, jak sobie radzić z
          trudnościami, że trzeba i można radzic sobie z trudnościami a nie od nich
          uciekać. Argument o pracy rodziców jakoś nie do końca mnie przekonuje: mam
          koleżankę samotnie wychowującą trójkę dzieci w wieku wczesnoszkolnym,
          najstarsze dziecko chodzi do szkoły specjalnej, najmłodsze jest przewlekle
          chore, koleżanka pracuje. Ale ponieważ uważa, że wykształcenie jest ważne, więc
          ma czas pomóc w nauce wszystkim swoim dzieciom. Jak pomaga? Każe dzieciom
          myśleć. Nie rozumiesz polecenia? Przeczytaj jeszcze raz. Czego tu nie
          rozumiesz? Jak myślisz, o co w tym chodzi? Przykład 3 zrobiłeś źle, zastanów
          się jeszcze nad nim itp, itd> Jeśli dziecko czegoś nie rozumie, tłumaczy mu.
          Pokazuje, gdzie można znaleźć różne informacje. Przez swoje zaangażowanie
          dzieci uwierzyły, że nauka to ważna sprawa. Kiedy na kilka tygodni z najmłodszą
          córką musiała przebywać w szpitalu a chłopców zostawiła pod opieka dziadków,
          chłopcy dali sobie doskonale radę zarówno z odrabianiem lekcji jak i z
          pilnowaniem, żeby je odrobić. Do czego zmierzam: może nie każde dziecko
          potrzebuje pomocy na początku, część dzieci jednak na pewno, jeśli jednak jej
          nie dostaną w formie odpowiedniej, moga nie nauczyc radzić sobie z
          trudniejszymi zadaniami, moga się zniechecać zamiast szukać rozwiazań.

          > I jak oceniać - im lepsza pomoc mamy, tym lepszy stopień?

          No właśnie tu jest pomylenie pojęć. Nie wolno za dziecko odrabiać zadań.

          > Nie mówiac już o tym, ze od razu skreślamy dzieci z rodzin, gdzie mama nie
          umie
          > albo zwyczajnie nie chce pomóc. Dziecko będzie opóźnine w nauce nie ze swojej
          > winy. Czy takie dzieci maja odpadać od razu w pierwszej klasie, być oceniane
          > jako gorsze - do trudnych warunków w domu dokładać niepowodzenia w klasie,
          gdzi
          > e
          > rywalizuja ze soba nie dzieci, a ich rodzice?

          Świat jest pełen niesprawiedliwości. Niesprawiedliwe jest to, że ktoś jest
          mniej zdolny, niz ten drugi, albo chory, albo z biednej rodziny, albo z
          niepełnej rodziny, albo ....itp, itd. I żadna z tych niesprawiedliwości nie
          jest zawiniona przez dziecko. Czy to znaczy, że ja mam nie pomóc mojemu
          dziecku, bo to niesprawiedliwe, że ja pomagam a inna mama nie? I nie chodzi o
          rywalizacje rodziców z rodzicami, ja po prostu chcę, żeby moje dziecko dobrze
          sie czuło w szkole, a nie cierpiało np na bóle brzucha przed wyjściem do niej
          ze strachu przed tym, że z czymś nie daje sobie rady.
          Poza tym niektóre szkoły (nie wiem niestety czy wszystkie) organizuja zajęcia
          wyrównawcze dla dzieci nieradzących sobie, więc nie do końca jest tak źle.
          • andaba Re: To chore... 17.09.05, 08:41
            Zajęcia wyrównawcze owszem, są chyba w większości szkół, ale to nie rozwiązuje
            problemu, że do odrobienia zadania pierwszoklasiście jest potrzebny ktoś
            starszy - choćby po to, aby przeczytać polecenie, bo przecież na początku
            pierwszej klasy nie musi tego umieć. Są takie, które nie potrafią.

            I zgadzam się, że przez to niektórzy mają stratę na starcie, bo nie każdy
            rodzic umie, może, chce...
            Dawniej tak nie było, mnie matka nie pomagała w ogóle, nie interesowała się
            moją szkołą, nie miałam starszego rodzeństwa, mimo to miałam same piątki - dziś
            byłoby to niemożliwe.

            Jednak szkoła powinna wyrównywać róznice, a często je pogłębia.
      • sandvika Re: To chore... 17.09.05, 09:10
        Dodam jeszcze jako kometarz opowieść mojej znajomej, która po trzech latach
        szarpania sie z panią (z różnych przyczyn, m.in. z tego powodu) w szkole
        publicznej przeniosła dziecko do szkoły społecznej.

        Na pierwszym spotkaniu pani stanowczo zastrzegła, że pomoc rodziców ma być
        ograniczona tylko i wyłacznie do motywowania dziecka, nie nalezy im pomagać i
        absolutnie nie wykonywać za nie zadań domowych. I na prawde jest to
        przestrzegane...
        • jola_ep Re: To chore... 17.09.05, 10:00
          > Na pierwszym spotkaniu pani stanowczo zastrzegła, że pomoc rodziców ma być
          > ograniczona tylko i wyłacznie do motywowania dziecka, nie nalezy im pomagać i
          > absolutnie nie wykonywać za nie zadań domowych. I na prawde jest to
          > przestrzegane...

          U nas to samo smile Tylko szkoła publiczna smile)) Było tak od pierwszej klasy.

          Pozdrawiam
          Jola
          • verdana Re: To chore... 17.09.05, 18:38
            U nas - szkoła publiczna - to samo. Wychowawczyni tepiła pomoc rodziców,
            twierdziła nie bez racji, że mozna raz czy dwa wytłumczyć, ale na ogół poziom
            nauki w pierwszej klasie dostosowany jest do 7-latków i naprawdę nie ma żadnego
            powodu, aby siedmiolatek nie poradził sobie sam - a systematyczna pomoc to po
            prostu promowanie lenistwa umysłowego (po co mysleć, zapytam mamy).
            Efkt - w czwartej klasie byli najlepsza klasą w szkole - nie pod wzgledem
            stopni, ale zachowania i inwencji. Zrozumieli, ze szkoła i nauka to przede
            wszystkim ich sprawa, a nie rodziców.
            • sion2 Re: To chore... 17.09.05, 20:55
              Ale czasem jest niewykonalne dla dziecka zrobić samemu pracę domową. Dziś
              przykład z II klasy podst "pokoloruj tym samym kolorem wyrazy identyczne
              znaczeniowo..."
              jak myslicie czy 8latka z zaniedbanego domu wiedziała co to są wyrazy identyczne
              znaczeniowo?
              • verdana Re: To chore... 17.09.05, 22:38
                Nie wiedziała - ani z zaniedbanego ani z zadbanego. Recenzent tez chyba nie
                wiedział jeśli puscił takie pokretne zdanie...
                Ale wtedy nauczycielka powinna, zadając takie zadanie wyjasnic dzieciom o co
                chodzi. I byłoby po kłopocie.
    • ewam15 Re: I klasa: praca domowa -inny problem 17.09.05, 18:49
      W szkole do której chodzi moja córka (I klasa) dzieci muszą umiec czytać już na
      wejściu, po drugim dniu nauki już miały zadaną pracę domową w postaci
      czytanki - nauczyć się płynnie czytać a na następny dzień były odpytywane.
      • szkola.be Re: I klasa: praca domowa -inny problem 18.09.05, 09:32
        (w nowej ortografii)
        To idiotyczne.
        Wszystkie dzieci w klasie I umieją czytać ?
        Wystarczy żeby dwuh nie umiało .
        I co wtedy ?
        Kiedy oni się nauczą czytać?
        Hyba nigdy.
        Będą udawać, że piszą, na klasuwkę wogule nie pszyjdą,
        i szybko się wykruszą.
        Czy pszypadkiem nie jest to celem pani nauczycielki?
        A to ohyda.

        Pierwsza klasa jest właśnie od nauki czytania, pisania i liczenia.
        • zebra12 Re: I klasa: praca domowa -inny problem 19.09.05, 06:38
          Dzieci powinny umieć czytac w pierwszej klasie! Uczy się tej umiejętności w
          zerówce. Polecenia być może są trudne, ale wierszyk w pierwszej klasie??? Moja
          córka miała 5 lat jak w maju musiała się nauczyć w przedszkolu " Na jagody" M.
          Konopnickiej. Jak to zobaczyłam, to myślałam, że nie da rady. Ale jakoś sobie
          poradziła. To były trzy strony maszynopisu! Od dzieci w szkole podstawowej
          wymaga się ciut więcej niz od przedszkolaków. Mam też córkę w 2 klasie i często
          uczą się wierszyków i to z dnia na dzień, a kończą po południu! Tak samo było w
          klasie pierwszej. Tylko, że ona czytała po zerówce... Wymagania muszą być
          dostosowane do poziomu grupy. Może pani nie wie, że dziecko nie czyta? Warto
          jednak popracować nad tym czytaniem, bo to podstawa dalszej edukacji z każdego
          przedmiotu, a dzieci nieczytających w pierwszej klasie jest bardzo niewiele.
          Potem mogą być problemy. Gdy inni będą doskonalić technikę czytania, taki
          maluch zacznie dopiero łączyć literki... I zacznie odstawać. Zaraz dojdzie
          mnożenie i dzielnie z matematyki, bo to jest w pierwszej klasie i czytanie na
          ocenę. A potem jeszcze test na czytanie ze zrozumieniem. I to wszystko w 1
          klasie....
          • andaba Re: I klasa: praca domowa -inny problem 19.09.05, 10:08
            zebra12 napisała:

            > Dzieci powinny umieć czytac w pierwszej klasie! Uczy się tej umiejętności w
            > zerówce. Polecenia być może są trudne, ale wierszyk w pierwszej klasie???
            Moja
            > córka miała 5 lat jak w maju musiała się nauczyć w przedszkolu " Na jagody"
            M.
            > Konopnickiej. Jak to zobaczyłam, to myślałam, że nie da rady. Ale jakoś sobie
            > poradziła. To były trzy strony maszynopisu! Od dzieci w szkole podstawowej
            > wymaga się ciut więcej niz od przedszkolaków. Mam też córkę w 2 klasie i
            często
            >
            > uczą się wierszyków i to z dnia na dzień, a kończą po południu! Tak samo było
            w
            >
            > klasie pierwszej. Tylko, że ona czytała po zerówce... Wymagania muszą być
            > dostosowane do poziomu grupy. Może pani nie wie, że dziecko nie czyta? Warto
            > jednak popracować nad tym czytaniem, bo to podstawa dalszej edukacji z
            każdego
            > przedmiotu, a dzieci nieczytających w pierwszej klasie jest bardzo niewiele.
            > Potem mogą być problemy. Gdy inni będą doskonalić technikę czytania, taki
            > maluch zacznie dopiero łączyć literki... I zacznie odstawać. Zaraz dojdzie
            > mnożenie i dzielnie z matematyki, bo to jest w pierwszej klasie i czytanie na
            > ocenę. A potem jeszcze test na czytanie ze zrozumieniem. I to wszystko w 1
            > klasie....


            Mimo to udaje się przeważnie przeciętnemu, nieumiejącemu czytać pierwszakowi
            opanować te wszystkie umiejętności przed końcem roku. U nas pani stwierdziła,
            że na razie wcale nie muszą dzieci umieć czytać, mają się uczyć na bieżąco.
            Owszem, wiele dzieci umie czytać i ją to cieszy, ale to raczej jest "ponad
            program".
            • sion2 czyta - nie czyta...... 19.09.05, 11:34
              Drogioe mamy podstawową różnicą pomiędzy czytaniem zerówki a pierwszej klasy
              jest to że zerówkowicz NIE CZYTA żadnych dwuznaków "cz" "sz" "rz" "ch" itd. oraz
              wyrazów dłuższych niż 3 sylaby. Porównjacie sobie czytanki na koniec zerówki i
              na koniec I klasy.

              Umiejętnośc czytania MUSI być poprzedzona umiejętnością dzielenia wyrazu na
              litery, głoski, sylaby. I to własnie jest program zerówki.
              • kaczka.kwaczka W 100% się zgadzam.... 19.09.05, 20:54
                A jeszcze dodam,
                że trohcę inaczej jest w pszedszkolu, w starszakach,
                a tochę inaczej w zerówce.
                NIby tu i tu obowiązek szkolny,
                niby to samo, a jednak trochę co innego.
    • dobiesia Re: I klasa: praca domowa -inny problem 20.09.05, 13:18
      To jest chyba niestety normalne.....Z odrabianicem prac pisemnych moje dziecko
      radzi sobie w około godzinę. Ale dochodzą czytanki, wiersze. Czytanki uczy się
      płynnie prawie całe popołudnie, przeczytam ja raz, potem ona, potem robi
      przerwę, bo sie zmęczy, potem znowu ja, potem ona, przerwa i tak kilka razy aż
      do skutku. Z wierszem, to było tak, że dwie nauczyłyśmy sie go na pamięć...
      zajęło to nam całe popołudnie, też z przerwami. Ale na drugi dzień dostała 5 (
      status szkoły pozwala na wystawianie ocen i bardzo dobrze zresztą.) Pani nie
      musiała ciągnąć jej na język i córka wróciła baardzo zadowolona. Ale zgadzam
      się z Tobą, ze zadawane jest bardzo dużo. W piątek słyszałam, jak pani się
      skarżyła rodzicom, że dzieci źle czytają...Czy siedmiolatki wszystko powinny
      umieć? Na zebraniu powiedziała nam, że dzisiejsze dzieci sa bardziej zdolne od
      nas w ich wieku, więc ich umysły są baardzo chłonne i ministerstwo każe to
      wykorzystać.... Podkreslała też kilka razy, że rodzice muszą pracowac w domu z
      dziećmi. Ja pracuję, bo uważam, ze to mój obowiązek, ale, gdybym miała jeszcze
      inne dzieci, to bym sie chyba rozerwała. Pozdrawiam wszystkie Mamusie.
      • kama48 Re: I klasa: inny problem 22.09.05, 21:16
        dobiesia napisała:

        > To jest chyba niestety normalne.....Z odrabianicem prac pisemnych moje dziecko
        > radzi sobie w około godzinę. Ale dochodzą czytanki, wiersze. Czytanki uczy się
        > płynnie prawie całe popołudnie, przeczytam ja raz, potem ona, potem robi
        > przerwę, bo sie zmęczy, potem znowu ja, potem ona, przerwa i tak kilka razy aż
        > do skutku. Z wierszem, to było tak, że dwie nauczyłyśmy sie go na pamięć...
        > zajęło to nam całe popołudnie, też z przerwami.

        A ja mam szczęście być mamą dziecka zdolnego (nie, nie żaden geniusz), które tak
        na dobrą sprawę ma program klasy I już opanowany, samo z siebie, bez wysiłku.
        Płynnie czyta, liczy w pamięci, wycina, rysuje, zadanie domowe odrobi w mig w
        ciągu pół godziny,bez przypominania, o wszystkim pamięta, a na lekcji - jak mi
        to zostało dzisiaj uświadomione - wymyśla różne zabawy, no, bo ileż można
        słuchać, jak się pisze lierkę "a". W dodatku pani wyjątkowo łagodna, do tej pory
        ledwie proste 2 sylabowe wyrazy każe dzieciom nauczyć się czytać. Bajka?

        Eh, nie ma sprawiedliwości na tym świecie smile




        > Ale zgadzam
        > się z Tobą, ze zadawane jest bardzo dużo.

        A ja chyba poproszę o dokładkę...

        > Ja pracuję, bo uważam, ze to mój obowiązek, ale, gdybym miała jeszcze
        > inne dzieci, to bym sie chyba rozerwała.

        Ja nawet nie czuję, że dziecko do szkoły poszło. Właściwie to mniej obowiązków
        niż przy przedszkolu, do którego jeszcze zaprowadzić trzeba było ...
      • carlafehr Re: I klasa: praca domowa -inny problem 22.09.05, 21:47
        dobiesia napisała:

        > Czytanki uczy się
        > płynnie prawie całe popołudnie, przeczytam ja raz, potem ona, potem robi
        > przerwę, bo sie zmęczy, potem znowu ja, potem ona, przerwa i tak kilka razy

        > do skutku. Z wierszem, to było tak, że dwie nauczyłyśmy sie go na pamięć...
        > zajęło to nam całe popołudnie, też z przerwami.

        Dobiesiu, ale dlaczego Ty czytasz tę czytankę? Ona w ten sposób uczy sie jej na
        pamięć, a nie czytać i w gruncie rzeczy przedłużasz jej naukę czytania
        Przedłużasz w znaczeniu długofalowym - Twoje dziecko uczy się w mniejszym
        stopniu składania literek czy sylab w wyraz co raczej odgadywania. Może danego
        popołudnia dzięki temu szybciej zaczyna czytac płynnie ale za to wolniej ćwiczy
        sprawne czytanie i dłużej będziesz musiała jej w tym pomagać.
        • dobiesia Re: I klasa: praca domowa -inny problem 23.09.05, 12:23
          Może masz rację, od dzisiaj nie będę jej czytała. Wczoraj moje dziecko
          siedziało nad pracami domowymi kilka godzin. Z każdej ksiazki było cos zadane,
          dodatkowo szlaczki na skserowanej kartce. A dziecko skończyło lekcje o 16.10
          jak przyszłam do domu, to juz coś odrabiała. Skończyła z płaczem o 21 i poszła
          spać. Rano obudziłam ją wcześnie i kończyła te szlaczki. Ja nie bronię dziecka,
          chociaż nie powiem, było mi jej wczoraj żal, ale wydaje mi się, że pani
          przegięła z pracą domową. Dodam, dla jasności, że córka jest dyslektykiem i na
          pewno odrabia lekcje wolniej. sad(((
          • aka10 Re: I klasa: praca domowa -inny problem 23.09.05, 13:17
            Dla mnie to szok,tyle lekcji!Moze czas to na zebraniu,czy od razu z
            nauczycielka poruszyc?Pozdrawiam.
            • dobiesia Re: I klasa: praca domowa -inny problem 23.09.05, 14:16
              No właśnie. Ja już nawet rozumiem, żeby tyle lekcji zadać w piątek. Możnaby to
              było rozłożyć na 3 dni. Pani nauczyciela na pierwszym zebraniu mówiła, że teraz
              dzieci są bardziej inteligentne niż my w ich wieku i dlatego trzeba to
              wykorzystać. Widać nie puszczała słów na wiatr....
              Pozdrawiam
              • szkola.be Pokolenie idiotów ? 23.09.05, 15:31
                > Pani nauczyciela .....mówiła, że
                > teraz dzieci są bardziej inteligentne niż my w ich wieku......
                Za to nasi nauczyciele byli dużo inteligentniejsi od obecnych.
                Wyszło, że jesteśmy pokoleniem idiotów.
              • aka10 Re: I klasa: praca domowa -inny problem 23.09.05, 15:47
                Zal mi Twojej malej...U mojego dziecka zadania zadawane sa z poniedzialku
                na ....piatek.Uczen sam planuje,kiedy,ktore zadanie chce odrobic.Jesli np. ktos
                ma gimnastyke w poniedzialki,to nie musi siedziec do nocy,bo na wtorek masa
                zadan czeka.W piatki,na week-endy nie zadaje sie nic.Dodam jeszcze,ze czas
                wykonywania tych wszystkich zadan zabiera w sumie 1-1,5 godziny.Pozdrawiam.
    • wwww_wwww Re: I klasa: praca domowa -inny problem 17.11.05, 15:55
      Zapytaj nauczyciela... A tak w ogóle to masz racje... No chyba, że wierszyk
      jest na kasecie lub płycie...
Pełna wersja