opowiem Wam coś... Ku przestrodze, do przemyślenia

23.10.05, 19:36
W nocy z piątku na sobotę o czwartej rano obudził moją mamę telefon. Zaspana
podniosła słuchawkę, żeby ze zdziwieniem usłyszeć, że ktoś chce rozmawiać z
moim 14-to letnim bratem! Mama odpowiedziała, że brat śpi i oczywiście nie
będzie go budzić. Oto, co po chwili usłyszała: "P. (brat) jest mi winny kasę,
proszę mu przekazać, że jak nie odda to wjadę na chatę i połamię mu nogi..."

CO WY NA TO?

Brat pytany rano o pieniądze z rozbawieniem zaprzeczył i dodał, że to raczej
jemu wszyscy są winni jakieś drobne sumy... Gdy dowiedział się, o co chodzi
stwierdził, że nie wie co jest grane. Rodzice mają urządzenie identyfikujące
numer, ojciec więc zadzwonił (Brat nie rozpoznał tego numeru)... Chłopak po
drugiej stronie słuchawki zapierał się żywo, że to nie on, mówił, że byli u
niego koledzy i może to któryś z nich... Tata kazał mu przyjść w sobotę o 18
i powiedział, że w innym razie dzwoni na policję.
W sobotę zywo dyskutowaliśmy o tej sprawie (bez brata). Stwierdziliśmy, że
jest możliwa taka wersja, ale lepiej dla chłopkaka, żeby przyszedł, bo w
sumie nie interesuje nas, kto dzwonił, ważne, że padła groźba, a to już
wykracza poza nasze rozumienie głupiego dowcipu nastolatków, które niejeden
ma na koncie (nie wyłączając nas smile). Ponieważ cały dzień spędziliśmy na
działce a brat został w domu dowiedzieliśmy się, że ten chłopak dzwonił i
myśląc, że rozmawia z ojcem jeszcze raz przepraszał i zaklinał się, że to nie
on, że wyszedł do sklepu (14-to latek w środku nocy???) i takie tam... Jak
dla mnie grubymi nićmi szyte, możliwe, że brat kogoś kryje, może się boi...
Dzisiaj dowiedziałam się, że chopak nie przyszedł. I: rodzice nie zrobili NIC.
Załamało mnie to... Tyle wczoraj dyskutowaliśmy, że nawet jak to głupi
dowcip, to trzeba dać gów....om nauczkę, że tak nie można, że jego rodzice
powinni się dowiedzieć, że nie można pozostawić tego bez kary, bo dzisiaj
dowcip, a jutro... Abstrachując od tego, że oczywiście nie jsteśmy pewni, czy
to kawał, czy jednak realna groźba! Bo kto w środku nocy przekazuje matce
dziecka takie rewelacje??? Kto jest tak głupi, bezczelny, bezmyślny,
chamski...
Reakcja rodziców jest dla mnie beznadziejna i zupełnie niezrozumiała. Uważam,
że sytuację należy dokładnie wyjaśnić chociażby po to, żeby BYĆ PEWNYM, że
bratu nic nie grozi oraz po to, zeby go zapewnić o wsparciu rodziców, o tym,
że są obok, czuwają...
Co o tym wszystkim myślicie? Spotkało Was coś takiego? Co byście zrobili?
Dodam, że nie mieszkam już z rodzicami, mam swoją rodzinę i tylko pośrednio
uczestniczę w ich życiu i "wychowywaniu" młodszego brata.
Czekam na opinie.
    • ala9090 Re: opowiem Wam coś... Ku przestrodze, do przemyś 23.10.05, 21:32
      Gdy miałam niecałe 10 lat, na poczatku 4 klasy podstawówki,
      dwu chłopaków z klasy chciało bym dała 2 zł.
      Jeden z nich był wyższy ode mnie o głowę (był najwyższy w klasie),
      z drugim posadzili mnie na początku roku, bo podobnie jak ja był nieduży.
      Wzięłam z ławki grubą książkę, w twardej oprawie,
      i chciałam nią uderzyć większego z nich po głowie,
      nie wyszło i drugi dostał w zęby.
      Zęby zostały wybite.
      Pierwszy już od tąd nie chciał odemnie 2 zł.
      W tym dniu dowiedziałam sie również, że inni dotąd dawali.
      Zadziwiające, że w mojej obronie staną najmniejszy chłopiec w klasie,
      który też w tym dniu wcześniej nie dał.
      pamiętam jego proste uzasadnienie:"Na 2zł się nie skończy ."

      Podobno ktoś poruszył sprawę na wywiadówce.
      Podobno sprawa sie rozmyła.
      Na końcu roku była jakaś dziwna duża składka na prezent dla Pani.
      Rodzice dali pieniądze na składkę.
      Na zakończeniu roku nie było żadnego prezentu,
      o czym powiedziałam rodzicom.

      Rodzice zadzwonili do rodziców ucznia który zbierał "składkę".
      To było przy mnie cała reszta jest "podobno".
      Podobno nie było żadnej składki.
      Podobno był to nie zapłacony przezemnie miesiąc w miesiąc haracz.
      Podobno moi rodzice zareagowali, i podobno ci co zorganizowali tę składkę,
      a wcześniej haracze mieli jakieś kłopoty i równocześnie szczęscie bo nie mieli
      wtedy jeszcze 12 lat.
      To wszystko "podobno" dowiedziałam się od rówieśników po wakacjach,
      w co nie uwieżyłam. Isnienie haraczy było dla mnie w ogóle nie do uwierzenia.
      Rodzice o niczym mi nie mówili. A wydażenia z przed wakacji były dla mnie w tym
      wieku tak odległe w czasie jak koronacja Bolesława Chrobrego.

      Uważam, że jest bardzo źle, jeśli rodzice nie informują dziecka o swoich
      działaniach, zwłaszcza tego typu.
      Dziecko rośnie i nie jest świadome zagrożeń.
      NIe wie kto dokładnie mu zagraża, nie znając konsekwencji swoich działań,
      nie wie czego się po kim spodziewać,
      co jest szczególnie ważne w małych miejscowościach.

      W szkole średniej, w 1 klasie,
      ktoś kiedyś w ubikacji podszedł do mnie i powiedział, że chce jakieś pieniądze.
      "Nie mam" odpowiedziałam, a ktoś drugi powiedział: "Choćmy, ona nie daje."
      Druga koleżnka, o głowę wyższa ode mnie (najwyższa w klasie) spytała: "jak to
      ty nie dajesz ?"; "A co mam dawać i dlaczego?", trzecia koleżanka z którą
      stałam zaczęła mnie uświadamiać, że są tacy co dają. Jeszcze wtedy nie mogłam
      uwierzyć w istnienie haraczy.
      I nigdy nie dawałam haraczy, ale nie całkiem.

      Ktoś kiedyś pożyczył ode mnie pieniądze i nigdy nie oddał.
      Chciał pożyczać co miesiąc. NIe dostał. Przestał pożyczać.

      Łatwiej jest nie dawać, gdy ma się zaufanych kolegów/koleżanki.
      Jeśli jest się samemu nie ma takiej możliwości.
      Każda nieobecność skutkuje skłądką niewiadomego przeznaczenia.
      I nie możliwości sprawdzenia czy składka jest prawdziwa, czy nie.

      A co do policji i głównego wątku:
      Skąd wiesz, że ci co wymuszają pieniądze nocnymi telefonami,
      nie mają układów z policją?

      MOja odpowiedź jest bardzo niejednoznaczna, bo i czasy są niezwykle bandyckie.









    • szymanka Re: opowiem Wam coś... Ku przestrodze, do przemyś 24.10.05, 00:28
      Aleksandrynko, mam nadzieję, że to był tylko głupi, bardzo głupi żart. Jednak
      nie zostawiłabym tak tej sprawy.
      Przecież ten kolega też ma rodziców. Należy iść do nich i opowiedzieć o całej
      sytuacji. Chyba chcieliby wiedzieć co się dzieje w ich domu, jakich ma kolegów
      i co porabia syn podczas ich nieobecności? Myślę, że ustalenie kto dzwonił do
      Was w nocy i jakie miał motywy, to tylko kwestia czasu i chęci. I wcale nie
      trzeba w to angażować policji (przynajmniej narazie).
      Na miejscu Twoich rodziców bezwzględnie drążyłabym temat. Przede wszystkim, jak
      sama słusznie zauwazyłaś, dla spokoju, braku obaw o bezpieczeństwo Twojego
      brata.
    • gniru Re: opowiem Wam coś... Ku przestrodze, do przemyś 26.10.05, 13:47
      zastanawia mnie, dlaczego brat był rozbawiony tym telefonem?
      raz w życiu zdarzył się wypadek głupiego telefonu do moich rodziców
      i pamietam swoje przerażenie, do śmiechu mi nie było, mimo że sytuacja
      kompletnie mnie zaskoczyła i nie było żadnej mojej winy.

      dziwne także, że brat pożycza innym kasę.

      Ja poszłabym na Policję. Jeśli to głupi kawał - sprawcy nie będzie do śmiechu.
      A jeśli to NIE JEST głupi kawał, co także jest dość prawdopodobne -
      może sprawić że brat przestanie mieć jakieś kłopoty, o których nie wiecie.

      PS Dodam tylko, że z racji zawodu i pracy w szkole miałam częstą okazję
      współpracować z wydziałami ds nieletnich, i policjanci tam pracujący
      to naprawdę świetni ludzie, mający wiele pomysłów i naprawdę pomagający dzieciakom.
      • aleksandrynka Re: opowiem Wam coś... Ku przestrodze, do przemyś 26.10.05, 21:07
        brat był rozbawiony sugestią, że pożyczał od kogoś pieniądze, o telefonie
        dowiedział się za chwilę, myślałam, że dokładnie to opisałam. Sprawdź.

        Dziękuje Wam za opinie, niestety, nie mam bezpośredniego wpływu na to, co
        dzieje się w tym domu, mam tylko nadzieję, że kilku chłopaków zerwanych ze
        smyczy postanowiło porobić głupie kawały i nie dzieje się nic na prawdę
        złego... Gdyby to dotyczyło mojego syna nie wahałabym się ani chwili z
        powiadomieniem policji a tak... Ech...
        Pozdrawiam
Pełna wersja