A co z prawami matki i dziecka?

IP: *.chomiczowka.net.pl 04.10.02, 20:00
Tyle ostatnio sie mowi o prawie kobiet do ludzkiego traktowania podczas
porodu i na szczescie wiele sie pod tym wzgledem zmienilo, ale co potem? Czy
matka i dziecko maja jakies prawa? U mojego 3-miesiecznego synka wykryto
asymetrie i od dwoch tygodni chodzimy na rehabilitacje do szpitala na
Woloska, gdzie panuja dosc dziwne zwyczaje. A mianowicie dziecko przekazywane
jest rehabilitantce, ktora 'znika' z nim na 0,5 godziny cwiczen. Na moje
usilne prosby, bym mogla wejsc z synem, uslyszalam, ze dla dziecka lepiej gdy
matki nie ma przy cwiczeniach, bo tak dziecko placze i szantazuje, by je
wziac na rece. A tak poplacze sobie, a po jakims czasie sie przyzwyczai.
Szczerze mowiac ta odpowiedz mnie zszokowala, do tej pory wydawalo mi sie, ze
dla dziecka najlepiej jest, gdy matka jest przy nim caly czas, by czul jej
obecnosc. Jednakze na moje protesty i nalegania jedyna odpowiedzia byla
sugestia, bym poszla z dzieckiem gdzie indziej. Niestety, dla branzowej kasy
chorych, do ktorej naleze, rehabilitacja dziecieca jest tylko na Woloskiej.
Oczywiscie moglabym chodzic prywatnie, ale to strasznie duzo kosztuje, a poza
tym uwazam, ze w ramach kasy chorych tez nalezy sie mi i mojemu
dziecku 'ludzkie' traktowanie. Przepraszam, ze sie tak rozpisalam, ale jestem
strasznie rozzalona. Ciekawi mnie tez, czy szpital ma prawo odmowic matce
obecnosci przy rehabilitacji dziecka? Co na to nasz kodeks oraz prawo
miedzynarodowe, np Konwencja Praw Dziecka, ktora Polska tez ratyfikowala? Czy
jest wsrod e-Rodzicow prawnik, ktory moglby mi odpowiedziec na moje
watpliwosci? Bede wdzieczna za szybka odpowiedz, poniewaz w poniedzialek mam
znow rehabilitacje i chcialabym miec jakies mocniejsze argumenty w reku.
    • Gość: anma Re: A co z prawami matki i dziecka? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.10.02, 21:34
      Nie wiem jak się ma do tego prawo, ale zwyczaje dość dziwne, rzeczywiście. Mój
      synek też miał asymetrię spowodowaną kręczem szyi i był rehabilitowany metoda
      Vojty. Po wizycie u neurologa zostałam skierowana do rehabilitantki (w ramach
      kasy chorych) i w ogóle nie było rozważań czy ja mam być obecna przy
      ćwiczeniach czy nie. Rehebilitantka (bardzo miła zresztą) cały czas mówiła co
      robi i uprzedzała ze dziecko może płakać, ale trzeba to przeżyć, bo to dla
      jego dobra. Następnie uczyła mnie jak robić te ćwiczenia, zebym mogła je robić
      w domu sama. Mieliśmy zalecenie robić je 4 razy dziennie, więc wiadomoze
      musiałam je robić sama. A panią rehabilitantkę "zamawialiśmy" później do domu
      prywatnie raz na dwa tygodnie, żeby nastepne ćwiczenia wprowadzała. Ale to był
      już nasz wybór, a nie konieczność.
      pozdrawiam
      • Gość: paula Re: A co z prawami matki i dziecka? IP: *.sze.warszawa.supermedia.pl 05.10.02, 00:02
        nasz synek tez mial asymetrie ulozenia ciala, zaciskal piastki i jeszcze kilka
        rzeczy. Od razu zrezygnowalismy z "kasowej" rehabilitacji. Chodzilismy
        prywatnie.
        Jestem zszokowana tym, co napisalas Isiu, ze matka (rodzic) nie moze byc obecny
        przy dziecku. Mysmy MUSIELI byc z Bartkiem podczas cwiczen. Poniewaz:
        1. patrzylismy, jak sie robi cwiczenia, uczylismy sie i moglismy cwiczyc z
        synkiem takze w domu, gdyz cwiczenie np. raz w tygodniu po pol godziny to
        stanowaczo za malo (musielismy cwiczyc co najmniej 3 razy dziennie po kilka
        minut - metoda Vojty, bo tego nie napisalam)
        2. robilismy przerwy w cwiczeniach, aby PRZYTULIC i wycalowac synka, taki
        przerywnik jest niezbedny przy cwiczeniach - pol godziny Vojty dla
        pieciomiesiecznego dziecka to koszmar i ogromny wysilek (zaczelismy wtedy
        rehabilitowac synka); kiedy rehabilitant zajmowal sie cwiczeniami stopek synka
        ja glaskalam go po glowce (jedno drugiemu zupelnie nie przeszkadzalo,; kiedy on
        cwiczyl brzuszek, ja trzymalam Bartka za raczke itd; kiedy nie moglam go
        trzymac caly czas do niego mowilam - to go uspokajalo)
        3. bzdura jest ze dziecko sobie troche pokrzyczy a potem sie przyzwyczai - ile
        razy wchodzilismy a synkiem na cwiczenia, tyle razu byl wrzask - bo cwiczenia
        byly po prostu bardzo trudne i meczace; nawet teraz (chodzimy tam co jakis czas
        na kontrole) Bartek wita rehabilitanta (ktorego lubi!!)placzem i ucieczka
        4. moim zdaniem trzymiesieczne dziecko NIGDY sie nie "przyzwyczai", jesli nie
        bedzie sie czulo bezpiecznie, przy mamie (tacie).
        Moim znajomi tez rehabilitowali synka na Woloskiej, i po awanturze, ktora
        kolega urzadzil w poczekalni, ich sytuacja podczas rehabilitacji sie poprawila.
        Nie skarzyli sie jednak na niemoznosc bycia z synkiem, ale na to, ze siedzieli
        z dwumiesiecznym dzieckiem w poczekalni grubo ponad godzine, a rehabilitantka w
        tym czasie musiala pogadac ze znajomymi (dziecko placze, chce jesc, matka musi
        do toalety, w przychodni zakatrzeni...itp - nie trzeba nawet o tym pisac,
        oczywiste) - a oni siedza i siedza i siedza, az kolege szlag trafil.

        A tak na marginesie - chyba wszedzie (w sluzbie zdrowia) traktuje sie matke z
        dzieckiem jak ostatnie zlo. Odkad synek jest na swiecie, zaliczylismy kilka
        ostrych dyzurow, jedno szycie - koszmar - brutalni lekarze, z grymasem odrazy
        na twarzy, bo przyjechalismy do szpitala o 5 rano i wyrwalismy lekarza ze
        slodkiego snu, wyrywajacy mi dziecko z ramion "na badanie krwi; prosze tu
        zostac i nie przeszkadzac..."
        Madrzeje z wiekiem swojego synka - pierwsze brutalne badanie mojego dziecka
        przemilczalam i przeplakalam w domu, na drugie chamstwo niesmialo
        zareagowalam, przy kolejnym glosno powiedzialam co mysle i teraz sie juz nie
        daje (to znaczy nie daje traktowac swojego dziecka jak rzecz, bo jezeli ktos
        brutalnie traktuje malutkiego czlowieka wiedzac, ze ten sie nikomu slownie nie
        poskarzy, to inaczej tego nie moge nazwac).

        ISIU, bron sie i bron swoje dziecko. Masz prawo ale i obowiazek wiedziec co sie
        z nim dzieje, odpowiadasz za swoje dziecko (a co, jesli niewprawna albo
        wkurzona rehabilitantka za mocno przylozy sie do swoich obowiazkow i zrobi
        krzywde dziecku - jak to potem udowodnisz?). Nawet Twoja obecnosc przy dziecku
        dodaje mu otuchy - jesli mama jest tutaj, to znaczy ze tak ma byc.
        Idz to przelozonych, idz do szefow placowki i glosno domagaj sie swojej
        obecnosci i argumentuj, ze musisz wiedziec co z dzieckiem robia. Moim zdaniem
        nie mozna nikomu ufac, gdy chodzi o dobro dziecka (troche mania przesladowcza
        zapachnialo, ale "cos" jest na rzeczy)
        Pozdrawiam Cie serdeczeni, i napisz prosze, czy udalo sie Wam wejsc na
        rehabilitacje dziecka.
        PA!
        Sorki ze taaaak dlugo
        CZESC
        • Gość: Isia Re: A co z prawami matki i dziecka? IP: *.chomiczowka.net.pl 07.10.02, 21:35
          Gość portalu: paula napisał(a):

          > Pozdrawiam Cie serdeczeni, i napisz prosze, czy udalo sie Wam wejsc na
          > rehabilitacje dziecka.

          Na rehabilitacje dzis jeszcze nie udalo mi sie wejsc, poniewaz ponad godzine
          ganialam za Kierownikiem ZUL-u, ktory ciagle gdzies biegal i nie mogl znalezc
          dla mnie czasu. Kiedy powiedzialam mu, z czym przyszlam, to zalal mnie potokiem
          slow i przez kwadrans nie dal dojsc do glosu. Caly czas probowal mnie
          przekonac, ze ze wzgledu na dobro dziecka matka nie powinna byc obecna przy
          rehabilitacji dziecka, poniewaz:

          1. dziecko szantazuje matke krzykiem, placzem, a nawet zmuszajac sie do
          wymiotow, by wziela je na rece
          2. obecnosc matki powoduje, ze dziecko nie moze zaprzyjaznic sie z
          rehabilitantem, przez co rehabilitacja nic nie daje, jest nieskuteczna
          3. matka histeryzuje, zajmuje miejsce w sali, przeszkadza innym dzieciom
          4. dziecko musi sie przyzwyczajac do stresow (!!??)

          Na moje argumenty nie odpowiadal, jakby wogole nie slyszal, co do niego mowie.
          Powiedzial, ze mial juz taka matke jak ja (w domysle histeryczke i
          awanturnice), ktora poszla do przychodni, gdzie mogla wchodzic z dzieckiem, po
          czym po miesiacu wrocila na Woloska, kajajac sie i blagajac, by ja przyjeli z
          powrotem. A glowny argument Pana Kierownika to: jak sie Pani nie podoba, moze
          Pani isc gdzie indziej. Podobno w ramach Branzowej Kasy Chorych jest jakas
          przychodnia, gdzie mozna wchodzic z dzieckiem, ale pomimo, iz kilkakrotnie
          prosilam o podanie mi adresu i telefonu do tej przychodni, Pan Kierownik za
          kazdym razem zmienial temat.
          Widzac, ze nasza rozmowa do niczego nie prowadzi, poprosilam o pokazanie mi
          regulaminu, ktory wyraznie zabrania matce towarzyszyc dziecku podczas cwiczen
          (dzieki Insomnia smile) Oczywiscie zadnego takiego regulaminu nie ma, jest to
          raczej zwyczaj, bez zadnych podstaw prawnych. W zwiazku z tym, ze Pan nie
          potrafil mi udzielic jednoznacznej odpowiedzi, czy moge wejsc z dzieckiem czy
          nie, zazadalam, by dal mi odmowe na pismie. Tu sie strasznie wkurzyl,
          powiedzial, ze niczego na pismie mi nie da (oczywiscie bez uzasadnienia), a jak
          chce, to moge sobie wejsc. Ale powinnam sie liczyc z konsekwencjami, ktore beda
          wrecz apokaliptyczne - inne matki tez beda chcialy wchodzic, zrobi sie tlum,
          ciasnota, wrzeszczace, wymiotujace dzieci (istna sodoma i gomora),i przeze mnie
          ani moje ani inne dzieci nic nie skorzystaja. Kiedy poprosilam, by zawiadomil
          rehabilitantke Pawelka, ze bede mogla wchodzic na cwiczenia, zignorowal mnie
          zupelnie, podszedl do drzwi, przywital sie z kolejnym interesantem i zaprosil
          go do srodka - ale gentleman, nie????
          Wiec chyba jednak zwyciestwo, choc nie wiadomo, jak to bedzie w piatek, na
          kolejnej rehabilitacji. Jedno wiem na pewno - nie dam sie wyrzucic z sali
          cwiczen, zwlaszcza, ze dzieki Majce wiem, ze prawo jest za mna!
          Sorry, ze tak sie rozpisalam, ale musialam wyrzucic z siebie zal i
          rozgoryczenie.
          Dzieki wszystkim za slowa otuchy i moralne wsparcie. Pozdrawiam. Pa.
          • Gość: Insomnia Re: A co z prawami matki i dziecka? IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 07.10.02, 21:54
            Nie no, to jedna wielka paranoja. Aż się włosy na głowie jeżą. Ale nie daj się
            Isiu. Trzymam kciuki!
    • tempus Re: A co z prawami matki i dziecka? 05.10.02, 17:43
      Niestety funkcjonowanie naszej służba zdrowia pozostawia wiele do życzenia.
      Nawet w przypadku małych dzieci są bezwzględni. Moje dziecko urodzone ponad 3
      miesiące przed czasem miało (a raczej my - rodzice) w szpitalu gdzie leżało
      kilka niemiłych sytuacji. Późniejsze chodzenie na rehabilitację na szczęście
      było OK - panie były bardzo fajne!
    • Gość: Insomnia Re: A co z prawami matki i dziecka? IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 05.10.02, 21:20
      Tak sobie myślałam droga Isiu o tym co napisałaś i wydaje mi się, że jedyne
      wyjście to zrobić jak najwięcej szumu wokół całej sprawy. Np. poproś panią
      rehabilitantkę, żeby podała Ci numer rozporządzenia wewnętrznego zgodnie, z
      którym zabrania Ci wejść z dzieckiem do środka, przynieś na następne spotkanie
      pisemko, w którym piszesz, że pani taka a taka zabrania Ci wejść z dzieckiem,
      bo... i niech Ci to podpisze, albo opisz całą sytuacją i pójdź z tym wyżej (w 2
      egzemplarzach i niech Ci podpiszą, że dostali). Być może 'przemiłe panie'
      przestraszą się już samej formy pisemnej i choćby dla świętego spokoju
      odpuszczą sobie dziwne zakazy. Pozdrowienia dla Pawełka smile)))
      • Gość: Isia Re: do Pauli i Insomnii IP: *.chomiczowka.net.pl 05.10.02, 23:21
        Dzieki za slowa otuchy i zachety do walki o prawa moje i dziecka smile
        Juz myslalam, ze jestem jakas przewrazliwiona i przesadzam, zwlaszcza, ze
        oprocz mnie na Woloska na rehabilitacje chodza inne matki i nie widac, zeby im
        przeszkadzal taki system. Mysle, ze gdybysmy wszystkie sie zbuntowaly, udaloby
        nam sie zmienic ten dziwny wewnetrzny regulamin czy raczej zwyczaj.
        Ja jednak sie tak latwo nie poddam!! Zdobylam juz nazwisko kierownika pracowni
        rehabilitacji i zamierzam udac sie do niego w poniedzialek na rozmowe (dlatego
        zalezalo mi, zeby miec tez jakies prawne argumenty w zanadrzu, jesli takie
        typowo ludzkie, matczyne nie pomoga). Na pewno nie omieszkam skorzystac z rad
        Insomnii i w ostatecznosci zazadam okazania mi regulaminu wewnetrznego lub
        pisemnej odmowy wejscia z dzieckiem na cwiczenia.
        Odezwe sie w poniedzialek i dam Wam znac, jak nam poszlo. Trzymajcie za nas
        kciuki!! Pa!
    • Gość: Majka Re: A co z prawami matki i dziecka? IP: *.pl 06.10.02, 21:34
      Szpital nie ma prawa, jeśli będziesz potrzebować podam ci jutro numer ustawy,
      na którą można się powołać. Mówi ona, że rodzice mogą opiekować się dzieckiem w
      czasie jego pobytu w szpitalu, przez całą dobę, podczas zabiegów i
      rehabilitacji również. Żaden wewnętrzny regulamin szpitala nie może być z tą
      ustawą niezgodny. Pozdrawiam Majka
      • Gość: Isia Re: A co z prawami matki i dziecka? IP: *.chomiczowka.net.pl 07.10.02, 20:32
        Gość portalu: Majka napisał(a):

        > jeśli będziesz potrzebować podam ci jutro numer ustawy,
        > na którą można się powołać.

        Bede wdzieczna za numer ustawy, tak bym mogla sie na nia powolac zarowno teraz,
        jak i w przyszlosci, gdyby zaszla taka potrzeba (odpukac smile) Z gory dziekuje i
        pozdrawiam.
        • Gość: paula Re: A co z prawami matki i dziecka? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.02, 00:23
          Isiu, ale weszlas na te rehabilitacje, czy nie?
          CZESC
    • jota2 Re: A co z prawami matki i dziecka? 08.10.02, 09:23
      Wiele lat temu mój syn miał być w tym szpitalu operowany.
      Wtedy jeszcze nie było Kas Chorych, to był po prostu nasz rejonowy szpital.
      Prosta rzecz: przepuklina. Ale dla rocznego dziecka to poważna sprawa.
      Powiedziano mi wtedy na Wołoskiej, że muszę oddać dziecko do szpitala na cały
      tydzień bez możliwości odwiedzin.
      Po takiej informacji uruchomiliśmy wszystkich krewnych-i-znajomych i po
      znajomości umieściliśmy malucha w innym szpitalu, gdzie mogłam siedzieć przy
      nim godzinami i odebrać po trzech dniach.
      Wygląda na to, że w tym szpitalu od lat nic się nie zmieniło!!!
      Isiu, jeśli nadal będziesz miała problemy, zainteresuj sprawą Gazetę (dział
      stołeczny). Koniecznie!

      Jota
    • Gość: magda.k Re: A co z prawami matki i dziecka? IP: *.gda.supermedia.pl 08.10.02, 11:23
      Isiu, jestem przerażona tym co napisałaś. Ja chodziłam z moim, ośmiomiesięcznym
      wówczas synkiem, na podobną rehabilitację na Akademię Med. w Gdańsku. Fakt, że
      było sporo zamieszania, kiedy w małej salce pojawiało się pięcioro dzieci,
      każde z rehabilitantem i rodzicem, ale nie wyobrażam sobie, żeby mogło być
      inaczej. Po kilku dniach (my chodziliśmy codziennie przez 3 tyg.) sama
      rozpoczynałam ćwiczenia nie czekając na rehabilitantkę, również mogłam
      prowadzić je w domu. Pani rehabilitantka sama namawiała mnie do aktywnego
      uczestnictwa w gimnastyce i masażu, uczyła mnie jak to robić, dużo
      rozmawiałyśmy. Owszem, Mały czasem płakał i buntował się, ale na pewno byłoby
      dużo gorzej, gdybym nie mogła być przy nim.
      Napisz, czy udało Ci się wywalczyć prawo do obecności na tych zajęciach. A może
      warto poszukać innej przychodni, w której jest NORMALNIE, bo jakoś nie chce mi
      się wierzyć że w Wawie jest tylko jedna. Popytaj pediatrów, podzwoń po
      szpitalach (często przy szpitalach są przychodnie). Ja w trójmieście miałam do
      wyboru kilka przychodni, wszystkie w ramach mojej kasy chorych.
      • Gość: Majka Re: A co z prawami matki i dziecka? IP: *.edipresse.pl 08.10.02, 15:15
        Podaję ci numer ustawy: art.19 ust.3 pkt ustawy o
        zakładach opieki zdrowotnej (Dz.U. z 1991 r. nr 91 poz.
        408 z późniejszymi zmianami). To nie jest dobra wola
        szpitala tylko obowiązek. Pozdrawiam Majka
        • Gość: Isia Re: A co z prawami matki i dziecka? IP: *.chomiczowka.net.pl 12.10.02, 22:08
          Gość portalu: Majka napisał(a):

          > Podaję ci numer ustawy: art.19 ust.3 pkt ustawy o
          > zakładach opieki zdrowotnej (Dz.U. z 1991 r. nr 91 poz.
          > 408 z późniejszymi zmianami). To nie jest dobra wola
          > szpitala tylko obowiązek. Pozdrawiam Majka

          Dzieki za informacje, ale nie jestem pewna, czy ta ustawa odnosi sie do mojego
          przypadku, bo z tego, co wyczytalam, zrozumialam, ze pacjent ma prawo do
          dodatkowej opieki kogos z rodziny w przypadku calodobowego lub calodziennego
          pobytu w szpitalu, wiec chyba nie dotyczy to rehabilitacji dwa razy w tygodniu.

          Jesli chodzi o moj przypadek, to sprawa nadal wyglada beznadziejnie. W piatek,
          zgodnie z poniedzialkowymi ustaleniami z kierownikiem ("A niech se pani
          wchodzi), se weszlam. Okazuje sie, ze rehabilitantka nic nie wiedziala o mojej
          rozmowie z kierownikiem, wiec kazala mi wyjsc i isc wyjasnic sprawe z
          kierownikiem (ktory okazalo sie byl caly czas w pokoju obok, o czym doskonale
          wiedziala). Odmowilam twierdzac, ze nie mam zamiaru tracic kolejnych cwiczen
          mojego dziecka, zreszta kierownik mi pozwolil, a jesli jej nie poinformowal, to
          juz jest ich wewnetrzna sprawa. Wtedy rehabilitantka poszla do pokoju obok,
          gdzie siedzial kierownik (tez rehabilitowal jakies dziecko) i spytala, czy
          pozwolil mi wejsc, a ten bezczelnie, patrzac mi prosto w oczy, zaprzeczyl.
          Strasznie sie wkurzylam, ale powiedzialam, ze nie bede z nim dluzej dyskutowac,
          bo jest niepowazny, a poza tym nie bede tracic wiecej czasu z rehabilitacji
          mojego dziecka, zostaje i koniec, a jak cos im sie nie podoba, to niech mnie
          wyrzuca sila. Rehabilitantki tez byly wsciekle, zaczely mnie przekonywac, ze
          krzywdze swoje dziecko (?!!), slowem - stara spiewka. Dopiero w dalszej
          rozmowie sie przyznaly, ze tak naprawde chodzi o to, ze sala do cwiczen jest
          mala i gdyby kazda matka chciala wejsc z dzieckiem, zrobilby sie tlok i gdyby
          mieli wieksza sale, to moglabym spoko wchodzic - wiec po co ta cala gadka, ze
          matka przeszkadza w rehabilitacji, denerwuje dziecko, itd?? Istna paranoja!
          W poniedzialek znow mam rehabilitacje, ale nie wiem, czy nie zrezygnuje, bo tak
          naprawde nic sie nie zmienilo - oczywiscie moge wejsc na sile, ale nie sadze,
          by to wplywalo dobrze na mnie i moje dziecko - ja sie denerwuje ciaglymi
          awanturami i przepychankami, a atmosfera podczas cwiczen jest zgnila-
          rehabilitantki patrza na mnie wilkiem, wydaje mi sie, ze rehabilitantka
          traktuje mojego synka z niechecia. Juz sama nie wiem, co robic. W kazdym razie
          jedno wiem na pewno - zamierzam w poniedzialek zaniesc do dyrektora szpitala
          pismo, w ktorym opisze grubianskie zachowanie kierownika. Pewnie to i tak nic
          nie da, ale moze nastepnym razem Pan Kierowinik potraktuje inna matke powazniej
          i w bardziej cywilizowany sposob. Ja zas znajde sobie i mojemu dziecku
          rahabilitanta prywatnie, tak by przychodzil do nas do domu i cwiczyl z moim
          synkiem pod moim okiem, w atmosferze zyczliwosci i zrozumienia dla jego
          potrzeb. Ale czy naprawde musze placic dodatkowo mnostwo pieniedzy po to, by
          mnie i moje dziecko ktos potraktowal "po ludzku"?
          • Gość: mirka Re: A co z prawami matki i dziecka? IP: 80.48.229.* 25.10.02, 16:15
            jest 25.10, więc jak to się skończyło. Przeczytałam dzis wszystkie posty i
            mało mnie szlag nie trafił. To jest typowa arogancja naszej słuzby zdrowia
            (nie całej oczywiście). Mój synek (18m-cy) miał ostatnio zabieg w narkozie.
            Lekarze i pielegniarki zachowywali się bardzo sympatycznie.Ale wiele razy
            doświadczyłam upokażajacego traktowania we wcześniejszych latach z moją
            starszą córką (14 lat). Dziś wiem,że nie odpuszczę zadnej takiej sytuacji i
            buntuję się w każdej z nich. Jestem zła na siebie, że kiedyś tak nie robiłam
            (młoda mama, stary system gdzie w placówkach służby zdrowia nawet pani od
            sprzatania była wazniejsza od dziecka)Trzymam kciuki i pozdrawiam.
Pełna wersja