Mam problemy z córką.

05.12.05, 14:23
Witajcie,

Mam problem z moim dzieckiem. To 13-letnia dziewczynka. W klasach 1-3
problemów z nauką miała niewiele, była bardzo cicha i spokojna, ale nie miała
w klasie żadnych koleżanek. Na osiedlu zresztą też - niestety, jesteśmy
zmuszeni mieszkać tam, gdzie nie ma prawie żadnego dziecka w jej wieku. Nie
umiała się bronić, ciągle jej dokuczano. Później jednak rozbili jej klasę
(nie wiem, z jakich przyczyn, chyba ekonomicznych) i kazano jej uczniom
przenieść się do innych klas (każdy mógł ją wybrać), więc córka to także
zrobiła. Była zadowolona, ale teraz już nie jest tak, jak kiedyś...

Kłopoty z nią zaczęły się kilka lat temu, w czwartej klasie podstawówki.
Zaczęła przeszkadzać nauczycielom na lekcjach, we wszystkim musiała postawić
swoją "kropkę nad i", rysowała na podręcznikach (za które przecież musiałam
zapłacić!) nieprzyzwoite rysunki, była wulgarna. Wychowawczyni wiele razy
interweniowała w jej sprawie, moja córka wielokrotnie była też u pedagoga
szkolnego, co na chwilę poprawiło jej sytuację.

W piątej i szóstej klasie przestała taka być, ale mam z nią inne problemy - w
ogóle nie chce się uczyć. Twierdzi, że zdecydowana większość tego, czego
obecnie uczą w szkole, to nudne i nieprzydatne rzeczy, które nie mają
zastosowania w dalszym życiu. Zamiast rozwiązywać zadania, pisze listy do
nauczycieli, w których opowiada o swoich poglądach na szkołę i edukację.
Niedawno miała sprawdzian z geografii, w którym było takie zadanie (zadania
były z podręcznika, więc mogę zacytować):

"W okresie zimowym w Polsce obowiązuje czas środkowoeuropejski. O której
godzinie zatelefonowałbyś do kolegi z Nowego Jorku, aby złożyć życzenia
noworoczne, gdy u niego jest północ?"

Moja córka w odpowiedzi na te pytanie napisała na kartce: "ważne, że w ogóle
będę pamiętać o nim i złożę mu życzenia, nie jest istotne, kiedy". Mnie to
trochę zszokowało, większość dzieci rozwiązała to zadanie.

Byłam z córką w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Uznali, że ma
dyskalkulię, czyli dysleksję matematyczną. Ma obniżony poziom wymagań z
matematyki, ale z innych przedmiotów jakoś musi sobie radzić. Problem jednak
w tym, że ona w ogóle nie chce się uczyć! Dobre oceny ma tylko z języka
polskiego, informatyki i religii, reszta przedmiotów ją nie interesuje. Na
wszystko ma swoją odpowiedź, swoją teorię. Fizyka? - "Nie muszę wiedzieć,
jakie siły działają na drzwi, kiedy je popchnę, bo to jest w życiu
nieprzydatne. Ważne, że je w ogóle zamknę." Geografia? - "Ten przedmiot to
pomyłka. Co związanego z geografią mają na przykład takie rodzaje chmur i po
co to jest potrzebne, kiedy już dawno wynaleziono prognozę pogody, a te
południki, równoleżniki i inne takie też są nieprzydatne". Historia? - "Co
było, a nie jest, nie pisze się w rejestr, nie trzeba zaglądąć w przeszłość,
trzeba żyć przyszłością i teraźniejszością".

To zresztą tylko niektóre z jej "teorii". Poradźcie, bo jestem załamana.

Córka nie ma żadnych przyjaciół, odkąd naczelny klasowy "kozioł ofiarny"
przeniósł się do innej szkoły, dziewczyny z jej klasy bardzo się na
nią "uwzięły". Sama mówi, że traktują ją, jak śmiecia - znów jej słowa.
Znęcają się nad nią, wrzucają jej plecak do kosza na przerwach, łapią ją
(przepraszam za to wyrażenie) za piersi (jest bardzo wyrośnięta w
przeciwieństwie do innych klasowych koleżanek, u której takowe się jeszcze
nie pojawiły), wyśmiewają się z jej, z jej upodobań i trudności, oskarżają ją
o całowanie się z chłopakiem, którego w życiu nie widziała na oczy (córka
uważa, że chodzenie z chłopakiem w wieku 13 lat jest chore - najpierw kocha,
potem rzuci i dziewczyna cierpi). Działają na jej szkodę mówiąc jej starszym
koleżankom (które też powoli tracą do niej zaufanie) nieprawdziwe informacje
na jej temat, które zniechęcają starsze dziewczyny do kontaktowania się z nią
(są to głównie osoby z grupy modlitewnej działającej przy kościele). Klasowe
rówieśniczki mówią mojej córce w oczy, że jest "konfidentem", a przecież same
są nienajlepsze (poza tym, na Boga, córka musi komuś powiedzieć o tym, jak ją
traktują).

Nie mogę już dłużej patrzeć na to, jak wygląda życie mojej córki. Przyjaciół
zero... ani w jej wieku, ani tych starszych, które szczerze mówiąc ją olewają
(u dwóch osób w grupie, o której pisałam wyżej jest już spalona z różnych
przyczyn), mało kto ją lubi. A ja uważam, że moja córka nie jest wprawdzie
doskonała, ale jest wartościowym człowiekiem. Okropne jest patrzenie na to,
jak cierpi.

I na dodatek jeszcze nie chce się uczyć, przez to traci swoją życiową
szansę... Na lekcjach tylko siedzi i pisze wiersze i piosenki, które później
nagrywa w domu na mikrofon do komputera, a mnie uszy bolą, bo przez jej wycie
nie słychać telewizora. Poza tym powiedziała, że planuję napisać powieść dla
młodzieży - ale ja wolałabym raczej, żeby odrobiła chociaż raz lekcje z
fizyki lub geografii...

Ufff, wygadałam się. Przepraszam, że takie długie, ale musiałam to napisać.
Co o tym myślicie? Jakieś rady? Opinie? Sugestie?

Pozdrawiam.
    • nisar Re: Mam problemy z córką. 05.12.05, 14:34
      Wiesz co, żaden ze mnie specjalista, ale instynkt mi mówi, że Twoje dziecko
      bardzo źle znosi brak akceptacji w szkole i próbuje "zaistnieć" wśród
      rówieśników w sposób "patrzcie, jaki jestem luzak, mam wszystko w nosie".
      Zakładając słuszność moich przypuszczeń otwarcie przyznaję, że nie mam
      specjalnie pomysłu na wybrnięcie z sytuacji. Jedyne co przychodzi mi do głowy,
      to próba stworzenia córce czegoś w rodzaju "alternatywnej grupy rówieśniczej":
      harcerstwo? taniec towarzystki? pływanie? Cokolwiek, gdzie zacznie od nowa
      budować relacje z innymi.
      • verdana Re: Mam problemy z córką. 05.12.05, 14:53
        Na moje oko jedynym problemem Twojej córki jest inteligencja znacznie powyżej
        przeciętnej. Znacznie!
        Takie dzieci nie mają przyjaciół (o czym może porozmawiać dziewczyna o
        inteligencji 18-latki z koleżanką , ktora ma lat 13?). I paradoksalnie - często
        bardzo źle się uczą. Ucza się źle, bo mają własne zainteresowania, nie zgodne z
        programem szkolnym, są krytyczne - a szkoła wymaga nie myślenia, a odtwarzania,
        sa twórcze - a szkoła wymaga wypełniania testów wg. klucza.
        Idź z dzieckiem do psychologa. Moze tak, jak w przypadku mojego syna okaże się,
        że fatalny uczeń ma IQ na poziomie geniusza. A to nie tylko poprawia samoocenę,
        ale i jest wskazówką, jak z dzieckiem postępować.
        I nie martw się. Szkoła to będzie koszmar. (Chyba, ze stać Cię na społeczną -
        tam może być lepiej). Za to na studiach twoja Córka odżyje.
        Zobaczysz jak bardzo, na oblewaniu doktoratu...
        • kordianna Re: Mam problemy z córką. 05.12.05, 15:02
          Verdano, bardzo dziękuję Ci za odpowiedź. Z tego, co pamiętam, w poradni
          psychologiczno-pedagogicznej robili mojej córce jakieś testy, także na
          inteligencję, ale psycholog (który moim zdaniem nie zna się za bardzo na swoim
          fachu - no cóż, uroki życia na prowincji smile) orzekł, że jest ona "normalna"
          i "przeciętna". Ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć.

          Córka ma ogromne problemy z wzrokowym zapamiętywaniem wiadomości, zaburzenia w
          koordynacji układu wzrokowego, czy jakoś tak (przepraszam, jeśli coś
          pokręciłam, ale tak było napisane na opinii z poradni) i brak motywacji do
          nauki.

          Ale skoro mówisz, droga Verdano, że moja córka ma inteligencję 18-latki, to
          dlaczego nie potrafi się dogadać z osobami w takim wieku, które spotyka w
          grupie starszych osób, o której pisałam (patrz: mój pierwszy post) sad? One jej
          nie akceptują. A jeśli akceptują, to i tak nie chcą z nią rozmawiać. A mnie to
          bardzo niepokoi. Bo widzę, jak ona cierpi, jak ona lgnie do starszych osób...
          ale nie potrafię jej pomóc. A ona nie potrafi nawiązać z nią kontaktu, bo żyjąc
          na takim "odludziu" bez dzieci i młodzieży, na jakim my żyjemy, najzywczajniej
          w świecie nie potrafiła się tego nauczyć sad.

          Jak myślisz, Verdano, jak można z tego wybrnąć, jak można sprawić, żeby miała
          chociaż lepsze relacje ze starszymi, z którymi się spotyka kilka razy
          tygodniowo (ale paradoksalnie nic nie udało jej się przez ten czas osiągnąć, a
          robi to już grubo ponad rok - a jeśli już, to tylko skutecznie "spłoszyć" kilka
          starszych dziewczyn), skoro z rówieśnikami nie da rady?

          Czuję się bezradna w tym wszystkim... i wiem, że córka też.
          • verdana Re: Mam problemy z córką. 05.12.05, 15:14
            To proste - bo nie jest 18-latką ! Nie intresują ja chłopcy, matura,
            antykoncepcja, ani kosmetyki!
            Obawiam się, że lepsze relacje z młodzieżą będzie miała dopiero w liceum, albo
            i na studiach, kiedy spotka ludzi inteligentniejszych i bardziej na swoim
            poziomie.
            Ja radziłabym kontakt z psychologiem (tylko nie z poradni! Nie wszyscy, ale
            wiekszość psychologów z poradni nie powinna stykać się z dziećmi...). On może
            zdiagnozować córkę, pomóc jej zachowywać się tak, aby była akceptowana.
            Ja przerabiam podobny problem trzeci raz. Z tym, że moje dzieci były trochę
            potulniejsze w stosunku do nauczycieli, choć do córki byłam wzywana parę razy.
            Przyjaciół dwoje starszych zdobyło dopiero na uczelni.
            • kordianna Re: Mam problemy z córką. 05.12.05, 15:25
              verdana napisała:

              > To proste - bo nie jest 18-latką ! Nie intresują ja chłopcy, matura,
              > antykoncepcja, ani kosmetyki!

              Ale akurat starsze dziewczyny, z którymi się styka, nie rozmawiają ani o
              chłopcach, ani o kosmetykach, a o antykoncepcji to nawet im nie wypada smile)) -
              nie na terenie kościoła! O maturze też raczej nie, co nawet mnie dziwi. Więc
              jak wyjaśnić to?

              > Obawiam się, że lepsze relacje z młodzieżą będzie miała dopiero w liceum,
              albo
              > i na studiach, kiedy spotka ludzi inteligentniejszych i bardziej na swoim
              > poziomie.
              > Ja radziłabym kontakt z psychologiem (tylko nie z poradni! Nie wszyscy, ale
              > wiekszość psychologów z poradni nie powinna stykać się z dziećmi...).

              Dlaczego tak myślisz? Przepraszam, że tak drążę, ale sama to powoli zauważam...
              Ogólnie cała wizyta u psychologa stworzyła u mnie wrażenie, jakby ten nie lubił
              mojej córki. A ona ma na tyle poważne problemy, że byłam z nią nawet u
              psychiatry w pewnym znanym i cenionym szpitalu - powiedział mojej
              córce: "wiesz, co, jesteś straszną egoistką"... Zamarłam, kiedy to usłyszałam.

              On może
              > zdiagnozować córkę, pomóc jej zachowywać się tak, aby była akceptowana.
              > Ja przerabiam podobny problem trzeci raz. Z tym, że moje dzieci były trochę
              > potulniejsze w stosunku do nauczycieli, choć do córki byłam wzywana parę
              razy.
              > Przyjaciół dwoje starszych zdobyło dopiero na uczelni.

              Zastanawiam się, jak moja córka przeżyje bez żadnych przyjaciół aż do "czasów
              studiów", jak sobie poradzi bez żadnych przyjaciół. Czasami kiedy córka wraca
              od grupy starszych dziewczyn, po prostu płacze, bo nie może słuchać, kiedy
              jedna do drugiej mówi: "To jak, Anka, kiedy do mnie przyjdziesz?", a ta
              druga: "jutro przyjdę" (sytuacja przypadkowa, ale bardzo przecież
              prawdopodobna). Bo po prostu strasznie ją boli, że jedyne koleżanki, które do
              niej przychodziły kiedyś, kiedy jeszcze jej nie dokuczały, robiły to tylko
              dlatego, żeby za darmo skorzystać z jej komputera. A kiedy kupiły swój, noga
              żadnej raczej już nie postała... Córka okropnie cierpi, bo chce, żeby ktoś
              ruszył swoje, jak ona mawia "szanowne cztery litery" i poświęcił jej chociaż
              pół godziny tygodniowo na rozmowę z nią, zainteresował się nią... i najlepiej,
              gdyby był to ktoś starszy, niekoniecznie dużo. Niekoniecznie osiemnaście! Może
              być nawet piętnaście, a to chyba jest normalna różnica wieku. Niestety, obawiam
              się, że prędko się raczej taka osoba nie znajdzie... A córka bardzo chciałaby
              mieć jakąś starszą przyjaciółkę i to pragnienie jest w niej od zawsze. Ale
              nigdy nie miała. Niestety, przyjaźni nie mogę jej kupić za pieniądze...
              • kordianna Re: Mam problemy z córką. 05.12.05, 15:27
                kordianna napisała:

                > gdyby był to ktoś starszy, niekoniecznie dużo. Niekoniecznie osiemnaście!
                Może
                > być nawet piętnaście

                Oczywiście chodziło o wiek, a nie jego różnicę smile)) Przepraszam za niespójność
                mojego ostatniego postu, ale spieszy mi się. Na razie znikam smile.

                Kordianna
              • verdana Re: Mam problemy z córką. 05.12.05, 15:39
                Rozwój inteligencji i rozwój emocjonalny to dwie różne rzeczy. Te 18-latki na
                terenie kościoła moga mówić o rzeczach wzniosłych, ale przypuszczam, że poza
                tym rozmawiają o różnych rzeczach dotyczacych osób już właściwie dorosłych, a
                nie dzieci. A Twoja córka jest jeszcze dzieckiem i wielu rzeczy przy niej mowić
                nie można, a to co ją interesuje jest dla starszych dziewczyn za dziecinne.
                Mój syn przeszedł przez co najmniej trzy czy cztery poradnie psychologiczne.
                Żadna nie okazała się "przyzwoita". Natomiast zupełnie dobrze trafiłam na
                prywatnych psychologów. W poradniach problem polega na tym, że psychologowie
                dostali swoistą władze - moga wystawić zaswiadczenie, albo go nie wystawić. Sa
                też postawieni w pewnej niezręcznej sytuacji - nie wiadomo, czy powinni pomagac
                konkretnemu dziecku, czy szkole. Fatalny jest takze brak wyboru - psycholog
                może być swietny, ale dziecku akurat nie odpowiadać. Niestety, nie jest tez
                dobrze, ze przychodnie sa całkowicie sfeminizowane.
                Skad jesteś - mam namiary na fajnego psychologa, która wprawdzie opieprza matki
                z góry do dołu (zwykle niestety słusznie), ale dzieciom potrafi pomóc. No, ale
                jest w Warszawie...
                I ja jakos przebrnęłam szkołę bez przyjaciółek, choc nie powiem - milo mi nie
                było. A od studiów już zawsze bylam z kimś zaprzyjaźniona.
                Może jakieś dodatkowe zajecia - sportowe, językowe, czy ja wiem? Może tam kogos
                znajdzie? I nie musi to byc dziewczyna. Moja córka całe gimnazjum i szkołę
                średnią przesiadziała z dwoma chłopakami i jedynie z nimi była zaprzyjaźniona.
                Z dziewczynami jakoś jej nie wychodziło aż do klasy maturalnej.
                No i jeszcze jedna rzecz, ale nie znam Twojej córki, wiec uwaga moze być
                niesłuszna. Piszesz "Córka okropnie cierpi, bo chce, żeby ktoś
                > ruszył swoje, jak ona mawia "szanowne cztery litery" i poświęcił jej chociaż
                > pół godziny tygodniowo na rozmowę z nią, zainteresował się nią...". Tak po
                prostu nie ma . Zadne dziecko w tym wieku i jeszcze dużo starsze nie będzie
                specjalnie "poswiecało czasu" dla znajomej i interesowało się jej problemami.
                Tu obowiazuja relacje dwustronne. Przede wszystkim córka musi umieć słuchać i
                interesować się sprawami tej drugiej osoby, a dopiero potem - i to czasem sporo
                potem - a osoba zainteresuje się także jej sprawami.
        • judytak Re: Mam problemy z córką. 06.12.05, 09:04
          verdana napisała:

          > Na moje oko jedynym problemem Twojej córki jest inteligencja znacznie powyżej
          > przeciętnej. Znacznie!

          ja rozumiem, że takie masz doświadczenia, swoje własne, z własnymi dziećmi
          ale to, że za każdym razem, kiedy ktoś pisze post o dziecku, które nie chce się
          uczyć, odpowiadasz, że to dlatego, że ma wybitną inteligencję - to jednak
          przesada

          to co, twoim zdaniem nie istnieją przeciętnie, albo słabo uzdolnione dzieci,
          które uczyć się nie chcą?
          bo samo to, że dziewczyna mówi, że napisze powieść... połowa moich znajomych w
          takim wieku tak mówiło :o) ja też spróbowałam ;o)))

          pozdrawiam
          Judyta
          • kasiapfk Re: Mam problemy z córką. 06.12.05, 10:42
            z ust mi wyjęłaś Judyto.
            • verdana Re: Mam problemy z córką. 06.12.05, 12:03
              Sadze tak, nie dlatego, że dziecko się nie uczy - ale sądzac z jej wypowiedzi,
              dlaczego się nie uczy. Tak czesto odpowiadaja własnie dzieci inteligentne.
              Podobnie typowe jest lgniecie do starszych dzieci, a nie do rówieśników.
              Dlatego zalecam wizyte u porzadnego psychologa. Tylko on moze to stwierdzić na
              pewno.
              • judytak Re: Mam problemy z córką. 06.12.05, 13:50
                verdana napisała:

                > Sadze tak, nie dlatego, że dziecko się nie uczy - ale sądzac z jej
                wypowiedzi,
                > dlaczego się nie uczy. Tak czesto odpowiadaja własnie dzieci inteligentne.

                ja naprawdę nie po to, żeby się przekomarzać...
                tylko przypomniało mi się kilku chłopaków z mojego liceum, którzy mieli podobne
                poglądy...
                nie różnili się oni od reszty inteligencją (klasa się składała z bardzo
                inteligentnych dzieci), różnili się tym, że nie przykładali się (nie chcieli?
                nie umieli?) do pracy, która ich nie ciekawiła w wystarczającym stopniu
                dwoje z nich nie skończyło studiów i "się ukrywają" (nie wiadomo dokładnie,
                gdzie są i co robią, nie chcą się spotkać z innymi)
                jeden też studiów nie skończył, ale on zawsze wolał rysować, ma firmę, zajmuje
                się grafiką komputerową
                a ci (podobnie inteligentni), którzy z innych niż matematyka przedmiotów też
                wysilali się na przyzwoite tróje, czwórki, wykładają na rozmaitych wyższych
                uczelniach rozmaitych krajów...

                bo człowiek inteligentny, żeby coś osiągnąć, musi jeszcze potrafić pracować...

                pozdrawiam
                Judyta
          • linka9 taka sobie refleksja 06.12.05, 15:43
            judytak napisała:

            > verdana napisała:
            >
            > > Na moje oko jedynym problemem Twojej córki jest inteligencja znacznie pow
            > yżej
            > > przeciętnej. Znacznie!
            >
            > ja rozumiem, że takie masz doświadczenia, swoje własne, z własnymi dziećmi
            > ale to, że za każdym razem, kiedy ktoś pisze post o dziecku, które nie chce się
            >
            > uczyć, odpowiadasz, że to dlatego, że ma wybitną inteligencję - to jednak
            > przesada
            >
            > to co, twoim zdaniem nie istnieją przeciętnie, albo słabo uzdolnione dzieci,
            > które uczyć się nie chcą?

            W jednym z wątków dość mocno polemizowałam z Verdaną na temat dzieci, które mają
            problemy w szkole, kłopoty z opanowaniem materiału; trudno zgodzić się z
            poglądem, że co do zasady jest to na ogół oznaka wysokiej inteligencji. Choć z
            drugiej strony, może dobrze pocieszyć się, że - zważywszy na częstotliwość owych
            kłopotów - mamy takie inteligente społeczeństwo ...wink

            Do acornsa - ciekawe, jak powinno spędzać czas dziecko, skoro nauka i
            przebywanie w szkole to generalnie strata czasu. Tak mi się przypomniało, moja
            prababcia, bardzo zacna, mądra i poważana kobieta skończyła tylko 4 klasy szkoły
            powszechnej i żyła sobie szczęśliwie. Może czas na powrót do przeszłości?
            Głosujmy za zakończeniem edukacji w wieku lat 10, aby dzieci wreszcie mogły się
            cieszyć wolnością i upragnionym szczęściem ...wink

            Do autorki wątku: Twój problem jest na tyle złożony,a sytuacja córki -
            nieciekawa, że trudno będzie definitywnie rozwiązać problem tu forum,
            aczkolwiek z każdej wypowiedzi można coś rozsądnego wyciągnąć i próbować
            dopasować do swojej sytuacji. Może rzeczywiście, jak zachęca Verdana, szukaj do
            skutku dobrego psychologa. Niestety, nie zawsze problemy dają się łatwo
            rozwiązać, nawet jeśli poznamy już ich przyczynę. Powodzenia!
            • acorns Re: taka sobie refleksja 07.12.05, 00:35
              Dziecko powinno spędzać czas na zabawie i na tym co lubi. Dlaczego szkoła tego
              nie oferuje? Dlaczego ten zasrany system edukacji nie uwzględnia indywidualnych
              upodobań i predyspozycji uczniów tylko wszystkich tnie po łebkach? Jedyną
              lekcją którą bardzo lubiłem i na którą niecierpliwie czekałem były Zajęcia
              Praktyczno - Techniczne. Tam dopiero mogłem pokazać swoje możliwości. Niestety,
              tylko przez 2 godziny w tygodniu. Resztę czasu bezproduktywnie traciłem na
              polskim, na biologii, na historii, na muzyce. I na co mi to było? Gdybym od
              samego początku kształcił się w kierunku technicznym to nie byłby stracony dla
              mnie czas. A możliwości były. Moja podstawówka dysponowała całkiem przyzwoitym
              parkiem maszynowym i zatrudniała świetnego nauczyciela. Co poza sztywnym
              programem nauczania stało na przeszkodzie żebym w wieku lat 13 był juz niezłym
              tokarzem albo frezerem? Albo spawaczem? Czy trzeba było mnie katować klasówkami
              z twórczości pisarzy i poetów? Doceniam ich wkład w tworzenie kultury polskiej,
              ale ja wolałem zapoznawać się z budową maszyn niż z literaturą piękną. Szkoła
              zmarnowała mi wiele lat życia i teraz gdy córka moja mówi mi mniej więcej to
              samo co córka Kordianny to jak mam jej nie przyznać racji? Ja bardzo się
              cieszę, że ona tak mówi. To znaczy, ze nie jest pokornym cielaczkiem tylko
              istotą myślącą i wyciągającą słuszne wnioski. Bo jaki koń jest każdy widzi.
              • linka9 Re: taka sobie refleksja 07.12.05, 12:45
                acorns napisał:

                > Dziecko powinno spędzać czas na zabawie i na tym co lubi.

                Rozumiem Twoje kiepskie doswiadczenia ze szkołą, ale wszelkie postawy skrajne
                ("tylko nauka, szkoła i oceny najważnieszjsze"/ "niech dziecko robi , co chce i
                uczy tylko tego, na co ma ochotę, obowiązek szkolny - be")są szkodliwe
                społecznie. Nie będę tym razem wchodziła w dłuższą dyskusję, napiszę tylko: nie
                przeginajmy, w żadną stronę!

    • acorns Re: Mam problemy z córką. 05.12.05, 16:49
      > Twierdzi, że zdecydowana większość tego, czego obecnie uczą w szkole, to
      > nudne i nieprzydatne rzeczy, które nie mają zastosowania w dalszym życiu.

      I ma rację...

      > Na wszystko ma swoją odpowiedź, swoją teorię. Fizyka? - "Nie muszę wiedzieć,
      > jakie siły działają na drzwi, kiedy je popchnę, bo to jest w życiu
      > nieprzydatne. Ważne, że je w ogóle zamknę."

      I tu też ma rację. W pełni się z nią zgadzam. Mnie nigdy nie pasjonowała
      literatura i teraz ani nie czytam ani nie pamiętam już nic z tego czego w
      szkole byłem zmuszony się nauczyć. Naprawdę można było ten czas lepiej
      spożytkować. Uczenie się w dzieciństwie tego co BYĆ MOŻE kiedyś się przyda to
      tak jakbym kupił teraz wielką ciężarówkę bo być może kiedyś będę musiał
      przewieźć przedmiot wielkogabarytowy.

      > Córka nie ma żadnych przyjaciół, odkąd naczelny klasowy "kozioł ofiarny"
      > przeniósł się do innej szkoły, dziewczyny z jej klasy bardzo się na
      > nią "uwzięły".

      Przykro mi, że fajna dziewczyna (tak mi się wydaje po przeczytaniu tego co
      piszesz) musi chodzić do klasy z kmiotami, którzy dowartościowują się gnębiąc
      kozła ofiarnego. Spróbuj jej załatwić indywidualne nauczanie. Przynajmniej
      będzie miała większy komfort psychiczny i mniej stresów z powodu bydła z którym
      musi chodzić do klasy. Doradź jej szukanie przyjaciół przez Internet? Może
      znajdzie się ktoś "z zewnątrz" nie tkwiący w tym nieprzyjaznym środowisku.

      > I na dodatek jeszcze nie chce się uczyć, przez to traci swoją życiową
      > szansę...

      Jaką szansę? Nie każdy jest stworzony do życia według bardzo modnego szablonu:
      dobra podstawówka, dobre gimnazjum, dobre liceum, dobre studia, błyskawiczna
      kariera, pierwszy zawał koło czterdziestki. Jeśli pisze wiersze, piosenki, chce
      napisać powieść to czemu chcesz ją od tego odciągać? Nie lubi geografii,
      matematyki, fizyki - OK. Nie jest to problem z nią, tylko z systemem edukacji.
      Jeśli będzie się bardzo dobrze posługiwała językiem polskim, ma szanse załapać
      się do pracy w agencji reklamowej. Na przykład jako copywriter (piszą hasła
      reklamowe, wierszyki, piosenki, ogólnie odpowiadają za treść przekazu). W
      agencji reklamowej docenia się bardziej indywidualne zdolności i predyspozycje
      niż wykształcenie w formie papierka zwanego dyplomem. A J. K. Rowling nie była
      nikim znanym gdy zaczęła pisać Harrego Pottera. Jaką masz pewność że to, co
      napisze Twoja córka nie stanie się bestsellerem? Znając polskie realia, ciężko
      będzie coś takiego wydać, ale w końcu na Polsce świat się nie kończy.
    • wieczna-gosia Re: Mam problemy z córką. 06.12.05, 10:03
      ja strasznie nie lubie podejscia- nie ucze sie bo to jest niepraktyczne. Wole-
      nie ucze sie bo mi sie nie chce- a pewnie taka jest prawda smile

      Moje pytanie brzmi- jak de facto sie uczy twoja corka?

      Tak ze zdaje czy tak ze ma klopoty.

      Jesli tak ze zdaje- zacisnelabym zeby. W pierwszej klasie gimnazjum moja sie nie
      uczyla. Nie i koniec. Zacisnelam zeby smile)) poki jechala na 2-3, kiedy spadla na
      1- staralam jej sie pomoc wrocic na poziom 3. Ale nic poza tym- nie prawilam
      kazan, nie mowilam o zmarnowanych szansach. To nie jest tak ze czlowiek ma jedna
      szanse i czesc. To nam sie tak wydaje.

      Jesli sa przedmioty z ktorych lubi sie uczyc- dalabym jej spokoj z innych.
      Natomiast walczylabym z postawa "to co jest niepraktyczne tego sie nie ucze."-
      ale to ja bo ja takiej postawy nie znosze. Wlasnym przykladem est walczyc
      najleiej- slowem rodzice zainteresowani wiedza jako taka- na ogol wychowuja
      takie dzieci. w zwiazku u mnie takie teksty- po co to komu- skonczylyby sie
      niezla dyskusja.

      Ale- mysle sobie- ze przede wszystkim TY powinnas przestac myslec o zmarnowanych
      szansach corki. MOze bedzie w Beskidzie NIskim malowac obrazy na szkle i pasc
      owce- ale to jej zycie. Ty mozesz ja motywowac, zachecac, wspierac, ale na pewno
      nie mozesz o niej myslec jako o przegranej. Bo to juz ciebie ustawia na pozycji
      przeciwnika- czlowiek ma pasje a jego matka uwaza to za strate czasu. Okropnosc.

      I sie zgadzam z judyta w sprawie tych twoich geniuszow Verdana smile Wszedzie
      widzisz geniusza smile))
    • jaskolka.dymowka Re: Mam problemy z córką. 06.12.05, 10:56
      Co do geniuszu - hmm... powiem tak - to co napisałaś, świadczy, że dziewczyna
      jest inteligentną, twórczą i zbuntowaną nastolatką. Może być bardzo
      inteligentna, a może być inteligentna bez "ekstremizmu". Pisanie wierszy i
      powieści rzecz normalna, podobnie, jak dorabianie ideologii do nieuczenia się.
      W kwestii nieuczenia - podsunęłabym jej powieści młodzieżowe lub dorosłe, gdzie
      bohaterowie błyskają erudycją ogólną, może być Musierowicz.
      Natomiast, co do zasadniczego problemu - przypuszczam, że kwestia towarzyska
      się rozwiąże lub złagodnieje w szkole średniej, pod warunkiem, że szkoła
      średnia będzie dobrym lub chociaż średnim liceum, a dziewczyna aktywnie
      podejdzie do zagadnienia, tzn. postara się przyjaciół, lub choćby dobre
      koleżanki zdobyć. Mówiąc o zdobywaniu nie mam na myśli jakiegoś "podlizywania
      się", ale po prostu okazywanie zainteresowania, sympatii. Podejrzewam, że
      dziewczyna nie lubi się narzucać, być może sama okazuje obojętność koleżankom,
      w obawie przed odrzuceniem. Myślę, że możesz jej podsunąć pomysł wysłania np.
      kartek świątecznych do tych osób, np. z parafii czy klasy, z którymi chciałaby
      się zaprzyjaźnić.Myślę, że działanie społecznie, czyli parafia, może jakieś
      kółko literackie lub artystyczne, jest dobrym pomysłem.
      Z tego, co piszesz, wynika, że masz z nią dość dobry kontakt - samo to, że
      zwierzyła Ci się z zamiaru pisania powieści, o tym świadczy. Podsuń jej jakieś
      poradniki psychologiczne dotyczące kontaktów międzyludzkich, myślę, że będzie
      to wiedza chętniej przyswajana od tej szkolnej, i być może córka zacznie ją
      stosować w praktyce.
      Jeśli chodzi o szkołę, sytuacja jest, jak sądzę, trudniejsza. W tej chwili, jak
      rozumiem, jest w pierwszej gimnazjum? Jeśli tak, to ja bym się zdecydowała na
      dość radykalny krok, mianowicie zmianę szkoły od nowego roku, lub nawet
      półrocza, o ile blisko macie jakieś inne gimazjum. Zmiana szkoły ułatwiłaby jej
      wejście w inną rolę, jeśli w aktualnie w klasie jest w tak złej sytuacji.
    • logped Re: Mam problemy z córką. 07.12.05, 19:50
      Wydaje mi się że poruszane przez ciebie tematy wykraczają poza temat tej grupy,
      są jednak szkołą dla czytelników, co czeka ich i ich dzieciw najbiższej
      przyszłości. Poszukaj na innych grupach, w szególności tych przeznaczonych
      właśnie dla młodzieży (!) w jej wieku i trochę starszych, może lepiej wtedy ją
      zrozumiesz.

      Co do nieprzydatności nauki:
      Jeśli chodzi o geografie, spróbuj ten przedmiot połączyć z marzeniem o
      wakacyjnym wyjeździe, bo co będzie gdy w biurze turystycznym wybierze fast
      minit do przemysłowego regionu zamiast nad morze ?
      Co do innych przedmiotów, spróbuj jej uzmysłowić, że kim by praktycznie nie
      została, ta wiedza będzie jej niestety potrzebna.
      Matematyka będzie na maturze, średnie wykształcenie to teraz standard, bez tego
      ani rusz.
      Fizyka, biologia może się przydać w wielu zawodach: pielęgniarki, w szkole, w
      psychologii - a to bliskie humanistyce jej leżącej).itd.

      Ona kończy szkołę podstawową. Niedługo pójdzie do gimnazjum.
      To będzie dla niej pewnie jeden z pierwszych egzaminów życiowych,
      ale i wielka szansa. Jak tam sobie poradzi ?
      Może tam znajdzie nowych kolegów, koleżanki, inaczej na nią patrzących
      nauczycieli.
      Nie raz przy istotnych zmianach nauczycieli z humanisty wychodzi przyrodnik,
      a z matematyka lingwista.


      • filida Re: Mam problemy z córką. 08.12.05, 16:31
        logped napisała:

        > Fizyka, biologia może się przydać w wielu zawodach: pielęgniarki, w szkole, w
        > psychologii - a to bliskie humanistyce jej leżącej).itd.

        Fizyka w psychologii smile? Daj spokój. Biologia może tak, ale fizyka w
        psychologii raczej się nie przyda.
        • logped Re: Mam problemy z córką. 08.12.05, 19:09
          > Fizyka w psychologii smile? Daj spokój. Biologia może tak, ale fizyka w
          > psychologii raczej się nie przyda.
          Fizyka sie przyda w biologii (choćby mikroskop),
          a biologia jest na psychologii.
      • kordianna Re: Mam problemy z córką. 08.12.05, 16:36
        logped napisała:


        > Ona kończy szkołę podstawową. Niedługo pójdzie do gimnazjum.
        > To będzie dla niej pewnie jeden z pierwszych egzaminów życiowych,
        > ale i wielka szansa. Jak tam sobie poradzi ?
        > Może tam znajdzie nowych kolegów, koleżanki, inaczej na nią patrzących
        > nauczycieli.

        Moja córka już jest w gimnazjum.
        Kolegów ma takich samych, bo jest w tej samej klasie. Niestety, hormony szaleją
        i wszyscy zachowują się znacznie gorzej, niż w poprzednich latach. A z
        nauczycielami też różnie. Na pewnej godzinie wychowawczej wychowawczyni (!)
        powiedziała do mojej córki: "Anka zostanie prawnikiem, Kaśka dyrektorem, inna
        Maryśka lekarzem, a Ty będziesz myła gary w jakiejś knajpie".

        Wychowawczyni jest teraz na zwolnieniu, bo ciężko zachorowała, nawet nie było
        możliwości z nią o tym porozmawiać. Właściwie nie dziwi mnie to, że moja córka
        się tak skarży, skoro nawet moja wychowawczyni przy klasie mówi o niej takie
        rzeczy. Ale są na szczęście też nauczyciele, którzy potrafią zauważyć ją i moje
        możliwości. Niestety, jak to zwykle bywa jest to mniejszość, ale uczę córkę, że
        trzeba się cieszyć z tego, co jest dobre, a nie się martwić tym, co jest złe.
        • kordianna Re: Mam problemy z córką. 08.12.05, 16:37
          kordianna napisała:

          > się tak skarży, skoro nawet moja wychowawczyni przy klasie mówi o niej takie
          > rzeczy.

          Miało być "jej wychowawczyni" - ech, kolejny efekt zmęczenia i nieprzespanej
          nocy smile))
          • gisselea Re: Mam problemy z córką. 08.12.05, 17:44
            Pozwolęsobie zabrać głos. Jestem mamą 14 latka. O jego problemach z nauką
            pisałm za forum wychowanie. Kłopoty z nauką to chleb powszedni. Do tego
            dochodzą kłamstwa typu w szkole było fajnie, nikt niczego nie zadał , nie ma
            sprawdzianów,żadnej oceny nie dostałem. Całkiem inny efekt jest na
            wywiadówkach, konsultacjiach. Oceny niedostateczne z góry na dół, zachowanie-
            cóż przeszkadza na lekcji, brak koncentaracji, nie robi notatek, odlatuje
            myślami. Nie mam już siły, wyczerpałam wszelkie możliwości pomocy synowi, ale
            to niczego nie daje. Ma pomoc z przedmiotów w formie korepetycji, rozmawiam z
            nim, tłimaczę .Synuś obiecuje i na tym się kończy.
            Nie nauczył się inwokacji, bo z góry założył, że jest długa i sobie odpuści.
            Prace klasowe,kartkówki, brak zadań..koszmar..Nie wiem ile już łez wylałam.
            Znalazłam świetnego psychologa, prywatnego. Wizyty w poradni niestety zostawiły
            niesmak. Pani, która z nim pracuje jest biegłym sądowym, zajmuje sie dziećmi i
            młodzieżą.Jesteśmy po pierwszym spotkaniu, kolejne przed nami. Dowiedziałm
            się ,że syn nie ma problemów z koncentracją, wysiedzeniem na miejscu i ma
            bardzo wysoką inteligencję emocjonalną . Gdzie tkwi zatem problem, że nie chce,
            nie potrafi się uczyć?? że mówi mi to co chcę usłyszeć? ucieka od nauki???
        • acorns Re: Mam problemy z córką. 08.12.05, 19:19
          > powiedziała do mojej córki: "Anka zostanie prawnikiem, Kaśka dyrektorem, inna
          > Maryśka lekarzem, a Ty będziesz myła gary w jakiejś knajpie".

          No to powiedz nauczycielce, że lepiej w wieku 20 lat myć gary w McDonaldzie niż
          w wieku ...(tu wstaw wiek nauczycielki) uczyć w gimnazjum. W McDonaldzie
          przynajmniej można awansować.
          • linka9 Re: Mam problemy z córką. 08.12.05, 19:31
            acorns napisał:

            > No to powiedz nauczycielce, że lepiej w wieku 20 lat myć gary w McDonaldzie niż
            >
            > w wieku ...(tu wstaw wiek nauczycielki) uczyć w gimnazjum.

            Czy lepiej?
            O gustach i upodobaniach trudno dyskutować.
        • izunia6 Re: Mam problemy z córką. 09.12.05, 12:45
          A ja może przekornie - a co miała powiedzieć? Sama piszesz, że się nie uczy w
          sposób dość radykalny, zatem wytłumacz Jej, że społeczeństwo jest tak
          poukładane, że ci co się nie uczą myją garnki. Mam wrażenie, że Ty się litujesz
          nad swoją córką i traktujesz ją wiecznie jak pokrzywdzoną. A może spójrz trochę
          z boku, może są powody, dla których jest izolowana... Dziewczyny piszą, że
          będzie lepiej w liceum - i to prawda, znam wielu, którzy się dusili w gimnazjum,
          nie mieli z kim rozmawiać, nie mieli przyjaciół, wspólnych zainteresowań. Cierpi
          na to wielu indywidualistów. Odżywali po pójściu do liceum - jest tylko jeden
          warunek, to musi być w miarę dobre liceum. A żeby się tam dostać, trzeba się
          uczyć w gimnazjum. Może to przekona twoją córkę, może zabierz ją na dni otwarte,
          może pokaż jej jakie są alternatywy. A swoją drogą skoro już w podstawówce nie
          było za wesoło, dlaczego nie zmieniliście szkoły idąc do gimnazjum. Może w nowym
          środowisku czułaby się lepiej?
    • oneway9 Re: Mam problemy z córką. 09.12.05, 15:20
      i ja doloze piec groszy bo chyba umknelo (moze pominelam w czyims watku),
      piszesz takie zdanie 'łapią ją
      > (przepraszam za to wyrażenie) za piersi (jest bardzo wyrośnięta w
      > przeciwieństwie do innych klasowych koleżanek, u której takowe się jeszcze
      > nie pojawiły), wg mnie to moze byc klucz do problemu, wlasnie u dziewczyny;
      jest inna fizycznie czego moze sie wstydzic, moze czuc sie gorsza, glupio
      poprostu; akceptacja srodowiska w tym wieku jest ogromnie wazna!! i dziwczyny
      radza sobie z tym duzo gorzej niz chlopcy. i chyba nie musze tlumaczyc
      dlaczego. Rzeczywiscie, i tu sie zgadzam z wiekszoscia, z wiekiem bedzie
      lepiej, i pewnie dopiero na studiach calkiem dobrze; b. wazne wiec jest zeby
      nie odciela sobie drogi do dalszej edukacji, bo jesli odpuscisz jej nauke tzw
      ogolna to skonczyc moze z dzieckiem, mezem lub nie, bez szkoly i perspektyw.
      wiem, ze moge sie narazic wielu piszac takie rzeczy, ale uwazam, ze ma sie w
      zyciu wybor tylko w przypadku posiadania duzych pieniedzy lub b.konkretnej
      wiedzy; i jeszcze jedna uwaga to ty i twoje zycie jest dla niej przykladem; i
      jesli jestes szczesliwa i spelniona to ona to widzi, jesli nie -to ma problem
      tak jak i ty, i na nic sie zda tlumaczenie, ze warto sie uczyc jesli ty/tobie
      to nic nie dalo, ze fajnie jest sie uczyc jesli ty nie lubisz itd. rzeczywiscie
      w tym wieku szkola moze byc nudna i jest w 99% i w 99% dzieki nudnym
      nauczycielom; ale poznawanie, czytanie wcale nie, trzeba tylko podsuwac
      wlasciwe rzeczy; jesli mowi o wierszach to powiedz jej jedna rzecz (powinno jej
      to dac duzo do myslenia nawet w tym wieku), ze jesli ktos interesuje sie poezja
      to znaczy ze interesuje sie literatura, to znaczy ze czyta!!, jesli interesuje
      ja tylko pisanie wierszy tzn, ze chce cos powiedziec i wklada to w taka niby
      obojetna forme; czytaj wiec te wiersze a na pewno dowiesz sie w czym tkwi
      problem; pewnie czuje sie samotna niezrozumiana itd, moze myslec o samobujstwie
      i pogrzebie, na ktory przyjda wszyscy i beda ja pieknie wspominac- standard, o
      ktorym trzeba porozmawiac i niewyolbrzymiac, raczej pozartowac, ze kazdy to
      pzechodzi; i jeszcze jedno- spedzac wiecej czasu z nia, nie tylko gonic do
      lekcji, ale siedziec w jej pokoju, bez krytyki sluchac i patrzec, zadawac
      pytanie nie jak tam w szkole, tylko konkretne co mowila pani na fizyce i
      sluchac nawet jak na poczatku beda padac hasla (gwarantuje!)nic, lub nie
      pamietam, lub jakies smety itd; nie rob przesluchan ale rozmawiaj, powiedz co
      ty robilas i z czym masz problem, co ona o tym sadzi, to twoja corka i mozesz
      byc jej przyjaciolka najlepsza!! wystarczy, ze uswiadomisz sobie czego TY
      oczekujesz od przyjaciol.
Pełna wersja