Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko

17.01.06, 14:21
Ciekawa jestem Waszych opinii na ten temat.
U Młodej w klasie (5) jest dziewczynka pochodząca z b. nieciekawej rodziny.
Nietypowo nieciekawej: nie ma tam alkoholu czy awantur, mała jest kochana,
ale rodzice robią wrażenie "niewydolnych życiowo" co skutkuje brakiem
pieniędzy (i co za tym idzie b. kiepskim np. ubraniem dla dziecka) jak
również zaniedbaniem opiekuńczym w sensie higieny (ubrania tej małej bywają
mocno nieświeże, wymagające naprawienia itd).
Mała (celowo nie piszę imienia) jest przemiłym, grzecznym dzieckiem. Nie jest
szykanowana w klasie, ale nie ma też żadnej koleżanki czy grupy do której by
przynależała. Jest tak po prostu na uboczu. Niezauważana.
Młoda zgromadziła wokół siebie kilka dziewczynek z którymi dobrze się czuje,
bawią się na przerwach, czasami dzwonią do siebie po lekcjach. Mała próbuje
się do nich jakoś przyłączyć, niemniej robi to w sposób, który np. Młodą
irytuje. Elka nie trawi, jak ktoś nie ma własnego zdania, na wszystko się
zgadza i wszystkiemu przytakuje. A Mała bojąc się (jak mniemam) odrzucenia,
gotowa jest nazwać czarne zielonym, byle tylko nie podpaść.
Żal mi tego dziecka niemożebnie, proszę Młodą, żeby ona i jej "grupa" nie
odpędzały tej Małej od siebie, proponuję jej postawić się na tamtej miejscu i
wyobrazić sobie jak by się czuła. Jednocześnie nie czuję się w prawie
wywierać zbyt dużego nacisku, bo przecież nastolatka sama powinna decydować z
kim i kiedy chce się zadawać. Niemniej jak pomyślę, że na żadne zabawy
klasowe Mała nie przyjdzie (do pewnego momentu przychodziła, teraz już nie)
to... nie wiem co robić.
Gubię się w tym. Pomóżcie proszę.
    • matkatrojgadzieci Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 17.01.06, 15:08
      Trudna sprawa. Nie możesz zmusić swojego dziacka do kontaktów koleżeńskich z
      Małą ( sama też nie zaprzyjaźnisz się z Kowalską z sąsiedniego pokoju tylko
      dlatego , że wypada). Ingerencja dorosłych przyniesie więcej szkody niż
      pożytku. Trudno się dziwić dzieciom, że nie chcą bawić się z brzydko pachnącą z
      brudu koleżanką.
      Nie na wiele zda się także rozmowa z rodzicami - mogą poczuć się obrażeni próbą
      wtrącania w ich życie - nawet w dobrej wierze.
      Można "napuścić" na małą psychologa ( pedagoga) szkolnego albo wychowawcę.
      Niech powie 11-latce w cztery oczy , że powinna mieć czyste pzanokcie, uprane
      ciuszki, umyte włosy, zacerowane dziury. W tym wieku dziecko może wymusić na
      rodzicach pranie, czy dbanie o higienę.
      Więcej chyba nie zrobisz nic.
      • nisar Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 17.01.06, 15:12
        To połowa sukcesu. A co z kwestią braku własnego zdania u Małej?
        • judytak Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 17.01.06, 16:14
          nisar napisała:

          > To połowa sukcesu. A co z kwestią braku własnego zdania u Małej?

          żeby wyrazić własne zdanie, trzeba się czuć pewnie
          nawet żeby uświadomić sobie, że ma się inne zdanie, trzeba się czuć pewnie
          a i tak jest mnóstwo ludzi, którzy na wiele tematów nie mają żadnego zdania
          (nawet przyjętego od innych, co dopiero własnego), i to też jest normalne

          pozdrawiam
          Judyta
          • tomira74 Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 17.01.06, 17:50
            No cóż 11-latki(mam w domu dwie) potrafią się samodzielnie kąpać(chyba ,ze ma
            to w domu zabronione!-bo i tak może byc,albo nie ma ciepłej wody,wanny etc.) no
            i potrafią samodzielnie uprać swoje ciuchy.jeśli jest w domu pralka to obsługa
            tegoż urządzenia powinna być możliwa do przyswojenia dla małej.Trzeba pewnie
            tylko tego, aby ktoś jej to uświadomił ,że jest to możliwe i może zadbać
            poniekąd o siebie sama. Jeśli chodzi o jakoś ubrań no to już gorzej.Ale napewno
            łatwiej będzie jeśli będą czyste.Trzymam kciuki.A pomagać zawsze
            warto.Najlepiej wmanewrować w to pedagoga szkolnego.Po to m.in. są.
      • nchyb Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 17.01.06, 15:18
        Zgadzam się z Matką trojga dzieci. Ingerowanie w przyjaźnie dzieci (czy to
        zmuszanie do nich, czy zabranianie), więcej szkody niż pożytku wnosi. I ta
        szkoda może dotyczyć zarówno Twojej Młodej, jak i tamtej Małej.

        >> Mała próbuje
        >>się do nich jakoś przyłączyć, niemniej robi to w sposób, który np. Młodą
        >>irytuje.
        To, że ktoś ze mną chciałby się na siłę zaprzyjaźnić, nie oznacza wcale, że i
        ja tego muszę chcieć. Z dziećmi jest podobnie. A może i jeszcze trudniej, bo
        one prędzej myśla kategoriami: czarne-białe. Nie chcą się z Małą przyjaźnić, to
        czy ona tego chce, czy nie, one mają prawo być w swoim gronie bez niej i Twoje
        próby przekonania córki do zabawy z Małą moga dodatkowo popsuć uklady Młodej z
        jej przyjaciółkami.
      • kincia11 Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 17.01.06, 15:54
        > W tym wieku dziecko może wymusić na
        > rodzicach pranie, czy dbanie o higienę.
        Nie może nic wymusić na rodzicach, ale może już samo uczyć się myć i prać.

        > Trudna sprawa. Nie możesz zmusić swojego dziacka do kontaktów koleżeńskich z
        > Małą
        W pełni sie zgadzam, jednak można odrobinę zmienić system wartości dziecka ,
        by zauważyła również inne wartości.
        Nie wolno ci narzucać dziecku zabaw z Małą. Dzieci mają swoje wyczucie i
        intuicję. Jeśli nie chcą się bawić z Małą może to oznaczać, że jej świat jest
        zbyt inny i przez to może nieść zagrożenia któych ani ty ani twoje dziecko nie
        rozumie, ale może czuje intuicyjnie.
        Natomiast jeśli czujesz, że zagrożeniem dla twojego dziecka jest jej
        hermetyczny świat kilku dobrze sytuowanych koleżanek, to możesz po prostu
        ograniczyć jej ___odrobinę__ kontakt z egoistyczną elitą, lub po prostu
        reagować na niektóre nonszalanckie zachowania dzieciaków.
    • acorns Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 17.01.06, 15:23
      Moja córka w takiej sytuacji natychmiast zaopiekowałaby się taką koleżanką i
      sama jej pewne rzeczy wytłumaczyła. Oddałaby jej też jakieś swoje ciuchy jak to
      nieraz już robiła, zapraszałaby ją do domu, na weekendy, fundowałaby jej w
      szkolnym bufecie itd. Taka już jest. Namów córkę niech weźmie Małą pod swoje
      skrzydła. Niech ją nauczy większej pewności siebie i dbania o higienę. Jak Mała
      będdzie miała wsparcie osoby z ustaloną pozycją w grupie to będzie
      automatycznie bardziej pewna siebie. Jeśli nie jest szykanowana z powodu
      skromnego ubioru to nie jest aż tak źle. Jedenastolatka jeszcze nawet jak się
      nie umyje to nie będzie śmierdzieć. Problem się zacznie w okresie dojrzewania.
      • triss_merigold6 Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 17.01.06, 18:04
        Nie bierzesz pod uwagę jednego: że taka dziewczynka "zaopiekowana" z
        wdzięczności może przylgnąć do osoby opiekującej się. Wiesz o co mi chodzi? O
        taką dziecięcą zaborczość, chęć zatrzymania koleżanki tylko przy sobie,
        namolność... mimo współczuciai chęci pomocy to może być nawet dla życzliwego
        dziecka trudne do zniesienia.
        • verdana Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 17.01.06, 18:30
          Moja odpowiedź będzie wredna i niepoprawna politycznie.
          Moja córka parokrotnie zaprzyjaźniała się, albo bronila tego typu dzieci.
          Efekt? Inne dziewczynki nie chciały się z nia przyjaźnić - po pierwsze w ich
          rozumieniu "spadała" dramatycznie w hierarchi, jesli przyjaźnila sie z
          osobą "nie na poziomie". Po drugie, rzeczywiscie, te inne dziewczyny nie miały
          ochoty na wspólne pogaduszki czy wyjscia z osoba np. brudną - i jak potepiać
          tego nie mogę. Trzeba było wiec wybierać.
          Sprawy zaniedbanej i zastraszonej dziewczynki nie załatwia się przez dziecko,
          tylko przez pedagoga szkolnego ( o ile pamietam wychowawcyni jest głupia).
          Nalezy do niego iść, zgłosić problem, powiedzieć, że będziesz się dowiadywać co
          dalej. Może to zadziała.
          I naiwnością jest sadzić, że wystarczy porozmawiać z 11-latką, żeby sobie
          prała. Żeby prać, trzeba miec proszek do prania, a sądzę, że na to w domu
          brakuje. Żeby sie myć, trzeba mieć mydlo i szczotkę do żębów. Trzeba mieć
          czyste ubranie na zmianę, którego nie zabierze starsza siostra. Trzeba
          wytłumaczyć rodzicom, po co wydaje się pieniądze na ciepłą wodę, skoro
          pieniedzy nie ma...
          • acorns Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 17.01.06, 19:08
            Czemu Twoja córka poczucie własnej wartości buduje na akceptacji i uznaniu w
            oczach koleżanek? Co to za hierarcha, w której można polecieć w dół postępując
            dobrze? To w takim razie czym się zdobywa uznanie w oczach takiej "elity
            klasowej"? Jak jest trendi czy tam jazzy to się z nią przyjaźnią, a jak
            przestaje taka być bo zadała się z kimś biedniejszym, gorzej ubranym to już
            koniec przyjaźni? Czy to aby na pewno są prawdziwi przyjaciele Twojej córki?
            Czy nie było w tej klasie innych osób poza towarzystwem wzajemnej adoracji?
            Moja córka na pewno by z takimi nie weszła w przyjacielskie układy. Nie na tych
            zasadach.
            • verdana Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 17.01.06, 19:39
              Moje dziecko olewało "dobrze wychowane damy", ale jednak przyjemnie jej nie
              było, kiedy zrywano przyjaźnie, albo nie zapraszano jej na imprezy.
              Uznanie "elity klasowej" w tfu... "dobrej szkole" zdobywa się a/ wzorowymi
              ocenami, b/ absolutnym konformizmem.
              Ani jednym, ani drugim córka się nie splamiła.
              • acorns Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 17.01.06, 19:57
                > Ani jednym, ani drugim córka się nie splamiła.

                No i całe szczęście smile
                Moja zawsze skupiała wokół siebie ludzi przyjażnie nastawionych do świata.
                Problemy by były, gdyby była jedną jedyną nonkonformistką wśród całej masy
                szablonowych panienek. Ale tak nie było. Gdyby nie mogła odnaleźć się w
                towarzystwie, zmieniłaby szkołę albo klasę.
        • acorns Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 17.01.06, 19:00
          Wiem o czym mówisz. Takie sytuacje się zdarzają i zdarzać się będą. Nie jest to
          reguła. Może wyraziłem się trochę nieprecyzyjnie. Chodziło mi o zaprzyjaźnienie
          się z taką sierotką, doprowadzeniu jej do normalnego stanu i pod względem
          fizycznym i psychicznym i ubraniowo - fryzurowym też, a następnie wprowadzeniu
          tej osoby do grupy. U nas wyglądało to tak, że Młoda zapraszała taką koleżankę
          i całymi godzinami przymierzały ciuchy, wymyślała jej fryzury, kombinowały,
          eksperymentowały itd. I w końcu taka zagubiona sierotka czuła się pewniej bo i
          lepiej wyglądała i miała oparcie w grupie.
          • fasolka3 Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 17.01.06, 23:19
            Acorns,

            wcale to nie brzmi jak przyjazn, raczej jako dzialanie z litosci. Kazda sierotka
            ma jakis charakter, i nie zawsze pasujacy do osoby pragnacej pomoc. Przyjaznic
            sie to naprawde, z sympatii, z checi wlasnej, a nie z checi zostania
            czlowiekiem, ktory jest taaaaaki dobry i nawet sie z taka smierdzaca dziewuszka
            zadaje.

            Nie lubie takich odruchow, w gruncie rzeczy sa niezle egoistyczne.

            FFF
            • acorns Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 18.01.06, 00:11
              Litość to jest coś pozytywnego. To, czy przyjaźń się rozwinie czy też nie to
              jest kwestia czasu a na początku trzeba takiej osobie pomóc się odnaleźć,
              trzeba do niej wyciągnąć rękę a nie odtrącać.
              Czy Matka Teresa z Kalkuty albo Jan Paweł II odtrącili kogoś dlatego, że
              śmierdział albo był źle ubrany? Oczywiście nie wiem, czy te osoby są dla Ciebie
              jakimiś autorytetami. Nie porównuję też Młodej do Nich, ale nie zawsze robienie
              czegoś dla dobra drugiej osoby jest kreowaniem swojej osoby na taaaaakiego
              dobrego. Pewne rzeczy można robic bezinteresownie. Zrobiłaś coś kiedyś
              bezinteresownie?
              • linka9 Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 18.01.06, 00:53
                acorns napisał:
                >Pewne rzeczy można robic bezinteresownie.

                Acorns, zaimponowałeś mi w tym wątku.
              • evee1 Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 18.01.06, 01:38
                Acorns, agdzam sie z Toba w calej rozciaglosci. Ja tez mam w domu corke
                (niedlugo jedenastolatke), ktora zaopiekowala sie wlasnie takim "brzydkim
                kaczatkiem" klasowym. Corka zaczela nauke w swojej obejnej szkole w czwratej
                klasie i byla tam dziewczynka, ktora byla samotna, nielubiana i na dodatek
                ciagnela sie za nia fama, ze "w zerowce zrobila siusiu do pieskownicy".
                Dziewczynka byla brzydka, niezbyt smiala, ale przy tym strasznie irytujaca.
                Probowala tez Joasie (moja corke) zawladnac dla siebie, a corka jest raczej z
                tych co to ze wszystkimi lubi sie bawic i jest otwarta i akceptowana przez wiele
                dzieci.
                Mialysmy z Joasia wiele rozmow i ja raczej zachecalam ja do akceptacji tej
                dziewczynki i tlumaczylam jak nieakceptacja moze ranic, a jak wlaczenie do grona
                moze zmienic i osmielic dziecko. Owszem nie da sie calkiem kogos polubic, ale
                mozna przeciez troche bardziej sie postarac i pomoc komus zmienic swoja
                sytuacje. Corka tez pytala sie "a co jezeli przez to, ze bawie sie z D. nikt ze
                mna nie bedzie sie chcial bawic?" i ja mowilam, ze jezeli chca sie z Toba bawic
                dla Ciebie samej, bo Cie lubia, to dalej beda sie bawic. Inaczej ich przyjazn
                jest nie warta zachodu.
                Corka to zrozumiala i efekt jest taki, ze klasowe "brzydkie kaczatko" bardzo sie
                "wyrobilo", zaczely sie z nia bawic inne dzieci, jest zapraszana na urodzinowe
                party, choc ja sam przyznam nadal jest nieco irytujaca smile).
                Przez psychologa czy nauczycielke mozna zalatwic takie rzeczy jak czestsze mycie
                moze, ale akceptacji srodowiska to nie zapewni. Tutejsze nauczycielki (mieszkam
                w Australii) bardzo sie staraja, ale mimo to nie udalo im sie wlaczyc tego
                dziecka do klasy. A od nauczycielki Joasi uslyszalam, ze dzieki corce zycie tej
                dziewczynki bardzo sie zmienilo, a byly z nia wczesniej duze problemy.
                Nie pisze tego, zeby chwali sie dokonaniami swojej corki, ale po to zeby
                pokazac, ze jest to mozliwe i wcale nie musi sie konczyc wykluczeniem dobrej
                duszy, ktora chce komus nielubianemu poza nawias klasowego zycia. A jezeli tak
                sie konczy, to moze warto uczyc dzieci, ze takie grupy nie sa warte, zeby do
                nich nalezec.
    • nisar Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 18.01.06, 10:15
      Problem Młodej z Małą nie sprowadza się jednak do wyglądu tejże. Przynajmniej
      nie głównie. Głównie tak naprawdę to chodzi o ten brak własnego zdania, przy
      którym Młoda wymięka, bo szlag ją trafia. Tekst z ostatnich dni: Mamo, jak ją
      zapytałam czy lubi naleśniki, to mówi że nie. Ja mówię że uwielbiam takie
      Twoje, świeżo z patelni, wcale nie dlatego, że inni też muszą, ale ja lubię. A
      ona na to: tak, tak, pomyliłam się, ja właściwie też bardzo lubię.
      I główny problem pomiędzy Młodą a Małą to właśne to. No bo o czym ma rozmawiać
      w miarę inteligentne dziecko z kimś kto mu tylko przytakuje?
      Ja rozumiem skąd się bierze to przytakiwanie, tłumaczę to Młodej , ale faktu to
      nie zmienia, że Młodą to drażni i chyba po prostu nudzi.
      • acorns Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 18.01.06, 11:45
        Małej trzeba pomóc, ponieważ szukając akceptacji w taki sposób sięgnie po
        alkohol, papierosy, narkotyki, pewnie też pójdzie z przypadkowo poznanym
        kolesiem do łóżka tylko po to, żeby zyskać akceptację w grupie. I tu jest
        zadanie bardziej dla psychologa niż dla koleżanek, ale Twoja córka także może
        jej w tym wszystkim pomóc.

        > ona na to: tak, tak, pomyliłam się, ja właściwie też bardzo lubię.
        > I główny problem pomiędzy Młodą a Małą to właśne to. No bo o czym ma
        rozmawiać
        > w miarę inteligentne dziecko z kimś kto mu tylko przytakuje?

        Doskonale to rozumiem. Czy Twoja córka powiedziała to Małej tak w cztery oczy?
        Moja by tak zrobiła. Przekonałaby ją, że nienawidzi takiego przytakiwania i
        naprawdę będzie ją lubić nawet wtedy, gdy tamta powie że puszcza pawia na widok
        naleśników. Ona jest wyjątkowo szczera i mówi wprost to co myśli. Małą trzeba
        trochę wyrobić. Oczywiście nie możesz zmuszać córki, żeby podjęła się tego
        zadania, ale namawiać ją możesz.
        • nisar Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 18.01.06, 11:52
          Wiesz co, to jest naprawdę dobry pomysł. Powiem Młodej, żeby następnym razem
          zareagowała w stylu: oj fajnie że nie lubisz, bo pewnie lubisz co innego, to
          może się wymienimy doświadczeniami? Jak by tak wszyscy byli tacy sami, to by
          nudno było. (wersja w obecności osób trzecich). Albo po prostu: Mała, ja lubię,
          ty nie musisz. A co lubisz tak naprawdę?
          Niestety, z moich obserwacji wynika, że na dzień dzisiejszy ten dzieciak zrobi
          i powie wszystko, byle tylko nie zostać odpędzonym. Na przyszłość rokuje to
          dramatycznie, masz rację.
    • zwiatrem a ja w innej sprawie 18.01.06, 13:01
      witam serdecznie
      ja chciałam napisac w innej sprawie.
      W klasie mojego syna był tez podobny chłopiec, Marnie i nieczysto ubrany. Nie
      chodziło o nie firmową odzież lecz ciasne obuwie, zbyt (!!) małe rękawy, za
      wielkie kurtki....wszystko było brudnawe, dziurawe.
      Przyniosłam wychowawcy kurtkę uzywana ale stan bdb, potem ktos inny cos innego,
      po jednej rzeczy, ale były i tenisówki, i cos innego, to pani wychowawczyni
      dała mamie tego dziecka rzeczy od nas, zwróciła delikatnie uwage o czystość,
      higiene, dziecko mobilizowała w szkole aby często ręce myło, zawsze ten 1zł z
      reszty składkowej szedł na jego "potrzeby" bo wiadomo było, że do kina nie
      pójdzie, że książek nie ma, że tenisówek też nie otrzyma. Tyle, że to był
      chłopiec i do tego I klasa, zatem nie było jeszcze czegoś takiego co czuje
      pannica z V.klasy
      Wychowawczyni czuła się na tyle w tej kwestii odpowiedzialna za klasę, że
      dziecko i tak bywało na zabawach, wyjściach do Pałacu Kultury lub innych. Po
      prostu te nasze złotówki umozliwiały takie finansowanie.

      Może w jest to jakiś pomysł aby i Wasz wychowawca tez postapił podobnie?
      Po prostu wiem, że dzieci nie mozna namówić do sympatii z tym czy tamtym kolegą
      koleżanką, lecz dzieci z rodzin takich jak w Twoim opisie do tego stopnia czują
      się gorsze, że i tak odstają od klasy, grupy. One też nie bardzo chcą odwiedzać
      nasze dzieci, choc bardzo na tym tracą.

      Córka acorns jest w tej materii świetna, ale to jest postawa jakiej brakuje
      niestety większości dzieci no i trzeba tez mieć odwage taką postawę
      prezentować. Porozmawiaj z córką, pod brudnymi ciuszkami może się kryc
      wspaniała dziewczyna, a na pewno jest o co powalczyć.

      To tylko mje zdanie, ale jak widzę i Ty nie jesteś obojętna,
      • sion2 Re: a ja w innej sprawie 18.01.06, 15:09
        Moje zdanie jest takie:

        1. absolutnie to nie zalezy od dziecka że jest źle ubrane czy brudne albo zalezy
        w niewielkim stopniu
        może oni mieszkają w lokalu socjalnym? wiecie że takie lokale nie mają
        najczęśiej, prądu, gazu i wody?
        ja tydzien temu kąpałam u siebie takie dziecko - Emilkę lat 8 bo przyuważyłam że
        coś za długoi w tym samym chodzi i prawie "stało" z brudu to jej ubranie

        zrobiłam jej kąpiel w wannie, odmakała pół godziny, patrzę że od góry zwględnie
        czysta ale nogi, paznokcie... pytam się "Emi a co te nogi takie brudne?" "bo
        mama nas kapie w wanience małej dla dzidziusiów i nogi mi sie nie mieszcza i mam
        na zewntarz i potem sa zawsze mało umyte"

        Emilka nie chciała wyjśc z tej wannny, włosy umyłysmy, ubranie czyste załozyła i
        od razu inne dziecko. Co ona miała do powiedzenia skoro w domu nie ma wody
        podłączonej? Nie kąpała się od ponad tygodnia! Jeszcze w dodatku przeziębiona a
        u nich 13 stopni w domu...

        Można dziecko 11 letnie nauczyć prac bieliznę, obcinac pazkocie i pokazac
        róznice w tłustych włosach i umytych... ale rodzice musza jej pozwolić to robić
        i musi mieć warunki.

        Fakt że dziecko musi CHCIEĆ być czyste a do tego można ją uświadamaić byle
        życzliwie, nawet w grupie rówieśniczek, jeśliby twoja córka taka deliktana
        potrafiła być. Czy pozwoliłabyś tej Małej wykąpać się u ciebie? Wtedy sama
        zobaczyłaby i poczułaby różnice.

        2. Uważam że w kwestii przyjęcia jej do grupy przez rówieśniczki trzeba szukac
        złotego środka. To znaczy ani nie zmusząc, nie obligowac koleżanek do znajomości
        z tą Małą ale jednocześnie kuć żelazo póki gorące i jeśli jeszcze jej nie
        odtrąciły to tłumaczyć że właśnie warunkiem aby Mała zaczęła mieć własne zdanie,
        była sobą, zaczęła być fajna - jest poczuć się akceptowaną, przyjetą w jakiejś
        grupie. Moze zaproponowac aby każda poszukała jakiegoś ciucha którym podzieli
        się z Małą? ale nie na zasadzie litości bo to rani...
    • baba_ta_sama Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 18.01.06, 15:00
      W naszej klasie (IV) tez jest taki chlopiec-ofiara. Dolaczyl do klasy ok. rok
      temu. Mama rozwiedziona, z dwojka dzieci trafila do obcego miasta. Chlopcy - do
      nowych szkol. Starszy jakos sobie poradzil w nowym srodowisku, mlodszy - w
      naszej klasie - zupelnie nie. Stal sie ofiara zlosliwosci, czasem wrecz
      okrutnych, chlopcow z naszej klasy. Pisze - z naszej, bo znam te dzieci od
      przedszkola i bardzo je lubie.
      Zaczal sie horror. Moj syn na poczatku tez niestety byl wsrod przesladowcow,
      ale po kilku miesiacach jakas klapka w mozgu sie otwarla i zaczal sie tej
      nagonce sprzeciwiac. Nawet stworzyl koalicje "przeciw przesladowaniu kolegi".
      Dzialali z roznym skutkiem. Sklad koalicji tez sie zmienial. Moj syn nawet
      zostal napadniety przez tzw. kolegow za nieprawomyslne postepowanie. Nawet
      wyladowal w szpitalu z podejrzeniem wstrzasnienia mozgu. Wtedy ja juz ostro
      zainterweniowalam. Chlopcy-przesladowcy jakby sie ockneli, a i rodzice zaczeli
      sie dokladniej interesowac swoimi dziecmi. Przesladowania ustaly smile
      Natomiast przesladowany chlopiec niejako "przypial" sie do mojego syna. Widzial
      w nim oczywiscie swego obronce. I tutaj zaistnial problem - moj syn nie
      specjalnie lubi tego kolege, ma innych przyjaciol i nie chce ich zmieniac. Wiec
      co zrobilam? Powiedzialam synowi, ze nie musi sie z tym chlopcem wcale
      przyjaznic, wystarczy, ze akceptuje jego prawa. I to wystarczylo. Jakos tam
      pogadali ze soba i jest ok.
      Moze ta lekko przydluga historia tez bedzie przyczynkiem do rozwiazania
      podobnych sytuacji.
      smile
    • mamusia1999 Re: Dziecko odrzucane przez klasę a moje dziecko 18.01.06, 18:41
      moja Mloda jest w zerowce i maja dziewczynke, ktora jest faktycznie i
      emocjonalnie mlodsza od reszty. w rezultacie przeszkadza na lekcjach, czesto
      sie boksuje z dziecmi, ktore jej sie naraza. w rezultacie nie ma z kim sie
      bawic na przerwach, nie chce chodzic do szkoly. jest coraz bardziej
      sfrustrowana, co bynajmniej nie pomaga jej w przystosowaniu sie do nowych
      przeciez warunkow. i tak w kolko macieju.
      ladnie podeszla do problemu pani na lekcji religii (a moze to przypadek?).
      przerobila z dzeicmi sw. Elzbiete i rozmawiala z nimi o tym, co to znaczy byc
      dobrym dla innych. np. bawic sie z dziecmi, z ktorymi inni nie chca sie bawic.
      no i moja Mloda zaprosila Were do nas i do zabawy na przerwie, i to pomimo
      sprzeciwu swojej bliskiej kolezanki. pierwsze lody przelamane. a dalej to juz
      sprawa Wery i dzieci.
      gyby pani wylozyla kawe na lawe, to malej byloby glupio a dzieci by pewnie
      olaly.
Pełna wersja