Gość: gość***
IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl
05.11.02, 02:16
Cześć!
Wiem, że to , co za chwile napisze nie powinno byc moze tematem rozważań na
forum, ale potrzebuje dobrej rady.
Bardzo chciałabym miec drugie dziecko, ale obawiam się , ze jestem jedyną
osoba w mojej rodzinie, która by tego chciała.
Nasz synek na teraz prawie 2,5 roku. Ja 40, mąz 43. Bardzo długo czekalismy
na to pierwsze dziecko i gdy sie wreszcie pojawiło - cała rodzina oszalała na
jego punkcie. Dziadkowie / moi rodzice/ mimo, ze maja juz dwóch wnuków od
mojego brata świata za moim synkiem nie widza, moze dlatego, ze chłopcy
mojego brata już sa w gimnazjum. Moi tesciowie, koło 70-tki teraz , wreszcie
doczekali swojego PIERWSZEGO wnuka.
A mnie macirzynstwo świerzbi i gdy patrze na synka marze, aby dac mu
rodzenstwo.
Wydawac by się mogło, ze poza wiekiem nic nie stoi na przeszkodzie....
Oboje z mężem / póki co , aby nie zapeszyć/ mamy stała i dobra prace, własny
dom z ogródkiem, po teściach byłoby w przyszłości mieszkanie .
Mieszkamuy w duzym miescie, gdzie dzieci 40-tek nie sa niczym nadzwyczajnym,
więc wstyd środowiskowy tez odpada.
Ale to wszystko nie jest takie proste.
Mąz jest "późnym" jedynakiem, więc dla niego jedno dziecko w rodzinie, którym
sie wszyscy zajmuja - jest czyms oczywistym. Nie czuje potrzeby posiadania
drugiego dziecka , bo sam nigdy nie miał rodzenstwa.
Ja zas mam brata, a wychowałam się w dużej rodzinie, gdzie było nas 7-oro
kuzynów w mniej więcej równym wieku. Do dzis utzrymujemy serdeczne kontakty.
Reasumując - mąz jest na NIE.
Ku mojemu nieopisanemu zdziwieniu na NIE jest tez moja mama. Wyeksplikowała
mi to ostatnio.
- nie jesteś juz najmłodsza,
- im będziesz starsza, tym gorzej ze zdrowiem a dziecko potrzebuje zdrowych i
silnych rodziców,
- Twój mąz jest na NIE
- Twoi teściowie maja po 70 lat i nie zajma się malutkim dzieckiem, tak jak
zajmowali sie Twoim synkiem, a my mieszkamy 600 kilometrów od Ciebie ,
- a w ogóle to nowe dziecko będzie RYWALEM dla Misia.
To ostatnie się mamie wymkneło, ale podejrzewam, ze tu własnie tkwi problem -
rywal do mojego serca dla ukochanego Misiunia.
Pewnie zlekcewazyłabym dobre rady mojej mamy, gdyby nie to,że faktycznie
gdzies w głębi serca chowam podobne obawy, że sobie z drugim maluchem nie
poradzę bez pomocy rodziców albo teściów , ze jak on bedzie miał 10 lat - to
ja w najlepszym razie 51, a moja mama miała w tym wieku pierwszego wnuka, że
mąz jest oporny i nieprzekonany , że obarczę teściów obowiązkami, któryym nie
podołaja, ale będa próbowali bo sa okropnie ambitni, a co się stanie, gdyby
któres z nas straciło prace ?
Nie wiem, co mam zrobic, naciskac, czy nie.
Często mysle o tym, ze kiedys Michał zostanie sam na świecie . Mój mąz nie
ma rodzenstwa, ani kuzynów / siostra jehgo ojca jest bezdietna / cała moja
rodzina mieszka na drugim koncu Polski, a dzieci mojego brata sa starsze od
Miszki o 8 i 11 lat ,więc nie ma nadziei na jakikolwiek kontakt w
najbliższej przyszłości. Gdy nas zabraknie -Michał zostanie sam, w wieku -
może 30 lat, jak dobrze pójdzie 38.
Chciałabym, aby miał kogos, siostrę albo brata. Kogos bliskiego, jak ja mam.
Nie wiem, co ma robic, a czas ucieka.
PS. chyba powinnam dodac, że Michał jest adoptowany. Nie możemy miec dzieci,
więc ewentualny brat lub siostra Misia tez byliby adoptowani. Jesli chodzi o
te opory rodziny - to na pewno nie jest problem adopcji. Mąz za Misiem swiata
nie widzi, dziadkowie z obu stron równiez. Ja tylko czasami metafizycznie ,
boje się kusic Los, bo takim wspaniałym dzieckiem nas pobłogosławił, ze boje
się spróbowac po raz wtóry. Może Pan B. dał nam juz wszystko, co miał dla
nas przeznaczone i nie powinnam domagac się niczego więcej ?