no i nie wytrzymalam

08.02.06, 08:42
od kiedy mala poszla do szkoły z dnia na dzien jest co raz gorzej - nie można
z nią wytrzymać, nie chce odrabiać lekcji, pyskuje i jest arogancka.....
każdego wieczoru zbędnę dyskusje, klamstwa i tp... coś okropnego.. no wczoraj
dostała w końcu lanie.. i wiecie co.... wyskoczyła do mnie z książką- a to
już poprostu sprawiło że nie pamowalam nad sobą i poważnie jej wlałam.. dziś
mam wyrzuty sumienia - cholera - i co ja mam zrobić z tym dzieckiem... dłużej
tak nie wytrzymam... a do niej ucz się a ona że nie ma lekcji - przejrzę
zeszyty - lekcje są.. cztanki uczy się 2-3 godziny i wraz nie umie, zabawek
nie sprząta.. spać chodzi właściwie o której chce - wysyłam ją spac do
swojego pokoju to do 22 słyszę, że chce pić siku, bolą ją nogi i wycie .. już
nie mam siły.... co stało się z moim dzieckiem??
    • nchyb Re: no i nie wytrzymalam 08.02.06, 09:23
      biedne dziecko... To pierwsze co nasuwa mi się na myśl.

      NMoże uściślijmy - co to znaczy - "wyskoczła do mnie z książką"?
      Chciała, żebyś jej pomogła? Wytłumaczyła? Przeczytała?

      a co do nauki, która to klasa? Pierwsza? Co to znaczy, że uczy się 2-3 godziny
      czytanki i nie mie? Nie umie jej przeczytać? Czy nie zna jej na pamięć? Czy nie
      czyta tak ładnie jak Ty byś chciała?

      A z tym wyciem, boleniem nóg i resztą, to dziecka nie ma prawa nic boleć, bo to
      mamie przeszkadza? Naprawdę nie rozumiem. Ale Ciebie, nie jej.
      • verdana Re: no i nie wytrzymalam 08.02.06, 09:37
        Ja też. Uczy się trzy godziny i co? Nie uwazasz, ze należałoby pomóc? Albo
        zastanowić się, jakie ma kłopoty?
        Nie moze spać - to jej wina? Na ciebie ktoś wrzeszczy, jak nie możesz zasnąć?
      • eszi wyskoczyła 08.02.06, 09:40
        to znaczy że chciała mnie uderzyć.. co do czytanki - tak spędza nad nią 3
        godziny i nie potrafi przeczytać a wiesz dlaczego - bo albo ukredkiem coś
        ogląda - albo właśnie jej się chce sppać albo musi mieć kolejną przerwę, a jak
        zostawię ją w pokoju aby się zauczyła to i tak robi coś zupełnie innego i
        czytankę ma głęboko w nosie - najgorze jest to że ona udaje że się uczy - ale
        przecież widzę.... ostatnio uczyła się przy zgaszonym świetle bo ona w nocy
        widzi - no ludzie!
        co do bólu - oczywiście ma prawo ją boleć - tylko że ja WIEM, że kłamie - i te
        teksty że nie połozy się bo czeka, aż my się położymy - przecież ja nie mogę
        kłaść się spać po M jak Miłość (ogląda to) bo mam całą masę rzeczy jeszcze do
        zrobienia....
        • nchyb Re: wyskoczyła 08.02.06, 10:53
          po Twoich kolejnych wypowiedziach powtórzę raz jeszcze - BIEDNE DZIECKO...

          Tobie jest potrzebna pomoc. oze jakieś łagodne środki na uspokojenie?
        • linka9 spróbuj zrozumieć 08.02.06, 12:52
          >co do czytanki - tak spędza nad nią 3
          > godziny i nie potrafi przeczytać

          Myslisz, że ona sama nie cierpi z tego powodu?

          >a wiesz dlaczego - bo albo ukredkiem coś
          > ogląda - albo właśnie jej się chce sppać albo musi mieć kolejną przerwę, a jak
          > zostawię ją w pokoju aby się zauczyła to i tak robi coś zupełnie innego i
          > czytankę ma głęboko w nosie - najgorze jest to że ona udaje że się uczy

          No, cóz możemy pomarzyć, że kazdego zaprogramujemy: teraz się uczysz, żadnych
          przerw, za 20 minut już umiesz, itp. Kto jej pomoże jeśli nie matka?

          co do bólu - oczywiście ma prawo ją boleć - tylko że ja WIEM, że kłamie - i te
          > teksty że nie połozy się bo czeka, aż my się położymy - przecież ja nie mogę

          Skoro wiesz, że kłamie, zastanów się, co ją może do tego pchać?
    • nisar Re: no i nie wytrzymalam 08.02.06, 09:40
      Nie dziwię się że nie wytrzymałaś. To po pierwsze. Po drugie mam wrażenie, że
      mała traci kontrolę nad swoim życiem, to wszystko za dużo, za trudne i stąd te
      problemy. Ona się chyba gubi. I rozpaczliwie Cię w tym przywołuje. Te bóle nóg,
      potrzeba picia lub siusiania to dla mnie oczywiste przywoływanie Twojej
      obecności.
      Nie wiem ile masz czasu, czy pracujesz, czy możesz poświęcić Małej całe
      popołudnie? Jej chyba potrzeba pomocy w ogarnięciu nowej sytuacji. Jeśli możesz
      (czasowo) - spróbuj "być z nią" przy tych obowiązkach, niech czuje Twoje
      wsparcie. Chyba jesteś trochę "obok", a ona jest "sama ze wszystkim".
      • eszi naprawdę się staram - 08.02.06, 09:45
        pracuję, wracam do domu - generalnie ona odrabia lekcję ja wstawiam obiad -
        kiedy się gotuje - pomagam jej...potem mam wiele zajęć ale czesto robimy coś
        razem. tylko, że lekcję umie odrabiać sama... ja nie mogę poświęcić jej całego
        czasu - nie wspomnę o chwili dla siebie.... wiem, że jest zdolna i daje sobie
        radę ale jest leniwa - teksty typu dziś czytałam to jutro mnie pani nie zapyta -
        mnie szokują...wczoraj znalazłam w zeszycie uwagę - brak pracy na lekcji, brak
        pracy domowej - co w takim razie robiła na lekcji??? mówi, że nie wie...
        wczoraj przecież też było fajnie - wyszłyśmy wieczorkiem na dwór - ulepiłyśmy
        super balwana i takie tam... a potem jej się nie podobało że trzeba wracac bo
        późno i cała afera - ja tak już dłużej nie mogę
        • nisar Re: naprawdę się staram - 08.02.06, 09:54
          Mam wrażenie, że obie ciężko przechodzicie zmianę z "dziecka" w "uczennicę".
          Nie załamuj się (ha ha ha, mówi to ta co załamywała się notorycznie) to trudny
          etap ale da się przejść. Ja sobie mówię za każdym razem: wychowanie to proces,
          który trwa. I nie można oczekiwać, że po kilku razach upominania o coś dziecko
          już zawsze zrobi to dobrze. Jednego nauczy się po jednej rozmowie, czego innego
          po trzydziestu. I tyle, tak mamy wszyscy, każde dziecko ma "swojego Harveya".
          Moja córka często prosi, żeby z nią posiedzieć jak odrabia lekcje. Nie muszę
          być tuż obok i patrzeć co robi, mogę sobie siedzieć i czytać książkę, byle u
          niej w pokoju. Uwielbia to i dużo lepiej jej wtedy lekcje idą.
          A teksty typu "z tego pani nie będzie pytała" mam do dzisiaj (piąta klasa).
          Czasami mam ochotę ją za to zabić, czasami tylko ścieram szkliwo na zębach
          zgrzytając dziko. Ostatnio jej powiedziałam, że pani tego może nie wymagać, ale
          ja wymagam (chodziło o słówka z niemieckiego, które były w książce, ale "pani
          ich nie zadała" wrrrrrrrrrrr).
          Nie przejmuj się, im dalej tym łatwiej. Mała się przyzwyczai do obowiązków, ty
          do użerania się z nią. I tyle.
          • verdana Re: naprawdę się staram - 08.02.06, 10:13
            "Pani nie będzie pytała" - przecież to normalne, jedna z rzeczy, które nam
            wszystkim pozwoliły przetrwać szkołę. Naprawdę uczyłyście się wszystkiego,
            zawsze, niezaleznie od prawdopodobieństwa zapytania? Nie wierzę.
            Oczywiście, ze w pierwszej klasie nalezy się czytania nauczyć - niezaleznie czy
            Pani spyta. Ale w starszych klasach nauczyć się wszystkiego? Niemożliwe.
            Rozumiem, ze mówicie dziecku, ze tak nie można (ja nie mówię) - ale oburzać
            się - na co? Na zdrowy rozsądek?
            A co to znaczy "Nauczyć się czytanki?" - czytać na głos? Czy Twoja córka nie
            czyta jeszcze płynnie? Może czyta po cichu dobrze, a na głos ma kłopoty? Bo nie
            rozumiem, czego właściwie ma się uczyć.
            • eszi właśnie problem jest taki 08.02.06, 10:22
              że nie czyta płynnie od razu - musi się nauczyć tym bardzej, że faktycznie
              niektóre zwroty są bardzo trudne - ale u niej to kwestia przeczytania kilka
              razy i po sprawie - a ona poprostu ma to gdzieś - nie ma tak,że siada uczy się
              jak skończy robi coś innego - nie - u niej pisanie literek musi byc z przerwami
              na co kolwiek - np. na zabawienie się albo np. pomazanie czegoś....co do " pani
              nie będzie pytała - owszem znamy to wszyscy ale nie od pierwszej klasy - takie
              jest moje zdanie - lekcje mogłaby odrobić całe w ciągu góra 20 minut - a jej
              zajmuje to cały wieczór - i mnie przy okazji - wcale nie myśli przy odrabianiu
              lekcji... zajmuj się czymś innym - mówię jej że coś trzeba poprawić bo źle to
              ona że poprawi - i co ? mam ją prosić? czy tłumczyć takiemu dziecku że źle i
              trzeba poprawić - przecież ona to wie doskonale - to że nie poprawi to tylko
              wynik jej przekory nic więcej....wrócę do czytania nie czyta płynnie i musimy
              sporo ćwiczyć choć nigdy nie miała problemów z wymową - ale jest zbyt leniwa...
              na wszsytko mówi, że nie i już...
              • nchyb Re: właśnie problem jest taki 08.02.06, 10:56
                > wynik jej przekory nic więcej....wrócę do czytania nie czyta płynnie i musimy
                > sporo ćwiczyć choć nigdy nie miała problemów z wymową - ale jest zbyt
                > leniwa...
                A może nie przekora i nie lenistwo a problemy typu początki dysleksji? To nie
                musi być to, ale może. A Ty wyzywając ją od leni nie pomożesz, a raczej
                zaszkodzisz.
                I to Twoje przekonanie, że wiesz, że córka kłamie, gdy mówi że ją boli...
                A skąd Ty możesz wiedzieć, czy ją boli czy nie? Masz wykrywacz bólu?
                • eszi uczepiłaś się tego bólu 08.02.06, 11:05
                  ale ja to wiem, może nie mam wykrywacza - ale w takim razie mam super
                  znieczulenie - skoro jak tylko rzucę wszystko i położe się z nią - przestaje -
                  ale ona nie ma 2 lat !!! z czytaniem nie ma aż takich problemów - powtarzam, że
                  aby czytanka wyszła płynnie potrzebuje kilku razy - zresztą widzę jak czyta coś
                  na czym jej zależy. Ja poprostu mam wrażenie - że szkoła zrobiła już swoje -
                  moje dziecko ma wszystko w nosie i uczy się kombinowania itp.... ot co - i to
                  widać. Ja jako matka to widzę i z tym nie potrafię sobie poradzić i boję się co
                  będzie dalej - wiem, że robię niektóre rzeczy źle - ale każdy z nas jest tylko
                  człowiekiem i czasem daje plamę - co nie znaczy że Ty nie jesteś idealną matką.
                  Mam nadzieję, że wychowujesz swoje dziecko bezstresowo - jest ono chodzącym
                  ideałem i nigdy nie popełniałaś błędów i zawsze wiesz jak postępować - i mam
                  również nadzieję, że nigdy Twoje dziecko nie nakrzyczy na Ciebie i nie zrobi
                  nic przeciew Tobie dzięki Twoim metodom wychowawczym czego serdecznie Ci życzę..
                  • triss_merigold6 Re: uczepiłaś się tego bólu 08.02.06, 11:18
                    Kombinowanie w szkole to jedyna metoda pozwalająca przetrwać bez ciężkiej
                    nerwicy. W podstawówce najfajniejsze były przerwy i życie towarzyskie a w
                    liceum życie towarzyskie.smile
                    IMO wyluzować.wink
                    • eszi przecież ja nie jestem jakąs sadystką 08.02.06, 11:22
                      sama też chodziłam do szkoły i tez się jakoś kombinowało - ale nie na całego,
                      nie tak beszczelnie i nie przed matką i ojcem - kurczę zrobila się taka,że
                      nawet zwrócenie uwagi o co kolwiek kończy się przedrzeźnianiem mnie i to tyle -
                      czyli co?? mam wrażenie, że jak nie zareaguję w porę będę miała POWAŻNE
                      problemy wychowacze z nią i tyle - bo na razie wszystko zmierza w tym
                      kierunku....
                      • regata7 Re: przecież ja nie jestem jakąs sadystką 08.02.06, 11:56
                        z Twojego opisu wynika, że mała ma problemy z koncentracją, może jest też
                        trochę nadpobudliwa. Są na to sposoby, ale krzykiem czy biciem nic tu nie
                        zwojujesz - raczej tylko pogorszysz sytuację.
                        Wydaje się, że przerasta ją sytuacja, w której się znalazła.
                        Skoro uważasz, że lekcje może zrobić w 20 minut, to tyle chyba możesz jej
                        poświęcić, siąść obok i pilnować, żeby się nie rozpraszała.
                        Jednym z ułatwień jest odpowiednie przygotowanie miejsca do nauki: musi być
                        właściwie puste, tylko blat, przybory do pisania, zeszyt, książka. Wokół nic,
                        żadnych maskotek, książek, obrazków, kolorowych przedmiotów, cisza i okno
                        zamknięte, bo każdy dźwięk powoduje rozproszenie myśli.
                        Przerabiałam to z moim synem - wszystkie bodźce, które go otaczały w szkole czy
                        w domu były jednakowo ważne, więc wybierał ten bodziec, który go najbardziej
                        interesował (mucha na ścianie przecież jest ciekawsza niż jakiś zeszyt wink
                        Teraz już wie, że jak się skupi i sprawnie odrobi lekcje (dobrze odrobi, bo
                        sprawdzam) to będzie miał czas na inne zainteresowania.
                        Oczywiście, nadal miewamy problemy (kl IV), ale bardzo pomocne okazały się:
                        stały plan dnia, nasza konsekwencja i wspólne dobre relacje, a także, co bardzo
                        ważne - pozytywne motywowanie, chwalenie za to, co robi dobrze, nawet za
                        drobiazgi.
                        Jak ma "kryzys" to przypominamy mu różne sytuacjie, kiedy zachował się super,
                        zrobił coś wyjątkowego, fajnego, przeczytał książkę w trzy dni, dostał 6 z
                        jakiejś bardzo trudnej klasówki, coś, co na nowo pozwoli mu uwierzyć, że da
                        radę i że my widzimy jego sukcesy.


                        I jeszcze - to, że córka pozwala sobie na przedrzeźnianie Ciebie, próbuje
                        uderzyć, to... sorry, ale nie świadczy to dobrze o Tobie, być może o relacjach
                        w Waszym domu (czy w domu okazujecie sobie wzajemnie szacunek, czy nie kłócicie
                        się przy córce, nie podważacie sobie wzajemnie autorytetu, czy jedno z Was
                        czegoś zabrania, to drugie na to pozwala...? itd).
                        Autorytetu u dziecka nie wyrabia się krzykiem i biciem, tylko wieloletnią
                        ciężką pracą.
                        • regata7 i link 08.02.06, 12:05
                          link do dyskusji rodziców o tym jak ćwiczą koncentrację u swoich dzieci

                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24701&w=20488432
                          może znajdziesz tam coś, co Wam pomoże
                          pozdrawiam
                        • eszi ja wiem że nie tędy droga 08.02.06, 12:07
                          tylko ja poprostu czasem nie mam już sił i kończy się tak jak wczoraj...te 20
                          minut, o których piszesz - to przeciez nie jest problem - tylko że ona jakby
                          nie stara się nawet popracować przez te 20 minut.. np. gdy przy czytaniu
                          przekręca wyraz - mówię, żeby przeczyła go jeszcze raz - ale to dla niej już
                          problem - bo po co? a jak już to "przeczyta" (powie mi) go tak samo - kiedy
                          mówię że źle - to ona nie będzie czytała i już - mogę wtedy jej tłumaczyć mówić
                          do niej - ona zakrywa uczy... i udaje że nie słucha - co wtedy robić? dalej
                          mówić - nie ma sensu - kolejny problem - szybciej jest w stanie nauczyć się na
                          pamięc niż porządnie przeczytać - czyta " po łekach" i resztę zgaduje - to nie
                          jest problem dysleksji.... bo jeśli chce to przeczyta - tylko, że ona nie znosi
                          krytyki
                          • regata7 Re: ja wiem że nie tędy droga 08.02.06, 12:24
                            ja nie pisałam o dysleksji tylko o problemach z koncentracją.

                            nie znosi krytyki - to jej nie krytykuj. Chwal. Naprawdę, to najlepsza metoda.
                            Prawdopodobnie Twoja córa do chwili pójścia do szkoły była ogólnie akceptowana,
                            nie było problemów, a więc powodów do krytyki. Pojawiła się szkoła, a razem z
                            nią sprawy, w których nie jest OD RAZU dobra. I to jest dla niej problem.

                            Myślę, że z nią jest trochę podobnie jak z moim synem. Jeśli coś przychodzi mu
                            z łatwością, to jest OK, nawet chętnie się za to zabiera (matematyka), a jak
                            pojawia się jakiś problem następuje blokada "nie, nie zrobię tego", "jestem
                            głupi", zatykanie uszu i płacz...
                            Wtedy przerywam sprawę, czyli przez jakiś czas zajmuję go czymś innym (proszę o
                            zrobienie czegoś, umycie się, zjedzenie kolacji, etc, albo zapraszam go na kawę
                            (Inkę smile. To działa uspokajaąco także na mnie wink
                            Siadamy, rozmawiamy, pozwalam mu się wygadać, pytam, jaki ma pomysł na
                            rozwiązanie tego problemu (np. wypracowanie z polskiego, którego nie potrafi, a
                            raczej myśli, że nie potrafi, napisać...). I potem na spokojnie zaczynamy
                            jeszcze raz... Bywają i ze trzy takie podejścia...
                            Efekty są, ale nie przyszły od razu... mam cały pukiel ślicznych, nowych siwych
                            włosów wink)
                            • eszi staram się 08.02.06, 12:36
                              ale nie daję czasem rady... poza tym, kurcze, każdego dnia wracam z pracy i
                              myślę - dziś będzie inaczej postaram się i tak robię, a potem potrafi wyjść
                              zupełnie ocś odwrotnego bo brak mi siły.....ale cóż nie od razu.. tylko po
                              takiej akcji jak wczoraj mam wrażenie że cała praca idzie na marne..........i
                              już ręce mi opadają...
                              • regata7 Re: staram się 08.02.06, 12:52
                                takie załamania ma każdy rodzic, któremu zależy na dziecku, na jego przyszłości.
                                Też chciałabym mieć więcej cierpliwości niż mam, bo czasem "bateryjki" mi
                                wysiadają...


                                ale ta praca nie idzie na marne - daje owoce, tylko nie od razu.

                                niedawno, po raz pierwszy od 3,5 roku wróciłam szczęśliwa z zebrania w szkole...
                              • kasia_holdys Re: staram się 11.03.06, 22:01
                                Mam wrażenie, że naprawdę bardzo Ci ciężko: praca zawodowa, zajęcia w domu,
                                praca z dzieckiem... może to zbyt osobiste pytanie, ale gdzie jest tata? Może
                                jest możliwość, by to on przez jakiś czas przeją jakieś Twoje obowiązki. Jeśli
                                chodzi o pracę z dzieckiem , to taka odmiana przynosi códa. Myślę, że jesteś po
                                prostu zmęczona, a mała ma kłopoty z koncentracją i tak nawzajem się
                                nakręcacie...
                                pozdrawiam
                                • skrzynka3 Re: staram się 11.03.06, 23:54
                                  Oj swietnieCie rozumiem sad Napisze tylko jak my staramy sobie radzic z
                                  problemem koncentracji, wolnego tempa pracy itp.(u nas wyplynal juz w zerowce).
                                  Dla wyjasnienia pracuje, w domu jestem okolo 17, mam trojke dzieci.

                                  1) bylismy w poradni psychologiczno-pedagogicznej i ta wizyta sporo mi dala,
                                  wiele konkretnych wskazowek jak postepowac na codzien sie sprawdzilo, zmienilo
                                  sie troche moje spojrzenie na syna, chyba lepiej Go rozumiem.
                                  2) po powrocie do domu zaczynamy oboje od malego rozluznienia, ja parze sobie
                                  ulubiona zielona herbate i przegladam gazete, synek zjada cos co lubi (typu
                                  jogurt) -obiad je w szkole.
                                  3) razem przegladamy wszystkie zeszyty i sprawdzamy co jest do odrobienia
                                  4) ustalamy kolejnosc -ulubiona matematyka na koncu, znienawidzone pisanie na
                                  poczatku
                                  5) oceniam ile to moze zajac czasu (no niestety 30 min to dla nas abstrakcja
                                  synowi zostaje sporo "spadow" z lekcji ktore trzeba nadrobic oprocz zadanej
                                  pracy)
                                  6) w zaleznosci od tego ile czasu wolnego ma szanse zostac do pory kolacji
                                  wymyslam "marchewke" -jesli uda Ci sie odrobic lekcje do tej i do tej zostanie
                                  czas na... tu cos na czym wiem ze bedzie Mu zalezalo.
                                  5) sprzatamy do czysta stol, starszy idzie odrabiac lekcje gdze indziej,
                                  mlodsza angazuje w miare mozliwosci z jakies ciche zajecie
                                  6)siadam obok, dziele to co jest do zrobienia na krotkie zadania -i mowie zrob
                                  teraz to i to i na poczatku siedze obok
                                  7) jak zalapie rytm zabieram sie za domowe prace ale caly czas jestem blisko i
                                  naprowadzam kiedy widze, ze po kazdym napisanym slowie "odplywa" (bywaja gorsze
                                  dni i wtedy musze tak naprawde byc caly czas obok), przypominam o przejsciu do
                                  nastepnego zadania po skonczeniu jednego.
                                  8) duzo chwale!Tak naprawde za kazde w przyzwoitym tempie napisane zdanie.
                                  Staram sie pamietac o Jego mozliwosciach i nie daze do idealnego ksztaltu liter
                                  (na razie smile
                                  9)U nas akurat czytanie ok ale sporo ma zadawane wierszykow na pamiec i to dla
                                  Niego duuzy problem, to robimy razem, gdybym zostawila Go samego z wierszem do
                                  nauczenia to i 3 godzin by nie starczylo smile

                                  Najwazniejsze ze widze efekty, odrabianie lekcji przestalo trwac w
                                  nieskonczonosc i coraz rzadziej konczy sie mega awantura (a bywalo oj bywalo :
                                  (((. To wszystko wersja optymistyczna bo bywaja dni, ze po pracy huczy mi w
                                  glowie ze zmeczenia, mala rozrabia, starszy co chwila przychodzi z jakas sprawa
                                  itp.Kiedy czuje ze mam szczegolnie zly dzien i malo cierpliwosci -angazuje
                                  meza.

                                  Zycze Ci wiele cierpliwosci i wytrwalosci, to wszystko nie zawsze jest takie
                                  rozowe.Ale wierze ze bedzie coraz lepiej. Skrzynka

                                  Ps Problem "obierek" z olowkow i kredek na podlodze rozwiazala u nas temperowka
                                  z pojemniczkiem smile) proste a oszczedza wielu nerwow -to taki przyklad ale ja w
                                  wielu przypadkach pogodzilam sie, ze moj synek na razie nie jest w
                                  stanie "zapanowac nad materia" w wielu rzeczach wcale nie zlej woli i gdzie
                                  tylko moge wymyslam sposoby na obejscie problemu
                            • judytak Re: ja wiem że nie tędy droga 09.02.06, 13:50
                              regata7 napisała:

                              > pojawia się jakiś problem następuje blokada "nie, nie zrobię tego", "jestem
                              > głupi", zatykanie uszu i płacz...

                              o, jakbym swojego syna widziała/slyszała ;o)
                              ja nie przerywam, u niego to kompletnie się nie sprawdza, potem będzie jeszcze
                              gorzej
                              natomiast sprawdza się zasada "ważne, żebyś się zabrał, a jak się uda, tak się
                              uda" i "zabieraj się, jak na czymś się zatrzymasz, to pomyślimy razem"

                              bo najtrudniej własnie "się zabierać", a potem, to już pójdzie ;o)))

                              pozdrawiam
                              Judyta
                        • eszi nigdy mnie nie uderzyła 08.02.06, 12:13
                          ale wczoraj miała ochotę..... wiem to .... myślę, że jest jeszcze jeden problem
                          który wygenerowali chyba dziadkowie - była pierwszą wnusią (którą do czasu
                          przedszkola zajmowali się podczas mojej nieobecności) generalnie bylo och i ach
                          i w porównaniu do pozostałych wnuków - buła super i najlepsza - i to chyba tak
                          w nią weszło, że jakiekolwiek słowo krytyki działa jak płachta na
                          byka....poprostu nie przyjmuje takich ...może z tym też jest problem... no ale
                          np. wytłumaczcie mi co może robić dziecko na lekcji siedzące na I-wszej ławce -
                          kiedy do domu przynosi uwagę na czystej stronie - brak pracy na lekcji????!! bo
                          ja już jakoś "odpływam"......
                          • regata7 Re: nigdy mnie nie uderzyła 08.02.06, 12:26
                            eszi napisała:

                            generalnie bylo och i ach
                            > i w porównaniu do pozostałych wnuków - buła super i najlepsza - i to chyba
                            tak > w nią weszło, że jakiekolwiek słowo krytyki działa jak płachta na
                            > byka....poprostu nie przyjmuje takich ...może z tym też jest problem... no
                            ale

                            no, dokładnie smile))
                            to też przed chwilą Ci napisałam w innym poście.


                            > np. wytłumaczcie mi co może robić dziecko na lekcji siedzące na I-wszej
                            ławce -
                            > kiedy do domu przynosi uwagę na czystej stronie - brak pracy na lekcji????!!
                            bo ja już jakoś "odpływam"......

                            nic, nic nie robi - wyłącza się. Ogląda długopis, mankiet od bluzki, patrzy na
                            panią... I nie jest to od niej zależne. To nie jej wina!
                            • eszi ale czyja to wina 08.02.06, 12:31
                              myślisz że powinnam zacząć biegać po porady ps.? ja myslę, że nie wiem co
                              potrafi - wiem jak pracowała w przedszkolu i na początku roku szkolnego, wiem
                              jak potrafi pracować, wiem że potrafi się skupić...
                              • regata7 Re: ale czyja to wina 08.02.06, 12:40
                                eszi napisała:

                                > myślisz że powinnam zacząć biegać po porady ps.?

                                nie wiem, to już sama musisz ocenić. Nic w tym złego, my poszliśmy, choć z
                                wątpliwościami (no bo jak to - sami nie damy rady?). Dał nam kilka bardzo
                                przydatnych rad, wysłuchał nas i dziecko, utwierdził w przekonaniu, że
                                działania, które już podjęliśmy są właściwe, trochę pokierował jak dalej, i to
                                wszystko.


                                ja myslę, że nie wiem co
                                > potrafi - wiem jak pracowała w przedszkolu i na początku roku szkolnego, wiem
                                > jak potrafi pracować,

                                wiesz, ale jednak masz problem, widzisz, że coś się zmieniło.
                                Odpowiedziałam Ci, bo chciałam pomóc mając podobne doświadczenia. Podałam kilka
                                konkretnych przykładów, sposobów. Przecież po to napisałaś. Nie piszę, że
                                jesteś złą matką, a błędy popełniamy przecież wszyscy. Nie rozumiem, czemu w
                                takim razie tak się oburzasz.


                                wiem że potrafi się skupić...

                                potrafi się skupić - nad czym? nad tym, co ją interesuje, prawda?
                                chodzi o to, żeby umiała się skupić także nad tym, co mniej dla niej ciekawe.
                          • judytak Re: nigdy mnie nie uderzyła 09.02.06, 13:54
                            eszi napisała:

                            > np. wytłumaczcie mi co może robić dziecko na lekcji siedzące na I-wszej
                            ławce -
                            >
                            > kiedy do domu przynosi uwagę na czystej stronie - brak pracy na lekcji????!!

                            ja mam tak średnio raz na dwa tygodnie
                            mogłabym tak mieć codziennie, tylko pani się nie chce pisać ;o)

                            najpewniej to po prostu kwestia niepełnej dojrzałości szkolnej
                            samo minie z czasem
                            jeśli na ogół na tej lakcji pracuje, tylko czasami nie, to tym bardziej
                            jakaś chwilowa "niedyspozycja", niewyspanie, lekkie przeziębienie, brak
                            śniadania, taka "śpiąca" pogoda, cokolwiek
                            będzie starsza, bardziej dojrzała, to będzie umiała to lepiej opanować (albo
                            lepiej zamaskować...)

                            pozdrawiam
                            Judyta
                    • jaga_a Re: uczepiłaś się tego bólu 01.03.06, 09:09
                      czytam, czytam... nie mam dzieci, więc cofnęłam się w czasie i spojrzałam z
                      perspektywy dziecka... kilka wypowiedzi mnie ruszyło, ale Twoja powaliła mnie na
                      kolana... ja nienawidziłam szkoły - nie tego, że trzeba się uczyć, bo nauka była
                      ciężka, ale dawała satysfakcję, nie nauczycieli, bo to przecież dorośli i mają
                      swoje prawa, mogą nakrzyczeć, mogą obrażać, mogą robić odpytywania choćby
                      codziennie, bo to są DOROŚLI, a do tego nauczyciele... moją największą zmorą
                      szkolną były przerwy, ferie, wakacje... z przerwami sobie radziłam - wystarczyło
                      się z wc zamknąć na te kilka minut, ale kto wymyślił te całe ferie, wakacje,
                      przerwy międzyświąteczne? po jaką chol...??? do dziś tego nie rozumiem
                  • nchyb Re: uczepiłaś się tego bólu 08.02.06, 11:20
                    a ja widzę większy problem, ten problem to Twój stosunek do córki. Co ona nie
                    zrobi i co zrobi jest źle, ona tylko kłamie, kombinuje itp. Niestety takie
                    podejście jest bardzo złe, może przekonać córkę, że i tak nie warto o nic się
                    starać, nic mamie mówić itp itd bo i tak mama będzie wiedziała, ze jest całkiem
                    inaczej, a córka tylko kombinuje, leni się et cetera...

                    Co do mnie, ani ja nie ideał, ani moje dzieci. Stresujemy się czasem (i to nie
                    mało) i ja i oni. Ale ja nie zakładam z góry, że moje dzieci tylko kłamią
                    kombinują i oszukują.
                    Staram się im w razie potrzeby pomóc (a te dzieci mają potrzeby niemal stale -
                    co za dzieci), a u Ciebie mam wrażenie, ze występuje sytuacja - Ty wymagasz i
                    dziecko ma zrobić wszystko samo.
                    Jestem zdecydowaną przeciwniczką odrabiania lekcji ZA DZIECKO, ale jeżeli są
                    problemy (a Twój post świadczy, że te problemy są, czy to z nieumiejętnością
                    uczenia się, czy z koncentracją, czy też z początkami dysleksji - trudno
                    wyrokować na odległość), powinnaś (nawet kosztem M jak miłość i wszystkich
                    innych ważnych spraw) pomagać jej w tych lekcjach (skoro sama nie daje rady).
                    Ona nie ma już dwóch lat, ale ma zaledwie 7 czy 8.

                    A wracając jeszcze do tego bólu. Czy wiesz, że jest całkiem prawopodobne, że
                    przestaje boleć po przyjściu matki, czy innej bliskiej osoby. I nie tylko u
                    dwulatek, ale i u dorosłych. Psychika i nastawienie czyni cuda. Taka
                    autosugestia np. Jak mama przyjdzie przestanie boleć, jak odejdzie zacznie. To
                    naprawdę często działa...
                    • eszi M jak miłość to ona ogląa nie ja 08.02.06, 11:29
                      więc nie mów że powinnam zostawić serial i pomóc córce....co do moich wymagań -
                      ma je jak każda matka ale jak każda matka staram się pomagać dziecku jeśli
                      widzę że ma problemy, a jeśli coś się dzieję złego np. w szkole - zawsze ma we
                      mnie oparcie (było już kilka nieprzyjemnych sytuacji, gdzie musiałam zareagować
                      i to pomogło - np. twz. fala - znasz to?) ale ja mam wrażenie,że ona poprostu
                      zauważyła że pójście na łatwiznę rozwiązuję wiele spraw -być może to że stała
                      się taka wulgarna - przysporzyło jej koleżanek - niestety widzę jak zachowują
                      się dzieci w tej szkole.... i mam wrażenie że to przez to... ale kto wie.. co
                      do dawania rady w odrabianu lekcji - to kiedy ma ochotę i na czymś jej zależy
                      odrobi bez problemu - ale to ona o tym decyduje - więc co?? mam czekać czy ona
                      dziś ma ochotę odrobić lekcje?? poza tym odrabianie lekcji to także nauka
                      samodzielnego myślenia - więc nie przesadzajmy - nie są to takie lekcje,
                      których dziecko nie jest w stanie odrobić samodzielnie - ona generalnie czeka,
                      że ja za nią odrobię.....a do tego nie mogę dopuścić. Nie raz zdarzyło się, że
                      siadam do lekcji z nią i nagle zaczyna zajmować się czymś innych choć przed
                      nami leży zeszty to tylko ja do niego zaglądam.....
                      • nchyb Re: M jak miłość to ona ogląa nie ja 08.02.06, 11:34
                        w ogóle Twoja córa taka byle jaka, kłamie, leniwa, wulgarna, kombinuje, uczyć
                        się nie chce, ciągle ją coś boli, ogląda programy w telewizji których mama nie
                        pozwala, wszystko chce, żeby robić za nią, ciągle idzie na łatwiznę, myśleć
                        samodzielnie nie umie.
                        Nie możesz jej wymienić na lepszy model? Bo już chyba nie ma nadziei...
                        • eszi Ty chyba nie rozumiesz? 08.02.06, 11:39
                          napisałam tu bo mam z tym problem i widzę, że jest coraz gorzej - przecież nie
                          będę pisała, że to moje ukochane dziecko i pomimo wszystko zawsze będę ją
                          kochała - bo to każdy wie i z tym problemu nie mam, wiadomym jest że jesli masz
                          z czymś problem to właśnie to opisujesz.. nie będę się rozpisywała na temat
                          tego jak potafi być już samodzielna i ze każdego dnia zaskakuje mnie również
                          pozytywnie - ale to nie stanowi mojego problemu - nie wiem czy mnie
                          zrozumiałaś..... przecież jeśli jestem na forum zdrowie to piszę o tym co mi
                          dolega a nie o tym , że nie boli mnie to czy to i że nie mam problemów z tym
                          czy z tamtym....
                          • nchyb Re: Ty chyba nie rozumiesz? 08.02.06, 11:44
                            Ale Ty rad nie przyjmujesz, bo wiesz lepiej, ze to nie pomoże, bo córka...
                            • eszi ale jakie rady? że mam 08.02.06, 12:01
                              wymienić córkę na lepszy model?
                              • nchyb Re: ale jakie rady? że mam 08.02.06, 12:09
                                he he
                                skoro wcześniejsze rady nie trafiły Ci do przekonania, to może ta dla Twojej
                                córki będzie najlepsza...

                                Naprawdę nie czytałaś wcześniejszych naszych wypowiedzi?
                              • lola211 Re: Odpusc 08.02.06, 12:26
                                Pociesze Cie choc troche- nie tylko Ty tak masz-bo moja córka-
                                pierwszoklasistka- jest taka sama.Jedynie moje podejscie jest inne.Dla mnie to
                                kolejna faza rozwoju dziecka.Chce miec wlasne zdanie,pyskuje, buntuje sie
                                przeciw nakazom, sonduje, na ile moze sobie pozwolic.Jej rowiesnicy, ktorych
                                obserwuje specjalnie sie nie róznia.O grzecznym przedszkolaku, dla ktorego
                                rodzice sa nieomylna wyrocznia, juz zapomnijwink.
                                Owszem, pilnuje, by lekcje byly odrobione, siadamy razem i ona mi czyta albo
                                zagladam przez ramie, jak napisala zadanie.Pol godziny i mamy z glowy- mysle,
                                ze tyle czasu trzeba dziecku poswiecic, chocby kosztemn nieumytych garów.Nie
                                wyreczam, nie podpowiadam, czasem naprowadzam na wlasciwy trop.Zdarza sie jej
                                czegos nie odrobic, zapomniec cos do szkoly przyniesc.Mnie tez sie zdarzalo,
                                nie robie z tego wielkiego problemu.Za to duzo chwale za osiagniecia- widze ,ze
                                wowczas az "rosnie" i stara sie.
                                Gdy przychodzi wieczor zawsze ma mase spraw do zrobienia- a to cos namalowac, a
                                to lalke umyc, a to potanczyc.Idziemy na kompromis- 10 minut tanca i wypad do
                                lazienki do mycia.
                                Staram sie jak najmniej kazac, gderac, pospieszac, poganiac, bo to wywoluje
                                bunt.Nie posprazatala zabawek- cóz, bedzie miec balagan w pokoju,szat nie rwe z
                                tego powodu.
                            • verdana Re: Ty chyba nie rozumiesz? 08.02.06, 12:11
                              Jesli drobiazgi, typowe dla 7-latka, czyli nieumiejętność skupienia uwagi,
                              olewanie lekcji, "brzydkie wyrazy", chęć bycia z matką, traktujesz jako ciężkie
                              wykroczenia i "pomimo wszystko" córkę kochasz, to coś jest bardzo nie tak. Ja
                              ewentualnie rozumiem, ze "pomimo wszystko" to matka może kochać bandytę, a nie
                              siedmiolatke, która jest roztargniona i nie jest super-pracowita. "Pomimo
                              wszytko" oznacza bardzo głębokie rozczarowanie i przeswiadczenie, ze dziecko
                              jest nieudane i na miłość nie zasługuje.
                              Masz zupełnie normalne dziecko - trochę leniwe, trochę pyskate, trochę
                              roztargnione. A wymarzyłas sobie córeczkę, grzeczną, czyściutką, pierwszą
                              uczennicę w klasie, której nauka przychodzi z łatwością i która nie absorbuje
                              swoją osobą mamy. Taką potrafiłabyś kochać "po prostu".
                              Wydaje mi się, że najważniejszym problemem Twego dziecka jest za mało czasu dla
                              niej. Potraktowałaś siedmiolatkę jak siedemnastolatkę (choć nawet w tym wieku
                              chyba trzeba poswięcić dziewczynie wiecej czasu). Zwróć uwagę, na co się
                              skarżysz - głównie na to, ze córka Cię potrzebuje. Ta nieuwaga, wzywanie
                              mamy "bo boli" to chyba krzyk rozpaczy. Jak dziecko jest grzeczne i nic go nie
                              boli, to nie ma szans, aby ktoś się nim zajął - no więc musi być takie, jakie
                              jest.
                              A przykład z tym, ze ulepiłyscie bałwana - takie wspólne zajęcia zwykle dla
                              rodziców są tak banalną codziennoscią, że nawet nie są zauważane. Jesli
                              uważasz, że było to coś specjalnego, to rzeczywiscie masz dla dziecka za mało
                              czasu.
                              A poza tym - Twoja córka to nie tylko uczennica, a Ty zdaje się postrzegasz ją
                              głównie w tej roli. Mozna być marnym uczniem i wspaniałym człowiekiem i
                              odwrotnie zresztą też.
                              • eszi Re: Ty chyba nie rozumiesz? 08.02.06, 12:21
                                napisałam że będę kochała pomimo wszsytko (czytaj: obawy związane z
                                przyszłością) a nie że kocham ja pomimo wszystko - to różnica..co do bałwana -
                                podałam Wam przykład, że generalnie żyjemy normalnie , do do traktowania małej
                                jak tylkoi wyłącznie uczennicy - nie zgadzam się poprostu z tym mam problem i o
                                tym piszę
                                • verdana Re: Ty chyba nie rozumiesz? 08.02.06, 12:24
                                  Mieć obawy, związane z przyszłoscią, bo siedmiolatka nie dość szybko odrabia
                                  lekcje? Czy też niedokładnie odrabia lekcje? To już naprawdę czarnowidztwo.
                                  Zaręczam Ci, że korelacja pomiędzy wynikami w I semestrze I klasy, a
                                  przyszością dziecka jest zbliżona do zera.
                                  • eszi ale tu chodzi o jej zachowanie 08.02.06, 12:29
                                    a generowane jest właśnie przez te nieszczęsne lekcje których nie chce odrabiac
                                    • verdana Re: ale tu chodzi o jej zachowanie 08.02.06, 13:46
                                      Nie - generowane jest przez to, że Tobie bardziej zalezy na jej lekcjach, niz
                                      jej.
                                      I tu jest też problem - dlaczego dziecko z pierwszej klasy już nie chce
                                      odrabiać lekcji? Myślę, ze wymagasz za dużo - dziecko nie czytające płynnie nie
                                      powinno czytać tak długo, aż osiągnie płynność, czyli parę razy, ale raz czy
                                      dwa. Płynność przyjdzie potem.
                                      Wymagając doskonałosci, zniechęciłaś ją do robienia czegokolwiek. Bo wie, że
                                      doskonałości nie jest w stanie osiągnąć. Więc nie warto robić nic.
                                      • eszi wie 08.02.06, 13:52
                                        że może nauczyć się ładni czytać i to jest potem powód do dumy - czyli np.
                                        pochwała pani przed klasą - a potem w domu i widzę że to jest to, ale w
                                        momencie kiedy ma wszystko w nosie - za co mam ją chwalić że znowu temperuje
                                        ołówki wprost na wykladzinę? kiedy powtarzałam jej może 1000 razy, że tak się
                                        nie robi - mam czekać na jej widzimisię... dziś tak jutro nie?? do czego to
                                        doprowadzi - bo moim zdaniem do zaległości.... i błędnego dokonywania wyboru...
                                        • verdana Re: wie 08.02.06, 14:05
                                          Tak, takie własnie są dzieci - powtarza im się 10 tysięcy razy, a nie raz czy
                                          dwa. Masz zupełnie nierealistyczne wyobrazenia o wychowaniu dziecka. Dzieciom
                                          się mówi, a one zapominają, nawet nie ze złej woli. Po prostu, za którymś razem
                                          nie słuchaja już marudzenia matki.
                                          Znacznie lepiej w takiej sytuacji nagrodzić ten raz, kiedy dziecko zrobi coś
                                          dobrze - zatemperuje kredke do śmietnika, niż wrzeszczeć bez przerwy. Ale
                                          jesteś chyba zwolenniczka tezy, ze jak dziecko zrobi dobrze, to się nie
                                          nagradza, bo to jego obowiazek, a jak źle to od razu trzba ukarać. W ten sposób
                                          wszystkie dzieci byłyby stale karane...
                                          A to Ty, a nie ona chcesz być dumna, ze ładnie czyta. Jej wyraźnie nie zależy,
                                          tylko Tobie. A to nie to samo.
                              • judytak Re: Ty chyba nie rozumiesz? 09.02.06, 14:00
                                verdana napisała:

                                > A przykład z tym, ze ulepiłyscie bałwana - takie wspólne zajęcia zwykle dla
                                > rodziców są tak banalną codziennoscią, że nawet nie są zauważane. Jesli
                                > uważasz, że było to coś specjalnego, to rzeczywiscie masz dla dziecka za mało
                                > czasu.

                                no, bez przesady ;o)
                                ja na ten przykład lepię bałwiana dopiero, jak już baaardzo muszę, i nie
                                znalazłam nikogo innego, kogo mogłabym "wrobić"...

                                pozdrawiam
                                Judyta
                          • kasiapfk Re: Ty chyba nie rozumiesz? 08.02.06, 12:17
                            Eszi,
                            córki najczęściej są identyczne jak matki... jaka mać, taka nać. Niestety...
                            wiem co mówię, sama jestem nieidealną córką nieidealnej matki (na szczęście dla
                            społeczeństwa mam synów smile)) ) ale do rzeczy:
                            nie obrażaj się jak dziecko.
                            Do tej pory zauważyłam,że naprawdę dziewczyny chcą pomóc. Nie tylko ty jestes w
                            tym układzie biedna bezradna. Dziecię twoje też. OBIE macie problemy.
                            Po pierwsze: nie musisz być indealną matką. Bo dzieci nie potrzebuja idealnych
                            matek (tylko wystarczająco dobrych) Rodzice nie potrzebują idealnych dzieci
                            (tylko wystarczająco dobrych) Problem w granicy: gdzie to wystarczająco jest.
                            Młoda faktycznie wygląda (zaznaczam, że info tylko z twojego opisu -
                            subiektywnego z natury) na nadpobudliwą i nie radzącą sobie.
                            A może wizyta u doradcy rodzinnego, nie musi, ale może pomóc.
                            Od dzieci trzeba wymagać i nikt tego nie neguje.
                            Dzieciaki muszą znać granice-warto jednak stawiać je rozsądnie. Czasy się
                            zminiły i szlachetne zasady początku 20w są niestety nieaktualne (to do
                            kombinowania). Trzeba to zaakceptować. Niestety.
                            Myślę, że pomysł z czytaniem(twoim) gdy młoda odrabia lekcje jest genialny
                            (albo malowaniem paznokci nieśmierdzącym lakierem, maseczką na twarz,
                            rozwiązywanie krzyżówki ,sudoku czy czego tam chcesz-byle nie telewizja!) może
                            przynieść skutek.
                            Wydaje mi się jeszcze, że z twoich postów wynika, że sądziłaś (jak ja), iż
                            pójście córki do szkoly spowoduje,że tak powiem "zwiększenie" czasu wolnego u
                            mamy. Nic bardziej mylnego. Małe dzieci, mały... Wiem, co piszę-dla mnie to
                            kolejne trudne objawienie... niestety.
                            Nic nie piszesz o ojcu małej. Może jednak to on by zaczął robić obiady, jeśli
                            ty przejmiesz obowiązek "lekcyjny". Nic nie tracisz.
                            p.s. jestem fantastycznie nieidealna matką i mam IDEALNE dzieci (co prawda
                            najbliższa rodzina twierdzi,ze są to kochane, rozpaskudzone bachorki)

                            • eszi co do ojca - obiady robi ten kto wcześniej wróci 08.02.06, 12:28
                              faktycznie mam dla niej mało czasu - ale nic na to nie mogę poradzić -
                              oczywiście mogę zastawić to wszystko w cholerę i zając się dzieckiem - tylko co
                              dalej - nie jestem w tej komfortowej sytuacji, że mam dziadków pod nosem, tylko
                              muszę zapieprzać na niankę, kredyt, żeby mi na nos nie ciekło itp. czas staram
                              się dzielic i tak mała ma go najwięcej kosztem pozmywanych naczyń, odkurzania
                              itp... ale niestety życie nikogo nie rozpieszcza i dziecko powinno postarać się
                              zrozumieć, że jakoś to trzeba podzielić - a ja ciągle słyszę ,ze inne mamy
                              siedzą w domu - ja to wiem,że mam dla niej mało czasu - ale czy takie dziecko
                              nie jest w stanie zrozumieć , że niektóre mamy pracują - myślę że jest - tylko
                              ona jest na tyle sprytna że wie,że tym mnie najbardziej ugodzi....i wywoła
                              poczucie winy.... ot i całe wszystko... wracam jeszcze do tego, że piszę o niej
                              jak o uczennicy - CZY TO TAK TRUDNO ZROZUMIEĆ że z tym wiążą się problemy i
                              zawsze od tego zaczyna się cały ten sajgon????
                              • lola211 Re: co do ojca - obiady robi ten kto wcześniej wr 08.02.06, 12:33
                                To o ktorej ty wracasz do domu z pracy?
                                • eszi wracamy różnie 08.02.06, 12:37
                                  zazwyczaj ok. 18-19 - tej jestem w domku (poza dniami kiedy mam 2 pracę) wtedy
                                  się nie widzimy....
                                  • lola211 Re: wracamy różnie 08.02.06, 12:53
                                    No to masz zgryz, bo rzeczywiscie dziecko ma deficyt matki.Raczej nie wymagaj,
                                    by zrozumiala, ze musi sama sie zorganizowac i przypilnowac, bo Ty
                                    pracujesz.Ona ma dopiero 7/8 lat.
                                    • eszi dobrze 08.02.06, 12:58
                                      tylko co ja mam zrobić?? poza tym deficyt - tak, ale kiedy jest sobota
                                      niedziela to mała woli jechać np na weekend z ojcem do babci - więc chyba to
                                      mnie bardziej brakuje jej niz odwrotnie.......co do ilości czasu - WIEM,ŻE MAM
                                      GO MALO- ale proszę o radę co zrobić kiedy czasem padasz na gębę??
                                  • judytak Re: wracamy różnie 09.02.06, 14:09
                                    eszi napisała:

                                    > zazwyczaj ok. 18-19 - tej jestem w domku (poza dniami kiedy mam 2 pracę)
                                    wtedy
                                    > się nie widzimy....

                                    w takim układzie odwołuję to, co dotąd napisałam
                                    jedyne sensowne wyjście: wprowadzić zwyczaj, że lekcje odrabia się z nianią,
                                    jeszcze zanim mama wróci
                                    i czynić za to odpowiedzialną nianię własnie...

                                    pozdrawiam
                                    Judyta
                              • nchyb Re: co do ojca - obiady robi ten kto wcześniej wr 08.02.06, 12:47
                                > zrozumieć, że jakoś to trzeba podzielić - a ja ciągle słyszę ,ze inne mamy
                                > siedzą w domu
                                Eszi, większość z nas wcale nie siedzi w domu. Pracujemy, uczymy się, mamy nie
                                tylko jedno dziecko. Czasu brakuje nam czasem straszliwie, czytamy czasem
                                wyłącznie w klozecie, bo czasu brak. ALe na obiad może być podgrzane danie z
                                wczoraj (o ile zostało), okna umyte będą tylko raz w roku, ale dla dziecka
                                znaleźć czas muszę. Dla drugiego zresztą też. No i oczywiście, a może przede
                                wszystkim, dla męża.

                                Dziekco owszem, może się postarać, ale jednak Ty bardziej musisz. Bo jak to
                                ktoś kiedyś napisał, ono się nie prosiło na ten światek...

                                Nawet w tym poście nie potrafisz nie pisać o córce ze złymi emocjami. Naprawdę,
                                zalecam więcej spokoju, melisa, te sprawy i potem na spokojnie przeczytanie
                                wszystkich powyższych wypowiedzi...
                                • eszi wiesz , gdyby mnie to tak nie wkurzyło 08.02.06, 12:55
                                  to pewnie nie pisałabym o tym - stąd złe emocje....jutro inaczej na to spojrze
                                  ale dziś czuję się tak jak się czuję.... czytam Wasze wypowiedzi i analizuję,
                                  ale wybacz tekst wymień córę na lepszy model to nie jest to czego oczekuję....
                                  co dostarań - to nie wiem czy zauwżyłać ale moje dizecko ma 7 lat i to chyba
                                  mój drugi post tu z problemem - więc chyba jakoś te nasze starania wychodzą -
                                  czasem jednak nie, ale generalnie widzę że faktycznie lepiej napisać (albo i
                                  nie) i potem już się nie odzywać, bo ten kto zrobił źle jest do bani a cała
                                  reszta cacy - nie wiem, może to taka forma dowartościowania się - za wszystkie
                                  opinie dziękuję, niektóre z nich dodały mi siły.. inne zdecydowanie
                                  przydeptały ..dzięki
                                • eszi do nchyb 08.02.06, 13:24
                                  poczytalam sobie inne Twoje odpowiedzi na pytania ludzi, którzy mają
                                  wątpliwości - chyba lubujesz się w dokopywaniu innym - rad za wiele w nich nie
                                  widzę poza krytykowaniem.... ale OK, Twój ostatni post tchnąl nadzieją, że może
                                  i Ty kiedyś będziesz potrafiła wysłuchać.....kogoś obcego ..., któ prosi o
                                  radę, pomoc i wsparcie a nie koniecznie o kopa....
                                  • nchyb Eszi 08.02.06, 13:30
                                    Ludzie dostrzegają to, co chcą dostrzec. Tam gdzie Ty dostrzegasz kopa inni
                                    (oczywiście nie wszyscy) znajdują np. temat do przemyśleń. To też forma rady.
                                    Ale każdy widzi świat jak chce...
                                    Tylko szkoda dziecka...
                                    • eszi wiem 08.02.06, 13:36
                                      w Twoim poście poza melisą i spokojem (co jest bardzo cenne) nie dostrzegam
                                      zbyt wielu tematów do przemyśleń.... generalnie wiem, że jadnak to ja a nie
                                      moja córa powinnam więcej się postarać, ale czasem i dorosły też krzyczy (w
                                      sensie pisze np. na forum - zeby nie było nieporozumień) żeby ktoś go usłyszał
                                      i "zauważył" choćby anonimowo, powiedział OK, stało się ale głowa do
                                      góry....piszemy tu o swoich problemach - O SWOICH - więc oczekuję pomocy i
                                      jakiegoś wsparcia - nie oczekuję że powiesz - dobrze zrobiłaś - absolutnie -
                                      tylko nie wiem czy zauważyłaś - ja już leżę - nie trzeba mnie jeszcze
                                      przyklepywać.. bo w ten sposób raczej nie wstanę... i to nie tylko mnie
                                      dotyczy - widziałam co piszesz innym .. zasada kopniaka sprawdza się ale nie
                                      zawsze... bo kopniaków w tych czasach mamy tak wiele, że czasem ten jeden
                                      więcej może być o jednym za dużo i naprawdę może powalić...........
                                      • nchyb Re: wiem 08.02.06, 13:54
                                        ok. skoro nie dostrzegasz co już tu napisano, to wypunktuję, może będzie
                                        czytelniejsze:
                                        1. uspokój się, nerwowa mama nie pomoże
                                        2. pamiętaj, że córka ma zaledwie 7 czy 8 lat, to co dla Ciebie jest proste,
                                        dla neij może być bardzo trudne
                                        3. Pamiętaj, ze to iż wcześniej coś jej nie sprawiało problemu, nie świadczy o
                                        tym, że teraz to nie jest trudne.
                                        4. Pamiętaj i bierz poprawkę na to, że dzieci nie za często są same z siebie
                                        punktualne, pilne, usuchane, kojarzące że mamusia nie ma dla nich czasu
                                        5. momio wszelkich innych zajęć znajdź dla niej więcej czasu, nawet kosztem
                                        innych zajęć
                                        6. sprawdź co sprawia, że ma problemy z nauką, że tak długo trwa odrobienie
                                        lekcji. Czy jest to problem z umiejętnością nauki, czy z koncentracją, czy
                                        początki dysleksji, czy też po prostu niechęć do szkoły jako takiej, czy też w
                                        ten sposób objawiający się bunt dziecka przeciwko Twojemu braku czasu i uwagi
                                        dla niej
                                        7. Nie pozwól jej za często oglądać filmów późno wieczorem, dziecko zmęczone ma
                                        mniej energi i chęci do nauki, a dziecko niewyspane to często zmęczone
                                        8. Jeżeli wystepują problemy, najpierw uspokój siebie, czy to z melisą, czy też
                                        ćwiczeniami oddechowymi, czy też licząc do 10 (to się u mnie czasem sprawdza -
                                        gdy mam ochotę od serca przyłożyć w dupsko syna liczę po cichutku i dopiero
                                        przystepuję do rozwiązywania problemu). Twoja agresja, nawet lekka może
                                        zaostrzyć problem
                                        9. Staraj się jak najwięcej mówić o pozytywach córki. Nawet jeżeli to dla
                                        Ciebie sprawa oczywista, to nie zawsze się to daje zauważyć. Skoro my tego nie
                                        dostrzegamy, może dziecko też nie. Czyli - najpierw plusy, a potem ewentualnie
                                        minusy. Bo tu nie ma porównania z form o chorobach. Psychiki nie leczy się tak
                                        prosto, dasz tabletkę i po kłopocie, bez potrzeby wspominania o tym na co się
                                        nie choruje.
                                        10. I pomimo tego, że uważasz, że leżysz, pamiętaj. Ty nie leżysz. Jesteś po
                                        prostu jedną z wielu matek, prawdopodobnie przemęczonych, a to na rodzinne
                                        układy też nie za dobrze wpływa. Czyli z nadzieją na przyszłość. Nie teksty, ja
                                        już leżę, ale raczej typu, mam problem, ale walczę by go rozwiążać, bo przecież
                                        kocham moją córkę i chcę dla niej jak najlepiej i nawet jak ktoś mi dokopie na
                                        forum to miłości mej do dziecka nikt nie przekreśli i co tam ta nchyb może
                                        wiedzieć o mojej córce. Przecież jest wspanmiała, a że się denerwuje, zdarza
                                        się każdemu.
                                        Pozdrawiam
                                      • verdana Re: wiem 08.02.06, 13:57
                                        Przykro mi, ale wymagasz od córki o wiele za dużo, a przede wszystkim myślenia
                                        na poziomie dorosłej, dojrzałej kobiety, a nie dziecka.
                                        Popatrz na sprawę jej oczami. Przychodzisz z pracy bardzo późno. To zresztą
                                        może właśnie być problem z odrabianiem lekcji - 19 to dla większości dzieci
                                        zbyt późna pora, by móc się skupić. Wracasz, coś robisz w domu, zaczyna się
                                        odrabianie lekcji - i co dziecko słyszy - wymówki, narzekania że zabierasz jej
                                        czas. Dziecko nie rozumuje tak "Mama musi pracować, mama jest zmęczona,
                                        dzielna, więc ja nie będę przeszkadzać". dziecko myśli tak "Mamy cały dzień nie
                                        ma w domu, ze mną, a jak przychodzi, to też nie chce być ze mną, nie chce się
                                        obok mnie połozyć, nie chce ze mna porozmawiać, najwyżej krzyczy. Mama mnie nie
                                        lubi. Mama nie chce ze mną być. Może dlatego, ze jestem niedobra." Zwróć uwagę,
                                        ze dziecko nie chce być z Tobą nawet w wolne dni. To zły znak, nawet bardzo
                                        zły - oznacza to, ze dziecko Cię jeszcze potrzebuje, ale się Ciebie boi, albo
                                        uważa, ze jej nie lubisz i będzie Ci przeszkadzało i znów usłyszy tylko niemiłe
                                        słowa.
                                        Zresztą, wybacz, wydaje mi się, ze Ty rzeczywiście swojego dziecka nie lubisz.
                                        Kochasz, ale nie lubisz. Bo jak się kogoś lubi, to człowiek chce z nim być i
                                        pogadać, nawet jak wraca skonany z pracy. A ty nie chcesz, chcesz mieć z córką
                                        jak najmniej kontaktów i to tylko takich inicjowanych przez siebie.
                                        Doradzam wizytę u psychologa - ale nie z córką. To Ty masz problem i Tobie
                                        trzeba pomóc. Problemy córki sa pewnie tylko pochodną sytuacji domowej.
                                        • eszi pewnie tak 08.02.06, 14:22
                                          kurcze najgorze jest to że miłości też trzeba się uczyć tylko czasem nie ma od
                                          kogo.. dzięki za komentarze - rozumiem, że przez te 7 lat spieprzyłam jej życie
                                          bo jej nielubię....tyle....
                                          • linka9 wyciaganie wniosków 08.02.06, 15:20
                                            eszi napisała:

                                            >dzięki za komentarze - rozumiem, że przez te 7 lat spieprzyłam jej życie
                                            >
                                            > bo jej nielubię....tyle....

                                            Źle rozumiesz.
                                      • linka9 co chciałabyś usłyszeć? 08.02.06, 14:10
                                        eszi napisała:

                                        > nie dostrzegam
                                        > zbyt wielu tematów do przemyśleń....

                                        Szkoda. Przeglądnij jeszcze raz wszystkie posty, dużo tam mądrych spostrzeżeń.
                                        Spróbuj też odpowiedzieć na moje wcześniejsze pytanie.

                                        >i dorosły też krzyczy (w
                                        > sensie pisze np. na forum - zeby nie było nieporozumień) żeby ktoś go usłyszał
                                        > i "zauważył" choćby anonimowo, powiedział OK, stało się ale głowa do
                                        > góry....

                                        Na to że nakrzyczałaś, że dałaś lanie, że nerwy raz puściły można machnąć ręką.
                                        Że nie masz czasu i jest Ci ciężko - można współczuć, zrozumieć.

                                        >piszemy tu o swoich problemach - O SWOICH - więc oczekuję pomocy i
                                        > jakiegoś wsparcia

                                        - nie oczekuję że powiesz - dobrze zrobiłaś - absolutnie -
                                        > tylko nie wiem czy zauważyłaś - ja już leżę - nie trzeba mnie jeszcze
                                        > przyklepywać.. bo w ten sposób raczej nie wstanę... i to nie tylko mnie
                                        > dotyczy

                                        Więc napisz - pocieszcie, mnie, usprawiedliwcie, pożałujcie. Masz przeciez do
                                        tego prawo.

                                        > - widziałam co piszesz innym .. zasada kopniaka sprawdza się ale nie
                                        > zawsze... bo kopniaków w tych czasach mamy tak wiele, że czasem ten jeden
                                        > więcej może być o jednym za dużo i naprawdę może powalić...........

                                        Problem w tym, że ty założyłaś ten wątek nie z powodu problemów, które są w
                                        TOBIE (wtedy kopniak to rzeczywiście zupełny brak empatii), ale z powodu rzekomo
                                        TRAGICZNEGO zachowania, w tym podejścia do nauki przez CÓRKĘ. Otrzymałaś
                                        odpowiedzi mniej więcej w stylu: z córką wszystko w normie (czyli na swój sposób
                                        pocieszające), ale to TY musisz zmienić podejście i jesteś tym zdołowana.
                                        Lepiej zapewne dla Twego samopoczucia byłoby przeczytać: niegrzeczny,
                                        niewdzięczny bachor, nie chce się uczyć i jeszcze Ciebie męczy...

                                        Domagasz się rady, bo czujesz sie pokrzywdzona, że los Ci takie gotuje problemy.
                                        Ale to wszystko nie jest takie proste; magicznego słowa, po którym Twoja córka
                                        zacznie szybciej przyswajać wiedzę i być mniej problemowa, niesty nie ma. ...
                                        • eszi dobrze staneło na tym 08.02.06, 14:33
                                          że to ja mam problemy - a wszystkie odjazdy mojej małej to moja wina -czyli co
                                          (bo mało wiem o dzieciach)dzieciom nie można na nic zwrócić uwagi skoro jej nie
                                          przyjmuje - tylko dalej do przodu rzucać wszystko i stawać na głowie - moze
                                          kiedyś dotrze ??? taka jest teraz zasada wychowywania dzieci?? kurcze chyba się
                                          jednak nie nadaję na matkę....
                                          • nchyb Re: dobrze staneło na tym 08.02.06, 14:36
                                            no widzisz, nie potrafisz nawet przeczytać bez obrażania się...
                                          • baba_ta_sama Re: dobrze staneło na tym 08.02.06, 14:45
                                            Troche pozno zaczelas sie interesowac sprawami wychowania dziecka... Nie
                                            traktuj tego jako zarzut (wiele osob zaczyna dostrzegac waznosc wychowania
                                            dopiero wtedy, gdy zaczynaja sie problemy lub uciazliwosci). Teraz juz wiesz,
                                            ze nie zawsze jest tak, jak bys chciala. Poswiec dziecku wiecej czasu. Poczytaj
                                            ksiazki nt. rozwoju dzieci i ich wychowania, pogadaj z zyczliwymi i
                                            doswiadczonymi ludzmi smile Wazne, zebyc nie odpuscila wink
                                            Zycze powodzenia smile
                                            • verdana Re: dobrze staneło na tym 08.02.06, 14:48
                                              To wydaje się beznadziejne.
                                              Masz głęboko zakodowane, że wszystkiemu winna jest córka, a nie Ty.
                                              Ona ma zrozumieć, ze Ty nie masz czasu, a Ty nie musisz rozumieć, że ona chce
                                              Twojej obecności.
                                              Wydaje się, ze to dziecko bardzo Ci w życiu przeszkadza. Współczuję.
                                            • eszi dziękuję 08.02.06, 14:56
        • judytak Re: naprawdę się staram - 09.02.06, 13:44
          eszi napisała:

          > wczoraj znalazłam w zeszycie uwagę - brak pracy na lekcji, brak
          >
          > pracy domowej - co w takim razie robiła na lekcji??? mówi, że nie wie...

          jak to co robiła? patrzyła przez okno, jak ładnie pada śnieg, i myślała o tym,
          jakiego bałwana można by ulepić ;o))))

          nie przejmuj się tak bardzo...
          oprócz tego, że powiesz dziecku "oj, dziecko, dziecko, pracuj ty na lekcji",
          nic innego robić nie możesz
          to, co na lekcji, to kompetencja nauczycielki ;o)))

          pozdrawiam
          Judyta

          P.S. rozkojarzenie, brak koncentracji, jak nic
          pewnie niedospanie też w tym pomaga...
          J.
    • agatka_s Czy wyscie wszystkie powariowały ? 08.02.06, 15:16
      Po kilku niemiłych "osobistych" wycieczkach postanowiłam więcej już nie pisać
      na tym forum-bo takie obrażanie i "dorabianie gęby" nie specjalnie mi się
      podoba, a nie mam zamiaru udawadniać że nie jestem wielbładem (tym bardziej w
      atmosferze braku szacunku czy choćby elementarnych zasad kultury).

      Ale poprostu nie mogę nie zareagować czytając ten "zmasowany atak" i musze
      stanąc w obronie Eszi.

      Kilka pań "rzuciło" się na nią jak stado piranii. Rzucając jakimiś hasłami
      typu "wymiana na lepszy model" "to dziecko ci przeszkadza" "ty jej nie lubisz"
      itp. Jakim prawem ? Jak śmiecie tak odzywać się do matki (same jesteście, więc
      powinnyście wiedzieć jak to może zaboleć)Co to ma być ? Metoda leczenia
      własnych kompleksów ? Dosyć tego bezsensownego obrażania i robienia z forum
      miejsca dla frustratów którzy pokolei wyzywają się na Bogu ducha, naiwnie
      poszukujących wsparcia i rady. Czy dostałyscie jakiś paten od Boga na
      wychowanie dzieci ? trochę pokory !!!!

      Naprawde nie jest to miejsce gdzie obowiazuje "jedynie sluszna metoda"
      wychowania dzieci i nie jest tak że wszyscy co myślą i robią inaczej to
      potwory. Ludzie mają prawo mieć inne poglądy na wychowanie dzieci i nie jest
      to powód abykogokolwiek obrażać.

      Ja w każdym razie opuszczam to forum (zresztą już drugie które
      zostało "zawłaszczone" przez verdanę)- mam poprostu trochę inną wrażliwość i
      przestaje mnie to bawić.

      Uważam że za te wszystkie rzeczy eszi zdecydowanie należą sie przeprosiny, choć
      i tak wiem że nic takiego nie będzie mieć miejsca....

      Agata
      • linka9 Re: Czy wyscie wszystkie powariowały ? 08.02.06, 15:46
        agatka_s napisała:

        > Po kilku niemiłych "osobistych" wycieczkach postanowiłam więcej już nie pisać
        > na tym forum-bo takie obrażanie i "dorabianie gęby" nie specjalnie mi się
        > podoba, a nie mam zamiaru udawadniać że nie jestem wielbładem (tym bardziej w
        > atmosferze braku szacunku czy choćby elementarnych zasad kultury).

        Osoby, które nie potrafią przyjąć krytyki własnych poglądów i prezentowanej
        postawy rzeczywiście dla WŁSNEGO dobra nie powinny się na forum wypowiadać.

        > Ale poprostu nie mogę nie zareagować czytając ten "zmasowany atak" i musze
        > stanąc w obronie Eszi.

        Nie atakujemy tutaj Eszi, ale pokazujemy, że to sprzeżenie zwrotne i jej
        postawa dolewa oliwy do ognia.

        > Kilka pań "rzuciło" się na nią jak stado piranii. Rzucając jakimiś hasłami
        > typu "wymiana na lepszy model" "to dziecko ci przeszkadza" "ty jej nie lubisz"
        > itp.

        Ludzie przewrazliwieni, nie potrafiący nabrac dystansu, ani dostrzec uroku
        lekkiej kpiny czy złośliwości nie powinny publicznie wystawiać swych pogladów i
        problemów na forum.

        >Jakim prawem ? Jak śmiecie tak odzywać się do matki (same jesteście, więc
        > powinnyście wiedzieć jak to może zaboleć)Co to ma być ?

        Nikt jej tutaj ani nie obraża, ani nie wyzywa, pokazuje jednak błędy. Przy takim
        odbiorze najlepiej zamknąc się we własnym gronie sprawdzonych ludzi, tudzież
        porozmawiac z dobrym psychologiem.

        >Metoda leczenia
        > własnych kompleksów ?

        Obawiam sie, że własnie to ci zakompleksieni nie potrafią się odnaleźć i przejśc
        spokojnie obok krytyki.

        >Dosyć tego bezsensownego obrażania i robienia z forum
        > miejsca dla frustratów którzy pokolei wyzywają się na Bogu ducha, naiwnie
        > poszukujących wsparcia i rady.

        Kto, gdzie wyzywa?
        Rad wiele padło.A że nie po myśli?

        A CO TY MASZ DO ZAPROPONOWANIA w tym konkretnym wypadku, oprócz krytyki radzących?

        >Czy dostałyscie jakiś paten od Boga na
        > wychowanie dzieci ? trochę pokory !!!!

        Te słowa odnoszą się do KAŻDEJ forumowiczki, w a więc i Ciebie.

        > Naprawde nie jest to miejsce gdzie obowiazuje "jedynie sluszna metoda"
        > wychowania dzieci i nie jest tak że wszyscy co myślą i robią inaczej to
        > potwory.

        Jak na razie Eszi ma problemy, do potwora jej daleko, niemniej nie sprawdzają
        się jej metody w tak TRUDNEJ sytuacji, jakiej się znalazła. Może akutat "te
        jedynie słuszne" będa pomocne. Bo Ty nie masz nic konkretnego do zaproponowania,
        jak widać.

        >Ludzie mają prawo mieć inne poglądy na wychowanie dzieci i nie jest
        > to powód abykogokolwiek obrażać.

        Ale skoro proszą o radę, to znaczy że ich poglądy nie są wystarczające. A
        obrażac mozna sie o wszystko, kwestia natury i ... stanu psychicznego.

        > Ja w każdym razie opuszczam to forum
        SZKODA. Naprawdę.

        >cryingzresztą już drugie które
        > zostało "zawłaszczone" przez verdanę)- mam poprostu trochę inną wrażliwość i
        > przestaje mnie to bawić.

        Pozostaje załozyć kółko wzajemnej adoracji.

      • baba_ta_sama Re: Czy wyscie wszystkie powariowały ? 08.02.06, 15:53
        Agatko, czyzbys nie widziala pewnych wypowiedzi ????
        Verdana jest osoba, ktora wiecej daje, niz odbiera wink

        A Ty wyglaszajac taka krytyke wcale nie przysluzylas sie Eszi - mam nadzieje,
        ze to widzisz.

        Forum istnieje dla wyglaszania opinii - baaaardzo roznych czasami. Kazdy
        zglaszajacy problem musi sie liczyc z roznymi wypowiedziami. Nie do nas nalezy
        ocenianie. Krytyka rowniez. Kazdy jednak ma prawo do wygloszenia swego pogladu
        w poruszanym temacie. Nie obrazaj sie. Forum dlatego jest interesujace, ze
        przedstawia zroznicowane punkty widzenia.
        Pozdrawiam smile
        baba
        • verdana Re: Czy wyscie wszystkie powariowały ? 08.02.06, 16:05
          Hm, jesli nie wolno krytykować żadnej matki (bo matka święta jest) to przyjdzie
          chyba zamknąć i to forum i parę innych.
          A mnie, jako matki potrójnej, już zupełnie krytykować nie wolno. Nie rozumiem,
          jak Agatka mogła sobie na to pozwolić.
          • baba_ta_sama Re: Czy wyscie wszystkie powariowały ? 08.02.06, 16:07
            Nadinterpretacja tez jest nie do przyjecia, prawda????
            • baba_ta_sama Re: Czy wyscie wszystkie powariowały ? 08.02.06, 16:09
              OK, jesli tak, to zadaje nastepujace pytanie: czym dla Was jest forum ?
              • verdana Re: Czy wyscie wszystkie powariowały ? 08.02.06, 16:12
                Doskonałe pytanie, ale tu zginie. Moze załóż nowy wątek?
                • baba_ta_sama Re: Czy wyscie wszystkie powariowały ? 08.02.06, 16:18
                  Ty zaloz - ja wyjezdzam, a po za tym rzadko tu bywam smile
                  • verdana Re: Czy wyscie wszystkie powariowały ? 08.02.06, 16:39
                    Nie chce mi się... Znowu będzie awantura, a ja juz dziś w trzech biore udział.
                    Miłego wyjazdu!
          • nisar Która nigdy nie dała swojemu dziecku 08.02.06, 16:13
            "w łep" niech pierwsza rzuci kamieniem.

            Eszi, dawałam dziecku "w łep" zeszytem, jak wyprowadziła mnie z równowagi.
            Żyjemy obie, Młoda nadal ma do mnie szacunek i zaufanie. Mówi mi o wszystkim
            (Boszszsz ile to potrafi trwać).
            Jestem najdalsza od atakowania i krytykowania Ciebie.
            Niemniej proszę, spróbuj się wyciszyć na ten temat, bo inaczej spirala idzie w
            górę. Może po prostu zaproponuj córce, że pomożesz jej poradzić sobie z tym,
            JAK odrabiać lekcje. Wytłumacz, że pół godziny koncentracji da jej potem resztę
            wieczoru spokoju. Są dzieci, którym trzeba pomagać i już. Wygospodaruj te pół
            godziny Tylko Dla Małej. I obiecaj, że jeśli będzie ok, to wieczorem się z nią
            położysz (Młoda ma prawie 12 lat i uwielbia to do dzisiaj) i przytulicie się
            mocno - bo będzie czas, którego nie będziecie marnować na odrabianie lekcji
            metodą "tu jeszcze zajrzę, tam obejrzę, gdzie indziej popatrzę". Załóż sobie,
            że bez względu na wszystko, przez dwa-trzy tygodnie tak to będzie wyglądało.
            Mam nadzieję, że się uda.
          • agatka_s Re: Czy wyscie wszystkie powariowały ? 08.02.06, 16:38
            verdano,



            Ja Cię nie skrytykowałam za to jaką jesteś matką (bo tego nie wiem, chociażby
            dlatego że pisanie to jedno, a życie to drugie, a poza tym naprawde nawet tak
            długo czytając Twoje wypowiedzi nie umiem powiedzieć jaką matką jesteś, i nie
            odważyłabym się na krytykę). Krytykuje Cię natomiast za sposób dyskusji-który
            znam już bardzo dobrze, bo czytam twoje wypowiedzi conajmniej od roku jak nie
            dłużej. Krytykuje cie za napastliwy, pełen osobistych wycieczek, czasem
            agresywny jak w tym wątku (Naprawde powiedzenie matce "ty musisz nie lubić
            swego dziecka" jest według mnie bardzo okrutne i niepotrzebnie agresywne)
            sposób dyskusji. Po co to wszystko ? Te same rzeczy można powiedzieć w sposób
            grzeczny i miły (szczególnie gdy ktoś prosi o radę). W końcu są tu tylko matki
            którym zależy na dzieciach, i choć różnimy się czasem w metodach ale w sumie
            zależy nam na tym samym-na tym aby nasze dzieci były szczęśliwe i zdrowe.

            Nie podoba mi się też przypisywanie komuś czegoś co jest kompletnie nie zgodne
            z rzeczywistością (teraz mówie o swoim przypadku). Jak coś sobie założysz (np
            to że ja maltretuje swoje dziecko zakazami i nakazami i jestem nad-ambitną
            samotną matką która realizuje się poprzez własne dziecko), to przesz jak czołg
            aby swoją tezę udowodnić. Przypisujesz jakieś stereotypowe zachowania,
            wyciągasz wnioski na podstawie jakiś pojedyńczych wypowiedzi, wkladasz w usta
            cos czego nigdy nie mowilam, po to aby udowodnić swoją tezę. Ja nie mam
            ochoty na taką (w ten sposób) dyskusję. Bo i tak cokolwiek bym nie powiedziala
            ty i tak wiesz swoje.

            Nigdy przenigdy nie zrobiłam na tym forum uwagi dotyczacej jak konkretna osoba
            wychowuje swoje dziecko-bo nic mi do tego !!!. Szanuje ze ty czy inna linka
            wychowujecie dzieci tak czy owak. Szanuje że uważacie ze dzieci powinno się
            wychowywać tak i siak. Ja uważam inaczej i chciałabym aby po pierwsze było to
            przez was szanowane (co nie oznacza że nie mozemy dyskutować na argumenty), a
            po drugie abym nie była narażona na obrażanie mnie i jakieś osobiste wycieczki.
            Szczegolnie przykre zas są wycieczki dotyczace mojego syna. Nawet on jest
            obiektem zlosliwosci. Czemu ? Tylko dlatego ze mam szczescie miec fajnego
            dzieciaka ? No mam ! I co mam za to przepraszać ? wstydzic sie tego ? Być w
            konspiracji ?

            Można się róznić, można mieć różne opinie, można skrytykować coś kto powiedział
            lub zrobił, ale na miłośc boską, po co się obrażać ? po co "dokładać" komuś,
            kto i tak już ma za swoje (teraz mówie o eszi).

            Nie chce pisac na forum gdzie ludzie nie sa dla siebie wzajemnie życzliwi. I
            to nie ma nic wspolnego z pluralizmem pogladow, bo powiem raz jeszcze poglady
            można miec rózne a mimo tego być dla siebie zyczliwym.

            Na tym forum brak jest wzajemnej życzliwosci, a od jakiegos czasu jest tylko
            postawa "kto nie ze mna ten wróg", dlatego "prosze zatrzymac ten pociag, ja
            wysiadam". Forum jest dla mnie swoista przyjemnoscia, a w takiej atmosferze
            nie jest.
            • verdana Re: Czy wyscie wszystkie powariowały ? 08.02.06, 16:48
              Wybacz, ale ja nie popieram wszystkich metod wychowania i nie wszystko jestem w
              stanie zaakceptować.
              Róznimy się podejściem do wychowania. Dla mnie dziecko jest odrębną istotą,
              którą należy wychowywać, w dużym stopniu zgodnie z jej wyobrażeniami o dalszej
              przyszłości i tym, co sama lubi, chce i ma zamiar osiągnąć. Rodzice powinni
              oczywiście to korygować, zachęcać, albo nawet zabraniać, ale nie do wszystkiego
              mają prawo i nie każde ich zachowanie może byc zaakceptowane.
              Ty, jak mi się wydaje, stoisz na stanowisku, ze każdym rodzicom należy się
              szacunek tylko za to, że są i że rodzice mają prawo wychowywać dziecko zgodnie
              z własnym wyobrażeniem jego przyszłosci, niezaleznie od tego co o tym myśli
              dziecko.
              Nie zgodzimy się w tym punkcie nigdy. Nie wątpię, ze moje pewne posunięcia
              wychowawcze wydadzą Ci się karygodne, podobnie jak mnie liczne Twoje.
              Nie uważam wcale , ze zawsze muszę być miła i sympatyczna dla matek,
              szczególnie jeśli wydaje mi się, ze ich dziecku dzieje się krzywda. Dobro
              dziecka jest dla mnie zawsze ważniejsze niż samopoczucie matki - dla Ciebie
              jest odwrotnie.
              Cóż...
              • agatka_s Re: Czy wyscie wszystkie powariowały ? 08.02.06, 16:58
                verdana napisała:

                > Wybacz, ale ja nie popieram wszystkich metod wychowania i nie wszystko jestem
                w
                >
                > stanie zaakceptować.
                > Róznimy się podejściem do wychowania. Dla mnie dziecko jest odrębną istotą,
                > którą należy wychowywać, w dużym stopniu zgodnie z jej wyobrażeniami o
                dalszej
                > przyszłości i tym, co sama lubi, chce i ma zamiar osiągnąć. Rodzice powinni
                > oczywiście to korygować, zachęcać, albo nawet zabraniać, ale nie do
                wszystkiego
                >
                > mają prawo i nie każde ich zachowanie może byc zaakceptowane.
                > Ty, jak mi się wydaje, stoisz na stanowisku, ze każdym rodzicom należy się
                > szacunek tylko za to, że są i że rodzice mają prawo wychowywać dziecko
                zgodnie
                > z własnym wyobrażeniem jego przyszłosci, niezaleznie od tego co o tym myśli
                > dziecko.
                > Nie zgodzimy się w tym punkcie nigdy. Nie wątpię, ze moje pewne posunięcia
                > wychowawcze wydadzą Ci się karygodne, podobnie jak mnie liczne Twoje.
                > Nie uważam wcale , ze zawsze muszę być miła i sympatyczna dla matek,
                > szczególnie jeśli wydaje mi się, ze ich dziecku dzieje się krzywda. Dobro
                > dziecka jest dla mnie zawsze ważniejsze niż samopoczucie matki - dla Ciebie
                > jest odwrotnie.
                > Cóż...

                Boże ale skąd ty to wiesz ?

                Czytam to raz i drugi i naprawde nie ma w tym grama prawdy. Sama jestem 100%
                indywidualistką i wolność wyboru innych ludzi w tym i wolność wyboru mojeg syna
                są dla mnie jedną z istotniejszych wartości. Moje dziecko jest bardzo odrebna
                istota (choc dobrze wychowana, myjaca zeby 2 razy dziennie , dobrze sie uczaca
                i nie sprawiajaca klopotow NARAZIE).

                To jest wlasnie to o czym pisalam: cos sobie zalozylas i juz. Tylko ze to
                nijak ma sie do rzeczywistosci.

                Tylko co ja mam cie teraz przekonywac ? Przeciez to glupie. Postaw sie w
                mojej sytuacji. Chcialoby Ci sie przekonywac kogos kto i tak wie ze
                jestes "wielbladem" ?





                • baba_ta_sama Re: Czy wyscie wszystkie powariowały ? 08.02.06, 17:01
                  No wlasnie..... Myslisz, ze Ty tez wiesz wszystko? smile Proponuje klub matek o
                  roznych pogladach - zapraszam do nowego watku smile
                  • verdana Re: Czy wyscie wszystkie powariowały ? 08.02.06, 17:08
                    Agatko! Wiele razy pisałas, ze w Twoim domu jest wiele rzeczy, które nie
                    podlegaja dyskusji. I nie mówię tu tylko o myciu zębów, ale i o odrabianiu
                    lekcji, formie zwracania się do osób starszych, godzinie chodzenia spać,
                    ubiorze do teatru i wielu innych.
                    U mnie w domu dyskusji podlega wszystko, co nie znaczy, że muszę przystać na
                    poglądy dziecka. Ale dyskutować, kłócić się i argumentować zawsze mozna.
                    Jesli wiele spraw "nie podlega dyskusji" - to gdzie tu miejsce na wolność i
                    indywidualizm?
                    • agatka_s Re: Czy wyscie wszystkie powariowały ? 08.02.06, 17:41
                      verdana napisała:

                      > Agatko! Wiele razy pisałas, ze w Twoim domu jest wiele rzeczy, które nie
                      > podlegaja dyskusji. I nie mówię tu tylko o myciu zębów, ale i

                      o odrabianiu
                      > lekcji-

                      tak panuje generalna zasada ze lekcje sie odrabia, od jakis 2 lat nie ma
                      potrzeby dyskutowania na ten temat (byl tylko raz w karierze szkolnej taki
                      okres ze takie dyskusje byly, fakt ze dyskusje zakonczyly sie jednak wnioskiem
                      ze lekcje sie odrabia). A czy sa odrabiane ? Nawet nie wiem, raczej tak skoro
                      w szkole jest wszystko OK. W tym roku ingerowalam jeszcze w wypracowania, ale
                      po przeczytaniu kilku rad z tego forum zaprzestalam. Poki co chyba nic zlego
                      sie nie wydarzylo.


                      -formie zwracania się do osób starszych- no poprostu takie formy sa u mnie w
                      domu (w sensie szerszym), co tu dyskutowac, ja tak zwracam sie do mamy
                      (grzecznie) i tak samo syn do mnie.


                      godzinie chodzenia spać- O to nieprawda ! syn ma totalna wolnosc ale i tak
                      zasypia codziennie o 21.00 bo nie daje rady dluzej, moze z kilka razy jak byl
                      mecz to jakos udalo sie, ale wolnosc ma totalna w tym wzgledzie.
                      >
                      ubiorze do teatru- no to tak samo jak z grzecznym zwracaniem sie, zostalo to
                      przyswojone niejako przez przyklad czy osmoze. Poza tym syn spiewajac w chorze
                      ma tam zrobione "pranie mozgu" na temat ubioru w miejscach gdzie wystepuja
                      artysci-akurat nie musialam sie wysilac. Dla niego jest to wazne.

                      Ubior ostatnio jest istotny (bo dlugo nie byl), bo od pewnego czasu syn ma juz
                      okreslony gust i istotne jest aby nie nosic czegos co jest obciachowe (np
                      wyrzucopne zostaly rajstopy-mimo ze ja je uwazam je za rozsadne, syn mnie
                      przekonal ze to obciach, kompromisem sa kalesony...)


                      i wielu innych.
                      ???? jakich ?


                      > U mnie w domu dyskusji podlega wszystko, co nie znaczy, że muszę przystać na
                      > poglądy dziecka.

                      U mnie dyskusji podlega wszystko co nie zagraza bezpieczenstwu czy zdrowiu.
                      Dlatego np nie dyskutuje o myciu zebow, czy koniecznosci noszenia cieplej
                      czapki.

                      Dyskutujemy natomiast bardzo czesto i na rozne tematy, bo dyskutować, kłócić
                      się i argumentować zawsze mozna.

                      Mozna, pod warunkiem ze robi sie to w sposob nie obrazajacy czy sprawiajacy
                      przykrosc drugiej stronie.

                      > Jesli wiele spraw "nie podlega dyskusji" - to gdzie tu miejsce na wolność i
                      > indywidualizm?

                      Powiem raz jeszcze dyskusji nie podlegaja u nas sprawy dotyczace bezpieczenstwa
                      czy zdrowia. Inne jak najbardziej. Tylko ze wiele z rzeczy o ktorych
                      wspomnialas nigdy nie byly przedmiotem dyskusji bo dzieciak przyswoil je sobie
                      automatycznie jako swoje (np grzeczne zwracanie sie do starszych)

                      Mysle ze poprostu moje dziecko jest inne niz Twoje. Jak pisalam wielokrotnie
                      moj syn ma bardzo mile usposobienie. On zazwyczaj jest zadowolony i
                      szczesliwy. Nie ma jakiejs potrzeby buntu. Do przedszkola zawsze chodzil z
                      radoscia, zalicza juz 3 szkole i kazda mu sie zawsze podoba, byl na 9 obozach
                      zawsze wraca zadowolony. W szkole uczy sie wspaniale, i szkola nie zabiera mu
                      wiele energii czy czasu (taki automat teraz). Jego prawdziwa pasja jest pilka
                      nozna (kompletnie poza mna bo ja nie mam o tym pojecia) i tu przede wszystkim
                      sie wyzywa. Oprocz tega ma zajecia na ktore chodzi z wlasnej i nieprzymuszonej
                      woli (wie ze zawsze moze zrezygnowac, ale on naprawde lubi te zajecia-chor i
                      harcerstwo) Naprawde nie mamy w domu specjalnie drazliwych tematow. Nie mowie
                      ze nie bedzie, ale poki co naprawde syn nie ma powodow do jakis buntow czy
                      specjalnych "dyskusji". Ale jak bedzie jakis temat drazliwy, to wtedy bedziemy
                      dyskutowac. Ja sama zawsze sama sobie wszystko zalatwialam, mysle ze bedzie i
                      tak samo z synem. Nie mam zupelnie zadnych ambicji co do ocen (fakt ze sa
                      fantastyczne, poza wf-em z ktorego ma 4+), nie mam zadnych ambicji co do jego
                      przyszlosci i w sensie zawodowym i osobistym. Biore tez pod uwage ze moze byc
                      gejem albo innym ksiedzem...

                    • agnieszka196 Verdano, 18.02.06, 16:15
                      Verdano,
                      Zacznę od tego, że uważam cię za mądrą osobę. Nie będzie to jednak jeden z
                      hymnów pochwalnych na twoją cześć, jakie czasami się tu i ówdzie zdarzają.
                      Czytuję sobie różne fora od dawna, prawie nigdy nie piszę. Poruszyła mnie
                      trochę tutejsza, trochę ‘oboczna’, dyskusja na temat tego, czy można
                      krytykować, co można krytykować i kto może to robić. Zgadzam się z Agatą, że
                      czasami warto chyba trochę ‘zluzować’ i zastanowić się, czy rzeczywiście
                      potrzeba takich ostrych słów, jak ‘nie lubisz swojego dziecka’ ‘Wydaje się, ze
                      to dziecko bardzo Ci w życiu przeszkadza. Współczuję.’ itp. Może i masz trochę
                      racji, może twoje rady nie są głupie i niepotrzebne, bo czasami słowa prawdy od
                      kogoś obcego otwierają oczy na różne sprawy. Ale można to zrobić po pierwsze
                      łagodniej, nie tak autorytatywnie , a po drugie, warto chyba spojrzeć na
                      problem z trochę szerszej perspektywy. Myślę, że rozumiem trochę eszi. Z moim
                      dzieckiem mam czasami podobne problemy. I wiem, że są one typowe dla jej wieku,
                      wiem, że dzieci po prostu takie są, ale i tak szlag mnie trafia, kiedy muszę
                      powtarzać coś dziesiątki razy zanim do niej dotrze, albo kiedy stoję ubrana do
                      wyjścia, czekam, a ona akurat musi coś w programie telewizyjnym przeczytać,
                      albo kiedy siedzi nad lekcjami i dłubie w nosie przez 25 minut zamiast pisać
                      wypracowanie. I kiedy jest wiecznie z czegoś niezadowolona. I wiesz co? Wtedy
                      to nawet mi samej wydaje się, że nie lubię własnego dziecka. Nikt mi nie musi
                      tego uświadamiać. Ale pewnie gdybym uznała, że jest to problem i chciała aby
                      ktoś się na ten temat wypowiedział na forum to też opisałabym pewnie sam
                      problem, a nie wspomniałabym być może o tych cudownych chwilach, kiedy córka
                      przychodzi wieczorem ‘pogadać’, kiedy szaleje z radości jak się jej coś uda,
                      kiedy opowiada coś z przejęciem, kiedy….. I być może też na podstawie problemu
                      ktoś mógłby stwierdzić, że jako matka szału nie robię. Ale chyba nikt nie robi,
                      prawda? Ty pewnie tez nie, verdano, czego jesteś zapewne świadoma. Obserwując
                      twoją działalność na różnych forach dochodzę do wniosku, że trochę zbyt
                      niebezpiecznie zbliżasz się do ‘wszechwiedzenia’, a tego przecież nikt nie
                      lubi. Chętnie poczytamy co masz do powiedzenia (naprawdę chętnie), ale może
                      jednak powinno to być w trochę łagodniejszej formie, bo czasami wydajesz się
                      nie mieć szacunku dla ludzi, których przecież nie znasz. To takie moje zdanie,
                      nie chciałabym cię w żaden sposób obrazić, bo pamiętam, że kiedyś sama
                      zakładałaś fajne, czasem dowcipne wątki. Zdarzało ci się nawet samej prosić o
                      radę (!) Pamiętam też niepoważne ‘poważne’ problemy z mamą, które mnie mocno
                      bawiły. A teraz to już tylko cię widać w wątkach innych osób, kiedy próbujesz
                      im powiedzieć jak bardzo źle robią. Szkoda. Mam nadzieję, że jeszcze zobaczę
                      gdzieś dawną verdanę. Pozrawiam.
                  • agatka_s do baby 08.02.06, 17:11
                    baba_ta_sama napisała:

                    > No wlasnie..... Myslisz, ze Ty tez wiesz wszystko? smile Proponuje klub matek o
                    > roznych pogladach - zapraszam do nowego watku smile


                    ze niby ja wiem wszystko ? Nie ja nie wiem wszystkiego. Ale na 100% wiem jaki
                    mam system wartosci, jak wychowuje moje dziecko i jakie mamy stosunki w domu i
                    jakie mam dziecko.

                    I wiem na 1000% ze to co ja wiem o tym co powyżej nijak sie ma do wyobrażeń
                    verdany na ten temat. Tylko tyle wiem.
                    • baba_ta_sama Re: do baby 08.02.06, 17:36
                      smile Stad pomysl (moj - nie wiem, czy dobry), zeby przedstawic
                      swoje "matczostwo" wink
                      Zapraszam, jesli jestes zainteresowana w tym, zeby wieksze gremium moglo z
                      naszych doswiadczen skorzystac.
                      smile
                      • gaika Re: O czym dyskutować? 08.02.06, 18:22
                        Forum służy do dyskutowania i spierania się. Czym innym jest jednak krytyka
                        poglądów, czy przedstawianie własnych w opozycji do cudzych, a czym innym
                        krytyka albo "diagnoza" samej osoby. Te granice wyznacza i kultura i zasady
                        przyzwoitości. Nie zgadzając się z cudzym stanowiskiem możemy podać
                        kontrargumenty, ale dla mnie nie są nimi wyobrażenia na temat piszącej osoby.
                        Przypisywanie jej jakichś cech lub intencji, które z treści nie wynikają, jest
                        nadużyciem.
                        Z drugiej strony mając świadomość, ze forum jest miejscem publicznym i mamy do
                        czynienia z szerokim "przekrojem społecznym", trudno oczekiwać, ze każda
                        dyskusja będzie przebiegać w takiej formie jakiej sobie życzymy. Pozostaje się
                        z tym pogodzić lub wypowiedzi, które naszym zdaniem przekraczają granice,
                        ignorować.
                    • eszi Agatce dziękuje za słowa wsparcia 09.02.06, 08:14
                      mówiłam, że dziś będzie nowy dzień... i jest o wiele lepszy od wczorajszego i
                      przedwczorajszego.. nie wiem, czy reszta zrozumiała, że ja wracam z pracy
                      każdego dnia i ją od progu leję za przysłowiowe mrugnięcie okiem - ale jesli
                      tak zrozumiałyście (wiecie do kogo mówię) to proszę bardzo..... dziś mam to
                      gdzieś ... jedna rada dla wszystkich którzy szukają tu wsparcia - swoje
                      problemy zostawcie poza forum - bo i tak nikt nie wesprze dobrym słowem, a
                      błotem zarzuci okrutnie....za "porady " forum już dziękuję.. myślę, że gdyby
                      przyszłedł to przyszły samobójca - dowiedziałby się jednego - za późno nawet na
                      samobójstwo....
    • judytak Re: no i nie wytrzymalam 09.02.06, 13:40
      broń boże, żebyś poświęcała jej całe popołudnie ;o)

      ale 30-40 minut możesz, a tyle plus-minus wystarczy na odrabianie lekcji w
      pierwszej klasie
      nie chodzi o to, żebyś pomagała, pewnie nie jest jej to potrzebne, ale chodzi o
      to, żebyś "miała na nią oko", żebyś np. słuchała, jak czyta, i mówiła
      czasami "mhmm", żebyś zwróciła jej uwagę, że znów się zagapiła, i nie pisze, a
      szkoda czasu, żebyś odpowiadała na "głodna jestem", że "jak tylko skończysz,
      zobacz, już tylko dwa zadania"
      nie musisz się wyłącznie tym zajmować, możesz siedzieć koło jej biurka i
      obierać ziemniaki, albo posadzić ją przy stole w koczni i robić swoje ;o)
      małym dzieciom często źle się pracuje "w samotności", odczuwają to
      jako "zsyłkę", wykluczenie jakieś...

      wieczorem? jak będzie ogólnie spokojniej popołudniami, to i łatwiej pójdzie z
      zasypianiam...
      możesz jej dać jakąś książkę, niech sobie poczyta (poogląda) w łóżku
      u mnie się sprawdzał system "połóż się, ja teraz pójdę zmywać/kąpać się/itp.,
      za półgodziny zajrzę do ciebie", wtedy, jeśli jeszcze nie śpi, siadam na
      chwilę, krótka rozmowa, i znów to samo, aż za którymś razem zaśnie...

      pozdrawiam
      Judyta
    • mamaluna Re: no i nie wytrzymalam 14.02.06, 12:32
      czytam wlasnie te ksiazke: www.merlin.com.pl/frontend/towar/267002
      i polecam Tobie ja przeczytac.
      Agresja rodzi agresje i tylko sie oddalacie od siebie.
      Powodzenia
    • goonia Re: no i nie wytrzymalam 16.02.06, 22:59
      Droga Eszi
      To co napisze, to z wlasnego doswiadczenia w bardzo podobnej sytuacji. Nie chce
      cie urazic ani pouczac. Wnioski wyciagniesz sama. Zreszta wiele dobrych rad
      udzielily Ci juz inne mamy, tylko, ze to nie jest tak latwo jak sie wydaje do
      zastosowania.
      1. Jestes zmeczona i zestresowana, musisz odpoczac i "wyluzowac " troche.
      2. Szkola to rowniez stres dla dziecka, ono nie umie sobie z tym poradzic.
      Dorosli tez sobie ze stresem nie radza.
      3. Jesli temperuje olowki a smiecie leca na podloge, to kaz sprztnac i tyle.
      Wiem szlag cie trafia jak patrzysz. Trudno.
      4. Kazdy czyn ma skutki. Dziecko musi je odczuc. Wtedy samo zacznie myslec.
      5. Zwroc uwage na diete. Ogranicz slodycze, tluszcze i jedzenie bogate w
      weglowodany - to bardzo wazne. Pozwol na przerwy nawet co 15 minut, pod
      warunkiem, ze cokolwiek bedzie zrobione w tym czasie.
      To dopiero pierwsza klasa, nie daj sie wpedzic w te nagonke geniuszy. Kazde
      dziecko jest inne, i w innym tempie dojrzewa.
      A przede wszystkim Ty musisz sie zrelaksowac i odpoczac, bedziesz wtedy
      bardziej cierpliwa.
      Po przyjsciu z pracy idz do wanny na godzine.
      Pranie nie zajac, obiad maz moze zrobic, a jak nie to nie zje. Popros
      opiekunke, zeby gotowala dla corki. A wy jak nie zjecie czasem obiadu z 3 dan z
      deserem to dziury w niebie nie bedzie.
      Glowa do gorysmile
    • ies2 Re: no i nie wytrzymalam 01.03.06, 14:26
      Do Eszi.
      Po przeczytaniu postów nasuwa się jeden wniosek, jak masz problem to nie pisz,
      lepiej niech ci ręka uschnie, bo zamiast dobrej rady czy potrzebnego ludzkiego
      wsparcia zostaniesz zdołowana przez tzw."super-matki", którym wydaje się, że
      mają jedyną-słuszną rację. Ode masz mnie słowa otuchy i zrozumienie.pozdrawiam
      • eszi dzięki 03.03.06, 11:05
        na szczęście takie incydenty nie mają miejsca każdego dnia - bylo to
        jednorazowe i dlatego tam mnie bolała ta cała sutyacja - a co do Twojego
        zdania - masz rację i dziękuję - tu są zazwyczaj sami "super rodzice"
        wychowujący swoje dzieci bezstresowo.......ale ok, ich sprawa, a ja nauczyłam
        się,że jak mam problem to muszę rozwiązać go sama i wielkim błędem bylo pisanie
        na tym forum...
        • ies2 Re: dzięki 03.03.06, 11:12
          W agresywnych postach i osobistych podjazdach celuje verdana, ale ostanio jakby
          trochę zamilkła i oby tak dalej.
    • rycerzowa Nie przesadzajcie! 03.03.06, 20:11
      Dziewczyny, wyluzujcie!
      Zapewniam cię, eszi, że jesli ktokolwiek z nas zabrał głos w dyskusji, to tylko
      w celu, aby ci pomóc, doradzić coś. Li i jedynie. Forma tej "pomocy" moze ci nie
      odpowiadac, fakt. Ale pamiętasz z matmy, czasem niektóre twierdzenia udowadniało
      się "nie wprost", poprzez tzw. sprowadzenie do niedorzeczności.
      Stąd te sformułowania, "nie lubisz swego dziecka", etc.
      Ludzie są różni, maja różny sposób argumentowania, różny sposób wypowiadania się.
      Jeśli czasem potraktują kogoś na forum kubłem zimnej wody, żadnego zwarcia w
      kompie od tego nie będzie.

      Co do Verdany, można się z nią zgadzać lub nie, ale nikt nie może odmówić jej
      zdrowego rozsądku, życzliwości wobec dzieci, gotowości pomocy innym.

      Pozdrawiam.
      • joje Re: Nie przesadzajcie! 05.03.06, 00:23
        odnosnie "czytanek" przypomnialo mi sie, ze ostatnio czytalam cos ciekawego-
        wklejam:

        "Skutki głośnego czytania przez dzieci

        Nakłaniając dziecko do samodzielnego, głośnego czytania
        utrwalamy w nim złe nawyki i utrudniamy przyszłą naukę...


        Gdy dzieci czytają na głos, utrwala się u nich nawyk subwokalizacji, który
        bardzo ogranicza tempo czytania - będą w przyszłości czytać po cichu w tempie
        czytania na głos. Młody mózg koduje sobie udział narządu głosu w czytaniu i w
        dorosłym życiu nadal w myślach "czytamy na głos". W dobie zalewu informacji i
        konieczności szybkiego zapoznawania się z nimi wolne czytanie to prawdziwe kalectwo.
        My, dorośli, na ogół czytamy wolno: ok. 200 słów na minutę, co jest skutkiem
        sposobu, w jaki uczono nas czytać. Nie róbmy tego dzieciom!

        Mózg potrafi uporać się z czytaniem, zrozumieniem i zapamiętaniem
        od ok. 500 do ok. 3000 słów na minutę (nie mówimy o rekordach,
        bo nie o to tu chodzi), gdy prawidłowo wykształcimy system oko-mózg.

        Nie mieszajmy do tego krtani!. Dzieci nie powinny czytać na głos! Prawidłowa
        nauka czytania wiedzie poprzez słuchanie, a następnie słuchanie i patrzenie na
        całe wyrazy i zdania czytanego im tekstu. Wymaga to odejścia od stereotypu, że
        uczymy się czytać poprzez głośne sylabizowanie liter i zgłosek. Zatem - nie
        programujmy dzieci do wolnego czytania nakłaniając je do czytania na głos (np.
        poprzez wszelkie konkursy "Pięknie czytam", inicjatywy, by dzieci czytały
        dzieciom itp.), bo uczynimy z nich ludzi czytelniczo niesprawnych.
        To my - rodzice i wychowawcy - czytajmy dzieciom na głos!"


    • jakw Re: no i nie wytrzymalam 05.03.06, 00:19
      A siedzisz przy niej nad tymi lekcjami? Bo może ma problem z koncentracją, nie
      umie efektywnie odrabiać lekckji ?. U nas w zeszłym roku, właśnie w I-szej
      klasie, pomógł system pt. 2 minuty na pisanie 1 linijki - po prostu włączałam
      stoper i miała określony czas na napisanie 1 linijki. Odrabianie lekcji skróciło
      się z 3 godzin do pół godziny - zamiast co chwila kombinować, że może by się
      czymś pobawić, skupiała się na tym, że ma pisać kolejne linijki czy robić
      obliczenia. Samo mówienie "ucz się" w tym wieku nie wystarcza - trzeba jeszcze
      pokazać jak to się robi. Raz skłamała, że nie ma lekcji do odrobienia - potem
      przez tydzień miała szlaban na oglądanie telewizji i więcej tego błędu nie
      powtórzyła. Spróbuj wprowadzić zasadę, że najpierw odrabianie lekcji, a potem
      zabawa. Nie wysyłaj jej spać do pokoju, bo to nie przesyłka. Może jej coś
      poczytasz (albo ona tobie - przy okazji poćwiczy czytanie). A może po prostu
      pogadacie przed snem. Oczywiście przygotowania do pójścia spać trzeba zacząć
      czynić sporo wcześniej.
      Początek szkoły jest trudny dla dzieci - nagle okazuje się, że wszyscy czegoś
      wymagają, kłamstwa okazują się całkiem przydatne, a człowiek nagle staje się
      całkiem dorosły w swoich własnych oczach.
      No i na pewno przydaje się duży zapas cierpliwości.
    • maryni Re: no i nie wytrzymalam 05.03.06, 19:09
      Moze w szkole jest cos nie tak,wypytaj ,wybadaj dokladnie sytuacje .
      Moze ma problemy z rowiesnikami czy tez podpadla ktoremus z nauczycieli.
      Wiem ze nielatwo byc rodzicem i kazde dziecko jest inne i niektore rady moga
      czynic skutki wrecz odwrotne.
      • znowuniedziela Re: no i nie wytrzymalam 09.03.06, 08:54
        hej,zaciekawił mnie pościk o czytaniu głośnym...musze przyznać,że ja własnie
        trak czytam(27l.),mój synek-lat 5.5 juz zna wszystkie literki i podczytuje
        conieco,i nawet zaczytna czytac sam bajki z wielkimi literami,ale...jak go
        nauczyc czytac by czytał szybko-nie wiem...
    • pade eszi, nie wiem czy Cię pocieszę ale mam to samo! 09.03.06, 12:47
      Tyle że mam 7 l. syna nie córkę i zachowuje się dokładnie tak samo jak Twoja
      córa. Syn sprawia mi więcej problemów niż moja 2,5 letnia córcia.
      Ciężko to wytrzymać psychicznie, wiem coś o tym. Oni chyba przechodzą jakiś
      wstęp do okresu dojrzewania albo co, nie wiem ...
      Wprowadziłam system: napisałam na kartce jakie ma obowiążki, w punktach, za
      wykonanie lub nie stawiam plusy i minusy, za zebranie dużej ilośći plusów jest
      przewidziana nagroda. I tak co chwilę przypominam o liście, ale jest mi o tyle
      łatwiej, że nie muszę milion razy mówić tego samego tylko stosmile
      Zastanów się co Twoja córka najbardziej lubi: bajki, słodkości, lalki, nie wiem
      co jeszcze, mam chłopca. Musi usiąść do stołu z książkami pokazać co zadane, Ty
      to sprawdź i niech odrabia. Daj jej 10 min na każde zadanie, tyle samo na
      czytankę. Postaw przed nią budzik żeby zdawała sobie sprawę z upływu czasu. I
      mobilizuj ją, świetnie to zrobiłaś, zobacz jak Ci się ładnie udało, jak szybko
      napisałaś, pięknie czytasz. I jakaś mała nagroda. U mnie to jest np. kawałek
      czekoladki, cukierek lub pozwolenie na obejrzenie bajki, a wiosną i latem
      wyjście na podwórko. To działa, uwierz mi, ale musisz być stanowcza i
      konsekwentna. Jak się będziesz miotać, mała Cię oleje.Jak się odrobinkę
      zawahasz wykorzysta to. Nie wiem co się dzieje z tym pokoleniem, ale z jednej
      strony to małe dzieci a z drugiej...czasami sie czuję jak bym miała doczynienia
      z cwanym nastolatkiem.
      Przetrwasz to, będzie jeszcze gorzej, wiesz?smile))
      • pade i odnosnie verdany 09.03.06, 13:32
        Popieram w całej rozciągłości to co napisała agnieszka196
        Wyrażasz się w taki sposób, że to co mówisz musi być uznane za jedynie słuszne,
        a Twoja krytyka nie jest konstruktywna. Gdybyś naprawdę szanowała wolność
        jednostki, jej odrębność, miałabyś więcej empatii. Nie wierzę w to, że w Twoim
        domu o wszystkim się z dziećmi dyskutuje, bo Ty po prostu nie potrafisz
        dyskutowac, Ty oceniasz, tylko i wyłącznie oceniasz i krytukujesz. Może i
        zaproponowałaś tu jakies rozwiązania, ale jedyne co się rzuca w oczy to krytyka
        eszi jako matki. Tak samo jak w moim wątku, jedyne co miałaś do powiedzenia to
        to, ze ja i moje dziecko to para oszustów.
        Posuwasz się za daleko w swoich wnioskach dotyczących nas, matek. Niby sama nią
        jesteś, ale brzmisz jak zgorzkniała, wszechwiedząca nauczycielka z poprzedniej
        epoki, oczywiście bezdzietnasmile
        Aż trudno uwierzyć, ze masz trójkę dzieci.
        • pade Re: i odnosnie verdany 09.03.06, 13:44
          Apodyktyczna i niewyrozumiała, niestety jeszcze takie określenia przyszły mi do
          głowy, idealnie pasujące do obrazu Twojej osoby, jaki mi się wyłania z Twoich
          wypowiedzi.
          Nie pomożesz żadnemu dziecku, jeśli będziesz tak traktować ich matki.
          • nchyb Re: i odnosnie verdany 09.03.06, 13:55
            Oj Pade, teraz to Verdany się czepiasz, bo jesteś zła za wątek z wierszykiem z
            religii...
            • pade nchyb 09.03.06, 14:17
              Zła jestem to fakt ale się nie czepiam.
              Uważasz, ze można kogoś bezkarnie wyzywać od oszustów? nie znając go zupełnie?
              Albo wmawiać komuś, ze nie znosi swojego dziecka?
              • nchyb Re: nchyb 09.03.06, 14:25
                Miła Pade. Ogólnie jestem zdania, ze forum to miejsce gdzie spotykają się osoby
                o najróżniejszych poglądach. A niestety, zdecydowana większość z nas nie
                potrafi łatwo uwierzyć, że nie ma racji. I wtedy i jedna i druga strona stają
                się coraz bardziej atarczywe i agresywne. To prowadzi do eskalacji - jak ja
                lubię takie mądre słówka używać smile - konfliktu.

                Ogólnie, wyuchodzę z założenia, ze forum nie jest miejscem, ktore powinno się
                brać śmiertelnie poważnie. Dla mnie stanowi głównie rozrywkę, jedynie
                specjalistyczne podfora źródło wiedzy. Ogólnie na takich mamowych forach
                wszelkie odpowiedzi są bardzo subietywne i przez to ranić czyjeś uczucia mogą.
                Ha trudno. Jedno trzeba przyznać, a przynajmniej taką mam nadzieję. Czasami
                mama, której się zarzuci cechy, o które ona wcześniej się sama nawet nie
                podejrzewała, mimo że na forum się ostro zjeży, zacznie może rozmyślać, czy aby
                odrobiny prawdy w tym nie ma. I może odrobinę zmieni coś w swoim zachowaniu. I
                często właśnie te ostrzejsze słowa bardziej docierają. A że często są
                nieprzyjemne? Hm, skutki uboczne terapii smile

                Pade, naprawdę, troszeczkę więcej przymrużenia oka do wielu porad bardzo w
                życiu pomaga.
                Pozdrawiam
                Przy okazji - zajrzałam na zdjęcia Twoich dzieci - Twój syn jest dość podobny
                do mojego, muszę z mężem pogadać, gdzie się wlóczył... smile
                • ies2 Re: nchyb 09.03.06, 14:30
                  Do Pade,nchyb
                  Przyczytaj sobie post problemy szkolne i wychowczne i wklep w szukaj na forum
                  nick verdana i wtedy wyrób sobie swoje zdanie.
                  Pozdro
                • pade Re: nchyb 09.03.06, 14:41
                  No co Ty powiesz?smile))
                  Masz rację z tym forum, ja się przejmuję niestety, zwłaszcza jak mnie ktoś
                  obrazi, i do tego nie ma racji. gdy przeczytałam, ze moje dziecko jest oszustem
                  to się we mnie zagotowało...
                  Jeśli chodzi o autorkę tego wątku,przecież widać że dziewczyna jest na skraju
                  wytrzymałości nerwowej. Ja to potrafię zrozumieć, naprawdę i nie oceniam. Ona
                  chce poprawić relacje z córką i tylko to się liczy. A krytyka nie zawsze bywa
                  konstruktywna, niestetysmile))
                  tez pozdrawiam, cieplutko i słoneczniesmile))
                  • nchyb Pade... 09.03.06, 14:53
                    > chce poprawić relacje z córką i tylko to się liczy. A krytyka nie zawsze bywa
                    > konstruktywna, niestetysmile))
                    To prawda, i dlatego ja przyjęłam zasadę, przyjmuję z forum do wiadomości po
                    prostu jedynie to co mi pasuje, zgadza się z moimi poglądami, a resztę...
                    resztę mam głęboko w nosie i nie przyjmuję jej do świadomości smile
                    Pozdrawiam
    • falka32 Re: no i nie wytrzymalam 14.04.06, 15:40
      O ile lubię posty verdany i nchyb, to tym razem się z nimi nie zgodzę. Czytam
      post eszi i widzę tą sytuację bardzo jasno. Czytam wasze odpowiedzi i mam
      wrażenie, że wy widzicie kompletnie odmienną sytuację. Być może nie miałyście
      jeszcze przyjemności z takimi zachowaniami dzieci (jeżeli tak, szczerze
      zazdroszczę) lub zachowaniami na taką skalę.
      Mój syn zaczął się tak zachowywać niedawno. Przy takim zachowaniu dziecka,
      jeżeli dziecko jest w tym wystarczająco konsekwentne, normalny człowiek z trudem
      się powstrzymuje, żeby nie dać w łeb. A czasami nie wytrzymuje. Można konia
      zaprowadzić do wodopoju, ale nie zmusisz go, żeby pił. Możesz stworzyć dziecku
      warunki idealne, ale jeżeli ono nie chce czegoś zrobić, to tego nie zrobi, bez
      względu na to, jak będziesz wokół niego tańcować.
      Próby motywowania, nagradzania, namawiania są kwitowane wzruszeniem ramion.
      Próby nacisku - histerią. Klasyczny bierny opór i próba przetrzymania matki, bo
      może jej się znudzi i odpuści. Ja ostatnio spędziłam z synem pięć godzin (!!!)
      na próbach wyegzekwowania od niego 5-zdaniowej notatki zadanej na angielski. Pod
      koniec miałam ochotę krzyczeć, walić pięścią w ścianę, zamknąć go w kiblu na
      klucz, dać szlaban na kompa na najbliższe 5 lat i odmówić dostępu do lodówki,
      dopóki tego nie napisze. Nie będę opisywała, co robił, żeby się od tego wymigać,
      ale wierz mi, eszi, jest lepszy od twojej córy, może dlatego że jest starszy.
      Zapewniam też verdanę i nchyb, że w pewnym momencie zrezygnowałybyście z prób
      dyskusji, bo to wyglądało jak próba dyskusji z Lepperem na temat tego, żeby
      zrezygnował ze stanowiska wicepremiera dobrowolnie. Im więcej uwagi na nim
      skupiałam, tym większy był opór i ostentacyjne okazywanie niechęci. Mój chłop
      jak wszedł i zobaczył co się dzieje (nie jest jego ojcem, więc uwagi kieruje do
      mnie) mało nie zalał się krwią i powiedział, że gdyby on tak się zachowywał
      wobec matki w tym wieku, to dostałby od ojca pasem, żeby przywrócić właściwą
      perspektywę i przypomnieć, kto jest kim w domu. Przy czym zaznaczam, że młody
      nie próbował bić mnie książką ani nic takiego - wystarczyła jego mina.
      Ja jeszcze nie znalazłam metody na taki bunt. Użycie siły bardzo korci, ale
      prawdopodobnie nie zmieni niczego. Odpuszczenie prowadzi do eskalacji olewki
      wszystkiego - sprawdzałam. Okazanie zaufania, pozytywne motywowanie, wspólne
      robienie lekcji - buhahahaha. To może z przedszkolakiem.
      Jedyne, co mogę zrobić, to być bardziej upierdliwa niż on. Czyli napić się
      melisy i z niewzruszonym spokojem powtarzać przez kilka godzin ten sam tekst
      trzymając młodego za kark, żeby nie oddalił się oglądać telewizję, aż stanie się
      dla niego jasne, że matka nie rzuca słów na wiatr i jedyne co może zrobić, to
      się z nią dogadać, zamiast stosować ośli sabotaż. Jednym słowem, powtórka z
      buntu dwulatka, tylko z turodoładowaniem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja