kasia_mm
16.02.06, 08:21
klasa 1, od drugiego-trzeciego tyg nauki pani zaczela walic czerwonymi
uwagami dzieciakom za krecenie sie na lekcji, gadanie, nieuwage etc
rekordzisci dostaja obecnie po 3 uwagi na lekcji w ciagu 45 min
moja corka reaguje strasznie na uwagi - chociaz aniolem nie jest i zdaje
sobie z tego sprawe

placze, odmawia jedzenia, dostaje temperatury - w
szkole tuz przed lekcjami z ta nauczycielka..... rozmawialam z kilkorgiem
rodzicow (malo sie znamy jeszcze) i zasadniczo przeslanie dzieci jest takie
ze "pani ich nie lubi"
pani zasadniczo robi dobre wrazenie ale co sie dzieje na lekcjach wie tylko
ona i dzieci - a dzieci jak to dzieci nie umieja w emocjach opowiedziec
dokladnie....
wiem ze utrzymanie ruchliwego 7 latka w lawce nie jest proste ale skoro innym
nauczycielom sie udaje i nie ma takiej masy uwag to czemu tu - takze moje
dziecko - sprawia takie klopoty??
szczytem wszystkiego bylo odczytanie wynikow klasowki z zaznaczeniem ze cala
klasa ok a jedno dziecko gorzej...... wcale sie nie dziwie ze potem mowi ze
pani jej nie lubi...
rozmawialam z wychowawczynia - nie ma zastrzezen do tej nauczycielki, zna ja
jako pogodna i usmiechnieta i lubiaca dzieci
rozmawialam tez z ta nauczycielka i zawsze obiecuje ze zmieni stosunek do
dzieci ale moim zdaniem brak jej cierpliwosci do takich maluchow i stad tak
szybko i nerwowo reaguje na halas czy szalenstwa dzieci...
co wy o tym sadzicie? dac jej wolna reke zeby nadal "ukrocala" zapedy dzieci
do szalenstwa na lekcji; kategorycznie zazadac zmiany zachowania pani?