czy to jest promblem nauczycielki czy dzieci?

16.02.06, 08:21
klasa 1, od drugiego-trzeciego tyg nauki pani zaczela walic czerwonymi
uwagami dzieciakom za krecenie sie na lekcji, gadanie, nieuwage etc
rekordzisci dostaja obecnie po 3 uwagi na lekcji w ciagu 45 min
moja corka reaguje strasznie na uwagi - chociaz aniolem nie jest i zdaje
sobie z tego sprawesad placze, odmawia jedzenia, dostaje temperatury - w
szkole tuz przed lekcjami z ta nauczycielka..... rozmawialam z kilkorgiem
rodzicow (malo sie znamy jeszcze) i zasadniczo przeslanie dzieci jest takie
ze "pani ich nie lubi"
pani zasadniczo robi dobre wrazenie ale co sie dzieje na lekcjach wie tylko
ona i dzieci - a dzieci jak to dzieci nie umieja w emocjach opowiedziec
dokladnie....
wiem ze utrzymanie ruchliwego 7 latka w lawce nie jest proste ale skoro innym
nauczycielom sie udaje i nie ma takiej masy uwag to czemu tu - takze moje
dziecko - sprawia takie klopoty??

szczytem wszystkiego bylo odczytanie wynikow klasowki z zaznaczeniem ze cala
klasa ok a jedno dziecko gorzej...... wcale sie nie dziwie ze potem mowi ze
pani jej nie lubi...

rozmawialam z wychowawczynia - nie ma zastrzezen do tej nauczycielki, zna ja
jako pogodna i usmiechnieta i lubiaca dzieci
rozmawialam tez z ta nauczycielka i zawsze obiecuje ze zmieni stosunek do
dzieci ale moim zdaniem brak jej cierpliwosci do takich maluchow i stad tak
szybko i nerwowo reaguje na halas czy szalenstwa dzieci...

co wy o tym sadzicie? dac jej wolna reke zeby nadal "ukrocala" zapedy dzieci
do szalenstwa na lekcji; kategorycznie zazadac zmiany zachowania pani?
    • nchyb Re: czy to jest promblem nauczycielki czy dzieci? 16.02.06, 08:27
      > co wy o tym sadzicie? dac jej wolna reke zeby nadal "ukrocala" zapedy dzieci
      > do szalenstwa na lekcji; kategorycznie zazadac zmiany zachowania pani?
      Stawiam na złoty środek. Próba rozmowy z panią, co konretnie jej przeszkadza, w
      czym widzi problem i na czym polega jej nieradzenie sobie z dziecmi...
      Bo piszesz, że pani obiecuje zmienić swój stosunek do dzieci, czyli co, sama
      dostrzega, że ma do nich zły stosunek, czy też mówi to na odczepnego, a się
      rozmowami z rodzicami nie przejmuje?

      A czego uczy ta pani? Pierwsza klasa, to w Polsce nauczanie zintegrowane i
      raczej jest jedna nauczycielka niemal do wszystkiego, tymczasem Ty wspominasz o
      tym, że z innymi nauczycielami nie ma problemu. Więc ilu nauczycieli mają te
      dzieci?

      > dzieci ale moim zdaniem brak jej cierpliwosci do takich maluchow i stad tak
      > szybko i nerwowo reaguje na halas czy szalenstwa dzieci...
      Jeżeli jednak sytuacja będzie ciągle się powarzać, pani poza obietnicami nie
      będzie nic zmieniać, rozmowy nic nie dadzą, dla dobra dzieci chybabym wraz
      innymi rodzicami wystąpiła o zmianę nauczyciela. Tylko, no własnie, czy to jest
      nauczycielka jakiegoś dodatkowego przedmiotu, czy całości nauczania
      zintegrowanego? No ale wtedy nie byłoby innej wychowawczyni. A z wychowawczynią
      nie ma problemów? To jednak z nią porozmawiać o ewentualnej zmianie pani...
      • kasia_mm Re: czy to jest promblem nauczycielki czy dzieci? 16.02.06, 13:42
        pani jest od angielskiego
        • nchyb Re: czy to jest promblem nauczycielki czy dzieci? 16.02.06, 15:26
          czyli nie główna - skoro z nią wytrzymać nie idzie - prosiłabym jednak o jej
          zamianę...
      • manderla Re: czy to jest promblem nauczycielki czy dzieci? 23.02.06, 14:27
        Nie mam wprawdzie czasu przeczytać wszystkich komentarzy, ale streszczając -
        uwaza, ze jest to problem nauczycielki, a nie twojego (czy innych) dziecka. To
        samo przezywałam rok i dwa lata temu, i w tym roku równiez (młody jest w 3 klasy
        podst). Nie rozumiem, czemu mają słuzyc uwagi typu : lekcewazy polcenia
        nauczyciela i wchodzi do klasy podczas przerwy! Albo: ...na lekcjach "wybucha
        smiechem" itp. Pytanie podstawowe: jak ja jako rodzic mam na taką uwagę
        zareagowac? Jesli nauczycielka nie jest w stanie wyegzykwowac okreslonego
        zachowania u dziecka, to przeciez ja jej w tym nie pomogę! Chyba ze siedzialabym
        w klasie i pilnowałam własnego dzieciaka przez 6 godzin!
        Nie wiem jak reagowac w tej sytuacji, bo - z jednej strony - nie moge podważac
        autorytetu nauczycielki i komentowac tych uwag w sposob negatywny, z drugie zaś
        strony, jest to dla mnie wyznacznik jakiejś nieporadnosci nauczycielki.
        Pozostaje mi tylko zaparafowac taką uwagę z komentarzem do dziecka: Postaraj sie
        zachowywac grzecznie .
        pozdrawiam
    • ardzuna Re: czy to jest promblem nauczycielki czy dzieci? 16.02.06, 08:55
      Ewidentnie jest to problem nauczycielki.
      • mamuska85 Re: czy to jest promblem nauczycielki czy dzieci? 16.02.06, 11:14
        Mam wrażenie, że jest to Pani z wyboru a nie z powolania. Może porozmawiaj z dyrekcją i przenieś dziecko do równoległej klasy. To dopiero początek nauki i wiele lat przed dzieckiem a już na początku, zraziło się, i będą z nią kłopoty np. zacznie wagarować.
    • acorns 15% winy nauczycielki, 85% winy systemu edukacji 16.02.06, 11:31
      Ta pani nie nadaje się do uczenia dzieci. Jakim prawem ktokolwiek wymaga od
      siedmiolatków, żeby siedziały grzecznie w ławce 45 minut? I to jeszcze kilka
      lekcji. Nauka przez pierwsze trzy lata powinna być w formie zabawy, ale płynnie
      przechodzącej w bardziej zorganizowane zajęcia, a nie tak jak teraz. Dziecko
      nie dostaje w tym momencie uwagi za złe zachowanie, tylko za to, że jest
      normalnym dzieckiem. Naprawdę nie ma potrzeby dyscyplinować siedmiolatków na
      siłę. To system edukacji przewidujący dla siedmiolatka grzeczne siedzenie w
      ławce 5 razy w tygodniu po około 3 godziny, jest idiotyczny i należy go
      zmienić. Nauczycielka powinna znacznie łagodniej traktować dzieci, ale
      prawdziwa wina za takie coś leży po stronie systemu edukacji.
      • verdana Re: 15% winy nauczycielki, 85% winy systemu eduka 16.02.06, 11:36
        Jak to 3 godziny? Pięć najmarniej...
        • mika_p Re: Plan pierwszaka 16.02.06, 17:32
          poniedziałek - 4 godz. lekcyjnych (3 zajęcia zintegrowane + 1 religia)
          wtorek - 6 godz. lekcyjnych (basen, powrót z basenu, 2 zajęcia zintegrowane, 1
          angielski, 1 niemiecki)
          środa - 3 godz lekcyjne (3 zaj. zint. + dla niektorych 1 gimnastyka korekcyjna)
          czwartek - 4 godz. lekcyjne (4 zaj. zint. + dla niektórych zajęcia wyrównawcze)
          piątek - 7 godz. lekc. (4 zaj. zint. + 1 WF + 1 religia + 2 dodatkowy
          angielski).

          18 podstawowych godzin lekcyjnych, z czego 16 obowiązkowych do siedzenia,
          religia nieobowiązkowa ale chodzi, dodatkowy angielski nieobowiazkowy, ale
          chodzi na własne życzenie, na gimnastykę korekcyjną nie chodzi, na zajęcia
          wyrownawcze nie chodzi, od marca będzie chodził na dodatkowe zajęcia dla
          najlepszych uczniów, godzina tygodniowo.
          • nchyb Re: Plan pierwszaka 16.02.06, 17:34
            dobrze czytam? Dwa języki obce? W pierwszej klasie? A to państwowa podstawówka?

            Inna rzecz,, ze przy takim natłoku zajęć, to ja się nie dziwię, że te dzieci w
            ławkach nie wyrabiają...
            • mika_p Re: Plan pierwszaka 16.02.06, 21:01
              Państwowa podstawówka, dla nas rejonowa, aczkolwiek znam dwie osoby z
              sąsiednich osiedli, które ją wybrały dla dzieci bo jest ponoć ciut lepsza od
              tamtejszych.
              Zauważ, że te dwa jezyki to po godzinie tygodniowo, a dodatkowy angielski jest
              z inna panią, z innej ksiązki i z tego co Junior opowiada, głównie w formie
              zabawy, w 2/3 zabawy nie w ławkach.
              Osobiście uważam, ze 2 h religii to za dużo, i że mogłaby być jak za naszych
              czasów w przykościelnej salce - ale na to już nie mam wpływu.
              Junior nie narzeka na nadmiar lekcji i pani nie narzeka na Juniora, ale on jest
              grzeczny i spokojny z natury smile
              • kasia_mm Re: Plan pierwszaka 17.02.06, 07:48
                u nas jest 3 h angielskiego i tez miala byc w formie zabawy - pani na poczatku
                roku mowila ze bedzie to czas na osluchanie sie z jezykiem etc... a tymczasem
                test z angielskiego polega np na opisaniu co jest na obrazku - ostatnio dziecko
                dostalo 0 pkt bo napisalo PENSIL KASE zamiast CASE....
                • aka10 Re: Plan pierwszaka 17.02.06, 08:30
                  Ja sie wobec tego pytam,czy nie ma jakichs odgornych przepisow,ILE dziecko w 1-
                  wszej klasie ma miec lekcji w tygodniu?Czy kazda szkola robi,co sie komu podoba?
                  Pozdrawiam.
                  • agatka_s Re: Plan pierwszaka 17.02.06, 09:21
                    aka10 napisała:

                    > Ja sie wobec tego pytam,czy nie ma jakichs odgornych przepisow,ILE dziecko w
                    1-
                    > wszej klasie ma miec lekcji w tygodniu?Czy kazda szkola robi,co sie komu
                    podoba
                    > ?
                    > Pozdrawiam.



                    Z tego co wiem, to tak to troche wlasnie jest, ze kazda szkola, ma troche inne
                    lekcje. O ile mnie pamiec nie myli (bo "ja jestem" juz w 4 klasie) to jest
                    jakas ustawowa ilosc godzin zajec zintegrowanych, i w ramach tego mozna jakos
                    to tam zamieniac, troche wiecej tego czy tamtego. Pamietam bo akurat nam
                    rodzicom zalezalo na wiekszej ilosci wf-u i chcielismy to tak jakos
                    urzedowo "wymoc", i okazalo sie ze teoretycznie to wf-u wcale byc nie
                    musi...obowiazek dla szkoly prowadzenia lekcji wf, jest dopiero od 4 klasy, i
                    to jeszcze z podzialem na chlopcow i dziewczynki, a w klasach 1-3 (kiedy
                    kregoslup jest najbardziej narazony !) jak odbywa sie na korytarzu i to raz w
                    tygodniu, to jest nadal zgodnie z przepisami (SKANDAL !). Nie ma zadnej
                    sankcji, nie mozna miec do nikogo pretensji.

                    Angielski i drugi jezyk w kl. 1-3-to jest wylacznie "dobra wola", bo szkola ma
                    zdajsie obowiazek wprowadzenia jezyka obcego dopiero od 4 klasy, ale z tego co
                    wiem szkolom jednak zalezy na tym angielskim. Pozostaje tylko pytanie na ile
                    ten angielski w szkole, np w klasie okolo 30 osobowej ma sens. U nas nie mial,
                    i dla mojego syna byl to raczej czas stracony, wszystkiego i tak uczyl sie
                    prywatnie. Nauka jezyka z 30 nawet najzdolniejszych i najspokojniejszych
                    dzieci nie ma sensu.

                    A religii chyba rzeczywiscie w klasach 1-3 jest ciut za duzo...no jeszcze
                    zalezy jak te lekcje sa prowadzone. U nas przez jeden rok byly super
                    (chodzenie do kosciola aby wszystko obejrzec i dotknac, rozne zabawy itp), ale
                    to byl tylko rok z fantastycznym ksiedzem. 2 pierwsze klasy byly panie
                    katechetki-i to byla absolutna tragedia, moim zdaniem te dwie panie zrobily
                    wiecej zlego niz pozytku z w sumie moim zdaniem potrzebnej religi. No ale forma
                    byla kompletnie nie dostosowana dla dzieci 7-8 letnich.

                    A dzieci sa generalnie troche za bardzo przeciazone, dlatego ja majac wybor
                    poslac syna o rok wczesniej (bo jest z marca) nie zdecydowalam sie, wlasnie po
                    to aby go jednak jakos generalnie odciazyc...

                    • nchyb Re: Plan pierwszaka 17.02.06, 10:06
                      > Angielski i drugi jezyk w kl. 1-3-to jest wylacznie "dobra wola", bo szkola
                      ma
                      > zdajsie obowiazek wprowadzenia jezyka obcego dopiero od 4 klasy,
                      U nas tak własnie jest (Dolny Śląsk). Angielski obowiązkowy od 4 klasy,
                      wcześniej dla chętnych, ale na ocenę. Faktycznie było wyłacznie w formie
                      zabawy, a dopiero iod 4 klasy już na poważnie. Dodatkowo w klasie 6 wchodzi
                      obowiązkowy niemiecki, ale za to zdaje się że urząd marszłkowski płaci, a jako,
                      że mu przy czeskiej granicy, dla dzieci ze świetlicy były dodatkowe zajęcia...

                      > i dla mojego syna byl to raczej czas stracony, wszystkiego i tak uczyl sie
                      > prywatnie. Nauka jezyka z 30 nawet najzdolniejszych i najspokojniejszych
                      > dzieci nie ma sensu.
                      U nas jest podział klasy na 2 grupy (po kilkanaście osób) jedna to początkujący
                      i druga to zaawansowani, czyli ci co od 1 klasy na angielski chodzili...
                      Gdy grupa ma po 12-15 osób, jeżeli dziecko chce to i w szkole sięnauczy. Syn
                      uczy się już 5 rok (5 klasa) i musze przyznać, że ze szwagrem z Francji obaj
                      się po angielsku dogadują, inna rzecz że ten Francuz mówi po angielsku nie
                      lepiej od syna... smile

                      Co do religii, od pierwszej klasy 2 godziny w tygodniu...
                      • agatka_s Re: Plan pierwszaka 17.02.06, 10:32
                        a u nas gmina wysuplala pieniadze na angielski, ale na podzial na 2 grupy juz
                        nie starczylo...moim zdaniem bzdura, juz lepiej bylo zaczac pozniej ale
                        porzadnie.

                        Inny absurd: szkola miala w budynku basen (nie nalezacy do szkoly, ale tez do
                        gminy !), to dzieciaki jezdzily przez rok 4 przystanki metrem (znaczy jezdzily
                        specjalnym busikiem ale chodzi mi o odleglosc...), bo gmina "zakontraktowala"
                        akurat zajecia na innym basenie.

                        W tejze samej szkole z basenem, otwarto klasy sportowe JUDO na ktore dziaciaki
                        lataly na piechote okolo kilometra, a w tym samym czasie dzieci z innych szkol
                        dowozono na "nasz" basen...

                        Szkola nie mogla "normalnym" (nie z klas sportowych) dzieciom zapewnic
                        wystarczajacej ilosci WF-u, ale otwierala klasy sportowe (mimo pekania w szwach
                        i 2-zmian juz i wiszaca jak miecz Demoklesa trzecia...)


                        No i takich absurdow moglabym podawac jeszcze tysiace...to wlasnie kompletny
                        brak zdrowego rozsadku doroslych powoduje ze dzieciaki sa przeciazone. A to
                        wszystko daloby sie poprostu jakos lepiej zorganizowac i byloby lzej (chociazby
                        sprawa noszenia kilogramow podrecznikow, po cholere nosic codziennie po 3
                        ksiazki do jenego przedmiotu ???)

                        Dlatego podoba nam sie nowa szkola, spoleczna. Tez ma swoje slabe strony, ale
                        przynajmniej tak jakos sie kombinuje aby wszystkim bylo choc ciut lzej i
                        najzwyczajniej wygodnie (aczkolwiek pewnych rzeczy nie da sie przeskoczyc, np
                        ilosci podrecznikow...). W szkolach przedtem, mialam wrazenie ze to Wielkie
                        Instytucje dzialajace wg okreslonych planow, przepisow i innych dupereli, gdzie
                        wazne jest co zadecyduje urzednik, jak to sfinansuje bla, bla, bla...a taki
                        zwykly rozsadek gdzies kompletnie sie zagubil. A kto na tym cierpial- dZIECI !

                        takie mam wrazenia
                        • aka10 Re: Plan pierwszaka 17.02.06, 10:36
                          "sprawa noszenia kilogramow podrecznikow, po cholere nosic codziennie po 3
                          ksiazki do jednego przedmiotu ???"
                          A czy tych ksiazek nie mozna w szkole zostawiac?Pozdrawiam.
                          • agatka_s Re: Plan pierwszaka 17.02.06, 10:41
                            aka10 napisała:

                            > "sprawa noszenia kilogramow podrecznikow, po cholere nosic codziennie po 3
                            > ksiazki do jednego przedmiotu ???"
                            > A czy tych ksiazek nie mozna w szkole zostawiac?Pozdrawiam.
                            >


                            No nie mozna bo:

                            -trzeba z nich lekcje odrabiac w domu
                            -nie ma miejsca na ich zostawianie (akurat nasza szkola spoleczna jest
                            mikroskopijana, i tam rzeczywiscie miejsca brak-to jedna z wad tej szkoly-
                            warunki lokalowe. Ale niestety szkola placi normalny komercyjny czynsz...no i
                            tu sie kolko zamyka, bo szkola jest spoleczna i nigdy chyba "nie zarobi" na
                            lokal z prawdziwego zdarzenia)

                            Na niektorych lekcjach udalo sie tak zorganizowac ze dzieci w lawce nosza te
                            ksiazki na zmiane, jeden tydzien jedno dziecko, nastepny drugie. To max ktory
                            sie udalo z nauczycielami uzgodnic.

                          • nchyb Re: Plan pierwszaka 17.02.06, 10:47
                            > A czy tych ksiazek nie mozna w szkole zostawiac?Pozdrawiam
                            Zostawć w szkole?
                            A co z zadaniam domowymi, zadanymi do rozwiązania w domu?
                            A co z wierszykiem, który jest w ksiażce, a którego trzeba się w domu nauczyć...
                            Itp itd...
                            Niestety, jedyne wyjście to kupić dwa komplety podręczników, jeden do domu,
                            drugi do szkoły, tylko że po pierwsze primo czy każdy da radę finansowo?
                            Secundo - szkoły nie miewają możliwości zapewnić miejsca przechowania i tertio
                            szkoły nie są gotowe same z siebie szkolnych kompletów podręczników uczniom
                            zapewnić...
                        • nchyb Re: Plan pierwszaka 17.02.06, 10:45
                          sportowo to u nas dobrze szkoła stoi, ale nazwa i. Olimpijczyków Polskich do
                          czegoś zobowiązuje... smile

                          w umie w 5 klasie są: 1 godzina basenu tygodniowo, 2 godziny typowego wf-u i 1
                          godzina na zajecia dodatkowe, które zmieniają się co miesiąc, raz jest to piłka
                          nożna, raz dodatkowy basen, czasem ping pong...
                          Dzieciaki sobie chwalą... Pewnienie wsyzstkie, ale sporo...
                          Na szczęście u nas basen w samej szkole i dwie duże sale gimnastyczne i
                          siłownia i kilka małych salek do gimastyki korekcyjnej i aerobiku...

                          Co do ksiązek i ciężaru tornistra nie wypowiem się, bo mi nóż w kieszeni się
                          otwiera,jak słysże osoby twierdzące, że ten ciężar to wina uczniów, którzy
                          nosza niepotrzbene śmieci. No pewnie, oni tylko każą jedną, dwie dodatkowe
                          ksiązki na lekcję przynieść. I nie myślą, że "ich" jest w ciągu dnia kilku i
                          dziecko w ten sposób minimum kilka-kilkanaście ksiązek więcj przynosi...
                          • agatka_s Re: Plan pierwszaka 17.02.06, 10:58
                            >
                            > Co do ksiązek i ciężaru tornistra nie wypowiem się, bo mi nóż w kieszeni się
                            > otwiera,jak słysże osoby twierdzące, że ten ciężar to wina uczniów, którzy
                            > nosza niepotrzbene śmieci. No pewnie, oni tylko każą jedną, dwie dodatkowe
                            > ksiązki na lekcję przynieść. I nie myślą, że "ich" jest w ciągu dnia kilku i
                            > dziecko w ten sposób minimum kilka-kilkanaście ksiązek więcj przynosi...


                            Wedlug mnie to jest kwestia systemowa. W tej chwili tak jak widze, kazdy
                            przedmiot to conajmniej 2 "ksiazki" na raz, a czasem np i 3 (tak mamy do
                            przyrody np). Plus zeszyty. A jak jeszcze skumuluje sie np jakas lektura+np
                            rzeczy na plastyke (choc te akutrat generalnie nie nosimy, no czasem cos tam
                            trzeba przyniesc wyjatkowego np pol kilo fasoli...). My mamy taki jeden dzien
                            w tygodniu ze plecak wazy kolo 10 kg....no to wtedy ten noz mi sie nie tylko
                            otwiera, ale mam i ochote go uzyc.

                            Te 2 "ksiazki" to zazwyczaj podrecznik i jakies cwiczenia. To po co jeszcze
                            zeszyt, jak sa te cwiczenia ? Za moich czasow byla jedna ksiazka i jakos nie
                            czuje abym byla gorzej wyksztalcoan przez ten fakt. A teraz porostu te
                            podreczniki zawieraja zbyt duzo jakis "pustych" stron. Mysle ze w dobie
                            internetu i wielu innych zrodel informacji, podreczniki moglyby byc jaos
                            bardziej skondensowane-zawierac rzeczywiscie kompendium wiedzy, bez tych
                            wszystkich ozdobnikow itp. Powinno sie stawiac na prace z innymi zrodlami
                            wiedzy nie tylko z podrecznkami.

                            Albo tak jak w klsach 1-3 podreczniki powinny byc wymieniane co miesiac-takie w
                            formie cienkich zeszytow. Mysmy takie mieli i to bylo naprawde fajne bo
                            dzieciak nie dzwigal. Od 4 klasy, to poprostu musi byc jakims "strong manem"
                            aby doniesc wszystko...

                            • nchyb Re: Plan pierwszaka 17.02.06, 11:06
                              > Albo tak jak w klsach 1-3 podreczniki powinny byc wymieniane co miesiac-takie
                              w
                              >
                              > formie cienkich zeszytow
                              No właśnie, w 1 klasie taka Wesoła szkoła zdaje się była. 1 książka połączona
                              od razu z zeszytem i ćwiczeniami...
                              Tylko czasami niosło się dodatkowo angielski i czasem religię, a teraz to też
                              dobre kilogramy te plecaki ważą i sprawdzałam - niepotrzebnych śmieci nie ma!!!
                              • kai_30 Re: Plan pierwszaka 18.02.06, 09:54
                                Ja tu w podwojnej roli niejako sie wypowiem - jako matka pierwszoklasisty i
                                jednoczesnie nauczycielka angielskiego - u mojego syna w klasie tez ucze smile

                                Szkola jest malutka i bardzo fajna. Glowny podrecznik to Wesola Szkola -
                                podzielony na piec czesci. Dzieci nosza odpowiednia czesc podrecznika (cieniutki
                                dosc), zeszyt do cwiczen (tez cieniutki i maly) i strony z kart pracy na dany
                                tydzien (wyrwane, w teczce). Do tego dwa zeszyty.

                                Do angielskiego nie ma podrecznika, realizuje program autorski, dzieci nosza
                                tylko zeszyty, w klasie uczymy sie z plansz dydaktycznych + kserowane karty
                                pracy - raz w tygodniu. Do tego religia dwa razy w tygodniu.

                                Nie uwazam, zeby to bylo az tak duzo.
                                • nchyb Re: Plan pierwszaka 19.02.06, 10:14
                                  > Nie uwazam, zeby to bylo az tak duzo.
                                  Dla osoby dorosłej na pewno nie za dużo. Ale musimy jeszcze uściślić, czy nie
                                  za dużo w sensie kilogramowym noszenia do szkoły (faktycznie, nie za dużo, na
                                  jakąś dobrą szkółkę trafiliście), czy w sensie że nie za dużo religii? - to już
                                  kwestia gustu smile
                      • lola211 Re: Plan pierwszaka 19.02.06, 18:06
                        JA tez z Dolnego Slaska.W pierwszej klasie dzieci maja bodajze 21 godzin
                        obowiazkowych, w tym 3 razy WF i 2 razy religia(tez uwazam ze wystarczylaby
                        godzina).Jezyk wpisany w program- 1 godz. tygodniowo: albo angielski albo
                        niemiecki.Moja córka ma niemiecki poszerzony, wiec dochodza jej dodatkowo 3
                        godz. tygodniowo.Widze, ze sa efekty , przy czym dodatkowo ma od niedawna
                        korepetycje, na ktore czeka z niecierpliwoscia, wiec raczej sie nie meczysmile.
                        A swoje panie bardzo lubi i mimo ze dzieci otrzymuja jakies uwagi za zachowanie
                        (bo wiekszosc dzieci rozmawia i sie wierci)to nie boja sie szkoly, jak
                        zauwazylam.
              • lizia1 Re: Plan pierwszaka 18.02.06, 10:56
                > Junior nie narzeka na nadmiar lekcji
                Dzieci w tym wieku mało narzekają, bo nie wiedzą co jest normą.

                > Osobiście uważam, ze 2 h religii to za dużo, i że mogłaby być jak za naszych
                > czasów w przykościelnej salce
                To samo myślę.

                Dla mnie oburzające jest, że dzieci w 1 kl mają w planie 5h na dzień.
                Ja obowiązkowych zajęć miałm 5h na dzień dopierow 5 kl.
                (w 4kl pamiętam, było dokładnie codziennie po 4 lekcje).
                NIc dziwnego , ze dzieci są coraz głupsze, skoro nie mają możliwośći, ze
                względu na przeciążenie rozwijać się.
    • agatka_s Re: czy to jest promblem nauczycielki czy dzieci? 17.02.06, 11:18
      Poprostu czasem mam wrazenie ze ten caly system edukacji jest organizowany
      przez ludzi ktorzy nigdy nie mieli dzieci. Powiem raz jeszcze, juz nawet na
      poziomie Dyrektora, wystepuje bardziej sposob myslenia urzednika i technokraty,
      niz taki zwykly zdroworozsadkowy. Te wszystkie durne przepisy, powoduja ze
      taki Dyrektor nawet jakby chcial te szkola prowadzic tak zwyczajnie "po ludzku"
      (aby bylo milo przyjemnie i wygodnie), to nie moze. Bo te
      wszystkie "systemowe" ograniczenia powoduja ze poprostu nie daje sie.

      Swobodniej moga funkcjonowac szkoly prywatne, bo moga machnac reka na wszelkie
      dotacje od panstwa itp, wiec moga wyznaczac swoje standardy czesto poprostu
      zdroworozsadkowe-ale cena za to jest bardzo wysokie czesne-co sprawia ze ten
      typ szkol to jednak margines. Troche probuja "dzialc wbrew systemowi" szkoly
      spoleczne-ale one znowu nie stoja tak dobrze ekonomicznie (bo sa organizacjami
      non-profit, czesciowo finansowanymi jednak przez budzet)-wiec sa tak troche w
      rozkroku, chcialyby a boja sie...

      A szkoly panstwowe te ktorych jest najwiecej, to juz niestety zero miejsca na
      zdrowy rozsadek (chyba ze sie trafi jakis samorzad rozsadny, i np burmistrz czy
      inny guru w gminie sam ma dzieci w wieku szkolnym...)


      ojej ale znowu jakas mega dygresja sie zrobila...ale taka nauczycielka ni w 5
      ni 9, to tez wina tego opisanego przeze mnie systemu...

      • verdana Re: czy to jest promblem nauczycielki czy dzieci? 18.02.06, 19:25
        Te ćwiczenia do większości przedmiotów (np. do historii) są nie tylko ciężkie,
        zbędne, drogie, ale wręcz szkodliwe. Uczą schematycznego myślenia, poznawania
        twarzy trzeciorzędnych polityków zna niewyraźnych zdjęciach - bzdura! Jedyną
        przyczyną ich istnienia jest polityka wydawnictw (ćwiczenia trzeba kupować nowe
        co rok).
        Wiem, co mówię, bo sama piszę podreczniki i te idiotyczne ćwiczenia do
        historii. Piszę, bo muszę, inaczej wydawnictwo nie podpisze umowy.
        Kolejny problem, to "szata graficzna". Ilustrowane podreczniki - to piękne -
        ale dwa razy grubsze. Przy czym wydawnictwa, zdając sobie sprawę, ze czym
        ładniejszy podręcznik, tym wiekszy popyt, każą umieszczać ilustracje i
        potrzebne i absolutnie zbędne. Byle dużo. Żeby było śmieszniej (albo
        tragicznej) potem na egzaminach potrafi być pytanie z tych nieistotnych
        ilustracji, które naiwny autor umieścił dla rozrywki, nie dla nauki...
        A dzieci to autorzy programów nie tylko nigdy nie mieli, ale chyba nawet na
        oczy nie widzieli.
        • judytak Re: czy to jest promblem nauczycielki czy dzieci? 20.02.06, 01:13
          tak
          tak
          właśnie tak

          wszystko na kredowym papierze, kolorowym drukiem, waży trzy razy tyle, niż
          powinno

          a te "karty pracy" rzeczywiście doprowadzają do obłędu...

          o ile jeszcze w klasach 1-3 podstawówki rozumiem, że nieraz sama technika
          pisania sprawia trudność, więc dobrze, że czasami wystarczy wpisać tylko jedno
          słowo, albo wynik działania, a i takie małe dziecko chętnie porysuje,
          pokoloruje, itp., to dla starszych dzieci, ba! nawet w szkołach
          ponadpodstawowych te "karty pracy"... no... bo będę niegrzeczna...

          > Przy czym wydawnictwa, zdając sobie sprawę, ze czym
          > ładniejszy podręcznik, tym wiekszy popyt,

          zdają sobie sprawę"
          a może wydaje im się?
          może któreś by przetestowało hipotezę "lekkiego, przyjaznego, taniego, z
          założenia jednorazowego użytku" podręcznika?
          albo nawet zestaw "podręcznik - lekki, czarno-biały, plus atlas (? zwał, jak
          zwał) ładny, kolorowy, z mapami, obrazkami, tabelami, źródłami itp.)"

          pozdrawiam
          Judyta
Pełna wersja