jak zacząć się cieszyć dzieckiem?

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.11.02, 21:54
Problem może dziwny, ale dla mnie akurat poważny. Jesteśmy trochę przed
trzydziestką i niedawno zaczęliśmy się poważnie zastanawiać nad posiadaniem
potomstwa. Pozastanawiałam się długo i starannie i stwierdziłam u siebie
rzecz dość smutną - zupełnie mnie ta wizja przyszłości nie cieszy. Wiem, że
słodkie, wiem, że kochane, wiem, że lepiej mieć dzieci niż ich nie mieć, ale
jak na razie posiadanie dziecka postrzegam głównie jako jeszcze jeden życiowy
obowiązek, mnóstwo ciężkiej żmudnej pracy, zachodu i wysiłku, strachu i
rozczarowań, coś co wymaga przede wszytskim poświęcenai i cierpliwości. Wiem,
wiem, że tych jasnych stron jest dużo więcej, ale jakoś nie mogę ich dostrzec
i wzbudzić w sobie entuzjazmu, a przynajmniej nastroju radosnego oczekiwania.
Kiedy o tym myślę, dostaję ciężkiej chandry, zaczynam sobie wyobrażać, że
kompletnie się do tego nie nadaję.

Jak się oswajaliście z tym, że będziecie mieć dzieci? Czytanie poradników dla
młodych matek jakoś mnie zupełnie nie uspokaja.

Pozdrawiam,

Niezdecydowana
    • izabelski Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? 25.11.02, 02:02
      Moze jeszcze nie jestes gotowa na macierzynstwo?
      Poczekajcie wiec a na razie pobawcie sie w dobre wujostwo - pozyczajcie dzieci
      znajomych/rodziny na wyprawy do ZOO/parku/lasu/biblioteki i zobacz jak
      reagujesz na ich obecnosc na dluzsza mete. Zobacz co cie denerwuje a co cieszy
      i pomysl czy dasz rade zyc z tym uczuciem lub bez niego na zawsze.

      To co mnie zawsze fascynowalo u dzieci to ciekawosc zycia i chlonnosc na
      wiedze. Te wlasnie aspekty bycia rodzicem daja mi najwieksza satysfakcje.
      No i ta bezgraniczna milosc dziecka - jest to nie do opisania, jak i rowniez
      to, ze kazdy dzien przynosi niespodzianki - niedawno moja 5 letnia corka
      oswiadczyla (nienagabywana), ze kocha mnie "najwiecej" na swiecie. Ciesze sie,
      ze to co wkladam w ich wychowanie dostaje z powrotem ale zaplata owa jest
      niewspolmiernie wieksza.

      NIe pisze tego azeby cie przekonac tylko pokazac moj punkt widzenia.

      Pozdrawiam

      izabelski
    • kasiastec Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? 26.11.02, 11:52
      Przede wszystkim nie mozna sie zaczac cieszyc dzieckiem nie majac go. Nie mozna nauczyc sie milosci na cudzych
      dzieciach, do wlasnego dziecka czuje sie zupelnie cos innego. Mysle, ze powinniscie skupic sie na tym, ze myslicie o
      posiadaniu dziecka. To bardzo odwazne w dzisiejszych czasach, kiedy wielu ludzi nie chce nawet o tym myslec. Co
      wiecej powinniscie sie cieszyc, ze macie mozliwosc zastanowienia sie, nie staneliscie w obliczu ciazy. Macie
      szanse
      swiadomego rodzicielstwa.
      Ale do rzeczy opisze jak to bylo u mnie. Mam 26 lat i od trzech lat jestem mezatka. Nigdy specjalnie nie przepadalam
      za
      dziecmi, uwazalam nawet, ze sa glupie. Owszem twierdzilismy z mezem, ze kiedys bedziemy miec dzieci ale nie
      teraz. Jednak zycie zadecydowalo, ze wlasnie teraz. W zeszlym roku zaszlam w ciaze. To byl dla mnie cios. Pol roku
      wczesniej zaczelam wreszcie nauke jazdy konnej, o ktorej marzylam cale zycie a tu trach nici z dalszej nauki. Bylam
      zla. Rodzina mojego meza byla zachwycona. Wszystkie znajome matki mi opowiadaly jak to cudownie jest byc w
      ciazy, ze przezywa sie najcudowniejsze uczucia kiedy dziecko porusza sie w lonie i inne tego typu rzeczy. Kiedy
      juz
      przeszla mi zlosc i pierwszy szok postanowilam zdac sie na nature i hormony. Czekalam co sie zmieni w moim
      nastawieniu. Troche bylam przerazona, ze nic specjalnie sie nie zmienia a ruchy dziecka w brzuchu odbieralam
      raczej
      fizycznie a nie emocjonalnie. Praktycznie ciaza nie przyniosla mi zadnych gornolotnych uniesien. Ujrzenie dziecka po
      porodzie nie przyniosla mi spodziewanego i zapowiadanego przez znajomych uderzenia milosci. W szpitalu nawet
      troche sie Filipa balam, cieszylam sie chwilami, kiedy zabierali go ode mnie na kapiel czy badania. Bylam bardzo
      zmeczona i on nie pozwalam mi sie wyspac, nie bylo to mile. Dni mijaly i ja nadal nie moglam doszukac sie w sobie tej
      wielkiej milosc, szczegolnie, ze dziecko mialo bardzo dlugo kolki i kiedy nie spalo to plakalo. Oczywiscie Filip
      wywolywal u mnie czulosc ale ja ciagle czekalam na to wielkie, nieporownywalne z niczym uczucie. Przelom chyba
      nastapil, kiedy poszlam z nim na pierwsze szczepienie. Kiedy pielegniarka wbila mu igle w raczke i on zaczal
      strasznie plakac poczulam jakby ta igla ugodzila mnie w serce. Wtedy stwierdzlam, ze ta wielka milosc nie musi sie
      wcale objawiac chwilami uniesien i doglebnych przezyc ale jest na codzien i daje sile do opieki nad tym malym
      stworzeniem. Pozwala cierpliwie wstawac w nocy, nosic dziecko na rekach, wycierac brudna pupe i nie
      zwariowac. Ta milosc rosnie i zmienia sie razem z dzieckiem i caly ten cud odbywa sie samoistnie, bez specjalnego
      udzialu czlowieka. Dlatego konkludujac ten zbyt dlugi list, jesli myslicie o tym, zeby miec dziecko to je po prostu
      miejcie.
      Nie probujcie szukac w sobie milosci do tego dziecka, bo jej jeszcze tam nie ma ale bedzie i o to nie musicie sie
      martwic.
      • agat1 Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? 26.11.02, 13:40
        Ja mam nieco odmienne zdanie niż moja poprzedniczka - mianowicie uważam, iż nie
        każdy musi mieć dzieci i jeśli samo podjęcie decyzji o urodzeniu dziecka
        wyzwala takie mieszane uczucia, ja bym się raczej powstrzymała od tego. Co
        innego przypadek, co innego świadoma decyzja wbrew sobie.
        Zgadzam sie natomiast, że dziecko nie musi od samego początku budzić wielkich
        uniesień, kocha się je w sposób naturalny, trzeba się tego uczucia nauczyć, ale
        zdarzają sie cięższe chwile , szczególnie kiedy pada się ze zmęczenia, a maluch
        marudzi. Jednak ja jestem w ciąży po raz drugi, za każdym razem świadomie
        wybieraliśmy termin narodzin malucha i cieszę się na drugie dziecko bardzo.
        Zawsze lubiłam dzieci, zawsze chciałam mieć swoje maleństwa i staram sie dać im
        wszystko,czego potrzebują.
    • niedzwiedziczka Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? 26.11.02, 17:56
      A ja przez pierwsze poltora roku zycia mojego dziecka
      mialam dziwne uczucie, ze to gosc, ktory pojawil sie w
      moim zyciu (gosc zaproszony i oczekiwany, dodam). Dopiero
      po tym czasie poczulam, ze moja coreczka jest z nami "na
      stale". A najbardziej niesamowite jest to, ze jest sie
      przewodnikiem takiego malego czlowieka po swiecie, bo
      przeciez to y odpowiadamy na te tysiace pytan: A co to
      jest? A dlaczego?
    • Gość: Ola Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: gw:* / 192.168.115.* 26.11.02, 20:35
      Wiesz co, ty sobie jeszcze poczekaj! Jeżeli sama decyzja o posiadaniu dziecka
      budzi w tobie mieszane uczucia nie ma co na siłę pakować się w to szczęście.
      Masz rację, że to jest ciężka praca, wymagająca dużo cierpliwości. Ja bardzo
      chciałam dzieci, marzyłam o tym dniem i nocą. Myślałam tylko o tym,żeby być w
      ciąży. Teraz kiedy mam te wymarzone dzieci, jestem zmęczona do granic
      możliwości. Nieprzespane noce, a dnie, po pracy przechodzone z małą na rękach,
      bo kiedy tylko ją posadzę ryczy na cały dom. Jestem wykończona psychicznie i
      fizycznie. Naukę odłożyłam na "potem", najpierw dzieci. A teraz próbuję łączyć
      to razem i jest baaardzo ciężko. A pretensję mogę mieć tylko do siebie samej,
      bo ja tego chciałam. Nie pakuj się w to jeżeli nie jesteś jeszcze gotowa.
      Poczekaj aż przyjdzie na to czas i w twojej psychice zrobi się dla dziecka
      miejsce.
      • agat1 Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? 27.11.02, 09:23
        A ja nie mogę się nadziwić ludziom, którzy z wyboru najpierw mają dzieci, a
        potem myślą o szkole, nauce, kursach i doktoratach. Pewnie, że to można
        pogodzić, ale jakim kosztem? Moze jestem w swoim myśleniu nieco staroświecka,
        wiem, że czasy się zmieniły, ale my z mężem studiowaliśmy na dziennych studiach
        i uważamy, że był to dla nas cudowny czas. Tam się zresztą poznaliśmy i to na
        piątym roku studiów, przypadkiem.
        A teraz widzę w pracy kolezanki, które kończą studia zaoczne, mając po dwoje
        małych dzieci i sobie tego po prostu nie wyobrażam. I tak mam za mało czasu dla
        mojego synka, bo na moich barkach spoczywa główny ciężar utrzymania rodziny i
        wróciłam do pracy po półrocznym urlopie macierzyńskim, synka widuję po 2-3
        godziny dziennie i w weekendy. Miałabym jeszcze w tym czasie jeździć w co drugi
        weekend do szkoły? Chyba bym jej po prostu nie skończyła, tak myśle teraz. Ja
        wiem, ze taka koniecznosć, że trzeba, podziwiam po prostu te kobiety , które
        potrafią to pogodzić i z wyboru nigdy bym tego nie zrobiła. Powinien być czas
        na studia, na pracę, na zdobywanie pozycji zawodowej, a potem na dzieci. Tylko
        z drugiej strony okazuje się potem, że są trudności, a wiek już nie ten...
        I tak źle, i tak niedobrze.
    • Gość: Ola Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: gw:* / 192.168.115.* 27.11.02, 15:55
      Wiesz Agat, ja miałam tak silny instynkt macierzyński, że nie mogłam o niczym
      innym myśleć. Zaraz po szkole wyszłam za mąż. Cały rok siedziałam sama z mężem
      w domu. Nie uczyłam się ani nie pracowałam. Potem chciałam mieć ciecko. Ten
      instynkt była tak silny, że nie w głowie mi były studia, szkoła nawet praca.
      Wydawało mi się, ze chce mieć 4 dzieci i nigdy do pracy nie wrócę. A teraz tego
      bardzo żałuję. Myślę sobie po co było tak pędzić do tego "miodu". Dlaczego nie
      poszłam na studia? nie chciałam przedłużyć sobie młodości? Do pracy wróciłam
      szybciej niż myślałam, nawet skróciłam sobie wychowawczy. Z tym jest związana
      konieczność podnoszenia kwalifikacji, egzaminy, bo jeśli nie ma się studiów to
      chociaż tak się podciągnę w stosunku do innych. A o studiach tak jak mówisz
      ciężko mi myśleć z powodów wymienionych przez ciebie wyżej. Dlatego uważam, że
      dziewczyny takie jak Niezdecydowana powinny dać sobie na razie spokój.
      Pozdrawiam.
      • gandzia27 Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? 27.11.02, 21:47
        A co z tymi, za których decycję podjęło życie?
        Jestem w 5 miesiącu ciąży. Nigdy nie lubiłam dzieci i nie odczuwałam instynktu
        macieżyńskiego. Bardzo uważałam, aby nie zajść w ciążę, ale niestety nie mogłam
        brać pigułek, a inne sposoby okazały się nie tak skuteczne (chociaż przez
        ładnych parę lat działały).
        Nadal nie odczuwam instynktu macieżyńskiego. Kiedyś na widok dzieci odczuwałam
        niechęć, teraz doszedł jeszcze paniczny strach.
        Przez pierwsze trzy miesiące chciałam zasnąć i się nie obudzić. Oprócz
        fatalnego stanu psychicznego miałam chyba wszystkie najgorsze objawy dla tego
        okresu ciąży. Teraz czuję się fizycznie doskonale, ale panika i lęk przed
        życiem pozostały.
        Porodu nawet się nie boję. Panicznie boję się, że nie pokocham dziecka. Wasze
        posty mnie załamują - czy naprawdę jest aż tak źle? Do tej pory tliła się we
        mnie nadzieja, że jak ujrzę dziecko, to coś we mnie zaskoczy. Okazuje się, że
        wcale tak nie musi być...
        Boję się, że nie będę mogła zapewnić dziecku normalnego życia, miłości. Może
        będę mogła jakoś udawać, ale sama będę chyba wrakiem.
        Takie jak ja nie powinny mieć dzieci.
        Chyba że tej miłości można się nauczyć?
        • Gość: agat1 do Gandzi IP: 195.116.92.* 28.11.02, 07:53
          Oczywiście, że można i pewnie doskonała większość matek uczy się jej i bardzo
          kocha swoje dzieci, nawet te nieplanowane. Tak już jest na świecie. Nasze posty
          były pisane do autorki wątku, która się zastanawia, jaką decyzję podjąć, więc
          ma jeszcze wybór.
          A Tobie powiem tylko, że powinnaś się uspokoić, spojrzeć na swoją sytuację z
          innej perpektywy i cieszyć się na spotkanie z tą małą istotką, którą na pewno
          pokochasz, jeśli tylko będziesz chciała. Pewnie, że nie musi to być łatwe, ale
          życie wcale nie jest łatwe, a przecież żyjemy, cieszymy się tym, jest nam
          dobrze. Życzę Ci dużo radości i miłości
          AgaT
        • Gość: Ola Do Gandzi IP: gw:* / 192.168.115.* 28.11.02, 20:33
          Nie, nie jest wcale tak źle jak myślisz. Nie załamuj się z powodu twojego
          stanu, spróbuj przyjąć ten prezent i cieszyć się. Mój poprzedni post był
          napisany w chwili zmęczenia, teraz jestem bardziej wypoczęta więc mogę Ci
          opisać to z innej strony. Czasem jest ciężko, bo w życiu nic nie jest lekkie,
          ale kiedy patrzę na moje dziecko, które raczkuje z śmiesznie wypiętą dupką po
          pokoju od razu nachodzą mnie inne uczucia. Kiedy włączamy muzykę "wypięta
          dupka" siada i zaczyna tańczyć kolebiąc się i machając rączkami. To są inne
          chwile, radosne. I myślę, że kiedy zobaczysz swoje dziecko i u Ciebie coś
          pęknie. Nauczysz się kochać swoje dziecko, na prawdę nie jest tak źle jak
          myślisz. Tak się stało, Twoje dziecko już jest na świecie, czasem miłość
          przychodzi po czasie, ale ona przyjdzie. Trzymaj się.
        • Gość: kari58 Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: *.plusgsm.pl 10.12.02, 20:45
          Wszystko będzie dobrze. Ja wpadłam, chciałam usunąć ciążę bo tak bardzo nie
          wyobrażałam sobie siebie w roli matki. Nigdy nie lubiłam małych dzieci.
          Dzisiaj nic się nie zmieniło, dalej nie lubię małych dzieci - uwielbiam tylko
          moją 8 letnią córkę. Miłość macierzyńska to coś nadzwyczajnego o czym nie ma
          się wyobrażenia dopóki się tego się tego nie doświadczy więc odwagi.
      • agat1 do Oli 28.11.02, 09:05
        Wiesz, Olu, ja też miałam bardzo silny instynkt macierzyński od zawsze i może
        dobrze się stało, że nie spotkałam wcześniej na swojej drodze mojego męża, bo
        nie wiem jak by się wtedy potoczyło moje życie...Także wszystko jest dziełem
        przypadku, moge teraz jedynie z perspektywy czasu powiedzieć, że dobrze się
        stało i mogę się "wymądrzać" ; ale ja po prostu widzę, jak męczą się młode
        kobiety, jak są niedojrzałe, jak tylko czekają, żeby chociaż na pół dnia oddać
        dziecko babci i pójść do dyskoteki czy gdziekolwiek. Ja również rzadko wychodzę
        z domu, ale nie jest to dla mnie żadne ograniczenie, bo ja po prostu uwielbiam
        być z moim synkiem, bawić się z nim, wiem, że nic mu tego nie zastąpi. Nie
        mogłam sobie pozwolić nawet na urlop wychowawczy, więc czuję niedosyt w
        kontaktach z małym. teraz jestem w ciąży i zrobię wszystko, aby z maleństwem
        być w domu jak najdłużej. Wiem, że to niełatwe w dzisiejszych czasach, ale dla
        dziecka bardzo wazne.Trzeba tylko dojrzeć do tego, aby zrozumieć, czego
        potrzebuje maleńki człowiek.
        Pozdrawiam
    • Gość: ja Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: voodoo2:* / 10.48.57.* 28.11.02, 13:44
      Zabiore tez glos w dyskusji.

      Przychyle sie do opinii agat1 i Oli -> jak nie jestes pewna, nie pakuj sie w
      to. Ja sie wpakowalam i nie do konca chyba o to chodzilo. Tzn. synek jeste
      bombowy i strasznie kochany, ale ja czuje ze mam tez inne cele w zyciu i chyba
      bardziej mnie one pasjonuja. Wychodze z zalozenia ze jestem w stanie podobnie
      dobrze wychowac dziecko poswiecajac mu 4 godziny dziennie co 14.
      Nie mam wyrzutow sumienia z powodu, ze pasjonuje mnie praca zawodowa. Uwazam
      ze to nasze chore spoleczenstwo stworzylo mit matki-Polki poswiecajacej sie
      Kinder, Kuche, Kirche. Uwazam ze mam takie samo prawo do realizacji zawodowej,
      jak moj maz i parenascie milionow facetow w naszym kraju i to niekoniecznie ja
      musze byc ta osoba, ktora poswieci kariere zawodowa na rzecz dziecka - choc
      presja spoleczna, zeby tak zrobic, uwierzcie mi, jest ogromna. W takim oto
      zascianku zyjemy !

      I jeszcze jedna obserwacja: synek chyba na tym nie traci. Mysle, ze woli miec
      intensywne 4 godziny kontaktu ze steskniona mama niz 14 godzin ze znudzona
      domowymi obowiazkami.
    • Gość: roan Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 29.11.02, 23:56
      Ja mogę się podpisać pod postem kasiastec obiema rękoma. U mnie też miłość do
      dziecka nie wybuchła nagle, nawet chwila gdy je po raz pierwszy zobaczyłam
      odbiegała od powszechnych wyobrażeń. Początkowo maly mnie denerwował, ale
      teraz powoli nauczyłam się być matką nie tylko troskliwą ale i kochającą. U
      mnie to wszystko przyszło z czasem.
      Dodam, że nie przepadam za dziećmi(małymi) i nawet myślałam, żeby dzieci nie
      mieć w ogóle. To moje bardziej z rozsądku jest(mężowi zależało na dziecku
      bardziej niż mnie)bo instynktu macierzyńskiego to ja nigdy nie miałam.I w
      ciąży też się nie pojawił, choć podobno hormony itp. itd...
    • Gość: krotka Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.02, 23:48
      Ja się nie oswoiłam do tej pory, mimo, że moja latorośl ma już 12 lat...
      Wszystko fajnie, ale ja te opory mam do dziś, a wydawało mi się kiedyś, że
      odezwał się instynkt i naprawdę chcę mieć dziecko. Owszem, staram się, nie
      zaniedbuję itd, ale frajdy z macierzyństwa nie mam żadnej. Denerwuje mnie zbyt
      długie przebywanie z dzieciakiem, wspólne wakacje to dla mnie udręka, mimo że
      jest naprawdę mało absorbująca. Nie ma żadnej gwarancji, że jak się urodzi, to
      nagle wszystkie te uczucia ożyją. Pewnie, kocham moje dziecko, tyle ze z
      poczucia obowiązku, a nie z głebi serca. Dlatego boję się i nie chcę mieć
      kolejnego.
    • Gość: Lidia Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 01.12.02, 01:59
      Moze po prostu nie chcesz miec dzieci. Przeciez nie wszyscy musza je
      posiadac.Masz realistyczny obraz macierzynstwa i faktem jest ze jest to
      znacznie wiecej obowiazkow i wydatkow niz czystej sielanki i rozkoszy. Jesli
      wiec nie chcesz miec dzieci to ich po prostu nie planuj. Pozdrawiam cie. Inna
      sprawa ze masz jeszcze czas na te decyzje, nie musisz sie wcale spieszyc.
      • malini Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? 03.12.02, 09:47
        Podzielę sie z Wami tym, co usłyszałam od własnej Matki.Człapiąc za nią przez
        mokre Powązki w dzień zaduszny jak zwykle czytałam napisy na grobach mijanych
        alejek.Jak zwykle moją uwagę przykuwały najmniejsze pomniki, postawione na
        grobach dzieci "Jaś-żył 2 tygodnie.." "Oleńka-słodki aniołek-żyła tylko 4
        dni...".Wyraziłam zdziwienie,że nagrobki dzieci-tych najkrócej żyjących nie są
        odwiedzane (większość z tych, które zauważyłam była pozapadana w ziemię,
        brudna,bez śladu zniczy czy kwiatów).Moja Mama na to wypaliła: "No co ty-jak
        dziecko ma tylko pare dni, to Matka nie przywiąże się do niego aż tak bardzo -
        oczywiście jest to bolesne, ale nie aż tak, jak w przypadku kilkuletniego
        dziecka".Strasznie mnie to zdziwiło, ale pocieszyłam się zaraz myślą,że mój
        brat (pupilek) ma kilkanaście lat mniej niż ja, więc to do mnie Mama musi pałać
        największym uczuciem wink Żartuję sobie oczywiście, ale może coś jest w tym
        czasie posiadania dziecka....
        • Gość: Lidia Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 03.12.02, 23:21
          Wiesz ja tez zauwazylam te malenkie i zaniedbane groby najmlodszych z nas. Czy
          tyle jestesmy warci ile przezylismy ? Czy mozna zapomniec swoje wlasne dziecko
          tylko dlatego ze mialo to nieszczescie nie poznac smaku zycia?
    • Gość: Fore Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 03.12.02, 11:47
      le czemu?
      No czemu zacząliście się zastanawiać?
      Bo czas?
      Bo ciocie i mamuśki inne żyć nie dają?
      Bo sąsiedzi komentują?
      No czemu?
      No bo sami nie poczuliście, że teraz chcecie być rodzicami?
      No to czemu zaczęliście o tym myśleć?
      Poczekajcie, aż będziecie CHCIELI BYC RODZICAMI.
      Powodzenia
      Mama Foresmile
    • sija Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? 03.12.02, 17:10
      Nie mam dzieci mam jeszcze dużo czasu aby je mieć lub niesmile ale coś, co mnie
      osobiście wzruszyło to poniższe opowiadaniesmileNie wiem na ile jest prawdziwe i
      nie chce wiedzieć... znalazłam tu kilka odpowiedzi i chce w nie wierzyć...

      to odmieni twoje życie
      Czas mojej przyjaciółki szybko ucieka. Siedzimy przy lunchu, kiedy jakby
      mimochodem wspomina o tym, że myśli z mężem o "założeniu prawdziwej rodziny".
      Naprawdę chce mi powiedzieć, że jej biologiczny zegar rozpoczął już swoje
      końcowe odliczanie, toteż musi poważnie rozpatrzyć perspektywę macierzyństwa.
      - Przeprowadzamy sondę - mówi półżartem. - Sądzisz, że powinniśmy zdecydować
      się na dziecko?
      - To odmieni twoje życie - odpowiadam ostrożnie, zachowując naturalny ton.
      - Wiem - mówi. - Żadnego wylegiwania się do późna w soboty, żadnych nie
      planowanych wypadów...
      Ale ja nie to miałam na myśli. Patrzę na przyjaciółkę i zastanawiam się, co
      jej powiedzieć.
      Chciałabym przekazać jej rzeczy, o których nigdy nie dowie się w szkole
      rodzenia. Chciałabym opowiedzieć jej o tym, że po porodzie rany fizyczne
      prędko się zagoją, ale pozostanie pewna uczuciowa rana, która jest tak
      wrażliwa, że na zawsze uczyni ją kruchą.
      Rozważam, czy aby nie przestrzec jej, że już nigdy nie przeczyta gazety bez
      zapytania: "A co, jeśli to byłoby moje dziecko?" Że każdy wypadek samolotowy,
      każdy pożar będzie ją prześladował. Że kiedy zobaczy zdjęcia głodujących
      dzieci, będzie zastanawiała się, czy istnieje coś gorszego od patrzenia, jak
      umiera twoje dziecko.
      Spoglądam na jej wymalowane paznokcie i stylowy kostium i rozmyślam o tym, że
      bez względu na to, jak bardzo jest dystyngowana, zostanie matką zredukuje ją
      do poziomu niedźwiedzicy, która ochrania swoje młode. Że nagły okrzyk: "Mamo!"
      sprawi, iż bez chwili zwłoki porzuci suflet czy swój ulubiony kryształ.
      Czuję, że powinnam ją ostrzec, że niezależnie od tego, ile lat poświęciła
      swojej karierze, macierzyństwo zawodowo ją wykolei. Może znaleźć kogoś do
      opieki nad dzieckiem, ale któregoś dnia będzie spieszyła się na ważne
      spotkanie w interesach i przypomni sobie słodki zapach swojego dzieciątka.
      Będzie musiała użyć wszystkich swoich sił, by powstrzymać się od wrócenia
      biegiem do domu, żeby przekonać się, czy aby nic złego nie przytrafiło się jej
      dziecku.
      Pragnę, by moja przyjaciółka wiedziała, że codzienne decyzje nie będą już dla
      niej rutyną. Że postanowienie pięciolatka, by w McDonaldzie wejść do męskiej
      toalety, a nie do damskiej, stanie się olbrzymim dylematem. Że właśnie tam,
      pośród trzasku tac i krzyku dzieci, ważyć się będzie samodzielność i tożsamość
      płciowa jej synka i jej niepokój przed jakimś dewiantem seksualnym, który może
      czaić się w łazience. Chociaż w pracy z łatwością może przychodzić jej
      podejmowanie decyzji, jako matka wciąż będzie miała wątpliwości.
      Patrzę na moją atrakcyjną przyjaciółkę i chcę zapewnić ją, że w końcu zrzuci
      kilogramy swojej ciąży, ale potem zawsze już będzie czuła się inaczej. Że jej
      życie, które teraz tak wiele dla niej znaczy, po porodzie stanie się mało
      ważne. Że bez wahania poświęci je w każdej chwili, by ratować swoje potomstwo,
      ale zarazem zapragnie żyć kilka lat dłużej - nie, żeby zrealizować własne
      plany, ale żeby patrzeć, jak jej dziecko osiąga swoje marzenia. Chcę, by
      wiedziała, że blizny po cesarskim cięciu czy błyszczące rozstępy staną się dla
      niej odznakami honoru.
      Jej stosunki z mężem także ulegną zmianie, ale nie w taki sposób, w jaki o tym
      teraz myśli. Chciałabym, by pojęła, że o wiele bardziej można kochać
      mężczyznę,który nigdy nie waha się poświęcić czasu, żeby zaopiekować się
      dzidziusiem czy pobaraszkować ze swoim synkiem lub córeczką. Myślę, że powinna
      wiedzieć, iż pokocha swojego męża z powodów, które będą dalekie od
      romantycznych.
      Pragnę, by wyczuła więź, jaka połączy ją z kobietami z przeszłości, które
      desperacko starały się powstrzymać wojny, przesądy czy jazdę po pijanemu. Mam
      nadzieję, że zrozumie, dlaczego o większości spraw potrafię myśleć
      racjonalnie, ale kiedy rozmawiam na temat zagrożenia wojną nuklearną
      przyszłości moich dzieci, staję się chwilowo niepoczytalna.
      Chcę opisać jej zachwyt, jaki sprawia widok dziecka, które uczy się odbijać
      piłkę baseballową. Chcę uchwycić dla niej dźwięczny śmiech dziecka, które po
      raz pierwszy dotyka miękkiego futerka psa. Chcę, by posmakowała radości, która
      jest tak prawdziwa, że aż boli.
      Zagadkowe spojrzenie mojej przyjaciółki sprawia, iż dociera do mnie, że łzy
      stanęły mi w oczach.
      - Nigdy tego nie pożałujesz - mówię w końcu.
      Potem wyciągam rękę nad stołem, ściskam jej dłoń i odmawiam cichą modlitwę za
      nią, za siebie i za te wszystkie zwykłe, śmiertelne kobiety, które bohatersko
      pokonują przeszkody na drodze do tego najświętszego z powołań.


      Dale Hanson Bourke
      • Gość: Dana Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: *.chello.pl / *.chello.pl 03.12.02, 23:12
        To opowiadanko przepiekne jest.
        Nic juz nie napisze.
      • Gość: Lidia Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 03.12.02, 23:17
        To bardzo piekne i prawdziwe opowiadanie.
      • Gość: anma Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.12.02, 00:08
        Piękne, prawdziwe.
        Nie pozostaje nic do dodania....
      • procesor Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? 04.12.02, 00:28
        Czy to z któregos z "Balsamów dla duszy"?
        • Gość: Sija Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: *.sav.tkb.net.pl 04.12.02, 14:57
          Znalazłam je kiedyś w sieci z kilkoma innymi równie ciekawymi... bardzo
          możliwe, że jest to seria opowiadań z książki "Balsam dla duszy"... ale nie
          jestem pewna... pozdrawiam
      • Gość: JAGA Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: *.wola-duchocka.sdi.tpnet.pl 04.12.02, 12:15
        Jakie to prawdziwe ....
        Czytając łzy spłynęły mi po policzkach ...
        czuję DOKŁADNIE to samo.
        Mama 2 latka
        • Gość: z Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: atol:* / 192.168.1.* 04.12.02, 13:40
          az podskoczylam jak przeczytalam list Niezdecydowanej
          Ja tez tak czuje
          DZIECKO - hmmm
          dlugo sie nad tym zastanawialam
          Moja mama mowi ze niewolno powolywac do zycia dzieci zanim nie poczujesz ze
          naprawde ich pragniesz - do tego trzeba dojrzec
          To nie jest banal - to kwestia dojrzalosci hormonalnej
          Boze bron miec dzieci gdy sie do tego nie dojrzalo
          i nikt nie powinien miec do siebie pretensji ze jeszcze do tego nie dojrzal
          bo dojrzewanie organizmu jest jakby poza jego kontrola - to kwestia genow
          W mojej rodzinie kobiety pozno dorastaja i od trzech pokolen rodza dzieci po
          trzydziestce - ZDROWE dzieci (to dodaje by ukrocic wszelkie dyskusje na temat
          zaleznosci wieku i zdrowia dziecka)
          Ja do tej pory nie rozumiem co moze cieszyc w dziecku i na to oswiecenie czekam
          spokojnie - w moim niedoswiadczeniu rozumuje tak:
          mialam kiedys kota (nie smiejcie sie tylko) - to prawda trzeba po nim sprzatac
          i dawac mu jesc a to bydle na dodatek jeszcze czasem podrapie ale strasznie go
          kochalam i moglam godzinami go glaskac i przygladac mu sie...
          ... i ja sobie tak wykombinowalam ze to z tym dzieckiem to chyba jest podobnie
          niby praca i te wszystki tratatata... ale kocha sie je i cieszy sie nim
          hmmm.... i to sobie wykombinowalam calkiem niedawno... moze to wstep do tej
          dojrzalosci o ktorej mi mama mowila, moze to tak sie zaczyna...
          z
          • Gość: Ona Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: 212.160.145.* 04.12.02, 14:21
            Też mam więcej obaw niż chęci. Ktoś pytał dlaczego w takim razie myśle o
            dziecku...Bo zegar biologiczny tyka i za moment bedzie za późno, bo mam
            męża ,który dziecka chce.A ja nie dostrzegam najmniejszych powodów, argumentów
            za. Myslałam, że to kiedyś samo przyjdzie. Ale nie przyszło. I nawet gdy czytam
            wasze posty to radości, które opisujecie są dla mnie niewarte tego wysiłku. I
            jeszcze - a co jeśli nie pokocham? A z drugiej strony - czy mogę wymagać takiej
            rezygnacji do ukochanego męża? To nie eksperyment, to moje życie...A zegar tyka
            nieubłagalnie. Tak bardzo się boję, tak bardzo nie wiem....
      • bebe1 Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? 10.12.02, 13:31
        opowiadanie jest piekne
        rowniez dlatego, ze utwierdza w slusznosci decyzji kogos, kto wlasnie miedzy
        innymi z takich powodow nie chce miec dzieci
        pozdro,
        bezdzietna
        egoistka
    • Gość: Kasia dzięki Dziewczyny ;-) ...i światełko nadziei :))) IP: *.chello.pl 04.12.02, 18:46
      Cześć ... i jak na wstępie - przede wszystkim wielkie dzięki. Za wielką kulturę
      tej dyskusji, za spokojną wymianę doświadczeń i za to, że wreszcie nie czuję
      się jak wynaturzona istota z Marsa. Mam ponad 31 lat i właśnie kończę 9 miesiąc
      ciąży. Nie zaglądam do "wózeczków" (zauważcie, że u rozanielonych widokiem
      dzieci kobiet wszystko jest - eczko i -eczka - ątko), nie kładę sobie na
      brzuchu walkmana, nie czytam moim rozstępom na tymże bajek, jak zalecają modne
      poradniki. Nudzi mnie kupowanie wszystkich tych pierdół, dla których zupełnie
      nie znajduję uzasadnienia. Mierzą maty, motylki, misie, cały ten infantylny
      entourage, podobnie jak wykłady o karmieniach, opiekach, ząbkach. Strasznie się
      boję, że w tym wszystkim zaprzepaszczę SIEBIE; zaprzepaszczę mój fantastyczny,
      doskonały kontakt (b. zamknięty układ) z mężem (moim największym przyjacielem),
      że legną w gruzach moje plany, oczekiwania i wyzwania, jakie sama sobie
      postawiłam. Wiem, że przyznawanie się w katolickim, opętanym misją rozmnażania
      sie kraju do stawiania "SIEBIE" przez tzw. w ich żargonie "Cud
      Miłości" "Tajemnicę Życia" "Dar Macierzyństwa" itp itd. uchodzi za perwersję i
      zdziczenie. Moja ciąża była taka trochę z przypadku, taka trochę "z decyzji".
      Myślę, ze w jej przedzień byłam dokładnie tak "rozchwiana" jak autorka
      pierwszego listu. Co śmieszniejsze, ani ja, ani mój mąż, mimo, że oboje
      jesteśmy po 30, nie pałaliśmy nigdy chęcią do posiadania potomstwa. Wciaż nie
      możemy sobie wyobrazić, że wieczorki ze szklaną wina, pod ciepłym kocem, ze
      stosem kaset wideo tudzież zwariowane i spontaniczne wypady w góry po części
      już za nami. Myślę, że 6 letnie notoryczne ględzenie teściowej tudzież tysiące
      publikacji jakichś nawiedzonych psychologów wyprały mi mózg i - mimo, iż jestem
      dość asertywna tudziez odporna - wpoiły we mnie wizję, iż w którymś momencie
      mój mąż dojrzeje do potomstwa, a dla mnie będzie za późno... Ja mówiłam "to
      może byśmy ..." a on nie oponował. I tyle. Efekt ..... wielka niewiadoma dla
      nas obojga, strach; oszukiwany trochę komercyjną stroną zagadnienia (zakupy na
      ostatnią chwilę) ALE (TU ISKIERKA NADZIEI ŻE JEDNAK smile ) : dwa razy poczułam
      już jakiś impuls, coś, co przerzuciło mnie z irytującej płaszczyzny tartych
      jabłuszek, kup i nieprzespanych nocy. W 7 mcu wyszło coś nie tak na USG, w 1 na
      1000 przypadków wykazane wówczas, krótsze FL mogło sugerować jakieś komplikacje
      genetyczne. W pierwszej chwili pomyślałam, że głupotą z mojej strony było nie
      zrobienie badań prenatalnych i w tym samym momencie: JA przeprosiłam własnego
      SYNA. Poczułam potrzebę kochania go i ochraniania za dwoje (coś jak to ukłucie
      w szpitalu). Rozpłakałam się, bo uświadomiłam sobie, że -jakby co - nikt mi nie
      uwierzy, ze kocham to dziecko i że na nie właśnie czekałam; że niezależnie od
      tego jak piękny świat może mi ono pokazać - wszyscy będą mi tylko współczuć.
      Potem długgggo długo NIC - i oto na drzewach pojawił się szron. Pierwszy raz
      pomyślałam, że świat jest, cholera tak piękny, że chciałabym go pokazać komuś
      jeszcze. I wtedy TO pojawiło się znowu. Ta miłość tak sobie do mnie przychodzi
      falami. Ale przeczuwam, że tak jest zawsze i że ona może być - FAJNA .... Mój
      syn będzie nazywał się Mikołaj.
      Przepraszam za tak długi post... juz za miesiąc będę mogła "opisać" to wszystko
      z drugiej strony.
      PS. Mój ojciec, jako 64 letni emeryt twierdzi, że jego życie beze mnie nie
      miałoby sensu. Mimo ograniczeń. Ma teraz córkę, z którą może ponarzekać na
      sklerozę mamy, którą zaprosi na piwo a ona kupi mu młodzieżowe, zdaniem mamy,
      niestosowne dla Pana w tym wieku BUTY...
      • Gość: agatka_s Re: dzięki Dziewczyny ;-) ...i światełko nadziei IP: *.acn.pl 04.12.02, 19:32
        Bardzo piękne są te wszystkie maile, takie że naprawdę łzy stają w oczach...

        Przeniosło mnie to o 8 lat wstecz, kiedy to ja to wszystko przeżywałam. Moja
        ciąża, nie była planowana. Absolutnie ! nawet nie myslałam, że moge mieć
        dziecko. Nie miałam nawet stałego chłopaka, byłam bardzo bardzo zapracowaną
        osobą, pracowałam w zachodniej instytucji finansowej, a to były czasy Eldorado
        dla takich firm ale i totalnego wyzysku nas młodych (2 dni w Krakowie, tydzień
        w jakiejś pipidówce a potem harówka w Warszawie do białego rana). Do tego
        wszystkiego dzieci mnie potwornie irytowały i drażniły, takie krzyczące i
        wstrętne wersje dorosłych (zreszta w stosunku do obcych dzieci troche mi to
        pozostało...) Wtedy nawet przez myśl mi nie przyszło wiązać się z kimś a co
        dopiero mieć dziecko. Ale stało się ! Daleko od domu, od rodziny w jakimś
        zapyziałym szpitalu w bardzo mało romantycznych okolicznościach dowiedziałam
        się, że jestem w ciąży. Nigdy więcej nie przeżyłam czegoś takiego, takiego
        totalnego szczęścia błogostanu i totalnego spełnienia. Nagle mój świat zmienił
        sie nie tylko o 360 stopni ale o całe tysiące. Totalne przeklasyfikowanie
        wartości i tego co w życiu się liczy. Ja, która wcześniej dzieci mogłam zjadać
        na śniadanie okazałam się posiadać jakieś totalnie nieujawnione pragnienie
        posiadania dziecka. Cała ciąża to była euforia (choć moja sytuacja obiektywnie
        była pewnie dla wielu trudna), po urodzeniu dziecka napewno pojawiły się
        chwile nawet bardzo trudne (ja jakoś przez całą ciążę myślałam tylko w
        różowych kolorach), ale to jest właśnie dokładnie tak jak w tym przepięknym
        opowiadaniu (wzruszył mnie szczególnie ten McDonald, bo ja dokładnie to samo
        przezywałam), bycie mamą to coś tak wszechstronnie odmieniającego,
        powodującego zupełnie inną optykę na wiele spraw, że napewno bez przeżycia tego
        na swojej skórze nie da sie tego opisać.

        Nie umiem powiedzieć, że każda kobieta która nie marzy o dziecku podda się
        instynktowi macierzyńskiemu jak to już się stanie, bo tego nie wiem (pewnie
        wcale tak nie jest bo nie istniałyby domy dziecka i takie tam inne sprawy).
        Wiem jednak, że tak było napewno w moim przypadku.
        • Gość: Niezdecydowana Bardzo wszystkim dziękuję :)) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.12.02, 21:37
          Cześć,

          Ogromnie Wam wszystkim dziękuję za Wasze posty, i za to, że nikt na mnie nie
          napadł, ani też nie próbował na siłę przekonywać. Na maluchy w wózeczkach nadal
          spoglądam z lekką paniką (chociaż chyba bardziej boję się kilkulatków), ale
          myślę, że wszystko to, co napisałyście, pomoże mi w dojrzewaniu do tego, żeby
          się jednak zdecydować. Bo to jest piękne, chociaż bardzo trudne, i myślę że
          niewiele jest sensowniejszych rzeczy, które mogłabym w życiu zrobić. Zresztą
          lepiej nie szukać sobie racjonalnych uzasadnień, bo dziecko jest po to, żeby
          było, a nie po to, żeby czerpać z niego jakieś osobiste korzyści. Choć
          oczywiście one są.
          Ale dam sobie jeszcze trochę czasu.

          Pozdrawiam wszystkich bardzo ciepło smile))))))))

          Niezdecydowana, ale pocieszona
      • procesor Re: dzięki Dziewczyny ;-) ...i światełko nadziei 04.12.02, 23:02
        Wzruszyłam sie.
        I pozdrowienia dla Mikołaja - już dziś.
        Spokojnego powitania po tej stronie brzucha wam życzę.
      • mmoni Re: dzięki Dziewczyny ;-) ...i światełko nadziei 05.12.02, 12:27
        Jak to cudownie dowiedzieć się, że nie jest się cudakiem kwalifikujacym się na
        psychoterapię. Nie mam dzieci ani nawet ewentualnego kandydata na ojca, ale
        odczucia Kasi na temat dzieci i macierzyństwa są dokładnie moimi. A obraz
        matki lansowany przez mass media (idiotka z reklamy świergocząca o suchej lub
        mokrej pupie) powoli zaczynał doprowadzać mnie do przekonania, że tak właśnie
        wygląda jedynie słuszna norma miłości macierzyńskiej.
        • agat1 Re: dzięki Dziewczyny ;-) ...i światełko nadziei 05.12.02, 12:55
          Ja mam tylko taką prośbę do tych kobiet, które nie chcą miec dzieci - nie
          uważajcie matek za infantylne i tylko dlatego, że pieszczotliwie zwracają się
          do swoich dzieci i nie utożsamiajcie ich z głupimi reklamami proszku do prania,
          w końcu chyba nie ma niczego złego w tym, że sie ma dzieci, kocha je, że się na
          nie czeka? Matki też mają inne zainteresowania, bogate życie wewnętrzne, są
          menadżerami, prezesami, pracują, kochają mężów, kształcą się, czytają książki,
          bywają w teatrze ; miłość do dzieci nie przekreśla tego wszystkiego, a srawia
          jedynie - jak tu juz ktoś napisał - że można piękno świata pokazać jeszcze
          komuś. Ja wczoraj odkryłam, że mój niespełna czteroletni synek zna już połowę
          alfabetu i próbuje czytać i łzy radości napłynęły mi do oczu, bo ciągle myślę o
          nim jak o tym chlopczyku, który leżał w łóżeczku i bawił się grzechotką, a to
          już przedszkolak i uczy się takich "dorosłych" czynności...
          Życzę wszystkim, żeby mieli okazję przeżyć takie wzruszenia i pozdrawiam
          Mikołaja i jego mamę
          AgaT
          • Gość: Kasia :) do agat11, Igi, kasi, proc - i wszystkich tutaj IP: *.chello.pl 05.12.02, 20:01
            Hej ... ojej ... wink Ale dużo fajnych listów wink Najpierw do agat11 smile - coś Ty,
            sama zamierzam być oczytaną mamą, rozwijającą swoje zainteresowania;
            rozwijającą swój świat,"odkrywającą go tak" by móc "zarazić" tym jego
            chłonięciem Tego Tam w Brzuchu póki co. Absolutnie nie chciałam nikogo urazić
            ani "klasyfikować" Równie obce są mi "mamunie" w sukienkach w łączkę ("mąż do
            pracy, ona otoczona stadkiem latorośli i labradorem zalewa płatki kukurydziane
            mlekiem; na horyzoncie - Alpy wink ) świergające w reklamach nad pupą dziecka;
            jak zblazowane anorektyczne panienki ze świata stołecznego "weekendowego"
            clubbingu .... Ja nie postrzegam ludzi (kobiet) jako matek czy nie-matek, ale
            jako ludzi ciekawych i pięknych wewnętrznie - niezależnie od poglądów, jakie
            reprezentują; lub takich, których się boję (agresja). Wiesz, mam wrażenie, że
            to właśnie istnienie tych drugich; ich agresywna kampania na rzecz
            macierzyństwa, poniżanie (nie przesadzam!!!!może w Warszawie czy większych
            miastach to już przeszłość, ale uwierz - wciąż to funkcjonuje w mniejszych
            środowiskach- przykład - moja teściowa (cyt.): "Wszyscy mnie się pytają czy ty
            jesteś bezpłodna?Może nie powinnaś w tak młodym wieku usuwać tarczycy?" -
            abstrahując od wyjątkowej wiedzy medycznej, przyznasz - wysublimowana i
            delikatna uwaga wink ), kobiet, które po prostu nie chcą lub jeszcze nie chcą
            mieć dzieci, odnalazły sens poza macierzyństwem; sprawia, że z czegoś
            naturalnego stało się to dla nas ciężarem, wyzwaniem; narzuconym
            obowiązkiem ... Całości dopełniają pisma tzw. dla mam, które na 80
            stronach "sztucznej", "technicznej" paplaninie utwierdzają we mnie obawę, że po
            urodzeniu moja rola, mój świat skurczy się (A PRZYNAJMNIEJ powinien) do
            roli "gruchającego nad zasikaną pupą - robota" z obgryzionymi przez dziecko
            brodawkami. Nie wiem .... Jak myślisz(cie)? Serdecznie pozdrawiam - Iga a za
            Ciebie specjalnie trzymam kciuki wink I nie dajcie Teściowym przyklejać
            butaprenem do brzuchów walkmana z Mozartem wink))) Niech słucha choćby Floydów;
            zakrapianych kielonem wina smile K.
          • procesor Re: dzięki Dziewczyny ;-) ...i światełko nadziei 05.12.02, 22:23
            Kto by tam wierzył w reklamy?! wink)
      • Gość: Iga Do Kasi - bratnia dusza IP: proxy / 207.136.184.* 05.12.02, 15:06
        Kasiu,
        Strasznie mi się podoba Twój post. Jestem prawie w identycznej sytuacji (tylko
        jeszcze przed tymi pierwszymi zwiastunami miłości...) i dałaś mi dużo nadziei.
        Mam 30 lat, nigdy specjalnie nie chciałam mieć dzieci. Od lat jestem mężatką i
        prowadzimy z mężem życie, kore uwielbiamy (podróże, bujne życie towarzyskie).
        Tak jak Ty mimo bycia osobą asertywną uległam jednak presji otoczenia - głównie
        teściów i ginekologa, który ciągle mnie straszył wizją bezpłodności w
        niedalekiej przyszłości, no i jestem w 5 miesiącu ciąży. Jakoś nie czuję
        narazie nic z euforii innych przyszłych mam. Okazało się też, że otoczenie,
        które tak gnało mnie do macierzyństwa teraz wcale nie bardzo się tym interesuje
        i mnie nie wspiera. Przyszłość i nadchodzące zmiany raczej mnie przerażają a
        nie cieszą - bałam się że coś ze mną nie tak, ale po przeczytaniu powyższych
        postów widzę, iż nie ja jedna mam wątpliwości...
        Twój post daje mi nadzieję, że i we mnie nowa miłość będzie się powoli budzić
        zwłaszcza ,że już teraz podświadomie bardzo dbam o przyszłą latorośl.
        Wszystkie niezdecydowane dziewczyny chcę tylko ostrzec: nie dajcie się
        zwariować znajomym i rodzinie, bo tak naprawdę i tak pozostaniecie w obliczu
        posiadania dziecka same z Waszymi partnerami (inni pogratulują, powiedza jak
        bardzo sie ciesza i najczęściej zostawiąWas z problemami samym sobie) - dzieci
        powinno się mieć dla siebie, nie dla innych!
        • kasiastec Re: Do Kasi - bratnia dusza 05.12.02, 17:40
          Ja nie uległąm żadnej presji otoczenia, u nas to była wpadka. Ja nie znosiłam dzieci jeszcze rok temu, uważałam, że
          sa głupie i nie wiadomo co z nimi robić. Co więcej nawet teraz nie mogę powiedzieć, że jakos strasznie je kocham.
          Mam do nich inne podejscie, staram się ich słuchać, mój synek mnie tego nauczył, chociaż ma niespełna jedenascie
          miesięcy. Tak jak u was, ciąża to były dla mnie same wątpliwosci, zameczala mnie tesciowa, która miała do mnie
          pretensje, że nie kocham brzucha, że mu nie spiewam i nie rozmawiam z nim. Ruchy dziecka tez nie byly dla mnie
          czyms szczegolnym. Pierwsze miesiące po porodzie to był koszmar, synek miał straszne kolki aż przez pół roku. W
          nocy ciągle się budził, miałam kłopoty z karmieniem, przez jego nieustanny płacz codzilismy z mezem podenerwowani
          i mielismy do siebie o wszystko pretensje. Jednym słowem przysłowiowy koszmar. Ale to minęło, kolki przeszły,
          małżeństwo przetrwało. I naprawdę, przyrzekam wam, że nie ma nic wspanialszego kiedy dziecko zapytane przez
          kogos "gdzie jest mama?" nawet nie widzac mnie usmiecha sie, kiedy wariujemy razem na podlodze, poznajemy
          nowe rzeczy w mieszkaniu.
          Cudowne jest to, ze niepewnie stawiajacy pierwsze kroki Filipek, kiedy widzi mnie na
          horyzoncie, puszcza meble i wyciagajac raczki idzie do mnie ufajac, że go złapię. I chociaż nadal mamy swoje
          kłopoty, trudno jest np przekonać Filipa ze należy jesc, to jego usmiech, entuzjazm, ciekawskosć wszystko to
          sprawia, że chce się żyć.
      • czajnik1 Re: dzięki Dziewczyny ;-) ...i światełko nadziei 05.12.02, 23:45
        I tak wlasnie chyba jest, dziewczyny.
        U ludzi.
        ojciec
    • Gość: carduus Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: proxy / 10.30.1.* 06.12.02, 09:15
      Mój Boże! Nareszcie! Nareszcie znalazłam miejsce, gdzie nikt nie boi się mówić
      jak jest naprawdę i co więcej: nikt inny go za ta nie odsądza od czci i wiary!
      Moja ciąża była dokładnie zaplanowana. Nie czułam silnej potrzeby urodzenia
      dziecka. Bałam się potwornie porodu (uraz psychiczny z dzieciństwa). Nienawidzę
      gwałtownych zmian, a wiedziałam że zmieni się absolutnie wszystko. Miałam
      fantastyczny związek, bałam się przekonać, że może nie jest tak fantastyczny
      jak się wydaje, że nie wytrzyma tej ciężkiej próby. Ale wiedziałam, że życie w
      wieku lat sześćdziesięciu, siedemdziesięciu bez dzieci będzie katastrofą. Poza
      tym to był dogodny moment, zawodowo i życiowo (nareszcie całkiem samodzielne
      mieszkanie). No i zdecydowałam się. Chyba raczej na zasadzie "Raz kozie
      śmierć!". I może niepotrzebnie. Może powinnam jeszcze trochę poczekać, aż ta
      myśl dojrzeje jeszcze mocniej. Ale z drugiej strony nie sądziłam, że to tak
      zaskoczy "od pierwszego kopa"wink).
      No i stało się. Ciążę znosiłam fatalnie. Nie czułam ŻADNEJ radości. Traciłam
      kontrolę nad ciałem i przerażało mnie to. Czułam się jakby rósł we mnie obcy,
      którego celem jest wykorzystać moje ciało jako wór rozrodczy i porzucić w
      momencie porodu jako bezużyteczny kokon. I czułam się jak taki kokon. Wszyscy
      pytając jak się czuję, zyskiwali sobie tylko niechęć, bo wiedziałam że nie
      pytają o psychikę, tylko o ten kokon, czy aby wszystko dobrze funkcjonuje.
      Mojego brata, który na wieść o ciąży przyniósł mi własnoręcznie zrobiony
      twarożek (bo powinna się dobrze odżywiać) wyrzuciłam za drzwi. Razem z
      twarożkiem. Zanim zaszłam w ciąże moje zdrowie dla nikogo nie było tak ważne
      jak teraz. Odbierałam to tak, jakbym dopiero teraz, kiedy zaczynam spełniać
      funkcję rozrodczą, zaczynała cos dla nich wszystkich znaczyć. Szalałam.
      Wściekałam się na wszystkich, o wszystko. Zamykałam się w łazience i siedziałam
      tam po ciemku godzinami. Nie odbierałam telefonów, nie otwierałam drzwi.
      Udawałam że mnie nie ma. Niewinne żarty mojego teścia doprowadzały mnie do
      pasji. Ryczałam całymi dniami. Nie spałam po nocach. Chciałam umrzeć. Pani
      doktor, kiedy najpierw zrobiłam jej awanturę (bo ośmieliła się zwrócić mi
      uwagę, żebym postarała się zrelaksować) a potem rozbeczałam się jak małe
      dziecko stwierdziła, że konieczna jest konsultacja psychiatryczna. Po kilku
      wizytach nieco się uspokoiłam. Jakoś mi to pomogło. Potem jeszcze tylko, gdy
      byłam już gruba, wstydziłam się wychodzić na ulicę. Ale jakoś przetrwałam.
      Urodziłam. Dość ciężko, ale to, w porównaniu z tym psychicznym ciążowym dołem,
      wspominam jako łatwiejsze przeżycie, chociaż mdlałam z bólu raz po raz. Po
      tygodniu dopadło mnie typowe, choć chyba nietypowo duże macierzyńskie
      zmęczenie. Nie byłam w stanie sama dojść do łazienki. Całe szczęście, że mąż
      był wtedy ze mną, bo byłoby nieciekawie. Nie wstawałam przez tydzień. Mąż robił
      praktycznie wszystko. Zdał egzamin na tatusia celującosmile)) I zdaje go nadal.
      Również celująco. Majka była trudnym dzieckiem. Do póki nie skończyła pięciu
      miesięcy miała kolkę (podobno wyjątkowo długo). Mąż musiał wrócić do pracy po
      urlopie. Zostawałam całe dnie sama z dzieckiem. Radziłam sobie różnie. Czasem
      całkiem nieźle. Ale czasem nie radziłam sobie w ogóle. Bywały dni, kiedy
      nosiłam dziecko non stop na rękach, płacząc razem z nim z bezsilności, bo w
      żaden sposób nie umiałam mu pomóc. Pediatrzy kręcili głową i mówili: kolka.
      Ale coraz częściej zdarzały się chwile, kiedy patrzyłam na Majkę niema z
      zachwytu. Coraz częściej miałam w oczach łzy radości, wzruszenia i szczęścia.
      Teraz Moje dziecko ma już 19 miesięcy. Jest bardzo, bardzo pogodnym dzieckiem.
      Potrafi śmiać się do wszystkiego łącznie z kaloryferem i lodówką. A dziś rano,
      kiedy wychodziłam do pracy jakoś wyjątkowo nie chciała mnie wypuścić z domu
      (przeważnie bardzo chętnie zostaje z panią opiekunką, z którą ma świetny
      kontakt). Stanęła przede mną, wyciągnęła rączki i powiedziała "na ęce" (czyt.
      "na ręce"). A potem objęła mnie mocno za szyje i powiedziała głośno i wyraźnie
      "moja mamunia". W windzie prawie beczałam, bo dotąd zawsze byłam "tylko" mamą.
      Nigdy po porodzie nie żałowałam, że Majka jest. Choć czasem tęskniłam i tęsknię
      do poczucia wolności, życia bez troski o nią, i zwykłych małych przyjemności,
      które na jakiś czas musiałam pożegnać (np. wylegiwanie się w łóżku do 10).
      A tego co się czuje do dziecka nie potrafię opisać. I rację mieli wszyscy,
      którzy mówili, że ktoś kto nie ma dziecka nie zrozumie tego. Bo my, które mamy
      dziecko nie potrafimy tego wytłumaczyć. Wiem, że to brzmi nieprzekonująco i
      nielogicznie. Wiele wielkich problemów i niewiele drobnych radości. Ale warto.
      To jedna z rzeczy, których mój chłodny i racjonalny umysł nie jest w stanie
      pojąć, ale która swoim istnienie codziennie przypomina mi, że są rzeczy na
      niebie i ziemi, o których się naprawdę filozofom nie śniło.

      Carduus

      PS. Czasem myślę, że to rodzaj choroby psychicznejsmile)) Może jak każda miłość?
      • alfika Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? 06.12.02, 11:13
        Dziękuję.
        • Gość: a. Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: *.stacje.agora.pl 06.12.02, 12:25
          Dziękuję Wam wszystkim. Siedziałam w pracy i ryczałam. Dzieci to szczęscie,
          które czasem bardzo boli, ale za nić nie oddałabym i tego bólu, bo on jest
          zarazem największym szczęsciem. Pozdrawiam
          • Gość: Frustratka Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.12.02, 00:16
            Witam Was! Mój głos w tej dyskusji zabrzmi nienajlepiej,ale przykro mi, tak
            własnie sie czuję...Wyszłam za mąż z wielkiej miłości, po studiach (zresztą
            dziennych- przedłużających młodość) za kolegę z roku i niebawem urodziłam
            dziecko. Od pierwszych chwil błogosławionego stanu przepełniało mnie szczęście
            bezgraniczne, ktorego przyćmić nie zdołały ani fatalne samopoczucie i kiepskie
            wyniki (mimo,ze dbałam o swe zdrowie jak o królową angielską)ani cięzki i długi
            poród ani nawet złe stosunki z teściami. Dziecko zafascynowało mnie i
            pochłonęlo w zupełnosci a moja milosc wzrastala chyba proporcjonalnie do ilosci
            nieprzespanych nocy. Czułam, że uczestniczę w czymś wielkim, wspaniałym
            i "ekstremalnym". Marzyłam wówczas o posiadaniu conajmniej jeszcze 3 pociech i
            kiedy mojemu maluchowi stuknąl drugi rok życia zaszłam w ciążę po raz
            drugi.Doświadczylam kolejny raz wszystkich tych cudownych uniesień i tak trwalo
            to pewnie około 6 miesiecy, po czym moje uczucia zaczęły się zmieniać.
            Stopniowo ale nieubłaganie. W tej chwili młodsze dziecko ma 20 miesięcy, jest
            wspaniałe, ale ja czuję się zupełnie osaczona i ubezwłasnowolniona. Jestem
            przez całą dobe w pełnej dyspozycji 4 latka (uczeszczającego zresztą do
            przedszkola) i malucha.Nie mam czasu dla siebie. Potrzeby dzieci w tym wieku są
            najważniejsze, nie moge im powiedziec:hej kolację zrobie wam jutro...Czyzbym ja
            matka- Polka znudziła się dziećmi? Parę miesięcy temu wrociłam do pracy ale po
            po 2 tyg.zrezygnowalam. Głowny cieżar wychowania spoczywa na mnie (mąż zarabia)
            i to mnie własnie przerasta.Tym bardziej ,że od września bezustannie chorują,
            bo starszak znosi z przedszkola wszystkie infekcje. Jestem uwikłanaw taki układ
            i nie sposob go zmienić. Trwam w tym beznadziejnym zniewoleniu i coraz cześciej
            zastanawiam sie po co w ogole miałam dzieci. Kocham je bardzo,ale... straciłam
            wolnośc osobista a ta własnie miłosc i poczucie obowiązku nie pozwalają mi na
            zaniedbanie ich potrzeb, które maja niestety TOTALITARNY charakter.
            Przepracowana i sfrustrowana,a pewnie głupia bo niczego jej nie brakuje,zapewne
            chora na skrajny indywidualizm,nie potrafiaca docenic własnego 'szczęścia" 30-
            letnia mamusia. Acha- jeszcze niezdolna do poświecen.jednym słowem :egoistka
            • procesor Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? 07.12.02, 00:45
              Frustratka napisała:
              Przepracowana i sfrustrowana,a pewnie głupia bo niczego jej nie brakuje,zapewne
              chora na skrajny indywidualizm,nie potrafiaca docenic własnego 'szczęścia" 30-
              letnia mamusia. Acha- jeszcze niezdolna do poświecen.jednym słowem :egoistka

              Kochana!
              Jaka tam z ciebie egoistka?????
              Jakbys była egoistka nie pisałabys takiego maila.
              Bo bys nie byla przepracowana a dzieciom powiedziałbyś: kolacja będzie
              jutro... smile
              Jestes przemęczona, brak ci wsparcia - zwłaszcza fizycznego - a może i
              duchowego?
              Jestes tylko człowiekiem.
              Nie traktuj się jak maszyny do opieki nad dziećmi.
              Poszukaj pomocy choć na troche byś mogła się wyrwac choc raz w tygodniu i
              zrobic to na co masz ochote. TY.
              W ostatecznosci poszukja innj zmęczonej mamy i zaopiekuj się raz wszystkimi
              waszymi dziećmi - a drugi raz ona sie niech odwdzięczy.
              Trzymaj sie! dzieci urosna i bęzdie więcej luzu!
              • Gość: agatka_s Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: *.acn.pl 07.12.02, 10:33
                No a czasem jest dobrze wyjechać gdzieś nawet na kilka dni (bez
                dzieci !!!!!!!!!!!), tak dla czystej higieny psychicznej. Po to właśnie
                ludzkość wymyśliła urlopy, Tobie należy się urlop od dzieci.

                Powodzenia
            • Gość: k. Frustratko ;-) IP: *.chello.pl 07.12.02, 09:07
              Zgadzam się z przedmówczynią wink A to forum nie jest po to, by głosy w dyskusji
              brzmiały "ładnie" ale po to, byśmy mogły wyrazić to co czujemy i myślimy
              NAPRAWDĘ; po to, by się z kimś podzielić tym, o czym - z wiadomych przyczyn -
              ciężko powiedzieć komuś obok (stereotypy). Jaka tam z Ciebie egoistka ...
              przecież - jak piszesz - straciłaś trochę siebie....To chyba obawa wszystkich
              dziewczyn, które tu piszą ... Może są jakieś cudowne recepty na wyważenie
              proporcji pomiędzy zdrowym egoizmem i "obronieniem" SIEBIE (wszak dzieci kiedyś
              wywędrują z "gniazda" i zostaniemy tylko sami(e) ze sobą) a zdrową i pełną
              miłością do dzieci winkRównowagę wink Ja na to nieustająco liczę ... Serdecznie Cię
              pozdrawiam . K.
    • Gość: moboj Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: *.magma-net.pl 08.12.02, 13:07
      cześć. mam prawie 25 lat i od 7 mam stałego partnera. mieszkamy razem jakieś 5
      lat, ale ja nie zamierzam wychodzić za mąż, wolę taki nieformalny związek. w
      sumie lubię dzieci, ale najlepiej, żeby były czyjeś. właśnie w rodzinie
      pojawiła się dwójka małych dzieci i jak popatrzyłam na zmęczonych rodziców,
      tony pieluch,które kosztują majątek to mi się odechciało. uważam, że na
      urodzenie dziecka mam jeszcze dużo czasu: dopiero skończyłam jedna studia,
      kończę jeszcze podyplomowe, potem chcę otworzyć własny gabinet logopedyczny,
      napisać doktorat. ja i mój facet musimy jeszcze zarobić na mieszkanie itp.
      ciąża byłaby teraz dla mnie ogromnym ciosem i choć kiedyś nie dopuszczałam do
      siebie takich myśli to teraz zastanawiam się, czy w ogóle bym je urodziła. na
      szczęście biorę od 5 lat pigułki i jestem ich pewna, więc na pewno nic złego
      się nie zdarzy.
      wiem, że w dużych miastach nikogo nie interesuje ile ma się dzieci i kiedy, ale
      w mniejszych maistach, cy na wsiach ciągle jest się pod obstrzałem spojrzeń,
      najczęściej mało życzliwych. moja przyjaciółka mieszka w małej mieścinie, ma 27
      lat, od 5 jest mężatką, ale oboje z mężem jeszcze nie planują dzieci no i już
      cała miejscowość osądziła, że ona jest bezpłodna.
      mnie zaczyna gnębić powoli mama mojego chłopaka. nie dość, że nie wyobraża
      sobie, że można nie wziąć ślubu to jeszcze zaczyna przynosić nowinki: ten się
      ożeniła, ta wzięła ślub, a ci tak dali na imię swojemu dziecku. na szczęście ja
      jestem bardzo niezależną osobą a nagabywania mojej "teściowej" sprawiają, że
      jeszcze bardziej nie chcę wyjść za mąż i jeszcze bardziej nie zamierzam mieć
      zbyt szybko dzieci.
      mam nadzieję, że nie spotkam się z surowym osądem. ja po prostu jestem zdania,
      że to nasza katolicka mentalność tak sobie wymyśliła stereotyp matki - polki,
      ale przecież każdy powinien żyć jak chce, nie jesteśmy wszystkie takie same i
      nie dla każdej posiadanie dzieci jest szczytem marzeń. wydaje mi się, że jeśli
      tylko ma się choć odrobinę wątpliwości to należy z decyzja o dziecku zaczekać.

      a co do czytania dziecku w czasie ciąży: to jest zalecane nie tylko
      przez "modne poradniki" jak tu jakaś babeczka zasugerowała. jest to też
      zalecane przez lekarzy. ja jestem logopedą i widzę, że dzieci, którym matki
      czytały w czasie ciąży, czy dużo do nich mówiły, opowiadały np. o tym, co
      akurat robią szybciej uspokajają się, kiedy im źle, znają już głos swojej mamy
      i to ma na nie dobroczynny wpływ.
      pozdrawiam.
      • Gość: Sylwia,30 Re: jak zacząć się cieszyć dzieckiem? IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 08.12.02, 23:45
        Witam wszystkich,
        Jaka ulga,że można poczytać o podobnych do moich przemyślenich.
        Jestem mamą czterolatka,kocham go bardzo ,ale i mam cały czas wyrzuty
        sumienia,że może jednak nie wystarczająco dużo czasu mu poświęcam.
        A prawda jest taka,że obeny model kobiety wymaga abyśmy były we wszystkim super,
        jako pracownice,żony, matki.Robić karierę owszem,ale tak aby na tym nie
        ucierpiało dziecko,mąż, rodzina.
        Chciałabym znać przepis na takie życie...
        Trzymajcie się,
        Sylwia
        • malini W której jesteś klasie drogie dziecko? 10.12.02, 11:33
          Usłyszałam jak pewna pani pyta ok.8-9 letnią dziewczynkę "w której jesteś
          klasie moje drogie dziecko?" Pomyślałam,że to jakaś ciotka zainteresowała się
          dawno nie widzianą siostrzenicą,ale nie - to była MATKA i bynajmniej nie było
          to pytanie testujące dziecko,czy potrafi liczyć. Słyszałam też wypowiedź matki
          o swoich dzieciach w różnym wieku: "pierwsze mi się nie udało, to bardziej się
          przyłożę i wychowam drugie" (dzieci stały obok!).
          Jak się coś takiego słyszy, to to piękne wyżej cytowane opowiadanie o
          wzruszeniach nad synkiem, który postanawia iść do męskiej toallety staje mi pod
          znakiem zapytania.
          Według mojej analizy wiele matek nie ma tego instytnktu, na który liczą
          wyraźnie dziewczyny pytające o to, czy pokochają własne dziecko. Kiedyś mówiło
          się"wyrodna matka" i był to temat tabu.Dzisiaj panie, którym dzieci "jakoś nie
          pasują" (mimo, że je urodziły), przestają się z tym kryć.
          Na przyrodę nie ma co liczyć - ewidentnie szwankuje. Uważam jednak, że decyzja
          o nieposiadaniu dziecka z tego względu jest zubożeniem sobie świata (i nam
          wszystkim). Wychowanie dziecka jaet według mnie normalnym układem człowiek-
          człowiek, z którego obie strony odnoszą korzyści i to nawet bez miłosnego
          upojenia. Dla większości ludzi to jedyna szansa, aby być dla kogoś autorytetem,
          opoką czy idolem i nie oszukujmy się - uwielbiamy być tymi jedynymi dla kogoś.
          Sądzę,że można się zwyczajnie przygotować na taką ewentualność, że nie będzie
          ekstazy i że będzie tylko więcej roboty i złagodzić sobie (i dziecku) to
          rozczarowanie.Jak? No myślę że najlepiej nie traktować braku instytktu jako
          Bożego dopustu (nie histeryzujmy drogie panie) i przygotować się "technicznie",
          to jest mieć zabezpieczenie materialne, które złagodzi nam robotę/koszty
          posiadania dziecka i otoczyć się ludźmi (ojciec dziecka, rodzina)
          przygotowanymi na to,że ich obowiązkiem jest poświęcać czas dziecku (bo mama
          pracuje 8 godzin). Należy też mieć świadomość, że dziecko to drugi człowiek i
          nigdy nie powinien usłyszeć,że się "nie udał", że jest niechciany lub zawadza.
          Jak nie będziemy przywaleni "technicznie" ciężarem posiadanego dziecka (tj. jak
          będziemy mieli pieniądze na lekarza,pieluchy, zabawki, ubranka i czas na swoje
          przyjemności czy możlwiość pobycia sam na sam z mężczyzną), to nie będziemy tak
          starszliwie potrzebowac tego cudu jakim jest instynkt i miłość do dziecka.
          Powiem więcej - moim zdaniem ten instynkt własnie wtedy najlepiej zadziała!
          • kate1 do autorki poprzedniego postu.... 10.12.02, 12:48
            Ale skoro tak: to po co wogóle mieć dzieci? Jeśli ktoś nie lubi pomidorów nie
            ma sensu zmuszać się do ich jedzenia, zabijając ich smak przyprawami, cebulką
            czy mozarellą. Posiadanie dzieci to nie przymus, tylko wybór.Wydaje mi się, że
            źle oceniasz osoby, które "przychodzą" tu ze swoimi wątpliwościami - one wahają
            się m.in. dlatego, że chcą uchronić ewentualne dziecko przed takimi reakcjami,
            o jakich pisałaś ... Znacznie gorzej jest najpierw coś zrobić, a potem wyżywać
            się na młodych istotach za konsekwencję swego nietrafionego życiowego wyboru.
            Serdecznie pozdrawiam wszystkie dziewczyny kasia
            • malini Re: do autorki poprzedniego postu.... 10.12.02, 15:24
              Ja nie pisałam o nich, tylko o przypadkach, które znam. Żadnej osoby nie
              oceniam źle - nikt tu przecież nie napisał,że nie czuje nic do swojego dziecka,
              więc go źle traktuje. Ja tylko niezdecydowanym polecam odpowiednie
              przygotowanie się na zasadzie: nie otworzył mi się jeden spadochron, mam
              zapasowy! Oraz polecam nie przywiązywac tak strasznej wagi do instytnktu
              macieżyńskiego. Jak go nie ma - trudno.
          • kasia_ania Re: W której jesteś klasie drogie dziecko? 10.12.02, 12:55
            Tak rozumujac przedstawiasz maciezynstwo (czy rodzenie i wychowywanie dzieci)
            jako obowiazek czlowieka. Tylko ze ciezar tego obowiazku spada w przerazajacym
            stopniu na kobiete i tylko na kobiete. Te czarujace marzenia o (cytuje):

            > przygotować się "technicznie", to jest mieć zabezpieczenie materialne, które
            > złagodzi nam robotę/koszty posiadania dziecka i otoczyć się ludźmi (ojciec
            > dziecka, rodzina) przygotowanymi na to, że ich obowiązkiem jest poświęcać
            > czas dziecku (bo mama pracuje 8 godzin).

            nie przekonasz ani nie zmusisz ojca dziecka ani rodziny do spelniania tego
            obowiazku regularnie, z ochota i _nie powierzchownie_ (spacerek i lody a jak
            katar to hop, mamusia przejmuje paleczke) bo tradycyjnie juz wszycy (w tym same
            kobiety) uwazaja ze _praktyczna_ opieka nad dzieckiem jest obowiazkiem w 75%
            (jezeli nie w 100%) matki.

            > Jak nie będziemy przywaleni "technicznie" ciężarem posiadanego dziecka (tj.
            > jak będziemy mieli pieniądze na lekarza, pieluchy, zabawki, ubranka i czas na
            > swoje przyjemności czy możlwiość pobycia sam na sam z mężczyzną)

            nie sa to niestety realne i przez wiele kobiet _nieosiagalne_ marzenia.

            > Dzisiaj panie, którym dzieci "jakoś nie pasują" (mimo, że je urodziły),
            > przestają się z tym kryć.

            Czy masz im za zle ze wogole urodzily? Czy tez tylko to ze potem "jecza"
            "marudza" i narzekaja na swoje zycie, na swoje dzieci? Bo to sa dwie rozne
            sprawy - nie mozna potepiac czlowieka ze wybral dochodzenie ciazy i dal sobie i
            dziecku szanse, nawet jak nie byl pewien jak to wszystko wyjdzie. Co do tego
            drugiego, to owszem, matki ktore winia dzieci za swoje nieudane zycie moglyby
            sie przez chwile zastanowic, jakie beda konsekwencje takie podejscia do
            wychowywania dzieci.

            > Uważam jednak, że decyzja o nieposiadaniu dziecka z tego względu jest
            > zubożeniem sobie świata (i nam wszystkim).

            Czy naprawde uwazasz ze jak Polki, Francuzki czy Wloszki beda miewaly mniej
            dzieci caly ten swiat tak bardzo zubozeje??? Popatrz na kraje rozwijajace sie:
            Indie, Indonezje, kraje Ameryki poludniowej!!! Ich 'produkcja' dzieci wystarczy
            i dla nas, po prostu bedziemy musieli pogodzic sie z imigracja.

            > Wychowanie dziecka jaet według mnie normalnym układem człowiek-
            > człowiek, z którego obie strony odnoszą korzyści i to nawet bez miłosnego
            > upojenia. Dla większości ludzi to jedyna szansa, aby być dla kogoś
            > autorytetem, opoką czy idolem i nie oszukujmy się - uwielbiamy być tymi
            > jedynymi dla kogoś.

            Takie podejscie jest rownie egoistyczne (jezeli nie bardziej) jak i
            chec/decyzja nieposiadania potomstwa.

            > Należy też mieć świadomość, że dziecko to drugi człowiek i nigdy nie powinien
            > usłyszeć,że się "nie udał", że jest niechciany lub zawadza.

            A z tym zgadzam sie calkowicie! big_grin)

            Ja mam 29 lat (juz blizej 30 niz 28 ! smile)) jestem w stalym zwiazku (bez slubu -
            moj wlasny wybor) i na razie _nie mam zamiaru_ miec dzieci. Nie wiem czy
            kiedykolwiek sie na nie zdecyduje. Ale czytajac te wszystkie posty mam
            swiadomosci ze byc moze i na mnie kiedys przyjdzie czas. I tez bede
            niezdecydowana, przerazona, borykajaca sie z realiami pieluch i kolek, i
            bezradna jak temu malutkiemu czlowiekowi pomoc. I wtedy wlasnie beda mogla
            podbudowac sie mysla ze nie jestem sama, ze wiele innych kobiet przeszlo przez
            to samo i jakos wybrnelo z dolka, i nawet, o cudzie, wink ma _udane_ dzieci,
            kochane przez rodzicow.

            Pzdr.

            Kasia
            • malini Re: W której jesteś klasie drogie dziecko? 10.12.02, 15:14
              kasia_ania napisała:

              > Tak rozumujac przedstawiasz maciezynstwo (czy rodzenie i wychowywanie dzieci)
              > jako obowiazek czlowieka. Tylko ze ciezar tego obowiazku spada w
              przerazajacym stopniu na kobiete i tylko na kobiete

              Wiesz - forma przekazywania myśli na forum wymaga ich streszczenia,ale juz
              uzupełniam. Ja uważam macieżyństwo za przyjemność, która w idealnej formie jest
              obopólna, czyli ja, dziecko i świat wokół. Kobieta nie ma żadnego obowiązku
              mieć dzieci.Ma jedynie przywilej decyzji czy chce czy nie chce (no bo facet sam
              nie urodzi).
              Ja namawiam do skorzystania z tego przywileju,żeby nie zubażać swojego świata i
              świata innych. Mówiąc o "zubożaniu" nie myślę o liczebności, którą - jak
              uważasz - można uzupełniać imigrantami.Mówię o jakości (a nie ma nic lepszego
              niż nasze własne geny!).Dobra - jest to egocentryczne, ale dlatego faceci chcą
              mieć dziewice za żony -żeby mieć absolutną pewność, że ich potomek będzie ich
              dzieckiem, a nie...heheh imigranta!.Mówię też o naszym świecie, bo może Ty -
              Kasiu urodzisz geniusza, który odkryje lek na moją chorobę...smile)

              Piszesz, że moje marzenia są czarujące, ale że
              > nie przekonasz ani nie zmusisz ojca dziecka ani rodziny do spelniania tego
              > obowiazku regularnie, z ochota i _nie powierzchownie_ (spacerek i lody a jak
              > katar to hop, mamusia przejmuje paleczke) bo tradycyjnie juz wszycy (w tym
              same kobiety) uwazaja ze _praktyczna_ opieka nad dzieckiem jest obowiazkiem w
              75% (jezeli nie w 100%) matki.

              Ja go nie będę przekonywać czy zmuszać. Jak nie będzie tak jak piszę, to facet
              nie będzie ojcem.Jeżeli facet chce Rodziny, to niech będzie konsekwentny.Dość
              tej paranoi, o której piszesz, że to kobieta ma opiekować się dzieckiem w 75%
              czy 100%.Nie wszyscy tak uważają, to jedynie powielany stereotyp.Większość
              kobiet wie,że to jest idiotyczne i znam wielu mężczyzn, którzy podpiszą się pod
              moimi słowami obiema rękami.Jak we własnym życiu nie zmienimy tych zasad, to
              bedzie się tak jak piszesz, na zasadzie samospełniającej się przepowiedni.

              > > Jak nie będziemy przywaleni "technicznie" ciężarem posiadanego dziecka (tj
              jak będziemy mieli pieniądze na lekarza, pieluchy, zabawki, ubranka i czas
              na swoje przyjemności czy możlwiość pobycia sam na sam z mężczyzną)
              > > nie sa to niestety realne i przez wiele kobiet _nieosiagalne_ marzenia.

              Ja nie piszę tutaj o lekcjach francuskiego i jeździe konnej! Piszę o
              pieniądzach na podstawowe rzeczy! Jak pensje potencjalnej matki i ojca ledwo
              starczają na ich dwoje, to sorry, ale nie powinni decydować się na dziecko.
              Jesooo... jak nie mam kasy na bilet do kina to nie idę na film, a ty piszesz o
              rodzeniu dziecka! Do "technicznych" spraw zaliczam te - materialne i
              niematerialne,gwarantujące dobry stan matki (jak odpoczynek, rozrywka).Co się
              dzieje bez tego "technicznego zaplecza" to jasno widać z niektórych opowieści
              na tym forum.

              > > Dzisiaj panie, którym dzieci "jakoś nie pasują" (mimo, że je urodziły),
              > > przestają się z tym kryć.
              > Czy masz im za zle ze wogole urodzily? Czy tez tylko to ze potem "jecza"
              > "marudza" i narzekaja na swoje zycie, na swoje dzieci?
              To drugie - w życiu trzeba być konsekwentnym.

              > > Wychowanie dziecka jaet według mnie normalnym układem człowiek-
              > > człowiek, z którego obie strony odnoszą korzyści i to nawet bez miłosnego
              > > upojenia. Dla większości ludzi to jedyna szansa, aby być dla kogoś
              > > autorytetem, opoką czy idolem i nie oszukujmy się - uwielbiamy być tymi
              > > jedynymi dla kogoś.
              >
              > Takie podejscie jest rownie egoistyczne (jezeli nie bardziej) jak i
              > chec/decyzja nieposiadania potomstwa.
              Nie rozpisuję się na temat korzyści dla dziecka z tego układu, bo każdy wie
              przecież, jakie są.Piszę o tym w takim tonie, bo uważam,że za bardzo
              przywiązujemy wagę do magii uczuć i - jak widze po wypowiedziach - uważamy, że
              to tylko daje nam gwarancje szczęśliwego macieżyństwa.

              Decyzja o posiadaniu dziecka jest egoistyczna i to jasno sobie powiedzmy.
              Pisałam już wyżej o genach, nie będę się powtarzać.Jeżeli się ze mną nie
              zgadzasz - poczekaj na rozwój klonowania.

              >
              > Ja mam 29 lat (juz blizej 30 niz 28 ! smile)) jestem w stalym zwiazku (bez
              slubu -
              > moj wlasny wybor) i na razie _nie mam zamiaru_ miec dzieci. Nie wiem czy
              > kiedykolwiek sie na nie zdecyduje. Ale czytajac te wszystkie posty mam
              > swiadomosci ze byc moze i na mnie kiedys przyjdzie czas. I tez bede
              > niezdecydowana, przerazona, borykajaca sie z realiami pieluch i kolek, i
              > bezradna jak temu malutkiemu czlowiekowi pomoc. I wtedy wlasnie beda mogla
              > podbudowac sie mysla ze nie jestem sama, ze wiele innych kobiet przeszlo
              przez
              > to samo i jakos wybrnelo z dolka, i nawet, o cudzie, wink ma _udane_ dzieci,
              > kochane przez rodzicow.

              No wiesz - myślałam,że tu się toczy jakaś akcja typu szukamy odpowiedzi na
              pytanie, a nie jakiejś grupy wsparcia, że nie tylko ja mam lęki.
              Jak np.szykujesz się na udział w wielkiej gali sylwestrowej, to dzwinisz do
              koleżanek,żeby posłuchać,że one też nie mają co włożyć czy lecisz do sklepu po
              nową kieckę?
              Ja tam nie chcę być osobą borykającą się i bezradną. Zamiast się bać - lepiej
              się przygotować.Lęk się zmniejszy i niepewność też.

              • Gość: a. Re: W której jesteś klasie drogie dziecko? IP: *.stacje.agora.pl 10.12.02, 16:09
                Przeczytałam tę waszą dyskusję imyślę sobie tak:
                1.Można wychować bez pieniędzy szczęśliwe dziecko - bo najwazniejsza jest MIŁOŚĆ
                2. Miłośc nie jest uczuciem ,które się włącza w człowieku za naciśnięciem
                jakiegoś guziczka. Nic się w nas nagle po porodzie nie rozjaśni - raczej na
                odwrót pierwsze poł roku to czas totalnego zamętu: i w głowie i w naszym
                związku. I trzeba być na to przygotowanym. Wtedy nie będzie rozczarowania.
                Radość i miłośc przyjdą, jeśli się na nie ”zasłuży”. trzeba sobie tylko dać
                trochę czasu. Dziewczyny, nie spodziewajcie się jakiegoś olśnienia po porodzie,
                bo go nie będzie! Bedzie ból piersi, zmęczenie i stres o zdrowie dziecka. Ale
                mimo wszystko można w tym znależc coś najpiękniejszego na świecieP: właśnie
                miłość. NAs do dziecka, dziecka do nas. Niczego nie oczekujcie tylko kochajcie!
                Patrzcie w to swoje dziecko i starajcie się je zrozumiec, nawet jesli w danej
                chwili macie już wszystkiego dosyć, przetrwajcie to. Można wtedy dostać coś
                najwspanialszego na świecie! Tylko trzeba sobie dać czas na to patrzenie, na
                bycie z dzieckiem.
                3. Może rzeczywiście nie wszyscy powinni mieć dzieci. Może dlatego że ja po
                prostu chciałam miec dziecko, łatwiej mi odnależć tę radośc i miłośćw trudnej
                codzienności, mimo wielu problemów i zmęczenia ?
                Tak naprawdę to ja zawsze chciałam być mamą. I nawet wtedy, kiedy się bałam to
                też chciałam. I wtedy kiedy mam wszystkiego szczerze dośc, to dalej jestem
                szczęsliwa, że jestem mamą.
                I chciałabym się tym dzielić i dzielić i dzielić ze wszystkimi mamami!
                Pozdrawiam
                • Gość: Lidia Re: W której jesteś klasie drogie dziecko? IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 10.12.02, 21:09
                  Nic dodac nic ujac, moja droga. Oto jest wlasnie kwintesencja
                  macierzynstwa.Pozdrawiam
                • Gość: dodo do a - z lekko skrzywionym okiem ;-) IP: *.sympatico.ca 10.12.02, 23:53
                  Gość portalu: a. napisał(a):

                  > Przeczytałam tę waszą dyskusję imyślę sobie tak:
                  > 1.Można wychować bez pieniędzy szczęśliwe dziecko - bo najwazniejsza jest
                  MIŁOŚ
                  > Ć

                  mozna ale wylacznie do czasu. bez pieniedzy nie da sie dziecka wyksztalcic ani
                  czesto leczyc, nie mozna mu dac szansy poznania swiata i ludzi w takim stopniu
                  w jakim mozna to zrobic majac pieniadze. milosc jest wazna, ale czy
                  najwazniejsza? hmmm.... gdy sie ma zapryszczonego nastolatka w zlym humorze to
                  przydatna bywa bardziej cierpliwosc i zimna krew, milosc mozna sobie
                  odlozyc "na pozniej" wink
                  kwestia pieniedzy to rowniez kwestia pewnych wzorcow - czy chce uczyc moje
                  dziecko umiejetnosci korzystania z dobroci innych ludzi (nic w tym zlego!),
                  czy raczej samodzielnego radzenia sobie? to sa dylematy, ktorych nie rozwiaze
                  jednoznaczne "najwazniejsza jest milosc" - zdrowy rozsadek bywa bez porownania
                  wazniejszy.

                  > 2. Miłośc nie jest uczuciem ,które się włącza w człowieku za naciśnięciem
                  > jakiegoś guziczka. Nic się w nas nagle po porodzie nie rozjaśni - raczej na
                  > odwrót pierwsze poł roku to czas totalnego zamętu: i w głowie i w naszym
                  > związku. I trzeba być na to przygotowanym. Wtedy nie będzie rozczarowania.

                  rozczarowanie jest zawsze. predzej lub pozniej ale nie znam rodzica, ktory nie
                  bylby w jakims stopniu rozczarowany lub zawiedziony jakas czescia
                  rodzicielstwa - nie ma co tworzyc mitow.

                  > Radość i miłośc przyjdą, jeśli się na nie ”zasłuży”. trzeba sobie t
                  > ylko dać
                  > trochę czasu. Dziewczyny, nie spodziewajcie się jakiegoś olśnienia po
                  porodzie,
                  >
                  > bo go nie będzie! Bedzie ból piersi, zmęczenie i stres o zdrowie dziecka.
                  Ale
                  > mimo wszystko można w tym znależc coś najpiękniejszego na świecieP: właśnie
                  > miłość. NAs do dziecka, dziecka do nas.

                  z ta miloscia dziecka do rodzicow to tez roznie bywa - wystarczy tu poczytac
                  o walkach z matkami, tesciowymi...
                  to, ze 2-latek wola radosnie "mamusiu" to dopiero poczatek wspolnej drogi,
                  roznie bywa z ta miloscia w ciagu dalszym - na nia pracuje sie kazdego dnia
                  i czesto przynosi wiecej bolu i rozczarowan niz radosci, co wcale nie znaczy,
                  ze nie warto o nia zabiegac smile


                  >Niczego nie oczekujcie tylko kochajcie!

                  a to juz blad w zalozeniu! milosc musi umiec stawiac wymagania. na tym wlasnie
                  polega madrosc milosci - na umiejetnosci stawiania wymagan. zarowno sobie jak
                  i osobie kochanej. to bardzo wazne w wychowaniu dziecka.

                  >
                  > Patrzcie w to swoje dziecko i starajcie się je zrozumiec, nawet jesli w
                  danej
                  > chwili macie już wszystkiego dosyć, przetrwajcie to. Można wtedy dostać coś
                  > najwspanialszego na świecie! Tylko trzeba sobie dać czas na to patrzenie, na
                  > bycie z dzieckiem.
                  > 3. Może rzeczywiście nie wszyscy powinni mieć dzieci.

                  na pewno nie wszyscy!

                  Może dlatego że ja po
                  > prostu chciałam miec dziecko, łatwiej mi odnależć tę radośc i miłośćw
                  trudnej
                  > codzienności, mimo wielu problemów i zmęczenia ?
                  > Tak naprawdę to ja zawsze chciałam być mamą. I nawet wtedy, kiedy się bałam
                  to
                  > też chciałam. I wtedy kiedy mam wszystkiego szczerze dośc, to dalej jestem
                  > szczęsliwa, że jestem mamą.
                  > I chciałabym się tym dzielić i dzielić i dzielić ze wszystkimi mamami!
                  > Pozdrawiam

                  bardzo uroczy stan uniesienia.
                  tylko ze to za malo aby byc faktycznie dobrym(!) rodzicem. wychowanie jest
                  rozlozone na lata, wszyscy sie zmieniamy i nie da sie budowac wylacznie na
                  radosnym (chwilowym) samozadowoleniu z bycia mama. mama fajnie byc ale duzo
                  fajniej jest byc swiadomym tego, co sie robi i dlaczego.
                  a wychowywanie wymaga przede wszystkim trzezwego umyslu, umiejetnosci
                  przewidywania, obserwacji i krytycznego spojrzenia glownie na siebie.
                  bierzemy na siebie przywilej i obowiazek uksztaltowania czlowieka - to bardzo
                  skomplikowane zadanie. sprowadzanie go do radosnego podniecenia na dzwiek
                  slowa "mama" jest dosc niesprawiedliwym potraktowaniem owego dziecka, ktore
                  procz milosci ma otrzymac wiele praktycznych wskazowek "jak zyc". a o nie
                  zawsze tak trudno...
                  pozdrawiam wszystkie watpiace mamy i te, ktore mamami chca byc - nie ma nic
                  bardziej niebezpiecznego w przyrodzie niz czlowiek, ktory przestal watpic smile
                  • Gość: a. Re: do a - z lekko skrzywionym okiem ;-) IP: *.stacje.agora.pl 11.12.02, 12:26
                    Chyba problem polega na różnym rozumieniu słów, a chodzi nam mniej więcej o to
                    samo. Dla mnie odpowiedzialność i stawianie wymagań zawierają się w słowie
                    miłość. Bez tego nie ma miłości, jest pseudomiłość. Poza tym wydaje mi się, że
                    doświadczenia mi nie brakuje: mam dwoje dzieci, a starsza córka niedługo kończy
                    sześć lat. A jeśli chodzi o pieniądze - to ja odnosiłam to do wcześniejszej
                    dyskusji i w świetle tego, co było tam mówione, absolutnie nie wycofuję się z
                    przekonania, że dzieci można dobrze wychować bez pieniędzy.
                    I dodam jeszcze raz, że chociaz zmartwień mi nie brakuje, to jestem szczęśliwa,
                    że jestem mamą i że dane jest mi doświadczac tego , czego doswiadczam. I nie
                    zmienia tego nawet kolejna nieprzespana noc itd.
                    Pozdrawiam
                    • malini Re: do a - z lekko skrzywionym okiem ;-) 17.12.02, 09:58
                      Nie przekręcaj kota ogonem...Piszesz, że da sie wychować dziecko bez pieniędzy,
                      bo do tego potrzebna jest tylko MIŁOŚĆ, po czym piszesz, że ta miłość to
                      odpowiedzialność. Co w tym jest odpowiedzialnego,że rodzisz nie mając
                      pieniędzy?? Przy okazji-Dodo-zgadzam się z Twoim podejściem do sprawy-trzeźwość
                      umysłu i przewidywanie to jet to!
                      A - piszesz też (nieco wcześniej), że przeczytałaś naszą dyskusję.Chyba nie
                      dokładnie.Dziewczyny piszą w niejednym poście,że nie pojawiło się u nich to
                      uczucie (miłość macierzyńska?instytnkt?), które pozwala cieszyć się
                      dzieckiem.Ty na to - spokojnie-miłość pomoże. Jak ci napiszę,że nie mogę dojść
                      do sklepu, bo NIE MAM NÓG, to też mi napiszesz - "spoko - NOGI same cię
                      zaniosą - wystarczy chcieć"?!
Pełna wersja