Szkoła za granicą - jak ugryźć temat?

12.05.06, 12:29
Witam Drogie Mamy,
Mam córkę w drugiej klasie szkoły podstawowej, a przed sobą kilkuletni wyjazd
do Moskwy z całą rodziną. Cała przygoda martwi mnie pod wieloma względami,
ale przede wszystkim nie wiem jak będzie z nauką córki.
Poszukuję mam, które mają za sobą podobne doświadczenia (niekoniecznie za tą
samą granicą). Do jakich szkół wysłałyście swoje dzieci - czy szukałyście
szkół polskich czy wysłałyście do szkół międzynarodowych? Jak dziecko to
zniosło? No i jak po powrocie do kraju wrócić do szkoły?
Sprawa spadła na mnie dość nagle, więc jestem trochę przerażona tym
wszystkim.
Gdybyście miały jakiekolwiek wiadomości na ten temat, to proszę podzielcie
się ze mną.

Pozdrawiam,
Ewa
    • kammik Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 12.05.06, 13:38
      Jakis czas temu mialam podobne dylematy i zbieralam informacje (z ta roznica,
      ze nie chodzilo o Moskwę, tylko o Pragę). Wyjazd nie doszedl do skutku (i cale
      szczescie wink
      Rozmawialam z czlowiekiem, ktory wiekszosc swojego szkolnego zycia przepedzil w
      szkolach francuskich i szwajcarskich. Z jego doswiadczen wynika, ze polskie
      szkoly (zwykle przy ambasadach) nie sa najlepszym pomyslem. Nie do konca sie z
      tym zgadzam, bo uwazam, ze - zwlaszcza przy istnieniu bariery jezykowej -
      obcojezyczna szkola moze byc zbyt duzym obciazeniem psychicznym dla dziecka.
      Ale to oczywiscie zalezy od typu osobowosci dziecka - jesli jest odwazne,
      rezolutne, nie przejmuje sie niepowodzeniami, to warto rozwazyc "zwykla"
      szkole.
      • agatka_s Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 12.05.06, 13:50
        Akurat Moskwa (podobnie zreszta jak i Praga), to miasta z bardzo duza iloscia
        tzw expatow. Sa tam zapewne szkoly ktore obsluguja tychze cudzoziemcow.
        Pewnie tylko zostaje kwestia ile takie szkoly kosztuja.

        Akurat do takiej zwyklej szkoly w moskwie to mialabym pewne opory dziecko
        wyslac, moze niesluszne, ale jednak bez znajomosci realiow lokalnych poprostu
        nie odwazylabym sie (w Polsce mniej wiecej wie sie czego unikac itp a tam ???).

        A co pracodawca ? Bo zazwyczaj pracodawcy pomagaja w takich sytuacjach. jesli
        to duza firma to powinna miec dzial HR i oni powinni pomoc (chyba ze wyjazd
        jest w jakiejs innej opcji).

        No i pewnie ambasada polska. Napewno nie jestes pierwszym Polakiem ktory
        wyjezdza ma jakis czas do Rosji, pewnie wiedza.

        Dobrze tez nawiazac kontakt z jakimis polakami w podobnej sytuacjoi, poszperaj
        moze jest jakies forum dla Polakow mieszkajacych w Moskwie.
        • verdana Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 12.05.06, 14:19
          Mam sporo znajomych dyplomatów. Corki przyjaciela chodziły do szkoły
          białoruskiej, potem do moskiewskiej. Miały bardzo dobre wspomnienia. W szkole
          przy ambasadzie pracowała ich matka i nie była, delikatnie mówiac, zachwycona
          poziomem. Dziewczyny miały klopoty z dostosowaniem się potem do polskiej
          szkoły, ale jakoś poszło. Jedna jest na rusycystyce, druga kończy historie i
          prawdopodobnie wyjedzie na stałe do Rosji.
          Znam też inne doswiadczenia, tym razem dotyczace mojej kolezanki. Ojciec,
          ambasador w Kanadzie, posłał ją bez znajomosci jezyka do szkoly
          angielskojezycznej, od razu z wymaganiem, aby była dobra uczennicą. Zdała
          maturę z wyróznieniem i bardzo ciężka nerwicą. Wpadła też w pracoholizm
          (musiała, skoro miała być dobra). W rezultacie ma zmarnowane życie. Zarabiała
          na znajomosci angielskiego, ale w pracy siedziała so północy, nie załozyła
          rodziny. Jest przekonana, ze to wina tych pięciu szkolnych lat.
          • agatka_s Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 12.05.06, 14:58
            veradano,

            to sa dwie konkretne twoje znajomosci, ale z calym szacunkiem, nie mowia one
            nic o dzieciach uczacych sie za granica, mowia tylko o tych 2 konkretnych
            przypadkach. Szczegolnie ten drugi: obawiam sie ze mloda osoba ktora tak
            bardzo przejmuje sie wymaganiami ojca i ojciec ktory stawia takie wymagania, to
            przypadek ktory mialby miejsce niezaleznie czy szkola polska czy
            zagraniczna. "Ten typ tak ma" jak mawia poeta...

            Podejrzewam ze wiele osob ktore wyjezdzaja zagranice do pracy, akurat to ze
            dzieci beda chodzic do szkoly zagranicznej traktuja jako pewien "koszt" jaki
            dzieci poniosa. Kazda zmiana jest dla dziecka trudna, a coz dopiero tak
            drastyczna (zmiana srodowiska, kraju jezyka itp itd). Trzeba byc kompletnie
            bezmyslnym aby nie przewidywac ze trudno bedzie (bo bedzie, szczegolnie na
            poczatku).

            Mysle ze autorce chodzi o to, co zrobic aby te koszty zminimalizowac, jak
            wybrac aby bylo najlepiej.

            Ja w swoim zyciu spotkalam sie dwa razy z pewna statystycznie znaczaca
            populacja "dzieci po zagranicznych szkolach". Raz jak zdawalam na studia
            (japonistyka), i byla spora grupa osob z tzw placowek-biegle poslugujacych sie
            2 jezykami obcymi wymaganymi na egzaminie (bardzo im wtedy zazdroscilam bo ja
            taka biegla znajomosc okupilam rokiem naprawde katorzniczej pracy). Mlodziez
            ta byla poza tym zdecydowanie odwazniejsza, pewniejsza siebie - ja mialam w
            kazdym razie takie wrazenie. Fakt to byly ciut inne czasy, ale...

            No i teraz mam bardzo duzo doczynienia z ludzmi ktorzy uczyyli sie poza Polska,
            czy to w dziecinstwie czy na studiach (z takich czy innych powodow, czasem z
            wlasnego wyboru), mam doczynienia z tymi ludzmi rekrutujac do pracy. Tacy
            ludzie w swojej masie sa ZDECYDOWANIE (tym razem to prawda obiektywna
            stwierdzona okiem profesjonalisty, ktory w swoim zyciu przeprowadzil tysiace
            interview) bardziej dynamiczni,asertywni i decyzyjni, otwarci i przyjaznie
            nastawieni do roznych wyzwan, ludzi itp. Obok obiektywnych korzysci jak
            automatyczna znajomosc jezyka, obcych kultur itp, taka przygoda uczy
            samodzielnosci, odwagi daje tez poczucie ze swiat nie ogranicza sie 'do tylko
            tu i teraz'. takie dziecinne zagraniczne doswiadczenia potem w zyciu doroslym
            bardzo procentuja, nawet nia zna sie dnia ani godziny...

            Moim zdaniem taki wyjazd nawet dla dziecka to doskonala okazja i glownie tak,
            jak na wielka szanse nalezy na to spojrzec.

            Trzeba tylko pamietac aby to doswiadczenie zorganizowac sobie i dzieciom z
            glowa, aby nie zaszkodzic...
            • verdana Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 12.05.06, 15:16
              Znam co najmniej 15-20 dzieci po zagranicznych szkołach, ale nie będę przecież
              opisywac wszystkich przypadków! Te dwa sa powiedziałabym "graniczne".
              Minimalizowanie strat oczywiście zalezy bardziej od rodzicow, niż od warunków.
              Ty spotykasz się wyłacznie z 'dynamicznymi'. poniewaz Ci, którzy "polegli" nz
              zagranicznej edukacji do pracy się nie zgłoszą. Ani na studia. jesli jednak
              rodzice nie sa "nadambitni" (a niestety, wielu dyplomatów jest...) i nap. nie
              beda robili tragedii ze złych wynikow w szkole, czy ze straty roku, to taka
              edukacja moze wyjść na dobre. Gorzej może być z kontaktami towaryskimi, ale to
              wtedy, gdy kraj i miejsce zamieszkania zmienia sie zbyt często.
              Znam 5 osób z Moskwy - wszystkie dzieci zadowolone (jedno jeszcze przedszkolne,
              wiec moze sie nie liczy). Wszystkie po szkolach rosyjskich - a to coś mówi.
              Podobnie zadowolone sa dzieci, uczące sie w Pradze. Duzo gorzej - z mojego
              doswiadczenia- maja dzieci a/ zbyt ambitnych rodziców (znam jeszcze jeden
              przypadek, tym razem ze szkoly francuskiej). A największe szkody odnosza dzieci
              przerzucane z kraju do kraju. Dwóch znajomych chlopców uczy się już w 4 języku.
              Młodszy sobie radzi, starszy wymaga interwencji psychiatry.
              Tak wiec trudno powiedzieć z góry - to bardzo zależy i od dziecka i od rodzicow
              i od wieku. Czym mlodsze dziecko, tym łatwiejsza adaptacja. W wypadku 6-7
              letnich dzieci czasem więcej problemów się przewiduje, niż ich rzeczywiscie
              będzie.
              • agatka_s Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 12.05.06, 15:28
                W tej chwili za granice nie jezdza tylko dyplomaci. W tej chwili poprostu
                zwykli ludzie jezdza pracowac, uczyc sie itp (nie mowie tu o przypadkach
                wyjazdu za praca, bo to zazwyczaj troche inna sytuacja, na ogol jedzie sie na
                ten pierwszy rekonesans bez dzieci, vide ostatni przypadek samobojstwa malego
                chlopca).

                Powiem raz jeszcze, szkola w obcym kraju jest wyzwaniem i z pewnoscia jest to
                trudne dla dziecka. Moje dziecko ktore zmienilo 3 szkoly w Polsce, kazalo mi
                obiecac ze to juz ostatni raz taka zmiana (mimo ze nigdy nie wiazalo sie to z
                jakims problemem itp)i na moje przebakiwanie o kupnie nowego domu reaguje
                bardzo zdecydowanie NIE MA MOWY, wiec jestem pewna ze to olbrzymie przezycie
                takie ciagle zmiany. To jest oczywiste ! Aklimatyzacja i w te i potem wewte
                (po popwrocie do Polski)musi byc trudna.

                No ale coz czasem poprostu trzeba jechac...wtedy lepiej myslec o takim
                wyjezdzie jak o szansie, tylko powiem raz jeszcze trzeba to sobie tam na
                miejscu dobrze zorganizowac, tym bardziej jak to ma byc na lat kilka.

                Pozdrawiam

                • verdana Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 12.05.06, 15:38
                  No własnie!
                  ja tez nie uwazam, aby dla dziecka to musiał byc kataklizm. Jak słusznie
                  zauwazyłaś, w Polsce tez dzieci zmieniaja środowiska. A małe dzieci latwo sie
                  dostosowują. gorzej ze starszymi, ktore musza zostawić kolegów, no i a mniej
                  elastyczne.
              • croyance Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 22.05.06, 23:01
                Dwóch znajomych chlopców uczy się już w 4 języku.
                Młodszy sobie radzi, starszy wymaga interwencji psychiatry.

                Mam identyczny przypadek w rodzinie, ojciec naukowiec-matematyk.
    • mewus Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 12.05.06, 16:26
      Bardzo dziękuję za Wasze wypowiedzi. Podziałały na mnie i niepokojąco i
      uspokajająco...
      Oczywiście moją intencją jest uczynić tę wielką zmianę emocjonalnie znośną dla
      dziecka, ale muszę też rozważyć obiektywnie możliwości jakie istnieją w tym
      kraju. A na ten temat wiedzę mam na razie nie za dużą.

      Istnieją chyba 3 opcje: szkoła polska przy ambasadzie (i tutaj zwróciłyście
      uwagę, że poziom raczej słaby), szkoła rosyjska (ale tutaj nie znam realiów i
      nie wiem np. czego unikać) i szkoła międzynarodowa (gdzie się mówi po
      angielsku, którego to języka, podobnie jak rosyjskiego dziecko nie zna). Czyli
      każdy wariant jest słaby, a coś trzeba wybrać sad

      Tak myślę, że może szkoła międzynarodowa byłaby psychicznie najłatwiejsza dla
      dziecka, bo przecież tam trafiają właśnie takie dzieci, których rodzice tułają
      się po świecie, więc nie byłaby sama... Z drugiej strony jest jeszcze powrót do
      Polski. Czy po szkole międzynarodowej zaległości nie będą zbyt duże ze względu
      na różnice programowe...? Może powinnam dodatkowo w domu realizować jakiś
      polski program minimum?

      Jeśli macie jeszcze coś do dodania w tych kwestiach, to czekam niecierpliwie.

      Pozdrawiam gorąco,
      Ewa
      • agatka_s Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 12.05.06, 16:42
        Wiesz ze Moskwa to jedno z najdrozszych miast ?

        Wiesz ze taka szkola miedzynarodowa moze byc KOSZMARNIE droga ?

        W mojej firmie gdzie pracuje w 18 krajach, w Moskwie pensje expatow sa 2-3 razy
        wyzsze bo i ich zycie jest tyle razy drozsze.

        Amerykanska szkola w Konstancinie to wydatek kilkudziesieciu tysiecy dolarow,
        obawiam sie ze jej odpowiednik w Moskwie moze byc kilkakrotnie drozszy.

        Dobrze sie zorientuj zanim zdecydujesz sie na wyjazd. Moskwa to generalnie
        wielkie wyzwanie nie tylko pod katem szkoly.
        • verdana Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 12.05.06, 17:50
          No i uświadom sobie, że dziecko w Moskwie, w angielskiej szkole, bedzie musiało
          równoczesnie nauczyć sie dwoch jezykow, jesli ma jako-tako funkcjonować - bo
          angielski w szkole, a rosyjski żeby przeczytac nazwę ulicy, kupic coś w
          sklepie...
    • bachula_gr Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 12.05.06, 22:14
      zajrzyj koniecznie na forum o wielojezycznosci:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=37229&t=1141663692349
      Powodzenia. BACHA
    • jr30 Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 17.05.06, 16:13
      hej - ja chyba mam ten sam problem. Przed nami prawdopodobny wyjazd do Brna w
      Czechach. Dzieci mam zerówkowe i 4-letnie. Po przemyśleniach wyślę dziecko do
      szkoły międzynarodowej mimo, że bedzie musiał uczyć się na raz dwóch języków.
      Ale zakładam, że jeżeli niedajboże znów znajdziemy się w jakimś innym kraju to
      dziecko znowu bedę mogła cać do anglojęzycznej szkoły. Oczywiście zdaję sobie
      sprawę, że w własnym zakresie będę musiała uczyć dziciaków j. polskiego(jestem
      w tej gorszej sytuacji od ciebie że synek jest tylko po zerówce wiec z
      czytaniem i pisaniem to jeszcze nie tak dobrze
      ), bo jak wrócimy po kilku latach do Polski to chcę aby uczył się w polskiej
      szkole. Zakładam również że najdę na to czas ponieważ będę wtedy już
      niepracującą mamąsmile
    • arbik Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 24.05.06, 12:30
      Hej, ja miałam bardzo podobny problem w zeszłym roku. Moja corka co prawda była
      w 5 klasie podstawowej kiedy zapadła decyzja o wyjezdzie z dnia na dzien. My
      podjelismy z perspektywy czasu słuszna decyzje a mioznowicie posłalismy dziecko
      do gimnazjum od pierwszej klasy mimo iz rocznikowo powinna isc do drugiej ale
      chceielismy aby unikneła odzucenia przez klase grupki klasowe. Cofnelismy ja o
      jeden rok do tyłu zaczynała tak jak inne dzieci w nowym srodowisku od
      poczatku. Jest to szkoła panstwowa. Corka nie znała wczesniej jezyka w którym
      miała teraz sie uczyc. Uczyła sie płuwac na głębokiej wodzie. My
      zagwarantowalismy jej tylko prywatnego nauczyciela który na poczatku
      przychodził kazdego dnia a teraz tylko dwa razy w tygodniu. Poradziłą sobie
      swietnie. Mowi biegle bez obcego akcentu. Nie posłalismy jej na dodatkowe
      zajecia w polskiej szkole niski poziom daleko. W domu mowimy tylko po polsku
      corka duzo czyta w ojczystym jezyku czesto jezdzi do Polski. A jezeli wrocimy
      to pojdzie do szkoły w polsce zwykłej panstwowej i zapewnimy jej prywatnie
      zajecia w domu w celu wyrownania poziomu. Jak masz inne pytania napisz na adres
      gazety. Uciekam po synka do rzedszkola. pozdrawiam
    • jr30 Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 24.05.06, 16:37
      do arbik
      napisałam na e-mail gazetowy
    • triss_merigold6 Re: Szkoła za granicą - jak ugryźć temat? 24.05.06, 22:53
      Byłam w tym samym wieku co Twoja córka kiedy wyjechaliśmy całą rodzina na tzw.
      placówkę do anglojęzycznego kraju. Chodziłam do szkoły polskiej przy ambasadzie
      w soboty (był to warunek klasyfikacji do kolejnych klas) oraz do publicznej,
      rejonowej szkoły podstawowej. Język na poziomie prostym komunikacyjnym
      opanowałam w jakieś 3 miesiące, po roku posługiwałam się angielskim biegle.
      Moja mama dodatkowo w domu przerabiała ze mną materiał polskiej podstawówki.
      Problemów z nauką po powrocie nie miałam żadnych.
      Dowiedz się w kuratorium jak jest z klasyfikacją z klasy do klasy.
Pełna wersja