annaka
10.06.06, 16:19
W czwartek byłam na wywiadówce. Były rozdawane karteczki z prawdopodobnymi
ocenami końcowymi. Syn jest w IV klasie (pierwszej z ocenami). Z „ważnych”
przedmiotów ma 5 i 4, trafiły się dwa kwiatki: w-f – 3 (???) i plastyka – 2
(nie doniósł dwóch prac i może to jeszcze poprawić). Źle nie jest.
Obok mnie siedziała mama. Na karteczce same piątki, tylko plastyka - 4.
Pełne oburzenie, sprawdzanie w dzienniku przyczyn. Wiem, ze po wywiadówce
poszła negocjować ocenę z nauczycielką.
Trochę mnie to rozbawiło, a później... poczułam lekką zazdrość. Mój syn ma
oceny niezłe, wiem jednak, ze głównie dzięki inteligencji i dobrej pamięci,
pracy wkłada niewiele – ma inne „sprawy” na głowie – komputer, piłka,
ukochane modelarstwo (dziś ma nawet zawody). Ja nie ingeruję za bardzo –
ganiam do lekcji, czasem sprawdzam.
O co mi chodzi ... a może żal, ze nie pilnuję za bardzo, nie pomagam w
lekcjach (chyba, że ma problem i poprosi), nie chodzę do nauczycieli... Nie
wymagałoby to ode mnie jakiegoś dodatkowego wielkiego wysiłku a syn mógłby
się chwalić świadectwem z czerwonym paskiem, dostać książkę, a co
najistotniejsze – mieć na starcie dobrą opinię u nauczycieli, co jak wiemy
często, gęsto pomaga...
Autentycznie nad tym od czwartku myślę. Wiem, że akurat ten piątkowy chłopiec
jest bardzo „wychuchany”, pilnowany. W tym momencie przestaję się
podśmiewywać z nadopiekuńczości, bo jak widać są efekty.
No więc jak – warto od piątej klasy przykręcić śrubkę? Może za wcześnie
postawiłam na samodzielność syna – co prawda nie zawiódł mnie, ale doskonale
wiem, że spokojnie stać go na więcej...