Po wywiadówce - dylematy matki...

10.06.06, 16:19
W czwartek byłam na wywiadówce. Były rozdawane karteczki z prawdopodobnymi
ocenami końcowymi. Syn jest w IV klasie (pierwszej z ocenami). Z „ważnych”
przedmiotów ma 5 i 4, trafiły się dwa kwiatki: w-f – 3 (???) i plastyka – 2
(nie doniósł dwóch prac i może to jeszcze poprawić). Źle nie jest.
Obok mnie siedziała mama. Na karteczce same piątki, tylko plastyka - 4.
Pełne oburzenie, sprawdzanie w dzienniku przyczyn. Wiem, ze po wywiadówce
poszła negocjować ocenę z nauczycielką.
Trochę mnie to rozbawiło, a później... poczułam lekką zazdrość. Mój syn ma
oceny niezłe, wiem jednak, ze głównie dzięki inteligencji i dobrej pamięci,
pracy wkłada niewiele – ma inne „sprawy” na głowie – komputer, piłka,
ukochane modelarstwo (dziś ma nawet zawody). Ja nie ingeruję za bardzo –
ganiam do lekcji, czasem sprawdzam.
O co mi chodzi ... a może żal, ze nie pilnuję za bardzo, nie pomagam w
lekcjach (chyba, że ma problem i poprosi), nie chodzę do nauczycieli... Nie
wymagałoby to ode mnie jakiegoś dodatkowego wielkiego wysiłku a syn mógłby
się chwalić świadectwem z czerwonym paskiem, dostać książkę, a co
najistotniejsze – mieć na starcie dobrą opinię u nauczycieli, co jak wiemy
często, gęsto pomaga...
Autentycznie nad tym od czwartku myślę. Wiem, że akurat ten piątkowy chłopiec
jest bardzo „wychuchany”, pilnowany. W tym momencie przestaję się
podśmiewywać z nadopiekuńczości, bo jak widać są efekty.
No więc jak – warto od piątej klasy przykręcić śrubkę? Może za wcześnie
postawiłam na samodzielność syna – co prawda nie zawiódł mnie, ale doskonale
wiem, że spokojnie stać go na więcej...
    • verdana Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 10.06.06, 17:31
      Jakie efekty? Stopnie? Stopnie to nie żaden efekt... A stopnie wychodzone przez
      rodziców to wręcz demoralizacja.
      Efekt to przede wszystkim umiejętność samodzielnego uczenia się.
      Zainteresowania. pamietania o własnych sprawach, a nie wysyłanie mamusi.
      Stopnie, ktore zawdzięcza się sobie samemu.
      I kogo stać na więcej? Jego czy Ciebie? Co dziecku z ocen, ktore tylko w
      połowie są jego, a w połowie mamy?
      Samodzielność zawsze przynosi marne efekty w podstawówce, ale zobaczysz, jak
      zaprocentuje później.
      • tolka11 Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 10.06.06, 18:12
        Najczęściej wychodzone stopnie nie przekładają sie na wyniki Sprawdzianu
        szóstoklasisty, bo ten jest anonimowy, sprawdzany przez zewnętrznych
        egzaminatorów wg klucza. I potem Egzamin w gimnazjum też. W życiu nie chodziłam
        za ocenami mojej córki, na co zapracuje to ma. A jako nauczycielka jestem
        impregnowana na "prośby" rodziców [oczywiście rozumiem sytuacje typu: ciężka
        choroba, tragedia w rodzinie i zawsze daję szansę].
      • annaka Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 10.06.06, 18:34
        Tak - nauka samodzielności jest bardzo ważna. Mam na myśli sytuację, gdy WIEM,
        że dziecko stać na więcej, że nie zależy mu na stopniach, choć chyba powinno i
        większa kontrola i "dokręcenie śrubki" zmusiłoby go do pracy.
        Chce podkreślić, że nie narzekam i nie mam chorych ambicji, nie mam też
        pretensji do syna (oprócz plastyki smile) - ale zastanawiam się nad metodami
        wychowawczymi. Tak od czwartku mi to chodzi po głowie...
        • verdana Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 10.06.06, 23:35
          Wydaje mi się, ze znacznie lepiej, aby dziecko rozszerzało swoje
          zainteresowania, brało udział w konkursach, które je interesują, niż na siłę
          uczyło się na stopień. Prawdę mówiąc, dla mnie czwartoklasista, któremu nie
          zależy na stopniach (biorąc pod uwagę, ze są zupełnie przyzwoite) to stan
          pożądany i normalny. Te zabieganie o stopnie (nie o wiedzę, o stopnie), o
          czerwone paski, o średnią, to dla mnie jedna z największych wad szkoły, żeby
          nie powiedzieć wręcz - patologia.
          Dobry uczeń - przynajmniej dla mnie jako ex-nauczycielki- to była osoba z
          zainteresowaniami, dyskutująca na jednej lekcji, a czytająca pod ławką na
          innej, a nie ta, która uczyła się równo na "czerwony pasek", ale bez pasji, bez
          zainteresowań, "dla stopni".
          Czy 11-latek to wiek zainteresowań naukowych? Chyba nie. Ja stawiałabym na to,
          by dziecko nawet pracowało mniej, ale lubiło naukę i szkołę, a nie, aby
          spędzało czas, obrzydzajac sobie naukę, by zamiast średniej 4, 43 mieć 4,91 i
          pasek.
          • manderla Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 19.06.06, 12:36
            Verdano!

            -----
    • ardzuna Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 11.06.06, 00:04
      Plastyką akurat najmniej bym się przejmowała, jeśli jest to kwestia doniesienia
      dwóch prac. Ale najważniejszy jest MSZ inny dylemat - czy dziecko ma mieć
      stopnie dzięki inteligencji i dobrej pamięci, czy pracy. Jako osoba, która
      miała dobre stopnie wyłącznie dzięki inteligencji i dobrej pamięci,
      powiedziałabym, że koniecznie dziecko powinno być uczone również pracy -
      niezależnie od tego, jak dobrze sobie w szkole radzi dzięki samej inteligencji.
      Przyjdzie czas, że inteligencja i dobra pamięć nie wystarczy na nic więcej, niż
      efektowne prześlizgiwanie się. A brak przyzwyczajenia do pracy boli, i to
      bardzo, kiedy trzeba już sę przestać opieprzać. Dobrą wiadomością jest to, ze
      nie jest ważne, w jakiej dziedzinie będzie pracował. Jeśli się tego uczy przy
      okazji modelarstwa - wszystko jest w porządku.
      • annaka Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 11.06.06, 08:49
        O, tu chyba jest pies pogrzebany... bo jak nauczyć pracowitości??? Ok, na
        stopniach mu nie zalezy, ale takie własnie "ślizganie" na długo mu nie
        wystarczy. Powiem szczerze - wbrew pozorom to jest dość trudna sytuacja. Bo
        gdyby te oceny były marne, to miałabym argument - a tu - własciwie - co się
        mama czepiasz smile)) Czy ta pracowitośc ma przyjść sama - czy to ja
        metodami "domowymi" mam ją jakoś wymusić?
        • ardzuna Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 11.06.06, 09:54
          U mnie pracowitość nie przyszła sama, a zdolności starczyło na bardzo długie
          prześlizgiwanie się. Tym większy był szok, kiedy sie okazało, ze bez pracy ani
          rusz (u mnie ten moment nastąpil na studiach, kiedy już raz się dało
          prześlizgnąć, a raz nie; poza tym na studiach musisz zacząć pisać teksty
          większe niż wypracowanie, i to też boli).

          Powiem szczerze - wbrew pozorom to jest dość trudna sytuacja. Bo
          > gdyby te oceny były marne, to miałabym argument - a tu - własciwie - co się
          > mama czepiasz smile))

          Trzeba uczyć zdolne dzieci, ze "noblesse oblige"; ze zostały obdarowane i to je
          zobowiązuje, żeby dar dobrze wykorzystać.

          Widzisz, a ja teraz mam żal do siebie, ze się zadowalałam dobrymi stopniami w
          szkole i uważałam, że wszystko jest w porządku. A mogłam się naprawdę czegoś
          nauczyc, mieć solidne podstawy.

          Jak uczyc pracowitości? Nie mam pojęcia, nigdy nie byłam uczona, na studiach
          też ten temat jakos poruszany nie był. Jestem pewna, ze powinno się uczyć
          nawyków pracy, bo dziecko ich samo z siebie nie nabywa, jeśli jest zdolne i są
          mu niepotrzebne. Może ktoś z forum będzie miał pomysły. Na razie staram się
          mojego synka z 1 klasy przypilnować, zeby zawsze miał odrobione lekcje, ale nie
          wnikam nadmiernie w to, jak te lekcje odrabia. W którymś momencie przestanę to
          robić, bo musi się nauczyc, ze jak nie odrobi, to dostanie pałę.

          Może powinno się wyznaczyć godzinę dziennie, w czasie której dziecko powinno
          dodatkowo, poza odrabianiem lekcji, rozwijać któryś temat związany z materiałem
          szkolnym? albo wykraczający poza materiał? Bo przecież nie zmusisz zdolnego do
          odrabiania lekcji przez godzinę, jeśli on te lekcje zrobi w 5 minut. W dobie
          internetu poszukiwanie pomocy naukowych nie powinno stanowić dla Ciebie
          większego obciązenia.

          W rodzinach koreańskich, a Koreańczycy z pracowitości słyną, ponoć cała rodzina
          wykonuje swoje zadania na jednym wielkim stole. Dzieci odrabiają lekcje, a
          rodzice robią jakieś swoje "zadania". To bardzo dobra metoda.
          • agatka_s Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 11.06.06, 10:42
            a moim zdaniem to jest kwestia ogolniejsza niz tylko stosunek do nauki.

            Co do negocjowania stopni przez rodzicow-mysle ze wszystkie mamy ten sam poglad-
            ze to jest bez sensu. Inna sprawa jest ze ja akurat bardzo ciesze sie z
            dobrych stopni (no bo czemu nie ?). Ale nigdy bym sie nie cieszyla gdybym to
            ja te stopnie wyszarpywala...(natomiast nie wykluczam reakcji w przypadku jakis
            wyjatkowo razacych niesprawiedliwosci, poki co nie bylo)

            Natomiast mysle ze w tym watku chodzi o pewne wartosci uniwersalne-
            obowiazkowosc, odpowiedzialnosc wobec siebie i innych, punktualnosc (i to nie
            tylko w sensie przyjscia na czas, ale tez w sensie ze jak sie do czegos
            zobowiazujemy to dostarczamy na czas), poleganie na czyims slowie, pracowitosc.


            Mysle ze wszystko jest uzaleznione od wartosci jakie sa w domu. Jesli dla
            rodzicow jest istotne aby dotrzymywac slowa, nigdy nie nawalac, przedkladac
            wykonanie obowiazku nad przyjemnosci itp itd-czyli rodzicow dla ktorych tzw
            solidnosc jest istotna-to mysle ze takie same wartosci przyswoi i dziecko. No
            i tak jak bedzie solidne wynoszac smieci, czy wyprowadzajac psa, tak samo
            bedzie uczac sie, czy czytajac lektury. To poprostu jest podskorne (moim
            skromnym zdaniem)

            Jesli dom skolei jest bardziej liberalny w kwestiach zasad i
            obowiazkow,ma "luzacki" styl, czyli rodzice sami nie dotrzymuja zobowiazan
            (czesto),a doobre samopoczucie, rozwoj osobowosci, robienie tego co sprawia
            satysfakcje a nie jest nudnym bezsensownym obowiazkiem (np ladne pisanie-po co
            to komu ?),i lekki i artyzujacy stosunek do wykonywania jakichkolwiek
            obowiazkow, taki ogolny styl "maniana" obowiazuje- no to trudno przeciez
            spodziwac sie aby nagle wymagac od dzieciaka aby byl punktualny, pracowity i
            wolal miec poukladane wszystko w szafie w kostke...Takie dzieci fajnie sie
            czuja jak sciagna prace domowa od kolegi, na zbiorke na wycieczke przyjda 15
            minut spoznieni (choc wszyscy czekaja, ale o co chodzi...) itp itd. Trudno od
            takiego dziecka nagle wymagac aby bylo super zorganizowane, pracowite i aby
            nauka byla priorytetem (no bo jak ??)

            Dodatkowo mysle ze to rzeczy sa wzmocnione genetycznie, no bo
            ojciec "porzadnicki" zazwyczaj ma takiego syna (wiem wiem sa wyjatki, ale ja
            mowie o pewnej statystycznej regule). A "artysta" zawyczaj ma luzne dziecko

            Tak wiec mysle ze jesli nam zalezy na wartosciach typu pracowitosc itp to
            najlepszym sposobem na uczenie pracowitosci, obowiazkowosci a przede wszystkim
            odpowiedzialnosci za swoj los-jest przyklad domowy. Nie sadze aby inne metody
            narzucania waznych dla nas wartosci mogly skutkowac, no bo jesli beda
            narzucane, wymuszane to beda rozdzic bunt i nic wiecej. Ja mysle ze te
            wartosci na zasadzie osmozy musza byc zaakceptowane jako wlasne. Moim zdaniem
            innej metody nie ma.
            • agatka_s Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 11.06.06, 11:02
              aha i uprzedzajac verdane, ktora pewnie powie ze to nie regula, bo ona ma troje
              dzieci i kazde jest rozne...

              ok, moze tak byc ze mimo genow, przykladu domowego, wpajania okreslonych
              wartosci, mamy w domu osobnika "na odwrot"...

              No coz wtedy zostaje tylko zaakceptowac, bo na sile i tak sie nic nie da

              Pozdrawiam
            • annaka Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 11.06.06, 13:24
              Oczywiście jest wiele racji w tym, co piszesz.
              Być może faktycznie jego szkolny "luzik" spowodownay jest naszymi
              niewygórowanymi ambicjami. Jeżeli chodzi o zachowania społeczne - jest z nim
              jak najbardziej ok: nie spóźnia się, funkcjonuje w grupie - jest lubiany.
              No tak - problemów nie ma - dmucham na zimne - nie chcę po prostu aby tych
              problemów sobie narobił - ze swoim podejściem do nauki tak może się stać.
              Jeżeli nawet funkcjonuje w rodzinie - jak to określiłaś - "luźnej" - to
              przecież mogę wykonac pewne wychowawcze ruchy. Tym bardziej, że są sfery, w
              których wykazuje się determinacją i pracowitością: szczególnie modelarstwo,
              które wciąga go coraz bardziej.
              Z drugiej strony nie chcę też aby spełniał jakieś moje nakazy, chcę aby sam
              poczuł wagę nauki i to, ze ma potencjał.
              Na razie nie mam pojęcia, jak mu to pokazać smile
              • agatka_s Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 11.06.06, 14:14
                Annaka, ja pisalam tak bardziej ogolnie, niz akurat o opisanych Twoich
                rozterkach.

                To co przede wszystkim chcialam powiedziec, to to ze stosunek do zadan w
                szkole, nie jest czyms co nie ma zwiazku ze stosunkiem do pracy, obowiazkow,
                odpowiedzialnosci w ogole. Uwazam ze akurat szkolnych obowiazkow nie mozna
                traktowac inaczej jak innych obowiazkow i wysilkow w zyciu czlowieka. To jest
                obowiazek na jakims etapie, ale jeden z wielu jakie czlowiek ma i bedzie
                jeszcze mial.

                Poprostu (nie twierdze ze tak jest u was !!! tak sobie tylko filozofuje) jesli
                nie wymaga sie od najmlodszych lat aby dziecko, mialo obowiazki, aby wykonywalo
                co do niego nalezy, tylko ciagle przymyka sie oko (no trudno on jest maly),
                rozgrzesza (ojej nic sie nie stalo, ze nawalil, swiat sie nie zawali, ja to
                zrobie za niego) itp itd to jak przychodzi szkola trudno sie spodziewac aby
                dzieciak nagle stal sie obowiazkowy i odpowiedzialny.

                Oczywiscie ze mozna stosowac metody kija i marchewki w szkole(i pewnie czasem
                trzeba, aby przywolac do porzadku jak dziecko sie za bardzo rozhula), ale
                generalnie nauka odpowiedzialnosci (w tym i za szkole, jako jeden z obowiazkow)
                to jest ciagly proces, i tak jak powiedzialam najlepiej aby dziecko ta
                odpowiedzialnosc zinternacjonalizowalo sobie w codziennym zyciu, biorac
                przyklad z otoczenia (rozdziny), majac caly czas stawiane wymagania i bedac z
                nich konsekwentnie rozliczanym.

                Obawiam sie ze wyjecie nagle "obowiazkowosci i pracowitosci w szkole" z calosci
                obowiazkowosci, czyli wymaganie aby dziecko bylo pracowite, obowiazkowe i mialo
                rezultaty w szkole, a przymykanie oka na to ze zapomnialo podlac kwiatki , choc
                mialo, a do babci na imieniny sie nie ubral w odswietne ubranie, bo nie uwazalo
                tego za potrzebne (zbedny wysilek) itp itd sie nie sprawdza.

                Zmuszanie i wymaganie nagle, gdy latami przymykalo sie oko na lenistwo,
                abnegacje, i "tu-mi-wisizm" moze przyniesc odwrotny rezultat.

                Gdybym nagle odkryla, ze mam ciut leniwe dziecko, chyba probowalabym tak jakos
                na okraglo, czyli nie krzyczac "zacznij sie uczyc", "zrob wreszcie prace
                domowa", tylko chyba mimo wszystko skupilabym sie na wyrabianiu ogolnej
                solidnosci, dawalabym rozne zadania (trudne i odpowiedzialne wymagajace duzego
                wysilku), i chwalilabym za ich wypelnienie. Dawalabym spora odpowiedzialnosc
                za jakies rzeczy wazne dla calej rodziny itp itd. Konsekwencje nie wywiazania
                sie bylyby przykre, tak jak to w zyciu gdy czegos nie zrobimy na czas, czy cos
                olejemy...

                Wydaje mi sie ze w 4 klasie (mowie tbo tez mam 4 klasiste) takie zwykle
                przykrecanie sruby w nauce, jest zwyczajnie niewykonalne, poprostu na pewnym
                etapie nie daje sie kontrolowac co tam w szkole sie dzieje. Chlopiec w tym
                wieku musi sam czuc, ze szkola to odpowiedzialnosc, obowiazek. I tylko to
                poczucie i zrozumienie moze przyniesc efekt, zadne tam stanie nad nim i
                kontrolowanie. Sorry tak to mozna bylo 7-latka "przyuczac" do obowiazkow, z 11-
                latkiem to juz nie da rady.


                To oczywiscie ma swoja cene-moje dziecko gdy ostatnio powiedzialam mu "dlaczego
                ty sie nie uczysz do tej klasowki" powiedzialo "a to mamy klasowka, czy
                moja ?", no i niestety trzeba bylo zagryzc zeby, bo jak sie mowi "nauka to
                twoja sprawa..." to potem trzeba byc konsekwentnym.
                • agatka_s Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 11.06.06, 14:23
                  i jeszcze jedno

                  gdyby to lenistwo bylo jednak powazne, a dziecko mialoby problemy w szkole,
                  ingerowalabym duzo ostrzej i bezposrednio w nauke. Te "miekkie" metody stosuje
                  raczej tylko w przypadku drobnego lenistwa, jakiemu ulega czasem moj syn np...

                  Pozdrawiam (aha takich super pracowitych dzieci to chyba nie ma)
                  • verdana Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 11.06.06, 15:37
                    Są. Tylko taka "super pracowitość " w wieku 11 lat o niczym nie wróży na
                    przyszłość.
                    Wydaje mi się, że nie musi wcale tak być, że zdolne dziecko w pewnym momencie
                    zaczyna miec kłopoty, bo nie przywyklo do systematycznej nauki. Może, ale wcale
                    nie musi. Dziecko przyzwyczaja się nie tylko do nauki, ale i do tego, ze jest
                    niezłym uczniem i często warto mu się później pouczyć, aby z tego nie
                    zrezygnować, nie spaść poniżej pewnego poziomu. Mam wątpliwości techniczne -
                    tzn. nie bardzo wyobrażam sobie, jak można nauczyć większej systematycznosci
                    kogoś, kto nawet się nie ucząc jest przygtowany, dzięki pamieci i inteligencji
                    do klasówki, ma odrobione wszystkie lekcje - takie dziecko nie bardzo może
                    zrobić "coś jeszcze". Wypełnia bowiem wszystkie obowiazki, a że bez wysiłku?
                    Trudno. Watpię czy dziecko zrozumie o co rodzicom chodzi - raczej nie. Obawiam
                    się, ze raczej bedzie sądziło, że wymaga się od niego lepszych stopni. Albo, że
                    niezaleznie od tego co robi, rodzice i tak nie są z niego zadowoleni.
                    Gdy jednak pzeczytałam po raz drugi poczatkowy post przyznam szczerze - moje
                    dzieci zostałyby na 100% surowo ukarane za nieprzyniesienie jakiejkolwiek pracy
                    w terminie - niezaleznie czy jest ona z plastyki, czy z polskiego. Nie chodzi
                    tu bowiem o stopień, ale własnie o niesolidność, której ja akurat nie jestem w
                    stanie darować.
                    Za niesolidność (nieprzynoszenie fletu), a nie za ocenę dostateczną z muzyki
                    moj syn własnie został ukarany dwutygodniowycm szlabanem na komputer i
                    telewizję.
                    • annaka Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 11.06.06, 17:20
                      Ha, sprawa plastyki tak naprawdę naświetliła mi problem. Oceny zdobywa
                      minimalnym wkładem pracy (gwoli ścisłości - lekcje odrabia, zeszyty prowadzi -
                      inaczej nie miałby piątek i czwórek), ale tam gdzie trzeba wykazać więcej
                      inwencji i własnie solidności - zaczyna być marnie. Konsekwencje ponosi, do
                      tego dzisiaj cały dzień (mimo pięknej pogody za oknem), te prace robi i nawet
                      nie wychylił nosa za drzwi.
                      Kiedyś wychowaczyni z klasy I-III (którą, notabene, uważam za świetnego
                      pedagoga) powiedziała mi - cytuję - "Bartek bedzie miał w życiu dobrze, bo się
                      nie przejmuje drobiazgami. Jak mu coś nie wyjdzie, to skreśli, zapomni. Inne
                      dzieci przeżywają, a on podchodzi lekko". Oczywiście było to powiedziane lekkim
                      żartem, ale teraz do mnie wróciło.
                      Chciałabym, żeby tą "lekkością" i "luzikiem" nie zamknął sobie wielu drzwi.
                      • agatka_s Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 11.06.06, 18:07
                        wiesz tylko zeby nie przegiac w druga strone.

                        Powiem z doswiadczenia ze perfekcjonisci to nie maja zbyt lekkiego zycia,
                        czasem mysle ze ci z "luzikiem" sa poprostu szczesliwsi...

                        Ja tam sie ciesze ze moje dziecko nie jest 100% takie jak ja i ze czasem
                        potrafi pojsc np grac w pilke, rzuciwszy tornistrem o podloge. Ja nie
                        potrafilam, nie zrobilam nic przyjemnego dopoki nie odrobilam wszystkich
                        lekcji, a tornister ladnie rozpakowalam, poukladawszy wszystko "pod linijke"...
            • agatka_s Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 11.06.06, 16:18
              no wlasnie o te solidnosc o ktorej wspomina verdana chodzi, ja tez za
              nieprzyniesienie czegos raczej bym opi....a. Nie za 2-je z tego powodu, ale za
              brak solidnosci.


              Albo przyklad z teraz: o tym ze syn jest kibicem, nie mam co opowiadac
              (JEST!!!), wlasnie oglada mecz Holandiasmirkerbia, ale o 5 tej musi wyjsc, bo daja
              (chor chlopiecy w ktorym syn spiewa) koncert w Swietej Annie (skadinad
              serdecznie zapraszam), no i przed chwila bylo: "Muuusze????" . No tak musisz,
              bo na tym polega solidnosc. Nie mozna zawiesc ludzi ktorzy sie napracowali
              (koledzy, dyrygent), nalezy sprawy doprowadzac do konca, nawet jak nie mamy
              ochoty... (jako matka o dobrym sercu bym pozwolila, ale jako matka "wychowawca"
              nie moge).

              No i potem w szkole jest to samo. Nie musisz byc orzel (np u nas z
              plastyki),ale co do ciebie nalezy zrobic trzeba (namalowac jak kura pazurem,
              ale oddac rysunek).

              Wiec to nie chodzi o to aby byc z czegos dobrym (choc to czesto idzie w parze-
              jak wykonujesz co trzeba to jestes dobry w szkole), tylko aby to co nalezy do
              obowiazkow bylo wykonane. A jak nie jest, no to niestety trzeba poniesc tego
              konsekwencje (wiec tym bardziej negocjacje ocen sa nie na miejscu, bo w ten
              sposob dziecko nie ponosi konsekwencji).
    • mamusia1999 Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 11.06.06, 16:39
      ja bym nie przykrecakla. okres w szkole podstawowej to nie tylko oceny ale i
      nauka odpowiedzialnosci za swoje osiagniecia. no jak teraz bedziesz pilnowac,
      siedziec, dyskutowac z nauczycielami to co bedziesz musiala zrobic przed matura?
      moja corka przekonana o latwosci matematyki (1 klasa niemcy czyli polska
      zerowka) przestala robic zalecane (acz nie zadawane) cwiczenia. teraz
      wyladowala na "douczaniu" bo ostani test wprawdzie zaliczyla ale duzo ponizej
      wlasnej normy. jest jej przykro i w czasie ferii (wlasnie sie koncza)
      przerobila wszystkie zalegle cwiczenia.
      moze mu tylko uswiadom, ze gdyby chcial miec lepsze oceny (i sympatie
      nauczycieli) to wystarczy zeby troszke sie przylozyl, bo zdolny jest.
    • robertmar1 Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 14.06.06, 14:57
      Nie wpadaj ze skrajności w skrajność, ale powiem Ci, że faktycznie mogłabyś tę
      śrubkę trochę przykręcić. Nie na zasadzie chuchania i dmuchania, ale przydałoby
      się np. od czasu do czasu zaoferować się synowi z pomocą w kwestii, dajmy na
      to, powtórzenia materiału. Wiem co mówię, bo w 4 klasie oceny poniżej
      czerwonego paska naprawdę nie są żadną rewelacją. Jeśliby taki stan, jak jest
      obecnie, miał miejsce w gimnazjum czy liceum, to OK - wtedy można powiedzieć,
      że jest nieźle, ale obawiam się przy obecnym systemie nauki jego oceny będą
      niższe. To nieprawda, że one nie mają znaczenia. Mają.
      • verdana Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 14.06.06, 15:49
        Nie zawsze tak jest.
        Moje dzieci, słabe w podstawowce, były znacznie lepsze w liceum. Córka ze
        sredniej ok.4,2 doszła w LO do czerwonego paska i drugiego miejsca w szkole.
        Nie twierdzę, ze to jest prawidłowość - ale jako byla nauczycielka liceum znam
        sporo dzieci, ktore nie były w stanie wypełnić wymogów podstawówki (ładne
        pismo, starannie prowadzone zeszyty, raczej słuchanie niz dyskusja na
        lekcjach), a odnajdują się w starszych klasach, gdzie więcej wymaga się
        samodzielności.
        Poza tym czerwony pasek to naprawde nie musi byc cel zycia. Przyznaję, moj syn
        nie miał w IV klasie czerwonego paska. Miał za to adnotację o wyróżnieniu w
        konkursie polonistycznym na poziomie krajowym.
        • annaka Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 14.06.06, 18:21
          Głównym "zarzutem" wychowawczyni w stosunku do mojego syna (w cudzysłowiu, bo
          tak naprawdę nie sprawia większych problemów)jest to, ze "udaje dorosłego"... a
          ja raczej oceniam, że razem z przyspieszonym wzrostem (ma 170 cm i 11 lat smile)
          poszło i przyspieszone dojrzewanie. Jak zobaczyłam, gdy mój kawał chłopa lepi
          pszczółkę z plasteliny i przykleja do zielonego listka (to jedna z zaległych
          prac), to w skrytości ducha się śmiałam... To oczywiście go nie usprawiedliwia
          z braku solidności, ale wiem, też, ze cięzko mu funkcjonować w tym, jak dla
          niego, trochę ciasnym świecie... Ale w dyskusjach jest pierwszy, w logicznym
          wyciąganiu wniosków również. Mam nadzieję, że to zaowocuje w starszych klasach,
          a ja i tak go "przypilnuję" smile
          • judytak Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 15.06.06, 18:19
            annaka napisała:

            > Jak zobaczyłam, gdy mój kawał chłopa lepi
            > pszczółkę z plasteliny i przykleja do zielonego listka (to jedna z zaległych
            > prac), to w skrytości ducha się śmiałam...

            no bez przesady ;o)
            nie tylko mi, starej babie, ale i mojemu mężowi, jeszcze starszemu dziadkowi
            (dosłownie) zdarza się coś ulepić, namalować, poprzyklejać, i to nie tylko "z
            maluchami dla maluchów", ale też tak sobie ;o)

            pozdrawiam
            Judyta
        • wieczna-gosia Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 15.06.06, 04:31
          ja tylko chcialam dodac ze u jednego mojego dziecka to sie sprawdza- podstawowka
          ok ale bez szalenstw teraz druga gimnazjum i orzel a drugie przecietne w
          podstawowce dostalo 2 wynik za test.
          • joannab-o Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 15.06.06, 13:54
            To może być taki mechanizm, że kiedy dziecko się mało uczy, to musi dużo myśleć,
            żeby nadrobić.

            Dziewczyny nie zawracajcie sobie (i dzieciom) głowy stopniami (to nie do
            Gosismile. Aż mi sie nie chce argumentować...
            • wieczna-gosia Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 15.06.06, 23:34
              a bardzo mozliwe. Bo oj orzel jest w szkole gdzie wg mojego rozeznania glownie
              trzeba myslec.
    • jola_ep Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 14.06.06, 21:03
      Sama miałam podobne dylematy(moja córa właśnie kończy czwartą klasę).
      Ostatecznie zdecydowałam, że nie będę specjalnie ganiać - tylko przypominać,
      czasem sprawdzić, pomóc jak zgłosi się z taką prośbą.
      Teraz wydaje mi się, że zrobiłam dobrze.
      Po pierwsze moje dziecko na własnej skórze przekonało się, że powinno się
      uczyć, bo dostanie kiepskie oceny. Z przyrody miała nawet 2 (jak widać nie jest
      wybitnie zdolna i trochę uczyć się musi). Ja wykorzystywałam to jako temat do
      rozmów - dlaczego powinna dbać o wyniki w nauce, ale z drugiej strony jak
      ryczała z powodu gorszej oceny to ją pocieszałam. Ważne jest dla mnie to, czy
      pracowała, a nie sama ocena. A jak nie pracowała, a wie, że może, to niech
      pomyśli jak to zrobić. Ma jeszcze czas i szansę na poprawę - jak nie w tym
      roku, to w następnym.
      No i pod koniec roku moje dziecko wzięło się do roboty, zatrudniło tatę do
      pomocy przy odpytywaniu (ale tylko raz czy dwa), pochodziło za nauczycielami
      (poprawiało te 2 - na 6) i pochwaliło mi się dzisiaj, że będzie miało
      świadectwo z czerwonym paskiem.

      Więc myślę, że nie warto chodzić. Nauka to sprawa naszego dziecka i
      najważniejsza jest tu jego samodzielność. Oraz to, czy mu się chce i zależy.
      Z drugiej strony trzeba chyba zachować czujność i działać w zależności od
      potrzeby. Bardziej pilnować lub mniej...

      Pozdrawiam
      Jola
      • iwonesik Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 14.06.06, 22:00
        A mój synek, uczeń IV klasy nie bedzie miał czerwonego paska. Ma średnia 4,6
        czyli zabrakło mu1,5 pkt. Jest bardzo zawiedziony, bo dostał 4 z religii-liczyl
        na 5. Wiem, że u niego w klasie są mamy, które nie pracują, a koczują w szkole
        i chodzą do nauczycieli z prosba o poprawe stopnia, bo brakuje pkt. do
        czerwonego paska. Sama zastanawialam się czy nie iść do pani od religii, ale
        jakos głupio mi było. Co maiłam jej powiedzić, aż tak nie zależało nam na
        czerwonym pasku. Zadzwoniłam co prawda do nauczycielki z matematyki i spytalam
        sie czy może poprawić się na 4. Napisał sprawdzian i poprawił stopień. Trochę
        jest zawiedziony, ale to tylko dlatego, że kolego, ktory zdobył ten pasek
        powiedział do mojego synka-JESTEŚ NAJLEPSZY Z NAJGORSZYCH. To jest obrzydliwe
        wyscig szczurów od najmłodzych lat!!
        • agatka_s Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 14.06.06, 22:08
          ocena z religii nie wchodzi do sredniej
          • iwonesik Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 14.06.06, 22:22
            Nie wchodzi z religii? U mojego dziecka w szkole pani powiedziała,ze tylko z
            j.francuskiego nie wchodzi. Dzieci mają dwa języki obce: angielski i dodatkowy
            francuski.
            • agatka_s Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 14.06.06, 22:27
              nie chce sie madrzyc, ale oceny z religii nawet nie ma na swiadectwie.

              U nas na 100% nie wchodzi ocena z religii, nie wchodzi tez drugi jezyk (u nas
              tez mamy 2 jezyki). Wiec moze u was jest inaczej.

              U nas tez srednia na pasek jest 4,8, ale nie liczy sie minusow, stad to
              zaokraglenie, w gore. Bo 4,75 nie mialoby szansy wyjsc.

              Aha i jeszcze warunek ze z zachowania minimum bdb.

              Pozdrawiam
              • iwonesik Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 14.06.06, 22:33
                Moje dziecko ma z zachowania bdb, zobaczę na świadectwie, co jest, a czego nie
                ma. Najważniejsze, że ze ścisłych przedmiotów ma 4 i 5. Mieliśmy powiedziane
                średnia 4,75, ja nie dowiadywałam się i aż tak nie interesowałam, możliwe, że
                4,80 to średnia do czerwonego paska. Też niewiele mu brakowało.Trudno to
                dopiero początek walki ze stopniami. Teraz już wie jak trzeba się uczyć i to
                jest najważniejsze.
                • agatka_s Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 14.06.06, 22:35
                  mnie poinformowal syn (srednia 5,4)
                  • iwonesik Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 14.06.06, 22:39
                    To fajnie. Pozdrawiam
                  • iwonesik Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 14.06.06, 22:42
                    Mój synek nie walczył o pasek, ale zabolały go slowa kolegi i powiedział, że
                    najchętniej nie poszedłby na zakończenie roku. Zrobilo mi sie go starsznie zal.
                    pocieszałam go. Jutro jedziemy na długi weekend i chyba zapomni o tym
                    icydencie. Agatko ile osób u twojego syna będzie miało czerwony pasek. U nas 8.
                    • agatka_s Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 14.06.06, 22:45
                      4paski na 13 osob, w klasie obok 9 na 14 (niesamowita klasa 13chlopakow i jedna
                      dziewczyna...)

                      U nas najgorzej to z zachowaniem, kilkoro nie ma przez to (i dobrze !)

                      Moj tez ledwo ma bdb-, z zachowania...
            • no-surprises Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 15.06.06, 13:15
              Wg rozporządzenia obowiązującego we wszystkich typach szkół świadectwo z
              wyróżnieniem otrzymuje każdy uczeń, który uzyskał średnią z obowiązkowych
              przedmiotów (a religia nie jest obowiązkowym przedmiotem w publicznych
              placówkach - choć nie wiem, jak to jest np. w szkołach katolickich) 4,75 i co
              najmniej bardzo dobrą ocenę zahowania. Szkoła nie może już ustalać sobie innych
              zapisów w tej kwestii (wcześniej miała takie prawo).
              Pozdrawiam.
    • vicky1 Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 15.06.06, 13:28
      Witam

      Mam troszkę inny pogląd na sprawę. Mówię z perspektywy osoby, która sama się
      uczyła a teraz uczy innych.
      Ukończyłam dwa kierunki studiów (obydwa z oceną bardzo dobrą i wyróżnieniem),
      kończę doktorat, pracuję. Uczestniczyłam w prestiżowych programach edukacyjnych
      w Polsce i zagranicznych stypendiach. Wszystko to dzięki temu, że mojej Matce
      nawet nie przyszło na myśl aby przykręcać mi śrubkę!
      Pierwsze świadectwo z paskiem dostałam w ogólniaku w drugiej klasie - po zmianie
      szkoły. W podstawówce miałam piątki, szóstki ale nie mialam paska ponieważ nie
      miałam zbyt dobrych ocen z muzyki (byłam w szkole muzycznej)
      CO do przykręcania śrubki i wyrabiania nacisku na pracowitość to... efekt jest
      odwrotny. Chodziłam do szkoły muzycznej ale nie miałam nigdy 5 z muzyki a
      jedynie 4 (dlatego nie mogłam mieć paska). Dlatego też moja Babcia, która
      pilnowała mnie od strony muzycznej delikatnie przypominała o ćwiczeniu,
      naciskała, zachęcała, motywowala, pilnowała codziennych ćwiczeń. Efekt był taki,
      że ku wielkiemu zgorszeniu po pierwszej klasie liceum ucieklam ze szkoły
      muzycznej i do dziś nie biorę instrumentu do ręki.
      Za to zaczęłąm w liceum mieć znaczne sukcesy w wybranej przez siebie dziedzinie.
      W tej chwili uczę w szkole. Prawda jest taka, że podstawówka ma głównie
      znaczenie socjalizujące dziecko, uczące go bycia w grupie. Program jest
      rzeczywiście inaczej ułożony. Zresztą uczę głównie w szkole średniej i widzę, że
      nie ma awet porównania między układem materiału teraz a tym co jeszcze ja
      przerabiałam, omawiałam. Naciskanie na ucznia 4tej klasy na większą naukę to zła
      sprawa. Bo jednak bardzo zniechęci. Prawdziwą pasję odgrywa się samemu a wraz za
      nią przychodzi pracowitość. Jeżeli Syn pani Annaki jest zainteresowany
      modelarstwem to świetnie. Jeżeli przy tym trzyma poziom chociaż średni z ważnych
      przedmiotow to wspaniale. I to wystarczy, tak trzymać. Modelarstwo, poświęcanie
      czasu własnej pasji w największym stopniu nauczy go pracowitości.
      Gdyby mnie przymuszano abym godzinę dziennie spędzała na dodatkowym
      przygotowywaniu się to nie odniosłabym żadnego sukcesu, ponieważ zwłaszcza u
      dziecka to, co kojarzy się z narzuceniem, przymusem jest odrzucane.
      Dzięki świetnym osiągnięciom na studiach uczestniczyłam w prestiżowych
      programach edukacyjnych, miałam stypendia. poznałam m.in sporo osób objętych w
      dzieciństwie,młodości opieką funduszu na rzecz dzieci i młodzieży wybitnie
      uzdolnionej. I wszędzie widać to samo. Przymus stosowany przez rodziców,
      narzucanie jedynie odstęcza i nie zezwala na odkrycie własnej pasji, rozwoju. A
      już pomysł z tą godzinną pracą dodatkową do szkoły no zgroza. Zabije miłość do
      wiedzy w zarodku.
      ale to jest moje zdanie
      czerwony pasek nie jest wyznacznikiem niczego! jedynie tego, że dziecko umie
      wykuć i wyklepać pewną partię materiału - zwlaszcza w podstawówce. Ale na tym
      nie zbuduje się ani wiedzy, ani intelektu, ani zamiłowania do nauki i pracy.
      Takie dziecko, któemu za wzór stawia się innych z paskiem jest tylko zachęcane
      do udzialu w wyścigu szczurów.
      Jako nauczycielka reaguję alergicznie wręcz na rodziców próbujących cokolwiek
      wymuszać, negocjować i jestem całkiem nieprzemakalna na ich argumenty. Inna moja
      reakcja byłaby głęboko nieetyczna i niewychowawcza dla dzieci
      pozdrawiam
      Vicky
    • vicky1 Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 15.06.06, 13:32
      Inteligencja i dobra pamięć to na tym poziomie wystarczająco!
      Ja nie przypominam sobie abym w podstawówce się uczyła - pamięć i inteligencja,
      szybkie czytanie wystarczyły.
      Na dalszych etapach edukacyjnych było oczywiste, że tzreba więcej czasu spędzić
      na nauce
      ale przede wszystkim starałam się rozwinąć w tej dziedzinie, którą sobie
      wybrałąm, z którą potem związały się moje studia.
      A informację o ukońćzeniu dwóch kierunków, wyróżnieniach itd zamieściłam tylko
      dlatego, że zapewne inaczej moje zdanie nie byłoby wcale brane pod uwagę
      zwłaszcza przez osoby, dla których czerwony pasek już od podstawówki jest ważnym
      osiągnięciem...
      DObra opinia u nauczycieli NIC NIE ZNACZY! w momencie kiedy sprawdzian po 6
      klasie, po gimnazjum i matura oceniane są zewnetrznie i całkowicie anonimowo
      latanie po nauczycielach, wyrabianie opini naprawdę nie ma racji bytu
      Vicky
      • verdana Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 15.06.06, 15:08
        Dzieki...
        To chyba nie jestem wyrodną matką, a już miałam watpliwości. Fakt, moje
        niedopinowane w podstawówce dzieci też studiują po dwa kierunki.
        Teraz rozpaczam nad ocenami trzeciego. Ale też niczego przykręcać nie będę.
        • agatka_s Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 16.06.06, 11:14
          Jja jestem przeciwna "przykrecaniu" okazjonalnemu (od wywiadowki do wywiadowki)

          Niemniej jestem za egzekwowaniem obowiazkow i ponoszeniem konsekwencji za ich
          niewypelnianie. (przy czym szkola juz to niezle sankcjonuje, ja nie musze...)

          Choc jasne ze czasem krzykne "lekcje odrobione ?", "nauczyles sie do
          klasowki ?"-no to chyba raczej nie jest nic zlego ?

          A czerwony pasek, moim zdaniem nie jest celem samym w sobie, ale tez nie
          jest "zlem wcielonym". Mowie tak bo czasem mam wrazenie, ze na tym forum taka
          wlasnie panuje opinia. Ja mialam zawsze czerwone paski, i jakos na ludzi
          wyszlam..(co prawda dorobilam sie tylko jednego magistra, i nie mam innych
          tytulow, ale nie skonczylam zle-jestem w stanie swoja glowa utrzymac 2 osoby, i
          to na calkiem nienajgorszym poziomie, mimo czerwonych paskow przez cala
          szkole...)

          Moje dziecko ma czerwony pasek,i ja sie z tego bardzo ciesze. Zdobyl te oceny
          sam (fakt ze bez olbrzymiego wysilku)-bez mojej najmniejszej ingerencji.

          Nie widze powodu do rozpaczy, przeciwnie bardzo sie z tego ciesze. Nawet
          wyglosze taka herezje, ze razem sobie te srednia wyliczalismy ! I co, mam juz
          popelniac harrakiri ?
          • verdana Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 16.06.06, 11:37
            Nie, nie o to chodzi.
            Ja też bylam bardzo zadowolona z czerwonych pasków mojej córki w liceum - nie
            zaprzeczam nawet, że kupiłam w nagrode wstrząsajaco drogie perfumy.
            Bardzo jest dobrze, jak mlody czlowiek uczy się (albo i nie uczy, ale jest
            zdolny...) - i w rezultacie dostaje czerwony pasek. To jest OK, super i co tam
            jeszcze.
            Problem jest wtedy, gdy rodzice rozpaczają, że do sredniej zabrakło 0,1 - i
            uznają to za porażkę, klęskę, albo po prostu powód do zmartwienia. To dla mnie
            obłęd - dziecko uczy się i tak bardzo dobrze. I wtedy właśnie pojawia się
            pytanie "I po co mu ten czerwony pasek".
            A jeszcze gorsi są rodzice, którzy tenże pasek traktują jak cel ostateczny. To
            znaczy nie tyle sa zainteresowani faktyczną wiedzą dziecka (np. z dziedziny
            pozaszkolnej) ile jego ocenami i tylko ocenami. Dziecko ma za zadanie nie tyle
            umieć, co miec dobre stopnie, a jak wszyscy wiemy to nie jest dokładnie to
            samo. To tacy rodzice, co będa zalamywac ręce, bo ich dziecko wolno biega, a
            trója z w-f "zepsuła" świadectwo. To tacy, co wysyłaja dziecko , aby
            negocjowalo o stopnie i będą szczęśliwi, gdy dziecko powie "poprosiłem,a Pani
            powiedziała - no, lubię cię, niech ci będzie".
            Podobnie strasznie denerwują mnie rodzice (z tym, ze to dotyczy już raczej
            liceum), ktorzy zmuszają dziecko do pracy nad przedmiotami, których nie znosi i
            ktore leżą poza zasiegiem jego zainteresowań argumentując "przestań się uczyć
            tej fizyki, po co ci to i tak masz szóstkę, z tego nie będą pytali w szkole,
            ucz się historii bo jesteś słaby, grozi ci troja i co z Twoim czerwonym
            paskiem?". O - to doprowadza mnie do furii...
            • agatka_s Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 16.06.06, 11:46
              teraz w abstrakcji od mojego syna (bo on ma 5,4 srednia, i raczej jest po
              prostu zdolny, jest tez w miare obowiazkowy, choc czasem leniwy, no i ambitny
              jak cholera (NIESTETY !!!)).

              Ale sa przeciez dzieci zdolne, a nie ambitne. Dzieci ktore nie wiem z jakiego
              powodu, ale pracuja, ucza sie, interesuja sie, poprostu zyja na 50% swoich
              mozliwosci.

              I co z takimi dziecmi ? Nie warto ich jakos mobilizowac ? Pomagac, rozbudzac
              chec na sukcesy ? "Powodowac" zeby zachcialo im sie chciec ?
              • verdana Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 16.06.06, 12:30
                Na pewno warto, ale nie zawsze musi to dotyczyć akurat szkoły i ocen.
                W szkole dzieci uczą sie tylko niewielkiego wycinka spraw godnych
                zainteresowania - może akuat trafić się tak, ze pasja dziecka nijak sie ma do
                programu szkolnego.
                Jestem jak najbardziej, w 100% za rozwijaniem zainteresowań, nad zachecaniem do
                zdobywania wiedzy czy umiejętnosci- ale mam wątpliwości, czy musi się to akurat
                łączyć ze szkołą i ze stopniami. Ja zdecydowanie wolę zapalonego modelarza, czy
                dziecko zafascynowane np. geologią, od znudzonego piatkowego ucznia, ktory uczy
                się tylko z poczucia obowiazku, ale nic go to nie interesuje.
                Trzeba też pamietać, ze ludzie są różni. Dla jednego dziecka życie na 100%
                bedzie idealne, dla innego zachęcanie do znacznie większej aktywnosci może
                skończyć się kompletnym załamaniem. Bo ono nie funkcjonuje dobrze ani w
                stresie, ani w "niedoczasie". Musi, aby pozostać zadowolone z życia (a to moim
                zdaniem bardzo się liczy, o czym rodzice czasem zapominają) mieć sporo czasu
                dla siebie, czasu spędzanego "niezadaniowo". Tak jak inne dziecko, mając duzo
                czasu wolnego jest znudzone i nieszczęśliwe.
                A ambicja nie zawsze jest stała. Sa jej odpływy i przypływy. Są też ludzie
                nieambitni, którzy doskonale sobie radzą. Nie dla wszystkich dążenie do sukcesu
                jest synonimem udanego życia.
      • annaka Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 15.06.06, 15:51
        Też dziękuję za głos rozsądku smile
        Porozmawiałam z synem, ot tak - o kolegach, o szkole, o tym, co myśli. "Z
        bólem" przyznaję, że ma bardzo rozsądne podejście do swojej nauki. Przyznaje
        sam, ze kilka rzeczy zawalił, chociaż nawet nie umie podać powodów. Wie też, że
        to co osiągnął - zasługuje całkowicie samemu sobie. To chyba dobry prognostyk.
    • rycerzowa Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 16.06.06, 13:23
      Prawda jest banalna: są różne dzieci i różnie trzeba je traktować.

      Co z tego, że i ja napiszę, że mój syn też nie miał rewelacyjnych ocen w IV
      klasie, tymczasem teraz ho ho ho!
      Bo on w tejże IV klasie miał laboratorium chemiczne, czytał książki z chemii,
      próbował sam zrobić radio (grało!), w ogóle mnóstwo czytał, dyskutował z nami
      na poważne życiowe tematy, itede itepe.

      Takich dzieci jest, jak widać, całkiem sporo. I takim można "odpuścić".
      Jeśli dziecko jest zdolne, ma dobrą pamięć, dużo czyta, ma jakąś pasję, i ma
      odpowiednią atmosferę w domu (czytaj: środowisko, gdzie się można czegoś
      wartościowego nauczyć), to ingerować nie trzeba i nie warto.

      Ale wiekszość jest przeciętna. Tych dzieci trzeba "pilnować".
      Jeśli rodzice od pierwszych dni nauki szkolnej zadbają, by lekcje zawsze były
      odrobione i dziecko do lekcji przygotowane, jeśli w razie trudności pomogą (np.
      korepetycje), to takie dzieci mogą pięknie rozwinąć swoje niewielkie zdolności;
      kończą dobre studia, dostają dobrą pracę, robią kariery, prześcigają
      zdolnych-leniwych.
      Dla takich dzieci piątka w szkole podstawowej jest niezbędna (szczególnie z
      matematyki), bo to oznacza, że dziecko zna podstawy.
      Poza tym pilnowanie czerwonego paska jest o tyle dobre, ze uczy takie dzieci
      porządnośći, systematyczności, trzymania równego poziomu. Średni człowiek
      potrzebuje też uznania, docenienia, nagrody.
      Pasjonat-zdolniacha to byt niezależny.

      No i jest ta specjalna kategoria dzieci, jak to się mówi, zdolne, ale leniwe.
      Czyli nie mają żadnych specjalnych zainteresowań, w podstawówce uczą się dobrze
      dzięki zdolnościom, po lekcjach obijają się.
      Wielu takich naprawdę się marnuje i w końcu może zmarnować. Z winy i szkoły, i
      rodziców.
      Szkoła - bo nie daje i nie wymaga.
      Rodzice, bo uspokojeni nienajgorszymi ocenami nie rozumieją ,że zdolności trzeba
      rozwijać.

      Autorce wątku mogę poradzić, by przyjrzała się zainteresowaniom syna. Potomek
      kwalifikuje się raczej do pierwszej z tych trzech grup.
      Komputer? Czy to tylko gry, czy i nauka programowania.
      Czy prenumerujesz jakieś czasopismo komputerowe?
      Modelarstwo oznacza zainteresowania techniczne. Kiedyś były dla młodzieży
      Horyzonty Techniki, Młody Technik.
      Ważne, by dziecko rozwijało się, wzrastało. Piątki i szóstki przyjdą same.
      Pozdrawiam.
      • iwonesik Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 19.06.06, 10:32
        Mój synek jest taki jak opisała agatka-s. Jest bardzo zdolny, ale niestety nie
        ambitny.Muszę mu przypominać o nauczeniu się, szczególnie powtórzenie materiału
        przerobionego w szkole. Zabrakło mu troszeczkę do czerwonego paska, ale nie rwę
        włosów z głowy, tylko jest mi smutno. A jest mi smutno z powodu uwgi kolegi
        odnosnie mojego dziecka, pisałam o tym wcześniej.
        • nchyb Re: Po wywiadówce - dylematy matki... 19.06.06, 16:15
          co do kolegi - nie zachował się najlepiej, ale cóż, tak bywa...
          A co do czerwonego paska, chyba lepsza ocena z religii nie pomogłaby, z tego co
          wiem, ocena z religii nie jest brana do średniej paskowej, przynajmniej w
          znanych mi szkołach nie jest...


          Mój syn paska mieć nie będzie, jest w klasie chłopcem z najlepszymi ocenami
          (dziewczynki jednak sa ocenowo lepsze - jego gubią przedmioty typu plastyka i
          technika, których nie znosi, a ja mu prac robić nie chciałam - inni rodzice
          robili i ich dzieci mają lepsze oceny), ale za to mam satysfakcję i ja i on,
          test z wiedzy (odpowiednik testu kończącego podstawówkę) napisany najlepiej z
          uczniów wszystkich klas równoległych w tej szkole. To się dla mnie liczy.

          A do paska to jeszcze u nas zachowanie jest brane pod uwage, a to u chłopców
          nie bywa zbyt często wzorowe... smile
          Inna rzecz, że ja w swojej szkolnej karierze też nie przypominam sobie zbyt
          często tego wzorowego. Za ruchliwa i pyskata byłam... smile
Pełna wersja