Gość: aga IP: *.itpp.pl 13.03.03, 23:35 mój maz zemdlał przy porodzie czy to "normalne" Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: Ginekolog Re: mój mąż zemdlał przy porodzie IP: 199.71.64.* 13.03.03, 23:41 A jak zaszedl w ciaze?Rodzil odbytniczo? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aga Re: mój mąż zemdlał przy porodzie IP: *.itpp.pl 13.03.03, 23:50 nieżartuj , wiesz przecież o co chodzi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ela Re: mój mąż zemdlał przy porodzie IP: 132.198.175.* 14.03.03, 00:59 nie, a co nie spodziewal sie jak to wyglada? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ida Re: mój mąż zemdlał przy porodzie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.03, 10:08 Normalne; moj nawet nie chcial isc ze mna rodzic. Zemdlal niedawno przy zastrzyku... To my jestesmy silne, nie mezczyzni. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewcia Re: mój mąż zemdlał przy porodzie IP: 62.233.152.* 14.03.03, 10:48 a moj nie zemdlal, bo ze mna nie rodzil. Rodzilam z siostra i bylo ekstra. Porod to babska sprawa . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doki Re: mój mąż zemdlał przy porodzie IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 14.03.03, 11:19 Gość portalu: ewcia napisał(a): > a moj nie zemdlal, bo ze mna nie rodzil. Rodzilam z siostra i bylo ekstra. > Porod to babska sprawa . Otoz to! Swiete slowa. Porod to babska sprawa i zmuszanie mezczyzn do uczestniczenia w tym nie kazdemu wychodzi na zdrowie. Mdlejacy swiezo upieczeni tatusiowie to normalka, choc czesciej podczas ciecia cesarskiego niz porodu. Odpowiedz Link Zgłoś
kklusek Re: mój mąż zemdlał przy porodzie 14.03.03, 12:47 Gość portalu: Doki napisał(a): > Otoz to! Swiete slowa. Porod to babska sprawa i zmuszanie > mezczyzn do uczestniczenia w tym nie kazdemu wychodzi na > zdrowie. > Mdlejacy swiezo upieczeni tatusiowie to normalka, choc > czesciej podczas ciecia cesarskiego niz porodu. A ja nie zemdlalem i w dodatku nikt mnie do tego nie zmuszal. Uczestniczenie w narodzinach mojego dziecka bylo dla mnie jednym z najpiekniejszych przezyc w moim zyciu. KK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doki Re: mój mąż zemdlał przy porodzie IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 14.03.03, 15:47 kklusek napisał: > A ja nie zemdlalem i w dodatku nikt mnie do tego nie zmuszal. Uczestniczenie w > narodzinach mojego dziecka bylo dla mnie jednym z najpiekniejszych przezyc w > moim zyciu. > > KK No i brawo! Zauwaz jednak, ze "zmuszanie" jest subtelniejsze niz stanie z kijem. To jest raczej urabianie (np przez media) gadkami o partnerstwie, dzieleniu sie wrazeniami itp. Ty uwazales, ze to najpiekniejsze przezycie, Twoje prawo. Ja widuje pobladlych mlodych mezczyzn, ktorym wmowiono, ze tak trzeba i ze zone trzeba wspierac itp. Widac po nich, ze modla sie, kiedy to sie skonczy. Ja nie zemdlalem i nie zemdleje, bloki operacyjne i porodowki to moje miejsce pracy, czuje sie tam jak w domu. Porod najpierw byl strasznie nudny (i nic nie bylo w TV, to jeszcze pamietam), potem mysle, ze moglem zonie dodac troche otuchy i rytualnie przeciac pepowine, ale zdaje sobie sprawe, ze takie przyjemnosci nie sa dla kazdego. A przymus spoleczny bywa subtelny i jednoczesnie nieublagany... Odpowiedz Link Zgłoś
mam-darynka Re: mój mąż zemdlał przy porodzie 14.03.03, 18:28 Prawde mowiac w ogole nie rozumiem tego pedu mlodych mezczyn i kobiet do wspolnego porodu. Mam dwoje dzieci - przy pierwszym porodzie byl moj maz, przy drugim juz tylko siostra, bo zgodnie uznalismy, ze byl On tam kompletnie do niczego niepotrzebny. On tez ma taki zawod, ze miewa do czynienia z krwia wiec o omdleniach nie bylo mowy ale pomoc to mogl niewiele. A dodawanie otuchy? Ja nie jestem az taka slaba istotka zebym tego az tak potrzebowala. Wlasciwie to najbardziej sie przydal na samym poczatku i juz po porodzie zeby ze mna pogadac, bo inaczej to by bylo samotnie i nudno. A z literatury to najlepiej pamietam opis narodzin z "Anny Kareniny" - biedny Lewin nie mogl sobie miejsca znalezc jak Mu Kitty rodzila syna. To mi sie zawsze wydawalo bardziej meskie i "na miejscu" niz przecinanie pepowiny. Ten niepokoj za drzwiami pokoju, w ktorym rodzi zona. Wszystkim, co zapomnieli, serdecznie polecam powrot do lektury. Odpowiedz Link Zgłoś
kanna Re: mój mąż zemdlał przy porodzie 14.03.03, 21:28 A moj maz byl mi potrzebny przy porodzie - nic specjalnego nie robil, ale dawal mi POCZUCIE BEZPIECZENSTWA. A potem mogl mi opowiedziec, jak to wszystko wygladalo (calasc rozgrywa sie przeciez ponizej wzroku kobiety). Przecinanie pepowiny nie bylo wazne, ale jestem przekanana, ze moment, kiedy polozna powiedziala "A tatus wezmie dziecko" i wlozyla mu malego na rece, byl kluczowy dla nawiazania przez niego kontaktu z synkiem. Gdyby nie bylo mojego meza przy porodzie, ja bylabym bardziej zestresowana, a jego proces stawania sie ojcem zaczalby sie duzo poznej. pozd. Ania ps. aga, faceci mdleja w roznych okolicznosciach, podobnie jak kobiety (znalam taka, co zemdlala ze zlosci). Masz albo bardzo wrazliwego meza, albo po prostu byl glodny i nagle spadl mu pozim cukru Odpowiedz Link Zgłoś
guadalahara odpowiedź 14.03.03, 13:23 Może czs już odpowiedzieć na nurtujące agę pytanie. Moja siostra zemdlała po pobraniu krwi Ja osobiście zemdlałam będąc w ciąży Moja mama zemdlała gdy dowiedziała się o wypadku mojego ojca Niektórzy mdleją z głodu Droga ago! Tak, to normalne ) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: malineczka Re: mój mąż zemdlał przy porodzie IP: 217.17.35.* 17.03.03, 10:39 Nie prośmy mężów o obecność przy porodzie. Dajmy im wolny wybór. Mój małżonek uczestniczył w tej wzniosłej chwili, bo sam tego chciał. Nigdy go nie prosiłam, a nawet powiedziałam że osobiście wolałabym aby go przy tym nie było. Czy jednak można zabronić ojcu patrzeć jak rodzi się jego dziecko??? Może to być dla niego tak samo ważne jak dla kobiety (podkreślam 'może', nie musi) Ma prawo być świadkiem przyjścia na świat swojego dziecka. On sam wie najlepiej czy czuje się na siłach (i czy chce) na to patrzeć. Ja nie robiłam z tego problemu. Powiedziałam "jeśli chcesz, to proszę bardzo, MASZ PRAWO". Był, widział, jest szczęśliwy. Kobiecie wydaje się że jak prosi to nie jest to presja. Jest bo mężczyzna odmową nie chce zranić. Moje refleksje po wszystkim: Mąz nie był mi potrzebny w trakcie. Przydał się potem bo dokładnie mi opowiedział jak było, ile trwało (miałam jakiś dziwny brak poczucia czas i urywany film). No! I tu sie przydał. Dzięki Bogu nie zemdlał, ale przecież mógł, bo do tego też ma prawo i nie byłabym za to zła. Bo nie zawsze człowiek jest w stanie ocenić swoją wytrzymałość, często zdarza się że sytuacja nas przerasta. To tyle. PS. Jak będę kiedyś znowu w ciąży, postąpię tak samo. DAM MU WOLNY WYBÓR. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kwiatek Re: mój mąż zemdlał przy porodzie IP: *.chello.pl 17.03.03, 11:57 Szukam dziewczyn, ktore rodzily nie z mezem (z siostra, mama...). Moj mail: reporter4@gazeta.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: socka2 Re: mój mąż zemdlał przy porodzie IP: *.pool80181.interbusiness.it 17.03.03, 12:06 pewnie i normalne. rozne sa reakcje- a pewnie widok porodu nie nalezy do najpiekniejszych. ja rodzilam sama. maz chcial przyjechac zeby chociaz polazic ze mna po korytarzu a ja nie chcialam. tylko moja siostrunia dzwonila do mnie i mi mowila co mam robic (rodzilam we Wloszech, a siostra w Polsce), az w koncu to ona pogodnila mnie na sale porodowa. jakos wolalam byc sama - wtedy bardziej moglam zniesc bol (porodowka byla dumna ze mnie bo sie nie darlam, tylko grzecznie wspolpracowalam) )) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JAAR Re: mój mąż zemdlał przy porodzie IP: *.icpnet.pl 22.03.03, 00:35 Byłem obecny przy narodzinach dwojki naszych dzieci i uwazam, ze to jedne z piękniejszych chwil w moim zyciu.To że chcę być przy porodzie wiedzialem ja i moja żona od poczatku ciąży.Moze twój mąż nie był dostatecznie przygotowany ,a uległ tylko namowie z twojej strony. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iza Re: mój mąż zemdlał przy porodzie IP: *.introl.pl 24.03.03, 10:51 A mój mąż natomiast w trakcie porodu był tak dzielny jak ja. Trzymał mnie za rękę, pocieszał, że już niedługo, wypytywał położną o wszystkie wątpliwości (rozwacie, tętno itd.), nosił za mną statyw z kroplówką, nawet do ubikacji bałam się sama wejść, by nie zemdleć i nie upaść, wsadzał mnie pod prysznic, wyjmował z niego, pomagał wgramolić się na łóżko, zmieniał prześcieradła - cały czas był ze mną. Był łącznikiem między położną a mną, był dla mnie ogromnym wsparciem i nie wyobrażam sobie, że mogłoby go tam nie być. A gdy córa się urodziła płakaliśmy razem ze wzruszenia. Wspólny poród był moim pomysłem, (miałam umówioną przyjaciółkę, gdyby mąż jednak nie czuł się na siłach), ale gdy teraz rozmawiamy o drugim dziecku, wspólny poród już dla męża jest tak oczywisty jak dla mnie. Wcześniej rozmawialiśmy z naszym ginekologiem, pytaliśmy o reakcje tatusiów, a on powiedział, że tatusiowie są bardzo dzielni. Dodam tylko, że mój mąż zawsze mdleje gdy pobierają mu krew... Uzgodniliśmy, że nie będzie "tam" zaglądał, tylko stał przy mojej głowie. Gdy rodziła się główka naszej córy, położna zaproponowała bym ją dotknęła, ale ja chciałam mieć już na brzuchu całą dzidzię, natomiast, mój mąż teraz opowiada, jaki to niesamowity widok, gdy główka już już się pokazywała, by po chwili zniknąć, aż w trakcie kolejnego skurczu cała córeńka wyskoczyła... Po wspólnym porodzie mąż podziękował mi za to, że namówiłam go do wspólnych narodzin. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vase Re: mój mąż zemdlał przy porodzie IP: *.cos2.cable.ntl.com 28.03.03, 19:57 Ja tylko krotko. Co Wy piszecie o "patrzeniu" czy "ogladaniu". Przeciez porod to nie przedstawienie. Facet tam nie jest po to, zeby "widzial", ale po to, zeby "byl". Dla mnie moj maz moglby miec nawet zamkniete oczy, wazne, ze byl, ze masowal mi plecy, kleczal obok (rodzilam na kleczkach ) i po prostu dodawal mi otuchy. Dla nas bylo to oczywiste, ze bedziemy rodzic razem na dlugo zanim zaszlam w ciaze. Po prostu tak jak bylismy razem przy "wkladaniu" dziecka, tak bylismy razem przy jego "wyciaganiu". Ale oczywiscie najwazniejsze, zeby sie dogadac i nikogo do niczego nie zmuszac. P.S. A na takie sformulowanie, ze "porod to babska rzecz" to ja odpowiem, ze "nauka to chlopska rzecz". I wiadomo, ze baba nie bedzie profesorem czy lekarzem, bo na to za durna )) Odpowiedz Link Zgłoś