Nasza szkoła wciąż zmienia się na gorsze :(

20.11.06, 17:12
W tym roku szkolnym w podstawówce mojej córki ciągle coś się zmienia, a
zawsze na gorsze. Takie niby drobiazgi, a jednak. W świetlicy funkcjonowało
dotąd przydatne rozwiązanie w postaci zamykanych na klucz szafek dla dzieci.
Zaczął się problem, kiedy przestało ich wystarczać dla wszystkich
świetlicowych podopiecznych. Rozwiązanie? Bynajmniej nie zwiększenie liczby
szafek, lecz ich likwidacja - przeróbka na otwarte półki na tornistry.
Tymczasem szafka pozwalała doskonale odciążyć tornister, można było trzymać
tam część książek itp. Teraz, przy pełnym obciążeniu, codziennie z niepokojem
myślę, jak córka radzi z tym sobie w autobusie i tramwaju. Nie co dzień
jestem w stanie wstąpić po nią i ponieść jej ten ciężar - naprawdę zbyt duży
jak na 10-latkę. Kolejna sprawa - nowa pani świetliczanka. Młoda dziewczyna,
która na grzeczne "dzień dobry" dziecka odpowiada wrzaskiem: "Teczkę odłóż!
Kurtkę! No, przechodź!". Sama zaobserwowałam, że właściwie nie stosuje tonu
głosu innego niż agresywny, upominający albo zrzędliwy. Nie słyszałam, żeby
choć raz odezwała się do dziecka jak człowiek. Domyślam się, że zapanowanie
nad świetlicową gromadą jest trudne, ale poprzedniczki feralnej pani jakoś
sobie z tym radziły (nie mówię, że doskonale) - bez takiego podejścia. Dziś z
kolei okazało się, że miła młoda pani od plastyki (zarówno tej świetlicowej,
jak i regularnego przedmiotu) z pewnych powodów będzie nieobecna do końca
roku, w związku z czym naszych czwartoklasistów praktycznie ominie ten
przedmiot, bo w kolejnych latach przewidziano już coś innego (technikę,
informatykę i coś tam jeszcze). Program plastyki w tej klasie jest całkiem
ciekawy (elementy historii sztuki, technik malarskich i graficznych itd. -
choć w innym wątku ktoś właśnie na te treści narzekał) - i sporo dzieci
bardzo się tym wszystkim interesowało. Teraz godziny plastyki ma prowadzić
ich wychowawczyni, pani od muzyki, która jakoś nie najlepiej utrzymuje
dyscyplinę i stara się dobierać treści nie za trudne i niezbyt ambitne, byle
nie zniechęcić chłopców (?), którzy stanowią większość w klasie. Po prostu
dzień po dniu córka wraca do domu z jakąś kolejną rewelacją. Nie wspomnę już
o kumulacji klas, zabiegu dopuszczanym właśnie od kl. IV, w wyniku którego
powstają grupy około trzydziestoosobowe, bo tę katastrofę zaliczam już do
roku ubiegłego (wiedzieliśmy, że to nastąpi, pod koniec tamtego roku
szkolnego). Mam zamiar jutro wybrać się do szkoły na parę rozmów. Najpierw do
świetlicy, później do pana dyrektora. Może i wyjdę na przedelikaconą mamuśkę,
która nie wiadomo czego oczekuje po państwowej placówce edukacyjnej, ale
niech tam. Żeby córka pozostała w tej szkole, zdecydowaliśmy się na dojazdy,
więc fajnie by było, żeby to nadal była szkoła warta tych dojazdów. A Wy jak
uważacie? Robię z igły widły? Jest o co kruszyć kopie?
    • kania_kania Re: Nasza szkoła wciąż zmienia się na gorsze :( 20.11.06, 21:26
      Z Pania ze swietlicy ewidentnie warto pogadac - tzn przylapac ja na tym wrzasku
      i zwrocic uwage, ze dziecko sie grzecznie przywitalo itp.

      Co do szafek - rozwiazanie idiotyczne, ale pewnie rodzice nie maja na to wplywu
      (moze jednak warto uderzyc do Rady Rodzicow?).

      Co do przedmiotow i zastepstw jesli wiadomo, ze nauczyciela nie bedzie do konca
      roku (szkolnego czy kalendarzowego?) to warto zazadac (ale to chyba przez rade
      rodzicow) zatrudnienia odpowiedniej osoby na to stanowisko.

      Ogolnie - wcale Ci sie nie dziwie. Dzieci ucza sie chetnie, pod warunkiem, ze sa
      traktowane odpowiednio... A to co robia w Waszej szkole, to ewidentnie coraz
      wiekszy brak szacunku dla dzieci - glownych odbiorcow oferty szkoly...

      Zanim pojdziesz do szkoly - moze najpierw zbierz rodzicow, ktorzy mysla, tak jak Ty?

      Kania
      • anulex Re: Nasza szkoła wciąż zmienia się na gorsze :( 20.11.06, 21:59
        > Z Pania ze swietlicy ewidentnie warto pogadac - tzn przylapac ja na tym
        wrzasku i zwrocic uwage, ze dziecko sie grzecznie przywitalo itp.

        Mam wątpliwości, czy zwracanie uwagi pani, która w taki sposób podchodzi do
        dzieci nie przyniesie odwrotnych niż spodziewane skutków. Oczywiście może się
        zdarzyć, że to zagubiona, sfrustrowana nauczycielka, którą podobna uwaga
        przywróci do pionu. Niestety bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że mówimy o
        wrednym babsku, które podobna sytuacja tylko rozsierdzi.
    • apluzina Re: Nasza szkoła wciąż zmienia się na gorsze :( 20.11.06, 21:26
      Przed rozmową przemyśl dokładnie na co tak naprawdę nauczyciele, dyrekcja mają
      wpływ. Jestem pewna, że gdyby środki finansowe szkoły na to pozwalały, dokupiono
      by szafki. Tworzenie duzych klas jest niestety odgórnym poleceniem z miasta
      (oczywiście chodzi o oszczędności). Chorób nauczycieli tez nie sposób wykluczyć
      a bardzo trudno znaleźć w środku roku szkolnego nauczyciela z kwalifikacjami.
      O innych problemach jak najbardziej należy dyskutować - podkreślam -dyskutować,
      nie oskarżać, obrażać.
      • peliczapla Re: Nasza szkoła wciąż zmienia się na gorsze :( 21.11.06, 15:34
        No, byłam dzisiaj na chwilę w szkole. Oficjalnym powodem likwidacji szafek
        okazała się ich zbyt mała trwałość i podatność na uszkodzenia, przez którą
        faktycznie wiele z nich było od dłuższego czasu felernych. Natomiast "ostał
        się" jeden rządek pełnosprawnych szafek pod ścianą i te pani chce przeznaczyć
        dla dzieci dojeżdżających, więc córka ma szansę się załapać. Cóż, egoistycznie
        podchodząc do sprawy, mogłabym uznać ją za wstępnie załatwioną. Nie dzielę
        jednak skóry na niedźwiedziu, bo jeszcze mogą wyjść rozmaite kwasy pt. dlaczego
        jedni jednak dostają, a inni nie... Co do drugiej sprawy - ta nowa nieuprzejma
        świetliczanka (w ogóle jest ich trzy) to panna świeżo po studiach, tyle co
        przyjęta. Sęk w tym, że ona ma, zdaje się, po prostu taki dość grubiański
        sposób bycia i nie ma świadomości, że zachowuje się niekulturalnie. Dzisiaj nie
        przyłapałam jej akurat na żadnym takim zachowaniu (bo się wcale nie odzywała),
        ale jeśli się tak stanie, na pewno nie zdzierżę. A z plastyką rzeczywiście nic
        nie da się zrobić i pozostaje mieć nadzieję, że pani od muzyki jakoś jednak te
        zajęcia udźwignie. Cóż, może to niezbyt rewelacyjny plon krótkiej wizyty, ale
        miałabym do siebie pretensje, gdybym chociaż o te sprawy nie zapytała.
        Oczywiście nigdy nie nadaję swoim zapytaniom tonu pretensji czy roszczenia,
        zdaję sobie sprawę, że nawet w sytuacjach go uzasadniających dałoby to skutek
        odwrotny od zamierzonego. A co do niemożności bądź możności działań szkoły w
        poszczególnych kwestiach - tu bym się zanadto nie roztkliwiała. Instytucje
        takie jak szkoła mają niestety tendencję do osuwania się w inercję, więc o ile
        problemy zgłasza się kulturalnie, nie ma chyba co robić sobie wyrzutów o to, że
        zawraca się komuś głowę. Może to istotnie czasem petycja pod niewłaściwy adres,
        ale trudno: jest sygnał, że nie wszystko jest do końca cacy. A czy Wy
        zadowolone jesteście z poziomu kształcenia i "obsługi" Waszych dzieci w
        szkołach? Tak w ogóle i w szczególe?
        • fasolka3 Re: Nasza szkoła wciąż zmienia się na gorsze :( 21.11.06, 23:09
          Hej, mam wrazenie, ze rodzice traktowani sa wszedzie jak ostatni debile, bo
          1. sa niezorganizowani
          2. boja sie o dobro dzieci i zeby pani sie nie uwziela.

          Mieszkam na Bawarii, ale tu sytuaja nie jest duzo lepsza.
          Wszystkie zmiany, ktore sie przeprowadza, robi sie za plecami rodzicow, na
          jakiekiolwiek pytania, jest sie zbywanym.
          Wlasciwie po co sie wysilac, istnieje obowiazek edukacyjny, wiec dzieci musza
          przyjsc, zeby zaprotestowac trzeba sie zorganizowac, co jest trudne: poziom
          socjalny kulturalny rodzicow jest bbbbb rozny: mozesz protestowac w pracy, bo
          warunki pracy sa dla wszystkich zblizone, ale w szkole? Zapytaj kilka matek,
          wszystkie maja inne zdanie, a wiekszosci brak odwagi cywilnej, zeby sie odezwac.

          Wlasciwie trzeba by wprowadzic strajk dzieciecy. W zeszlym roku nauczycielka
          mojego syna byla 6 tygodni chora (1 klasa),dzieci byly laczone z innymi
          pierwszymi klasami.Czyli w jednej klasie siedzialo ponad 4 0 dzieciakow. I co?
          Wszyscy sie oburzali, ale nikt z nas nie zorganizowal protestu, nie powiedzial:
          Ta klasa nie przyjdzie do szkoly tak dlugo jak nie zalatwicie przyzwoitego
          zastepstwa. Jak te barany posylalismy nasze dzieci mimo tych skandalicznych
          warunkow.

          TAk to juz jesz niestety

          FFF
          • peliczapla Re: Nasza szkoła wciąż zmienia się na gorsze :( 22.11.06, 13:27
            Fasolko, niestety całkowicie zgadzam się z Tobą, jeśli chodzi o bardzo różne
            oczekiwania i preferencje rodziców co do działań szkoły. Miałam tego przykład
            nawet wczoraj, gdy pytałam o zajęcia z plastyki. Okazało się, że pewna część
            rodziców powitała odejście plastyczki wręcz z ulgą, bo uważała jej lekcje za
            zbyt trudne i stresujące dla dzieci. Zrobiłam wielkie oczy, bo znam akurat
            rodziców i dzieci o zupełnie odmiennym zdaniu na ten temat - ale to tylko
            potwierdza prawdę, że nie zna się wszystkich, więc nie ma się pełnego obrazu
            sprawy. Wielka szkoda, że grupie rodziców tak trudno jest się choć częściowo
            skonsolidować, ale i tak uważam, że zawsze warto wyrażać swoje zdanie, nawet
            gdyby to był pisk myszy wobec trąbienia stada słoni. Pozdrawiam!
Pełna wersja