Gość: mirfak IP: *.netblok.pl 19.04.03, 10:58 a co zrobić, gdy jest się dzieckiem, które wpadło w sidła "zwyrodniałej" miłości? Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: kasia Re: Cena za miłość IP: *.mirasoft.pl / 192.168.3.* 21.04.03, 11:50 a co zrobic jesli matka poswiecila wszystko(nemalze)dla dzieci a teraz one nie bardzo okazuja jej szacunek?? bardziej bym szanowala matke majaca wlasne pasje kosztem brudnej podlogi,nieuprasowanych ubran czy od czasu do czasu obiadow z tytki.. Odpowiedz Link Zgłoś
_jana Re: Cena za miłość 21.04.03, 12:42 A ja nie rozumiem po co ta licytacja. Przecież nie można mieć kilku matek-tak aby sobie porównać-ta byłaby lepsza,bo ma swoje pasje, a ta nie ma pasji tylko sprząta to ją będę mniej szanować. A nie lepiej nie kalkulować tylko szanować za to,że jest-jaka jest? Dlaczego tak wartościować-która matka lepsza. Najlepsza chyba własna,co? ) A swoją drogą panowie wsiedli ostatnio na matki.A może odwrócić i porozmawiać o tatusiach albo o dzieciach.A najlepiej o psychologach,którzy co i raz wymyślają swoje teorie,aby kaski trochę zdobyć. Odpowiedz Link Zgłoś
mam-darynka Re: Cena za miłość 21.04.03, 15:09 Ciekawy wywiad. Szczegolnie zaciekawil mnie watek o tym zalu jaki niektorzy rodzice miewaja w zwiazku z tym, ze Ich dzieci maja lepiej lub wiedza wiecej czy osiagaja wiecej. Sama to obserwuje u wielu ludzi z roznych pokolen. Niby kazdy chce aby Jego dziecko mialo lepiej ale jednoczescie wiekszosc ludzi ma ten jakis zal, ze dzieci nie doceniaja tej roznicy pomiedzy tym, co mieli Ich rodzice a tym, co One same dostaja. Jest to bardzo nielogiczne ale jakze ludzkie. Tak w ogole to chyba nalezy sie cieszyc, ze kwestie wychowania i wychowywania dyskutowane sa coraz bardziej powszechnie. Ze prezentowane sa rozne postawy rodzicielskie czy wychowawcze i kazdy moze czegos sie o sobie dowiedziec jesli czyta takie teksty w miare krytycznie a przede wszystkim samokrytycznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mama Re: Cena za miłość IP: *.ny5030.east.verizon.net 22.04.03, 04:57 Matka powinna sie poswiecic taka jest opinia w spoleczenstwie. Nie mozna wychowywac dzieci w radosci, przyjemnosci, zabawie, ciekawosci ich rozwoju. Ty jest niemoralne i podejrzane, zwlaszcza kiedy matka umie jeszcze miec inne oprocz dzieci pasje i radosci. Tak rowniez mowia oficjalne czynniki, dlatego z przyjemnoscia przeczytalam wywiad. Z zycia wziety. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Przemek Re: Cena za miłość IP: *.tele.pw.edu.pl 22.04.03, 17:51 Po przeczytaniu artykulu, przestraszony, popedzilem do corek, aby wybadac, czy nie czuja sie przeze mnie zadluzone i uzaleznione. "Co ty, tata" - odpowiedzialy - "przez mysl nam nie przeszlo ze jestesmy cos tobie winne". Kamien spadl mi z serca ) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ELA Re: Cena za miłość IP: *.klc.vectranet.pl / 10.9.0.* 22.04.03, 19:35 Parę razy usłyszałam od Rodziców,,wykształciliśmy cię,,lub obliczano koszty moich studiów.Budziło to we mnie poczucie winy iżal do nich,że nie kształcili mnie dla mojego dobra tylko,lecz oczekują jakiegoś rewanżu,że jestem wiecznym dłużnikiem.Czas zmienił jednak moje uczucia.Rodzice są starzy,coraz bardziej niesprawni,wymagają opieki i pomocy.I robię to bez poczucia krzywdy.Patrzę na przeszłość i relacje między nami z dystansu czasowego,wierzę,że to,co było między nami złego nie wynikało ze złej woli,ale z braku doświadczenia,umiejętności pedagogicznych.W naszych kontaktach nadrabiam utracony czas i cieszę się,że nie jest za póżno. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Agnieszka Re: Cena za miłość IP: 158.75.53.* 22.04.03, 23:39 Przeczytałam kilkakrotnie artykuł „Cena za miłość” i zaczęłam się zastanawiać jakiej grupy osób on tak naprawdę dotyczy. Moi rodzice nie dawali nam odczuć, że poświęcają się w jakikolwiek sposób dla nas. Robili to, co uważali za stosowne. Reszta zależała już od nas, kiedy się usamodzielniliśmy. Teraz sama mam dzieci. Duża grupa moich znajomych również je ma. Nie zauważyłam, żeby ktoś specjalnie cierpiał z tego powodu, że opiekuje się dzieckiem w domu, podwozi dziecko do szkoły, płaci za angielski, za lekcje muzyki. Jedni przejmują się dziećmi bardziej, inni mniej, ale nikt nie wychowuje swoich dłużników. Obracam się również w grupie rodziców dzieci niepełnosprawnych, zrzeszonych w Stowarzyszeniu Chorych z Przepukliną Oponowo- Rdzeniową, gdyż moja młodsza córeczka urodziła się z rozszczepem kręgosłupa i wodogłowiem. Jest to grupa ponad 60 rodzin w naszym regionie i powszechną postawą jest traktowanie rehabilitacji i walki o zdrowie dzieci jako naturalnej powinności rodziców. Nie ma ceny za miłość, zapłatą będzie wychowanie samodzielnego młodego człowieka, który poradzi sobie w życiu. Nie wszyscy tą zapłatę otrzymają....... Czy więc ideał rodzica, który obowiązki rodzicielskie potrafi traktować jako naturalną powinność nie jest przypadkiem powszechny, a artykuł nie traktuje tylko o pewnym marginesie postaw rodzicielskich ? Mowa w artykule również o pewnych stereotypach i mitach, które funkcjonują w naszym społeczeństwie, szczególnie jeśli chodzi o powinności matki wobec dziecka i rodziny. Któż kreuje te stereotypy ? Jako matka dziecka chorego dowiedziałam się od .... lekarzy, psychologów, pedagogów, rehabilitantów, że „matka dziecka niepełnosprawnego” to zupełnie odrębna kategoria kobiety i matki. Słuchałam odczytów na konferencjach naukowych, poświęconych dziecku niepełnosprawnemu. Stąd wydaje mi się, że oficjalnie kreowanym modelem jest właśnie krytykowana w artykule matka męczennica, która powinna poświęcić się dziecku i spełniać rolę matki, rehabilitanta, pielęgniarki, pedagoga, psychologa, logopedy itp. itd. Oczywiście istnieje tu pewna nieścisłość, bo zakłada się rzecz jasna, że poświęcenie to powinno wynikać z bezinteresownej miłości, która to również powinna dawać kompetencje i siłę aby roli tej i obowiązkom podołać. Ojciec i cała reszta rodziny w życiu takiego dziecka jakoś nie są akcentowani. Wiele matek podejmuje się takiej modelowej roli nie aby okazać się „heroiczną, nieskazitelnie bohaterską matką”. Nie są one przykładem „poświęcenia z powodów narcystycznych”, choć niektórzy mogliby to tak powierzchownie ocenić. Nie sadzę, by zamierzały zatruć dzieciom życie z powodów swojego poświęcenia, choć oczywiście nie wykluczone, że zatrują. Po prostu wierzą, że innej drogi nie ma, wierzą autorytetom ..... Faktem jest też, że wiele kobiet nie może podołać tak wielu obowiązkom i oczekiwaniom. To rodzi frustracje, poczucie bezradności, żal do świata, w konsekwencji czasem rozpada się rodzina. Kiedy brakuje sił, wiary i chęci do dalszego życia pojawia się na opisanie tego zjawiska termin „zespół matki wypalonej”. Stan ten jest moim zdaniem jedną z naturalnych konsekwencji utopijnych założeń modelu „matki dziecka niepełnosprawnego”. Czy to nie nauka tworzy stereotypy po to, aby w następnym etapie uzdrawiać ich ofiary ? Czemu w artykule między wierszami wyczuwam aprobatę dla matek pozostających z dziećmi przez pierwsze trzy lata w domu, a ledwie łaskawe przyzwolenie dla tych, które to męczy ? Co będzie się pisać za lat dziesięć na temat kontaktu dziecka z matką, karmienia piersią, wzajemnych relacji w rodzinie ? Czy poród naturalny, pełen bólu to dowód poświęcenia dla dziecka „z powodów narcystycznych” czy też może dowód na to, że identyfikujemy się, jesteśmy jeszcze w stanie być częścią natury ? Tak czy inaczej nie dajmy się zwariować ! Mimo całego mojego sceptycyzmu cieszę się z rubryki WYCHOWANIE w Wysokich Obcasach i już czekam na zapowiadany tekst o lojalności wobec dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Polka Re: Cena za miłość IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.03, 00:27 Ja jestem tym marginesem. Klasycznym przykładem. Mogłabym być ilustracją do artykułu. W najważniejszych momentach mojego życia, musiałam podejmować decyzje zgodne z oczekiwaniami matki. Słuchałam argumentów-kopniaków: ty niewdzięcznico wyrodna, to my dla ciebie całe życie...a ty...itd, zostawisz rodziców bez opieki mna starość ( to dotyczyło wyprowadzenia się z domu po ślubie. Dodam, że mój mąż miał mieszkanie, a rodzice są nadal w pełni sił) epilog: Mieszkamy z rodzicami.... Myślę, że jest wcale nie wąska grupa osób poddanych mniejszemu lub większemu szantażowi emocjonalnemu. Najgorszemu z możliwych... Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Polka Re: Cena za miłość IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.03, 00:30 Zapomniałam jeszcze dodać, że bardzo droga jest też bezinteresowna pomoc W dodatku tak spontanicznie i z wielkiej miłości ofiarowana, że nie wchodzi w grę odmówienie, bo ....patrz punkt pierwszy) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aga Re: Cena za miłość IP: 217.153.35.* 23.04.03, 10:06 Zgadzam się z Polką - moim zdaniem, grupa osób, która doświadczyła lub doświadcza "szantażu emocjonalnego" ze strony rodziców jest całkiem spora; co gorsza, najczęściej rodzice to robią nie po to aby zranić swoje dzieci, ale "po prostu" nieświadomie, nie zdając sobie sprawy (i w ogóle się nad tym nie zastanawiając) jakie spustoszenie i zachwianie emocjonalne to wywołuje u ich dzieci. Dlatego takie artykuły są bardzo potrzebne, bo one - przynajmniej w pewnym stopniu - prowokują do myślenia i zastanowienia się nad swoimi zachowaniami wobec dzieci. To co pisze Agnieszka, o braku takich obserwacji u znajomych-rodziców, to zapewne w pewnym stopniu również "specyfika" tego grona - rodziców dzieci niepełnosprawnych. Taka sytuacja zawsze uczy pokory wobec życia i szacunku wobec innych; wywołuje też znacznie więcej refleksji nad życiem swoim i swoich dzieci. Moja sytuacja jest troszkę podobna, ale inaczej - po wielu latach usilnych starań o dziecko postanowiliśmy adoptować. Dziecko jest dla nas wielkim darem i wiem, że zrobimy wszystko, aby czuło się ono w naszej rodzinie kochane, szanowane i szczęśliwe (ale nie zagłaskane). Obserwując jednak niektórych rodziców-znajomych, którym dzieci trafiły się tak-po-prostu lub nawet zupełnie- nie-w-porę nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie potrafią poświecić swoim dzieciom wystarczająco czasu ani uwagi, nie zastanawiają się za bardzo nad tym co mówią i jak mówią do dzieci, traktując je czasami w myśl przysłowia "ryby i dzieci głosu nie mają". Robią to najczęściej nieświadomie, bo oczywiście kochają swoje dzieci. To jest duże uproszczenie i nie można tego generalizować, ale w tym artykule, jak pewnie i w kolejnych (podobnie jak w ksiazce Dobra milosc) jest bardzo wiele powszechnych wśród rodziców postaw wobec dzieci, które negatywnie wpływają na rozwój dzieci. I dlatego warto się nad tym casem zastanowić... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Cena za miłość IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.03, 10:13 witam w klubie marginesowych Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Agnieszka Re: Cena za miłość IP: *.apeks.com.pl 23.04.03, 16:05 Uczę się, walczę ze swoim martyrologicznym męczeństwem macierzyńskim, ale przeraża mnie ostateczność sądów obu Panów na temat bycia idealnym albo roszczeniowym rodzicem czyli wnioskuję dobrym albo złym. Jestem matką chyba złą, choć myślę o poświęceniu "jadowitym" i tym dobrym, nie zawsze udaje mi się zimno wszystko przeanalizować a potem dopiero świadomie postąpić. Czasami coś zrobię a potem dopiero myślę i nawet żałuję. Sama jestem spadkobierczynią męczeństwa rodzinnego mojej matki, ale oceniam ją jako dobrą matkę i nie oceniam jej postępowania w kategoriach marnowania mi życia. Może na wychowywanie dzieci powinny być jakieś licencje , tylko kto sprawdzi rodziców czy się nadają? I kto sprawdzi tego kto sprawdza? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aga Re: Cena za miłość IP: 217.153.35.* 23.04.03, 16:36 Gość portalu: Agnieszka napisał(a): > Może na wychowywanie dzieci powinny być jakieś licencje , tylko > kto sprawdzi rodziców czy się nadają? I kto sprawdzi tego kto > sprawdza? Też się nad tym kiedyś zastanawiałam, że na najtrudniejszą i najbardziej odpowiedzialną "działalność" jaka jest wychowywanie dzieci nikt nie potzrebuje żadnej licencji podczas gdy wymagane są one na mnóstwo innych, mniej istotnych i mniej znaczących w skutkach rzeczy. Tak na prawde jedynym sprawdzianem jest test post ante, czyli nasze dzieci - wtedy możemy zobaczyć w co tak na prawde je wyposażyliśmy (niestety z reguły nie mamy już szans na "poprawkę" egzaminu). I choć oczywiście nie ma rodziców idealnych, którzy nie popełnili żadnych blędów, o ich skali i rozmiarze możemy przekonanć się obserwując dorosłe życie dzieci. (Choć niestety, znaczna część rodziców i tak w "niepożądanym" zachowaniu swoich dzieci doszukuje się wpływu otoczenia i "jakiś tajemnych sił nieczystych" a nie własnych błedów.) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kz Re: Cena za miłość IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 25.04.03, 08:36 Bardzo podoba mi się to, co zostało powiedziane w tym artykule. Zgadzam sie z tym w zupełności. Ja tez jestem(byłam?) takim przykładem wymuszania wdzięczności. Nie przekazuję tego teraz moim dzieciom, (tak przynajmniej mi sie wydaje), chociaż robię, co mogę, żeby zapewnić Im optymalne warunki rozwoju. Nie jestem męczennicą, bo pamiętam o kilku sloganach, jak np "dzieci wychowuje się do trzeciego roku życia". Coś w tym jest. Większość najlepszych albo najgorszych nawyków człowiek wypracowuje sobie w dzieciństwie wczesnym bardzo. Sprawa druga to to, żeby dokładnie wiedzieć robiąc coś dla dziecka czy chce się tego. Napatrzyłam się dużo na obrazki typu: maluch prosi o np. wejście na zbyt wysoka zjeżdżalnię, matka - nie, bo za wysoko i spadniesz, dziecko prosi, płacze i wreszcie ona(żeby się tylko odczepił) pozwala. Maluch spada, jest wielki płacz a wtedy " a nie mówiłam itd....." Może i mówiła, ale wyrażając zgodę wzięła odpowiedzialność. Ja biorę. Sprawa trzecia - nie dac się wpędzić szarańczy w poczucie winy, że nie jesteśmy dość dobrzy, bo nie potrafimy tego czy tamtego. Sprawa czwarta - nie oczekiwać. Przyjąć z radością to, co Nasze dziecko może nam dać. Nawet jeżeli chcielibyśmy oczekiwać czegoś więcej. Uwierzmy w to, że sztuką jest nie tylko dawanie ale też i branie. Uwierzmy w to, że nasze dzieci są ludźmi. Odrębnymi od nas jednostkami. Nie nami. I jeszcze jedno, jeśli mamy więcej dzieci niż jedno uwierzmy w to i doceńmy to, że one też są różne. I nie bójmy się traktować ich "niejednakowo" Mama czasem wypomina mi to, co dla mnie robiła i robi. Nie mam do niej żalu, bo już zrozumiałam. Jej przychodziło z trudem. Kocha mnie, ale juz jest tak zaskorupiona, że ni epotrafi tego powiedzieć po prostu. I za mało byc może kocha siebie. Poza tym Ona lubi się kreowac na męczennicę. Ja nie. Kiedyś koleżanka zarzuciła mi, że się tak poświęcam dla swoich dzieci (a mam sie dla kogo "poświęcać" bo aktualnie mam sześć sztuk). Nie mogła zrozumieć moich tłumaczeń, że ja się wcale nie poświęcam, bo to co robię z dziećmi i dla dzieci sprawia mi ogromną radość. No bo jak to, bo czas itd... Gdyby mi nie sprawiało radości to pewnie bym nic dla nich nie robiła. Ale to jest tak pasjonujące patrzec, słuchać jak się wykluwa i przepoczwarza..... Teraz z tym czasem trochę gorzej, bo poza wszystkim jeszcze musze pracowac zawodowo, ale radzimy sobie jak możemy. Dla mie to jest tak, że skoro dałam komuś życie nawet "tak po prostu"(nie cierpię "planowanych" dzieci to jak zimny wychów cieląt dziecko jest darem) to tym samym zobowiązałam się do pewnych określonych rzeczy. Zgubiłam wątek, bo ktoś mi się napatoczył. Kocham ogromie moje dzieci a oprócz tego jescze je lubię, co w przypadku niektórych jednostek jest sztuką. I to byłoby na razie na tyle. Pozdrawiam. Katarzyna Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lola Re: Cena za miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.03, 21:16 Jak widać (po ilości) nie planowałaś swoich dzieci, zdałaś się na matkę naturę, ale dlaczego obrażasz dzieci "planowane"? Gorsze są? To nie chów cieląt, ale ROZSĄDNE podejście, urodzenie tylu dzieci ,ile się chce i w najlepszym czasie .Skoro rozumne zaplanowanie potomstwa i jego ilości tak nazywasz, to jak nazwać to nieumiarkowane rozmnażanie się? Powiększaniem stada? Uważam się za dobrą matkę i nad życie kocham swoje dziecko, zaplanowane właśnie, i wcale nie jestem zimną suką kalkulującą macierzyństwo jako przerwę pomiędzy kolejnymi szczeblami kariery, jak często postrzegane są kobiety chcące zostać matkami w danym momencie, z nie zdające się na przypadek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anawa Re: Cena za miłość IP: 62.87.223.* 25.04.03, 14:47 Chętnie dałabym moim rodzicom ten wywiad do przeczytania, ale obawiam sie, ze nie wyciągną z niego żadnych wniosków. Od długiego czasu staram sie im wytłumaczyć, ze wpędzają mnie w poczucie winy i wytykają mi wszystko, co dla mnie zrobili nazywając przy tym niewdzięczną. Są tak przekonani o swoich racjach, swoim nieskazitelnym postępowaniu, że może to jeszcze obrócić się przeciwko mnie. Ostatnio, jak im powiedziałam, że chciałabym żyć z nimi w partnerskich relacjach usłyszałam, że ja nie jestem dla nich żadnym partnerem, bo jestem tylko córką (od trzech lat jestem mężatką, mam 29 lat). I co tu zrobić? Przytakiwać im tylko na każdym kroku, nadskakiwać, bo tego oczekują, a nie z serca? A a propos szacunku: dla moich rodziców działa on tylko w jedną stronę - ja mam im go okazywać, natomiast mnie się szacunek nie nalezy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kz Re: Cena za miłość IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 25.04.03, 08:38 zapomniałam jeszcze dodać, że bardzo ważny jest tez szacunek, jakim obdarzamy nasze dzieci Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: synowa Re: Cena za miłość IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 25.04.03, 16:26 Moja teściowa jest przykładem matki Polki - męczennicy. Przy okazji każdej uroczystości rodzinnej dzieci mojej teściowej i wszyscy inni goście muszą słuchać makabrycznych opowieści z akcji porodowych: ile to ja musiałam się namęczyć...itd. oszczędzę raczej opisywania tych szczegółów pod postacią dyndającej w kroczu nóżki.Jej tusza, która była wynikiem kolejnych ciąż przyczyniła się do wielu obecnych chorób. I tak można by było jeszcze wyliczać. Moja teściowa naprawdę bardzo kocha swoje dzieci, myślę, że trochę zaborczą miłością, ale żyją one w poczuciu, iż zabrały jej zdrowie i najlepsze lata z życia kobiety. Mój mąż ma już czterdziestkę na karku, jest mądrym człowiekiem i drażni go już to wypominanie. Myślę, że takie dopominanie się na każdym kroku wdzięczności jest nieuczciwe i co tu dużo mówić, niemądre. Sama mam już dzieci, córki, i nie przyszłoby mi do głowy opowiadanie im o moich cierpieniach okołoporodowych. Dawno powiedziałam im, iż dni w których przyszły na świat są najszczęśliwszymi dniami w moim życiu. Jesteśmy szczęśliwą rodziną, kochamy się, pomagamy sobie, kiedy jest taka potrzeba, ale nikt od nikogo nie żąda specjalnych podziękowań. Uwielbiam spędzać czas z moimi córkami, nie wyobrażam sobie, gdyby nie było ich na świecie i nie żądam wdzięczności za to, że jestem ...po prostu matką świadomą swojego wyboru. Mi wystarczy, gdy widzę zachwycone i pełne miłości oczy moich córek, kiedy coś z nimi chcę robić. Dzieci, które są już dorosłe i założyły własne rodziny na pewno docenią wkład jaki ich rodzice włożyli w to, żeby miały normalne warunki do rozwoju, kochający dom. Takie dzieci będą służyły swoją miłością i opieką rodzicom, kiedy będą jej potrzebowali. Prawdą jest, że to co dajemy dziecku wraca do nas. Jak kochamy je, one nas kochają jeszcze mocniej. Jak odrzucamy,...nie oczekujmy wdzięczności za to, że daliśmy im tylko życie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maja Re: Cena za miłość IP: *.zkl.pl 26.04.03, 17:31 Wychowanie wymaga poświecen to prawda. Ja poświęcilam sie dla mojego dziecka w troche inny sposób.Zrezygnowlam dla mojego dziecka z mojej najwiekszej miłości - Roberta. Poznaliśmy sie kiedy moje dziecko mialo 4 lata, byłam męzatka( jestem nia nadal).To była ( i jest ) miłosc od pierwszego wejrzenia. Nie jestesmy juz razem, to ja postanowilam odejsc, potem chcialm wrocic ale on juz nie chcial. Nie chcial juz czekac, az zdecyduje czy on czy moje dziecko ma ucierpiec na mojej miłości.Zapewne spotkam sie ze słowami krytyki , ale nie dbam o to. MOje dziecko nigdy sie nie dowie jak bardzo sie poświecilam. Każdego dnia tesknie za Nim , ale wiem ze juz nie ma powrotu do tego co było.Gdy patrze , na moje dziecko kiedy sie bawi ze swoim ojcem i jest szcześliwe myśle ze moze takie poświecenie miało sens. Staram sie aby wszystko w mojej rodzinie było takie jak trzeba, płacze gdy nikt nie widzi, płacze za miłościa, za miłościa mego zycia, tylko nie wiem ile jeszcze bede w stanie sie tak oszukiwac ze wszystko jest w porzadku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mamu! Re: Cena za miłość IP: *.214.13.152.Dial1.Seattle1.Level3.net 29.04.03, 09:21 Bardzo cenie opinie Panow i dziekuje za ten artykol! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mamu Re: Cena za miłość IP: *.214.13.152.Dial1.Seattle1.Level3.net 29.04.03, 09:25 Bardzo cenie opinie Panow i dziekuje za artykul. (przepraszam!!! za blad) Odpowiedz Link Zgłoś