Cena za miłość

IP: *.netblok.pl 19.04.03, 10:58
a co zrobić, gdy jest się dzieckiem, które wpadło w
sidła "zwyrodniałej" miłości?
    • Gość: kasia Re: Cena za miłość IP: *.mirasoft.pl / 192.168.3.* 21.04.03, 11:50
      a co zrobic jesli matka poswiecila wszystko(nemalze)dla dzieci a
      teraz one nie bardzo okazuja jej szacunek?? bardziej bym
      szanowala matke majaca wlasne pasje kosztem brudnej
      podlogi,nieuprasowanych ubran czy od czasu do czasu obiadow z
      tytki..
      • _jana Re: Cena za miłość 21.04.03, 12:42
        A ja nie rozumiem po co ta licytacja.
        Przecież nie można mieć kilku matek-tak aby sobie porównać-ta byłaby lepsza,bo
        ma swoje pasje, a ta nie ma pasji tylko sprząta to ją będę mniej szanować.
        A nie lepiej nie kalkulować tylko szanować za to,że jest-jaka jest?
        Dlaczego tak wartościować-która matka lepsza.
        Najlepsza chyba własna,co? smile)
        A swoją drogą panowie wsiedli ostatnio na matki.A może odwrócić i porozmawiać o
        tatusiach albo o dzieciach.A najlepiej o psychologach,którzy co i raz wymyślają
        swoje teorie,aby kaski trochę zdobyć.
        • mam-darynka Re: Cena za miłość 21.04.03, 15:09
          Ciekawy wywiad. Szczegolnie zaciekawil mnie watek o tym zalu jaki niektorzy
          rodzice miewaja w zwiazku z tym, ze Ich dzieci maja lepiej lub wiedza wiecej
          czy osiagaja wiecej. Sama to obserwuje u wielu ludzi z roznych pokolen. Niby
          kazdy chce aby Jego dziecko mialo lepiej ale jednoczescie wiekszosc ludzi ma
          ten jakis zal, ze dzieci nie doceniaja tej roznicy pomiedzy tym, co mieli Ich
          rodzice a tym, co One same dostaja. Jest to bardzo nielogiczne ale jakze
          ludzkie.
          Tak w ogole to chyba nalezy sie cieszyc, ze kwestie wychowania i wychowywania
          dyskutowane sa coraz bardziej powszechnie. Ze prezentowane sa rozne postawy
          rodzicielskie czy wychowawcze i kazdy moze czegos sie o sobie dowiedziec jesli
          czyta takie teksty w miare krytycznie a przede wszystkim samokrytycznie.
          • Gość: mama Re: Cena za miłość IP: *.ny5030.east.verizon.net 22.04.03, 04:57
            Matka powinna sie poswiecic taka jest opinia w spoleczenstwie.
            Nie mozna wychowywac dzieci w radosci, przyjemnosci, zabawie,
            ciekawosci ich rozwoju. Ty jest niemoralne i podejrzane,
            zwlaszcza kiedy matka umie jeszcze miec inne oprocz dzieci pasje
            i radosci. Tak rowniez mowia oficjalne czynniki, dlatego z
            przyjemnoscia przeczytalam wywiad. Z zycia wziety.
    • Gość: Przemek Re: Cena za miłość IP: *.tele.pw.edu.pl 22.04.03, 17:51
      Po przeczytaniu artykulu, przestraszony, popedzilem do corek, aby wybadac, czy
      nie czuja sie przeze mnie zadluzone i uzaleznione. "Co ty, tata" -
      odpowiedzialy - "przez mysl nam nie przeszlo ze jestesmy cos tobie winne".
      Kamien spadl mi z serca smile)
      • Gość: ELA Re: Cena za miłość IP: *.klc.vectranet.pl / 10.9.0.* 22.04.03, 19:35
        Parę razy usłyszałam od Rodziców,,wykształciliśmy cię,,lub
        obliczano koszty moich studiów.Budziło to we mnie poczucie winy
        iżal do nich,że nie kształcili mnie dla mojego dobra tylko,lecz
        oczekują jakiegoś rewanżu,że jestem wiecznym dłużnikiem.Czas
        zmienił jednak moje uczucia.Rodzice są starzy,coraz bardziej
        niesprawni,wymagają opieki i pomocy.I robię to bez poczucia
        krzywdy.Patrzę na przeszłość i relacje między nami z dystansu
        czasowego,wierzę,że to,co było między nami złego nie wynikało ze
        złej woli,ale z braku doświadczenia,umiejętności
        pedagogicznych.W naszych kontaktach nadrabiam utracony czas i
        cieszę się,że nie jest za póżno.
    • Gość: Agnieszka Re: Cena za miłość IP: 158.75.53.* 22.04.03, 23:39
      Przeczytałam kilkakrotnie artykuł „Cena za miłość” i zaczęłam
      się zastanawiać jakiej grupy osób on tak naprawdę dotyczy. Moi
      rodzice nie dawali nam odczuć, że poświęcają się w jakikolwiek
      sposób dla nas. Robili to, co uważali za stosowne. Reszta
      zależała już od nas, kiedy się usamodzielniliśmy. Teraz sama mam
      dzieci. Duża grupa moich znajomych również je ma. Nie
      zauważyłam, żeby ktoś specjalnie cierpiał z tego powodu, że
      opiekuje się dzieckiem w domu, podwozi dziecko do szkoły, płaci
      za angielski, za lekcje muzyki. Jedni przejmują się dziećmi
      bardziej, inni mniej, ale nikt nie wychowuje swoich dłużników.
      Obracam się również w grupie rodziców dzieci niepełnosprawnych,
      zrzeszonych w Stowarzyszeniu Chorych z Przepukliną Oponowo-
      Rdzeniową, gdyż moja młodsza córeczka urodziła się z rozszczepem
      kręgosłupa i wodogłowiem. Jest to grupa ponad 60 rodzin w naszym
      regionie i powszechną postawą jest traktowanie rehabilitacji i
      walki o zdrowie dzieci jako naturalnej powinności rodziców. Nie
      ma ceny za miłość, zapłatą będzie wychowanie samodzielnego
      młodego człowieka, który poradzi sobie w życiu. Nie wszyscy tą
      zapłatę otrzymają....... Czy więc ideał rodzica, który obowiązki
      rodzicielskie potrafi traktować jako naturalną powinność nie
      jest przypadkiem powszechny, a artykuł nie traktuje tylko o
      pewnym marginesie postaw rodzicielskich ?
      Mowa w artykule również o pewnych stereotypach i mitach, które
      funkcjonują w naszym społeczeństwie, szczególnie jeśli chodzi o
      powinności matki wobec dziecka i rodziny. Któż kreuje te
      stereotypy ? Jako matka dziecka chorego dowiedziałam się od ....
      lekarzy, psychologów, pedagogów, rehabilitantów, że „matka
      dziecka niepełnosprawnego” to zupełnie odrębna kategoria kobiety
      i matki. Słuchałam odczytów na konferencjach naukowych,
      poświęconych dziecku niepełnosprawnemu. Stąd wydaje mi się, że
      oficjalnie kreowanym modelem jest właśnie krytykowana w artykule
      matka męczennica, która powinna poświęcić się dziecku i spełniać
      rolę matki, rehabilitanta, pielęgniarki, pedagoga, psychologa,
      logopedy itp. itd. Oczywiście istnieje tu pewna nieścisłość, bo
      zakłada się rzecz jasna, że poświęcenie to powinno wynikać z
      bezinteresownej miłości, która to również powinna dawać
      kompetencje i siłę aby roli tej i obowiązkom podołać. Ojciec i
      cała reszta rodziny w życiu takiego dziecka jakoś nie są
      akcentowani. Wiele matek podejmuje się takiej modelowej roli nie
      aby okazać się „heroiczną, nieskazitelnie bohaterską matką”. Nie
      są one przykładem „poświęcenia z powodów narcystycznych”, choć
      niektórzy mogliby to tak powierzchownie ocenić. Nie sadzę, by
      zamierzały zatruć dzieciom życie z powodów swojego poświęcenia,
      choć oczywiście nie wykluczone, że zatrują. Po prostu wierzą, że
      innej drogi nie ma, wierzą autorytetom ..... Faktem jest też, że
      wiele kobiet nie może podołać tak wielu obowiązkom i
      oczekiwaniom. To rodzi frustracje, poczucie bezradności, żal do
      świata, w konsekwencji czasem rozpada się rodzina. Kiedy brakuje
      sił, wiary i chęci do dalszego życia pojawia się na opisanie
      tego zjawiska termin „zespół matki wypalonej”. Stan ten jest
      moim zdaniem jedną z naturalnych konsekwencji utopijnych założeń
      modelu „matki dziecka niepełnosprawnego”.
      Czy to nie nauka tworzy stereotypy po to, aby w następnym etapie
      uzdrawiać ich ofiary ? Czemu w artykule między wierszami
      wyczuwam aprobatę dla matek pozostających z dziećmi przez
      pierwsze trzy lata w domu, a ledwie łaskawe przyzwolenie dla
      tych, które to męczy ? Co będzie się pisać za lat dziesięć na
      temat kontaktu dziecka z matką, karmienia piersią, wzajemnych
      relacji w rodzinie ? Czy poród naturalny, pełen bólu to dowód
      poświęcenia dla dziecka „z powodów narcystycznych” czy też może
      dowód na to, że identyfikujemy się, jesteśmy jeszcze w stanie
      być częścią natury ? Tak czy inaczej nie dajmy się zwariować !
      Mimo całego mojego sceptycyzmu cieszę się z rubryki WYCHOWANIE w
      Wysokich Obcasach i już czekam na zapowiadany tekst o lojalności
      wobec dzieci.



      • Gość: Polka Re: Cena za miłość IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.03, 00:27
        Ja jestem tym marginesem. Klasycznym przykładem. Mogłabym być ilustracją do
        artykułu. W najważniejszych momentach mojego życia, musiałam podejmować decyzje
        zgodne z oczekiwaniami matki. Słuchałam argumentów-kopniaków: ty niewdzięcznico
        wyrodna, to my dla ciebie całe życie...a ty...itd, zostawisz rodziców bez
        opieki mna starość ( to dotyczyło wyprowadzenia się z domu po ślubie. Dodam, że
        mój mąż miał mieszkanie, a rodzice są nadal w pełni siłsmile)
        epilog:
        Mieszkamy z rodzicami....
        Myślę, że jest wcale nie wąska grupa osób poddanych mniejszemu lub większemu
        szantażowi emocjonalnemu. Najgorszemu z możliwych...
        Pozdr.
        • Gość: Polka Re: Cena za miłość IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.03, 00:30
          Zapomniałam jeszcze dodać, że bardzo droga jest też bezinteresowna pomocsmile
          W dodatku tak spontanicznie i z wielkiej miłości ofiarowana, że nie wchodzi w
          grę odmówienie, bo ....patrz punkt pierwszysmile)

          • Gość: aga Re: Cena za miłość IP: 217.153.35.* 23.04.03, 10:06
            Zgadzam się z Polką - moim zdaniem, grupa osób, która doświadczyła lub
            doświadcza "szantażu emocjonalnego" ze strony rodziców jest całkiem spora; co
            gorsza, najczęściej rodzice to robią nie po to aby zranić swoje dzieci, ale "po
            prostu" nieświadomie, nie zdając sobie sprawy (i w ogóle się nad tym nie
            zastanawiając) jakie spustoszenie i zachwianie emocjonalne to wywołuje u ich
            dzieci. Dlatego takie artykuły są bardzo potrzebne, bo one - przynajmniej w
            pewnym stopniu - prowokują do myślenia i zastanowienia się nad swoimi
            zachowaniami wobec dzieci.
            To co pisze Agnieszka, o braku takich obserwacji u znajomych-rodziców, to
            zapewne w pewnym stopniu również "specyfika" tego grona - rodziców dzieci
            niepełnosprawnych. Taka sytuacja zawsze uczy pokory wobec życia i szacunku
            wobec innych; wywołuje też znacznie więcej refleksji nad życiem swoim i swoich
            dzieci.
            Moja sytuacja jest troszkę podobna, ale inaczej - po wielu latach usilnych
            starań o dziecko postanowiliśmy adoptować. Dziecko jest dla nas wielkim darem i
            wiem, że zrobimy wszystko, aby czuło się ono w naszej rodzinie kochane,
            szanowane i szczęśliwe (ale nie zagłaskane). Obserwując jednak niektórych
            rodziców-znajomych, którym dzieci trafiły się tak-po-prostu lub nawet zupełnie-
            nie-w-porę nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie potrafią poświecić swoim
            dzieciom wystarczająco czasu ani uwagi, nie zastanawiają się za bardzo nad tym
            co mówią i jak mówią do dzieci, traktując je czasami w myśl przysłowia "ryby i
            dzieci głosu nie mają". Robią to najczęściej nieświadomie, bo oczywiście
            kochają swoje dzieci. To jest duże uproszczenie i nie można tego generalizować,
            ale w tym artykule, jak pewnie i w kolejnych (podobnie jak w ksiazce Dobra
            milosc) jest bardzo wiele powszechnych wśród rodziców postaw wobec dzieci,
            które negatywnie wpływają na rozwój dzieci. I dlatego warto się nad tym casem
            zastanowić...
        • Gość: mm Re: Cena za miłość IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.03, 10:13
          witam w klubie marginesowych
    • Gość: Agnieszka Re: Cena za miłość IP: *.apeks.com.pl 23.04.03, 16:05
      Uczę się, walczę ze swoim martyrologicznym męczeństwem
      macierzyńskim, ale przeraża mnie ostateczność sądów obu Panów na
      temat bycia idealnym albo roszczeniowym rodzicem czyli wnioskuję
      dobrym albo złym.
      Jestem matką chyba złą, choć myślę o poświęceniu "jadowitym" i
      tym dobrym, nie zawsze udaje mi się zimno wszystko
      przeanalizować a potem dopiero świadomie postąpić. Czasami coś
      zrobię a potem dopiero myślę i nawet żałuję. Sama jestem
      spadkobierczynią męczeństwa rodzinnego mojej matki, ale oceniam
      ją jako dobrą matkę i nie oceniam jej postępowania w kategoriach
      marnowania mi życia.
      Może na wychowywanie dzieci powinny być jakieś licencje , tylko
      kto sprawdzi rodziców czy się nadają? I kto sprawdzi tego kto
      sprawdza?


      • Gość: aga Re: Cena za miłość IP: 217.153.35.* 23.04.03, 16:36
        Gość portalu: Agnieszka napisał(a):

        > Może na wychowywanie dzieci powinny być jakieś licencje , tylko
        > kto sprawdzi rodziców czy się nadają? I kto sprawdzi tego kto
        > sprawdza?


        Też się nad tym kiedyś zastanawiałam, że na najtrudniejszą i najbardziej
        odpowiedzialną "działalność" jaka jest wychowywanie dzieci nikt nie potzrebuje
        żadnej licencji podczas gdy wymagane są one na mnóstwo innych, mniej istotnych
        i mniej znaczących w skutkach rzeczy.
        Tak na prawde jedynym sprawdzianem jest test post ante, czyli nasze dzieci -
        wtedy możemy zobaczyć w co tak na prawde je wyposażyliśmy (niestety z reguły
        nie mamy już szans na "poprawkę" egzaminu). I choć oczywiście nie ma rodziców
        idealnych, którzy nie popełnili żadnych blędów, o ich skali i rozmiarze możemy
        przekonanć się obserwując dorosłe życie dzieci. (Choć niestety, znaczna część
        rodziców i tak w "niepożądanym" zachowaniu swoich dzieci doszukuje się wpływu
        otoczenia i "jakiś tajemnych sił nieczystych" a nie własnych błedów.)
        • Gość: kz Re: Cena za miłość IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 25.04.03, 08:36
          Bardzo podoba mi się to, co zostało powiedziane w tym artykule.
          Zgadzam sie z tym w zupełności. Ja tez jestem(byłam?) takim
          przykładem wymuszania wdzięczności. Nie przekazuję tego teraz
          moim dzieciom, (tak przynajmniej mi sie wydaje), chociaż robię,
          co mogę, żeby zapewnić Im optymalne warunki rozwoju. Nie jestem
          męczennicą, bo pamiętam o kilku sloganach, jak np "dzieci
          wychowuje się do trzeciego roku życia". Coś w tym jest.
          Większość najlepszych albo najgorszych nawyków człowiek
          wypracowuje sobie w dzieciństwie wczesnym bardzo. Sprawa druga
          to to, żeby dokładnie wiedzieć robiąc coś dla dziecka czy chce
          się tego. Napatrzyłam się dużo na obrazki typu: maluch prosi o
          np. wejście na zbyt wysoka zjeżdżalnię, matka - nie, bo za
          wysoko i spadniesz, dziecko prosi, płacze i wreszcie ona(żeby
          się tylko odczepił) pozwala. Maluch spada, jest wielki płacz a
          wtedy " a nie mówiłam itd....." Może i mówiła, ale wyrażając
          zgodę wzięła odpowiedzialność. Ja biorę. Sprawa trzecia - nie
          dac się wpędzić szarańczy w poczucie winy, że nie jesteśmy dość
          dobrzy, bo nie potrafimy tego czy tamtego. Sprawa czwarta - nie
          oczekiwać. Przyjąć z radością to, co Nasze dziecko może nam dać.
          Nawet jeżeli chcielibyśmy oczekiwać czegoś więcej. Uwierzmy w
          to, że sztuką jest nie tylko dawanie ale też i branie. Uwierzmy
          w to, że nasze dzieci są ludźmi. Odrębnymi od nas jednostkami.
          Nie nami. I jeszcze jedno, jeśli mamy więcej dzieci niż jedno
          uwierzmy w to i doceńmy to, że one też są różne. I nie bójmy się
          traktować ich "niejednakowo"
          Mama czasem wypomina mi to, co dla mnie robiła i robi. Nie
          mam do niej żalu, bo już zrozumiałam. Jej przychodziło z trudem.
          Kocha mnie, ale juz jest tak zaskorupiona, że ni epotrafi tego
          powiedzieć po prostu. I za mało byc może kocha siebie. Poza tym
          Ona lubi się kreowac na męczennicę. Ja nie.
          Kiedyś koleżanka zarzuciła mi, że się tak poświęcam dla
          swoich dzieci (a mam sie dla kogo "poświęcać" bo aktualnie mam
          sześć sztuk). Nie mogła zrozumieć moich tłumaczeń, że ja się
          wcale nie poświęcam, bo to co robię z dziećmi i dla dzieci
          sprawia mi ogromną radość. No bo jak to, bo czas itd... Gdyby mi
          nie sprawiało radości to pewnie bym nic dla nich nie robiła. Ale
          to jest tak pasjonujące patrzec, słuchać jak się wykluwa i
          przepoczwarza..... Teraz z tym czasem trochę gorzej, bo poza
          wszystkim jeszcze musze pracowac zawodowo, ale radzimy sobie jak
          możemy.
          Dla mie to jest tak, że skoro dałam komuś życie nawet "tak
          po prostu"(nie cierpię "planowanych" dzieci to jak zimny wychów
          cieląt dziecko jest darem) to tym samym zobowiązałam się do
          pewnych określonych rzeczy. Zgubiłam wątek, bo ktoś mi się
          napatoczył.
          Kocham ogromie moje dzieci a oprócz tego jescze je lubię,
          co w przypadku niektórych jednostek jest sztuką.
          I to byłoby na razie na tyle.
          Pozdrawiam. Katarzyna
          • Gość: lola Re: Cena za miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.03, 21:16
            Jak widać (po ilości) nie planowałaś swoich dzieci, zdałaś się
            na matkę naturę, ale dlaczego obrażasz dzieci "planowane"?
            Gorsze są? To nie chów cieląt, ale ROZSĄDNE podejście,
            urodzenie tylu dzieci ,ile się chce i w najlepszym
            czasie .Skoro rozumne zaplanowanie potomstwa i jego ilości tak
            nazywasz, to jak nazwać to nieumiarkowane rozmnażanie się?
            Powiększaniem stada?
            Uważam się za dobrą matkę i nad życie kocham swoje dziecko,
            zaplanowane właśnie, i wcale nie jestem zimną suką kalkulującą
            macierzyństwo jako przerwę pomiędzy kolejnymi szczeblami
            kariery, jak często postrzegane są kobiety chcące zostać
            matkami w danym momencie, z nie zdające się na przypadek.
      • Gość: anawa Re: Cena za miłość IP: 62.87.223.* 25.04.03, 14:47
        Chętnie dałabym moim rodzicom ten wywiad do przeczytania, ale
        obawiam sie, ze nie wyciągną z niego żadnych wniosków. Od
        długiego czasu staram sie im wytłumaczyć, ze wpędzają mnie w
        poczucie winy i wytykają mi wszystko, co dla mnie zrobili
        nazywając przy tym niewdzięczną. Są tak przekonani o swoich
        racjach, swoim nieskazitelnym postępowaniu, że może to jeszcze
        obrócić się przeciwko mnie. Ostatnio, jak im powiedziałam, że
        chciałabym żyć z nimi w partnerskich relacjach usłyszałam, że
        ja nie jestem dla nich żadnym partnerem, bo jestem tylko córką
        (od trzech lat jestem mężatką, mam 29 lat). I co tu zrobić?
        Przytakiwać im tylko na każdym kroku, nadskakiwać, bo tego
        oczekują, a nie z serca? A a propos szacunku: dla moich
        rodziców działa on tylko w jedną stronę - ja mam im go
        okazywać, natomiast mnie się szacunek nie nalezy.
    • Gość: kz Re: Cena za miłość IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 25.04.03, 08:38
      zapomniałam jeszcze dodać, że bardzo ważny jest tez szacunek,
      jakim obdarzamy nasze dzieci
    • Gość: synowa Re: Cena za miłość IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 25.04.03, 16:26
      Moja teściowa jest przykładem matki Polki - męczennicy. Przy
      okazji każdej uroczystości rodzinnej dzieci mojej teściowej i
      wszyscy inni goście muszą słuchać makabrycznych opowieści z
      akcji porodowych: ile to ja musiałam się namęczyć...itd.
      oszczędzę raczej opisywania tych szczegółów pod postacią
      dyndającej w kroczu nóżki.Jej tusza, która była wynikiem
      kolejnych ciąż przyczyniła się do wielu obecnych chorób. I tak
      można by było jeszcze wyliczać. Moja teściowa naprawdę bardzo
      kocha swoje dzieci, myślę, że trochę zaborczą miłością, ale żyją
      one w poczuciu, iż zabrały jej zdrowie i najlepsze lata z życia
      kobiety. Mój mąż ma już czterdziestkę na karku, jest mądrym
      człowiekiem i drażni go już to wypominanie. Myślę, że takie
      dopominanie się na każdym kroku wdzięczności jest nieuczciwe i
      co tu dużo mówić, niemądre. Sama mam już dzieci, córki, i nie
      przyszłoby mi do głowy opowiadanie im o moich cierpieniach
      okołoporodowych. Dawno powiedziałam im, iż dni w których
      przyszły na świat są najszczęśliwszymi dniami w moim życiu.
      Jesteśmy szczęśliwą rodziną, kochamy się, pomagamy sobie, kiedy
      jest taka potrzeba, ale nikt od nikogo nie żąda specjalnych
      podziękowań. Uwielbiam spędzać czas z moimi córkami, nie
      wyobrażam sobie, gdyby nie było ich na świecie i nie żądam
      wdzięczności za to, że jestem ...po prostu matką świadomą
      swojego wyboru. Mi wystarczy, gdy widzę zachwycone i pełne
      miłości oczy moich córek, kiedy coś z nimi chcę robić.
      Dzieci, które są już dorosłe i założyły własne rodziny na pewno
      docenią wkład jaki ich rodzice włożyli w to, żeby miały normalne
      warunki do rozwoju, kochający dom. Takie dzieci będą służyły
      swoją miłością i opieką rodzicom, kiedy będą jej potrzebowali.
      Prawdą jest, że to co dajemy dziecku wraca do nas. Jak kochamy
      je, one nas kochają jeszcze mocniej. Jak odrzucamy,...nie
      oczekujmy wdzięczności za to, że daliśmy im tylko życie.
    • Gość: maja Re: Cena za miłość IP: *.zkl.pl 26.04.03, 17:31
      Wychowanie wymaga poświecen to prawda. Ja poświęcilam sie dla
      mojego dziecka w troche inny sposób.Zrezygnowlam dla mojego
      dziecka z mojej najwiekszej miłości - Roberta. Poznaliśmy sie
      kiedy moje dziecko mialo 4 lata, byłam męzatka( jestem nia
      nadal).To była ( i jest ) miłosc od pierwszego wejrzenia. Nie
      jestesmy juz razem, to ja postanowilam odejsc, potem chcialm
      wrocic ale on juz nie chcial. Nie chcial juz czekac, az
      zdecyduje czy on czy moje dziecko ma ucierpiec na mojej
      miłości.Zapewne spotkam sie ze słowami krytyki , ale nie dbam o
      to. MOje dziecko nigdy sie nie dowie jak bardzo sie poświecilam.
      Każdego dnia tesknie za Nim , ale wiem ze juz nie ma powrotu do
      tego co było.Gdy patrze , na moje dziecko kiedy sie bawi ze
      swoim ojcem i jest szcześliwe myśle ze moze takie poświecenie
      miało sens. Staram sie aby wszystko w mojej rodzinie było takie
      jak trzeba, płacze gdy nikt nie widzi, płacze za miłościa, za
      miłościa mego zycia, tylko nie wiem ile jeszcze bede w stanie
      sie tak oszukiwac ze wszystko jest w porzadku.
    • Gość: Mamu! Re: Cena za miłość IP: *.214.13.152.Dial1.Seattle1.Level3.net 29.04.03, 09:21
      Bardzo cenie opinie Panow i dziekuje za ten artykol!
    • Gość: Mamu Re: Cena za miłość IP: *.214.13.152.Dial1.Seattle1.Level3.net 29.04.03, 09:25
      Bardzo cenie opinie Panow i dziekuje za artykul. (przepraszam!!!
      za blad)
Pełna wersja