czy żywicie opiekunki?

IP: *.itpp.pl 20.05.03, 18:15
Mam taką sprawę. Opiekunka naszego malucha zaczyna nas objadać. jesteśmy z
niej zadowoleni, dobrze zajmuje sie dzieckiem, ale od pewnego czasu
zauwazylismy że znika coraz więcej jedzenia. To nie o to chodzi, że to jest
kosztowne, bo zjada chleb ser i wędlinę ale za to dużo. Prawie cały bochenek
chleba dziennie, albo cały ser.
Jestesmy w troche głupiej sytuacji, bo kiedy wracamy do domu wieczorem i
nagle okazuje się że nie mamy nic na kolację i trzeba biec do sklepu na
zakupy. Sami tez zawalilismy troche sprawe bo powiedzielismy kiedys zeby
sobie zrobila kanapke jak jest głodna. Ale nie mielismy na mysli pol kilo
chleba, i calej wedliny z lodowki dziennie. Z drugiej strony przeciez nie
bedziemy podpisywac jajek w lodówce, ani sprawdzac ile kromek chleba ubylo
(teraz trudno bylo nie zauwazyc bo została piętkasmile. Wydawało nam się, że to
jasne ze jak sie gdzies idzie do pracy, to sie zywi samemu. Ale nie jest
jasne. Jak wy rozwiązujecie takie sprawy? A może wasze opiekunki nie są
żarłoczne?
    • Gość: Ala Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.05.03, 18:41
      Moze sprobujcie przez jakis czas trzymac lodowke pusta. Wiem ze to nie bedzie
      proste ale chyba warto sie troche pomeczyc. Mysle, ze opiekunka zrozumie, ze
      troche przesadzila.
      • Gość: Monika Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.137-202-24.mtl.mc.videotron.ca 20.05.03, 20:05
        A moze opiekunka po prostu zabiera sobie wasza wedlinke i serek do domu, zeby
        sama nie musiala dla siebie kupowac? A co jesli sprowadza do waszego domu
        swoich znajomych i ich "czestuje" waszym jedzonkiem. Warto sie nad tym
        zastanowic, albo zalozyc klodke na lodowke.
    • Gość: aleksandrynka Re: czy żywicie opiekunki? IP: 212.160.130.* 20.05.03, 20:23
      Jeśli rzeczywiście zjada aż tak dużo, to po prostu powiedz jej, że jeśli tylko
      bedzie chciała zjeść więcej, a zobaczy, że produkt (podstawowy, jak te, które
      opisujesz) właśnie się ma zaraz skończyć, to niech dokupi, bo wy nie macie
      później co jeśc na kolację. Szczerze, w końcu zgodnie z prawdą, grzecznie i bez
      złości. To oczywiste, że opiekunka musi coś zjeść, ale nie waszym kosztem!
    • Gość: mimblowa Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.itpp.pl 20.05.03, 21:03
      ja niestety myślę, że to trochę nasza wina bo my pozwalamy się dobrze czuć w
      swoim towarzystwie niestaty nie tylko przyjaciołom i znajomym ale również
      ludziom z dalszego planu. I tak jest teraz daliśmy jej swobodę - jeśli
      potrzebowała dzień wolny płatny oczywiście (jest u nas od dwóch miesięcy).
      Jeśli sie spóźniła a my z tego powodu nic nie zawaliliśmy to też nie było
      problemu. Nasza opiekunka nie przyprowadza znajomych - mieszka poza Warszawą i
      nie ma takiej możliwości, czy to jedenie bierze do domu nie wiem. Wiem
      natomiast, że należy do kategorii ludzi którzy uważają, że jak inni mają to
      powinni się podzielić i powinniśmy byli zauważyć to wcześniej. Zaczeło sie
      głupio - od kawy. najpierw przyniosła własną potem już nie przyniosła tylko jak
      rozumiem wypija mojemu małżonkowi jego własną. Potem zaczęło się podjadanie -
      najpierw małe, my tego nie sprawdzaliśmy nawet nie zauważyliśmy, potem większe,
      potem chleb krojony zaczał znikać w kosmicznych ilościach i nie może go zjadac
      nasze dziecko bo jest bezglutenowe. Wiem, że jeśli tego nie rozwiążemy sytuacja
      stanie sie taka, że zaczniemy przeliczać jajka. Co okropniejszego może być niż
      liczenie własnego żarcia w lodówce. Już raz zrobiłam myk, kiedy litrami
      spływała coca-cola. Chyba ją lubiła. PO prostu schowałam cole i sprawa się
      zamknęła. A teraz czeka nas poważna rozmowa, pewnie, że bez nerwów czy tym
      podobnych ale nieprzyjemna. Mogła nam tego zaoszczędzić - bo jak tu komuś
      powiedzieć: przepraszam pani mi wyjada z lodówki. A będe musiała to zrobić, bo
      jak przez parę dni nie było nic w lodówce to po prostu usmażyła sobie jakiś
      obiad - cebule z czymś tam, nie pamiętam. Więc pustoszenie przez nas lodówki
      niewiele da. A ja nie chcę gdy wyjdzie sprawdzać co w takim razie zjadła jeśli
      nie ma masła czy szynki. MOże indyka syna? Ufff, nie znoszę takich sytuacji.
    • Gość: bietka Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.acn.pl 20.05.03, 21:56
      To ja jestem jakas dziwna. U nas w domu opiekunka moze jesc co jej sie podoba.
      Jak robimy zakupy to zawsze biore serek taki jaki ona lubi, kawe tez kupuje
      specjalnie dla niej bo my nie pijemy. U nas jest wrecz odwrotnie, bo mi sie
      wydaje, ze ona je za malo, a nie chcialabym zeby na glodniaka opiekowala sie
      dzieckiem.
      Oczywiscie jezeli przybiera to taka postac jak u was, ze pozniej sami nie
      macie co zjesc, to trzeba z nia powaznie porozmawiac i ustalic jasne zasady
      zywieniowe. Mysle ze pomysly z pusta lodowka nie sa najlepsze.
      Pozdrawiam
      • Gość: mimbla Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.itpp.pl 21.05.03, 01:09
        Ale Bietko rzecz nie w tym. Bo kiedy jemy w domu obiad a ona jest to oczywiscie
        ja czestujemy. Jesli jest ciasto - to oczywiscie dostaje. Problem w tym, że jak
        wracamy to niczego nie ma - wszystko zjedzone. nie mam pojęcia jak można zjesc
        w ciągu 8 godzin bochenek chcleba z serem i kilkoma pomidorami i kawałkiem
        kiełbasy ale widac można. Przeciez nikt normalny nie robił by afery o jedną czy
        dwie kanapki. Problem w tym że wracamy i nie mamy nic na kolacje. Oczywiscie
        mozemy isc kupic. Ale dlaczego własciwie skoro przecież mieliśmy, a nasza
        opiekunka zarabia wiecej niz pielegniarka czy nauczycielka a nie słyszałem żeby
        one żywiły sie po domach.
        • Gość: lola Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.03, 19:54
          Gość portalu: mimbla napisał(a):

          > Ale Bietko rzecz nie w tym. Bo kiedy jemy w domu obiad a ona jest to
          oczywiscie
          >
          > ja czestujemy. Jesli jest ciasto - to oczywiscie dostaje. Problem w tym, że
          jak
          >
          > wracamy to niczego nie ma - wszystko zjedzone. nie mam pojęcia jak można
          zjesc
          > w ciągu 8 godzin bochenek chcleba z serem i kilkoma pomidorami i kawałkiem
          > kiełbasy ale widac można. Przeciez nikt normalny nie robił by afery o jedną
          czy
          >
          > dwie kanapki. Problem w tym że wracamy i nie mamy nic na kolacje. Oczywiscie
          > mozemy isc kupic. Ale dlaczego własciwie skoro przecież mieliśmy, a nasza
          > opiekunka zarabia wiecej niz pielegniarka czy nauczycielka a nie słyszałem
          żeby
          >
          > one żywiły sie po domach.
          Moze cierpi na bulimię?
        • oralhella [...] 05.07.03, 01:45
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • roseanne Re: czy żywicie opiekunki? 21.05.03, 00:34
      gdy ja sie opiekowalam dzieckiem , kiedys dawno dawno temu to wolno mi bylo
      tylko zrobic sobie herbate. Reszte przynosilam ze soba...

      Teraz, czasami, prosze nastolatki do posiedzenia z dziecmi wieczorami.
      Mowie wprost - tu jest to i tamto, prosze sobie wziac, jak bedziesz glodna.
      Bylo pieknie ladnie, do czasu, gdy dziewcze zaprosilo sobie kolezanki i wyzarlo
      mi lody, wypilo wszystkie napoje gazowane, jakie byly w domu. Wiecej juz jej
      nie poprosilam.
      Mysle ,ze sprawy zywienia sie trzeba ustalac na poczatku i sie ich trzymac.
      • Gość: Monika Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.137-202-24.mtl.mc.videotron.ca 21.05.03, 01:14
        Wiesz, jak ktos pracuje w McDonaldzie, to tez ma z gory ustalone, ze moze zjesc
        jeden posilek, wiec moze ustalic zasade, co moze i w jakich ilosciach. Ja nie
        mialam opiekunki, ktora mi wyjadala z lodowki, ale kiedy wynajmowalam sobie
        pokoj u pewnej rodziny, kiedy bylam studentka, tez notorycznie moje jedzenie
        znikalo z lodowki, jogurty- bo to dla dzieci zabraklo, a to soki- bo przyszli
        goscie a w domu nic nie bylo- ok, ale nigdy w zyciu nic mi nie odkupili, a
        naprawde, jako studentka nie oplywalam w dostatki. Zaczelam jesc w studenckich
        stolowkach....i nie kupowac zadnego jedzenia do domu.Z obzeraczami trzeba
        ustalac zasady- tak mi sie wydaje, jak zje to niech odkupi.
        • Gość: agatka_s Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.acn.pl 21.05.03, 11:28
          A mnie się wydaje, że to jest trochę głębszy problem. To jest chyba kwestia
          przyjecia modelu "współpracy", albo traktuje się opiekunkę jak osobę totalnie
          obcą pracująca "od do", na etacie, albo jak powiedzmy członka rodziny, który z
          naszym największym skarbem spędza wiecej czasu niż my sami. Myślę że osobę
          która ma nie tylko być cerberem dla naszego dziecka ale osobą dla niego ciepłą,
          wychowujacą i przekazującą wiele wartości, których my często z braku czasu nie
          mozemy przekazać, nie można traktować jak osobę obcą i nie wejść z nia w pewien
          związek trochę bardziej emocjonalny. Aby mieć dobrą opiekunkę trzeba o nią
          dbać i trzeba ją sobie "wychować" bo jest to bardzo ważna osoba w życiu naszych
          pociech.

          Ja mam opiekunki od 8 lat i każda była jak członek rodziny (niektóre mieszkały
          ze mną a niektóre nie). Ja poprostu nie potrafię sobie wyobrazić, że zostawiam
          moje dziecko, czyli najważniejszą dla mnie osobę z kimś kogo podejrzewam że mi
          wyjada jedzenie z lodówki. Opiekunka aby dobrze opiekować się moim dzieckiem
          sama musi się dobrze czuć u mnie, musi wiedzieć że ja jej ufam, doceniam. Musi
          też jeść (gorący obiad) bo inaczej umrze mi z głodu. Jeżeli między rodzicami a
          opiekunką jest taka relacja to nawet jakby się opiekunce zdarzyło coś nam zjeść
          z lodówki (np coś co specjalnie sobie kupiliśmy na wieczór) nie ma żadnego
          problemu z powiedzeniem tego wprost. To tak jak w rodzinie, można komuś
          zwrócic uwagę i nikt nie czuje się urażony. Jeżeli jednak relacja jest
          sztuczna i formalna i Pani opiekunka jest traktowana jako głupia baba, której
          się w głowie poprzewracało bo chce jeść MOJE !!! jedzenie, no to rzeczywiście
          trzeba wymyślać jakieś podstępy, kontrolować, sprawdzać i liczyć kromki
          chleba. No ale aż mi skóra cierpie na myśl że potem zostawiam dziecko z osobą
          której nie ufam nawet w tak przyziemnych sprawach....
          • Gość: Monika Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.137-202-24.mtl.mc.videotron.ca 21.05.03, 18:43
            A moze przed wyjsciem z domu zostawcie w lodowce kartke: DrogaX..., jesli
            jestes glodna, prosze poczestuj sie, ale zostaw tez cos dla nas...
    • orka Re: czy żywicie opiekunki? 21.05.03, 23:20
      Mimbla dokładnie wiem o czym mowisz, sama to przeżyłam. To nie ma nic
      wspólnego z głodem podczas pracy. Ta Pani po prostu za wasze pieniądze
      utrzymuje drugi dom. Sprawdz dokładnie co się dzieje. Drugim etapem bedzie
      dziwnie zwiększony pobór proszku, cifu, papieru toaletowego itp. Jeśli Pani ma
      dzieci, bądż pewna, ze we wrześniu zwiekszy się ilość kartek do rysowania,
      tudzież innych przyborów papierniczo biurowych. W końcu dziecko Pani też
      potrzebuje wyprawkę do szkoły. Ten proceder nie ma konca. jedyne wyjście to
      wnikliwa kontrola i ewentualne przyspieszone wylanie baby. Miałam 4 opiekunki
      i 5 gosposi. Konkluzja końcowa- każda wcześniej ( w pierwszym tygodniu) lub
      póżniej ( pani która była u nas 3 lata zwinęła nam kasę na dzien przed
      urlopem) KRADNIE!
      • Gość: to ja Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.03, 19:58
        orka napisała:

        > Mimbla dokładnie wiem o czym mowisz, sama to przeżyłam. To nie ma nic
        > wspólnego z głodem podczas pracy. Ta Pani po prostu za wasze pieniądze
        > utrzymuje drugi dom. Sprawdz dokładnie co się dzieje. Drugim etapem bedzie
        > dziwnie zwiększony pobór proszku, cifu, papieru toaletowego itp. Jeśli Pani
        ma
        > dzieci, bądż pewna, ze we wrześniu zwiekszy się ilość kartek do rysowania,
        > tudzież innych przyborów papierniczo biurowych. W końcu dziecko Pani też
        > potrzebuje wyprawkę do szkoły. Ten proceder nie ma konca. jedyne wyjście to
        > wnikliwa kontrola i ewentualne przyspieszone wylanie baby. Miałam 4
        opiekunki
        > i 5 gosposi. Konkluzja końcowa- każda wcześniej ( w pierwszym tygodniu) lub
        > póżniej ( pani która była u nas 3 lata zwinęła nam kasę na dzien przed
        > urlopem) KRADNIE!
        Tak, znam takie typy jak ty!Same wymagania i to prawie za darmo, gdybyś im
        odpowiednio płaciła nie musiałyby podbierać!!!Skoro tak zmieniałas te
        opiekunki i gosposie to z tobą cos nie tak
    • iwona3 Re: czy żywicie opiekunki? 22.05.03, 13:30
      Słyszałam taką historię: rodzice zatrudnili opiekunkę i, w trosce o swoje
      dziecko, zostawili w domu włączoną kamerę. Kiedy odtworzyli kasetę okazało się,
      że niania "wyżera im z lodówki". Następnego dnia już nie pracowała. Osobiście
      uważam, że jeśli osoba przebywająca z dzieckiem dostaje za to pieniądze, to po
      to, żeby mogła się sama wyżywić. Jeżeli przewiduję w moim budżecie jakąś kwotę
      na opiekunkę, to nie chciałabym zwiększać jej o 20 lub 30% z tytułu kosztów jej
      wyżywienia. Poza tym nie jestem przekonana, że ktoś czuje się lepiej lub lepiej
      zajmuje się dzieckiem mając nieograniczony dostęp do lodówki. Z mojego
      doświadczenia wynika, że one same niezbyt chętnie dają się wciągnąć na
      dodatkowego członka rodziny - same mówią, że "pracują", jak panie w żłobku lub
      przedszkolu. Lepiej na samym początku wyraźnie ustalić zasady, żeby uniknąć
      takiej sytuacji. Człowiek daje palec, a ucinają rękę.
    • Gość: Jolka Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.zeo 22.05.03, 13:38
      To wszystko kwestia tego ile płacicie tej opiekunce.
      Jolka
      • Gość: Anna Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.k.mcnet.pl 22.05.03, 14:06
        Gość portalu: Jolka napisał(a):

        > To wszystko kwestia tego ile płacicie tej opiekunce.
        > Jolka

        Nie do końca się zgadzam, czy Twój pracodawca funduje swoim pracownikom
        jedzenie dodatkowo oprócz wynagrodzenia (niezależnie od tego ile im płaci)?
        Praca opiekunki to taka sam praca jak każda inna i nie widzę potrzeby
        dożywiania opiekunki dodatkowo poza ustalonym wynagrodzeniem.

        Anna
        • izabelski Re: czy żywicie opiekunki? 22.05.03, 14:18
          przepraszam, ze sie wtracam - moj pracodawca dofinansowuje nam posilki a znam
          firmy (bogate), ktore kantyny maja za darmo.

          izabelski
    • Gość: agatka_s Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.acn.pl 22.05.03, 15:02
      Tak sobie czytam Wasze posty i tak strasznie zieje z nich nienawiścią do Pań
      opiekunek...aż przykro czytać. Albo miałyście prawdziwego pecha albo coś
      jednak jest z Wami nie tak, że tak nienawidzicie te kobiety które przecież
      odwalają za Was (rodziców) kawał roboty.

      Kiedyś jako studentka w czasach głębokiego komunizmu dorabiałam w Londynie w
      knajpie, szef traktował personel jak śmiecie, stosując jedynie gesty i
      wyzwiska, ja w cichym odwecie wyrzucałam mu łyżeczki w ilościach hurtowych do
      śmietnika nucąc "Jeszcze Polska nie zginęła"...nie wiem czy to apropos, ale
      nauczyło mnie to szanować każdego kto wykonuje nawet najgłupszą pracę
      (oczywiście praca opiekunki taką nie jest). Pewnie że są ludzie którzy
      potrafią wykorzystać zaufanie którymn się ich obdarza (nie jestem naiwna), ale
      zazwyczj jednak traktując swoich pracowników tak jakbyśmy sami chcieli być
      traktowani osiąga się dużo więcej, a dotyczy to kazdego podwładnego (wiem to z
      kilkunastoletniego doswiadczenia bycia szefem) a tego szczególnego jakim jest
      opiekunka to w 200%.

      Pozdrawiam i życzę trochę większej życzliwości i zaufania do ludzi, tak sie
      poprostu milej żyje.
      • iwona3 Re: czy żywicie opiekunki? 22.05.03, 16:13
        Droga Agatko, czemu od razu "nienawidzicie"? Trudno jest znaleść nianię, która
        zżyje się z dzieckiem, będzie dla niego jak rodzona ciocia lub babcia. Ja
        miałam cztery opiekunki i żadnej z nich nie udało mi się "udomowić". Może
        dlatego, że wszystkie były młodszymi ode mnie studentkami? Zawsze rano wpadały
        w ostatniej chwili, a po moim powrocie szybko uciekały - w biegu pytałam, jak
        minął dzień. Ale nigdy nie obrzucałam ich wyzwiskami - jaka matka mogłaby to
        robić, nie trzęsąc się, że wszystko to odbije się na dziecku?
        Współczuję, że masz takie przykre doświadczenia z WB, jednak mają się one nijak
        do dyskutowanej sytuacji. Sprawa jest jasna: albo opiekunka będzie się czuła
        jak u siebie w domu, korzystała bez ograniczeń z lodówki, ale we wtorek
        przyniesie domowe ciasto, czasem kupi dziecku zabawkę itp.; albo wywiązuje się
        ze swoich zadań i nic ponadto,otrzymuje wynagrodzenie w ustalonej wysokości i
        nie wynosi z domu "gratisów". NIektórym opiekunkom ta druga wersja po prostu
        bardziej odpowiada.
        Pozdrawiam
        • Gość: mimblowa Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.itpp.pl 22.05.03, 17:08
          a u mnie sytuacja dojrzewa tymczasem. jest tak: jak jestem cały czas w domu to
          opiekunka nie chce nic zjeść, nawet wtedy gdy proponuję (np jem śniadanie i
          pytam czy chce też). Żyje o wodzie. Jeśli tylko idziemy do pracy pędzluje
          lodówkę, a potem starannie sprząta po sobie jakbym nie wiedziała ile i czego
          mam ( a wiem bo kupujemy bardzo niewielkie porcje, żeby się nie zmarnowało).
          Słowem schizofrenia totalna.
          Zamierzam jutro zrobić tak.
          Zamierzam powiedzieć, że własnie mamy taką schizofrenię i pewnie to jest dla
          nie krępujące więc może ustalę zasady takie, że zostawię jej w lodówce miejsce
          na jej produkty (bo pewnie coś tam będzie kanapki nie wiem co) i nikt jej tego
          nie ruszy, a schizofrenia jedzeniowa się skończy.
          Tak właśnie zrobię.
          Nie jestem człowiekm który rzuca brzydkim słowem i urąga. Lubię ją, mój syn ją
          lubi, chciałabym, żeby pracowała u nas do końca, to jest jeszcze trzy lata i
          może czas skończyć ten przykry epizod zwany: co jest w lodówce.
          na marginesie dodam: mój pracodawca mnie nie karmi i nie daje mi gratisów. Ja
          jej daję: wolne płatne dni gdy tego potrzebuję. natomiast chcę mieć własne
          żarcie na własnym miejscu
        • Gość: bietka Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.acn.pl 22.05.03, 23:39
          Dla mnie opiekunka to szczegolna osoba, nie jakis tam pracownik, ale bardziej
          członek rodziny. Nasza jest z nami 2 lata i nigdy nie milam do niej zadnych
          zarzutow. Dzieciaki ja uwielbiaja, a ona je. Nie wyobrażam sobie wydzielania
          jej jedzenia. Nie przekonuja mnie argumenty, ze jak ja ide do pracy to nikt mi
          tam nie funduje jedzenia. Praca opiekunki ma szczególny charakter, polega
          przeciez na opiece nad nnajwazniejszymi dla nas osobami. Dla mnie warunkiem
          koniecznym jest to zebym mogla traktowac ja jak członka rodziny,. Jak już
          napisałam, nasza jest z nami 2 lata. Oczywiście nie od początku istniala taka
          wiez jak teraz, ale od razu czulam, ze to jest ta osoba i zawsze chciałam,
          żeby czula się jak u siebie w domu. Nigdy przy dzieciach (w zasadzie starszej
          córeczce, bo młodsze i tak jeszcze nie rozumie) nie daje jej pieniędzy.
          Oczywiście nasza coreczka, wie ze niania to nie ciocia i na czym polega jej
          praca. Nie chcemy jednak, żeby miala poczucie, ze np. opiekunka jest dla niej
          taka mila i kochana bo jej placimy i wszystko zalezy od kasy. Wiem, ze to
          troche nie na temat. Wydaje mi się jednak, ze Agatka ma racje i z wielu postow
          przebija niechęć do opiekunek.
          A co do meritum, jeżeli rzeczywiście z tym jedzeniem jest taki problem trzeba
          po prostu porozmawiac, a tak w ogole dla mnie jest podejrzana osoba, która
          przy Was mowi, ze nic nie je a pozniej wyczyszcza lodowke.
          Acha, nasza opiekunka bardzo czesto kupuje dzieciom rozna drobiazgi.
          Pozdrawiam
    • Gość: kasia :) IP: *.chello.pl 23.05.03, 11:25
      "Moja" opiekunka była przeze mnie "dożywiana" jeszcze przed momentem, zanim nią
      została - była to po prostu przesympatyczna sąsiadka, która w 46 roku życia
      straciła pracę (rozwiązali zakład) i skończył jej się zasiłek. Pani ta - jescze
      nie wiedząc o moich planach co do niej - od początku dużo i bezinteresownie
      pomagała mi przy dziecku, w pierwszych zimowych tygodniach 2 razy dziennie
      wychodziła z moim psem, a czasem - podrzucała coś ze swojego garnka, widząc że
      cały dzień "głoduję" bo mały 24/h wisiał przy cycu. Znając jej sytuację (ma
      syna na 1 roku studiów, który trochę dorabia, tyle że na czynsz i opłaty
      starczy), oprócz zapłaty za opiekę nad dzieckiem ok. 1000 zł), często robiąc
      zakupy w supermarkecie kupuję coś i jej (trochę wędliny, owoce, masło, coś na
      obiad) - za to nigdy wcześniej nie muszę uzgadniać, czy danego wieczoru mogę
      iść do kina czy nie smile)) (mieszka drzwi w drzwi). Mój syn ją uwielbia, a my
      traktujemy jak rodzinę. Może pani o której piszesz ma jakieś problemy w domu
      (jeśli jest dobrą opiekunką i zależy ci na niej - porozmawiaj po prostu z nią
      o tym, moze jest w ciężkiej sytuacji materialnej) może choruje na jakąś
      chorobę, którą ukrywa (bulimia) ... ? Serdecznie pozdrawiam i życzę rozwiązania
      problemów. Kasia
    • Gość: mimblowa Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.itpp.pl 23.05.03, 21:12
      No i stało się. Pogadałyśmy i jak dla mnie temat jest załatwiony i oby tak
      zostało.
      W istocie i ja sądziłam, że opiekunka to człowenk rodziny. Pierwszą tak
      traktowaliśmy dotąd dopóki na własne uszy nie usłyszeliśmy jak mówi do dziecka:
      przestań wreszcie gadać głupolu (syn miał wtedy rok i gaworzył) oraz innych
      tekstów. Dla nas byla ujmująco miła.
      Nasza nowa niania spodobała mi się od razu. I chciałam, zeby było rodzinnie to
      był błąd. Bo muszą istnieć zasady: takie mianowicie, że to jest mój dom, moje
      dziecko i moje rzeczy. A ja tego nie postawiłam ostro i zaczeło sie pożyczanie
      książek bez pytania, dzwonienia itp. Sądzę, że stało się tak dlatego, ze nasza
      niania choć lubi naszego syna, i byc może nas ma takie przekonanie, narosłe z
      lat doświadczeń, że miejsce pracy (bo w końcu jestesmy miejscem pracy) to takie
      coś skąd można coś uszczknąć. Tak jak z poprzednich gdy brała sobie (sama mi
      opowiadała) a to środki czystości (gdy była sprzątaczką), a to lekarwstwa (gdy
      opiekowała sie starszą pania i uznała, że te lekarstwa sa jej nieporzebne). ja
      nie chcę, żeby ktoś za mnie decydował co jest mi potrzebne. PO dzisiejszej
      rozmowie doszłam do wniosku, że poprzednie prace zdemoralizowały naszą nianię i
      że trzeba zacząć od pracy u podstaw. Bo ja nie lubię bybyć robiona w konia i
      wolałabym , żeby nasze układy były naprawde oparte na szacunku a nie na
      cwaniactwie pod tytułem a może ona czegoś nie zauważy. Z mojej strony ten
      szacunek wyglądał i będzie wyglądał tak, że ide jej na rękę w jej życiowych
      sprawach (płatny urlop na przykład) jak coś potrzebuje a ja mam chętnie dam
      (ostatnio były to lekarstwa) ugoszczę jej dzieci (były u nas zaprosiliśmy je na
      obiad i gry komputerowe)i wyjdą stąd zapakowane w słodycze, a z zagranicznych
      wojaży mój mąż zawsze przywozi jakiś drobiazg również dla niej. Uważam że to
      jest ludzkie i dobre traktowanie. Sama natomiast oczekuję że będzie zajmowała
      sie moim dzieckiem z całą starannośćią (trudno przecież oczekiwac miłości czy
      cos takiego, jak jest to tylko fajnie) i że mój dom będzie moją własnością o
      której to ja decyduję. Chciałabym też nie być odbierana jak biuro z którego sie
      bierze zeszyty, ołówki i kalkulatory bo to przecież wspólne ale jak dom
      przynajmniej znajomych, u których nie wypada robić rzeczy niegrzecznych.
      I bardzo bym chciała, żeby bezproblemo trawało to dalej czyli jeszcze trzy
      następne lata.
      • Gość: paula Re: czy żywicie opiekunki? IP: 213.158.197.* 30.06.03, 16:45
        napisz jak ona zareagowała. czy cos między wami sie zmieniło.
        mój synek (10 mies.) siedzi u sąsiadki i jest to super układ z tego co tu
        czytam. ale mam do niej 100 % zaufania i wiem, że jest super uczciwa i bardzo
        ja krępuje nawet to, że ma nasze klucze i zawsze sie spowiada jak wejdzie po
        coś. czasem kupuje dziecku drobiazgi, karmi własnymi jabłkami, nam podrzuca
        naleśniki. ja ją uwielbiam i moje dziecko chyba też.
        rozumiem natomiast twoj sytuację. jestem pewna, że ona sama tego nie zjada.
        jest to chyba kwestia kultury. co innego zjeść kanapkę a co innego ogołocić
        lodówkę.
        znam rodzinę, w której też zaproponowali opiekunce, że może jeść co zechce.
        doszło do tego, że co rano ona przyprowadza dwoje dorastajacych dzieci na
        śniadanie, a po szkole przychodzą na obiad. przejada z pewnością kilkaset
        złotych ponad pensję. według niektórych z was powinno się to chyba tolerować.
        moim zdaniem jest to już naciąganie
        • Gość: Niania Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.daminet.pl 30.07.03, 00:43
          Poruszył mnie ten wątek, gdy czytałam sobie stare różne posty i stwierdziłam,
          że muszę go wyciągnąć na wierzch i się wypowiedzieć. Te lawiny postów ponad
          moim są przerażające, pała z nich nie tyle nienawiść ale kompletny brak
          zaufania. Nie bronię tej pani, która wyjadała całą lodówkę, faktycznie to było
          ogromnym nadużyciem gościnności.
          Podzielę się jednak swoją dość przykrą historią. Otóż SAMA JESTEM NIANIĄ i
          mam zupełnie inne doświadczenia. Opiekuję się fajnym chłopczykiem już prawie
          trzy lata i z pełnym przekonaniem muszę powiedzieć, że TO JA JESTEM OBjADANA.
          Naprawdę!!! Cokolwiek przyniosę to na drugi dzień znika, jogurty, soki. Ja
          sobie sama przynoszę jedzenie ale jak nie daj Boże go zapomnę to znika i nie
          ma o tym mowy. Po pewnym czasie dochodziło do tego, że rodzice mojego
          podopiecznego nawet nie troszczyli się czy dziecko ma coś do jedzenia-w
          chlebaku nie było chleba, a mi nie dali pieniędzy żeby kupić chleb i nakarmić
          ich dziecko. Musiałam wiec karmić go swoim chlebem, bo jak przecież odmówię
          głodnemu dziecku. Oni natomiast nie widzieli w tym nic złego, nawet jeśli
          delikatnie sygnalizowałam im, że to ja dziecku kupiłam albo dałam swoje
          jedzenie. Jak brakowało wędliny to kupowałam za swoje i nikt nie poczuwał się
          żeby mi zwrócić. Tak samo z masłem. Do tego stopnia są nieuprzejmi, że jeśli
          leży na stole ciasto po imprezie nie zaproponują, żebym się poczęstowała. A
          moje gdy kupię sobie na dwa dni i schowam w ich lodówce znika bez pytania.
          Czuję się wykorzystywana. Początkowo byliśmy umówieni, że zajmuję się tylko
          dzieckiem, dziś dochodzi do tego że obieram ziemniaki, robię zakupy sprzątam a
          pensja nie rośnie. Męczy mnie cała ta sytuacja, najgorsze jest to że są to
          ludzie z mgr, wykształceni a tak pomiatają człowiekiem. Ja dziecku zawsze
          jakiś drobiazg kupuję na urodzinki, Mikołaja czy dzń dziecka. Oni nigdy mi
          żadnego drobiazgu nie sprezentowali. Nie chcę z nimi o tym wszystkim
          rozmawiać, bo nie chcę żeby zrobiło się im głupio i żeby to nie rzutowało na
          nasze przyszłe stosunki. Smutna jest to historia, bo w sumie prócz tego, że
          jestem niania JESTEM TEŻ CZŁOWIEKIEM i nie lubie, żeby ktoś do tego stopnia
          nie liczył się z moim zdaniem. To jest przykre. Jak przychodzą traktują mnie
          jak powietrze chyba po to, żebym się zmyła jak najszybciej do domu. Ogólnie są
          mili, ale ja wiem jedno: gdy będę miała swoje dziecko i nianię to nigdy nie
          pozwolę by choć przez chwilę czuła się tak jak teraz ja się czuję_poniżona.
          Nie mogę zrezygnować z bycia nianią bo przecież trzeba z czegoś zyć. Na razie
          cicho to znoszę tylko nie wiem na jak długo...
    • tintin Re: czy żywicie opiekunki? 01.07.03, 11:37
      Jak to czesto na forum bywa dyskusja poszła w dziwną stronę.
      Jest jakiś problem. tymczasem wiekszośc osób zamiast poradzić opiera się na
      swoich doświadczeniach.
      Ci którzy maja fajne opiekunki dziwią się, że napada się na biedną opiekunke i
      ją głodzi.
      Ci którym trafiły się złe opiekunki proponują drastyczne rozwiązania (wywalic).
      A przecież nie o to chodzi.Mamy trudną psychologicznie sytuację. Opiekunka jak
      rozumiem w stosunku do dziecka jest w porządku, natomiast w stosunku do
      rodziców nie (w końcu znikanie tak duzych ilosci jedzenia świadczy o tym ze
      wynosi je dla rodziny - dla mnie jest to nie w porzadku nie wyobrażam sobie,
      żebym poszedł do pracy i zaczął przynosić do domutoner do drukarki, zapasowe
      klawiatury, papier do drukarki, czy monitor. No bo przeciez skoro w biurze mają
      100 paczek z papierem to nie zauważą że wziąłem kilka, a jak mają 200
      komputerow to nawet nie zauważą że jeden zniknie, a firma przeciez nie
      zbiednieje. Wywaliby mnie z roboty natychmiast. Ale z opiekunka jest inaczej.
      Dziecko się przyzwyczaja, trudno znalexc inną bo przeciez nie ma gwarancji że
      tez nie zaczełaby czegoś zabierac etc.
      Ja powiem uczciwie - nie mam pojęcia co zrobić. Wiem jedno: - że gdybym to ja
      był opiekunką to zachowywałbym się jak w pracy - tzn albo przyniosl kanapki,
      albo cos kupil na miescie. Czasem oczywiscie sa wypadki że zapomne kanapek,
      zapomne pieniędzy. Wtedy chyba zachowałbym sie w mieszkaniu pracodawcow tak jak
      w mieszkaniu jakiś dalszych znajomych. Jeślibym był głodny to bym się spytał
      czy moge coś sobie zjesc. to mi się wydaje normalne. W końcu chyba nie jest
      przyjęte, żeby iść sobie do lodówki jakiegoś znajomego który nie jest kumplem,
      przyjacielem i wyjadac mu wszystko? Pewnie jest inaczej jesli opiekunka z nami
      mieszka, jest od lat (jak Gabrysia z "Na dobre i na zle" smile)). Ale to nie ten
      przypadek
    • Gość: hubert Re: czy żywicie opiekunki? IP: *.*.*.* 02.07.03, 09:59
      To istotnie spory problem. Zwłaszcza z tym, że rzeczywiście czasem nic nie
      zostaje na kolację. My podzieliliśmy lodówkę na dwie "strefy", z której jedna
      przeznaczona jest wyłącznie dla nas, a z drugiej korzystamy wspólnie z nianią.
      Podobnie jest z półkami spiżarni. Na chleb nie ma ograniczeń: uznajemy, że nie
      wypada go wydzielać.
      • Gość: bea16 Ile placicie opiekunce? IP: 213.25.206.* 02.07.03, 10:16
        Ile placicie swoim opiekunkom? Za jaka ilosc godzin?
        • Gość: NIANIA Re: Ile placicie opiekunce? IP: *.daminet.pl 30.07.03, 00:44

          -------------------------------------------------------------------------------
          -
          Poruszył mnie ten wątek, gdy czytałam sobie stare różne posty i stwierdziłam,
          że muszę go wyciągnąć na wierzch i się wypowiedzieć. Te lawiny postów ponad
          moim są przerażające, pała z nich nie tyle nienawiść ale kompletny brak
          zaufania. Nie bronię tej pani, która wyjadała całą lodówkę, faktycznie to było
          ogromnym nadużyciem gościnności.
          Podzielę się jednak swoją dość przykrą historią. Otóż SAMA JESTEM NIANIĄ i
          mam zupełnie inne doświadczenia. Opiekuję się fajnym chłopczykiem już prawie
          trzy lata i z pełnym przekonaniem muszę powiedzieć, że TO JA JESTEM OBjADANA.
          Naprawdę!!! Cokolwiek przyniosę to na drugi dzień znika, jogurty, soki. Ja
          sobie sama przynoszę jedzenie ale jak nie daj Boże go zapomnę to znika i nie
          ma o tym mowy. Po pewnym czasie dochodziło do tego, że rodzice mojego
          podopiecznego nawet nie troszczyli się czy dziecko ma coś do jedzenia-w
          chlebaku nie było chleba, a mi nie dali pieniędzy żeby kupić chleb i nakarmić
          ich dziecko. Musiałam wiec karmić go swoim chlebem, bo jak przecież odmówię
          głodnemu dziecku. Oni natomiast nie widzieli w tym nic złego, nawet jeśli
          delikatnie sygnalizowałam im, że to ja dziecku kupiłam albo dałam swoje
          jedzenie. Jak brakowało wędliny to kupowałam za swoje i nikt nie poczuwał się
          żeby mi zwrócić. Tak samo z masłem. Do tego stopnia są nieuprzejmi, że jeśli
          leży na stole ciasto po imprezie nie zaproponują, żebym się poczęstowała. A
          moje gdy kupię sobie na dwa dni i schowam w ich lodówce znika bez pytania.
          Czuję się wykorzystywana. Początkowo byliśmy umówieni, że zajmuję się tylko
          dzieckiem, dziś dochodzi do tego że obieram ziemniaki, robię zakupy sprzątam a
          pensja nie rośnie. Męczy mnie cała ta sytuacja, najgorsze jest to że są to
          ludzie z mgr, wykształceni a tak pomiatają człowiekiem. Ja dziecku zawsze
          jakiś drobiazg kupuję na urodzinki, Mikołaja czy dzń dziecka. Oni nigdy mi
          żadnego drobiazgu nie sprezentowali. Nie chcę z nimi o tym wszystkim
          rozmawiać, bo nie chcę żeby zrobiło się im głupio i żeby to nie rzutowało na
          nasze przyszłe stosunki. Smutna jest to historia, bo w sumie prócz tego, że
          jestem niania JESTEM TEŻ CZŁOWIEKIEM i nie lubie, żeby ktoś do tego stopnia
          nie liczył się z moim zdaniem. To jest przykre. Jak przychodzą traktują mnie
          jak powietrze chyba po to, żebym się zmyła jak najszybciej do domu. Ogólnie są
          mili, ale ja wiem jedno: gdy będę miała swoje dziecko i nianię to nigdy nie
          pozwolę by choć przez chwilę czuła się tak jak teraz ja się czuję_poniżona.
          Nie mogę zrezygnować z bycia nianią bo przecież trzeba z czegoś zyć. Na razie
          cicho to znoszę tylko nie wiem na jak długo...


          • oralhella [...] 30.07.03, 02:57
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • Gość: lola Re: Ile placicie opiekunce? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.03, 09:07
            Niestety takich przypadków jest wiecej, moja mama doswiadczała tego takze,
            teraz zajmuje sie dzieckiem w innej rodzinie, ale swoje przeszła, tym bardziej
            ze jest osoba w wieku, gdy nalezałby sie jej chocby tylko z tego tytułu
            szacunek. Niestety realia w tym kraju zmuszają ludzi do znoszenia czyjegos
            chamstwa, bo nie mają wyjscia.
Pełna wersja