Nietypowy problem....

IP: *.dip.t-dialin.net 28.05.03, 13:39
Wiem,ze sa na forum przede wszystkim mlode mamy i mezatki,ale moze znajdzie
sie tez jakas z doswadczeniem i doroslymi juz dziecmi.Jestem po 50-tce,mam
trojke doroslych i samodzielnych juz dzieci.Problem dotyczy mojej najmlodszej
corki. Niecaly rok temu wyszla za maz ,a po slubie zamieszkala z nami pod
jednym dachem.Dom duzy,wiec nie ma problemu. Coz,kiedy zupelnie nie uklada
jej sie w malzenstwie...Nie moge uwierzyc,aby w pare miesiecy po slubie tyle
bylo chlodu i obojetnosci miedzy mlodymi malzonkami. Corka bardzo sie
zamartwia i stresuje. Ginie po prostu w oczach.Jest chuda,ma klopoty z
zoladkiem,nie moze spac. A ja jako matka nie potrafie spokojnie na to patrzec!
Nie wiem tylko jak podejsc do calej sprawy! Nie chce aby mlodzi mysleli,ze
sie wtracam, nie chce pogarszac zaistnialej sytuacji.....
Co robic? Jak pomoc?
Corka sama do mnie nie przyjdzie, chyba sie wstydzi podjetej pochopnie
decyzji i teraz bardzo zaluje.Ziec jest dla mnie calkowicie obcym
czlowiekiem,choc Bog wie,ze bardzo sie staralam zaakceptowac go takim jaki
jest! Dodam,ze z innymi dziecmi i ich wspolmazonkami nie mialam i nie mam
najmniejszych problemow. Oni sie kochaja,zyja harmonijnie,az przyjemnie sie
na nich patrzy. Tylko ta mlodsza sie miota,marnieje,pograza w nieszczesciu.
Jak jej pomoc,bez wchodzenia buciorami w czyjes zycie osobiste?
Czy ja,jako matka mam prawo bronic wlasnego dziecka????
    • Gość: Kasia Re: Nietypowy problem.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.03, 15:00
      Co prawda raczej jestem mało doświadczoną mamą (5 letni staż smile), ale mimo
      wszystko porozmawiałabym z córką. Zaprosiłabym na kawę i ciasto i pogadała.
      Powiedziałabym o Pani obawach, o wrażeniach dotyczących nieudanego związku.
      Powiedziałabym o tym, że absolutnie to nie jest jej wina, że tak się dzieje,
      ale niemniej jednak coś z tym fantem trzeba zrobić bo tak dalej żyć się nie da.
      Może wizyta u jakiegoś sprawdzonego psychologa (sama miałam problem i po
      wizytach u psychologa się udało go rozwiązać) pomoże młodym się dogadać.
      Pozdrawiam i wszystko będzie OK
      • Gość: astinger Re: Nietypowy problem.... IP: 213.231.15.* 28.05.03, 15:08
        Nie wiem czy metody nazwijmy to "klanowe" dadzą efekt. Ja mam jeszcze krótszy
        staż jako rodzic, tak krótki ze bardziej potrafie sobie wyobrazić problem
        twojej córki i jej zwiazku niz twój jako cierpiacej matki. Tak sie wiec
        zastanawiam czy przez analogie moi rodzice mogliby pomóc jakos mojemu niezbyt
        udanemu małżeństwu i sądze że raczej nie bardzo. Ale prawo troski i ewentualnej
        pomocy na pewno masz. Zorientuj sie tylko czy na pewno chłop jest winien.
        • mam-darynka Re: Nietypowy problem.... 28.05.03, 15:16
          Z wlasnych doswiadczen i roznych obserwacji wiem, ze mieszkanie z rodzicami to
          nie najlepszy sposob na zaczynania malzenstwa. Nawet jesli dom jest duzy,
          stosunki z rodzina poprawne i wszystko niby w porzadku. Mlodzi ludzie powinni
          mieszkac sami. Czy sie maja rozstac, czy maja szanse przetrwac - zawsze latwiej
          im bedzie sie porozumiec bez swiadkow. Chocby ci swiadkowie byli jak
          najbardziej zyczliwi. Ja mysle, ze Twoja corka i ziec powinni sie wyprowadzic
          i ulozyc sobie zycie naprawde we dwoje. Lub we dwoje - bez czujnych oczu i uszu
          tesciow - zdecydowac, ze zycia sobie nie moga ulozyc. Jesli finansowo to
          niemozliwe to moze chociaz Ty z mezem mozecie wyjechac na jakis dluzszy urlop i
          zostawic mlodych samym sobie. To oni sie musza dogadac we dwoje a nie Ty z
          corka.
    • Gość: Gocha Re: Nietypowy problem.... IP: *.smstv.pl / 192.168.10.* 28.05.03, 18:11
      Powiem tak, gdybym miała jakikolwiek problem, nie ważne, czy miesiąc, czy 10lat
      po ślubie nie zwróciłabym się z nim do matki( powodów wiele we mnie i w niej),
      ale bardzo chciałabym, żeby zuważyła te dziwne sygnały, które każdy w każdej
      trudnej sytuacji w mniej lub bardziej świadomy i w mniej lub bardziej widoczny
      sposób wysyła. Spróbuj może przewrotnie: zaproś zięcia koniecznie na neutralny
      teren i zapytaj np. Jesteś jakiś niezadowolony, czy masz lub macie jakies
      problemy, czy możemy jakoś pomóc? Tym sposobem zanim usłyszysz lub nie
      cokolwiek od córci sprawdzisz jego reakcję. Potem wybadaj ją, sama wyczujesz,
      czy mówi szczerze. Jeśli nie zdoła się otworzyć, pozostaw ją w głębokim
      zapewnieniu,że jesteś gotowa pomóc jej jak będzie chciała, bez względu na
      przeszłość,presję otoczenia i przyjęte konwenanse.

      Moja mama mówi, że nie wyobraża sobie wtrącania sie jakiegokolwiek w sprawy
      małżeństwa dzieci. Wiem, że w jej wypadku mogłoby dojśc do skrajności, nawet
      kiedys otym jej powiedziałam.( Tak bardzo sie nie wtrącasz, że nawet gdyby mąż
      walił mnie młotkiem po głowie uznałabyś, że to nasza sprawa. )Bardzo skrajne,
      ale obrazowe.
      I daj znać, czy coś się wyjaśniło. Pozdrawiam.
      • Gość: Smutna Mama Re: Nietypowy problem.... IP: *.dip.t-dialin.net 28.05.03, 21:16
        Bardzo Wam dziekuje za wszystkie rady,szczegolnie Tobie Gosiu! Przez to
        wlasnie,ze mieszkamy pod jednym dachem ja sie panicznie boje kazdego
        pytania,aby nie bylo odebrane jako wtracanie sie. Wiem,ze mlodzi zyja inaczej
        niz ja kiedys,ze to inne czasy i inne pokolenie.
        Niestety nie stac ich na to, by zamieszkac osobno. Takie to juz czasy! Wiem,ze
        zieciowi pewno nie bylo i nie jest latwo zyc w obcym domu, do tego jakby nie u
        siebie! Nie powiem,choc na poczatku byly problemy,po slubie przyjelismy go
        serdecznie i z wyciagnieta reka. Choc byl w stosunku do nas od poczatku bardzo
        nieprzyjazny i niedostepny ja przymykalam oczy,myslac ze wszystko sie ulozy.
        Nawet teraz nie nalegam, by mowil mi "dzien dobry" czy pomogl zniesc wegiel do
        piwnicy.On najlepiej czuje sie w swoim towarzystwie, nawet z dwa tygodnie moze
        nie pokazac nam sie na oczy....Podczas ostatnich urodzin corki nie wyszedl do
        gosci,bo nie mial ochoty....A teraz ma urlop i pojachal do swojej mamy , jak to
        sam stwierdzil ,odpoczac....Sek w tym, ze moje dziecko tez ma wolne i siedzi
        sama w domu czekajac na jego telefon....Ciezko na cos takiego spokojnie patrzec!
        Zupelnie nie wiem , co zrobic ale postaram sie wykorzystac Pani rade,Gosiu i
        zagadnac ziecia z boku i zupelnie neutralnie. Nie obiecuje,ze mi sie to uda,bo
        z coraz wieksza niechecia patrze na jego poczynania. A tego boje sie
        najbardziej:Zniechece sie zupelnie i nie dam mu zadnej szansy!
        • Gość: hot_dog Re: Nietypowy problem.... IP: *.crowley.pl 28.05.03, 21:50
          Twój problem mnie bardzo zastanowił, bo ja byc może niedługo wejde w etap bycia
          tesciową. Sądząc z twojej wypowiedzi starasz sie bardzo nie narzucac sie jako
          teściowa. Fakt mieszkania pod jednym dachem może, ale wcale NIE MUSI (znam po
          kilku zaprzyjaźnionych rodzinach)być powodem do problemów młodego małżeństwa.
          Jeśli młodzi zamieszkali razem z wami, to byli oboje świadomi tej decyzji.
          Myslę,że rozumiem milczenie twojej córki. Jedne kobiety głośno i publicznie
          utyskują na swoje niepowodzenia, inne odwrotnie, zamykają sie w sobie. Sądzę,że
          powinnas delikatnie porozmawiać zarówno z zięciem jak i z córką.Matka
          pozostanie matką i jej troska o szczęście dziecka (oczywiście, bez "włażenia w
          butach") jest zupełnie naturalna. Jestem ciekawa, czy zięc też jest w obecności
          swojej matki powściągliwy w ocenie swojego małżeństwa???Ale to już tylko
          domysły...
        • izabelski Re: Nietypowy problem.... 29.05.03, 01:20
          nie wiem, czy moja rada sie na cos przyda, ale postaraj sie, zeby corka
          wiedziala, ze ma w Was, rodzicach swoje oparcie bez wzgledu na to co robi.
          Jesli potrafiszs z nia porozmawiac (moze najlepiej na neutralnym gruncie, w
          kawiarni czy tez restauracjii) i nie mow jej, ze rozmowa owa bedzie tylko i
          wylacznie o jej problemach malzenskich. ale postaraj sie jasno i klarownie jej
          powiedziec cos w tym stylu : "Corcio, kochamy Cie wszyscy bardzo, wydaje nam
          sie , ze masz jakies klopoty w swoim malzenstwie, nie chce, zebys o nich
          mowila, jesli nie masz ochoty, ale wiedz, ze cokolwiek postanowisz, to my cie
          poprzemy w 100%, rob wiec to co uwazasz za sluszne i nie kieruj sie zadnymi
          innymi wzgledami tylko swoim wlasnym szczesciem" - czesto mlodym ludziom wstyd
          jest sie przyznac do bledu i boja sie wyjsc poza ustalone ramy spolecznej
          akceptacjii.

          W sumie jesli zwiazek ten jest nieudany to cieszcie sie, ze nie ma dzieci, bo
          wtedy dopiero bylby klopot.

          I masz racje, masz prawo martwic sie o swoje dziecko - daj jej tylko znac, ze
          masz dla niej czas kiedy ona bedzie potrafila porozmawiac o swoich klopotach.

          Powodzenia
          izabelski
    • Gość: Gocha Re: Nietypowy problem.... IP: *.smstv.pl 29.05.03, 15:37
      Po przeczytaniu Twoich wyjaśnień jedyne co przyszło mi do głowy to myśl, że
      Twoja córka tak "tkwi" w tym małżeństwie, że zapomniała o sobie. Nie pozwól jej
      siedzieć w domu, powinna gdzieś sie wyjść(kino, znajomi), z Tobą, czy z
      podesłaną przez Ciebie osobą. Może zaangażujesz jakąś jej koleżankę? Nie może
      spalać się czekając, to niszczy psychikę. Musi coś robić(może masz dla niej
      jakąś pilną czynność do wykonania).
      I jeszcze na ewentualność, że Twoje dyplomatyczne zabiegi nie wyjaśnią do końca
      sytuacji: Wiem, że świetnie działa ojcowskie, twarde : To jest nasza córka, nie
      pozwolę by cierpiała, daję Ci ostatnią szansę zrobić wszystko by była
      szczęśliwa! Szkoda, że mój ojciec jest bardzo ustępliwo- łagodnym człowiekiem(
      delikatnie mówiąc). Oszczędziłoby mi to wielu łez i szybciej "ustabilizowało
      moje małżeństwo".
Pełna wersja