spulka
11.06.03, 13:24
Przedszkole, do którego moje dziecko będzie uczęszczać od września, wywiesiło
jeszcze w kwietniu informację o organizowaniu Drzwi Otwartych właśnie w tym
tygodniu. Bardzo się z tego ucieszyłam, chociaż trochę się rozczarowałam, że
to tylko pięć dni. Gdy przyszliśmy, zostaliśmy przyłączeni do grupy, która
właśnie ćwiczyła program na pożegnanie sześciolatków. Zrozumiałe, że moje
dziecko nie mogło w tym uczestniczyć, więc bawiłam się z nim zabawkami. Jakaś
pani namawiała mnie, żebym zostawiła dziecko w przedszkolu i przyszła
później. Nie zgodziłam się, bo wiedziałam, że to będzie duży stres dla niego
a chciałabym, żeby to miejsce dobrze mu się kojarzyło.
Okazało się, że na drugi dzień przedszkolaki wyjeżdżają na wycieczkę i...
nici z Drzwi Otwartych.
Dzisiaj poszedł z dzieckiem tata. Sam wybrał salę z najmłodszymi dziećmi, bo
nikt się nawet ich przyjściem nie zainteresował. Jedna pani zaoferowała, że
zajmie się naszym dzieckiem i rzeczywiście zaczęła się z nim ładnie bawić,
więc tata uspokojony wyszedł. Po godzinie wrócił i okazało się, że nasze
dziecko cały czas płakało o czym powiedziała następna pani, która przejęła
opiekę i miała pretensje, że nikt z rodziców nie został.
Chciałam, żeby moje dziecko poznało przedszkole, zostało wciągnięte do zabawy
z dziećmi a czujemy się jak intruzi.
Czy tak powinny wyglądać Drzwi Otwarte? Jak przebiegają takie dni w innych
przedszkolach? Czy zorganizowanie ich to odgórny wymóg czy dobra wola
przedszkola?
A może ja mam oczekiwania z Kosmosu...?