siostra się cięła...

05.10.07, 09:41
Mam młodszą siostrę (13 lat), z którą od kilku lat są problemy -
jest opryskliwa i niegrzeczna w stosunku do mamy, nie chce pomagać w
domu, nie chce odrabiać lekcji, na podwórku i ze znajomymi spędza
kilka godzin po południu (codziennie), na ogół nie wraca o
określonej godzinie. Ostatnio pocięła się żyletką - są to tylko
lekkie draśnięcia, ale sam fakt - przerażający. Jak z nią
postępować, aby zmienić jej zachowanie? Ja już jestem dorosła, mam
dwoje malutkich dzieci i choć staram się pomóc mamie w wychowywaniu
siostry to ostatnio czuję się bezradna. U psychologów mama była już
dwóch - nic nie pomogli.
    • iwucha Re: siostra się cięła... 05.10.07, 12:27
      U psychologów mama była już dwóch - nic nie pomogli.

      Czy to były jednorazowe wizyty, czy to była terapia? czy to był np.
      psycholog szkolny bez kompetencji terapeutycznych czy certyfikowany
      terapeuta?
      • bi_scotti Re: siostra się cięła... 05.10.07, 13:52
        Wszelkie proby samouszkodzen nalezy traktowac super powaznie -
        najczesciej sa objawiem depresji, czesto jesli nie leczonej to
        bardzo powaznej depresji. Podobnie jesli mloda osoba zaczyna np.
        obcinac sobie wlosy w sposob niekontrolowany - to rowniez jest forma
        samo-uszkadzania. Mama powinna skontaktowac sie z poradnia
        psychiatryczna ze specjalistami zajmujacymi sie nastolatkami.
        Najpierw spotkac sie z lekarzem sama, opisac zachowanie i
        postepowanie Twojej siostry, potem najprawdopodobniej lekarz
        zaordynuje terapie rodzinna. Wszelkie zachowania na granicy depresji
        u nastolatkow (jesli nie maja podloza schizofrenii czy bi-polar),
        wiaza sie najczesciej z ukladami w rodzinie. Dlatego tez najlepsze
        skutki ma w takich okolicznosciach terapia rodzinna. Przy czym warto
        pamietac, ze to wcale nie znaczy, ze ktos Twoja siostre w rodzinie
        dreczy czy robi Jej krzywde. To jest wylacznie problem komunikacji w
        okreslonym ukladzie i koniecznosci zmiany postepowania wszystkich
        czlonkow rodziny tak zeby ta jedna, cierpiaca osoba mogla wyjsc ze
        swoich problemow. Nie lekcewazcie tego ciecia sie - z tego sie nie
        wyrasta!
    • mag_internautka Re: siostra się cięła... 05.10.07, 14:31
      Dziękuję za wypowiedzi i rady. Rozmowa była raz z psychologiem
      szkolnym, a kilka lat temu chodziły kilka razy na wizyty do
      psychologa w przychodni, ale to polegało na tym, że psycholog
      słuchał i nic od siebie nie mówił... Jeśli ktoś może polecić dobrego
      psychologa w Warszawie to proszę o kontakt! Choć z drugiej strony na
      obecny moment, na propozycję mamy o wizycie u psychologa - siostra
      kategorycznie odmówiła. Nie wiem, jak można by ją zmusić i czy na
      siłę by to coś dało.
      • iwucha Re: siostra się cięła... 05.10.07, 15:23
        Na siłę nic się nie zrobi. Niestety. Ale bycie kilka razy u
        psychologa, który nic nie odpowiada to jeszcze żadna pomoc tak
        naprawdę, bo to najpewniej etap diagnozowania. Duże też jest
        prawdopodobieństwo, że terapeuta nie podszedł ani mamie ani
        siostrze, abo był niekompetentny. Dlatego źle się siostrze takie
        wizyty kojarzą (tym bardziej, że jest przekonana, że to nie pomoże)
        i stawia opór. w tej sytuacji mama powinna zacząć chodzić sama i na
        pewnym etapie za pomoca fachowca, który podpowie jej, jak, jakimi
        zachowaniami, postawami itd. wciągnąć siostrę w terapię.

        Takie autodestrukcyjne zachowania często wiążą się własnie z
        zakłóceniami w systemie rodzinnym. Dlatego polecałabym Ci terapię
        systemową. Niestety, jestem z Poznania więc moglabym polecić jedynie
        kogoś z Poznania.

        I jeszcze jedna uwaga: czytając Twój pierwszy post, nie mogłam
        oprzeć się wrażeniu, że siostra jest w Waszym układzie typowym
        kozłem ofiarnym, Ty grasz rolę tej dobrej corki, która pomaga matce,
        a matka podejmuje próby walki o córkę nieco bezskutecznie - byc może
        adekwatnie do swoich własnych potrzeb a niekoniecznie potrzeb
        siostry (nieświadomie, oczywiście). Jakby z góry ustawiacie siostrę
        jako "tę do naprawy" bo z Wami jest wszystko ok, co tym bardziej
        utwierdza ją w jej własnej roli i nakręca frustrację, w której tkwi.
        Może się mylę, ale takie odniosłam wrażenie. Raczej nie należy
        zakladać, że siostra żyje w oderwaniu od Was. Tak naprawdę, jej
        problem to problem całej Waszej rodziny, wzajemnych ukladów,
        relacji, komunikacji, emocji itd. Próblem siostry nie powstał w
        oderwaniu od nich, ona w czyms wyrasta. I tym czyms jest rodzina.
        Wasza rodzina.
        • mag_internautka Re: siostra się cięła... 05.10.07, 16:40
          iwucha, dziękuję Ci za zainteresowanie naszymi problemami.
          Faktycznie, jak zauważyłaś, pomagam mamie (na różne sposoby i od
          wielu lat) - więc jestem tą "dobrą córką", choć nie jest to tylko
          rola czy poza.
          Jeśli w ten sposób moja siostra została sprowadzona w naszej
          rodzinie do roli "tej przegranej" - to jak TO PRZEŁAMAĆ????

          Twoje spostrzeżenia w sporej mierze są trafne, ciekawa jestem skąd
          to wynika - kierunkowe wykształcenie, praca, własne doświadczenia...?

          Dodam, że co do psychologa, to one OBIE są przekonane, że psycholog
          NIC nie pomoże.
          • iwucha Re: siostra się cięła... 05.10.07, 18:09
            jestem tą "dobrą córką", choć nie jest to tylko
            > rola czy poza.
            > Jeśli w ten sposób moja siostra została sprowadzona w naszej
            > rodzinie do roli "tej przegranej" - to jak TO PRZEŁAMAĆ????


            To jest ROLA wrodzinie. W sensie psychologicznym, w sensie
            funkcjonowania w rodzinie. W określone role po prostu wtłacza sie
            poszczególnych członków lub/i oni sami w te role wchodzą, całkowicie
            bezwiednie. Na tej bazie funkcjonuje cały system rodzinny - zostaje
            zachowana pewna równowaga tego systemu - każdy ma wnim swoje
            miejsce, funkcje (te dobre i złe). To się robi po prostu
            nieświadomie. Może wynikac z róznych przyczyn - od kolejności
            urodzenia dziecka, okoliczności jego narodzin, (np. czy było
            chciane, czy nie), wrodzonych cech temperamentalnych, predyspozycji,
            metod wychowawczych itd.

            Takie PRZEŁAMYWANIE jest bardzo trudne bo trzeba wyjśc poza siebie i
            wlasne myślenie o tej danej osobie (koźle ofiarnym), które
            ukształtowało sie w oparciu o - najprościej mowiąc - wieloletni
            mechanizm błędnego koła. Wystarczy, że raz czy dwa siostra dała do
            wiwatu (np. juz w najmłodszych latach), a przyklejono jej etykietkę
            niegrzeczniej, nieposłusznej itd. utożsamiając to dane zachowanie z
            osobą. A przecież zachowywanie się niegrzeczne nie oznacza bycia
            niegrzecznym w ogóle. Funkcjonuje to na zasadzie: skoro inni tak
            mnie postrzegają (narzucają rolę), to ja tę rolę gram. Kółko się
            zamyka.

            Najprościej rzecz ujmując, musiałybyście z mamą (i tatą?) po prostu
            za wszelką cenę widzieć w niej dobrą, fajną, wartościową osobę,
            która kocha się niezależnie od tego, co wywinie. I ona musi miec tez
            to przekonanie, że bez względu na to, co zrobi, to Wy jesteście po
            jej stronie i kochacie ją bezwarunkowo. Byc może Ty i mama o tym
            wiecie i wydaje się wam, że tego nie trzeba mówić. Tymczasem TRZEBA!
            To jest piekielnie trudne, wymaga masy cierpliwości i wcale nie
            gwarantuje dobrych efektów z dnia na dzień. To jest praca nad sobą -
            przede wszystkim - i za pośrednictwem siebie, praca nad nią. Wchodzi
            w to rozwój własnej empatii, empatyczne słuchanie, zmiana metod
            komunikowania się z nią i między sobą. Cięzko jest zmienić stare
            nawyki ale wszystko można zrobić jeśli się chce smile

            > Dodam, że co do psychologa, to one OBIE są przekonane, że
            psycholog NIC nie pomoże.

            Trudno powiedzieć, czy to wynika stąd, że obie się zawiodły, czy z
            wewnętrznego oporu. Ale znam z życia sytuacje, gdzie -
            paradoksalnie - rodzicowi było na rękę, że dziecko nie chce
            uczestniczyc w terapii. Kończyło się na kilku rozmowach u
            psychologa, albo kilku psychologach, sumienie czyste bo "próbowałam
            pomoc" a tak naprawdę taka wizyta poruszała w rodzicu "czułą
            strunę", która stanowiła o jego winie (śiadomie popełnionej lub
            nie), a ktorej nie chciał ruszyc w obawie przed przyznaniem się do
            własnych rodzicielskich błędów, własnych trudnych przezyć z
            przeszłości itd., to są rzeczy, które bolą i które czesto trzeba
            ruszyć żeby pomóc sobie i dziecku. A dla niektórych rodziców
            ruszenie tego jest na tyle przerażające, że zamyka ich dziecku
            możliwośc zdrowego rozwoju.
            Poza tym dobrze jest niektórym rodzicom w roli rodzica, który "się
            stara" (np. 3 razy idzie do psychologa, potem znajdzie 30 powodów,
            dlaczego nie iść, biega do wychowawcy, pisze na forach, placze w
            rękaw przyjaciółce itd.). Tak naprawdę to jest "staranie się" o
            pozytywny obraz siebie jako rodzica, a nie o to, by faktycznie temu
            dziecku pomóc. Bo ta realna pomoc oznacza poprostu mocną rysę na tym
            wykreowanym obrazie.

            > Twoje spostrzeżenia w sporej mierze są trafne, ciekawa jestem skąd
            > to wynika - kierunkowe wykształcenie, praca, własne
            doświadczenia...?

            Wszystko razem smile

            Nie dasz rady zmusić ani jednej ani drugiej do pójścia do
            psychologa. Nie da się za bardzo pomoc komuś, kto tej pomocy nie
            chce. Chyba jedyne, co mi przychodzi w tej chwili na myśl, to pomoc
            siostrze z wyrwania sie z roli kozła ofiarnego poprzez zmiany w
            sobie samej, próby spojrzenia na nią inaczej niz dotąd. Możesz np.
            sięgnąć do ksiązki "7 nawykow szczęśliwej rodziny", poczytać też coś
            o autoagresji. Może podrzucic mamie bez liczenia na to, ze będzie
            chciała coś w sobie zmienić. Możesz też sama skorzystać z
            poradnictwa terapeuty systemowego, który podpowiedziałby Ci, co
            robić konkretnie w wypadku Twojej siostry. Nie wiemy dokładnie, co
            siedzi w Waszej rodzinie. Twoje zachowanie niejako wymusi też zmianę
            na zachowaniu siostry i mamy - w dłuższej perspektywie czasowej,
            rzecz jasna.

            I jeszcze coś: za nieudzielenie pomocy osobie w cieżkim stanie
            psychicznym i lekceważenie próby samobójczej (a w przypadku Twojej
            siostry istnieje chyba realne zagrożenie tym problemem), jest
            odpowiedzialność karna. Warto o tym wiedzieć.

            • bi_scotti Re: siostra się cięła... 05.10.07, 19:14
              Iwucha, jestem pod wrazeniem - naprawde tak rzadko sie tu czyta
              takie wywazone, sensowne wypowiedzi napisane bez zlosliwosci czy
              krytyki wobec osoby zglaszajacej problem. Nawet nie wiesz jakie to
              odswiezajace!
              Ze swojej strony dodam, ze "oplaca sie" chwalic i nagradzac nawet
              drobne osiagniecia czy pozytywne zachowania. I nie mam tu na mysli
              nagrod rzeczowych ale to, o czym pisze Iwucha - werbalizacje
              pozytywnych uczuc, glosne podziekowanie, publiczne pochwalenie,
              wyroznienie i docenienie, podkreslanie uczuc jakie sie ma wobec
              siotry czy corki. Szczegolnie nastolatki potrzebuja tego poczucia,
              ze sa akceptowane przez reszte swiata a juz zwlaszcza przez
              najblizszych. Ponadto maja sklonnosc do traktowania nawet niechcacy
              rzuconych drobnych uwag krytycznych jako totalnej krytyki Ich w
              calosci. A stad juz krotka droga do negacji samej siebie itd. itd.
              Praktyczna jest tez metoda drobnych krokow. Stawiania prostych,
              osiagalnych wymagan i nagradzania za ich spelnienie. Przyklad:
              wulgarne slownictwo. Mozna sie umowic na "dzien bez przeklinania" i
              zgodnie CALA RODZINA w tym uczestniczy. To bardzo pouczajacy
              eksperyment - najczesciej bowiem okazuje sie, ze na okazjonalne
              brzydkie slowa pozwala sobie nie tylko "zbuntowana" nastolatka ale
              wszyscy inni tez. A jak wymagac od dziecka jesli sie samemu popelnia
              bledy? wink)) Oczywiscie, takie drobne kroki dotycza modyfikacji
              zachowan. To nie zmieni faktu, ze Twoja siostra probujac sie
              uszkodzic dala Wam wszystkim bardzo wyrazny sygnal, ze potrzebuje
              fachowej pomocy. O bolu duszy mozna rozmawiac z nastolatka bardzo
              ogolnie zanim sie Jej zacznie sugerowac wizyte u specjalisty. Ale
              rozmawiac warto przy czym rozmowa nie moze byc ocena Jej
              postepowania. Bo na kazda ocene Ona z zalozenia bedzie sie jezyc.
              Jak zreszta wiekszosc z nas smile
            • mag_internautka Re: siostra się cięła... 05.10.07, 19:15
              Dziękuję, dałaś mi mnóstwo do myślenia. Mam nadzieję, że zajrzysz
              jeszcze na to forum, bo gdy już sobie to wszystko przemyślę, to
              pewnie będę miała jakieś dalsze pytania, na które może będziesz
              mogła mi odpowiedzieć.

              Faktycznie od jakiegoś czasu (kilka lat) moja siostra jest
              stale "niegrzeczna" i stale próbujemy ją "naprawić", a może to jest
              tak jak napisałaś - ona odczuwa, że jest przez nas już stale
              postrzegana jako niedobra i w taką rolę już weszła. Dziwne to jest,
              muszę to sobie dobrze przeanalizować i zrozumieć.
            • mag_internautka Re: siostra się cięła... 05.10.07, 20:59
              ...mam jeszcze takie pytanie - OK, chwalić, chwalić... popieram w
              100% i będę miała na uwadze jak najczęściej, ale mimo wszystko
              moja "biedna - niegrzeczna" siostrzyczka jest nieraz naprawdę nie w
              porządku - i co wtedy, nie ganić, nie karać?
              • bi_scotti Re: siostra się cięła... 06.10.07, 00:28
                Konsekwencje zlego postepowania musza byc. Wazne jednak zeby
                dotyczyly tego, jednego, konkretnego przypadku a
                nie "caloksztaltu" smile Warto sie pilnowac zeby nie uzywac okreslen
                typu "Ty zawsze", albo "Ty znowu", "niczego innego sie nie
                spodziewalam" itp. Raczej uznawac nawet powtarzajace sie
                przewinienia za cos wyjatkowego, bo przeciez normalnie to Ona jest
                sensowna, odpowiedzialna dziewczyna, ktora da sie lubic i ktorej
                mozna ufac. Bledy sie zdarzaja kazdemu, za bledy rowniez dorosli
                musza placic ale to jest naprawde wazne zeby Ona miala poczucie, ze
                jest skarcona czy ukarana za to, ze np. trzasnela drzwiami wlasnie
                teraz a nie, ze w ogole ma opinie takiej, ktora trzaska drzwiami smile)
                Sprobujcie na Twoja siostre spojrzec jakby od nowa starajac sie
                zapomniec Jej dotychczasowe nieposluszenstwa. Dorastanie to naprawde
                trudny i bolesny okres - przepoczwarzanie sie z poskrecanej larwy w
                pieknego motyla smile Niektorym przychodzi to w miare bezbolesnie,
                innym jest bardzo trudno i wtedy trudno jest tez rodzinie ale
                naprawde oplaca sie miec przed oczami tego motyla, ktorym Twoja
                siostra (z Wasza pomoca) stanie sie juz zapewne niedlugo.
                Madra milosc stawia wymagania i egzekwuje ich spelnianie wiec nie o
                to chodzi zeby od Niej nie wymagac ale zeby stawiac konkretne
                wymagania, sprawiedliwie z nich rozliczac i nieustajaco Ja wspierac
                tak zeby zawsze miala poczucie, ze nawet jak jest upomniana to nie
                dlatego, ze jest zla czy trudna tylko dlatego, ze akurat w danym
                momencie zrobila i powiedziala cos niewlasciwego. Sprobuj na to
                spojrzec bardziej "detalicznie" - drobne kroczki smile
                • mag_internautka Re: siostra się cięła... 06.10.07, 09:46
                  Dziękuję Ci, bi_scotti, za Twoje rady. Brzmi to faktycznie mądrze i
                  całkiem prosto, choć nie wiem, czy uda nam się to tak po prostu
                  zastosować w praktyce smileJa na pewno postaram się to zmienić, gorzej
                  z mamą, przypuszczam, że ona jest "niereformowalna". Tata siostry
                  zaś nie bierze bezpośredniego udziału w wychowaniu (rodzice żyją
                  osobno i ojciec przyjeżdża raz na miesiąc w odwiedziny do dziecka).
                  • iwucha Re: siostra się cięła... 06.10.07, 10:17
                    bi_scotti mądrze poradziła smile Ja jeszcze dodam od siebie, ze w tych sytuacjach
                    podbramkowych warto powiedzieć siostrze, co się czuje w związku z jej
                    przewinieniem skoncentrować się na własnych odczuciach) i zaproponować jej
                    jakieś rozwiązanie tej sytuacji (naprawienie błędu). Będzie miała większe
                    poczucie wpływu i odpowiedzialności.

                    Z Twojej relacji wynika, że mama niereformowalna, tata na odległość oraz Ty
                    (pozytywna siostra, która jest dla niej pewnym emocjonalnym obciążeniem, źródłem
                    kompleksów - oczywiście nie piszę tego by Cię obarczyć winą, nie ma w tym
                    absolutnie Twojej winy) - to są powody do frustracji, a w efekcie do aktów
                    autoagresji. Trudno jej mierzyć się cały czas z wizerunkiem dobrej siostry,
                    którą chciałaby być bo ma miłość matki, której ona nie posiada we własnym
                    odczuciu, na ojcu nie ma jak się oprzeć - słowem: nie ma wpływu na swoją
                    rzeczywistość. Nie ma bezwarunkowego poczucia bezpieczeństwa, a tym samym
                    poczucia własnej wartości. Jedyny wpływ, jaki jej pozostaje to wpływ na własne
                    ciało. A ponieważ nienawidzi siebie, czuje się nic nie warta to to ciało trzeba
                    ukarać.

                    Takie są moje wrażenia - podkreślam: WRAŻENIA, podejrzenia, dywagacje. Bo każda
                    sytuacja rodzinna jest specyficzna, podobnie jak Wasza. Takie bywają mechanizmy,
                    jakieś ogólne prawidłowości, które jednak nie są regułą w każdym wypadku.
                    Dlatego warto by było skonsultować się z profesjonalistą (w Warszawie jest wiele
                    dobrych adresów) i z jego pomocą próbować pomóc siostrze. Bardzo wiele zrobisz
                    dla niej już Ty sama, bo raczej trudno jest próbować reformować kogoś
                    niereformowalnego tj. w wypadku Twojej mamy. Twoje samodzielne postępowanie na
                    pewno przyniesie jakiś skutek ale myślę, że potrzebowałabyś właśnie jakiegoś
                    mądrego terapeuty systemowego, który najpierw Was rozpracuje i na tej bazie
                    powie jak postępować. Ja jestem pedagogiem i nie chciałabym wchodzić w
                    kompetencje psychoterapeuty , które akurat tutaj są bardzo potrzebne. Dlatego
                    nie wahaj się by skorzystać z fachowej pomocy w realu bo opieranie się wyłącznie
                    na radach z forum czy książkach w tym wypadku nie wystarczy sad choć oczywiście,
                    bardzo chciałybyśmy pomóc Tobie i siostrze.

                    Trzymam kciuki!
                    • mag_internautka Re: siostra się cięła... 07.10.07, 19:39
                      Gdybym mogła póść do psychologa w tej sprawie to na pewno bym
                      poszła, ale nie mogę - dlatego napisałam ten post szukając pomocy
                      choć tutaj. (Nie mogę, bo moje maluchy ostatnio ciągle chorują, mały
                      jest jeszcze przy piersi, a mąż całymi dniami w pracy.) Cieszę się,
                      że odpowiedziały mi dwie tak życzliwe i mądre osoby, których
                      wypowiedzi trafiły do mojego przekonania. Do tej pory moją reakcją
                      na kłopoty z siostrą było wymyślanie kolejnych możliwych sankcji
                      karnych aby ją "okiełznać" i narady z mamą jak ją "utemperować" -
                      tak po prostu sądziłam że trzeba postępować z niegrzecznym dzieckiem
                      i dla jej dobra. Teraz od kilku dni zastanawiam się co ona myśli,
                      czuje potrzebuje i jak do niej dotrzeć. I że trzeba jej pokazać, że
                      bardzo mocno ją kochamy i podziwiamy (w końcu za coś każdego można
                      podziwiać smile W każdym razie pracuję nad tym tematem i myślę jak to
                      wszystko pozmieniać. Dziękuję wam za pomoc.
                      • lady68 Re: siostra się cięła... 15.10.07, 11:24
                        piszesz ze masz dwoje małych dzieci, może warto byłoby wciągnąc
                        siostre w pomoc w opiece nad dziećmi. Mogłabyć ja wtedy pochwalić i
                        troche odpowiedzialności by sie jej przydało.
                        • demole Re: siostra się cięła... 18.10.07, 10:41
                          niewiem co wy myślicie na temat traktowania zasad moralnych z lekcewaga,a
                          jeszcze lepiej - tak jak pracy w komunie."Najlepsza praca była wtedy kiedy nie
                          robiłem nic,paliłem papierosy i ciąłem fotele w gabinecie kierownika zyletką",
                        • mag_internautka Re: siostra się cięła... 18.10.07, 18:37
                          Ona raczej nie przepada za małymi dziećmi, ze starszą (3,5 roku)
                          kiedyś jeszcze chętnie się bawiła, a teraz prawie wcale i jeśli
                          nawet się pobawi to bardzo się do tego musi zmuszać. Raczej rzadko u
                          mnie bywa, zachęcam ją, nieraz jesteśmy umówione, czekam, a gdy nie
                          przychodzi i dzwonię to jest gdzieś na mieście ze znajomymi.
                          Zdecydowanie z rówieśnikami ma lepszy kontakt niż ze mną (dużo
                          starszą) i maluchami...
    • kakaowa Re: siostra się cięła... 01.11.07, 14:54
      Bo psycholodzy, rodzice i wszyscy inni nie pomogą.
      Bo sisotra pewnie będzie się chciała popisać.
      Gdyby to były poważne głębokie rany, a nie lekkie draśnięcia to mogłabyś wtedy z nią pogadać.A teraz to nie ma sensu. Możesz jej tylko wyperswadować pomysł "zaszpanowania" przed kolegami...
Pełna wersja