Czy Ktoś mi pomoże-doradzi

27.10.07, 10:56
Re: program w kl. 1-3 zbyt trudny?
alin9 25.10.07, 18:17 Odpowiedz

Ja chciałam zadać inne pytanie a może nawet prosić o radę.Przeczytałam Wasze
wypowiedzi i załamka.Głównie skłaniam się ku postom że trzeba razem
pracować.Moje pytanie a co jeśli moje godziny pracy na to nie pozwalają?Mam się
zwolnić i czekać na mannę z nieba?
Re: program w kl. 1-3 zbyt trudny?
monika.ae 26.10.07, 13:10 Odpowiedz

A w jakich godzinach pracujesz? Na zmiany? Nocą? Przecież niemożliwe
byś przez cały dzień nie widziała się z dzieckiem?
Re: program w kl. 1-3 zbyt trudny?
nomasz 26.10.07, 13:26 Odpowiedz

I nie da się,nie pracować z dzieckiem całkowicie.
    • beata.m Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 27.10.07, 14:21
      Jak śpią to dla nich już się "nie liczy" - czyli mamę mają dla siebie przez
      jakąś godzinę dziennie (bo ile może zajmować dostarczenie dzieci rano do
      przedszkola), ale ten czas też trudno uznać za czas poświęcony dzieciom.

      Myślę, że trzeba byłoby zastanowić się, co znaczy być mamą - zarabiać kasę czy
      być z dzieckiem.

      Już słyszę oburzenie, że takie czasy, no i to o mannie z nieba, co już
      napisałaś. Ja to znam...
      Tak się składa, że też jestem matką i też pracuję, a pracuję w szkole - obecnie
      uczę klasę 2. I to czy rodzice mają czas dla dzieci czy nie to niestety/stety w
      klasie WIDAĆ. Czasem, aż żal mi tych dzieci.
      "Nie nauczyłem się czytać, bo mama musi mieć też czas dla siebie."
      "Moją mamę nie interesuje co ja mam w zeszycie."
      To teksty moich pierszaków z zeszłego roku...

      No więc jak sobie zapracowani rodzice "radzą":
      - dzieci nie odrabiają zadań domowych - mniej więcej 1/3 klasy każdego dnia nie
      miała odrobionych;
      - jedna mama wynajęła panią, z którą dziecko odrabiało zadania domowe, więc miał
      je odrobione co drugi dzień, bo tak przychodziła ta pani
      "korepetytorka"("Odrobię na jutro, bo dziś przychodzi pani Basia.") - wolała
      zapłacić niż znaleźć czas dla dziecka ("Jak wróciłam do domu, to on był już tak
      zmęczony, że zasnął mi nad zeszytem i dlatego nie ma zadania domowego).

      Ja rozumiem, jak w domu jest bieda i matka MUSI iść do pracy, żeby związać
      koniec z końcem (ale tu też uważam, że trzeba zrobić wszystko, by godzić pracę z
      zajmowaniem się dziećmi - bo to jest największy obowiązek rodzica, a nie firma),
      żeby zarobić na chleb, ale dzieciaki z nieodrobionymi zadaniami, to wcale nie te
      z najbiedniejszych rodzin. Praca matek to raczej chęć zarobienia na kolejny
      gadżet czy wysoki standard. Kiedyś patologią było to jak ojciec pił i bił, a
      teraz uważam to za nienormalne, gdy dziecko siedzi samo w domu, za to ma w
      lodówce 3 rodzaje pizzy do wyboru.

      Nie wiem czy Ci pomogłam...

      Pozdrawiam
      BeataM
      • iffona Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 27.10.07, 14:40
        a ja sie zastanawiam na ile rodzic ma kontrolowac nauke dziecka
        powiedzmy dziecko w 3 klasie, wiec juz wie na czym polega szkola,
        zna konsekwencje nieodrobienia lekcji itd

        nie moge go kontrolowac sporadycznie bo za duzo rzeczy omija,
        potrafi 2 razy sprawdzac i nie znalezc rzeczy do zrobienia
        jest totalnie roztargniety, raz potrafi zapamietac wszystko co
        zadane w szkole co przyniesc na jutro (np kase na kino czy tez
        ziarna do zrobienia pracy plastycznej) a raz zupelnie nic, jakas
        czarna dziura

        ktos pisal ze w tym wieku nie odrabia sie wspolnie lekcji, no nie
        odrabiam z nim ani za niego jednak przegladam sobie wszystkie
        zeszyty ksiazki, cwiczenia i sprawdzam czy zrobil wszystko oraz czy
        sa poprawnie zrobione oraz jesli zachodzi taka potrzeba tlumacze
        polecenie, ale zadko sie to zdarza
        • beata.m Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 27.10.07, 15:13
          Jeśli chodzi o odrabianie zadań domowych, to dziecku trzeba zapewnić: miejsce,
          czas, spokój oraz swoją bliskość, zainteresowanie i gotowość pomocy. Raczej nie
          siedzimy z dzieckiem, no może z początku, ale jesteśmy "pod ręką" gdy trzeba coś
          wyjaśnić. Tyle teoria...

          Z własnego domowego doświadczenia wiem wiem, że mój drugoklasista sam pamięta o
          lekcjach, o przyniesieniu różnych rzeczy, a szóstoklasistę trzeba parę razy
          pytać czy aby na pewno ma odrobione lekcje ("zrób to o czym sobie przypomnisz
          wieczorem" - działa czasem, "szczęśliwie" zarobiona 2 z historii dała mi
          argument ograniczenia komputera tylko do weekendu, bo lekcje robił byle jak,
          czasem o czymś "zapomniał", byle jak najszybciej siąść do komputera).

          Tak więc zależy to od człowieka raczej, a nie od wieku.
          Myślę, że dobrze robisz sprawdzając go na bieżąco, wszak stara zasada mówi, że
          dziecku trzeba wierzyć, ale dziecko trzeba sprawdzać smile.

          Pozdrawiam
          BeataM
      • alin9 Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 27.10.07, 21:53
        Dziękuję prosiłam tylko o pomoc.Nie są to moje ambicje kasowe na kolejny
        gadget.Mam wybór żyjemy sami czy słuchamy społeczeństwa że musi płacić na
        biednych.Nie znasz dnia ani godziny kiedy taka/i będziesz.
        Co znaczy jak większość?Już tłumaczę.Nie każdy robi na rano a ludzi pracujących
        całymi dniami jest wbrew pozorom masa.Zmienić.Wyobraź sobie że osobie
        niepełnosprawnej nie tak łatwo znaleźć pracę i jeszcze dyktować warunki.Dobrze
        się"doradza"nie mając danego problemu.pozdrawiam.
        • beata.m Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 28.10.07, 00:01
          Nie przesadzasz z tym "słuchaniem społeczeństwa"?
          Zgadzam się z Tobą, że nie znamy dnia ani godziny... Wiem coś na ten temat, bo z
          niemal z dnia na dzień stałam się mamą niepełnosprawnego dziecka, bo pewnego
          dnia syn zachorował... I jakoś nie słyszę społeczeństwa mimo, że rehabilituje
          dziecko za pieniądze sponsorów.
          Przemyśl sobie wszystko. Czy rzeczywiście Twoje dzieci są warte takiego układu,
          że mało jest Ciebie dla dzieci (zwłaszcza, że czytałam na innym forum, że dzieci
          wymagają szczególnej opieki).
          Przecież nie pisałabyś tego postu, gdybyś nie miała jakiś tam wyrzutów sumienia
          czy poczucia, że coś jest nie tak. No chyba, że się mylę.
          Pozdrawiam
          BeataM
      • lola211 Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 28.10.07, 08:52
        Praca matek to raczej chęć zarobienia na kolejny
        > gadżet czy wysoki standard. Kiedyś patologią było to jak ojciec
        pił i bił, a
        > teraz uważam to za nienormalne, gdy dziecko siedzi samo w domu, za
        to ma w
        > lodówce 3 rodzaje pizzy do wyboru.
        >
        Wymagasz, by kobiety latami nie pracowały? Ja rozumiem pierwsze 3
        lata zycia dziecka, ale poźniej? Maja odejsc w zawodowy niebyt, by
        dziecko mialo odrobione lekcje? To jakis nonsens.
        A jak cos sie stanie ojcu, to skad nagle ta matka, ktora wypadla z
        zawodowego rynku wytrzasnie prace z taka w dodatku pensja by
        utrzymac siebie i dzieci?
        Sama pracuje i mam malo czasu na siedzenie z corka przy lekcjach-
        ale staram sie jak moge.Pewnie gdybym nie pracowala to lekcje
        odrobione byłyby na tip top, ale przepraszam, co by sie dzialo ze
        mna? Mialabym siedziec bezproduktywnie calymi dniami?
    • vharia Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 27.10.07, 14:26
      Co to znaczy "jak większości"??? Układ (jak rozumiem praca na drugiej zmianie) jest, w kontekście posiadania dzieci BEZNADZIEJNY i nie większosc tylko przycisnięta do muru mniejszość taki wybiera. Cóż... samo sie nasuwa: zmienić pracę. Koniunktura się poprawia ostatnio, może jesteś w stanie to zrobić? Inaczej to tylko półśrodki. Niania, babcia, albo poproszenie osoby opiekującej się dziećmi popołudniu (mąż?) aby je kłądł spać b. wcześnie i będą wstawały np. o 6 rano, zeby z Tobą spedzić czas. Ogólnie: co tu radzić, nie ma Cię w domu to Cię nie ma, chcesz czarodziejskiego sposobu??? Nie istnieje niestety.
    • nessska Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 28.10.07, 00:34
      W matkopolkowej nagonce na tę wyrodną, która ośmiela się nie siedzieć w domu aż
      dziecko zda maturę (żeby mu jeszcze do tej matury zdążyła notatki opracować i z
      kanapkami pozasuwać, jak się niebożę będzie uczyć), nie zauważa się, że
      dzieciaki, które, z takich czy innych przyczyn, miały do dyspozycji mniej czasu
      spędzanego z mamą, stają się bardziej samodzielne i niezależne, lepiej sobie
      radzą, mają jakąś taką "samowystarczalność", nie trzeba się obawiać, że jak ktoś
      ich nie poprowadzi za rączkę, to nie będą wiedziały co ze sobą począć.

      A druga myśl (też wynikająca z pierwotnego wątku o przeładowaniu programów
      szkolnych) dotyczy sprawdzania dziecku lekcji. Przeciez po to zadaje się uczniom
      zadania domowe, żeby sprawdzić czy i jak przyswoili wiedzę przekazaną podczas
      lekcji. Takie sprawdzanie, w imię jakiegoś tam dyplomu dobrego ucznia,
      zafałszowuje rzeczywisty poziom jego wiedzy. Po co oszukiwać ki siebie, i
      dziecko? Jeśli przyniesie którąś jedynkę za źle odrobione zadanie, zmotywuje się
      do nauki, a nie będzie stale pisało zadań ołówkiem, żeby mama mogła sprawdzić i
      wygumkować, kiedy jest źle.
      • vharia Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 28.10.07, 18:52
        Zgadzam sie. O ile w pierwszej klasie, zwłaszcza w pierwszym półroczu raczej trzeba pomóc dziecku "wejść w tryby" i brać nieco udziału w przygotowywaniu się do szkoły, o tyle później- im mniej tym lepiej.
        Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy 3 lub 4 to naprawde tragedia, bo niektórzy na serio myśla, ze dziecko powinno zbierać tylko piątkitongue_out

        Teksty typu "matka pracuje bo chce luksusów, gadzetów, karierę robi" wygłaszają rozpieszczone przez życie osoby, które nie musiały się nigdy naprawdę martwić o samodzielne utrzymanie (jak nie tatuś to wystarczająco sytuowany mąz albo chociaż mieszkanie po babci). Jak ktoś raz i drugi z kredytem hipotecznym na łbie wylądaował bez wystarczających środków na rachunki i z pustoszejącą lodówką, albo miał w rodzinie problemy zdrowotne (NFZ każdy zna), to nie bedzie pisał farmazonów. W dzisiejszych czasach praca to realna konieczność, nawet, jak w danym momencie dobrze idzie i pieniędzy akurat nie brakuje.
        • verdana Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 28.10.07, 19:48
          A jak rozumiem, dzieci ktore korzystaja z pomocy MOPS-u, bo mama
          zrezygnowała z pracy, aby je wychować - to te najbardziej zadbane i
          majace przed soba świetlana przyszłość?
          Nie zawsze mama moze i chce pracować tak, by nadzorować pracę
          dziecka - ja np. nie mogę - bo wyklady na uczelniach z przyczyn ode
          mnie niezaleznych odbywaja się także po południu, w soboty i
          niedziele. I do biblioteki czasem iśc trzeba, bo bez kolejnego
          tytulu wyrzucą z pracy.
          I rzeczywiscie - dzieciom zdarzało się nie odrobić lekcji (czasem),
          napisać gorzej, niz tym dzieciom, ktorym przy każdym zdaniu pomagala
          mama. Za to czas, ktory im poswięcalam nie był czasem na uczenie się
          programu szkolnego, tylko czasem na rozmowy i "normalne " zycie. Nie
          jestem ich nauczycielką, jestem matka - a to dwie zupelnie rózne
          funkcje. Nie mam zamiaru być nauczycielka wlasnych dzieci, bo to nie
          jest dla nikogo dobre. nawet jak mam czas, to tego nie robię - moge
          pomoc, nadzorowac, nawet najmlodszego, nie będę.
          W szkole podstawowej miały gorsze stopnie od rówieśników z "dobrych"
          rodzin (i lepsza opinię...). A czym wyższa klasa, tym było lepiej -
          bo one nauczyly się uczyć samodzielnie i to im zalezalo, zeby umiec
          to, czym się interesują - nie mnie. (a jak czyms się kompletnie nie
          interesują, to naprawdę - szkoda czasu, lepiej w tym czasie poczytac
          dobra książkę).
          Studia to juz jest sielanka.
          • annakate Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 28.10.07, 22:48
            A czy mama musi wszystko? Poza mamą ośmielam sie zauważyć, dzieci miewają tatę,
            babcię, dziadka etc. zwykle da się chyba tak zorganizować, żeby ktos poświęcił
            dziecku te pól godziny.I nie chodzi o to, żeby ta osoba nad dzieckiem stała jak
            kat nad dobra duszą i wilczym wzrokiem śledziła każda literkę, ale zeby
            skontrolowała, czy dziecko siadając do lekcji ma odpowiednie warunki (wyłączone
            TV, odpowiednie miejsce itp), czy wie, co ma robić tzn. czy właściwie zrozumiało
            polecenie, jak czyta czy jak mówi wiersz(tego sam 7-latek nie skontroluje)
            • alin9 Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 29.10.07, 10:12
              Każdy mierzy własną miarą.Annakate co do taty to się zgodzę ale od dziadków
              raczej nie mogę wymagać aby wychowywali moje dziecko bo mama nie może.Beatko nie
              znasz chyba polskiego społeczeństwa(a takimi jednostkami jak Ty się nie
              przejmuję).Nigdy nie twierdziłam że dzieciom nie pomogę i jak radziła vharia
              pomyślę o półśrodkach.Podoba mi się wypowiedź verdany i wielu innych (chodzi o
              przeładowany program).Zastanawiam się czy to dzieci mają zadanie domowe czy
              rodzice?Ja rozumiem kontrolowanie w formie przeglądania zeszytów,przepytywania
              itp.pozdrawiam.
    • trolka72 Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 02.11.07, 09:26
      Uważam za błąd odrabianie lekcji z dziecmi- chyba, że miałyby jakieś
      szczególne problemy. Pani mojej młodszej córki mówiła w klasie 1,
      żeby nie sprawdzac, nie pakowac, nie siedziec z dzieckiem- ona
      nauczy dzieci, że mają pamiętac. Nauczyła.(teraz są w 2). Jedna z
      Was żali się, że jej pierwszaki nie mają odrobionych lekcji, bo mama
      nie pomogła. Zastanów się, na ile Ty jesteś odpowiedzialna za lekcje
      dzieci. jesteś nauczycielką, zastanó się po prostu, jak sprawic,
      żeby odrabianie lekcji było dla dzieci "opłacalne".
      Mam 3 dzieci, sporo pracuję, ale sporo jestem też w domu. Wolę
      pograc z dziecmi w scrabble, ugotowac z nimi obiad albo oczytac
      (nawet sobie) czy zdrzemnąc się niż odrabiac lekcje.Moje córki bdb
      radzą sobie w szkole, i rozumiem, że gdyby miały jakieś szczególne
      problemy- może pomagałabym. Ale tak? Uczę ich samodzielności i
      odpowiedzialności odkąd skończyły rok, czemu teraz miałabym robic
      krecią robotę i pilnowac ich lekcji?
      Pewno, że je chwalę, ale nadmiernej wagi do edukacji nie przykładam.
      Są fajne i bystre, mają zaplecze w domu- muszą sobie radzic.
      • marget11 Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 02.11.07, 19:30
        beato.m, nigdy nie zrozumiesz rodziców, którzy pracują normalnie po 8 godzin +
        co najmniej godzina na dojazd. Dlatego cały czas powtarzam córce-ucz się
        tak,żebyś mogła być nauczycielką i pracować kilka godzin dziennie smile
        • aduerin Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 05.11.07, 16:27
          i tu sie mylisz bo nauczyciel pracuje tyle godzin co kazdy inny. Z
          jedna roznica - nie moze wyjsc z lekcji zeby sobie pojsc po zakupy,
          do lekarza, do banku porobic oplaty, spotkac sie z kims - a tak
          wyglada praca wielu moich znajomych ktorzy maja jakies zadania w
          tzw. terenie. Wychodzi rano skontrolowac 1 rzecz i wraca o 15.55 bo
          o 16 konczy prace. Wiec naucz swoje dziecko zeby szukalo takiej
          pracy, to znacznie praktyczniejsze.
          Co do autorki - to jest mowiac wprost wyrodna matka, bo coz z tego,
          ze dzieci maja jeszcze tatusia i dziadkow. Ale przede wszystkim
          maja - nie maja matki, bo widza ja godzine dziennie. Nie musi z nimi
          odrabiac lekcji ale musi z nimi spedzac czas - np na zabawie,
          czytaniu czy chocby wspolnym gotowaniu. Nie zdziw sie autorko gdy za
          20 lat trafisz do domu starcow bo Twoje dzieci nie beda mialy
          zadnych uczuc dla ciebie. Maja Cie kochac za to ze im pieniadze
          przynosilas?
          • alin9 do aduerin 06.11.07, 11:02
            Szczerze się ubawiłam.Ciesz się że Ty pracujesz kilka godzin masz wakacje i
            ferie(nie 26 dni urlopu) i wszystkie święta oraz weekendy wolne.Dobrze jestem
            wyrodną matką-PASUJE?Co do pieniędzy to Ty je widocznie masz.Bo za moje nie
            utrzyma się nawet jedna osobasmile
            • alin9 Re: do aduerin 06.11.07, 11:32
              Aha i jeszcze jedno pytanie.Kto wg Ciebie jest lepszy ten co wstydzi się
              własnego chorego dziecka i oddaje babci na przechowanie do pełnoletności czy
              taka wyrodna matka jak ja?Idąc za Twoim tokiem rozumowania jasmileA spróbuj wyrodna
              babo nie jechać z dziećmi na kolonie.Dziecku odmówić ?Okropna Jesteś!
    • alina66 Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 05.11.07, 09:30
      Od początku edukacji mojego syna zastanawiałam się, dlaczego tak
      jest, że szkoła zakłada codziennie odrabianie lekcji z dzieckiem
      przez rodzica, rozporządza moim czasem żadając z dnia na dzień
      przyniesienia : piórek ptasich/ korków od butelek/ krepy i innych
      pierdół, tak wiele wagi przywiązuje do formy (prace pisemne napisane
      wg jakiegoś szablonu, zadania z matematyki wyliczone wg wzoru) a tak
      mało do treści. Skąd to przekonanie w nauczycielach (pani Beato), że
      z dziecka, z którym mama siedzi codziennie po kilka godzin i
      nadzoruje jego pracę (z założenia przecież samodzielną), pokazując
      palcem błędy wyrośnie samodzielny, twórczy i odpowiedzialny
      człowiek?
      Na szczęście mam to za sobą.
      Spostrzeżenia mam takie jak verdana - w młodszych klasach oceny
      mojego syna "opuszczonego przez rodziców" były gorsze niż dzieci
      nadzorowanych, im dalej, tym bardziej się to zmieniało na jego
      korzyść. Też wolałam porozmawiać o książkach i świecie, pograć w
      warcaby albo pojechać na pływalnię, niż odrabiać zadania domowe/
      odpytywać z lekcji, ze szczególnym uwzględnieniem eugleny zielonej,
      która to euglena cieszyła się zywiołową nienawiścią mojego dziecka.
      • verdana Re: Czy Ktoś mi pomoże-doradzi 05.11.07, 16:37
        Bylam nauczycielka - co prawda tylko 10 godzin w tygodniu, jako
        praca dodatkowa. I jako nauczycielka stwierdzam - etat nauczycielski
        to jednak znacznie mniej godzin, niz tzw. "normalny etat". Owszem,
        dochodzi sprawdzanie prac czy przygotowywanie sie do lekcji - ale
        nie ma sily, sprawdzanie prac i przygotowani naprawde nie zjmuje 22
        godzin tygodniowo (czyli 2,5 godziny codziennie) - nie liczac tego,
        ze sa wakacje, ferie itd.
        Dziś moje dziecko uczyło się o rodzajach powodzi i obowiazkach OC w
        czasie pokoju. Nie będę wymagac, aby znał rodzaje powodzi... Widzę,
        ze ukradkiem, zamiast się uczyć czyta Austen "Dumę i uprzedzenie" i
        staram się patrzec w inna stronę.
Pełna wersja