jestem w kropce, zginęły pieniadze

26.12.07, 22:54
Moja córka (10 lat) miała w pokoju na biurku pieniadze (dostała jako
prezent gwiazdkowy z konkretnym przeznaczeniem). Podczas wizyty w
święta pieniadze zniknęły. W swoim pokoju bawiła sie z rówieśnicą -
kuzynką, lekko uposledzoną. Nie mam pojęcia jak się zachować. Kwota
niby niewielka, bo 150 zł, ale w domu rozpacz. Pieniadze miały być
na wycieczkę szkolną. Głupio mi zadzwonić i pytać, czy dziecko nie
przyniosło przypadkiem pieniędzy do domu, tym bardziej, że to brat
męża i na dodatek strasznie honorowy. Z drugiej strony szkoda mi
małej bo popłakuje po kątach. Mąż stwierdził: trudno, mogła nam
oddać. Strasznie niezręczna sytuacja.....
    • nangaparbat3 Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 26.12.07, 23:58
      Sprawdźcie bardzo dokładnie, czy jednak nie ma ich w domu - mogła mała schować i
      zapomnieć, mogły sfrunać, mogły zostać przykryte ksiażka czy papierami, sto
      rzeczy sie mogło z nimi stac.
      W sprawie znikania i odnajdywania cudownego przedmiotow mam duze doświadczeniewink
      • cathy_bum Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 27.12.07, 01:01
        nangaparbat3 napisała:

        > Sprawdźcie bardzo dokładnie, czy jednak nie ma ich w domu - mogła
        mała schować
        > i
        > zapomnieć, mogły sfrunać, mogły zostać przykryte ksiażka czy
        papierami, sto
        > rzeczy sie mogło z nimi stac.
        > W sprawie znikania i odnajdywania cudownego przedmiotow mam duze
        doświadczenie;
        > )
        Zgodzę się z nangąsmile Mojej córce zginęła kiedyś droga zabawka,
        zaraz po wizycie koleżanki. Przy czym trzeba dodać, że koleżanka pół
        wizyty błagała o pożyczenie do domu owej zabawki. A potem rozstąp
        się ziemio, przepadła. W pokoju u Młodej był - co nietypowe -
        porządek, dodatkowo przetrząsnęłyśmy wszystko jeszcze raz. Głupio
        było podejrzewać tamto dziecko, ale myśl się pojawiła... Przy okazji
        delikatnie spytałam, czy czasem nie wie, gdzie moja Młoda zgubę
        wsadziła. Nie. Dalej się bałam pytać, bo wierzyć mi się w kradzież
        nie chciało.
        Po paru miesiącach odnalazłam skarb... w pudle na pawlaczu! Któreś z
        dzieci wrzuciło zabawkę do stojącego w przedpokoju pudełka, a ja
        całość wrzuciłam na góręsmile))
        • verdana Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 27.12.07, 14:32
          A ja mam doświadczenie z kolegą syna, który nas okradł. Mam tez doświadczenie z
          własnymi dziećmi, który coś (nie pieniądze) wyniosły od dziadków. Tak że wersja
          o kradzieży jest b. prawdopodobna.
          Natomiast oburzająca jest postawa ojca typu "córka jest sama sobie winna".
          Ciekawe, czy będzie siebie winił, gdy ktoś ukradnie mu samochód (mogłem
          zaparkować gdzie indziej). Wini córkę, bo nie chce mu się dzwonić do brata -
          bardzo nieładnie.
          Gdyby chodziło o moje dziecko, to po dokładnym przeszukaniu wszystkich
          zakamarków dałabym jej na wycieczkę te 150 zł. , nawet kosztem sporych
          wyrzeczeń, umawiając się, ze jak je znajdzie, czy się odnajdą u kogo innego , to
          Wam zwróci. No chyba, ze uważacie, ze dziecko powinno być ukarane, bo dało się
          okraść - i nauczyć je, ze lepiej być złodziejem niż ofiarą...
          • epreis Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 27.12.07, 15:13
            zgadzam się...może rzeczywiście pieniądze się zapodziały ale dziecko
            raczej nie jest winne- chyba,że sama schowała te pieniądze i płacze,
            żeby naciągnąc na więcej- ale chyba znacie swoje dziecko, żeby
            wiedziec czy potrafiłaby się tak zachować...w innym przypadku
            powinno dostac pieniądze drugi raz i jak się znajdą to zwróciłaby
            wam je. i jeśli brat męża jest człowiekiem honorowym to napewno gdy
            zauważy, że zabrała je jego córka to wam odda
          • mallard Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 28.12.07, 09:24
            Kurcze! Verdanis, -wiesz czym Ty mnie denerwujesz?
            Tym, że prawie zawsze muszę się z Tobą zgodzić! smilesmilesmile
            No ale żarty na bok.
            3 razy mamo, nie napiszę wiele, bo bym musiał słowo w słowo prawie,
            powtórzyć za filarem tego forum wink.
            Napiszę tylko, że mnie jako ojca, bardzo niestety oburzyła postawa
            Twojego męża! Być może nie doczytałem, ale ta dziewczynka, po której
            wizycie znikły pieniadze, to jakaś jego rodzina może?

            Pozdrawiam!
            • mallard Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 28.12.07, 09:28
              mallard napisał:

              > Być może nie doczytałem,

              Doczytałem, ale zapomniałem - to jeszcze gorzej! wink
              Sorry!
    • wieczna-gosia Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 28.12.07, 06:14
      Głupio mi zadzwonić i pytać, czy dziecko nie
      > przyniosło przypadkiem pieniędzy do domu, tym bardziej, że to brat
      > męża i na dodatek strasznie honorowy.
      wlasnie ze zadzwonic i sie spytac tym bardziej ze corka brata uposledzona- moze
      wziela a nie wie jaka to wartosc, moze akurat ma taki okres ze podbiera....ze
      brat honorowy to dobrze, znaczy ze odda. Ale niech maz zadzwoni a nie ty.
      Mąż stwierdził: trudno, mogła nam
      > oddać. Strasznie niezręczna sytuacja.....
      no jakbym wiedziala ze sie przewroce to bym sie polozyla- nie bylo powodu dla
      ktorego miala wam oddac, w koncu na dwor nie wyniosla kolezankom pokazywac.

      Dziecku dac pieniadze a do brata zadzwonic bez specjalnych oczekiwan ze sie
      znajda bo jego corka moze sie nie przyznac/ mogla dobrze schowac/ mogla juz
      wydac itd.
      • gorgona_1 Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 28.12.07, 09:54
        > Dziecku dac pieniadze a do brata zadzwonic bez specjalnych
        oczekiwan ze sie
        > znajda bo jego corka moze sie nie przyznac/ mogla dobrze schowac/
        mogla juz
        > wydac itd.

        Mogła nie wziąć?
        Ale może "honorowy" brat i tak "odda" te pieniądze, bo jak ma
        udowodnić (także sobie), że jego upośledzona córka ich nie wzięła?
        Pewnie gdyby po wizycie zauważył, że dziecko ma te pieniadze, sam by
        zadzwonił, przeprosił i oddał. Taki zarzut może go strasznie zranić,
        a może być niesłuszny. Jak poczuje się autorka wątku, kiedy po
        jakimś czasie jednak pieniądze się znajdą?

        • makurokurosek Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 28.12.07, 15:46
          całkowicie sie zgadzam. mała mogła sama gdzieś schować , mogły sfrunąć, najpierw
          należy poszukać, a dopiero na końcu kogoś oskarżać.
          • wieczna-gosia Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 31.12.07, 00:50
            jedno drugiego nie wyklucza- tzn najpierw oczywiscie poszukac ale zalozylam ze
            to autorka watku juz zrobila.
            I nikt nie mowi o oskarzeniach- spokojnie i bez nerw zadzwonic, przedstawic
            sytuacje ze mloda placze, bylo, nie ma, dziewczynki bawily sie razem w pokoju
            moze poszukacie, moze sie zaplatalo.

            Ja osobiscie bym wolala wiedziec ze moje dziecko w ogole bylo bliskie takiej
            sytuacji.
    • limonka_3 Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 29.12.07, 08:15
      JEJ wina?! Przecież ona trzymała SWOJE pieniądze na SWOIM biurku.
      Nic złego nie zrobiła. Czy powinna przed kuzynką pochować wszystkie
      zabawki i inne swoje rzeczy + podczas wizyty bacznie ją obserwować?

      Nie oskarżajcie też ostro dzieci którym zdarza się wynieść coś z
      czyjegoś domu. Pieniądze to poważna sprawa ale może ta upośledzona
      dziewczynka nie zdawała sobie z tego sprawy.

      A wracając do wynoszenia - nazwanie kogoś złodziejem jest poważnym
      oskarżeniem i tak też jest z dziećmi.

      Ja przeszukałabym dom dokładnie a potem zadzwoniłabym do brata.
      Przecież to brat - powinien zrozumieć. Nie chodzi o oskarżenie i
      pieniądze ale o to żeby dzieci czegoś spokojnie nauczyć. Tamta
      dziewczynka - jesli to zrobiła - powinna się dowiedzieć że tak się
      nie robi. To też dla jej dobra. Szczególnie upośledzonym dzieciom
      wydaje się często że im więcej wolno...

      A teraz "moje" przykłady:

      Kiedyś w okresie szkoły podstawowej schowałam swoje pieniądze tak,
      że szukałam ich i straciłam nadzieję. Znalazłam je po kilku
      miesiącach na dnie szafy - jakoś "sfrunęły" z kurtki wink

      Dwulatek kiedyś schował mi 20 zł do jednego z klocków duplo smile

      Poszukajcie dobrze.

      I jeszcze do wszystkich: Nigdy nie nazywajcie dziecka złodziejem.
      • nessska Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 29.12.07, 13:50
        a jakie znasz lepsze określenie małoletniego, który kradnie?
        • harrypotter Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 29.12.07, 14:07
          jako dziecko sama kiedy padlam ofiara malej zlodziejki, mialam z 10 lat i mialam
          odlozone pareset ok 200 zl znikneky po wizycie "kolezanki" nie podjezewakam jej
          do czasu kiedy dostalam zwrot z wycieczki szkolnej - 15 zl
          poprosilam "kolzenake" zeby mi potrzymala plecak przed szkola a ja poszlam do
          sklepiku po soczek, z okna zobaczylam jak wycigala 10 zl z mojego plecaka!!
          pewnie do dzis kradnie, ciekawe czy ja ktos kiedys ukarze lub ukaral
          • 3xmama dziękuję za wszystkie wypowiedzi 29.12.07, 14:16
            Najpierw dokładnie przeszukałam miejsce po miejscu, i nic. Potem
            poszerzyłam teren poszukiwań i też nic. Nikogo nie oskarżyłam i
            przeszłam nad tym do porządku dziennego. Szkoda mi córki i dlatego
            prosiłam o jakieś podpowiedzi odnośnie rozwiązania tej sytuacji.
            Zawsze było tak, że pieniadza (jakie by one nie były) trafiały do
            szuflady w moim biurku i w razie potrzeby dzieciaki dostawały tyle
            ile chciały. Tym razem tak sie nie stało i klops. Do szwagra dzwonić
            nie będziemy, bo jak napisała jedna z dziewczyn, mógłby sie poczuć
            urażony. ŻADEN rodzić nie chciałby usłyszeć, że jego
            dziecko "bierze" coś, co do niego nie nalezy. Mała ma nauczkę - na
            wycieczkę dostanie oczywiście w odpowiednim czasie. Poruszyliście
            tutaj jedną ważną rzecz: jak mówić bliskim o rzeczach delikatnych,
            tak żeby nie urazić. "Walenie" prosto z mostu chyba nie jest
            najlepszym rozwiązaniemwink
            • nchyb Re: dziękuję za wszystkie wypowiedzi 29.12.07, 15:08
              > dziecko "bierze" coś, co do niego nie nalezy. Mała ma nauczkę - na
              > wycieczkę dostanie oczywiście w odpowiednim czasie. Poruszyliście
              > tutaj jedną ważną rzecz: jak mówić bliskim o rzeczach delikatnych,
              > tak żeby nie urazić.

              Nauczkę powiadasz. A czegóż to ją ta sytuacja nauczyła?
              córka ma nauczkę - w razie problemów rodzice specjalnie jej nie
              pomogą, a jeszcze w niej doszukiwać się będą winy. Lepiej więc
              więcej nie prosić ich o pomoc, by nie truli i by mieć święty spokój.
              Może ktoś inny obcy bęzie pomagał, kumpel narkoman, koleżanka z
              sekty, czy z ulicy, a może całkiem ktoś inny sympatyczny. Do nich
              lepiej się jednak nie zwracać o pomoc, bo będą i tak wiedzieć, że
              córka sama chciała, to ma...
              Ciekawe, czy tego właśnie chcieliście ją nauczyć?

              Co do nie ranienia bliskich, łatwiej zranić własne niewinne dziecko,
              by nie urazić brata? Hm, ja za takie nauczki dziękuję, dobrze, że
              nie na mnie trafiło...
              • croyance Re: dziękuję za wszystkie wypowiedzi 17.01.08, 13:50
                Dziecko sie nauczy, ze do rodziny nie mozna miec zaufania i wszystko
                trzeba chowac; a jesli nie daj Boze ktos ja kiedys napadnie,
                zgwalci, albo maz ja pobije - to tez jej wina, bo naiwnie nie
                pzrewidziala 16549 zagrozen.
            • arioso1 Re: dziękuję za wszystkie wypowiedzi 29.12.07, 15:09
              wiecie co ja wam cos opowiem. to bylo dawno 20 lat temu.podbieralam
              mamie pieniadze, potem babci ,cioci-potrafilam to robic tak ze z
              powieszonej na krześle torebki wyjmowalam przy wszystkich-
              wypieralam sie a jakże-to nie ja wiezyli poniewaz wtedy moja mam
              byla zamozna to ja mialam zawsze kupe kasy i wszystko kupione-ale
              podbieralam , u kuzynek podbieralam byle co ,zeszyt karteczke
              notesik , obojetne byle by poczuc ze cos zabieram, czulam sie winna
              tak bylo przez 4 lata-kolezanka mnie usprawiedliwiala ,ona tez
              podbierala ze jak podbieramy rodzicom to nic sie nie dziej bo to
              przeciez nasi rodzice.te pieniadze nie byly mi potrzebne-czasem
              wydawalam czasem fundowalam kolezankom, czasem chowalam -pieniadze
              nie byly mi potrzebne bo mama mi dawala ile chcialam i nawet nie
              pytala na co.mialam 10 lat jak dal;a mi 500zl a 17 lat temu to bylo
              duzo i powiedziala jedz sobie na rynek i kup cos na siebie-jako 10
              latka sama poruszalam sie autobusami-wiec to nie byla potrzeba
              pieniedzy tylko fakt aby zabrać cokolwiek komukolwiek.dziwne bo
              okradalam jedynie rodzinę-kolezanki nie.pewnego dnia mama
              oficjalnie zaprowadzila mnie do ciotki której zabralam
              pieniądze ,bo ta jej się poskarzyla a mama moja jej uwierzyla -ja
              sie nie przyznalam ale ze wstydu nigdy nikomu nic nie wzielam
              więcej. mama zaprowadzila mnie do psychologa , zabieranie i
              odczuwanie potrzeby zabierania to choroba-choroba glównie u
              dzieci ,to nie jest wstyd to choroba-ja sie nie wstydze wam o tym
              pisać ,wiem ze robilam podle ale 7 czy 12 latek o tym nie myśli
              tak . drugi gorszy przyklad- ja mam z poprzedniego zwiazku dwoje
              dzieci syn i córka wtedy mieli syn 5 lat a córka 8 . moja nowa
              tesciowa przyjechala pierwszy raz nas poznać -akurat nadarzyla sie
              okazja bo córka miala komunie- tesciowa nowa zabawila u nas 2
              tygodnie-mój syn zabral jej z portfela monety ok 15 zl i schowal
              sobie do zabawek -matko jaki wstyd, chcialam umrzeć, tośmy sie
              pokazali od dobrej strony- kij z tesciową ale mój artur? jego miny
              nie zapomne do końca zycia. syn dostal po tylku odemnie bo akurat
              na tyle bylam w stanie zareagować-potem wizyta w poradni -on chcial
              zwrócic na siebie uwagę ja w ciązy, 3 miesiac, nowa babcia nowy
              tata wszystko nowe i on sam jeden bo to na anie kazdy patrzyl to
              bylo jej swieto-dlatego drogie mamy nie wolno wam przemilczec
              takiego zachowania ,bo tylko szkodzicie dzieciom- 3x mamo- ja bym
              zadzwonila na twoim miejscu i powiedziala wprost, jestes dorosla i
              nie mozesz ot tak zbagatelizować tego -dajesz zly przyklad córce a
              tym samym pozwolenie na okradanie tak jak mnie dano pozwolenie
              brakiem reakcji a wszyscy wiedzieli ze coś nie tak jest. najlatwiej
              uciec i zapomniec -tlumacząc brakiem dowodów-nie to nir brak
              dowodów lecz brak odwagi. zadzwoń -i powiedz ze po ich wizycie
              zginely pieniadze i ze jest ci tak strasznie glupio ,nikogo nie
              oskarżasz ale poprostu musisz zapytać,
              • limonka_3 Re: dziękuję za wszystkie wypowiedzi 31.12.07, 00:28
                Zgadzam się z aristo.
                Ja też ... zabrałam kilka razy w dzieciństwie komuś jego własność,
                takie drobiazgi jak np fajny długopis wink BTW znałam osoby które
                zwijały całe piórniki. Nigdy nikomu jednak nie podbierałam
                pieniędzy. Ale to akurat ja tak miałam (ok.7 roku życia) a ponieważ
                jestem dobrym obserwatorem, wiem że dzieci często takie rzeczy robią
                nieświadomie. Ale często wystarczy raz zwrócić uwagę i jest taki
                wstyd że już nigdy w życiu...!!!

                Gdy mój 6-latek zaczął przynosić rzeczy z przedszkola powiedziałam
                mu że to nieładnie. Zawstydził się - więc wie że to złe zachowanie.
                Na razie widzę że podziałało smile
            • scher Re: dziękuję za wszystkie wypowiedzi 29.12.07, 15:22
              3xmama napisała:

              > ŻADEN rodzić nie chciałby usłyszeć, że jego dziecko "bierze" coś,
              > co do niego nie nalezy.

              Normalny rodzic chciałby usłyszeć pierwszy.
              • nchyb Re: dziękuję za wszystkie wypowiedzi 29.12.07, 16:07
                Zgadzam się z Scher, normalny rodzic wolałby to usłyszeć pierwszy od
                znajoego, by móc zareagować, niż po czasie np. w sądzie dla
                nieletnich...
                • ibulka Re: dziękuję za wszystkie wypowiedzi 29.12.07, 17:44
                  nchyb napisała:

                  > Zgadzam się z Scher, normalny rodzic wolałby to usłyszeć pierwszy od
                  > znajoego, by móc zareagować, niż po czasie np. w sądzie dla
                  > nieletnich...


                  tylko ja bym wolała, żeby ktoś powiedział mi o tym w sposób delikatny i
                  kulturalny, niż od razu oskarżył moje dziecko...
                  • nchyb Re: dziękuję za wszystkie wypowiedzi 30.12.07, 08:46
                    tylko, że nikt nie propnuje autorce wątku by zadzwoniła do szwagra z
                    tekstem:
                    -Słuchaj stary, twoja córka rąbnęła mojej kasę.

                    Raczej sugeruje się delikatny telefon, czy też spotkanie z rozmową
                    typu delikatna prośba o zwrócenie uwagi, czy do takiej sytuacji
                    mogło dojść. To chyba jest różnica?...
                    • ibulka Re: dziękuję za wszystkie wypowiedzi 30.12.07, 12:19
                      nchyb napisała:

                      > tylko, że nikt nie propnuje autorce wątku by zadzwoniła do szwagra z
                      > tekstem:
                      > -Słuchaj stary, twoja córka rąbnęła mojej kasę.
                      >
                      > Raczej sugeruje się delikatny telefon, czy też spotkanie z rozmową
                      > typu delikatna prośba o zwrócenie uwagi, czy do takiej sytuacji
                      > mogło dojść. To chyba jest różnica?...

                      oczywiście, nie pisałam tego do żadnego postu z tego wątku - po prostu ot tak,
                      luźne stwierdzenie smile
            • kerry_weaver Re: dziękuję za wszystkie wypowiedzi 30.12.07, 11:41
              Wiesz co - mój brat był całkiem normalny a mając kilka lat
              maniakalnie kradł ciotkom z domów biżuterię. Podobała mu się bo
              błyszczała. Mama nie miała o niczym pojęcia dopóki nie znalazła
              schowka na skarby w czasie porządków. Oczywiście rodzina nie łączyła
              ginących pierścionków z kilkuletnim chłopcem który z rodzicami
              przyszedł na imieniny.
              Ja bym zadzwoniła do brata - dzieci, i te zdrowe i upośledzone,
              podbierają rzeczy. Powiedziałabym mu na spokojnie żeby poszukał czy
              porozmawiał z córką. Bez oskarżania - na zasadzie - może bawiły się
              pieniędzmi i mała wzięła prypadkiem czy schowała. Mogła przecież
              nawet nie ukraść a schować gdzieś u Was, a dzieci mają takie schowki
              że dorosły sam nie wpadnie na to smile
              • grzalka Re: dziękuję za wszystkie wypowiedzi 30.12.07, 14:40
                moja córka w wieku 4-5 lat wynosiła rózne rzeczy ze sklepów-
                oczywiście po kryjomu, sporo się natłumaczyliśmy i nachodziliśmy
                oddając, przeszło

                zdarza się

                ale rozumiem problem z telefonem, a może spytac tej dziewczynki, czy
                nie pamieta, gdzie córka mogła połozyć te pieniądze?
                • liberata Re: dziękuję za wszystkie wypowiedzi 31.12.07, 00:12
                  Mąż nie powinien chować głowy w piasek, tylko zadzwonić i normalnie
                  porozmawiać. To jego brat! Ja nie zastanawiałabym się, czy zadzwonić
                  do swojej siostry i rodziców, ale już do rodzeństwa/rodziców męża
                  dzwoniłby mąż.

                  Pieniądze rzecz nabyta, ale dziecku należy się specjalna uwaga i
                  myślę, że to właśnie rodzice dziewczynki powinni z nią omówić
                  problem. Jeśli nie zadzwonicie, za każdym razem, gdy ona przyjdzie,
                  będziecie w panice chować wszystkie cenne rzeczy zastanawiając się,
                  czy czegoś znowu nie buchnie. Jeśli jest niewinna, to jak ona będzie
                  się czuć bezpodstawnie podejrzewana, nie rozmiejąc w ogóle dlaczego
                  nagle przestaliście ją lubić? Skrzywdzicie niechcący niewinne
                  dziecko, tylko dlatego, że boicie się urazić uczucia DOROSŁEGO
                  człowieka.
        • limonka_3 Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 31.12.07, 00:16
          małoletni nie są karani min. dlatego że nie zdają sobie sprawy z
          wagi wyrządzonych czynów. dziecko które zabierze cudzą rzecz
          to "dziecko które zabriera cudzą rzecz" - trzeba tłumaczyć,
          resocjalizować. jeśli nie pomoże - to trudno, będzie miał 18 lat -
          trafi do więzienia.
          Nazywając dziecko złodziejem (szczególnie publicznie) przyklejasz mu
          etykietkę, od której trudno się uwolnić.

          • dorjana1 Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 31.12.07, 02:31
            Przeszukalabym każdą książkę,kopertkę,gazetkę -wszystkie okladki bo
            mogly się w czasie party przykleić do innego papieru.Jesli
            nie,zadzwonilabym dyskretnie do żony brata -między kobietami łatwiej
            zalatwić tak dyskretną rzecz.Nie rozmawiałabym z córką o moich
            podejrzeniach co do kuzynki.I gdy okaże sie że to ona -nigdy nie
            wyjawiłabym prawdy.To jak piszesz chore dziecko.
            Jednak gdy córka brala już ''udzial''w twoich podejrzeniach to
            musisz jej pokazać że nie zostawisz jej w poczuciu krzywdy i dążysz
            do uczciwości.Tlumacząc później zachowanie kuzynki-bo da sie to
            wytłumaczyć bez szkody dla ich kontaktu...
            O ukaraniu corki wg mnie nie ma mowy-małej jest tak ogromnie przykro
            że ktoś jej zrobił krzywdę!!

          • scher Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 03.01.08, 22:53
            limonka_3 napisała:

            > małoletni nie są karani min. dlatego że nie zdają sobie sprawy z
            > wagi wyrządzonych czynów.

            Nie są może karani w sensie prawa karnego, ale mogą i powinni być
            karani w sensie wychowawczym. Nie jest powiedziane, że dziecko nie
            ma sumienia i nigdy nie zdaje sobie sprawy, że źle robi.
            No i warto przemyśleć głęboką prawdziwą ludową mądrość: Czasem
            dopiero kara rodzi poczucie winy.
    • ropuszka3 Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 31.12.07, 08:24
      Witam. Zupełnie nie rozumiem zachowania Pani męża. Jak to trudno???
      Wygląda to tak jakby go w ogóle nie interesowało co przeżywa Państwa
      córka. Po za tym nie widzę powodu, dla którego miałaby je Państwu
      oddawać w końcu były to jej pieniądze. Myślę, że gdyby kuzynka Pani
      córki wzięła pieniądze to ktoś z dorosłych na pewno to zauważy lub
      już powinien zauważyć i jak najszybciej zwrócić.
      • verdana Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 03.01.08, 11:48
        Córka ma nauczkę, ze lepiej zachować się tchórzliwie, niz odwaznie,
        ze lepiej być zlodziejem, niz ofiarą, i że rodzice w razie problemow
        nakrzyczą a nie pomogą.
        Za całe 150 zł. narobiliscie sobie klopotów. Tyle dokladnie
        kosztowała Was utrata zaufania. Bo jak mozna ufać rodzicom, ktorzy
        postapili tak jak Wy? Mowiac "ma nauczke" - albo oskarżacie ja o
        niedbalość, albo czynicie winną, ze goscie - nota bene Wasi - ja
        okradli.
    • india70 Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 12.01.08, 15:27
      sytuacja jest faktycznie trudna.Chyba raczej bym nie pytała szwagra
      czy jego dziecko przez pomyłke nie wzieło pieniędzy.Mogą sie czuc
      urażeni, a to 150zł chyba nie jest tego warte.Mnie by to zabolało.
      Można jedynie napomknąc przy jakiejs rozmowie ze mała płakala bo
      zgubiła pieniądze.Jesli ich córka wzieła pieniądze to chyba sie sami
      zorientują ze je ma albo ze sie pojawiła nowa rzecz w domu kupiona
      za nie.
      • ibulka Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 12.01.08, 16:19
        india70 napisała:

        > sytuacja jest faktycznie trudna.Chyba raczej bym nie pytała szwagra
        > czy jego dziecko przez pomyłke nie wzieło pieniędzy.Mogą sie czuc
        > urażeni, a to 150zł chyba nie jest tego warte.Mnie by to zabolało.
        > Można jedynie napomknąc przy jakiejs rozmowie ze mała płakala bo
        > zgubiła pieniądze.Jesli ich córka wzieła pieniądze to chyba sie sami
        > zorientują ze je ma albo ze sie pojawiła nowa rzecz w domu kupiona
        > za nie.


        150 zł piechotą nie chodzi, to po pierwsze.
        po drugie - skoro 'tylko' 150zł nie jest warte szukania i spytania szwagra o to,
        czy jego dziecko nie wzięło pieniędzy, to jaka kwota JEST już tego warta? i
        dlaczego?
        • india70 Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 12.01.08, 16:26
          masz racje zadna kwota nie jest tego warta.Pamietaj ze nie ma
          pewnosci ze ta dziewczynka wzieła pieniądze.Nie zabolalby Ciebie
          takie pytanie gdyby dotyczylo Twojego dziecka? Czasami można kogoś
          bardzo skrzywdzić i stracić kontakt z rodziną. Napisalam ze sprawa
          jest jest delikatna.Moze poprosic babcie niech zapyta wnuczkę
          podczas zabawy.
          • ibulka Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 12.01.08, 16:38
            india70 napisała:

            > masz racje zadna kwota nie jest tego warta.Pamietaj ze nie ma
            > pewnosci ze ta dziewczynka wzieła pieniądze.Nie zabolalby Ciebie
            > takie pytanie gdyby dotyczylo Twojego dziecka? Czasami można kogoś
            > bardzo skrzywdzić i stracić kontakt z rodziną. Napisalam ze sprawa
            > jest jest delikatna.Moze poprosic babcie niech zapyta wnuczkę
            > podczas zabawy.


            nie wiem czy by zabolało, bo nie miałam nigdy takiej sytuacji. bardziej chyba
            zabolałoby zatajenie tych podejrzeń przede mną, 'bo mam chore dziecko i ktoś nie
            chce sprawiać przykrości'.

            a po co babcia ma pytać wnuczkę w zabawie?
            lepiej wprost, naprawdę. takich spraw nie załatwia się przez osoby trzecie.
            • india70 Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 12.01.08, 16:43
              może masz rację
              • ibulka Re: jestem w kropce, zginęły pieniadze 12.01.08, 17:28
                india70 napisała:

                > może masz rację

                może mam, w każdym razie mówię jak myślę. ja bym starała się rozwiązać problem w
                ten sposób, decyzja należy do autora wątku.

                pozdrawiam serdecznie, idę robić kolację smile
Pełna wersja